Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

01 Lis

Żandarmeria Obrony Lwowa

HoszowskiPo usunięciu znanego polakożercy i „wieszatiela”, komendanta miasta Lwowa marszałka poln. Letoffsky’ego, do czego przyczyniłem się w pewnej mierze, byłem zwolniony ze sztabu komendy miasta Lwowa i przydzielony do krajowej komendy żandarmerii Nr 5 we Lwowie. Było to późna jesienią 1917. Po krótkiej obserwacji zauważyłem, że dany ład i dyscyplina zanika w tym, tak zawsze wyborowym korpusie, że oficerowie potworzyli wśród siebie grupy narodowościowe, a mianowicie czeską, obejmującą oficerów Czechów i czeskich Niemców z ppłk. Jedliczką i grupę Niemców innych prowincji austriackich z ppłk. v. Peinlichem, które zwalczały się wzajemnie w swoich zapatrywaniach politycznych. Cechą zaś postępowania ówczesnego komendanta żandarmerii galicyjskiej, płk. Straubego, była ogólna nieufność do wszystkich i wszystkiego.

Z chwila objęcia kierownictwa polityki żandarmerii przez gen. maj. Fischera, komendanta żandarmerii bukowińskiej i dawnej Galicji, stosunki w korpusie oficerskim stawały się coraz więcej zagadkowe, bo nikt nie mógł się zorientować, dlaczego właśnie gen. maj. Fischerowi tę misję zlecono. Już w letnich miesiącach 1918 stawało się widocznym, że ta specjalna misja gen. maj. Fischera stoi w związku z tak zwana sprawą ukraińską, bo od niego wyszedł rozkaz przegrupowania żandarmów ruskiej narodowości do wschodniej Małopolski, a polskiej – do zachodniej. Jemu też zupełnie oddany ppłk. v. Peinlich, w którego biurach omawiano całą politykę i wszystkie tajne rozporządzenia, zmienił swój personel biurowy, złożony dotychczas z Niemców i Polaków, na Rusinów. Kiedy zapytano go prywatnie z jakiego powodu zaszły te zmiany, odpowiedział, że w tych niepewnych czasach ma przecie, największe zaufanie „zu den braven Ruthenen”. Także kpt. dr Waldman, znany ze swych późniejszych występów w prasie części Lwowa zajętego przez Ukraińców, stał w ścisłym kontakcie z ppłk. v. Peinlichem, a tym samym z gen. maj. Fischerem, który, jak później skonstatowaliśmy, był przedstawicielem polityki austriackiej grupującej się wokół osoby arcyks. Wasyla Habsburga „Wyszywanego”.

Nie dziw więc, że oficerowie żandarmerii czeskiej narodowości, jako też ja, jedyny Polak, byliśmy systematycznie od wszystkiego usuwani tak, że trudno nam było mieć wgląd do tego, co się dzieje i stworzyć sobie jasny obraz tego, co się stanie. Mimo wszystko udało nam się powoli dostać niektórych tajnych rozkazów i wówczas skonstatowaliśmy z niemałym podziwem dla austriackiego „sprytu”, że jesteśmy prowadzeni w specjalnych wykazach, jako „politycznie niepewni”, z wyraźnym zastrzeżeniem, że nie wolno nam powierzać żadnych państwowych tajemnic. Te spostrzeżenia zostały potwierdzone przez mego zupełnie mnie oddanego wachmistrza Bugajskiego, dobrego Polaka i żołnierza, który pewnego razu w lecie 1918, przyszedłszy ze sprawami urzędowymi do mego biura prosił mnie, bym się tak nie eksponował bo każdy mój krok jest śledzony, a nawet prowadzi się notatki, kto i kiedy do mnie przychodzi.

Orientując się jako tako w sytuacji ogólnej nawiązałem, w braku oficerów Polaków, jak najbliższy kontakt z wypróbowanymi i bezwzględnie mi oddanymi podoficerami Polakami, zacieśniając coraz bardziej to nieliczne, ale dobrane kółko, które miało później oddać znaczne usługi w Obronie Lwowa i przy organizacji służby bezpieczeństwa na wschodniej rubieży Rzeczypospolitej. Czuje się więc w obowiązku podać choć parę nazwisk tych, tak serdecznie sprawie polskiej oddanych podoficerów. Byli to wachm. pow. Bugajski Szymon, wachm. Dąbrowiecki Leon, Stryjkowski Jan, Glajc Adam, Stanisz Józef, i Sak Władysław. I tak powoli nadchodził przełomowy dzień 1 listopada 1918.

W dniu 31 października 1918 w chwili, gdy leżałem jeszcze w łóżku po sześciodniowej silnej gorączce, przyszło do mnie późnym wieczorem 2 peowiaków-akademików (gdyż w kołach tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej posiadałem opinie dobrego Polaka) z zapytaniem, czy prawdą jest, że w nocy mają Ukraińcy obsadzić miasto, by w ten sposób uprzedzić zarządzenia Polskiej Komisji Likwidacyjnej, która w dniu następnym miała przybyć do Lwowa. Ponieważ mieszkałem w koszarach żandarmerii ubrałem się natychmiast i skomunikowałem się z komendantem żandarmerii płk. Straube, który ze swej strony zasięgnął informacji z namiestnictwa (choć moim zdaniem osobiście dobrze był poinformowany o tym, co miało nastąpić) i dałem owym akademikom odpowiedź niepewną, komunikując jedynie uspokajającą wiadomość namiestnictwa, że nic podobnego władzy tej nie jest wiadomym.

Noc z 31 października na 1 listopada przyniosła zajęcie Lwowa przez Ukraińców, a zarazem obsadzenie przez nich koszar żandarmerii znajdujących się przy ul. L. Sapiehy, gdzie w dniu 1 listopada objął służbę oficer ukraiński i żandarmi Ukraińcy. Około godziny 7.30 zjawił się w koszarach patrol złożony z oficera, por. Bilinkiewicza z 24 p.p. austr. i 2 żołnierzy celem zaaresztowania mnie i odstawienia do więzienia wojskowego przy ul. Zamarstynowskiej. Zawiadomił mnie o tym zaraz komendant żandarmerii płk. Straube, ale dowódca patrolu ukraińskiego, na interwencję oficerów żandarmerii obcej narodowości, za inicjatywą rtm. Müllera, zgodził się, po uprzednim porozumieniu się ze swoim sztabem, na pozostawienie mnie w koszarach żandarmerii jako internowanego. Wraz ze mną zostało także internowanych w tych samych koszarach 20-22 żandarmów narodowości polskiej. Żandarmi Ukraińcy objęli służbę i rzecz dziwna, że tylko w pierwszym dniu wysłał ukraiński komendant koszar 2 lub 3 patrole do miasta, zaś w następnych dniach ograniczyła się służba żandarmów ukraińskich tylko do służby wartowniczej wewnątrz koszar i strzeżenia internowanych.

Miny oficerów obcej narodowości, dla których wydarzenia lwowskie były potwierdzeniem rozpadnięcia się Austrii, były bardzo różne. Czesi cieszyli się i z niecierpliwością oczekiwali powrotu do wolnej ojczyzny. Niemcy austriaccy, nie wiedząc co ich czeka, chodzili w zadumie po podwórzu koszar nie kryjąc zupełnie swych obaw o przyszłość swego losu, tylko ppłk. v. Peinlich, który – jak mówiono – miał u Ukraińców odegrać ważną rolę, wyczekiwał w zdenerwowaniu dalszego biegu wypadków. Co do mnie udało mi się w tym czasie przeprowadzić jedno brzemienne w skutki pociągniecie, a to przekonałem płk. Straubego o konieczności ogłoszenia koszar żandarmerii za teren neutralny i w rzeczy samej płk Straube, wysławszy rtm. Müllera do dowództwa ukraińskiego celem porozumienia się w tej sprawie, uzyskał dnia 2 listopada zgodę na uznanie koszar żandarmerii za teren neutralny. Krok ten miał duże znaczenie na przyszłość, ponieważ koszary żandarmerii, które znalazły się niebawem w obrębie polskiego frontu, nie były obsadzone silniejsza załoga ukraińską, a zarazem nie były też ogołocone z zapasów mundurów, broni, amunicji i prowiantu, w które były bogato zaopatrzone.

Zamach ukraiński spotkał się tymczasem z żywiołowym oporem społeczeństwa i młodzieży polskiej, a zbrojny czy, podjęty 1 listopada, odbierał powoli Ukraińcom teren dzielnic: VI i II zbliżając polskie oddziały zbrojne ku gmachowi żandarmerii. Tak w dniu 4 listopada, kiedy do koszar żandarmerii zbliżył się patrol polski, oficer ukraiński uciekł  oświadczywszy swoim żandarmom, że – mając zbyt małe siły – nie może się przeciwstawić Polakom. Patrol polski przekonawszy się, że w koszarach już nie ma ukraińskiej załogi, odszedł dalej nie troszcząc się na razie o obsadzenie budynku. Zwolniony tym samym z internowania udałem się za rada jakiejś staruszki do Domu Techników i zgłosiłem się do Obrony Lwowa. Tu dostałem od zgromadzonych tam Obrońców Lwowa wskazówkę (o ile sobie przypominam od por. Konstantego Dzieduszyckiego), bym w dniu następnym zgłosił się do Naczelnej Komendy Obrony Lwowa, która – prawdopodobnie dopiero wieczorem w tym dniu – będzie urzędować przy ul. Grunwaldzkiej. Gdy wchodziłem do Domu Techników, stwierdziłem z przyjemnością, że służbę na bramie pełnił b. żandarm austr. w kompletnym mundurze, wachmistrz Zawada Ludwik.

Gdy następnie zgłosiłem się do Komendanta Obrony Lwowa, kpt. Mączyńskiego, – mimo mojej prośby o przydział do formacji frontowej, – zostałem przydzielony do formującej się pod kierownictwem ppor. Edwarda Götta w gimnazjum przy ulicy Chocimskiej Żandarmerii Obrony Lwowa ze specjalnym poleceniem przeprowadzenia organizacji służby bezpieczeństwa. Ponieważ przed moim zgłoszeniem się w Naczelnej Komendzie komendantem Żandarmerii Obrony Lwowa był mianowany płk. Adam Hełm Pirgo, zgłosiłem się u niego. Przyjął mnie bardzo serdecznie i z miejsca zauważył, że oddaje mnie organizację i egzekutywę, a sam, jako starszy wiekiem, ograniczy swoją działalność do dowództwa i utrzymywania kontaktu z Naczelną Komendą.

Dnia 6 listopada udałem się do gmachu żandarmerii przy ul. L. Sapiehy i oświadczyłem płk. Straubemu, sprawującemu dotychczas formalnie komendę, że Żandarmeria Obrony Lwowa obejmuje budynek wraz z magazynem. Płk. Straube zastrzegł się, że odda koszary tylko przed siłą lub właściwej władzy polskiej, uzasadniając swe zastrzeżenie tern, że koszary zostały przez Ukraińców uznane za neutralne i w razie powrotu Ukraińców byłby narażony on i wszyscy oficerowie neutralni na przykre następstwa.

Nadmieniam, że dla przestrzegania neutralności koszar żandarmerii, po zajęciu ich przez polską patrol, był wyznaczony z ko-mendy II Odcinka por. Marian Kędrzyński i że w czasie zawieszenia broni, gdy w gmachu żandarmerii urzędował już por. Kędrzyński, przybył autem do koszar żandarmerii parlamentarz ukraiński (oficer w stopniu porucznika) z zapytaniem, dlaczego neutralność koszar została zerwana, bo on ma dowody, że z koszar żandarmerii ostrzeliwuje się placówkę ukraińską na Cytadeli. Ponieważ koszary były jeszcze neutralne, oświadczył mu por. Kędrzyński, że nikt z koszar nie strzela. Parlamentarz odjechał odgrażając się pod moim adresem i wiedział już, że zgłosiłem się do służby w Obronie Lwowa.

Z rozkazu komendanta Obrony Lwowa utworzona została specjalna komisja złożona ze ś. p. Tadeusza Cieńskiego, prezesa Polskiego Komitetu Narodowego i por. Ludwika de Laveaux, która dobrawszy sobie por. Świeżawskiego, płk. Hełm Pirgo i mnie, odebrała protokólarnie od płk. Straubego koszary wraz z kasą żandarmerii i zapasami mundurowymi, oddając je częściowo do dyspozycji Żandarmerii Obrony Lwowa, a resztę do dyspozycji intendentury załogi Obrony Lwowa. Przy tej sposobności odebrano od komendy żandarmerii austriackiej papiery wartościowe na sumę przeszło 1,300.000 koron. Równocześnie dokonała ta komisja zaprzysiężenia około 20 żandarmów Polaków zwolnionych z internowania (po zwolnieniu tychże na ich prośbę ze starej przysięgi) wcielając ich jako fachowców do Żandarmerii Obrony Lwowa. Żandarmi ruskiej narodowości zostali, aż do dalszego zarządzenia Naczelnej Komendy, internowani w koszarach przy ul. L. Sapiehy.

Dorywczo do dnia 11 listopada 1918 przeprowadzona organizacja Żandarmerii Obrony Lwowa przedstawiała się w sposób następujący: a) komenda w składzie osobowym: komendant — płk. Adam Hełm Pirgo, zastępca — mjr. Wiktor Sas Hoszowski, adiutant — ppor. Edward Gott, oficer żywnościowy — ppor. Tenczar Karol; b) oddział śledczy: kierownik — ppor. dr. Dąbrowski Jan; c) kompania egzekutywna — pełniąca służbę egzekutywną w ścisłym tego słowa znaczeniu: komendant — por. Kazimierz Święcicki, zastępca — ppor. Hohendorf Józef później por. Tarnawski; d) rezerwa z zarządem aresztu; e) oddział konny.

Do składu osobowego komendy należało jeszcze 5 oficerów, m.in. por. Hutter Ignacy, którzy pełnili częściowo służbę inspekcyjną, częściowo egzekutywną i wywiadowczą. Wywiad prowadzony był zawsze w ścisłym kontakcie z kpt. Kmitą-Stasiniewiczem Julianem z Naczelnej Komendy.

Oprócz patroli, wysyłanych z kompanii egzekutywnej i rezerwy dla utrzymania bezpieczeństwa wewnątrz terenu Obrony Lwowa, zostały potworzone mniejsze oddziały, oddane do dyspozycji dowódców poszczególnych odcinków, każdy w sile od 6—20 ludzi. Stałe takie ekspozytury żandarmerii odcinkowej były: w szkole Marii Magdaleny — kmdt. ś. p. pchor. Sokolik Michał, w szkole Konarskiego — kmdt. chor. Barański Ludwik, zast. chor. Karski Stanisław, sierż. służb. — Lesław Novy (najsilniejsza ekspozytura), w szkole Sienkiewicza — kmdt. pchor. Wyżykowski Hipolit, w Domu Techników — kmdt. ś. p. ppor. Caspary Jerzy, na Dworcu Głównym — kmdt. pchor. Klepacki, później por. Hutter, na Dworcu Czerniowieckim — kmdt. chor. Bartak Józef, na Lewandówce — kmdt. Willmann Michał, ponadto stała ekspozytura w koszarach żandarmerii przy ul. L. Sapiehy, — kmdt. wachm. Glajc Adam, jako najbardziej wysunięty obiekt, znajdujący się stale pod ostrzałem Cytadeli i przez parę dni — posterunek na Bogdanówce. Do innych odcinków dochodziły delegowane patrole z rezerwy przy ul. Chocimskiej. Oddział konny, w sile około 14 szabel, miał za zadanie utrzymanie łączności, a ponadto był używany do specjalnych poruczeń.

Głownem zadaniem Żandarmerii Obrony Lwowa było utrzymanie bezpieczeństwa na tyłach walczących oddziałów, jako też ochrona ludności i jej mienia, w ogóle wszystkie czynności wykonywane przez nią musiały być uzasadnione potrzebami bezpieczeństwa. Żandarmi odcinkowi, poza służbą bezpieczeństwa, pełnili także służbę łączności i w rejonie odcinków, jako też służbę wywiadowczą, a ich spostrzeżenia oraz raporty były nieraz bardzo pomocne w pociągnięciach taktycznych pojedynczych odcinków. Odznaką żandarma w służbie, który pełnił ją w swym własnym mundurze wojskowym, były opaska na lewem ramieniu z napisem „Żandarmeria Obrony Lwowa“ i austriacka żandarmska torba służbowa u boku.

Patrole służby egzekutywnej były, po wcieleniu żandarmów zawodowych do Żandarmerii Obrony Lwowa, prowadzone przeważnie przez tychże, a kontrolowane przez oficerów specjalnie do tej służby desygnowanych. Tak samo kontrolowana była każdej nocy służba na pojedynczych odcinkach przez oficerów komendy, jako też przeze mnie, a często zdarzało się, że posterunki frontowe ostrzeliwały patrole kontrolne, szczególnie gdy na posterunkach tych byli ludzie młodzi. Mnie ostrzeliwano nieszkodliwie dwa razy na odcinku Bema, a raz koło koszar przy ul. L. Sapiehy — ale w duszy cieszyłem się, bom się przekonał, że nasze orlątka czuwają.

Ponieważ materiał ludzki, którym dysponowała komenda żandarmerii w pierwszych dniach Obrony Lwowa, był do tej tak odpowiedzialnej służby nieodpowiedni, musiałem przystąpić przede wszystkim do czystki we własnych oddziałach w czym w wielkiej mierze był mi pomocny jeden z najdzielniejszych oficerów żand. por. Święcicki i zawodowi żandarmi, jako fachowi i moralni instruktorzy.

Wszystkie ekspozytury żandarmerii na odcinkach były także często ściągane do wzmocnienia frontu, a w szczególności ekspozytura w koszarach żandarmerii przy ul. L. Sapiehy pod komendą dzielnego żołnierza, wachmistrza Glajca, była właściwie stałem wzmocnieniem frontu odcinka szkoły Marii Magdaleny i swą bitnością niejednokrotnie dopomogła do przeważenia szali zwycięstwa na stronę oddziałów obrońców Lwowa. Oddział żandarmerii odcinka szkoły Konarskiego zdobył miotacz min w czasie wzmocnienia frontu pod Kulparkowem, poza tym cała rezerwa i kompania egzekutywna przy ul. Chocimskiej pod dowództwem por. Święcickiego interweniowały skutecznie w akcji bojowej na Górze Stracenia w dniu 14 listopada 1918. Interwencje te znaczyły krwawym śladem posuwającą się zwycięsko naprzód linię Obrony Lwowa.

Służbę wartowniczą spełniały Milicja Wojskowa i Kolejowa. Żandarmeria korzystała z pomocy Straży Obywatelskiej, zwanej popularnie „Milicją Obywatelską", bo kwaterowała w gmachu gimnazjum przy ul. Szymonowiczów razem z Milicją Wojskową, powstała jednak samorzutnie w dniach 2 i 3 listopada 1918. W dzielnicy VI zorganizował ją dyr. Ludwik Heller (gimnazjum przy ul. Szymonowiczów), a w dzielnicy II — dr Stanisław Kurkowski (budynek parafii kościoła św. Elżbiety). Nad oboma tymi strażami ustanowiła Naczelna Komenda w dniu 14 listopada 1918 komendantem Ludgarda Grocholskiego. Łączna siła Straży Obywatelskiej wynosiła około 200 ludzi. Po oswobodzeniu Lwowa Straż Obywatelska rozszerzyła się organizacyjnie na cały Lwów pod nazwą M. S. O., Milicja Wojskowa została przemianowana na baon wartowniczy, a Milicja Kolejowa, której ostatnim komendantem był nadkomisarz Wojciech Schmidt, a zastępcą — p. Papierkowski, była rozwiązana w pierwszych dniach grudnia 1918.

Mężczyźni, wcielani zwłaszcza do Straży Obywatelskiej, to ludzie nieraz w bardzo podeszłym wieku. Spełniali oni niejako służbę etapową, poza tym wspomagali żandarmerię na wewnętrznych patrolach, przy przeprowadzaniu rewizji i niedopuszczaniu elementów przestępczych do grabieży, rabunków, pełniąc stałą służbę patrolową na wszystkich ulicach. Jaki był w tym zespole duch i nieugięta chęć zwycięstwa świadczy fakt, który wydarzył się już po 22 listopada, gdy pamiętnej nocy z dnia 28-29 grudnia 1918 wymaszerowali na okopy przedmieść lwowskich wszyscy, gdy temu zbiorowemu wysiłkowi całego „zawsze wiernego Lwowa", a więc i żołnierza frontowego i tego cywilnego ochotnika, zawdzięczamy uratowanie miasta przed skoncentrowanym atakiem wszystkich sił ukraińskich gród nasz oblegających.

Żandarmeria Obrony Lwowa, Milicja Wojskowa oraz Straż Obywatelska miały ciężkie zadanie do spełnienia w dniu 22 listopada i następnych, gdy to odbiliśmy cały Lwów, w akcji opanowania rozruchów, kiedy musiano stoczyć formalne walki z elementami przestępczymi, by w końcu, z pomocą wojska, przywrócić ład.

Po zajęciu Lwowa Żandarmeria Obrony Lwowa stała się pierwszym ogniwem w organizacji żandarmerii na terenie oswobodzonych powiatów wschodniej Małopolski i przyjęła za podstawę działania swój dawny podział. W nowej formie organizacyjnej otrzymała wówczas nazwę żandarmerii polowej i krajowej.

 

Wiktor Hoszowski

 

Zdjęcie ze strony: www.policjapanstwowa.pl

Redakcja

Napisałeś/aś artykuł? Znasz nieopublikowaną dotąd anegdotę, cytat, ciekawostkę? Znalazłeś/aś w sieci wartościowy materiał lub stronę? Posiadasz archiwalne zdjęcia bądź pamiątki? Napisz do nas, pomóż w budowie portalu.

Strona: jpilsudski.org

Media

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version