Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

06 Sty

Zamach terrorystyczny w Cytadeli

  • Napisane przez  Godziemba

6_warszawa_317   13 października 1923 roku około godziny 9.00 wybuchła prochownia na terenie warszawskiej Cytadeli. Dwadzieścia osiem osób zginęło, a ponad 90 zostało ciężko rannych. Był to największy w okresie II RP zamach terrorystyczny, dokonany przez komunistycznych spiskowców.

Od kwietnia 1923 roku dokonano w Polsce szeregu zamachów terrorystycznych, których celem była destabilizacja państwa. 20 kwietnia wybuchła bomba pod domem rektora UJ Władysława Natansona, 5 maja na krakowskim Kazimierzu w hotelu Kellera eksplodowała kolejna bomba, 15 maja doszło w Krakowie do kolejnego zamachu, tym razem w redakcji syjonistycznego „Nowego Dziennika”. Po trzech zamachach w Krakowie, doszło do serii wybuchów w Warszawie: 23 maja pod lokalem „Rzeczypospolitej”, a następnego dnia na parterze jednego z budynków Uniwersytetu Warszawskiego przy Krakowskim Przedmieściu. Ładunek śmiertelnie ranił prof. Romana Orzęckiego, który znalazł się przypadkowo w miejscu eksplozji.

   5 sierpnia minister spraw wewnętrznych Władysław Kiernik na posiedzeniu Sejmu, wygłosił oświadczenie o wykryciu komunistycznej organizacji szpiegowsko-dywersyjnej. Wśród zatrzymanych 10 osób, znalazło się dwóch oficerów Wojska Polskiego. Wedle Kiernika aresztowana grupa planowała dokonanie ataków na szereg obiektów kolejowych i wojskowych.

   Eksplozja w Cytadeli była tak silna, że zaalarmowała całe miasto. Oprócz prochowni zostały zniszczone dwa sąsiadujące z nią budynki. Uszkodzone zostały także inne budowle na terenie Cytadeli,  a w wielu mieszkaniach na Muranowie,  Powązkach oraz Pradze powypadały okna.

   Jeszcze tego samego dnia rząd Wincentego Witosa ogłosił odezwę , w której napisano, iż „po próbach terroru przez rzucanie bomb w różnych miastach Polski i zamachach na urządzenia kolejowe, wybuch dzisiejszy jest nowym jaskrawym wyrazem bezwzględnej walki z państwowością polską – walki, prowadzonej od długiego czasu na różnych polach życia państwowego. (…) Na tym tle dokonana dzisiaj w stolicy zbrodnia miała sprowadzić w Państwie popłoch i zamieszanie, mające ułatwić żywiołom wywrotowym zadanie Państwu od dawna zamierzonego ciosu”. Równocześnie Rada Ministrów nadała ministrom spraw zagranicznych oraz sprawiedliwości specjalne pełnomocnictwa.

   Stanisław Stroński w „Rzeczypospolitej”  w artykule zatytułowanym „Ostrzeżenie”, zastanawiając się nad przyczynami zamachu, zwracał uwagę na sytuację panującą w Niemczech i Rosji Sowieckiej, podkreślając, że stało się niemal regułą, że w chwilach kryzysów i porażek polityki niemieckiej uaktywnia się antypolskie podziemie, dążące do osłabienia Polski. Redaktor „Rzeczypospolitej” pisał: „Niemcy są dzisiaj jednym wielkim kotłem, w którym zjawiska gospodarczo-skarbowe zupełnie bezprzykładne i napięcie przeciwieństw politycznych doprowadzone do ostateczności wzniecają wrzenie i rozstrój, a doświadczenie uczy, że w takich chwilach Niemcy, pragnąc i nas zarazić swoimi kłopotami, aby zabezpieczyć się przed jakąkolwiek przegraną, starają się wywołać wrzenie i rozstrój także i u nas”. Analizując natomiast politykę Moskwy, Stroński podkreślał, iż każde zaburzenia w Europie były i są nadzieją dla międzynarodowego ruchu komunistycznego, który posiada także  Polsce oddanych towarzyszy, ściśle związanych z Kremlem i gotowych do wypełniania jego rozkazów. Także inny redaktor gazety, Bolesław Bator wskazywał, iż cios wymierzony przez zamachowców skierowany był bezpośrednio w militarny potencjał polskiej armii. A przecież Moskwie i Berlinowi najbardziej zależy na osłabieniu polskiej siły obronnej. „Tu już nie idzie – pisał Bator – o pokój wewnętrzny w Polsce, o skład lub kierunek rządu, ale o wytrzymać bariery polskiej, czy aby będzie dość mocna, żeby prawo kanibalów nie ogarnęło Europy”.
 
warszawa_cytadela_kaponiera_001
 
 
   Stanisław Cat-Mackiewicz wskazywał, iż rząd Witosa chce wykorzystać eksplozję w warszawskiej cytadeli do uzyskania od sejmu nadzwyczajnych pełnomocnictw. „Jeżeli rządowi chodziłoby – pisał „Cat” – tylko o pełnomocnictwa w celu ułatwienia policyjnej walki z niebezpieczeństwem wewnętrznym, to wobec takich tendencji rządu będziemy zachowywać się obojętnie. (…) Jeżeli jednak rząd w charakterze pełnomocnictw nadzwyczajnych zażąda pełnomocnictw prawodawczych, z jednoczesnym żądaniem aby sejm limitował się na dłuższy czas, a posłowie zajęli się odpoczynkiem, a nie jeżdżeniem po wsiach roznamiętnianiem tłumów – to taki krok rządu przywitalibyśmy zasadniczo z jak największym zadowoleniem. Ogniskiem destrukcji państwowej, źródłem marazmu naszego życia politycznego, przyczyną połowy naszych niepowodzeń jest ta wielka gadanina przy ulicy Wiejskiej”.

   Z kolei prasa piłsudczykowska bardzo krytycznie oceniła odezwę wydaną przez rząd Witosa. „Rząd, nie czekając na ukończenie śledztwa, – pisał Witold Giełżyński w „Kurierze Polskim” – nadał sprawie charakter polityczny, rzucając hasło do wygrania nastroju ludności w celu wzmocnienia swej zachwianej pozycji parlamentarnej”. Równocześnie jednak szukając sprawców jednoznacznie wskazywano na komunistów,którzy podczas wojny jawnie pomagali nieprzyjacielowi, którzy pozostają na jego żołdzie i wyznają zasadę, że dla realizacji swej doktryny wolno poświęcić setki, tysiące istnień ludzkich”. Dlatego też z oburzeniem powitano zgodę rządu na komunistyczną manifestację, która odbyła się 23 października w Warszawie: „I po tym wszystkim owe zbrodnicze ręce, które wedle komentarza gazet rządowych (…) podpaliły cytadelę, otrzymują nagle pozwolenie policyjne na publiczne w ulicach miasta agitowanie tłumów przeciwko Konstytucji Państwa”.

   Dochodzenie w sprawie wybuchu w Cytadeli prowadziła równolegle prokuratura wojskowa i policja. W nocy z 14 na 15 października policja dokonała w Warszawie masowych aresztowań osób powiązanych z partią komunistyczną. Podobne działania zostały następnie podjęte we Lwowie, Krakowie, Poznaniu, Będzinie i Lublinie.

    16 października w asyście szwadronu 1 pułku szwoleżerów i oddziału 30 pułku strzelców kaniowskich na powązkowskim cmentarzu wojskowym odbył się uroczysty pogrzeb ofiar eksplozji prochowni. Wzięły w nim udział tysiące warszawiaków.

   20 listopada przed Warszawskim Okręgowym Sądem Wojskowym rozpoczęła się rozprawa przeciwko porucznikowi Waleremu Bagińskiemu z Centralnej Szkoły Zbrojmistrzów oraz Antoniemu Wieczorkiewiczowi z ekspozytury II Oddziału Sztabu Generalnego w Krakowie. Akt oskarżenia zarzucał obu oficerom, że od kwietnia 1923 roku świadomie działali w terrorystycznej organizacji utworzonej w celu: „1) uszkodzenia przez wybuch dróg żelaznych Rzeczypospolitej Polskiej i ich taboru w celu spowodowania rozbicia pociągów; 2) uszkodzenia przez wybuch pomieszczeń instytucji rządowych w Państwie Polskim; 3) uszkodzenia przez wybuch zamieszkałych budynków rządowych (…), a ponadto przygotowali w lipcu 1923 roku materiały wybuchowe do uszkodzenia za pomocą wybuchu budynku P.K.U. w rejonie Sosnowiec-Będzin-Katowice (…) oraz uszkodzenia drogi żelaznej w rejonie trójkąta Kraków-Tarnów-Radom i jej taboru ruchomego”. Ponadto zostali oskarżeni, że „jako członkowie zbrodniczego zrzeszenia, działając w porozumieniu z innymi osobami, przyjęli udział w podłożeniu materiałów wybuchowych w dn. 24 maja 1923 r. pod gmach Uniwersytetu Warszawskiego”, a także „podłożeniu bomby pod gmach P.K.U. w Białymstoku (…) oraz P.K.U. w Częstochowie”.

   Prasa narodowa w licznych komentarzach podkreślała, iż obaj oskarżeni należeli swego czasu do POW, służyli też w milicji ludowej, należąc do jej lewego, radykalnego skrzydła. „proces terrorystów – pisał publicysta „Rzeczypospolitej” – wykazał, że wiadomo, gdzie się zaczyna POW, ale nie można wiedzieć, na czym kończy. Sama lewica nasza nie może być pewna, jak daleko zachodzi w praktyce radykalizm poszczególnych jej członków”.

   Akt oskarżenia opierał się na zeznaniach policyjnego konfidenta Józefa Cechnowskiego, wedle którego grupą terrorystyczną kierował porucznik Walery Bagiński, a zamachy były inspirowane i finansowane przez Związek Sowiecki. Decyzja ministra Kiernika o aresztowaniu obu oficerów była przedwczesna, gdyż uniemożliwiła dokładne rozpoznanie struktur organizacji i zebranie innych dowodów winy.

   Prokurator zażądał dla obu oskarżonych kary śmierci, natomiast obrońcy obu oficerów, koncentrując się na prowokacyjnym charakterze prowadzonego śledztwa i braku wystarczających dowodów winy, wnieśli o uniewinnienie swoich klientów. 30 listopada 1923 roku sąd uznał obu oficerów winnych zarzucanych im czynów i skazał na karę śmierci przez rozstrzelanie, utratę praw i wydalenie z wojska. Dodatkowo por. Bagińskiemu odebrano przyznany mu order Virtuti Militari.

   Propiłsudczykowski „Kurier Poranny”z satysfakcja pisał, że nie udał się wyjątkowo podły zamysł wplątania Bagińskiego i Wieczorkiewicza w związki ze środowiskiem piłsudczykowskim. „Wyrok stwierdza więc – oceniał „Kurier Poranny” – tylko winę ich jako ofiar owego zbiorowego obłędu wiary w terror jako środka działania. (…) Żadne idee socjalne czy nacjonalne, radykalne czy reakcyjne usprawiedliwić go nie mogą. Wyznawcy terroru (…) w praworządnym państwie muszą być traktowani i tępieni jako wrogowie społeczeństwa”.

   Cat-Mackiewicz na łamach „Słowa” określał cały proces jako niedojrzały, pisząc, że „obydwaj przestępcy, jakkolwiek niewątpliwie godni kary, która om została przeczytana, przedstawiają minorum gentium, wśród komunistycznych zastępów, starających się obalić Polskę”. Naczelny redaktor wileńskiej gazety oskarżał też gabinet Witosa o wywieranie nacisków na władze sądownicze, stwierdzając, że rząd ponosi odpowiedzialność za „przedwczesne wywołanie tego procesu przed kratki sądowe”, dzięki czemu „ocaliło być może wiele figur komunistycznych bardziej niebezpiecznych”.

   W połowie grudnia 1923 roku przedstawicielstwo Związku Sowieckiego w Warszawie, zwróciło się z prośbą do polskiego MSZ o powstrzymanie wykonania wyroków śmierci na obu skazanych. Władze sowieckie chciały, aby obaj b. oficerowie zostali wpisani na listę osób podlegających wymianie polsko-sowieckiej.  W nocie napisano również, że „przedstawicielstwo pełnomocne uważa za niezbędne nadmienić, że uważało ono za możliwe wysunięcie tej sprawy w skutek niejednokrotnych wystąpień poselstwa polskiego w Moskwie z prośbą o wstrzymanie wyroków śmierci nad obywatelami S.S.S.R., skazanymi za działalność przeciwpaństwową nie będącym w bezpośrednim stosunku do interesów RP w S.S.S.R.”.

   Polskie MSZ w odpowiedzi poinformowało, iż rząd polski nie uważa za możliwe wstrzymanie wykonania wyroków śmierci wobec obu skazanych i umieszczenia ich na liście osób przeznaczonych do wymiany personalnej.

   W maju 1924 roku władze sowieckie ponownie zwróciły się z propozycją wymiany obu b. oficerów, ale strona polska wyraziła zainteresowania tą sprawę. Tymczasem miesiąc później mieszana komisja polsko-sowiecka wróciła do wymian personalnych. Efektem tej pracy było ponowne uruchomienie w lutym 1925 roku omawianej procedury. W marcu 1925 roku, mimo głośnych protestów wielu środowisk, rząd RP zgodził się na wymianę Walerego Bagińskiego i Antoniego Wieczorkiewicza na księdza Bolesława Ussasa (polskiego eksperta w mieszanej komisji reewakuacyjnej) oraz Józefa Łaszewicza (sekretarza b. Konsulatu Generalnego RP  w Tyflisie), którym Sowieci wytoczyli procesy karne.

   29 marca 1925 roku w trakcie wymiany na stacji granicznej w Stołpach, Antoni Wieczorkiewicz i Walery Bagiński zostali zastrzeleni przez jednego z konwojentów, policjanta Józefa Muraszkę, członka prawicowej organizacji Pogotowie Patriotów Polskich. Sąd Okręgowy w Nowogródku skazał Muraszkę za zbrodnię w afekcie na dwa lata domu poprawczego.  Oskarżony oświadczył zresztą przed sądem: "Przyznaję się do zabójstwa dwóch wściekłych psów! Zabiłem ich w silnym podnieceniu!".

   Tymczasem władze sowieckie oskarżyły polski rząd o niedotrzymanie umowy, w skutek czego Łaszkiewicza i Ussasa ponownie osadzono na Łubiance.

   Śledztwo w sprawie wybuchu w warszawskiej Cytadeli nie przyniosła efektów, a sprawcy największego zamachu terrorystycznego II RP nie zostali ustaleni. W 1925 roku trzej komunistyczni terroryści: Władysław Hibner, Władysław Kniewski i Henryk Rutkowski zostali skazani na śmierć za zamach na Cechnowskiego, w trakcie którego zginął policjant. Wszyscy trzej zostali straceni na stokach….. Cytadeli.


Godziemba

 Wybrana bibliografia:

 A. Pragier – Czas przeszły dokonany

A. Pepłoński – Wywiad Polski na ZSRR

A. Próchnik – Pierwsze piętnastolecie Polski niepodległej

Życie polityczne w Polsce 1918-1939

 

Zdjęcia: Wikimedia Commons

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 02 kwiecień 2012 19:22

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version