Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

11 Cze

Józef Piłsudski w Łodzi

Kiedy w latach 1898 – 99 przetoczyła się przez Wilno fala aresztowań członków Polskiej Partii Socjalistycznej, pojawiły się obawy o los drukarni „Robotnika” – organu prasowego PPS. Jego redaktorem był Józef Piłsudski, używający wówczas pseudonimu „Wiktor”. Spośród kilku miast, które spełniały warunki niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania drukarni, wybór padł na Łódź. Dobre połączenie kolejowe z Warszawą  oraz dość duża liczba mieszkańców gwarantowały sprawny kolportaż oraz zachowanie anonimowości.

   Przygotowania do przenosin drukarni trwały dłuższy czas. Latem 1899 roku Józef Piłsudski zebrał swych trzech braci: Jana, Adama i Kazimierza i oznajmił im, że zamierza osiąść, w niewymienionym miejscu, w drukarni partyjnej. Dla zachowania pozorów i uwiarygodnienia przygotowanej „legendy” zamierzał wstąpić w związek małżeński. Była to jedna z przyczyn, choć zapewne nie jedyna” wstąpienia w związek małżeński z Marią Juszkiewicz z Koplewskich. 15 lipca 1899 w Paproci Dużej, w obecności świadków: Jana i Adama Piłsudskich, zawarł związek małżeński z „Piękną Panią”. Kilka dni później, 23 lipca, wyszedł 32. numer „Robotnika”. W tym czasie zapewne przygotowano nowe dokumenty dla małżonków. Józef Piłsudski legitymował się paszportem na nazwisko Józef Władysław Dąbrowski, a rzekome nazwisko panieńskie jego małżonki to Maria Karczewska. PPS borykała się w owym czasie także z dużymi problemami finansowymi. 200 rubli na potrzeby działalności konspiracyjnej przeznaczył wówczas brat towarzysza „Wiktora” – Bronisław. Ostatni numer „Robotnika” wydany w Wilnie nosił datę 1 października. Redaktor tego pisma miał kilka tygodni na przeprowadzkę.

1

Józef Piłsudski w 1900 r.

   Małżeństwo Piłsudskich zjawiło się w Łodzi około połowy października 1899 r. Pierwszą pewną datą jest 22. dzień tego miesiąca, gdyż wówczas Józef  Piłsudski napisał list do Londynu. W rejestrze niestałych mieszkańców małżeństwo Dąbrowskich wpisane zostało 3. listopada. Mieszkanie wynajęto w centrum Łodzi, przy ul. Wschodniej 19. Przewiezienie wszystkich rzeczy z Wilna do Łodzi nie było rzeczą prostą. Sama drukarnia, zwana pieszczotliwie „babcią”  ważyła ponad 120 kilogramów. Jak pisał „Wiktor” do towarzyszy partyjnych w stolicy Wielkiej Brytanii przeprowadzka miała zakończyć się przez Bożym Narodzeniem 1899 r.


   Wynajęte pod numerem czwartym mieszkanie nie miało typowej dla tajnych drukarni lokalizacji. Mieściło się bowiem na pierwszym piętrze.  Tak opisuje to mieszkanie Józef Piłsudski w „Bibule”:


„(…) drukarnia nie mieściła się ani w piwnicy, ani na strychu, ani nie była otoczona jakąś nadzwyczajną tajemniczością. Redakcja i drukarnia znajdowała się w zwykłym mieszkaniu, takim, jakich tysiące jest w każdym większym mieście. Jak wspomniałem, była ona na pierwszym piętrze. Była to, jak mi mówiono, innowacja. Dotąd bowiem wystrzegano się umieszczania drukarni na piętrze. Obawiano się, by pewien szum, sprawiany przez maszynę drukarską, nie był słyszany przez mieszkańców parteru.
Co do mnie, gdy mnie poruczono redakcję "Robotnika" i urządzenie drukarni w Łodzi, nie znalazłem na parterze mieszkania.
Zaryzykowałem wziąć mieszkanie na piętrze, tym bardziej, że w tym domu parter był zajęty przez skład bawełny i pończoch. Mieszkanie nasze składało się z czterech pokoi i kuchni. Z frontowych schodów wchodziło się do korytarza, z którego na prawo drzwi prowadziły do pokoiku niewielkiego - w tym jadaliśmy obiad. Na lewo z korytarza było dwoić drzwi - jedne, najbliższe od wejścia, do pokoju sypialnego, drugie - do saloniku. Wprosi z korytarza były drzwi do kuchni i z kuchni wreszcie na tylne schody. Za salonikiem był pokój duży, w którym postanowiliśmy umieścić drukarnię, a który był zarazem dla ludzi postronnych gabinetem moim dla pracy.”

   Dla osób postronnych, zwłaszcza dla służącej, Józef Piłsudski odgrywał rolę adwokata. Służąca odgrywała znaczącą rolę w kamuflażu drukarni. Ciężko było sobie wyobrazić zasobne małżeństwo, za jakie uchodzili Piłsudscy, które nie miałoby osoby odpowiedzialnej za prowadzenie domu. Ryzyko było tym większe, że podjęto decyzję o zatrudnieniu służącej na stałe, a nie osoby przychodzącej tylko na określoną liczbę godzin. W prowadzeniu gospodarstwa przesz okres pobytu w Łodzi pomagały dwie osoby: Józia i Władzia. Pierwsza z nich była osobą o luźnym sposobie bycia, lubiącą rozrywki i uciechy życia w mieście. Druga z nich była osobą cichą i domatorką. Potrafiła także czytać, co odróżniało ją od pierwszej ze służących. Fakt, że przez kilka miesięcy funkcjonowania drukarni nie zorientowała się ona, czym naprawdę zajmuje się gospodarz świadczy o zachowaniu maksymalnych reguł ostrożności.

   Praca przy składaniu i drukowaniu należała do tych z kategorii niewdzięcznych. Był to ciężki wysiłek fizyczny trwający po nawet kilkanaście godzin dziennie. Tak zapamiętał to Józef Piłsudski:


„Umeblowanie gabinetu-drukarni składało się z biurka redakcyjnego, w którego szufladach złożone były rękopisy i różne wydawnictwa, potrzebne do redakcji; z otomany, w którą chowaliśmy papier; kosza, do którego szły różne odpadki produkcji, stopniowo potem spalane w piecach mieszkania; szafki składanej, w której się mieściła w górnej części maszynka drukarska, a w dolnych jej szufladkach kaszty z czcionkami i wreszcie z kilku krzeseł. Oprócz tego stały dwie lampy, jedna z nich wysoka, japońska, druga na biurku. Oświetlały one nam pokój przy wieczornej robocie. (…)

Zaraz po rannej herbacie ja z Karolem wynosiliśmy się do gabinetu, do roboty. Robota nasza polegała na pisaniu, składaniu i odbijaniu na maszynce. Pierwsze należało do mnie, drugie do Rożnowskiego, trzecie było naszą wspólną funkcją. Urządzaliśmy się w ten sposób, że od chwili, gdy robota nad numerem "Robotnika" została rozpoczęta, nie przerywaliśmy jej, dopóki nie. została skończoną. Dwunastostronicowy numer kosztował nas zwykle 15-16 dni pracy, pracy dosyć uciążliwej, trwającej przeciętnie 9-11 godzin dziennie.
Środki nasze techniczne składały się z pewnej ilości czcionek. Petitu mieliśmy na dwie i coś stronice i garmondu na sześć. Oprócz tego pewną ilość liter tytułowych oraz tłustego petitu i garmondu. Mieściło się to w kasztach i w związanych stronicach, pozostałych z dawniejszej roboty, - kaszty i stronice leżały w szafce i otomanie.

2

 

Poza tym w szafce stała maszynka drukarska angielskiego systemu "Model-Press". Maszynka niewielka, ważąca coś około 7 pudów, z ramą małą, mieszczącą zaledwie jedną stronicę "Robotnika. I taka właśnie maszynka, używana za granicą, w krajach z cywilizowanymi prawami dla słowa drukowanego, jedynie do odbijania niewielkich ogłoszeń i biletów wizytowych, taka maszynka stanowiła nadzwyczajny postęp w porównaniu z przed P.P.S-ową techniką drukarską w organizacjach rewolucyjnych pod caratem.


Na maszynce, jak powiedziałem, można było odbijać od razu tylko jedną stronicę naszego pisma i dopiero po odbiciu jednej można było przystąpić do następnej. W ciągu jednej godziny odbijaliśmy od 300 do 400 egzemplarzy. Szybkość zależała głównie od tego, czy można było w danej chwili sprawiać więcej hałasu, czy nie. W celu zmniejszenia hałasu maszynka była wszędzie, gdzie się różne jej części stykały przy pracy, oklejona gumą, rzemykami i suknem. I raz po raz trzeba było przerywać robotę, by to lub owo w niej naprawić - przykręcić śrubkę, dolać oliwy na osie, przykleić pasek jakiegokolwiek materiału zamiast tego, który odleciał przy robocie. Co pięćdziesiąt egzemplarzy trzeba było rozsmarować farbę na talerzu i baczyć przy tym, by farby nie było za dużo, bo w tym wypadku arkusiki papieru, złożone po odbiciu jeden na drugim, ogromnie się brudziły i druk stawał się nieczytelnym. Gdy, przeciwnie, brało się farby za mało, to przy małej presji, jaką rozwinąć można było przy tym systemie drukarskim, druk wychodził blado, co na petitowych osobliwie stronicach czyniło druk równie niedogodnym do czytania i niewyraźnym, szczególnie dla ludzi, nieprzyzwyczajonych do czytania, a ci przecie stanowili większość czytelników naszego pisma.


Licząc więc wszystkie przerwy w produkcji, na każdą godzinę pracy wypadało przeciętnie 250-280 egzemplarzy. A że biliśmy wówczas 1900 egzemplarzy pisma, więc samo odbijanie jednej stronicy zajmowało nam 8 godzin pracy. Gdy się zaś doliczy czas, zużyty na przygotowanie do pracy, zabijanie stronicy w ramę, zrobienie korekty i wreszcie usunięcie śladów roboty, będziemy mieli 9 co najmniej godzin tańca koło maszynki dla odbicia jednej stronicy "Robotnika". Była to nasza dzienna produkcja.


Co się tyczy hałasu, sprawianego przez robotę, to przy ostrożnym odbijaniu, gdy się niejako trzymało w garści całą maszynkę i zwracało uwagę na najmniejsze jej kaprysy, największy hałas sprawiała czynność brania z kupy papieru jednego arkusika w celu położenia go na maszynkę. Szelest papieru - oto najgłośniejsza procedura! Nic dziwnego, że w czasie samej roboty służąca z nieodstępną od niej moją żoną mogły sprzątać w sąsiednim pokoju, nie słysząc z gabinetu-drukarni żadnego podejrzanego szmeru.”


   W czasie pobytu Józefa Piłsudskiego w Łodzi ukazały się dwa numery „Robotnika”: 34. z datą 3 XII 1899 r. i 35. z dnia 31 XII 1899 r. Przy drukowaniu kolejnego numeru, który nosił datę 25 lutego 1900 r., doszło do nieszczęścia. Przybyły w dniu 19 lutego z Warszawy w celu dokonania ustaleń organizacyjnych  inż. Aleksander Malinowski ps. „Kazimierz” (używający wówczas nazwiska Aleksander Korsak) był śledzony przez carską policję. W czasie swego pobytu  zakupił on dla drukarni znaczną ilość papieru w składzie Tybera, usytuowanym na ul. Piotrkowskiej w pobliżu skrzyżowania z ul. Zieloną.. Nie zdając sobie sprawy z faktu śledzenia go przez agenta policji przyniósł papier na Wschodnią. Aresztowano go w momencie wyjazdu na Dworcu Fabrycznym około północy 21 lutego. Jeszcze tej samej nocy, ale już 22 lutego, około godz. 3.00 oddział żandarmów pod dowództwem ppłk. Gnoińskiego wkroczył do mieszkania nr 4 przy Wschodniej 19. Ku jego ogromnemu zaskoczeniu znalazł tam długo poszukiwaną drukarnię, złożonych 9 stron „Robotnika”, liczne listy, artykuły i notatki.  Po przeprowadzeniu rewizji przewieziono Józefa i Marię Piłsudskich do więzienia przy ul. Długiej 13 (obecnie Gdańska). Przebywali tam do połowy kwietnia 1900 r., kiedy to szesnastego wywieziono do Warszawy Marię, a dzień później Józefa Piłsudskiego. Towarzysza „Wiktora” umieszczono w X pawilonie Cytadeli Warszawskiej.

3

Zdjęcie Józefa Piłsudskiego wykonane po aresztowaniu

7

Dawne więzienie przy ul. Długiej, obecnie siedziba Muzeum Tradycji Niepodległościuowych przy ul. Gdańskiej 13

 

8

Tablica pamiątkowa

   Kolejny raz przebywał w Łodzi Marszałek w czasie swej podróży do Paryża w  dniu 8 lutego 1921 r. W czasie piętnastominutowego pobytu na Dworcu Kaliskim doszło do spotkania z władzami i mieszkańcami naszego miasta.

   O pobycie Józefa Piłsudskiego w Łodzi nie zapomniały ani władze miasta, ani mieszkańcy. Już w 1920 roku na kamienicy, w której mieszkał Naczelnik umieszczono i odsłonięto tablicę pamiątkową. Nową tablicę w 1981 r. ufundował Społeczny Komitet Pamięciu Józefa Piłsudskiego w Łodzi.

4

 

6

Kamienica przy ul.Wschodniej 19

5

Tablica ufundowana przez SKPJP

 

   W dniu 11. listopada 1938 r., w dwudziestolecie odzyskania Niepodległości, w danym lokalu mieszczącym drukarnię „Robotnika” otwarte zostało Muzeum Pamiątek po Pierwszym Marszałku Polski i Wodzu Narodu Józefie Piłsudskim. Utworzone zostało ono z inicjatywy samorządu łódzkiego, w niecały rok od podjęcia stosownej uchwały przez Radę Miejską.


   15 grudnia 1993 roku Rada Miejska w Łodzi podjęła uchwałę nr LXVII/598.93 w sprawie odtworzenia Muzeum Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego przy ul. Wschodniej w Łodzi.. Niestety do dziś dnia nie uczyniono niczego w kierunku jej realizacji.

Literatura:
„Dziennik Zarządu Miejskiego w Łodzi” z 1938 r.
Wacław Jędrzejewicz, Janusz Cisek „Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego”
Józef Piłsudski „Bibuła”
„Szlakiem wielkości: odtworzony warsztat pracy konspiracyjnej J. Piłsudskiego w Łodzi”, Łódź 1939

Ostatnio zmieniany środa, 04 kwiecień 2012 01:07

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version