Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

25 Mar

Walery Sławek - Ignacy Mościcki. Walka o prezydenturę w 1935 r.

ikona_slawek-moscickiPiłsudski decydując na wiosnę 1933 roku o elekcji Mościckiego, w rozmowie z nim powiedział: „Sądzę, ze gdy będziesz już bardzo zmęczony, to na twoje miejsce powinien przyjść Sławek”. Wedle innej relacji powiedział Mościckiemu, że „moim kandydatem na stanowisko Prezydenta jest Sławek, Sosnkowskiego trzymajcie z dala od polityki – przewiduję go na najwyższe stanowiska na wypadek kryzysu”. Dotyczyć to miało, jak twierdziła marszałkowa Piłsudska, objęcia urzędu Prezydenta przez gen. Sosnkowskiego w wypadku zagrożenia Polski. Celem Piłsudskiego miało być w tej sytuacji powołanie rządu jedności narodowej, analogicznie jak miało to miejsce latem 1920 roku.

     Przejęcie władzy w Niemczech przez Hitlera oraz nasilenie propagandy rewizjonistycznej w stosunku do Polski, sprawiło, iż Marszałek zbrojną demonstracją i wpłynięciem kontrtorpedowca „Wicher” do portu gdańskiego poskromił niepokorny Senat Wolnego Miasta Gdańska oraz uświadomił Niemcom, ze gotowy jest nawet do wojny. Przekazał nawet swojemu adiutantowi kpt. Lepeckiemu  projekt dekretu „na wypadek wojny z Niemcami”, który przewidywał powołanie rządu jedności i obrony narodowej. W tym samym czasie powiedział Prystorowi i Sławkowi, że Mościcki swój urząd piastować będzie tylko do chwili wprowadzenie w życie nowej konstytucji i że prezydenturę po nim w drodze elekcji obejmie Sławek. Również w 1933 roku Marszałek powiedział – wedle relacji Henryka Józewskiego: Polską nie może rządzić jeden człowiek. To już się skończyło. Polska już zmądrzała i rządy takie nie są już do pomyślenia. Ja przez pewien czas potrafiłem to robić. Niech nikt nie próbuje mnie naśladować. Rządy jednostki się skończyły. Polską może rządzić jedynie prawo ustalone przez Polaków.

      W trakcie prac nad nową konstytucją, Piłsudski wskazywał na konieczność podniesienie roli Prezydenta oraz ścisłego rozgraniczenia kompetencji naczelnych organów państwa. W trakcie wielu rozmów na tematy ustrojowe zaznaczał „że zależy mu bardziej na tym, aby w przyszłości politycy nie mieszali się do wojska, zaś wojskowi do polityki”. Przy tym – jak przedstawia to Bohdan Podoski, jeden z twórców konstytucji kwietniowej  - intencją Komendanta było nadanie siłom zbrojnym charakteru odrębnego organu państwa poprzez ograniczenie kompetencji parlamentu w zakresie zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi.      

      Jak zaświadcza Janusz Jędrzewicz w kwestii wyboru nowego prezydenta Piłsudski nigdy nie wypowiadał się wobec jakiegokolwiek zespołu. Przyznaje jednak, iż Marszałek swojego faworyta upatrywał w osobie Walerego Sławka. Wiedzieli o tym między innymi Aleksander Prystor, marszałkowa Piłsudska, Józef Beck i płk. Tadeusz Schaetzel.

     W podobnym tonie wypowiada się brat Janusza – Wacław stwierdzając: „Wszyscy widzieliśmy, ze według wskazań Marszałka prezydent Mościcki powinien zrzec się prezydentury, na którą Piłsudski przewidywał Sławka, zresztą wbrew jego osobistym chęciom. Teraz wydawała się na to odpowiednia pora: wejście w życie nowej Konstytucji, nowy Sejm i Senat były warunkami sprzyjającymi  wykonaniu myśli Komendanta”.

     Również dla Becka „niewątpliwym było, ze Marszałek nie przewidywał przedłużenia mandatu Prezydenta w nowym ustroju i miał na myśli inne kandydatury – w pierwszej linii płk Sławka”, który „całą myślą zwrócony był w kierunku integralnego zastosowania przepisów nowej konstytucji. Dlatego też, przedwcześnie może, zdecydował rozwiązanie Bloku BB, pozbawiając się tym samym swego głównego oparcia politycznego. Motywem tego działania była zasada, że bloki, stronnictwa czy kluby powinny zniknąć w nowej koncepcji izb parlamentarnych”.Wedle Henryka Grubera Marszałek mówił, ze prezydent powinien być wybrany na mocy przepisów nowej konstytucji i zdaniem Komendanta winien to być Walery Sławek.

Walery-Slawek-i-Moscicki

Uroczystość poświęcenia zameczku w Wiśle i podpisania aktu erekcyjnego. Widoczni m.in. prezydent RP Ignacy Mościcki, premier Walery Sławek, minister przemysłu i handlu Aleksander Prystor, inżynier Adolf Szyszko-Bohusz, wiceminister spraw wojskowych generał Daniel Konarzewski, wojewoda śląski Michał Grażyński, biskup śląski Stanisław Adamski (styczeń 1931). Zbiory NAC.

 

     W lutym 1935 zapowiedział Kozłowskiemu, iż we wrześniu odbędą się nowe wybory parlamentarne, a zaraz po nich elekcja nowego prezydenta, o czym wkrótce z ust premiera dowiedział się Mościcki, przyjmując to bez zastrzeżeń. Z powyższych relacji można wysunąć tezę, iż po uchwaleniu nowej konstytucji planował wybór nowego prezydenta.Realizując ten scenariusz Piłsudski spowodował ustąpienie Leona Kozłowskiego z urzędu premiera, aby zrobić miejsce Sławkowi. 

      Po śmierci Piłsudskiego rola Ignacego Mościckiego znacznie wzrosła. W coraz większym stopniu zaczął oddziaływać na pracę rządu. Równocześnie zainicjował nowy obyczaj polityczny – spotkania z udziałem nowego Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych, Rydza-Śmigłego, premiera Sławka oraz szefa MSZ, Becka, dla omawiania bieżących problemów. Równocześnie po zasięgnięciu opinii specjalistów od prawa konstytucyjnego, orzekł, ze sprawa jego ustąpienia aktualna będzie dopiero w 1940 roku. „Był to piękny – opisuje prezydenta Olchowicz – rasowy okaz Polonusa z mlecznobiałą czupryną i takimż wąsem, jakby żywcem z dawnych wieków we współczesność przeniesiony, dopiero co z kontusza w modnie skrojony frak, czy żakiet przebrany, obdarzony przy tym szlachetną wyniosłością postawy i dostojeństwem w posuwistych (…) polonezowych ruchach”. Jednak starzy piłsudczycy odnosili się do niego z lekceważeniem, a wielokrotny premier Kazimierz Bartel zwykł przypominać pod jego adresem jędrne porzekadło ludowe – Tyle znacy, co Ignacy, a Ignacy gówno znacy”.

       Tymczasem Pułkownik Walery Sławek, najbliższy współpracownik Marszałka, szanowany za „niezłomny charakter, absolutną bezinteresowność, osobistą, głęboką acz pozbawioną zewnętrznych efektów myśl państwową, umiejętność wzbudzania dla siebie szacunku, nawet u przeciwników politycznych”, nie przewidując kłopotów, począł umacniać nowy porządek konstytucyjny. W lipcu 1935 roku stwierdził: „Wódz odszedł. - Kto Go zastąpi?. Próby szukania innego człowieka, któryby przez swą wielkość mógł mieć tak pełną władze moralną – nie dałyby wyniku. Gdybyśmy chcieli innych do tej roli przymierzać, łatwo byśmy spostrzegli, ze ta potęga autorytetu nie może być nikomu dana. Prawo – jako naczelny regulator ma nami rządzić”. Słowa te jednoznacznie świadczą, iż Sławek pragnął skwapliwie wcielić w życie „testament” Marszałka, nie podejrzewając braku zrozumienia ze strony innych piłsudczyków. Był również przekonany, iż możliwości poszerzenia bazy rządzenia nie w oparciu o partie polityczne lecz o istniejące społeczne organa samorządowe i tym podobne struktury. W oparciu o ten daleko idący idealizm przygotował ordynacje wyborczą ograniczając rolę stronnictw politycznych.

      Jednocześnie nie starał się wzmocnić swej pozycji w obozie. „Zbytnio zaufał w dobrą ludzką wolę – pisze bliski mu Janusz Jędrzejewicz – a przez to stał się obiektem cudzej gry politycznej zamiast (…) samodzielnie stwarzać nowe sytuacje, które całkowicie leżały w jego możliwościach. (…) Zaniedbał kontaktów ze światem politycznym i to wtedy, gdy kontakty te były najpotrzebniejsze. Doszło do tego, ze nawet wierni jego przyjaciele zaczęli się niepokoić zupełnym brakiem kontaktu z rządem”.

Moscicki

Prezydent Mościcki po przeglądzie wojskowym powraca na Zamek Królewski (grudzień 1934).

     Zimnym prysznicem dla premiera był sierpniowy wywiad Mościckiego dla IKC, którego pierwsze słowa brzmiały: „Dziś gdy nie stało marszałka Piłsudskiego, oczy całej Polski wpatrzone są w Zamek. Pan prezydent przez wiele lat współpracował z Marszałkiem Piłsudskim i znane mu są, jak rzadko komu w Polsce, myśli Marszałka”. Na pytanie czy w związku z wyborami i nową konstytucją złoży władzę, Mościcki odpowiedział wymijająco: „Zawsze robię to, co jest potrzebne państwu – jedynie pod tym kątem widzenia uczynić mogę jakieś kroki w przyszłości”.  Wywiad ten dobitnie świadczył, iż Mościcki nie zamierza zrezygnować ze swojego urzędu, zaś sugestie Marszałka uważa za nieobowiązujące, jako przedstawione w luźnej formie i nie mające charakteru nakazu. Sławek wyraźnie nie docenił prezydenta, który u boku Piłsudskiego wiele nauczył się i wiedzę tę miał użyć dla utrzymania władzy.

      Grono zwolenników Sławka – Janusz Jędrzejewicz, Aleksander Prystor, Józef Beck, Bogusław Miedziński chcieli udać się do Prezydenta i przypomnieć mu, iż Piłsudski zapowiadał elekcję nowego prezydenta bezpośrednio po wyborach i ostrzec, że w razie trwania przy swoim stanowisku, wszyscy ustąpią na znak protestu z zajmowanych stanowisk. Jednakże Sławek taką propozycję, a przede wszystkim sposób wywierania nacisku na głowę państwa uznał za niedopuszczalną i oświadczył, ze sprawę tę w sposób dyskretny będzie próbował załatwić osobiście. Po dłuższej rozmowie z Beckiem, nie zrezygnował i z tego, motywując to faktem, „że jego kandydatura na stanowisko Prezydenta wchodzi tu w grę”. Beck wspomina, że starał się „przedstawić mu, ze tego rodzaju jakby wstydliwość nie może być argumentem w tak ważnych sprawach publicznych. Znając jednak wielka delikatność uczuć Sławka, zrozumiałem, że nie pójdzie on na tę kombinację”.

      Jedną z możliwości, jaka wedle Janusza Jędrzejewicza skłonić mogła Mościckiego do ustąpienia, było zwołanie Zgromadzenia Lokatorów (nieformalnego ciała, złożonego z byłych premierów), którego członkowie orzekliby o konieczności złożenia urzędu przez Prezydenta. Podówczas pozycja Sławka była jeszcze bardzo silna, jako że był on jednym z najbliższych współpracowników Komendanta, premierem, szefem BBWR oraz  współtwórcą konstytucji kwietniowej. Jednakże nie udało się Jędrzejewiczowi nakłonić Sławka do zwołania tego ciała, gdyż jego zdaniem nie był to organ prawnie przewidziany do akcji politycznej o tak doniosłej wadze.  Sławek gotów był nawet zaakceptować Mościckiego na stanowisku prezydenta, byle tylko dane mu było dokończyć dzieła wprowadzenia założeń nowej konstytucji. Liczył przy tym – zdaniem Jędrzejewicza -   na lojalną współpracę Prezydenta przy realizacji tego dzieła.

      Prezydent zyskał w rozgrywce o władzę sojusznika w osobie Rydza-Śmigłego, który został owacyjnie powitany na XIII Zjeździe Związku Legionistów Polskich w Krakowie. Obecny również Sławek, pozostawał wyraźnie w cieniu. W imieniu Rydza, red. Spiczyński przekonywał Mościckiego do „pozostania na urzędzie – z większym nawet, niż zwykle, ogniem w słowach”.

Przeprowadzone we wrześniu 1935 roku, zbojkotowane przez opozycję,  wybory parlamentarne zakończyły się prestiżową porażką sanacji, gdyż frekwencja wyborcza wyniosła jedynie 46,5%.

      Jeszcze przed ukonstytuowaniem się nowo wybranych izb parlamentarnych, Prezydent licząc się z rychłą dymisją Sławka, zaproponował Świtalskiemu premierostwo, dodatkowo zachwalał kandydaturę Kwiatkowskiego jako ministra skarbu i wicepremiera od gospodarki. Świtalski uważał, że Mościcki rozmija się „z duchem konstytucji z 1935 r. Prezydent oczywiście ma prawo wypowiadać swoją opinie o poszczególnych ministrach. Ale z tego nie wynika, by desygnowanemu premierowi narzucać skład gabinetu”. Dodatkowo zasugerował, że „lepiej byłoby gdyby był Kwiatkowski sam premierem. To byłoby  jasne”. Mościcki jednak uważał, że Kwiatkowski powinien skoncentrować się na sprawach gospodarczych i uznał, że „jeśli ja odmówię, to powróci do Sławka, bo Prystora uważa za mało zdolnego na dzisiejszą sytuację , którą uważa za groźną”. W trakcie rozmowy ze Sławkiem, Mościcki „jak gdyby skłaniając Sławka do rezygnacji, z tym, ze Sławek byłby dalej ta osobą przedstawiającą wartość dla państwa i z którą Prezydent wraz z premierem i z nim omawiałby najważniejsze sprawy”

     Mościcki pragnął odgrywać pierwszoplanową rolę w państwie, ale bez kurateli innych osób, obawiając się zaś kontrakcji ze strony zwolenników Sławka, starał zniszczyć lojalność grupy, co nie uszło uwadze Świtalskiego, który ostatecznie odmówił misji formowanie nowego rządu.

     Wedle Poboga-Malinowskiego, po ukonstytuowaniu się nowego parlamentu, Sławek udał się na Zamek i zażądał od Mościckiego w imię realizacji „woli” Komendanta zwołania Zgromadzenia Elektorów w celu wyboru nowego prezydenta. Prezydent odmówił, twierdząc, ze ustąpi kiedy będzie czuł się zmęczony, zaś w obecnej chwili trwanie na stanowisku uważa zgodnie z wola Marszałka za swój obowiązek. W najbliższym otoczeniu Sławka nie wierzono, by Mościcki mógł samodzielnie kierować państwem. Powszechnie nazywano Sławka „okiem i uchem Komendanta” albo „ramieniem wykonawczym”. Pułkownik pytany później, dlaczego nie  postawił wprost swojej kandydatury , tłumaczył z rozbrajającą naiwnością: „Jakże mogłem to zrobić. (…) To ja miałem być tym, który miał zająć jego miejsce”.

      W tej sytuacji Sławek uznał sprzeniewierzenie się „woli” Marszałka ze strony Mościckiego za ciężkie przestępstwo, wobec czego 12 października „przedstawił dymisję Rządu, mimo wątpliwości, jakie budziło w nim postanowienie Prezydenta o automatycznym pozostaniu na stanowisku”. Mościcki zaproponował pozostanie Sławka na stanowisku, pod warunkiem mianowania Kwiatkowskiego ministrem skarbu i „wicepremierem gospodarczym”. Sławek wyraził zgodę na objęcie przez niego teki ministra skarbu, ale nie wicepremiera z tak szerokimi kompetencjami. Ta odmowa przesądziła sprawę premierostwa Sławka. Sam Mościcki miał twierdzić, ze „pan Sławek radził mi, abym po wniesieniu przez niego dymisji, powierzył mu ponownie tworzenie gabinetu. Miałem w tej sprawie przeciwne zdanie, gdyż p. Sławek nieraz twierdził, że nie czuje spraw gospodarczych, ani się na nich zna, a przecież one mają dziś podstawowe znaczenie dla kraju, dlatego postanowiłem przyjąć jego dymisję”. Mościcki upierał się przy kandydaturze Kwiatkowskiego, gdyż krytycznie oceniał deflacyjną politykę prowadzoną przez ministra Ignacego Matuszewskiego.

     Walery Sławek wbrew argumentom swego politycznego otoczenia, zmierza także do wcześniej zapowiedzianej likwidacji BBWR. Uważał bowiem, iż poseł nie powinien być związany dyscypliną partyjną, za złamanie której grozić mu mogą różne kary. Ponadto – jak wspomina Janusz Jędrzejewicz – podkreślał, iż wśród posłów są ludzie o różnym stopniu inteligencji, przy czym szczególnie ci mniej wyrobieni podatni są na przeróżne manipulacje swoich przywódców.

     W trakcie narady z udziałem Miedzińskiego, Kościałkowskiego, Świtalskiego i Kozłowskiego, Sławek zdecydowanie sprzeciwił się – postulowanemu przez Miedzińskiego - powołaniu w nowym parlamencie grupy kombatanckiej, twierdząc, ze parlamentarzysta winien głosować nie według „pleców swego, lidera”, a indywidualnie według własnego sumienia.

     30 października 1935 roku Sławek, pomimo perswazji popierającego go jeszcze wówczas Miedzińskiego, rozwiązał Blok. W tej sytuacji Miedziński przeszedł do obozu Rydza. Bernard Singer nazwał rezultat tego starcia „buntem młodych”, którzy wypowiedzieli posłuszeństwo wieloletniemu szefowi BBWR. Wkrótce także doszło do konfliktu między Sławkiem a Prystorem, który zarzucał Sławkowi, ze po śmierci Komendanta nie szukał pomocy i rady u swego najbliższego otoczenia. Najbliższy współpracownik Marszałka począł być coraz bardziej izolowany. To zaś umożliwiło zawarcie porozumienia Mościckiego z Rydzem-Śmigłym.

Kopiec-na-Sowincu-Smigly-Rydz_Walery-Slawek

E. Rydz-Śmigły i Walery Sławek przy sypaniu kopca J. Piłsudskiego na Sowińcu w Krakowie (czerwiec 1936 r.). Gazeta Polska 1936.

      Początkowo konsultowano jeszcze najważniejsze decyzje państwowe ze Sławkiem, Prystorem i innymi członkami Zgromadzenia Lokatorów, jednak sukcesywnie „starzy” piłsudczycy tracili na znaczeniu. Sławek zraził do siebie wielu nie tylko brakiem zdecydowania działania w trakcie sporu z Mościckim, ale przede wszystkim anachronicznymi, choć idealistycznymi, koncepcjami społecznymi. Po likwidacji BBWR Sławek planował powołanie Powszechnej Organizacji Społeczeństwa. „Projekt ten – zdaniem Schaetzela – nie doszedł nawet do wiadomości publicznej z powodu przeszkód, które Pułkownikowi postawiono”. Sławek uważał, że doktrynerstwo partii politycznych doprowadza do zepsucia obyczajów parlamentarnych i niepotrzebnych walk, czemu przeciwstawić należało dodatnie strony duszy ludzkiej. Rozumiał jednakże, iż na płaszczyźnie rządzenia i ustawodawstwa powszechna zgoda nie jest możliwa, ze względu na różnorodność opinii i przekonań. Ponad te problemy przedkładał wiarę w ostateczne zwycięstwo zasad prawa, ludzkiej rzetelności i dobrych obyczajów.

     Powszechna Organizacja Społeczeństwa miała być budowana „od dołu”, a nie jak partie polityczne „od góry”. Na poziomie gminnych jednostek samorządowych wyłaniano by ludzi zdolnych do pracy w terenie, nie związanych z partiami, działających ofiarnie na rzecz społeczności lokalnej. Mogliby oni awansować z czasem wyżej, aż do najważniejszych stanowisk w państwie. Wedle tej koncepcji wybory dom ciał samorządowych i ustawodawczych nie odbywałyby się przez głosowanie na listy – jak miało to miejsce w wyborach partyjnych – ale na ludzi, którzy wykazali się „obywatelską wartością”. Sławek bowiem „nabrał przekonania, że system partyjny hamuje rozwój twórczych sił społecznych, gdyż zwalnia obywateli z samodzielnego myślenia i działania, a przy niskim poziomie wyrobienia politycznego naraża ich na wyzysk drogą demagogii” Wedle Schaetzela, przywódca BBWR pragnął oprzeć autorytet władzy o tradycyjny potencjał, tkwiący od czasów I Rzeczypospolitej w narodzie, którego „siłą była bezinteresowna dbałość o sprawy publiczne, co ongi stanowiło siłę państwa”. Wedle innej opinii „Ta przyszła Polska Walerego Sławka nawiązywała nie do <Polski szklanych domów> Cezarego Baryki, maszerujących na czele manifestacji robotniczej na Belweder, ale raczej do idealnej, Norwidowskiej <Polski przemienionych kołodziejów”.

      Wobec ujawnienia się wielu przeciwników Sławka, Jędrzejewicz usiłował przekonać go o konieczności przyspieszenia powstania POS, ten tłumaczył, iż szczegóły jeszcze nie są dopracowane, ani „omówione odnośnie spraw wojska ze Śmigłym”. Gdy wreszcie Sławek posłał Rydzowi list z propozycja utworzenia POS, ten w suchej formie poinformował go, że widzi potrzeby powołania takiej organizacji. Dla Jędrzejewicza treść listu była oburzająca w swej brutalności. Namawiał więc Sławka, aby kontynuował swoje działania, lecz ten „nie chciał walczyć przeciw wojsku”.

      Bezpośrednio po śmierci Komendanta, adwersarze Sławka nie byli w stanie mu zagrozić przy poparciu, jakie jeszcze posiadał w obozie piłsudczykowskim. Konflikt pomiędzy Sławkiem a Mościckim i Rydzem polegał na tym, ze ci ostatni usiłowali zrobić coś niemożliwego, mianowicie – zastąpić Marszałka. Sławek natomiast pragnął jedynie zrealizować wytyczne, jakie w jego rozumieniu pozostawił Piłsudski. I jak przy tym zauważa Jędrzejewicz, Marszałek zawsze zaznaczał, ze wojsko powinno być trzymane poza aktualnymi sporami politycznymi. Dlatego też Sławek, mając w pamięci fakt, iż sam od podstaw budował wojsko po 1918 roku, nie chciał przeciwstawić się – póki była jeszcze na to pora -  osobistym ambicjom Rydza.

Godziemba

 Wybrana literatura:

J. Jędrzejewicz – W służbie idei

W. Jędrzejewicz – Wspomnienia

J. Beck – Ostatni raport

H. Józewski – Zamiast pamiętnika

K. Świtalski – Diariusz 1919-1935

B. Singer – Od Witosa do Sławka

T. Schaetzel – Pułkownik Walery Sławek

J. Nowakowski – Walery Sławek. Zarys biografii politycznej

P. Wieczorkiewicz – Historia polityczna Polski 1935-1945

Ostatnio zmieniany czwartek, 17 maj 2012 07:22
Redakcja

Napisałeś/aś artykuł? Znasz nieopublikowaną dotąd anegdotę, cytat, ciekawostkę? Znalazłeś/aś w sieci wartościowy materiał lub stronę? Posiadasz archiwalne zdjęcia bądź pamiątki? Napisz do nas, pomóż w budowie portalu.

Strona: jpilsudski.org

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version