Logo
Wydrukuj tę stronę
19 Lis

"Polskie Termopile" - bitwy pod Zadwórzem - Dytiatynem

Zadwórz
 
Mimo tak zaciętej obrony, po całkowitym wyczerpaniu się amunicji, 318 obrońców odnaleziono po ataku poległych na stanowiskach pod szablami kozaków kombryga Szeko dowodzącego ostatnią szarżą. Izaak Babel  wspominał bitwę: "jeździliśmy wzdłuż linii by nie zabijać jeńców, Szeko bąknął -dlaczego nie. nie patrzyłem w twarze. przebijali pałaszami, dostrzeliwali , trupy na trupach. Apanasenko /rozkazywał/ - nie trać ładunków ,zarżnij go.". Jeńców nie było bo nikt nie poddał się do niewoli ginąc na stanowiskach lub dobijając się ostatnim nabojem.

W okresie istnienia II Rzeczpospolitej tylko dwa panteony postawione na miejscach bitewnych sławiły chwałę oręża polskiego i bohaterstwo czynu bitewnego jej żołnierzy. Były to: Cmentarz Orląt Lwowskich we Lwowie i Panteon bitwy pod Dytiatynem.

Obecne otwarcie nie całkiem kompletnego panteonu jakim jest cmentarz obrońców Lwowa pozwoliło wielu rodakom przypomnieć heroizm bitew kresowych w okresie tworzenia naszego państwowego bytu doby współczesnej. Przypadająca 17 sierpnia kolejna rocznica bitwy obronnej pod Zadwórzem była obecnie upamiętniana na polach Zadwórza nie tylko przez miejscowych Lwowian, ale też przez przybywające na uroczystości liczne wycieczki zagraniczne. Mija jednak kolejna rocznica powstania Panteonu bitwy pod Dytiatynem zniszczonego przez sowietów w latach powojennych. Panteonu tego nikt do dzisiaj nie myśli jednak odnawiać, a o bohaterach bitwy przestaliśmy zupełnie już pamiętać.

Przed  laty podczas polsko-bolszewickiej wojny toczonej obyło się wiele bitew i potyczek. Toczone nieraz wielokrotnie w tych samych  miejscowościach, znane były ze swojego krwawego i okrutnego przebiegu. Walczono wszak z przeciwnikiem, który nie kierował się konwencjami czy wymogami wojny ale dowodzony głównie przez politruków posiłkował się w walce niebywałym okrucieństwem. Bitwy te i potyczki kosztowały życie wielu żołnierzy, ale jedynie bitwy obronne pod Zadwórzem i Dytiatynem weszły do historii chwały Wojska Polskiego jako najbardziej heroiczne bitwy tej wojny zdobywając swoim bohaterstwem zaszczytny tytuł "Polskich Termopil". Obecnie bitwa pod Zadwórzem żyje nadal w pamięci współczesnych natomiast Dytiatyn uległ niemal całkowitemu zapomnieniu i próżno choćby w internetowej sieci poszukiwać współcześnie jego nazwy. Warto zatem w kolejną rocznicę przypomnieć przebieg obu bitew porównując choćby skrótowo wielki heroizm poniesionych tam żołnierskich ofiar. Obecnie na mapach Ukrainy znajdziemy miejscowość położoną na północny zachód od Halicza zwaną z ukraińska miękko Dytiatyń odm. Dytiatynia gdy polska gramatyka współczesna nadal wymawiała słowo Dytiatyn odm.Dytiatyna.

 

Bój pod Zadwórzem.

Położone 30 km na północny wschód od Lwowa maleńkie miasteczko Zadwórze mające własną stację kolejową linii Lwów -Tarnopol 17 sierpnia 1920 r. patrolował wycofujący się w ariergardzie, stworzony z ochotniczej młodzieży lwowskiej 400 -osobowy batalion 240 pp pod dowództwem kpt. Bolesława Zajączkowskiego, z zawodu notariusza w Brodach. Stworzony do osłony i opóźniania ataku 1 Konnej Armii był dobrze uzbrojony w broń maszynową. Gdy batalion mijał właśnie stację kolejową w Zadwórzu zobaczono, że w kierunku tejże stacji zbliżają się kozacy. 6 dywizja konna Apanasenki miała rozkaz zająć stację z zamiarem dalszego ataku na miasto Lwów. Widząc to kpt Zajączkowski zajął pozycje wokół stacji i sąsiadującego z nią wzgórza rozpoczynając wielogodzinną obronę swoich pozycji. Nim wyczerpała się amunicja batalion zatrzymał sześć kozackich szarż w szyku konnym. Wspomagające go z powietrza samoloty III dywizjonu lotniczego, a w nim składające się z amerykańskich lotników 7 i 15 eskadry bojowe im. Tadeusza Kościuszki,  wykonując na szeregi dywizji liczne wspierające obrońców Zadwórza ataki, wyeliminowały z walki ponad 100 kozaków. Mimo tak zaciętej obrony, po całkowitym wyczerpaniu się amunicji, 318 obrońców odnaleziono po ataku poległych na stanowiskach pod szablami kozaków kombryga Szeko dowodzącego ostatnią szarżą. Izaak Babel w swoich pamiętnikach wspomina bitwę: "jeździliśmy wzdłuż linii.by nie zabijać jeńców,.Szeko bąknął-dlaczego nie.nie patrzyłem w twarze.przebijali pałaszami, dostrzeliwali , trupy na trupach. Apanasenko /rozkazywał/ - nie trać ładunków ,zarżnij go.". Jeńców nie było bo nikt nie poddał się do niewoli ginąc na stanowiskach lub dobijając się ostatnim nabojem. Ci co nie zginęli na miejscu bitwy nigdy nie zostali odnalezieni i są uważani za zaginionych. Do dzisiaj nikt do końca nie wyjaśnił co się z nimi stało. Wywiezieni z pola bitwy zostali zamordowani na tyłach bolszewickiego frontu. Pamięć bohaterskich obrońców zadwórskiej pozycji obronnej upamiętnia obecnie kopiec wzniesiony po tej bitwie na polu walki i napisy o jednej z bitew o których się pamięta, umieszczone na ścianach lwowskiego panteonu. Tamten dzień 17 sierpnia był dla frontów wojny polsko-bolszewickiej dniem gdzie wojska polskie na całej niemal jego długości odnosiły już sukcesy. Pod Sławatyczami zniszczono bolszewicką 58 dywizję piechoty, na wschód od Parczewa definitywnie rozbito zagrażającą wciąż Warszawie Grupę Mozyrską, pod Kąkolewicą zlikwidowano 170 brygadę strzelców, zdobyto Międzyrzec, Siedlce, gen Latinnik zdobył Mińsk Mazowiecki, a dowodzona przez gen Sikorskiego 5 armia zajęła Pułtusk. Historycy wojskowości uważają, że właśnie w tym dniu nastąpił upadek morale armii Tuchaczewskiego pozwalający na całkowite jej rozgromienie. Na podstawie dotychczasowych sukcesów wojsk polskich Naczelny Wódz Józef Piłsudski doszedł do wniosku że "zasadniczy opór nieprzyjaciela został złamany". Trzeba było pomyśleć teraz o froncie południowo-zachodnim, na którym konne armie Budionnego parły nadal w kierunku Zamościa, a komandir Jona Jakir na południe od Lwowa wyrównywał właśnie front i dochodził do Podhajec.

 

Dytiatyn - drugie Polskie Termopile. 

Gdy 26 maja Rosjanie rozpoczęli ofensywę na Ukrainie, w której wzięły udział trzy zgrupowania wojsk: Armia Golikowa, "Grupa Jakira" i Armia Konna Budionnego .

Grupa desantowa Golikowa przekroczyła Dniepr na zachód od Czernihowa i przecięła połączenie kolejowe z Korosteniem. Grupa Jakira zdobyła Białą Cerkiew. Utworzono w końcu południowo-zachodni front bolszewickiego ataku na rubieże Ukrainy opierający się o linię Karpat, dowodzony był przez Aleksandra Jegorowa. W składzie 14 armii komendarma Mołkoczanowa atakowała samodzielna grupa bojowa Jakira, a w niej 8 Dywizja Konna "Czerwonych Kozaków" Primakowa (złożona wyłącznie z kozaków bolszewików). Wyznaczony przez Jegorowa kierunek natarcia dla tego frontu stanowiła oś Równe- Lwów -Tarnów. By zatrzymać to ugrupowanie Naczelny Wódz skierował przeciwko nim tych ze swoich szeregów, którzy dotychczas byli najdzielniejsi. Początkiem września powierzono dotychczasowemu dowódcy walczącej w bezpośredniej obronie Warszawy 1 Armii generałowi Latinnikowi dowództwo nad 8 i 12 dywizjami piechoty i 1 brygadą kawalerii i przerzucono go na wzmocnienie 6 armii gen.Lamezan -Salina, która dotąd wraz z towarzyszącymi jej ukraińskimi oddziałami armii gen. Pawlenki-Omelianowicza cofała się jeszcze przed bolszewicką 14 armią . Wzmocnienie frontu miało na celu powstrzymanie odwrotu i rozpoczęcie w Małopolsce ofensywy. W skład grupy gen Latinnika przydzielono jeszcze 1 Pułk Artylerii Górskiej, który walnie dotąd przyczyniał się do sukcesów Bitwy Warszawskiej walcząc chociażby pod Ossowem. Obecnie rozpoczynał kolejne boje formując się w rejonie przedmościa halickiego. 14 września natarcie grupy gen. Franciszka Latinika (8 DP, 1 BK) oraz Armii Ukraińskiej gen. Pawła Udowiczenki skoncentrowanych wzdłuż rzeki Dniestr, na wschód od Stanisławowa na dwie dywizje sowieckie (XLI piechoty, i VIII jazdy) przyniosło sukces - zdobyto Czortków. Dalej podzielona na dwie brygady XV i XVI kolumna polskich wojsk kontynuowała swoje natarcie posuwając się sąsiadującymi ze sobą dolinami Pokucia we wschodniej Małopolsce mając za łącznika rozciągnięty pomiędzy tymi dolinami 13 Pułk Piechoty "Dzieci Krakowa" dowodzony przez kpt. szt. gen. Jana Gabrysia, a wraz z nim pułki 1 Artylerii Górskiej oraz 7 i 8 pułki artylerii polowej. 16 września maszerowano właśnie drogą Chochoniów, Dytiatyn, Szumlany, Boków w kierunku Podhajec gdy ujrzano wynurzające się z lasów oddziały wojska, które wydawały się być polską XV Brygadą. Gdy okazało się, że są to jednostki grupy Jakira zajęto pozycje na poaustriackich okopach trawiastego wzgórza (383) pod Dytiatynem i rozpoczęto ostrzał artyleryjski zamieniając drogę z kolumną nieprzyjaciół w kłębowisko zniszczonego nieprzyjacielskiego sprzętu. Na szczycie wzgórza odprzodkowała działa 4 bateria 1 Pułku Artylerii Górskiej dowodzona przez oficerów: kpt Adama Zająca i poruczników Wacława Śniegockiego i Franciszka Wątrobę. Przed nim rozwinął się w obronie III batalion 13 pułku - łącznie było tam 200 bagnetów, 6 ckm, 6 armat. Około godziny 12 z kierunku Szumlan, wspierana silnym ogniem własnej artylerii, rozwinęła na wzgórze atak 8 dywizja "Czerwonych Kozaków". Z kierunku Bokowa wsparły ją formacje 123 brygady strzelców bolszewickiej piechoty. Intensywnymi atakami na polskie pozycje próbowano odblokować sobie drogę dla dalszej ucieczki. Do godziny 16 odparto 5 szarż kozackich, które dochodziły na 50 m do stanowisk 1 Pułku, atakowało łącznie 3.500 szabel i bagnetów. Gdy po godzinie 16 ruszył kolejny bolszewicki atak, kpt Zając wydał rozkaz śmierci, cytuję skrót: skrwawienie nasze uratuje 8 Dywizję". Jednak trzy działa i część karabinów maszynowych była już wybita w walce, a pozostałe karabiny maszynowe 13 pp rozgrzane w wielogodzinnym boju przestały być skuteczne. Pozostali przy życiu artylerzyści 4 baterii próbowali odeprzeć ostatni atak broniąc się kolbami karabinów i bronią osobistą. Niestety przewaga atakujących i wyczerpanie dotychczasową walką sprawiło, że pod ciosami szabel polegli po kolei wszyscy obrońcy wzgórza. Ktoś jeszcze dostrzegł dowódcę baterii kpt. Adama Zająca i porucznika Franciszka Wątrobę jak do końca walczyli strzelając z pistoletów (relacja żołnierzy 13 pp).

Przed końcem obrony na wzgórze dotarł wprawdzie rozkaz by się wycofać, ale ginęli na nim właśnie ostatni ranni żołnierze. Około 16 żołnierzy batalionu piechoty wziętych do niewoli rozebrano pozostawiając związanych na wzgórzu po czym Kozacy wykonali na nich dodatkową szarżę i z okrzykami "rubaj" wszystkich ich wybili. W obronie pozycji pod Dytiatynem poległo około 240 żołnierzy polskiej armii, zginęła cała obsada 4 baterii 1 Pułku Artylerii Górskiej w składzie 59 artylerzystów. Straty w 13 Pułku Piechoty "Dzieci Krakowa": 97 zabitych i 83 rannych. Poległych bolszewików nikt nie zliczył. 8 Dywizję "Czerwonych Kozaków" rozbito wkrótce pod zajętym już przez polskie oddziały Tarnopolem. 13 pułk piechoty ścigał cofający się odtąd front przez Zbaraż, Szeptówkę, aż nad rzekę Słucz. Żyda Jonę Emanuiłowicza Jakira w końcu Stalin kazał rozstrzelać, za co ten przysłał wodzowi list pełen słów miłości i oddania. Na liście tym widnieje do dzisiaj dopisek wykonany ręką wodza: "szuja i prostytutka".

Te drugie "Polskie Termopile" jak w II Rzeczypospolitej nazywano bitwę pod Dytiatynem otaczano pamięcią. Na miejscu bitwy pod lasem powstał wspólny cmentarz wszystkich poległych na który ich ekshumowano , wybudowana obok głównie dzięki staraniom właścicielki tych ziem Aldony Kaczorowskiej, gen.Wł Sikorskiego i podhalańczyka gen. A Galicy twórcy i dowódcy 1 Pułku Artylerii Górskiej kaplica pod wezwaniem św. Teresy, kurhan i ściana z nazwiskami bohaterów wokół cmentarza. Józef Piłsudzki odznaczając 17 poległych tam bohaterów Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego "Virtuti Militari", a 11 oficerów i 41 szeregowych Krzyżem Walecznych nadał baterii prawo noszenia tytułu "bateria śmierci" . Obecnie po Dytiatynskiej kaplicy nie ma ni śladu, a na cmentarzu gdzie niegdyś pochowano bohaterów bitwy stoją resztki zapomnianych krzyży . Dziwnym zrządzeniem losu nie upamiętniono nigdy nazwy bitwy na lwowskiej nekropolii. Możemy ją obecnie dostrzec jedynie na pylonach Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Jan Lucjan Wyciślak

Ostatnio zmieniany piątek, 17 sierpień 2012 13:32

Artykuły powiązane

Media

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348