Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

11 Lis

Powrót Józefa Piłsudskiego z Magdeburga według relacji ks. Zdzisława Lubomirskiego

  • Napisane przez  Zdzisław Luomirski

powrot pilsudskiego 11 11 1918W końcu 1918 r. Polska Siła Zbrojna redukowała się do liczby około 5.000 żołnierzy Wehrmachtu[1]. Był to żołnierz do­brze wyćwiczony i doskonale wyekwipowany. Władzę zwierzch­nią. nad nim we wrześniu (?) wymienionego roku przejęła Rada Regencyjna, wobec czego Wehrmacht podlegał jej (właściwie mnie), a nie Beselerowi. Społeczeństwo polskie z Narodową Demokracją na czele było nader wrogo usposobione dla naszej ówczesnej siły zbrojnej. Przyczyną tej niechęci była rota przysięgi, zawierająca ustęp o braterstwie broni z Niemcami. Uważano Wehrmacht za sojusznika niemieckiego i obawiano się, by Niem­cy nie wysłali naszych żołnierzy na front przeciw Aliantom. W czasach późniejszych przedstawiciele Francji (Noulens), rów­nież mieli nam za złe formowanie nie tylko siły zbrojnej pod oku­pacją niemiecką, lecz nawet policji i żandarmerii. Twierdzili bo­wiem, że każdy żołnierz i każdy przedstawiciel bezpieczeństwa publicznego, wystawiony przez Polskę, zwalnia jednostkę bojową niemiecką i tym przysparza im wrogów na froncie.

W rzeczywistości całe społeczeństwo polskie było wyraźnie wrogo usposobione dla państw centralnych i kierowało sympatie swe ku Francji i Entencie, Rada Regencyjna, w szczególności ja, była również przeciwna Niemcom i pragnęła zwycięstwa Aliantów. Względy oportunistyczne, obecność obcej władzy na naszej ziemi, powodzenia państw centralnych na froncie, konieczność współżycia z Niemcami dla zmniejszenia rygorów okupacyjnych (ograniczenia aprowizacyjne), zmuszały nas do polityki aktywistycznej, sprzecznej z naszymi uczuciami.

Wskutek tego Rada Regencyjna nie cieszyła się bynajmniej popularnością. Władza nasza opierała się na okupantach, z którymi musieliśmy prowadzić walkę dyplomatyczną, aby uzyskać ich zezwolenia na wszelkiego rodzaju instytucje polskie w kraju (sądownictwo, policja, szkoły itp.). Stronnictwa lewicowe coraz silniej domagały się zwolnienia z więzienia i powrotu do kraju twórcy legionów Piłsudskiego, widząc w nim postać, która powin­na odegrać rolę wybitną w Polsce, Rada Regencyjna była rów­nież tego zdania i w przeciągu 6-ciu miesięcy starała się u władz niemieckich o zwolnienie Komendanta z Magdeburga. Na niejednokrotną interwencję naszą w tej sprawie u Beselera, otrzymy­waliśmy zawsze odmowną odpowiedź. Poruszenie tego tematu wzbudzało silne zdenerwowanie u b. Generał-Gubernatora. Gło­sem podniesionym oświadczał nam: „nein, diesen Mann werde ich ihnen nicht geben”. I rzeczywiście Piłsudskiego zwolniła z więzienia dopiero rewolucja niemiecka i rząd powstały po abdykacji cesarza Wilhelma i ucieczce jego do Holandii, 9 XI 1918[2].

O przyjeździe Komendanta do Warszawy, otrzymałem wiadomość telegraficzną z Berlina 10 XI wieczór[3]. Udałem się na dworzec główny samochodem nazajutrz około 7-ej rano z mo­im adiutantem rtm. Rostworowskim. Tam spotkałem się z trzema nieznanymi mi przed tym osobami, z których jedna przedstawiła mi się, jako naczelny komendant POW Koc. Z nim byli pp. Krzaczyński i Straszewicz. Prócz tego na dworcu znajdowało się około 15-tu niewiast, członkiń wymienionej organizacji, przy­puszczam. Brak publiczności tłumaczy się niespodziewanym przybyciem w tym dniu Piłsudskiego. Na dworcu zauważyłem pewne rozluźnienie w dyscyplinie żołnierzy niemieckich; wałę­sali się bez broni i celu, niedbale ubrani i obojętni na. to, co się w ich obecności działo.

Piłsudski przybył ze swym b. Szefem Sztabu Sosnkowskim, specjalnym pociągiem około 7-ej. Po przywitaniu go przeze mnie, Koc złożył mu, o ile pamiętam, raport o stanie POW, po czym skierowaliśmy się ku wyjściu. Koc i jego towarzysze zapraszali brygadiera do przygotowanego przez organizację powozu. Ja zaś zaprosiłem go do mnie, na śniadanie, na co się Piłsudski zgodził i wsiadł do mego samochodu.

Po śniadaniu konferowałem poufnie z Komendantem, któ­ry zupełnie nie orientował się jeszcze w ówczesnej sytuacji we­wnętrznej w kraju. Oświadczył mi, że zamierza zaraz jechać do Lublina, ponieważ okupacja jest tam zniesiona, południe Polski wolne od obcej przemocy i ma już Polski Rząd. Odradziłem mu wykonanie tego zamiaru, wyjaśniając sytuację rzeczywistą, pole­gającą na tym, że okupacja niemiecka w północnej Polsce rów­nież przestaje istnieć. Piłsudski się wahał, twierdził, iż nie wie czy rzeczywiście okupacja niemiecka kończy się u nas. Wtedy zakomunikowałem mu, że wysłałem depesze do Krakowskiej Ko­misji Likwidacyjnej, oraz do kół poselskich w Berlinie i Pozna­niu, by członkowie ich pośpieszyli .przybyć do Warszawy, celem utworzenia Rządu Narodowego w stolicy. Takiemu Rządowi Ra­da Regencyjna zamierzała złożyć swą władzę. Wreszcie wy­jaśniając całokształt sytuacji, udało mi się przekonać Piłsudskie­go o konieczności jego pozostawania w Warszawie. O godzinie 2-ej, odbyłem z nim ponownie konferencję u arcybiskupa Ra­kowskiego.

Po przejechaniu się ulicami miasta Komendant przekonał się, że miałem rację twierdzić, o ustaniu u nas okupacji. Ludność bowiem rozpoczęła już na dobre rozbrajanie Niemców, noszą­cych wtedy, wszyscy prawie czerwone kokardy. Piłsudski, przy­chylając się do mego zdania, zakomunikował nam, że w Berli­nie rewolucja jest w pełni. Na ulicach żołnierze rozbrajają ofice­rów, zdejmując z nich odznaki. Do niego, będącego w mundu­rze legionowym podeszli również niemieccy żołnierze widocznie zamierzając tak samo postąpić, lecz zauważywszy orzełka na czapce, zaniechali wszelkich czynów, mówiąc: „Es ist ein polnischer Offizier”.

Na posiedzeniu u arcybiskupa omawialiśmy sprawę utwo­rzenia Rządu. Piłsudski był niezdecydowany, czując się w nader trudnej sytuacji między prawicą i lewicą. My, Regenci, oświad­czyliśmy, że chociaż jesteśmy poglądów konserwatywno-monarchicznych, jednakże rozumiemy, że w chwili gdy 28 tronów ru­nęło (Rzesza niemiecka), o takiej formie rządu mowy być nie może i pragniemy powołać Rząd, który by był przyjęty przez wszystkie stronnictwa, żadnej decyzji wówczas nie powzięliśmy. To samo było wieczorem na konferencji u p. Ostrowskiego.

Od południa tegoż dnia, 11 listopada[4] zaczęły po ulicach miasta ciągnąć pochody socjalistyczne z czerwonymi sztanda­rami, żądając abdykacji Rady Regencyjnej i wznoszące okrzyki na cześć Piłsudskiego. Tłum usiłował nawet przedostać się siłą do Frascati, by zmusić mnie do złożenia mego urzędu. Wieczo­rem tego dnia zastałem ku memu zdziwieniu w mojej rezyden­cji wartę, złożoną z żandarmów z dwoma oficerami, dla mojej ochrony osobistej.

Pochody ludności warszawskiej uważałem jako zagrażają­ce bezpieczeństwu publicznemu, mogące wywołać poważne zabu­rzenia, a nawet doprowadzić do rewolucji. Wobec tego zawezwa­łem brygadiera Minkiewicza dla omówienia z nim sprawy usta­lenia porządku w kraju. Oświadczył mi, że ma do dyspozycji oko­ło 2.500 ludzi, ponieważ jeden batalion wysłał do Krakowa, jako załogę, a część żołnierzy już pełni służbę w mieście przy obiek­tach odebranych od Niemców. Gdy mu zakomunikowałem mój zamiar rozpędzenia tłumu i wprowadzenia porządku, Minkie­wicz oświadczył, że ma za mało ludzi i wątpi, czy uda mu się tego dokonać.

Znając niepopularność wśród społeczeństwa Rady Regencyjnej i coraz wzmagającą się ku niej opozycję, a z drugiej stro­ny rosnący coraz bardziej autorytet Piłsudskiego, zdecydowa­liśmy się przekazać mu władzę nad wojskiem. Zaznaczam zresztą, że wtedy wszystkie stronnictwa od najskrajniejszej prawicy do lewicy żądały od nas oddania władzy Piłsudskiemu. Byłem przekonany, że podziała to nader dodatnio na wzbu­rzone wówczas umysły. Dekret o nominacji brygadiera Piłsud­skiego Naczelnym Wodzem, podpisaliśmy 12 listopada 1918 r., w czwartek o godz. 5-ej po południu[5]. Dekret ten był podpisany również przez Piłsudskiego dlatego, że w nim zobowiązał się utworzyć Rząd Narodowy, co stwierdził swym podpisem.

Widząc następnie, że podział władzy między Radą Regen­cyjną i Naczelnym Wodzem nie odpowiada duchowi czasu oraz coraz bardziej wzmagającą się popularność Piłsudskiego — 14 XI wydaliśmy drugi reskrypt przekazujący jemu pełnię władzy, również pod warunkiem, że stworzy Rząd Narodowy. Tego samego dnia jednakże mianował premierem gabinetu Daszyńskiego, leadera P. P. S., człowieka partyjnego. Już jako człowiek prywatny, udałem się natychmiast do Piłsudskiego, prosząc o wy­jaśnienie jego decyzji. Oświadczył mi dosłownie: „Byłem to winien moim przyjacioło m". Na tym się nasza rozmowa skończyła.

Tydzień później przybyli zawezwani przeze mnie, do Warszawy, przedstawiciele Komisji Likwidacyjnej oraz pan Seyda i inni działacze polityczni z Berlina i Poznania. Do mej wiado­mości doszło, że czynili nam wyrzuty za oddanie władzy pań­stwowej Piłsudskiemu.

Główną przyczyną powstania szkodliwego dla nas Rządu Ludowego było, iż w tym czasie nie mieliśmy żadnego rządu. Ga­binet Świeżyńskiego, Narodowo-Demokratyczny, wykonał prze­ciwko Radzie Regencyjnej zamach stanu, ponieważ pomimo nas przystąpił do tworzenia ministeriów z socjalistami i ludowcami na czele, dążąc do obalenia naszej władzy. Po rozpędzeniu gabinetu Świeżyńskiego 3 XI mianowaliśmy premierem ks. Sapie­hę i przystąpiliśmy do ukonstytuowania rządu. Wtedy nastąpił fakt bardzo charakterystyczny.

Przybyła do mnie 5-go czy 6-go XI delegacja stronnictw lewi­cowych z pp. Arturem Śliwińskim i Patkiem na czele. W składzie jej byli, o ile przypominam sobie, pp. Stolarski i Sokal. Delegacja ta oświadczyła mi, że stronnictwa, które ona przedstawia, nie mo­gą być bardziej prawicowe, niż prawica sama, która wykonała na nas zamach stanu. Lecz jednakże stronnictwa te uznają po­trzebę źródła władzy, jako zabezpieczenie przed powstaniem samozwańczych rządów. Chociaż dalecy są od uznawania zasady monarchicznej, której Bada Regencyjna reprezentuje złożyli mi następujące oświadczenie, które przytaczam w brzmieniu prawie dosłownym:

„Imieniem stronnictw lewicowych proponujemy Radzie Regencyjnej, by Regenci arcybiskup Rakowski i Ostrowski, zre­zygnowali ze swej władzy na korzyść Księcia Pana. Po zdjęciu w ten sposób z niego stempla państw centralnych, przyjmujemy z ramienia księcia każdy rząd, który książę utworzy, prosząc o uwzględnienie stronnictw lewicowych w tym rządzie. Prosimy o odpowiedź za dwie godziny”.

Porozumiałem się natychmiast z moimi kolegami. Arcybi­skup Kakowski od razu podpisał swą rezygnację na moją korzyść. Pan Ostrowski zaś, obłożnie chory wówczas, powołał się na zło­żone przez niego ślubowanie, że władzę swą przekaże królowi lub Regentowi i kategorycznie odmówił[6].

Następnie żałowałem nieraz, że nie wykonałem większego nacisku na decyzję pana Ostrowskiego. Może by wtedy dzieje nasze wzięły inny obrót.

Zakomunikowałem rezultat moich narad delegacji stron­nictw lewicowych, wskazując na nieprzejednane stanowisko pa­na Ostrowskiego. Odeszła, a po 24-ch godzinach został ogłoszony Rząd Lubelski (7 XI 1918).

Piłsudskiemu zarzucam, szczególnie w początkach jego działalności zbytnią słabość. Już 12-go listopada po jego przemowie na placu Zamkowym tłum w jego obecności zaciągnął czerwony sztandar na wieżę zamkową za jego zezwoleniem. Rada Regen­cyjna urzędowała wtedy w pałacu Krasińskich i była o tym po­informowana za późno. Sztandar ten w kilka tygodni później ka­zał zdjąć gen. Sosnkowski.

Ustępstwa, czynione stronnictwu socjalistycznemu i utwo­rzenie gabinetu Indowego doprowadziły do wydania sejmowej ordynacji wyborczej, która jest największym nieszczęściem Pol­ski, przyczyną naszych rozterek wewnętrznych i fatalnej sytua­cji finansowej. Jest ona zanadto demokratyczna dla kraju, w któ­rym mamy do 60% analfabetów. Sejm wybrany na jej zasadzie przedstawia zebranie koterii, dbających tylko o swoje klasowe, partyjne interesy. Racja stanu dla niego nie istnieje, ponieważ wszystkie stronnictwa w nim kierują się wyłącznic ciasnym egoizmem grupowym. Zwięzić zaś ordynację wyborczą drogą ustawo­dawczą, przy obecnym składzie sejmu jest rzeczą niemożliwą do przeprowadzenia.

Głównym zarzutem zaś jest, że Piłsudski wbrew oświad­czeniu 1 podpisowi utworzył Rząd socjalistyczny, walki klasowej a nie rząd narodowy, do czego był zobowiązany.

Ideą przewodnią jego wewnętrznej polityki było utworze­nie federacji państw powstałych po upadku Rosji na jej zacho­dzie pod hegemonią Polski. Ukraina, Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś, a nawet Finlandia miały być w tej koncepcji państwami buforowymi, zabezpieczającymi nas od wschodniego niebezpie­czeństwa. Pogląd ten jest słuszny, albowiem posiadamy za słabe zdolności asymilatorskie, za mało mamy jeszcze autorytetu mo­ralnego i potęgi cywilizacyjnej ościennych narodów. Stwierdza to nasza historia. Na dawnej Ukrainie i dzikich polach powsta­wały wielkie latyfundia magnackie, ale ludu miejscowego pod­porządkować sobie nie potrafili. Dowodem tego jest Chmielnicki, który wolał poddać się władzy cara moskiewskiego. Słabą stroną tego programu politycznego jest małe uświadomienie narodowe i pierwotna kultura tych państewek, szczególniej największego z nich — Ukrainy. Muszą one być przez kogoś prowadzone, my zaś mamy za mało sił odpowiednich.

Narodowa Demokracja zwalczała ten program, dążąc do narodowościowego państwa, czysto polskiego, raczej mniejszego, lecz bez domieszek obcych elementów. Wypowiedział to jeszcze przed wojną Dmowski.

Jedną z ostatnich moich czynności, jako Regenta było mianowanie dowódcy Polskiej Siły Zbrojnej, Roję, generałem, po­nieważ od tego uzależniał złożenie przysięgi Radzie Regencyjnej.

Stworzony przez nas Wehrmacht oddał wielkie usługi w tym okresie przełomowym. Gdyby nie jego żołnierze, na pewno mielibyśmy prawdziwą rewolucję. 15-go czy 16-go listopada tłum, złożony z komunistów, atakował gmach Sztabu Generalnego. Piłsudski kazał wtedy żołnierzom strzelać. To uratowało sytua­cję, gdyż po tym fakcie nastąpił względny spokój.

Dlatego nieraz mówiłem Piłsudskiemu, z którym się bar­dzo często widywałem, że posiadając takie jak on ma zaufanie i wiarę społeczeństwa, oddane sobie wojsko, powinien ogłosić się dyktatorem, rozwiązać Sejm i zwołać nowy, zastosowany do na­szych potrzeb. Na to Naczelnik Państwa odpowiadał mi, że nie chce wywoływać rewolucji i walk bratobójczych, nie będąc pew­nym powodzenia”.

Zdzisław Lubomirski

Przypisy:

[1] W pierwszych dniach listopada 1918 r. Polska Siła Zbrojna (Wehr­macht) liczyła 9000 ludzi. Por. Gierowskiego Włodz. „Polska Siła Zbrojna w przededniu niepodległości”. Warszawa 1931.

[2] Piłsudski zwolniony został przez Kesslera i Gülpena w dniu 8 XI w południe.

[3] Wiadomość mylna. Depesza musiała nadejść 9 XI.

[4] Winno być 10 XI.

[5] Szczegóły mylne. 12 XI był wtorek, 14 XI dopiero czwartek. W rze­czywistości władza wojskowa została przekazana Piłsudskiemu przez Radę Reg. w poniedziałek 11 XI na posiedzeniu u reg. Ostrowskiego, odbytym między 17 a 22.

[6] Obszerniej o tej sprawie relacjonuje ks. Lubomirski w rozmowie przedstawiciela czasopisma „Bunt Młodych”. Por. nr 11 (102) „Buntu Mło­dych” z dn. 26 VI 1936 r.

 

Test opublikowany w czasopiśmie "Niepodległość", nr 15, 1937.

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version