Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Generalicja, oficerowie, żołnierze

Orlicz Dreszer9Problem roli gen. Gustawa Orlicz-Dreszera jako realizatora przewrotu majowego 1926 r., zaś w latach poprzedzających zamach stanu – w kierowniczej elicie piłsudczyków oraz w gronie najbardziej zaufanych współpracowników politycznych marszałka Józefa Piłsudskiego przedstawiłem przed laty w ogłoszonej drukiem biografii generała[1]. Udział w konferencji naukowej w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 13 V 2011 r., zorganizowanej przez Instytut Józefa Piłsudskiego w Warszawie, na temat „Polskie przewroty i przesilenia. W 85. rocznicę wypadków majowych 1926 r.” dał możliwość ponownego spojrzenia na te sprawy z perspektywy lat kilkunastu. Tym więcej, że tematyka zamachu majowego była w międzyczasie przedmiotem nowych badań, szczególnie zaś edycji źródeł.

Gen. bryg. Gustaw Orlicz-Dreszer od czerwca 1924 r. dowódca 2 Dywizji Kawalerii z siedzibą dowództwa w Warszawie, dowodził w trakcie walk w stolicy w dniach 12-15 V 1926 r. oddziałami, które opowiedziały się po stronie Józefa Piłsudskiego, przyczyniając się dzięki skutecznemu dowodzeniu do sukcesu wojsk Marszałka. W latach poprzedzających zamach majowy – w jego przypadku przypuszczalnie już od jesieni 1924 r. – znalazł się wśród tych aktywnych piłsudczyków, którzy stanowili grono bliskich współpracowników politycznych Komendanta. Andrzej Garlicki, pisząc o roli tego zespołu, umiejscowił Dreszera w kręgu osób najbliższych Komendantowi w owym okresie, jako że mających najczęstsze z nim kontakty, wynikające z częstej bytności w Sulejówku bądź styczności z Marszałkiem na poufnych zebraniach jego czołowych współpracowników. Jakkolwiek słusznie nie dopatrywał się w tym gronie wewnętrznej hierarchii, gdyż o częstotliwości widywania zaufanych osób decydował sam Piłsudski, do najbliższych Komendantowi ludzi zaliczył Walerego Sławka, Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego, Aleksandra Prystora, Bogusława Miedzińskiego, Kazimierza Świtalskiego, Bronisława Pierackiego, Ignacego Matuszewskiego i Gustawa Orlicz-Dreszera, w dalszym kręgu sytuując Adama Koca, Ignacego Boernera, Kazimierza Stamirowskiego, Juliana Stachiewicza, Tadeusza Hołówkę, Józefa Becka, Henryka Floyar-Rajchmana, Adama Skwarczyńskiego i Wojciecha Stpiczyńskiego[2].

Zespół ten ukształtował się w tej postaci, wolno sądzić, nie wcześniej niż wiosną 1925 r. O pozycji Dreszera w tym gronie, poza zaufaniem Piłsudskiego, decydował fakt, iż był wśród wymienionych jedynym wyższym dowódcą liniowym, przy braku takich oficerów jak Stanisław Burhardt-Bukacki, Kazimierz Fabrycy czy Tadeusz Piskor, nie wspominając już o zajmujących kierownicze stanowiska w armii Kazimierzu Sosnkowskim i Edwardzie Rydzu-Śmigłym. Świadczyć to może o tym, że w gronie tych bardziej już polityków niż wojskowych (za wyjątkiem Wieniawy i może Stachiewicza), był Dreszer potrzebny jako generał o pięknej przeszłości bojowej i uznanych zdolnościach dowódczych, cieszący się popularnością w korpusie oficerskim i mający w nim niemałe wpływy. Orlicz-Dreszer, choć posiadał polityczne kwalifikacje, których Komendant był świadom i z których w latach Wielkiej Wojny korzystał, zawsze był przede wszystkim żołnierzem, odważnym bezkompromisowym i bezgranicznie Marszałkowi oddanym. To Dreszer miał reprezentować interesy Marszałka w wojsku, co pozwalało uchronić od ewentualnych represji i trzymać z dala od polityki innych wyższych dowódców potencjalnie Piłsudskiemu oddanych. Nadto zaś – co nie bez znaczenia – stacjonował w warszawie.

Na podstawie posiadanej wiedzy można postawić tezę, iż zasadniczym zadaniem Dreszera było koordynowanie działań zwolenników Marszałka w wojsku, mających na celu utrzymanie jego tam wpływów oraz budowanie w obrębie korpusu oficerskiego przekonania o konieczności powrotu b. Naczelnego Wodza do armii, naturalnie na warunkach jego dekretu o organizacji najwyższych władz wojskowych z 7 I 1921 r. Działał tu zarówno własną osobą, szczególnie wśród wyższych oficerów WP, jak i poprzez swe rozliczne kontakty w wojsku, dalece wykraczające poza środowiska legionowe. Obok powiązań z okresu służby w Wojsku Polskim od 1918 r., szczególnie z okresu wojen o niepodległość i granicę, ważną rolę mogły tu odgrywać więzi z okresu działalności w latach 1904-1914 przez Związek Młodzieży Polskiej ZET, zarówno w Królestwie Polskim jak i skupiskach polskiej młodzieży akademickiej na zachodzie Europy. Dreszer jako jeden z czołowych działaczy zetowych z „pokolenia 1905 r.” używany był w różnych politycznych misjach przez Komendanta jeszcze w latach Wielkiej Wojny.               Szerokie kontakty polityczne Dreszera i jego rzadko spotykana żołnierska popularność wykraczająca poza wojsko powodowały zresztą w okresie przedmajowym, iż znaczenie generała w kręgu bliskich współpracowników Marszałka wykraczało czasem poza sprawy związane z armią. Dla wychowanków środowiska ZET-u w korpusie oficerskim, niejednorodnego pod względem stosunku do Józefa Piłsudskiego, mógł być Dreszer wiarygodnym dla nich przedstawicielem Marszałka. Dla byłych zaś legionistów w wojsku – reprezentantem i wyrazicielem oczekiwań Komendanta wobec nich. Dla wielu oficerów z byłych armii państw zaborczych – generałem o pięknej przeszłości bojowej, uznawanym już wówczas za postać perspektywiczną w polskim korpusie generalskim. Potencjał środowiskowy byłych zetowców jak dwupokoleniowej niemalże i śródzaborowej formacji polskiej inteligencji, w połączeniu z silnymi ambicjami politycznymi tej ich części która definiowała się politycznie w oparciu o ideowy kapitał dawnego trójzaborowego ruchu zetowego, powodował zapewne, iż mógł być Dreszer sui generis politycznym łącznikiem Komendanta ze Związkiem Patriotycznym, tajną organizacją byłych braci zetowych (choć mało prawdopodobne, by był też pełnomocnikiem Komitetu Centralnego tej organizacji na obszar wojska[3]). Jednym ze znanych tego przejawów był udział był udział generała u boku Marszałka w zjeździe w Święcicy w czerwcu 1925 r. [4].

Z kolei pozycja Dreszera wśród stronników Piłsudskiego w armii, dla których mógł stanowić pewien punkt odniesienia, a dla Marszałka być najistotniejszym łącznikiem z jego zwolennikami w wojsku, mogła przekładać się na pozycję polityczną generała. Zwłaszcza chyba dla działaczy liberalnych i demokratycznych środowisk politycznych o zabarwieniu lewicowym i centrowym, z różnych względów zorientowanych na Piłsudskiego. Stąd też jest możliwym, iż – wedle relacji Romana Knolla – przedstawiciele sejmowego Klubu Pracy już w 1924 r. próbowali nawiązać kontakt z Piłsudskim za pośrednictwem Dreszera i Wieniawy[5], nawet jeśli zawarta w tym przekazie informacja o formowaniu przez tę grupę ośrodka cywilnej konspiracji w celu podjęcia przygotowań do przewrotu politycznego wydaje się być mało prawdopodobna. Nie bez znaczenia były też kontakty generała wśród polityków i działaczy PPS (także za pośrednictwem starszego brata Zygmunta, w swoim czasie piastującego z ramienia tej partii mandat do Sejmu Ustawodawczego), niezależnie od tego, że stopień wtajemniczenia Orlicza przez Piłsudskiego w kwestie natury politycznej przypuszczalnie nie był tak duży jak w przypadku Sławka, Wieniawy Świtalskiego czy Miedzińskiego. Bo też pozycja Dreszera w otoczeniu Komendanta wynikała ówcześnie – niezależnie od tego, że należał do bliskiego otoczenia politycznego Piłsudskiego od 1915 r. – w dużym stopniu z pozycji generała w armii. W dodatku Dreszer, którego kariera wojskowa rozwijała się w owym czasie niezależnie od potencjalnej protekcji Marszałka, w przeciwieństwie do większości jego znaczących stronników w wojsku i polityce nie musiał wiązać swej przyszłości z powrotem Komendanta do czynnej służby publicznej o charakterze politycznym i wojskowym, co wcale nie umniejsza jego oddania dla Piłsudskiego, które było w armii i świecie polityki wiadome. Kontakty Orlicza wśród władz naczelnych PPS okazały się natomiast istotne zarówno przed, jak i jeszcze bardziej w trakcie majowego zamachu, niezależnie nawet od jego pozycji jako prawej ręki Piłsudskiego w sprawach wojskowych[6]. Notabene ta ostatnia funkcja wiązała się z tym, co kiedyś Antoni Czubiński – w sposób mało precyzyjny i nie umiejscowiony w czasie – określił jako częste konferowanie Piłsudskiego z Dreszerem na tematy wojskowe[7]. Mogły te rozmowy dotyczyć, obok sytuacji w wojsku i nastrojów korpusu oficerskiego, także i stopnia przygotowania sił zbrojnych           do ewentualnego konfliktu zbrojnego, zarówno w sensie wyszkolenia oddziałów, jak i bieżących elementów planowania operacyjnego w odniesieniu zwłaszcza do zachodniego teatru działań wojennych, w których opracowaniu Dreszer brał udział jako dowódca 2 DK i członek Komisji Wojenno-Naukowej przy Sztabie Generalnym WP. Wolno sądzić, iż wiarygodnym pretekstem dla częstych wizyt Marszałka było przejęcie we wrześniu 1924 r. od płk. Janusza Głuchowskiego nadzoru nad ochroną Sulejówka, którą sprawował pododdział - należącego do 2 DK – 7. pułku Ułanów Lubelskich z Mińska Mazowieckiego[8]

Pierwszym odwołaniem się Marszałka do poparcia ze strony korpusu oficerskiego, które odbiło się szerokim echem głownie wskutek znanej mowy Dreszera, była spontaniczna rzekomo, a przy tym licznie obsadzona wizyta delegacji oficerów i generałów w Sulejówku 15 XI 1925 r., oficjalnie w siódmą rocznicę powrotu Komendanta z Magdeburga. Rozkaz do podjęcia akcji czynnej wówczas jeszcze nie padł, bo paść nie miał, o czym liczni niżsi rangą piłsudczycy mogli nie wiedzieć i co znajdowało czasem później oddźwięk w ich enuncjacjach wspomnieniowych[9], wykorzystywanych następnie w literaturze przedmiotu poświęconej problematyce Maja 1926 r. jako pośredni choćby dowód zamachowych zamierzeń już jesienią 1925 r. Jeśli Dreszer faktycznie został wcześniej wyznaczony na mówcę przez Piłsudskiego, jak uważał po latach jego brat Zygmunt, to zapewne nie tylko przez fakt, że Komendant miał świadomość oratorskich zdolności Orlicza, ale i dlatego, że w ten sposób niejako przedstawiał go wojsku jako swego reprezentanta, ergo jako generała co do którego korpus oficerski mógł być pewnym, że działa on w imieniu Marszałka. W ten sposób oficjalnie wybrał go spośród wybijających się w wojsku generałów pochodzenia legionowego. Efekt ten mógł w jakiejś mierze zostać zwiększony przez decyzję urzędującego jeszcze wówczas ministra spraw wojskowych gen. Władysława Sikorskiego, usiłującego translokować Dreszera do Poznania na stanowisko dowódcy 3 DK, czemu zapobiegło umiejętne odwlekanie przez Orlicza sprawy przy pomocy gen. Kazimierza Sosnkowskiego, w ostateczności zaś decyzja nowego ministra gen. Lucjana Żeligowskiego[10]. Próba służbowego, w istocie zaś karnego przeniesienia Dreszera do Poznania mogła też, wbrew zupełnie intencjom gen. Sikorskiego, uczynić Orlicza szerzej znanym w korpusie oficerskim WP, przez co też pogłębić rezonans sulejowskiego przemówienia, nade wszystko zaś zwiększyć popularność generała w dowodzonej przezeń 2 DK          . Było to o tyle istotne, iż po 20 IV 1926 r., spodziewając się dłuższego przesilenia politycznego po wycofaniu z gabinetu Aleksandra Skrzyńskiego ministrów desygnowanych przez PPS, mógł Marszałek opierać swoje kalkulacje na niektórych pułkach dywizji Dreszera, jako innego już tym razem od nieformalnego zgromadzenia oficerów i generałów z 15 XI 1925 r., środka nacisku na Prezydenta RP i przywódców głównych stronnictw sejmowych[11].

Wtedy też wpływy Dreszera w wojsku, szczególnie na terenie Dowództwa Okręgu Korpusu nr I Warszawa (w tym i garnizonu stołecznego) nabrały wymiaru akcji czynnej w rozumieniu spodziewanej przez niektórych przynajmniej podkomendnych Marszałka akcji wojskowej. Z powojennej relacji gen. K. Sawickiego (w maju 1926 r. w stopniu pułkownika, dowódcy 36 pułku piechoty Legii Akademickiej stacjonowanego na Pradze) wynika, iż Dreszer, licząc się z koniecznością użycia wojska już na kilka miesięcy przed kwietniowo-majowym przesileniem gabinetowym 1926 r. proponował mu kilkakroć wspólne przestudiowanie możliwych wariantów opanowania stolicy, zawsze jednak odkładając rzecz całą na później[12]. Jeśli istotnie generał planował opanowanie stolicy, to znaczy że w przeciwieństwie do Marszałka nie myślał w kategorii demonstracji wojskowej, mającej stanowić raczej rodzaj militarnej asysty i jednocześnie oprawy dla jego politycznych żądań, lecz w kategorii wojskowej operacji. Rozumował bowiem najwyraźniej nie jako polityk, lecz jako dowódca wojskowy liczący się z możliwością zbrojnego oporu. Wolno więc postawić tezę, iż występował wobec Marszałka z postulatem podjęcia zawczasu przygotowań wojskowych, choćby w zakresie               podstawowych elementów planowania operacyjnego. Zdają się to potwierdzać wydarzenia z 11 i 12 V 1926 r., jeszcze przed wybuchem walk w stolicy. Inna rzecz, że Piłsudski w okresie poprzedzającym wypadki majowe odrzucał zapewne taką możliwość, perswadując jednocześnie Dreszerowi, że działania zbrojne nie będą konieczne[13].

Czy więc w związku z nabrzmiewającą sytuacją polityczną w Polsce w miesiącach poprzedzających zamach majowy można mówić o istnieniu piłsudczykowskiej konspiracji wojskowej, której kierownictwo po latach gen. Stanisław Skwarczyński przypisał w jednej ze swych relacji Dreszerowi, a która pod kierownictwem Orlicza przygotowywać miała przewrót wojskowy w Polsce? W biografii gen. Dreszera, podobnie jak wcześniej Włodzimierz Suleja w biografii Józefa Piłsudskiego, odrzuciłem ten pogląd (za co zresztą czasem obu autorów spotykają uwagi trudne do zaakceptowania na gruncie rzeczowej polemiki[14]. Przy tym też do dziś pozostaję. Konspiracji piłsudczykowskiej w wojsku w sensie zorganizowanej struktury organizacyjnej nie było, ale też być nie musiało. Wystarczającą rękojmią powodzenia akcji politycznej czy ewentualnie wojskowej była siła środowiskowych bądź też interpersonalnych więzi, znacząco przy tym wykraczających poza środowisko I Brygady czy szerzej: legionowe. Takich grup środowiskowych o charakterze wojskowym bądź cywilno-wojskowym mogło też być niemało, nie zawsze też musiały mieć z sobą kontakty, nadto zaś takie byty nieformalne niekoniecznie musiały funkcjonować w dłuższym okresie czasu, mając raczej charakter środowiskowej relacji na zachodzące w Polsce wydarzenia i formę lojalności wobec osoby Marszałka, uznawanego bez zastrzeżeń za przywódcę. Nie mówimy tu nawet o tzw. Koc-grupie, najbardziej znanej w literaturze przedmiotu i działającej za wiedzą Komendanta, lecz o różnych grupach byłych legionistów, peowiaków czy działaczy obozu niepodległościowego w latach Wielkiej Wojny. Wielość tych grup mogła po latach powodować u niektórych ich uczestników wrażenie istnienia rozgałęzionej konspiracji, obejmującej swymi wpływami wojsko oraz inne najbardziej istotne dziedziny życia państwa. Grupy takie, zwłaszcza w wojsku, szukać mogły z czasem kontaktów z piłsudczykowską elitą wojskową, postrzeganą później, być może, jako kierownictwo wojskowej konspiracji. Jeśli wyżsi rangą piłsudczycy, w tym na terenie wojska gen. Dreszer, dowiadywali się o istnieniu takiej grupy absolutnie pewnych i oddanych sprawie oficerów, to musieli przecież mieć świadomość, jak ważne okazać się może w konkretnej sytuacji, posiadanie właściwych ludzi na właściwym miejscu, jak to zresztą niejednokrotnie miało miejsce w trakcie wypadków majowych, i to nie tylko na terenie stolicy. Nie oznaczało to jednak montowania konspiracji w wojsku, lecz świadomość podejmowania przez zwolenników Marszałka w armii działań na własną rękę i gotowości do akcji czynnej z ich strony, gdyby od miarodajnych reprezentantów Piłsudskiego otrzymali wyraźny rozkaz. O ile jednak fakt istnienia znacznej liczby czynnych i gotowych na wiele zwolenników w wojsku był dla Piłsudskiego i jego współpracowników ważny lecz w jakiś sposób oczywisty, o tyle ważniejsze było docieranie do tych wyższych dowódców, w tym zwłaszcza stojących na czele inspektoratów armii, okręgów korpusów oraz wielkich jednostek piechoty i kawalerii, od których w razie wejścia politycznego przesilenia w fazę operacji wojskowej, mogło wiele zależeć. Inna rzecz, że i tu nie mamy żadnej pewności w których przypadkach piłsudczycy działali na własną rękę, w których zaś wykonywali polecenia bądź tylko luźne sugestie swego przywódcy. Różne poświęcone takim sytuacjom relacje, będąc – poza wszystkim innym – interesującym świadectwem niektórych ówczesnych metod działania piłsudczyków w obrębie wojska, rejestrują zarówno sondażowe rozmowy, jak i próby wywierania presji w konkretnej sytuacji w kierunku opowiedzenia się po jednej ze stron.

Bez wątpienia wydarzenia towarzyszące przesileniu rządowemu w listopadzie 1925 r., w tym też reakcje czynników politycznych i wojskowych na działania jego własne i jego zwolenników, musiały dać Marszałkowi wiele do myślenia w kontekście planowanych przez niego działań mających na celu sięgnięcie po władzę, nawet jeśli – jak wynika z notatki sporządzonej w połowie grudnia 1925 r. przez Świtalskiego – przewidywał powrót do władzy prawdopodobnie dopiero jesienią 1926 r.[15] Przyspieszenie marszu po władzę, nie bez roli czynników zewnętrznych wpływających od postanowień konferencji lokarneńskiej w październiku 1925 r. na pogarszanie się położenia międzynarodowego, więc i bezpieczeństwa Polski[16], siłą faktu pociągało za sobą konieczność odwołania się do poparcia ze strony wojska w formie innej już od tej, jaką była sulejowska manifestacja z 15 XI 1925 r. Z tego Piłsudski zdawał sobie sprawę. Pytanie tylko od kiedy i co zamierzał. Naturalnie przy założeniu, że sytuacja polityczna w kraju nie była statyczna, Marszałek miał do dyspozycji różne środki nacisku politycznego, z których korzystał, a odwołanie się przezeń do poparcia ze strony armii (w postaci kilku oddziałów wojskowych) było raczej efektem skumulowania się czynników trudnych do przewidzenia w miesiącach poprzedzających wypadki majowe 1926 r. Nawet przy założeniu, iż marsz po władzę przy pomocy jakiejś formy politycznego przewrotu był w tym czasie przedmiotem rozmów, prowadzonych przez czołowych piłsudczyków nie tylko w obrębie centrum i lewej strony krajowej sceny politycznej, lecz że ostrożne sondowano w tej materii głównych graczy polityki europejskiej, w tym obu wielkich sąsiadów Polski.

W kontekście powyższego nie należy odrzucać a priori relacji Zygmunta Dreszera z września 1938 r., wedle której jego młodszy brat gen. Orlicz-Dreszer pytania dotyczące możliwych postaw dwóch dowódców dywizji i kilku innych wyższych wojskowych usłyszeć miał od Marszałka odpowiednio w grudniu 1925 i styczniu 1926 r.[17] Można z tym ostrożnie łączyć , nieprzypadkową przecież, wizytę Dreszera – najprawdopodobniej pod koniec 1925 r. – u gen. Juliusza Rómmla w Białymstoku, dowodzącego tam 1 DK[18], wobec którego Orlicz o sytuacji w państwie i armii miał się wypowiadać nie mniej dosadnie niż w dniu 13 i 15 /16 XI 1925 r. w Warszawie wobec płk. SG Gustawa Paszkiewicza, komendanta Szkoły Podchorążych i Oficerskiej Szkoły Piechoty , wypowiadali się pułkownicy SG Bolesław Wieniawa-Długoszowski i Roman Abraham[19], choć metoda podejścia Dreszera do swego rozmówcy była naturalnie zupełnie inna. Można wyrazić ostrożne przypuszczenie, że tego rodzaju rozmów w miesiącach poprzedzających wypadki majowe przeprowadził Dreszer więcej i że miały one z polecenia Marszałka głownie charakter sondażowy.

Nie miało to naturalnie charakteru wojskowego spisku, choć po wypadkach majowych wielu polityków ugrupowań niechętnych Piłsudskiemu, jak również wyższych wojskowych walczących wtedy po stronie rządowej, było o istnieniu takiego spisku przekonanych. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, kiedy Marszałek postanowił – w obliczu przesilenia rządowego wynikłego w kwietniu 1926 r. – odwołać się do poparcia armii poprzez podporzadkowanie sobie jednego z oddziałów wojskowych, konkretnie zaś 7 pułku ułanów z dywizji Dreszera. Zdaje się natomiast nie ulegać kwestii, że chciał znać nastroje nie tylko w korpusie oficerskim jako całości, ale i w gronie wyższych dowódców, zwłaszcza tych których postawa mogła się okazać rozstrzygająca, gdyby władze państwowe w konflikcie z nim zechciały odwołać się do pomocy ze strony sił zbrojnych. Temu też służyć mogły rozmowy prowadzone przez Dreszera (zapewne z dowódcami wielkich jednostek piechoty czy kawalerii stojących w miejscowościach strategicznych względem stolicy; przy tym wyższy szczebel potencjalnych rozmówców przypuszczalnie nie był już dlań jako dowódcy dywizji kawalerii, osiągalny). Działania podejmowane przez Marszałka w dniach poprzedzających wypadki majowe nie świadczą wprawdzie o tym, iżby Komendant myślał o czekającym go starciu z powstałym właśnie rządem Wincentego Witosa w kategorii operacji wojskowej. Nie znaczy to jednak, że nie dokonywał wcześniej kalkulacji sił i nie rozpatrywał możliwych scenariuszy. Trudno powiedzieć, na ile poważnie traktował u progu wypadków majowych ewentualną wolę oporu ze strony środowisk formujących rząd Witosa, z którego powstaniem liczono się od początku kwietniowego przesilenia gabinetowego. Być może uwaga Piłsudskiego skierowana – według relacji gen. Stanisława Skwarczyńskiego – w początku maja 1926 r. do współpracowników optujących za militarnym rozwiązaniem, że chcą wytaczać armaty przeciwko muchom[20], istotnie wtedy padła. Tym niemniej ostateczne ukonstytuowanie się rządu Witosa i będący tego następstwem splot wzajemnych interakcji w postaci obustronnych enuncjacji prasowych i nie zawsze sprawdzonych wiadomości o poczynaniach stron nabrzmiewającego konfliktu, spowodowały, iż Marszalek zdecydował się wyjść naprzeciw nowopowstałemu gabinetowi, a w efekcie i prezydentowi Rzeczypospolitej w asyście wiernych sobie oddziałów wojskowych.

Nie ma jasności co do tego, czy pewne zorganizowane działania piłsudczyków, w tym też czynnych wojskowych, na terenie stolicy, o czym wspominał w swej relacji gen. Skwarczyński, miały miejsce jeszcze przed przesileniem gabinetowym zapoczątkowanym ustąpieniem z rządu premiera Skrzyńskiego ministrów desygnowanych przez PPS (Norberta Barlickiego i Bronisława Ziemięckiego), czy też już w jego trakcie. Dla Skwarczyńskiego istnienie zorganizowanego piłsudczykowskiego środowiska na terenie warszawskiego garnizonu i w obrębie różnych (w tym centralnych) instytucji wojskowych, było po latach dowodem istnienia wojskowej konspiracji kierowanej przez gen. Dreszera, który przybyłej z Wilna pod wodzą Skwarczyńskiego ekipie oficerskiej z 1 Dywizji Piechoty Legionów wydał rozkaz organizowania różnego rodzaju akcji czynnych, w praktyce noszących, ze strony umundurowanych oficerów, znamiona przestępstwa bądź w najlepszym razie awanturnictwa, a mających z jednej strony zwracać uwagę opinii publicznej na problem pozostawania wciąż Marszałka poza armią, z drugiej zaś wykazać bezsilność i nieporadność władz porządkowych, a pośrednio i władz państwowych, wobec tego rodzaju manifestacji ze strony popierającej Piłsudskiego części korpusu oficerskiego[21]. Relacja gen. Skwarczyńskiego jest w wielu punktach interesująca i szereg podanych tam informacji wymaga z pewnością dalszych badań. Sam fakt wydania przez dowódcę 1 DP Leg. gen. Stefana Dąb-Biernackiego, rozkazu podkomendnemu – dowódcy 5 pp Leg. w Wilnie płk. Stanisławowi Skwarczyńskiemu, by z ekipą wybranych przez siebie oficerów udał się do stolicy (w trakcie udzielonego wszystkim na ten czas urlopu) do dyspozycji gen. Dreszera stanowi świadectwo siły więzi w zorientowanej na osobę Józefa Piłsudskiego części środowiska legionowego w wojsku. Czy również świadectwo istnienia wojskowej konspiracji, przynajmniej na terenie stolicy? Sam gen. Skwarczyński wspominał: Kiedy została formalnie zorganizowana organizacja, na której czele stanął gen. Gustaw Orlicz-Dreszer nie wiem. Wiem tylko, że gdy w kwietniu roku 1926 przyjechałem do Warszawy, zastałem organizację dość szeroko rozbudowaną. Czy w tej organizacji składano jakieś formalne zobowiązanie czy ślubowanie, nie wiem. […] W pułkach warszawskich i pobliskich garnizonach istniały komórki organizacyjne w liczbie około kilkunastu oficerów. Również w oddziałach Sztabu Generalnego i departamentach MSWojsk. Istniały komórki organizacyjne[22]. Korespondować z tym zdaje się informacja podana pół wieku po upływie omawianych wydarzeń przez por. Mariana Głowińskiego, że po powrocie do stolicy z kursu doszkolenia młodszych oficerów piechoty w Chełmnie, był uczestnikiem piłsudczykowskiej konspiracji w sztabie DOKI Warszawa[23]. Najprawdopodobniej jednak opinie te formułowane po latach wynikały z siły ówczesnych więzi środowiskowych, najczęściej legionowych, jak też znacznej popularności i poparcia, jakim Marszałek cieszył się na terenie wielu jednostek wojskowych w warszawskim DOK I. Charakterystyczna wydaje się tu opinia płk. Juliusza Ulrycha, wtedy szefa sztabu w Dowództwie Korpusu Ochrony Pogranicza w Warszawie: … byłem człowiekiem organizacyjnym, politycznie zorientowanym. Nie należałem jednak do żadnej organizacji o charakterze spiskowym i w ogóle nie wiem czy taka istniała. Właściwie taka byłaby zbędna, gdyż – dodał nieco wzniośle Ulrych – od pamiętnej daty 6 sierpnia 1914 r., gdy Józef Piłsudski jako Komendant Główny objął rząd dusz nad swoimi szeregami, byliśmy wszyscy albo prawie wszyscy w jego pełnej dyspozycji[24]. O tym, jak więzi tego rodzaju funkcjonować mogły w praktyce, świadczyć może relacja płk. Henryka Pichety, podówczas w stopniu kapitana dowódcy III batalionu 22 pp w Siedlcach. W końcu kwietnia 1926 r. dowódca tego pułku płk Henryk Krok-Paszkowski zwrócił się do kpt. Pichety i kilku innych oficerów, uważanych przezeń za pewnych, z zapytaniem, czy w razie konieczności wsparcia poczynań Marszałka może na nich liczyć dodając, że w razie nieudania się [akcji] bierze całą odpowiedzialność na siebie i że my bylibyśmy tylko wykonawcami rozkazów[25].            

Uruchomienie możliwości wynikających ze środowiskowych powiązań już w końcu kwietnia 1926 r., jak o tym świadczył po latach płk Henryk Picheta, jest prawdopodobne z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, piłsudczykowska kadra oficerska szczebla dowódcy pułku, służąca w garnizonach nieodległych od Warszawy, bywała w stolicy na tyle często, by podtrzymywać środowiskowe kontakty, niezależnie od tego, że w środowisku znane były określone warszawskie adresy i telefony kontaktowe. Po drugie, powyższe pozwalało w tym okresie wprowadzić w tym środowisku pewien nastrój oczekiwania czy kod alarmowy, który spowodował, że wezwanie do marszu w kierunku Warszawy dla nikogo w tym kręgu nie były w dnia 11 i 12 V 1926 r. zaskoczeniem. Dotyczyło to w pierwszym rzędzie pułków 2 DK dowodzonej przez Dreszera, z których, jak czas pokazał, Piłsudski potrzebował 12 V 1926 r. przede wszystkim 7 pułku ułanów z Mińska Mazowieckiego i 1 pułku strzelców konnych z Garwolina, podczas gdy stacjonujący w Warszawie 1 pułk szwoleżerów zabezpieczyć miał częścią sił most Poniatowskiego. W dalszej kolejności – pułków piechoty dowodzonych przez zaufanych oficerów legionowych, powiadomionych naprędce o szykowanej przez Marszałka akcji w nocy z 11/12 V 1926 r., a mianowicie: 13 pp w Pułtusku (płk Czesław Młot-Fijałkowski), 22 pp w Siedlcach (płk Henryk Krok-Paszkowski) i 36 pp na Pradze (płk Kazimierz Sawicki), a obok tego – z pewnym opóźnieniem 37 pp w Kutnie (płk Władysław Bortnowski). Środowisko legionowe, w tym w korpusie oficerskim WP, stanowiło formację ideową i generacyjną jednocześnie, spajaną wspólnymi przeżyciami frontowymi lat 1914-1920 i przywiązaniem do osoby przywódcy, cechowało się wyjątkową w porównaniu do innych środowisk w armii sprężystością i szybkością w działaniu, a po dawnemu – także i zmysłem improwizacji. Skuteczność ich działania nie wymagała rozgałęzionych spisków i wojskowych konspiracji. Nadto zaś – względna łatwość podporządkowania sobie 11 i 12 V 1926 r. przez gen. Dreszera bądź nawet niższych rangą piłsudczyków, powołujących się na polecenie Marszałka, szeregu oddziałów wojskowych z ich korpusem oficerskim wskazuje nie tylko na popularność Komendanta w wojsku i poparcie dla jego żądań natury politycznej i wojskowej, ale i na głęboki podział w armii na tle stosunku do osoby b. Naczelnego Wodza i jego miejsca w państwie i siłach zbrojnych. Obok tego zaś – determinacja z jaką działali w przeddzień zamachu stanu oficerowie z legionowym rodowodem, każe postawić pytanie nie tylko o to, jak postrzegali ówczesną sytuację w kraju, zwłaszcza w kontekście uchwycenia władzy przez formację polityczną wrogą ich przywódcy i im osobiście, ale i o to, jak środowisko odnajdowało się w Polsce i w wojsku, w tym w obrębie korpusu oficerskiego, w ciągu i zbiegiem lat 1921-1926. Jest to istotnym postulatem badawczym, którego znaczenie wykracza w pewnym sensie poza obszar polityki i wojska w okresie przedmajowym.

Z domniemaną zwiększoną aktywnością piłsudczyków na terenie wojska krótko po rozpoczęciu kwietniowo-majowego przesilenia gabinetowego, wiąże się sprawa tzw. Rozkazu ministra spaw wojskowych gen. Żeligowskiego z 18 IV 1926 r. Dokument ten – bo nie ma w literaturze przedmiotu jasności co do tego , czy miał formę rozkazu czy raczej zaproszenia Marszałka do kierowania ćwiczeniami w Rembertowie – polecać miał koncentrację na dzień 10 V 1926 r. na rembertowskim poligonie wybranych oddziałów wojskowych, dowództwo nad którymi ustępujący minister miał jeszcze 8 maja zdążyć przekazać Komendantowi, który to stan rzeczy miał z kolei 11 maja anulować nowo mianowany minister spraw wojskowych w rządzie Wincentego Witosa , gen. Juliusz Malczewski. W kwestii istnienia kiedykolwiek tego dokumentu, pozostaję nadal przy wszystkich wątpliwościach jakie sformułowałem przed laty w biografii gen. Dreszera[26]. Nie miejsce to na analizowanie zawiłości związanych z tym dokumentem, zarówno w przededniu wypadków majowych, jak i później w historiografii Maja 1926 r., jest to bowiem kwestia ze wszech miar warta odrębnego szkicu[27]. Na kilka spraw warto jednak zwrócić już teraz uwagę. Z pomajowych enuncjacji gen. Żeligowskiego oraz b. szefa Sztabu Generalnego WP gen. Stanisława Hallera wynika, iż chodzić raczej mogło o pisemne, kurtuazyjne zaproszenie dla Marszałka, by objął kierownictwo ćwiczeń w Rembertowie[28]. Nie jest natomiast jasne, które oddziały miałyby w nich wziąć udział, kiedy taki dokument faktycznie powstał, ani kto był jego właściwym inicjatorem. Trudno też jednoznacznie rozstrzygnąć, czy ewentualne skłonienie przez wyższych rangą wojskowych piłsudczyków gen. Żeligowskiego do wystawienia takiego dokumentu odbyło się za wiedzą Marszałka czy też jednak poza nią. Na podstawie poszlak istniejących w zachowanym materiale źródłowym o charakterze głownie wspomnieniowym, można sformułować ostrożną hipotezę, że taki dokument najprawdopodobniej nie w formie rozkazu, lecz zaproszenia dla Marszałka do kierowania ćwiczeniami w Rembertowie, mógł istnieć. Inna sprawa, że w trakcie koncentracji wiernych Marszałkowi oddziałów w rejonie Rembertowa 11 i 12 V 1926 r., z kolei zaś translokacji kolejnych oddziałów już bezpośrednio w kierunku Warszawy, ten dokument nie miał żadnego zastosowania. Jeśli więc faktycznie istniał – najprawdopodobniej w kilku egzemplarzach – jako rodzaj zaproszenia dla Marszałka do kierowania ćwiczeniami wojskowymi, co do których nie ma oznak, że w okresie zbliżonym czasowo do 10 V 1926 r. miały się odbyć, to mógł on mieć charakter w pewnym sensie ponadnormatywny, co może wyjaśniać fakt braku go w zachowanym zasobie aktowym oddziałów i instytucji wojskowych w archiwach polskich. W praktyce zaś mógł być traktowany z początku przez inicjujących go piłsudczyków jako rodzaj dokumentowego zabezpieczenia dla osoby Marszałka. Ostatecznie takiej roli odgrywać nie musiał i nie został przez nich użyty. To jednak tylko hipoteza.

Ślad istnienia takiego dokumentu pozostał też we wspomnieniowych enuncjacjach niektórych piłsudczyków znacząco zaangażowanych w wypadki majowe. W swej pierwszej relacji gen. Skwarczyński wspominał: O zamiarze Komendanta marszu na Warszawę nikt z nas do ostatniej chwili nie wiedział. Mógł się czegoś domyślać gen. Żeligowski, gdyż w czasie swego ministerstwa podpisał rozkaz do ćwiczeń taktycznych pod kierownictwem Komendanta dla 7 pułku ułanów i garnizonu Rembertów. Na pewno domyślił się wszystkiego Wieniawa, który był wymienionego rozkazu inspiratorem. Wątpię, by ktokolwiek inny był dopuszczony do tajemnicy. Mam wrażenie, że Komendant Organizacji – gen. Orlicz-Dreszer – również dowiedział się o wszystkim w ostatniej chwili[29]. W kolejnej relacji stwierdził już jednak: O decyzji marszu na Warszawę do dnia 11 maja wieczorem nic nie wiedziałem ani ja, ani nikt z moich przyjaciół. Prawdopodobnie wiedział o tym tylko Dreszer i Wieniawa. O rozkazie gen. Żeligowskiego przeprowadzenia w Rembertowie ćwiczeń pod kierownictwem Marszałka nie wiedziałem i do dzisiaj nie wiem, jakie oddziały miały być skoncentrowane[30].Z opiniami tymi, formułowanymi z perspektywy lat z górą trzydziestu od wydarzeń Maja 1926 r., koresponduje współczesny przypuszczalnie tamtym wydarzeniom zapis w notatkach Januarego Grzędzińskiego, sporządzony pod datą 12 V 1926 r., a dotyczący przybycia do Sulejówka, a z kolei do Rembertowa 7 pułku ułanów pod dowództwem ppłk. SG Kazimierza Stamirowskiego: Już wczoraj [11 V] przybył [Stamirowski] z pułkiem w południe, rzekomo na zarządzone przez Marszałka ćwiczenia[31]. Ergo: mogło być jednak coś na rzeczy.

Gen. Żeligowski pół roku po wypadkach majowych, w prywatnych zapiskach pod datą 27 XI 1926 r., wśród inspiratorów dokumentu, obok Wieniawy najczęściej w tym kontekście wymienianego w literaturze przedmiotu, przywołał tez Dreszera i płk. Wacława Stachiewicza. Rzecz cała – niezależnie od rosnącej z upływem miesięcy od Maja 1926 r. goryczy gen. Żeligowskiego, a również jego licznych niekonsekwencji w przedstawianiu swych działań, jak i w swych przemyśleniach na łamach owych zapisków – każe postawić pytanie o wpływ piłsudczyków i ich wodza na generała w trakcie kierowania przezeń Ministerstwem Spraw Wojskowych od końca listopada 1925 do początków maja 1926 r. Pisząc 27 XI 1926 r. o trudach swego ministrowania w kontekście wykorzystywania przez piłsudczyków i samego Piłsudskiego niewątpliwego oddania ministra dla osoby Marszałka, pisał Żeligowski z żalem, że gdy w listopadzie 1925 r. zgodził się objąć resort spraw wojskowych, to wszyscy pił{sudczy]-cy zechcieli kierować Ministerstwem[32]. Echo tej wypowiedzi pobrzmiewa też w innej pochodzącej z tego czasu opinii, zawartej w znanym memoriale Jak doszło do wojny domowej, którego autor (prawdopodobnie gen. Władysław Sikorski) twierdził, iż: Wszystkie ważniejsze decyzje ministra zapadały na tajnych, konspiracyjnych posiedzeniach z udziałem posła Miedzińskiego, gen. Dreszera, płk. Wieniawy itd.[33]. Nie miało to zapewne wiele wspólnego z prawdą, niemniej jednak Żeligowski poczuł się z pewnej perspektywy czasu traktowany przez piłsudczyków przedmiotowo, także w kontekście losów przygotowanego przezeń projektu ustawy o organizacji najwyższych władz wojskowych, który zgłoszony 4 V 1926 r. w Sejmie, nie stał się już przedmiotem obrad tej izby parlamentu[34]. Prawie w tym samym czasie – pisał 27 XI 1926 r. – przyszli do mnie Dreszer, Wieniawa i Stachiewicz i robili propozycję, ażeby wyznaczyć Marsz[ałka] kierować manewrami w Rembertowie[sic!]. Wierząc im najzupełniej zgodziłem się i napisałem list do Marsz[ałka]. Wypadki pokazały, że oni nie myśleli o żadnych manewrach, a po prostu chcieli wydostać mój list, po prostu siedzieli u mnie na al. Róż i mnie oszukiwali. Listu tego nie użyli, nie wiem, czy nawet powiedzieli Marszałkowi. Sądzę, że nie. On jest człowiekiem szlachetnym i nie zgodziłby się tak wykorzystywać moje zaufanie. A oni sądzili, że to można. Że mnie »nabrać«, to jest zgodnie z honorem. Wiedzieli, że im ufam, a więc mnie oszukiwali…[35] Pełna goryczy i żalu opinia gen. Żeligowskiego zdaje się jednak świadczyć o tym, że jeśli nawet piłsudczycy w opisany wyżej sposób weszli w posiadanie takiego dokumentu, to zasadniczym celem ich działania mogło być uzyskanie sui generis zabezpieczenia dla osoby Komendanta, o czym też mógł nie wiedzieć. Jest to jednakże, jak już wyżej zaznaczono, jedynie hipoteza.

Wracając zaś do głównego wątku, tj. okoliczności, w których, jak to ówcześnie ujął January Grzędziński: tworzyło się zgrupowanie, które miało dać możność Komendantowi reagować na rządy Witosa[36], w literaturze przedmiotu nadal przeważa pogląd mający swe źródło w dniach majowych 1926 r., o celowej i z góry zamierzonej koncentracji wiernych Marszałkowi oddziałów w rejonie Rembertowa, w celu marszu na Warszawę i dokonania wojskowego zamachu stanu. Wówczas też – zdaniem autora ówczesnego memoriału „Jak doszło do wojny domowej” – marszałek uległ ostatecznej namowie gen. Dreszera [by podjąć akcję wojskową], zwłaszcza w nastroju wywołanym fikcyjnym napadem na jego dom[37]. Tymczasem nic nie wskazuje ani na zamyślaną na szereg dni przed wypadkami majowymi koncentrację, ani też na próby wpływania na Komendanta przez jego współpracowników. Wprawdzie powstanie rządu Witosa 10 V 1926 r. – co do którego do ostatnich chwil Komendant liczył, że jednak nie zdoła się ukonstytuować – wywołało wśród czołowych piłsudczyków przekonanie, że w stosunku do zwolenników Marszałka, a może i jego samego, rząd ten pójdzie na represje[38]. Taki stan świadomości był jednak w najlepszym razie elementem mobilizującym środowisko, zaś na bieżąco służył w Maju piłsudczykowskiej narracji odnoszącej się do genezy wydarzeń, podobnie jak informacja o ostrzelaniu willi Marszałka w Sulejówku[39]. Można przyjąć, że katalizatorem wypadków majowych było powstanie rządu Witosa, wobec czego wzajemne posunięcia obu stron, zwłaszcza jednak strony rządowej, było kwestią wtórną, konfrontacja bowiem była kwestią czasu. Komendant, który po ukonstytuowaniu się jednak tego gabinetu, na wypadek zaostrzenia się sytuacji politycznej w państwie, chciał mieć pod ręką oddany sobie oddział, nie był początkowo zdecydowany na otwarte działanie. Oddziałem tym, jedynym poderwanym z miejsca postoju w godzinach przedpołudniowych 11 V 1926 r. rozkazem gen. Dreszera, był należący do jego dywizji 7 pułk ułanów, skierowany z Mińska Mazowieckiego w rejon Wesołej w celu odbycia nazajutrz strzelań na poligonie Rembertów. Uruchomienie jednego tylko pułku pod wiarygodnym pretekstem ćwiczeń polowych nie było niczym nadzwyczajnym i nie przesądzało jego użycia do innych celów niż deklarowane w rozkazie dowódcy dywizji. Najprawdopodobniej zatem dopiero pod wpływem informacji przywiezionych do Sulejówka w godzinach popołudniowych 11 maja przez Wieniawę i Bogusława Miedzińskiego o wymierzonych w piłsudczyków posunięciach nowych władz oraz o ściągnięciu przez nie do stolicy posiłków z terenu DOK VIII Toruń, podjął Piłsudski decyzję o przeprowadzeniu nazajutrz demonstracji wojskowej, aby, dając prezydentowi do zrozumienia, że ma za sobą poparcie armii gotowej słuchać jego rozkazów, wymóc na nim dymisję nowo powołanego gabinetu. O wzmocnieniu swych sił zdecydował jednak zapewne dopiero przed północą 11 maja, niewykluczone, że za radą obecnego wtedy w Sulejówku gen. Dreszera[40]. W ten sposób nazajutrz do 7 pułku ułanów dołączył stacjonowany w Rembertowie baon manewrowy zaś w nocy z 11/12 maja wysłano emisariuszy do 13 pp w Pułtusku, 22 pp w Siedlcach, 36 pp na Pradze i do 1 pułku strzelców konnych w Garwolinie[41]. W żadnym jednak razie nie było to zgrupowanie przewidziane rzekomym rozkazem gen. Żeligowskiego, jak się czasem uważa w literaturze przedmiotu[42]. Oddziały te miały zwyczajnie ze swych garnizonów najbliżej do stolicy, gdzie w dodatku stacjonował i oczekiwał na rozkazy, wierny Marszałkowi 1 pułk szwoleżerów, w którego koszarach na ul. Ułańskiej miał swą siedzibę gen. Dreszer. Obok tego w Cytadeli stacjonował popierający Piłsudskiego 21 pp. Oba pułki, stacjonowane w lewobrzeżnej Warszawie, odegrały istotną rolę w wypadkach majowych. W świetle istniejących materiałów wspomnieniowych proces decyzyjny w odniesieniu do koncentracji wiernych Marszałkowi oddziałów, zapoczątkowany wieczorem 11 V 1926 r., nie przedstawia się jasno. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy o ściągnięciu posiłków dla istniejącego już wieczorem 11 maja zgrupowania rembertowskiego (7 pułku ułanów i baonu manewrowego), zdecydował sam Marszałek, czy też jego podkomendni, którzy spodziewając się oporu strony rządowej, uważali zgromadzone siły własne za zbyt szczupłe. Szczególnie istotna wydaje się tu rola Dreszera, niezależnie od tego, czy faktycznie, jak wspomniał później Janowi Dębskiemu, w przewidywaniu oporu na własną rękę ściągnął do Warszawy pułki z odległych od stolicy miejscowości[43], czy też działał za wiedzą Marszałka. Według Grzędzińskiego, Dreszer pierwsze rozkazy do koncentracji wydał w nocy z 11/12 maja 1926 r. i dotyczyły one pułków dowodzonej przezeń 2 DK, co potwierdza też powojenna relacja gen. Ludwika Kmicic-Skrzyńskiego, podówczas szefa sztabu tej dywizji, a także wywiad jakiego w czerwcu 1937 r. udzielił dziennikarzom „Polityki” mjr dypl. Leon Kniaziołucki[44]. Trudno rozstrzygnąć natomiast, czy jego dziełem było też ściągnięcie do stolicy pułków piechoty. W powojennej relacji gen. S. Skwarczyński stwierdził, iż różniąc się zasadniczo z Dreszerem i Wieniawą w kwestii spodziewanej siły oporu ze strony rządu i wiernych mu oddziałów, sam telefonicznie sprowadził do Warszawy 13 pp z Pułtuska, 37 pp z Kutna i 33 pp z Łomży, co następnie, już po rozpoczęciu walk 12 maja po południu, zaakceptować miał Marszałek[45]. Z kolei w odniesieniu do decyzji o ściągnięciu 22 z Siedlec nie był już pewnym, czy stało się to na rozkaz Komendanta czy Dreszera, czy też była to nasza [płk. Stanisława Skwarczyńskiego, płk. Adama Koca i mjr. Henryka Floyar-Rajchmana] własna inicjatywa[46]. Gen. Skwarczyński w swej niewątpliwie ciekawej i inspirującej relacji czynił z własnej osoby jedną z centralnych figur zarówno – jak uważał – przedmajowej piłsudczykowskiej konspiracji wojskowej, jak i poprzedzającej zamach akcji koncentrowania sprzyjających Marszałkowi oddziałów wojska. W kwestii swej roli u boku Dreszera w dniach i tygodniach poprzedzających zamach pozostał właściwie jednym relatorem. Z kolei twierdzeniu gen. Skwarczyńskiego o powiadomieniu przezeń o akcji Marszałka i wydaniu telefonicznego rozkazu przybycia z pułkiem do stolicy dowódcom 13, 33 i 37 pp, częściowo przynajmniej przeczy relacja ówczesnego dowódcy 37 w Kutnie, gen. Władysława Bortnowskiego, wedle którego kartkę z odnośną wiadomością (Władku. Komendant jest na moście Kierbedzia. Maszeruj natychmiast ze swoim pułkiem, albo sam do Warszawy) podpisał Styk, a więc płk. Wacław Stachiewicz[47]. Mimo tego trudno jest świadectwo w tej materii całkowicie odrzucać, a zatem w kwestii detali koncentracji w dniu 12 V 1926 r. piłsudczykowskich oddziałów, pozostać wypada przy wątpliwościach.

Nie ulega jednak wątpliwości, iż Dreszer był koordynatorem całości wojskowych działań piłsudczyków w dniach poprzedzających wypadki majowe, tak więc również osobą w otoczeniu Marszałka odpowiedzialną za koncentrację popierających go oddziałów. Odnosił to z pewnością do pułków swej 2 DK, zaś z pułków pieszych do 13, 22 i 36 pp. Z punktu zaś widzenia ewentualnych reakcji władz wojskowych i urzędującego gabinetu Witosa ponosił z tytułu swej roli w działaniach zamachowców największą odpowiedzialność, działając całkiem otwarcie i będąc wśród wyższych dowódców czołowym stronnikiem Marszałka w wojsku, tak że w razie zaordynowania przez władze represji wobec piłsudczyków w armii byłby pierwszy na liście do aresztowania. Zresztą 11 maja w godzinach przedpołudniowych próbowano to zrealizować, próbując skłonić generała – bez skutku – do przybycia do Komendy miasta stołecznego Warszawy[48]. Według Zygmunta Dreszera jeszcze przed rozpoczęciem wypadków majowych władze miały wydać urzędowy komunikat, w którym twierdzono, że jego brat przy pomocy „sfałszowanych rozkazów” przejął kontrolę nad oddziałami również i spoza swojej dywizji. Bez wątpienia przyznać mu można rację, iż działania gen. Orlicz-Dreszera były uzurpacją władzy nad wojskiem przez jednego z dowódców dywizji[49]. Za to groził sąd wojskowy, degradacja i wieloletnie więzienie, przede wszystkim dla generała jako oficjalnie i najbardziej spośród wojskowych piłsudczyków zaangażowanego. Zresztą uzurpacja władzy nad wojskiem, a i nad organami porządku publicznego, trwała z punktu widzenia legalnych władz i w trakcie wypadków majowych, gdy generał, działając zgodnie z wolą Marszałka, wydawał podpisane przez siebie nominacje dla dowódcy załogi Cytadeli, dla p.o. szefa Sztabu Generalnego, komendanta miasta stołecznego Warszawy, Komendanta Głównego Policji Państwowej, kierownika MSW czy Komisarza Rządu na miasto stołeczne Warszawę[50].

Podobnie do mechanizmu decyzyjnego w kwestii koncentracji wiernych Marszałkowi oddziałów, trudno precyzyjnie wypowiadać się odnośnie do zapatrywań Dreszera w dniach poprzedzających wypadki majowe, na szanse powodzenia planowanej przez Piłsudskiego demonstracji wojskowej Generał uważał, iż powrót Marszałka do armii i do czynnej roli w życiu publicznym jest jednym z warunków naprawy państwowości polskiej. Zdaje się też nie ulegać kwestii, iż w miesiącach poprzedzających zamach majowy uwagę jego niejednokrotnie zajmowały możliwości zorganizowania powrotu Komendanta do czynnej służby państwowej i wojskowej i że niw wykluczał w związku z tym akcji o charakterze militarnym, obawiając się przy tym czynnego oporu ze strony aktualnych władz państwowych.   Stąd kilkukrotnie wracanie do tej kwestii w rozmowach z płk. Kazimierzem Sawickim, dowódcą 36 pp na Pradze, z kolei zaś – zlecenie szefowi sztabu 2 DK ppłk. SG Ludwikowi Kmicic-Skrzyńskiemu opracowania elementów planu opanowania stolicy, zwanego później planem Kmicica. Gen. Kmicic-Skrzyński wspominał po latach: Pewnego dnia – kilka tygodni przed przewrotem – gen. Orlicz-Dreszer powiedział mi, że być może zajdzie potrzeba, by wojsko wystąpiło i powstrzymało upadek państwa, że może Marszałek powoła nas ponownie pod swoje rozkazy (…) Generał kazał mi przemyśleć i przygotować sprawę łączności z oddziałami dywizji tak, aby mogły one wystąpić alarmowo i forsownym marszem przybyć – na wezwanie – do Warszawy[51]. Czy jednak chodziło tam jedynie o kwestię przedstawionej wyżej koncentracji oddziałów 2 DK? Trudno wypowiadać się jednoznacznie, podobnie jak nie wiemy, czy miała z tym coś wspólnego wyznaczona na 10 V 1926 r. w Warszawie wydana przed gen Dreszera rozkazem nr 17 z 22 IV 1926 r. rozgrywka sztabowa gry wojennej 2 DK, na którą przybyć mieli m.in. dowódcy jej brygad i samodzielnych oddziałów, ogółem 15 oficerów[52]. Jedno jest pewne. Plan Kmicica zakładał – jak odnotował w 1965 r. Grzędziński – odcięcie strony rządowej i wiernych jej oddziałów od głównych arterii komunikacyjnych stolicy oraz dworców kolejowych i węzłów łączności[53], co po fiasku rozmów Marszałka z prezydentem RP Stanisławem Wojciechowskim i otwarciu po pewnym czasie ognia przez oddziały wierne rządowi, zostało wykonane 12 maja w godzinach popołudniowych uderzeniem przez most Kierbedzie i Plac Zamkowy, stając się w dalszej perspektywie jednym z zasadniczych czynników sukcesu piłsudczyków. Było to tym więcej istotne, że wydarzenia wymknęły się spod ich kontroli, a demonstracja wojskowa zamieniła się w nie planowany wcześniej zamach stanu. Stąd dla Dreszera i innych aktywnych oficerów stało się jasne, iż opór strony rządowej należy jak najprędzej złamać, wykorzystując okres przewagi sił własnych, nim rząd otrzyma posiłki z prowincji.

Czy plan Kmicica – jak twierdził Antoni Czubiński – został „opracowany naprędce” po fiasku rozmowy Marszałka z Prezydentem[54]? W sensie bezpośredniego planowania na spodziewanym polu walki – zapewne tak. Z powojennej relacji gen. Kmicic-Skrzyńskiego nie wynika jednak, by w godzinach popołudniowych 12 maja brał w opracowaniu, choćby i naprędce, jakiegokolwiek planu. Wolno więc wyrazić przypuszczenie, iż oficerowie, którzy ów plan opracowali, korzystać mogli z detali opracowanych przez ppłk. Kmicic-Skrzyńskiego już wcześniej, stąd nazwa planu. Zaś rozwiązanie z uderzeniem przez most Kierbedzia w sytuacji zablokowania przez oddziały rządowe mostu Poniatowskiego nasuwało się samo. Trudno natomiast powiedzieć, czy spodziewano się wcześniej stoczenia walki w tym akurat miejscu. Gen. Dreszer około południa 12 maja otrzymał od Piłsudskiego, za pośrednictwem Walerego Sławka, rozkaz zabezpieczenia mostów na Wiśle – Poniatowskiego (zwanego wówczas Trzecim Mostem) i Kierbedzia dla umożliwienia Marszałkowi przejścia wraz z wojskiem do Warszawy. Zdaniem gen. S. Skwarczyńskiego, rankiem 12 maja Dreszer oceniał sytuację optymistycznie, przewidując łatwą kapitulację przeciwnika [podkr. P.O.]. Powiedział, że na pewno spotkamy się 12 wieczorem na raucie urządzanym na jakiś cel dobroczynny przez nasze panie. Powiedział, że sam jedzie do Komendanta, mnie zaś kazał pozostać w Warszawie i ewentualnie prowadzić dywersję na tyłach przeciwnika. Kazał mi obsadzić ludźmi organizacyjnymi pewne obiekty, o ile sobie przypominam były to: dworce kolejowe, gmach MSWojsk., gmach Sztabu Generalnego i zapewne wiele innych. Przydzielić do osoby Komendanta ekipę, kilku oficerów, pod pozorem adiutantów do zleceń, z zadaniem osłony osoby Komendanta[55]. Potraktujmy to jako ważne, choć trudno w detalach weryfikowalne świadectwo. Niewykluczone, że Dreszer, także i pod wpływem Marszałka, uwierzył że siła perswazji autorytetu Komendanta, wsparta obecnością przy nim oddziałów wojska, okaże się wystarczająca. Optymizm generała wobec Skwarczyńskiego mógł mieć też jednak na celu uspokojenie obaw podkomendnego. Obaw, które jeśli faktycznie wówczas istniały, to okazały się zasadne. Nie wiemy, co myślał gen. Dreszer, towarzysząc Marszałkowi w drodze przez most Poniatowskiego na rozmowę z Prezydentem RP. Owa scena na moście, poprzedzająca tę rozmowę, miała wielu świadków i uwieczniona został na kilku zdjęciach. Grzędziński zanotował potem: Rozmowa z Prezydentem trwała krótko, Podawano mi ją różnie. Fakt jest, że Prezydent odmówił kapitulacji[56]. Tego rodzaju oczekiwania, że Prezydent ustąpi, nie były jak się zdaje wśród piłsudczyków rzadkością. Nie wiemy jednak, czy Dreszer też je podzielał.

Podobnie trudno ocenić, czy generał miał udział w opracowaniu planu Kmicica, tj. wypracowaniu decyzji o przebijaniu się do Warszawy lewobrzeżnej przez most Kierbedzia w sytuacji zablokowania mostu Poniatowskiego przez oddział 30 pp i Szkołę Podchorążych, a z kolei ataku wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia. Z relacji Grzędzińskiego wynika, że już po rozmowie Piłsudskiego z Prezydentem i odjeździe Marszałka do koszar 36 pp na Pradze, a z kolei po dopilnowaniu opuszczenia warszawskiego przyczółku mostu Poniatowskiego prze pododdziały 1. pułku szwoleżerów i 7. pułku ułanów, Dreszer prawdopodobnie przeprawił się przez Wisłę krypą i dotarł po godz. 18.00 taksówką w rejon kościoła św. Floriana na Pradze[57]. W krytycznym dla piłsudczyków czasie między godziną 17.00 a 18.00 nie było go więc przy wiernych Marszałkowi oddziałach na prawym brzegu Wisły, zaś walka rozpoczęła się przed jego przybyciem w okolice mostu Kierbedzia, z inicjatywy strony rządowej, która pierwsza otworzyła ogień. Tym niemniej można sądzić, iż Dreszer zdążył zaakceptować ogólne wytyczne powstałego w międzyczasie planu działania. Szybkie natomiast osiągnięcie założonych jeszcze tego popołudnia i wieczora celów nie było problemem wobec zdecydowanej przewagi rozporządzalnych przezeń wtedy sił. Z kolei wspomnienia Leona Kniaziołuckiego świadczą o tym, iż Dreszer dotarł na Pragę nie łódką przez Wisłę, lecz w jego towarzystwie opuścił most Poniatowskiego samochodem, po czym w koszarach 36 pp odbył rozmowę z Marszałkiem, który po wybuchu walk wydał mu rozkazy do działania[58]. W literaturze przedmiotu prezentowano często pogląd, iż wobec załamania Marszałka, Dreszer poprzez przejęcie dowodzenia uratował zamach[59]. Nie wydaje się jednak, by istniała wtedy potrzeba ratowania zamachu. Relacja gen. Sawickiego[60], przywoływana w niektórych opracowaniach jako dowód załamania Piłsudskiego po nieudanej dlań rozmowie z Prezydentem[61], wcale o tym nie świadczy. Jest raczej świadectwem stanu ducha Marszałka, który został zmuszony do walki, której nie chciał. Stąd też jego rozkaz dla Dreszera, by wycofał z mostu Poniatowskiego pododdziały 1. pułku szwoleżerów i 7. pułku ułanów, z kolei zaś do oddziałów 36 pp w rejonie mostu Kierbedzia, by nie otwierały ognia jako pierwsze. Rozpoczęcie walki przez oddziały strony rządowej oznaczało dlań przecięcie ostatnich wątpliwości i odzyskanie wpływu na bieg wydarzeń[62]. Objęcie zaś przez Dreszera dowództwa nad oddziałami Marszałka było, zważywszy jego dotychczasową rolę oczywiste.

Działalność gen. Dreszera jako dowódcy grupy „Warszawa” w dniach 12-15 V 1926 r. przedstawiłem szerzej w jego biografii[63]. W tym miejscu skupię się na zasygnalizowaniu spraw najbardziej istotnych. Do Dreszera należało kierowanie walką wojsk Marszałka, choć naturalnie konsultował z Komendantem najważniejsze decyzje i meldował mu co jakiś czas o rozwoju sytuacji[64]. Zasada jedności dowodzenia była kolejnym elementem jego przewagi – obok przejęcia jeszcze 12 maja central łączności: cywilnej, wojskowej i kolejowej – nad dowództwem strony przeciwnej. Jako dowódca liniowy wykazał się w tych dniach lepszym dowodzeniem od sztabowców w osobach generałów Tadeusza Rozwadowskiego i Stanisława Hallera. Mimo trudnych warunków pracy, lepiej też chyba funkcjonował jego sztab[65]. Celem działania oddziałów grupy „Warszawa” od początku było, bez wdawania się w wyniszczające walki, doprowadzenie do kapitulacji przeciwnika nim otrzyma on posiłki, szczególnie z DOK V Kraków, DOK VII Poznań i DOK VIII Toruń. Tak też się stało. Dreszer, dysponując bez porównania lepszym rozpoznaniem niż gen. Rozwadowski, po utracie w dniu przewagi wojsk rządowych (13 maja) części zdobytego uprzednio terenu, wiedział tego dnia wieczorem, że posiłki przybyłe nazajutrz ze wschodnich DOK (II Lublin, III Grodno, IX Brześć nad Bugiem) dadzą jego siłom zdecydowaną przewagę, lecz że 15 maja, po nadciągnięciu zmierzających na pomoc rządowi oddziałów z DOK V, VII i VIII stosunek sił obu stron może się wyrównać. Stąd też uderzenie wojsk grupy „Warszawa” wyprowadzone w dniu 14 maja musiało być decydującym, i takim też było. Dzięki temu Prezydent, rząd i dowództwo wojsk rządowych, którzy w międzyczasie przenieśli się do Wilanowa, podjęli późnym wieczorem 14 maja decyzję o zaprzestaniu oporu, jeszcze przed spodziewanym przez dowództwo grupy „Warszawa” atakiem skoncentrowanego w rejonie Ożarowa zgrupowania poznańsko-pomorskiego pod dowództwem gen. Kazimierza Ładosia. Umiejętnie kierując w ciągu trzech dni walk działaniami wojsk Marszałka i potrafiąc wykorzystać dzień ich zdecydowanej przewagi, potrafił doprowadzić generał do sytuacji, w której kierownicze czynniki w państwie i armii zdecydowały o zaprzestaniu dalszego oporu. Można postawić tezę, iż dostatecznie szybkie zmuszenie strony rządowej do kapitulacji przyczyniło się do nierozprzestrzenienia się działań poza Warszawę, ergo: zapobiegło wybuchowi wojny domowej (choć i na decyzje Prezydenta o zaprzestaniu oporu ważyła obawa eskalacji konfliktu). W ten sposób odegrał wówczas gen. Dreszer istotną w dziejach II Rzeczypospolitej rolę, niezależnie od tego, że musiał uzyskiwać akceptację Piłsudskiego dla swoich działań na każdy kolejny dzień, podobnie jak otwartą kwestią pozostaje wpływ taktyki politycznej Marszałka na proces dowodzenia. Podejmowane bowiem przezeń próby mediacji niekoniecznie wynikać musiały jedynie z chęci zyskania na czasie, natomiast zmuszać mogły czasem Dreszera i jego sztab do modyfikacji przyjętych już założeń taktycznych.

Opinia Michała Brzęk-Osińskiego, że Komendant robił w maju tylko Dreszerem i Beckiem[66], wydaje się w dużym stopniu zasadna. Niezależnie od aktywności w tych dniach stricte politycznych współpracowników Marszałka, decydowały wtedy działania wojskowe. Dowódca grupy „Warszawa” okazał się głównym atutem w ręku Marszałka, a jego szef sztabu ppłk SG Józef Beck, zdaniem Zygmunta Dreszera doszedł chyba do granic ludzkiej wytrzymałości w pracy[67]. Tym więcej, że wojskowy zamach stanu nie był przygotowany, a działania piłsudczyków poczynając od wieczora dnia 11 maja cechowała duża improwizacja.

Nie bez znaczenia był też fakt, że generał, jako realizator zamachu stanu od strony wojskowej, miał pieczę nad całokształtem spraw bezpieczeństwa publicznego w stolicy na terenie zajmowanym przez jego oddziały. Jako dowódca grupy „Warszawa” był jednocześnie komendantem garnizonu Warszawa i komendantem miasta stołecznego Warszawy, choć tę funkcję w praktyce scedował na podkomendnych: płk. Skwarczyńskiego i mjr. Rusina[68]. On też mianował Komisarza Rządu na miasto stołeczne Warszawę i komisarycznego zarządcę MSW[69]. Liczne kontakty polityczne generała jeszcze z okresu Wielkiej Wojny, a także fakt, że przed Majem cieszył się popularnością i dobrą opinią w kołach lewicy, nie wyłączając nawet skrajnej[70], ułatwiły mu współpracę z PPS, bardzo istotną w dziedzinie bezpieczeństwa publicznego, ale i, wolno sądzić, w zakresie wywiadu oraz łączności. Reprezentując wreszcie Marszałka jako dowódca jego wojsk, był Dreszer rozmówcą dyplomatów akredytowanych w Warszawie[71]. W dniu wejścia w życie rozejmu, 15 V 1926 r., przekazał dowództwo grupy „Warszawa” gen. Stanisławowi Burhardt-Bukackiemu, udając się z rozkazu Marszałka na odpoczynek. W ten sposób, jak to po upływie dziesięciu lat ujął Grzędziński, rola żołnierza się już skończyła[72].

Przemysław Olstowski

 

Przypisy:

[1] P. Olstowski, Generał Gustaw Orlicz-Dreszer (1889-1936). Dowódca wojskowy i działacz społeczno-polityczny, Toruń 2000 (kolejne wydanie: Toruń 2002), s. 195-223.

[2] A. Garlicki, Przewrót majowy, Warszawa 1978, s. 168.

[3] Por. T. Nowacki, Szkice do dziejów ZET-u [w:] ZET w walce o niepodległość i budowę państwa. Szkice i wspomnienia, red. T. Nowacki, Warszawa 1996.

[4] P. Olstowski, op. cit., s. 201-2016. Według Stefana Szwedowskiego, znaczącego w latach II Rzeczypospolitej działacza środowiska zetowego, w przeddzień zamachu majowego 11 V 1926 r. gen. Dreszer, w trakcie wizyty u swego najmłodszego brata, mec. Juliusza Dreszera, miał też powiadomić przez niego kierownictwo Związku Patriotycznego o przypuszczalnym rozpoczęciu przez piłsudczyków akcji w dniu następnym. Jeśli tak istotnie było, trudno orzec, czy przekazanie tej poufnej z natury rzeczy informacji było osobistą inicjatywą Orlicza, niezależnie od tego, że Piłsudski po podporządkowaniu sobie tego dnia w godzinach przedpołudniowych 7 Pułku Ułanów Lubelskich z Mińska Mazowieckiego, nie krył się ze swoimi działaniami wobec czynników oficjalnych. Vide: S. Szwedowski, Dzieje ruchu zetowego w Polsce 1886-1945 (Związek Młodzieży Polskiej na tle historycznym), Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie, Dział Rękopisów, sygn. 1745, t. II, k. 734.

[5] K. Morawski, Tamten brzeg. Wspomnienia i szkice, Warszawa 1996, s. 163-164.

[6] W tej materii Vide: Czy zamach majowy był czynem tajnej organizacji. Rozmowa z p. Zygmuntem Dreszerem, „Polityka”(25 IX 1938)[cyt. za: „Zeszyty Historyczne”, z. 45, Paryż 1978, s. 183-185[; Przewrót majowy 1926 r. w relacjach świadków i uczestników. Materiały Instytutu Józefa Piłsudskiego, pod red. A. Adamczyka, Londyn-Piotrków Trybunalski 2003, s. 45 i 54 (relacja gen. Janusza Głuchowskiego z 7 XI 1957 r.).

[7] A. Czubiński, Przewrót majowy 1926 roku, Warszawa 1989, s. 125.

[8] P. Olstowski, op. cit., s. 203 i 184-186 (tu na temat studiów operacyjnych Dreszera z lat 1924-1926).

[9] Por. zwłaszcza J. Grzędziński Maj 1926. Kartki z pamiętnika, Warszawa 1936, s. 16-18.

[10] Szerzej Vide: P. Olstowski, op. cit., s. 207-218; także w formie odrębnego tekstu: Idem, Sprawa gen. Dreszera. Na marginesie manifestacji w Sulejówku 15 XI 1925 r., „Niepodległość”, 1999, t. L, s. 52-68.

[11] Por. W. Suleja, Józef Piłsudski, Wrocław 1995, s. 291-292.

[12] A. Garlicki, P. Stawecki, Przewrót wojskowy w Polsce w1926 r. Wybór dokumentów, „Wojskowy Przegląd Historyczny 1979, nr 4, s. 173 (relacja gen. Kazimierza Sawickiego z 1957 r. pt. Przełom majowy /12-14.5.1926/)

[13] Warto tu ponownie przywołać relację gen. Sawickiego (Ibidem, s. 173), wedle którego …do rozpracowania jakichkolwiek planów nie doszło, mimo, że w miesiącach poprzedzających maj generał szereg razy zapraszał mnie do siebie dla omówienia poruszanej poprzednio sprawy. Za każdym razem ten temat odkładał on na później. Nie nalegałem, gdyż odnosiłem wrażenie, że generał sam nie jest w pełni przekonany o potrzebie takiego planu, względnie oczekuje na odnośne instrukcje Marszałka. Pewne poszlaki wskazują jednak na to, że Dreszer na kilka tygodni przed wypadkami majowymi zlecić mógł opracowanie takiego planu swemu szefowi sztabu w 2 DK, ppłk. SG Ludwikowi Kmicic-Skrzyńskiemu, którego elementy – znane w literaturze przedmiotu pod nazwą planu Kmicica – znalazły zastosowanie w dniu 12 V 1926 w Warszawie, o czym dalej.

[14] Por. chociażby L. Wyszczelski, Wojsko Piłsudskiego. Wojsko Polskie w latach 1926-1935, Warszawa 2005, s. 13; Majowy zamach stanu w świetle dokumentów wywiadu, dyplomacji i organów bezpieczeństwa II Rzeczypospolitej, opr. P. Kołakowski, A. Pepłoński, Słupsk 2008, s. 6. W tej materii Vide: też uwagi W. Sulei, Przewrót majowy w historiografii, [w:] Zamach stanu Józefa Piłsudskiego 1926 roku, red. M. Sioma Lublin 2007, s. 12.

[15] K. Świtalski, Diariusz 1919-1935, opr. A. Garlicki, R. Świętek, Warszawa 1992, s. 152.

[16] P. Olstowski, Generał…, s. 198-200; Vide: W. Suleja, op.cit., s. 285-286.

[17] Czy zamach majowy…, s. 180

[18] Biblioteka Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu, Dział Rękopisów {dalej: Ossolineum], Pamiętniki gen. Juliusza Rómmla (maszynopis), sygn.. 14480/II, t. VIII . k. 184.

[19] A. Garlicki, op. cit., s. 161-163. Rozmowy pułkowników Wieniawy i Abrahama z płk. Paszkiewiczem, choć miały swój kontekst jakim było przesilenie rządowe poprzedzające ukonstytuowanie się gabinetu Aleksandra Skrzyńskiego, nie były wtedy jedynymi rozmowami sondażowymi przeprowadzanymi przez piłsudczyków w obrębie korpusu oficerskiego WP, o czym wspomina meldunek Paszkiewicza z tych rozmów, skierowany 23 XI 1925 r. na ręce Szefa Sztabu Generalnego WP gen. dyw. Stanisława Hallera. Przykładem rozmowa płk. Wieniawy z rtm. Leonem Mitkiewiczem, po której tenże zgłosił się do ppłk. SG Rudolfa Dreszera, dyrektora nauk w Obozie Szkolnym, Kawalerii w Grudziądzu (późniejszym Centrum Wyszkolenia Kawalerii), gdzie wtedy służył. Vide: L. Mitkiewicz, Odgłosy wypadków majowych 1926 r. w Szkole Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu, „Przegląd Kawalerii i Broni Pancernej” (Londyn) 1973, t. IX, nr 71, s. 558.

[20] Przewrót majowy 1926 r. w relacjach…, s. 226 (relacja gen. Stanisława Skwarczyńskiego).

[21] Ibidem, str. 221-227.

[22] Ibidem, s. 223-225. Opisując zaś swoją przeprawę przez Wisłę z płk. Wacławem Stachiewiczem w drodze do koszar 36 pp na Pradze w godzinach popołudniowych 12 V 1926 r., stwierdził: Towarzyszył nam członek organizacji – kapitan żandarmerii – nazwiska nie pamiętam (Ibidem, s. 231).

[23] M. Głowiński, Mój udział w wypadkach majowych, „Więź” 1976, nr 5, s.103-107.

[24] Przewrót majowy 1926 r. w relacjach…, s. 260 (relacja płk. Juliusza Urlycha).

[25] Ibidem, s. 133-134 (relacja płk. Henryka Pichety z 1976 r.).

[26] P. Olstowski, Generał…, s.218-219; Vide: W. Suleja, Przewrót majowy w historiografii [w:] Zamach stanu, s.12-15. [Także w: Ibidem, s. 471-472: W. Suleja: głos w dyskusji w pierwszym dniu obrad konferencji w Kazimierzu nad Wisłą 19-20 V 2006 r.].

[27] Szkic taki zatytułowany wstępnie: Dzieje pewnego rozkazu, zamierzam opracować i opublikować w kolejnym tomie „Niepodległości”.

[28] S. Haller, Wypadki warszawskie od 12 do 15 maja 1926 r., Kraków 1926, s.92-93, D. Fabisz, Generał Lucjan Żeligowski (1865-1947). Działalność wojskowa i polityczna, Warszawa 2007, s. 211, Z. Cieślikowski, Materiały źródłowe do przewrotu majowego, Warszawa 2002, s. 414.

[29] Przewrót majowy 1926 r. w relacjach…, s. 227-228 (relacja gen. Stanisława Skwarczyńskiego).

[30] Ibidem, str. 250 (druga relacja gen. Stanisława Skwarczyńskiego).

[31] J. Grzędziński, Maj 1926 …, s. 26.

[32] Z. Cieślikowski, op. cit., s. 414.

[33] M. Pietrzak, „Jak doszło do wojny domowej” i „Przewrót majowy”, „Kwartalnik Historyczny”, 1959, nr 1, s. 138.

[34] Por. D. Fabisz, op.cit. s. 208-209.

[35] Z. Cieślikowski, op. cit., s. 414. W szkicu pt. Przewrót majowy pisanym z dłuższej niż zapiski z 27 XI 1926 r. perspektywy czasu, gen. Żeligowski napisał: W pierwszych dniach maja zgłosiło się do mnie paru wyższych oficerów Sztabu Generalnego, później nader czynnych w dobie przewrotu, z propozycją urządzenia większych ćwiczeń garnizonu warszawskiego na poligonie rembertowskim i zaproszenia na te ćwiczenia Marszałka. […] chętnie przystałem na propozycję manewrów, nie dopatrując się w niej żadnych ubocznych tendencji i poleciłem Oddziałowi III Szt. Gen. wystosować do Marszałka rodzaj listownego zaproszenia. D Fabisz op.cit, s. 211.

[36] J. Grzędziński, op.cit., s. 27.

[37] M. Pietrzak, op.cit., s. 137-138.

[38] K. Świtalski, op.cit., s. 184; Vide: J. Grzędziński, op. cit., s. 22-23; Przewrót majowy 1926 w relacjach…, s. 227 (relacja gen. Stanisława Skwarczyńskiego).

[39] Chociażby w rozmowie gen. Dreszera z brytyjskim attaché wojskowym ppłk. Williamem Claytonem. Vide: M. Sioma Przewrót majowy w komentarzach i ocenach Brytyjczyków w świetle raportów Poselstwa brytyjskiego w Warszawie [w:] Zamach stanu…, s. 122.

[40] W. Suleja, Józef Piłsudski…, s. 297-298; K. Świtalski, op.cit., s. 184; P. Olstowski Generał…, s. 219-220.

[41] W. Suleja Przewrót majowy…, s. 14-15.

[42] Por. A. Czubiński Przewrót majowy…, s. 161, który wymienił w tym kontekście baon manewrowy z Rembertowa, 22 pułk piechoty, 7 pułk ułanów i 1 pułk strzelców konnych.

[43] Ossolineum, Jan Dębski, Wspomnienia z lat 1889-1979, (maszynopis) sygn. 13354/II, t. II. K. 415; Vide K. Wrzos, Piłsudski i piłsudczycy, Warszawa 1936, s. 68.

[44] J. Grzędziński, op.cit., s. 28-29; Przewrót majowy 1926 r. w relacjach…, s. 76 (relacja gen. Ludwika Kmicic-Skrzyńskiego z 9 VII 1961 r.); Wspomnienia Leona Kniaziołuckiego o zamachu majowym z roku 1926, [w:] Klasyka wywiadu polskiego, opr. P. Skibiński, D. Dynarowski, Warszawa 2010, s. 176. Rozkaz do koncentracji obok 7. pułku Ułanów Lubelskich obecnego już w Rembertowie, dotyczył 11. pułku Ułanów Legionowych z Ciechanowa, 5. pułku Ułanów Zasławskich z Wojciechowic k. Ostrołęki, 1. pułku Strzelców Konnych z Garwolina i 4. pułku Strzelców Konnych z Płocka. Z pozostałych oddziałów Dywizji w Warszawie stacjonował 1. Pułk Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego i 1. Dywizjon Artylerii Konnej. Z tych oddziałów 5. pułk dołączył do dywizji transportem kolejowym 13 maja wieczorem, 4. pułk strzelców konnych dotarł na miejsce już po zakończeniu walk, zaś poszczególne działony 1 dywizjonu artylerii konnej walczyły po obu stronach konfliktu. Pozostałe wymienione oddziały 2 DK od początku walczyły w ramach wojsk Marszałka.

[45] Przewrót majowy w relacjach…, s. 229-232 (relacja gen. Stanisława Skwarczyńskiego) i s. 251 (druga relacja gen. Stanisława Skwarczyńskiego).

[46] Ibidem, s. 228-229. Z kolei J. Grzędziński (op. cit., s. 27) wysłanie mjr. Floyar-Rajchmana do Siedlec przypisał podkomendnemu Dreszera ppłk. Kazimierzowi Stamirowskiemu, p.o. dowódcy 7 pułku ułanów.

[47] Przewrót majowy w relacjach…, s. 32(relacja gen. Władysława Bortnowskiego z 14 IX 1964 r.).

[48] Ibidem, s. 75 (relacja gen. Ludwika Kmicic-Skrzyńskiego z 9 VII 1961 r.).

[49] Czy zamach majowy…, s. 181, Por. opinię Kniaziołuckiego, podówczas czynnego w sztabie 2 DK. Tej nocy [11/12 V 1926] przyszedł telefonogram z Kmdy miasta wzywający dowódców [1 pułku szwoleżerów] do stawienia się na godzinę zdaje się jedenastą do komendanta miasta. Dreszer kazał nam zawiadomić według tego samego rozdzielnika, by się nie stawili. Był to jego rozkaz pierwszy jako dowódcy grupy warszawskiej. Klasyka wywiadu polskiego…, s. 176-177.

[50] W. Suleja, Józef Piłsudski…, s.307; J. Grzędziński, op. cit., s. 80-81; F. Sławoj-Składkowski, Wspomnienia z okresu majowego, „Kultura”, Paryż 19567, nr 6, s. 148-150; Przewrót majowy w relacjach…, s. 213-214 (relacja gen, Wacława Scaevoli-Wieczorkiewicza z 3 IV 1969) i s. 233 (relacja gen. Stanisława Skwarczyńskiego).

[51] Ibidem, s. 73-74 (relacja gen. Ludwika Kmicic-Skrzyńskiego z 9 VII 1961 r.).

[52] Powrót do miejsc stacjonowania przewidywano w godzinach popołudniowych 11 V 1926 r. CAW 2 Dywizja Kawalerii. sygn. 1.314.3.1. W dostępnych źródłach brak jednak informacji potwierdzających odbycie tej gry sztabowej. Wykaz oficerów 2 DK przewidzianych do uczestnictwa w grze: P. Olstowski, Generał…, s. 219.

[53] J. Grzędziński, Maj 1926, Paryż 1965, s. 99. Z kolei w wydaniu z 1936 r. (s.31), konstatując pierowtne w stosunku do mostu Kierbedzia skierowania 12 V 1926 r. wojsk Marszałka na most Poniatowskiego, pisał: Tędy prowadziła najkrótsza droga do opanowania stolicy i taki był sztabowy plan opracowany przez Kmicica, co zdaje się jednak wskazywać, że ppłk Kmicic-Skrzyński pracował nad tym planem wcześniej, jeszcze przed wypadkami majowymi.

[54] A. Czubiński, Przewrót majowy…, s. 172.

[55] Przewrót majowy 1926 r. w relacjach…, s. 229-230 (relacja gen. Stanisława Skwarczyńskiego).

[56] J. Grzędziński, Maj 1926…, Warszawa 1936, s. 31.

[57] Ibidem, s. 99. Nieuchwytność Dreszera w tym czasie potwierdza relacja gen. Sawickiego (Vide: A. Garlicki, P. Stawecki, op.cit., nr 4, s. 169).

]58] Klasyka wywiadu polskiego…, s. 179-180. Było to prywatne auto Maurycego Potockiego z Jabłonnej.

[59] Por. S. Arski, My pierwsza brygada, Warszawa 1962, s. 420; J. Rotschild, Pilsudski’s coupe d’etat, New York – London 1966, s. 64; A. Micewski, W cieniu marszałka Piłsudskiego. Szkice z dziejów myśli politycznej II Rzeczypospolitej, Warszawa 1969, s. 59; P. Wieczorkiewicz, O polityce personalnej w Wojsku Polskim w latach 1926-1939, [w:] Kultura, polityka, dyplomacja. Studia ofiarowane Profesorowi Jaremie Maciszewskiemu w sześćdziesiątą rocznicę Jego urodzin, Warszawa 1990, s. 489; J. Pajewski, Budowa Drugiej Rzeczypospolitej 1918-1926, Kraków 1995, s. 237.

[60] A. Garlicki, P. Stawecki, op.cit., s. 168; Vide. S. Benedykt O przełomie majowym, „Wiadomości” (Londyn), 1959, nr 2, s.1.

[61] Por. A. Garlicki, Przewrót majowy…, s. 235-237; A. Czubiński, Przewrót majowy…, s. 171.

[62] W. Suleja, Józef Piłsudski…, s. 302-304; P. Olstowski, Generał…, s. 224-226

[63] P. Olstowski, Generał…, s. 227-233.

[64] Por. relację młodego oficera w sztabie grupy „Warszawa”: W. Karbowski, Wypadki majowe. Na marginesie wspomnień J. Rzepeckiego, „Wojskowy Przegląd Historyczny, 1959, nr 2, s. 353.

[65] Por. relację szefa Oddziału III sztabu grupy „Warszawa”: A. Garlicki, P. Stawecki, op. cit., „Wojskowy Przegląd Historyczny”, 1977, nr 2, s. 253-257 (Sprawozdanie mjr. dypl. Tadeusza Pełczyńskiego, oficera Oddziału IIIa Biura Ścisłej Rady Wojennej, do Komisji Likwidacyjnej gen. broni L. Żeligowskiego z działalności podczas przewrotu. Warszawa 13 VII 1926).

[66] J.M. Nowakowski, Walery Sławek (1879-1939). Zarys biografii politycznej, Warszawa 1988, s. 72.

[67] Czy zamach majowy…, s. 183.

[68] Przewrót majowy 1926 r. w relacjach…, s. 233 (relacja gen. Stanisława Skwarczyńskiego).

[69] Vide przypis 50. W swej relacji z 1936 r. Zygmunt Dreszer (s. 184), twierdził, iż mianowanie gen. Sławoja Felicjana Składkowskiego Komisarzem Rządu na miasto stołeczne Warszawę było efektem inicjatywy Ignacego Daszyńskiego, którą Zygmunt Dreszer wraz z Rajmundem Jaworowskim zgłosić mieli gen. Orlicz-Dreszerowi. Wreszcie on [Daszyński] – twierdził po latach Z. Dreszer – kazał mi bratu zwrócić uwagę we czwartek [13 V], że „czas kończyć, że może zabrać głos ulica, a karabiny łatwo dać, trudno odebrać tłumowi…”.

[70] L. Hass, Zamach majowy 1926. Geneza i miejsce w dziejach międzywojennej Polski, „Mówią wieki”, 1961, nr 10, s. 4; por. J. Rotschild, op.cit. s. 83.

[71] M. Sioma, op.cit. s. 111-112, 117, 118-119, 122; Vide: T. Piszczkowski Anglia a Polska 1914-1939 w świetle dokumentów brytyjskich, Londyn 1975, s. 288.

Tekst ukazał się w „Niepodległości, tom LX, Warszawa 2011.

Redakcja dziękuje Autorowi za zgodę na przedruk artykułu.

Czytaj więcej...

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version