Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Współpracownicy, rodzina, otoczenie Józefa Piłsudskiego

AnuszW 1992 roku od kilku miesięcy byłem posłem na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej I Kadencji. Był to pierwszy Sejm po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1989 roku, pochodzący z całkowicie wolnych wyborów.

W Kancelarii Sejmu rozpoczęto pracę redakcyjną nad słownikiem biograficznym Posłowie i Senatorowie Rzeczypospolitej Polskiej 1919–1939. W związku z redagowaniem biogramu Antoniego Anusza, mojego stryjecznego pradziadka, zwrócono się do mnie o informacje na temat jego politycznego zaangażowania. Po latach, w 1998 roku nakładem Wydawnictwa Sejmowego pod redakcją naukową Andrzeja Krzysztofa Kunerta i w opracowaniu autorskim Małgorzaty Smogorzewskiej ukazał się następujący biogram:

„Anusz Antoni, ps. Mikołaj, ur. 28 maja 1884 w Latowiczu (pow. Mińsk Mazowiecki), zm. 19 grudnia 1935 w Warszawie, pochowany na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Ojciec Walenty – rolnik; matka Marianna z domu Świątek; bracia: Franciszek (1879–1925) – inżynier, wojewoda warszawski 1919–1921 oraz 1922–1923, Józef i Władysław.

Ukończył pięć klas w IV Gimnazjum w Warszawie; 1903 zdał egzamin na nauczyciela lud.; 1905 zdał egzamin maturalny w gimnazjum filologicznym w Petersburgu; 1905– 1908 (z przerwami) studiował prawo na Uniwersytecie w Petersburgu.

W czasie nauki w gimnazjum uczestniczył w pracach kółek oświatowych, był delegatem do centrali kółek uczniowskich. Od 1903 członek PPS, od 1905 OB PPS, potem PPS – Frakcji Rewolucyjnej, działał w Kieleckiem, Lubelskiem, Warszawie i Petersburgu. W lutym 1906 delegat OKR PPS w Warszawie na VIII Zjazd Partii we Lwowie. W styczniu 1907 aresztowany przez władze rosyjskie i więziony przez 9 miesięcy w Lublinie, zwolniony za kaucją; 1908 ponownie aresztowany, w czerwcu tego roku skazany przez Warszawski Sąd Wojenny na 12 lat katorgi, więziony kolejno w Siedlcach, Lublinie, Moskwie i 5 lat w Aleksandrowsku na Syberii. Uwolniony po wybuchu rewolucji lutowej 1917, kierował wydziałem ochrony Komitetu Polskiego w Moskwie i wchodził do jego zarządu, w 1917 z ramienia PPS był członkiem tymczasowej Komisji Likwidacyjnej do Spraw Królestwa Polskiego. Po powrocie do kraju (1918) został sekretarzem ministra przemysłu i handlu; w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 zastępcą członka, a następnie członkiem Rady Obrony Państwa i kierownikiem jej Biura Propagandy Wewnętrznej. Był członkiem PSL »Wyzwolenie« (członek Rady Naczelnej), od maja do września 1923 w PSL »Jedność Ludowa« (członek ZG i Skarbnik). W 1928 przeszedł do BBWR (przewodniczący grupy województwa warszawskiego). Od tego roku był wiceprezesem (wg innej wersji dyrektorem naczelnym) Państwowego Banku Rolnego w Warszawie. W 1929–1932 prezes Związku Strzeleckiego, współorganizator akcji wychowania obywatelskiego. Honorowy członek Związku Sybiraków.

Autor kilku publikacji, m.in. Niepodległość Polski w programie PPS (Warszawa, 1918), Ziarno i plewy w ruchu robotniczym (Warszawa, 1921), Polska to wielka rzecz (Warszawa, 1925), O Wincentym Witosie (Warszawa, 1925), Podstawy wychowania

obywatelskiego w Związku Strzeleckim (Warszawa, 1930) i wielu prac hagiograficznych o J. Piłsudskim, m.in. Rola Józefa Piłsudskiego w życiu narodu i państwa (Warszawa, 1927).

Poseł na Sejm Ustawodawczy, w 1919 uzyskał mandat z listy nr 9 (PSL »Wyzwolenie«), okręg nr 17 (Mińsk Mazowiecki); poseł I i II kadencji 1922––1930 (mandat wygasł 8 IX 1928 z powodu zrzeczenia się); wybrany z list: 1922 lista państwowa nr 1, 1928 lista nr 1, okręg wyborczy nr 2 (Warszawa); członek klubów: od 1919 PSL »Wyzwolenie«, PSL; od 1922 PSL »Piast«, od 1923 ZPSL, od 1926 PSL »Wyzwolenie«, od 1928 BBWR; pracował w komisjach: od 1919 demobilizacyjnej, ds. morskich (zastępca przewodniczącego), prawniczej, wojskowej (przewodniczący); od 1922 morskiej (przewodniczący), przemysłowo-handlowej, robót publicznych (1926–1927 przewodniczący); wojskowej, 1928 konstytucyjnej, regulaminowej i nietykalności poselskiej. W Sejmie Ustawodawczym był referentem ustawy o podstawowych obowiązkach i prawach oficerów WP (1920), w I kadencji był członkiem Sądu Honorowego i specjalnej komisji żyrardowskiej (od czerwca 1924), inicjatorem ustawy o Nadzwyczajnej Komisji Rewizyjnej i wniosku o wydanie na koszt państwa pism Adama Mickiewicza. Odznaczony Krzyżem Niepodległości (1930)”. W biogramie zabrakło informacji, że Antoni Anusz miał jeszcze brata Stanisława i siostrę Weronikę.

Stanisław Anusz zmarły w 1926 roku, to ojciec mojego dziadka Karola Anusza (1895–1968), który miał brata Teofila oraz siostry Marię i Stanisławę.

Mój ojciec Zbigniew wspominał: „Dziadka Stanisława nie pamiętam, zmarł wcześnie. (…) Pamiętam tylko babcię. Babcia Helena była to kobieta wysoka, szczupła, o pociągłej pięknej twarzy. Bardzo delikatna, cicha, spokojna. W późniejszych latach cierpiała na reumatyzm. Raczej małomówna i skromna umiała swoim spokojem narzucić jakiś szacunek, wytworzyć nastrój powagi, majestatu i mnie, jako młodego człowieka, nieco onieśmielała. Zwracała baczną uwagę na formę zachowania się, na to, co wypada, a co nie, aby było godnie. W rodzinie opowiada się, że w młodości rzuciła się z kijem na rosyjskiego żandarma, gdy chciał aresztować jej męża. Tkwiła w niej siła moralna i powaga”.

Mój dziadek Karol Anusz ożeniony z Marią z Godlewskich (ślub odbył się 15 sierpnia 1919 roku w Warszawie) miał troje dzieci: Wandę (ur. 1920), mojego ojca Zbigniewa (ur. 1925) oraz Romana (ur. 1928).

Mój ojciec wspominał: „W Warszawie się urodziłem, tam mieszkała cała rodzina mojej mamy. (…) Fascynował mnie wówczas różnobarwny tłum warszawskich ulic, czerwone tramwaje, sklepy rozjaśnione neonami, kamienice podobne do gór ogromnych. Zapamiętałem szczególnie piękną wystawę w Domu Braci Jabłkowskich.

 Właśnie tam pracował brat mamy, Modest Godlewski, jako kierownik działu wekslowego. W czasie odwiedzin z mamą, podziwiałem jego pokój, w którym samotnie pracował. Pamiętam także Belweder. Byłem w nim w 1938 r. Szczególną uwagę zwróciłem na maciejówkę Marszałka i kolej żelazną na szynach – dar od kolejarzy. Do dnia dzisiejszego brzmi w uszach melodia miasta – dźwięk tramwajów, trąbki samochodowe i obecnie często w wędrówce ulicami Warszawy szukam tamtego kolorytu, tamtej atmosfery, tamtego uroku”.

W biogramie Antoniego Anusza wspomniano o jego bracie Franciszku w latach 1919–1921 i 1922–1923 wojewodzie warszawskim. Już w przedwojennym Polskim Słowniku Biograficznym, w pierwszym tomie opublikowanym w Krakowie w 1935 roku na stronach 144–145 zamieszczono biogram Franciszka Anusza. Oto jego treść:

„Anusz Franciszek (1879–1925). Syn Walentego, rolnika i matki Marianny ze Świątków. Urodził się 24 stycznia 1879 r. w Latowiczu, pow. mińsko-mazowiecki. Naukę odbywał w szkole rzemieślniczej im. Konarskiego w Warszawie, którą ukończył w 1898 r. Udał się następnie do Petersburga, gdzie wstąpił jako prosty robotnik do Zakładów Putiłowskich. Już jako majster w 1903 r. złożył egzaminy maturalne w Carskim Siole, a następnie odbył wyższe studia na kursach elektrotechnicznych. Przez dłuższy czas zajmował stanowisko inżyniera w Zakładach Putiłowskich, w których był naczelnikiem cechu elektrotechnicznego. Przeniósł się do Moskwy, otworzył tam biuro techniczne. Jednocześnie brał gorliwy udział w życiu kolonii polskiej i wkrótce wysunął się na jej czoło. Zwłaszcza podczas wojny odgrywał wybitną rolę w życiu społeczeństwa polskiego w Rosji, głównie w Moskwie. Jednocześnie był czynnym członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), a po bitwie pod Kaniowem 11 maja 1918 r. udzielał wydatnej pomocy legionistom, którzy tłumnie znaleźli się wtedy w Rosji i przez Moskwę przeważnie podążyli do wybrzeża murmańskiego, a stamtąd do Francji, do organizującej się tam armii polskiej. Po powrocie do kraju obejmuje stanowisko nadzwyczajnego komisarza na Warszawę i powiat warszawski, a 1 sierpnia 1919 r. zostaje mianowany pierwszym Komisarzem Rządu, czyli wojewodą stolicy, którym pozostaje do września 1921 r. Zwolniony na własną prośbę, powołany został ponownie na to stanowisko przez rząd gen. Wł. Sikorskiego podczas tragicznych wystąpień grudniowych 1922 r., by znów urząd pełnić do 28 V 1923 r. Uwolniwszy się powtórnie ze służby państwowej, podjął pracę w swoim zawodzie jako przemysłowiec. Dzięki wysokim zaletom charakteru, wiedzy i zdolnościom organizacyjnym oddał stolicy wybitne usługi, za co w maju 1922 r. otrzymał order »Odrodzenia Polski«. Zmarł 24 czerwca 1925 r. w Warszawie. Po śmierci odznaczony »Krzyżem Niepodległości«. Miał braci Antoniego i Józefa”.

Antoni był szczególnie związany z Franciszkiem. Po jego śmierci w 1925 roku, dedykował mu swoją książkę Polska to wielka rzecz, w której pisał: „Jako młodszy brat śp. Franciszka doznawałem na sobie jego niewyczerpanej dobroci i troski: ułatwiał mi studia, a gdy w roku 1908 stawiono mnie przed sąd wojenny w Warszawie za udział w ruchu rewolucyjnym PPS, poruszył wszystkie siły, aby mnie uratować od tragicznych konsekwencji walki z najazdem. Zrobił to o tyle skutecznie, że zamiast kary śmierci wymierzono mi karę 12 lat katorgi. W tym czasie śp. Franciszek z Petersburga przeniósł się do Moskwy. Gdy rewolucja marcowa 1916 r. zwolniła mnie z katorgi i przyjechałem niezwłocznie ze wschodniej Syberii do Moskwy. Będąc materialnie niezależnym, śp. Franciszek zdjął ze mnie troskę o wyszukiwanie pracy zarobkowej i zachęcił mię do wyłącznego oddania się pracy społecznej w Wydziale Ochrony przy Komitecie Polskim w Moskwie. W drugiej połowie 1918 roku, gdy nadarzyła się nielegalna sposobność wyjazdu do kraju, śp. Franciszek skorzystał w lot z tej sposobności, opuścił Moskwę nie próbując nawet ratować cokolwiek ze swego znacznego majątku. W powstającym Państwie Polskim powołany został początkowo na urząd Nadzwyczajnego Komisarza na miasto Warszawę i powiat warszawski, a następnie w dniu 1 września 1919 roku na Komisarza Rządu”.

Antoni i Franciszek zawsze utrzymywali ścisłe związki z rodziną. Jak wspominała siostra mojego ojca – Wanda, jej tata Karol „w okresie młodości miał wpływowych stryjków: Franciszka (Komisarza Warszawy) i Antoniego, posła, przyjaciela Piłsudskiego. Okazywali oni bratankowi dużo sympatii, Antoni przysyłał mu książki z dedykacjami i proponował pomoc przy urządzeniu się w Warszawie”.

Szczegółowe dzieje mojej rodziny opracował mój ojciec Zbigniew. W tym miejscu szczególnie skoncentruję się na jednym wątku aktywności Antoniego Anusza. W książce opublikowanej w 1925 roku Polska to wielka rzecz Antoni Anusz pisał:

„Przyszli historycy naszych czasów będą nas oceniali podług tego, jak myśmy się ustosunkowali do osoby Józefa Piłsudskiego i do tych wartości moralnych, jakie on reprezentuje”. Warto przypomnieć, że pisał to w czasie gdy Józef Piłsudski znajdował się na marginesie życia politycznego, przebywając w Sulejówku, bez żadnej gwarancji, że do życia publicznego jeszcze powróci.

Szacunek Antoniego Anusza dla Józefa Piłsudskiego wynikał w dużym stopniu z ich osobistych wieloletnich relacji, o których już w okresie międzywojennym krążyły legendy. Antoni Anusz wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej, w której działał Józef Piłsudski w 1903 roku, dwa lata później był już członkiem najbardziej elitarnej części PPS – Organizacji Bojowej. Organizacja Bojowa była „oczkiem w głowie” Józefa Piłsudskiego, z jej działaczami czuł się szczególnie związany. To oni stanowili zaplecze dla Piłsudskiego w partii, w jego późniejszych sporach z „młodymi”. To ten spór zdominował VIII Zjazd PPS, który w lutym 1906 roku odbył się we Lwowie, w zjeździe tym jako delegat OKR PPS w Warszawie wziął udział Antoni Anusz. Po latach, w relacji dla swojego przyjaciela Władysława Pobóg-Malinowskiego (z którym razem w 1930 roku zredagował kolejny tom Pism zebranych Józefa Piłsudskiego pochodzących z lat 1926–1929), wspominał:

W chwili, gdy zabierał głos (Józef Piłsudski – A. A.) na sali poruszenie. Zwolennicy C.K.R. mobilizują się do przeciwstawienia się temu spustoszeniu, jakie będzie szerzył… swoim przemówieniem. Na razie to przeciwdziałanie wyraża się w przerywaniu mówcy i osaczaniu go drutem kolczastym uprzedzeń i niechęci. Wśród lewicowych członków Zjazdu kursuje jakaś kartka. Przewodniczący – H. Diamand wyłapał tę kartkę, na której wypisana była komenda: »Temu mówcy nie bić brawa«. A tymczasem Piłsudski przemawiał. Początkowo na sali słychać było szmer i niechętne uwagi. Stopniowo jednak sala się ucisza. J. Piłsudski opanowuje coraz większą uwagę obecnych. Wreszcie zalega na sali absolutna cisza. …Gdy skończył, rozległy się rzęsiste oklaski i entuzjastyczne wyrazy uznania wśród zastępu jego zwolenników na Zjeździe, a jednocześnie w szeregach jego przeciwników zapanowało przykre zdenerwowanie, zakłopotanie i jak gdyby pewne zawstydzenie”.

Antoni Anusz przez wszystkie trudne lata syberyjskiej zsyłki pozostał wierny wyborom politycznym Józefa Piłsudskiego. W 1920 roku w broszurze Naród, Armia, Wódz wspominał: „Zdarzało mi się zarówno na wolności jak i w więzieniach i na Syberii spotykać robotników, których Piłsudski wyszukał i powołał do pracy społecznej. Miałem wrażenie, jak gdyby otrzymali od Niego jakieś szczególne bierzmowanie, które ich odróżniało od tylu innych robotników, nazywających się socjalistami. Czynami i słowami swymi zaprzeczali na każdym kroku temu pospolitemu krzykliwemu socjalizmowi, który polega na podziale, zabieraniu i wydzieraniu. Łączyli oni w swej duszy ofiarną miłość dla Polski z dążeniem do sprawiedliwości”.

Gdy Józef Piłsudski wysiadł z tramwaju z napisem „Socjalizm” na przystanku „Niepodległość”, podobnie uczynił Antoni Anusz. W liście do redaktora „Robotnika” z dn. 8 grudnia 1918 r. pisał: „Niełatwo opuszczać szeregi, w których nadal pozostają towarzysze moich piętnastoletnich prac, walk i cierpień. (…) Opuszczając sztandar PPS ze czcią skłaniam przed nim głowę, gdyż był on w ciągu 25 lat jedynym w Polsce sztandarem czynnej walki o niepodległość kraju, o wyzwolenie ojczyzny i o wyzwolenie pracy. – Dzisiaj stosunki się zmieniły; w szeregach stronnictwa ludowego skuteczniej będę mógł służyć sprawie wyzwolenia pracy i utrwalenia niepodległości narodu, niż pod sztandarem PPS”.

Zaangażowanie Antoniego Anusza w działalność Stronnictwa Ludowego nie było przypadkiem, albowiem jeszcze w okresie rewolucji 1905 roku utrzymywał on dobre stosunki z działaczami ruchu ludowego. Antoni Anusz był absolwentem seminarium pedagogicznego w Siennicy koło Mińska Mazowieckiego. Jak pisze Tadeusz Krawczak: „Seminarium było objęte, podobnie jak inne szkoły Królestwa, ruchem samokształceniowym. Dzięki inwencji Antoniego Anusza „Wacha” szkoła znalazła się w orbicie wpływów PPS i PSL, a jej wychowankowie stali się gorącymi orędownikami sprawy emancypacji chłopów i walki o niepodległość”.

12 listopada 1905 roku w rodzinnej miejscowości Antoniego Anusza – Latowiczu, na wiecu zgromadziło się około 1500 osób, co było bardzo dużym wydarzeniem. W okresie tym Antoni Anusz pisał pod pseudonimem „Jontek Latowiczanin” do pism ruchu ludowego takich jak „Życie Gromadzkie” i „Snop”. Ciekawe, że pisał między innymi o twórczości Adama Mickiewicza.

Z listy PSL „Wyzwolenie” zostaje posłem na Sejm Ustawodawczy. I znów blisko współpracuje z Józefem Piłsudskim. Wspominał: „Gdy tylko zostałem wybrany przewodniczącym Komisji Wojskowej, zgłosiłem się niezwłocznie do Belwederu, aby się przedstawić najwyższemu Zwierzchnikowi Państwa i Wojska. (…) W rozmowie z J. Piłsudskim stanęło na tym, że mam zaprosić członków Komisji Wojskowej na posiedzenie do Belwederu, na którym Naczelny Wódz J. Piłsudski miał z nami omówić sposoby skutecznego poparcia i rozwinięcia rozpoczętej budowy wojska.

 Wystosowałem odnośne zaproszenie do członków Komisji Wojskowej. Członkowie Komisji Wojskowej ze Związku Ludowo-Narodowego odmówili przyjścia do Belwederu. Odnośna propozycja wydała się im czymś niesłychanie uwłaczającym ich dostojeństwu poselskiemu. Między innymi zbliżył się do mnie w sali sejmowej poseł Stanisław Grabski, który aczkolwiek nie był członkiem Komisji Wojskowej, to jednak uważał za stosowne oznajmić mi, że jego Klub nie zgadza się na pójście do Belwederu i że Piłsudski winien pójść do Sejmu i na gruncie Sejmu prosić o poparcie dla swych zamierzeń w zakresie organizacji wojska. (…) Projektowane posiedzenie w Belwederze nie odbyło się. Naczelnik Państwa J. Piłsudski przybył na posiedzenie Komisji Wojskowej do Sejmu i jednocześnie przyprowadził z sobą na to posiedzenie i przedstawił jako swój łącznik z Sejmem generała Józefa Leśniewskiego, który został mianowany ministrem spraw wojskowych”.

Z racji przewodniczenia Komisji Wojskowej utrzymuje Antoni Anusz stały kontakt z Naczelnym Wodzem. I tak np. w kalendarium życia Józefa Piłsudskiego w opracowaniu Wacława Jędrzejewicza i Janusza Ciska pod datą 10 kwietnia 1920 r. czytamy: „Po posiedzeniu Komisji Wojskowej Sejmu poseł Antoni Anusz wraz z ministrem spraw wojskowych gen. Józefem Leśniewskim konferował z Piłsudskim”. Kilka tygodni później Antoni Anusz wchodzi w skład Rady Obrony Państwa, gdzie relacje z Piłsudskim ulegają jeszcze większej intensyfikacji.

Po zwycięskiej wojnie z bolszewikami, Antoni Anusz pozostaje nadal częstym gościem w Belwederze. Pisze na ten temat: „Twierdzę to na podstawie następującego wspomnienia: pamiętam jednonocną rozmowę z Marszałkiem Piłsudskim w Belwederze w tym czasie, kiedy to Sejm Ustawodawczy pozwalał sobie na rozmaite psoty w stosunku do Piłsudskiego, a zwłaszcza w stosunku do jego akcji połączenia Wileńszczyzny z Polską. Oto jest zasadniczy sens tego, co słyszałem wówczas z ust Naczelnika Piłsudskiego: »Z różnych stron namawiają mnie na dyktaturę i na rozpędzenie Sejmu. Sejm pracuje źle; nie rozumie swojej roli i swego powołania; swoimi praktykami utrwala najgorsze wzory parlamentaryzmu. Na nic innego nie zasługuje, jak tylko na rozpędzenie. Gdybym wiedział, że mam przed sobą długie życie, że starczy mi czasu na to, aby uporządkować i zakończyć to, co bym rozpoczął przez akt rozpędzania Sejmu, to jutro widzielibyście przed Sejmem oddział szwoleżerów, którego dowódca wycofałby od posłów legitymacje poselskie. Tego nie zrobię, bo nie mam pewności, czy starczy mi życia na uporządkowanie stosunków w państwie, a gdybym ja złamał prawo, otworzyłbym drogę różnym awanturnikom do zamachów i przewrotów. Jest to moją dumą, moim klejnotem moralnym, że ja tworzyłem w Polsce prawo lub stwarzałem dla narodu warunki, w których mógł on swobodnie rozwijać własną twórczość ustawodawczą, lecz sam nigdy prawa nie łamałem«”.

W innym miejscu o tzw. sprawie wileńskiej Antoni Anusz pisał: „W tym czasie (było to w listopadzie 1921 r.) miałem sposobność widzenia się z Piłsudskim w związku ze sprawą Wileńską. J. Piłsudski mówił o zagadnieniu Wileńszczyzny, jako o sprawie, która jest osią Jego wszystkich myśli i trosk. Stosunek Jego do sprawy wileńskiej jest taki jak i do armii i na żadne kompromisy nie pójdzie. Wybory do Zgromadzenia Wileńskiego były obliczone nie tylko na efekt międzynarodowy, lecz miały w Jego pojęciu głęboki sens moralny »Ta patriotyczna ludność – mówił J. Piłsudski – która przeciwstawiła się potężnemu aparatowi ucisku rządu rosyjskiego i obroniła swoją religię i narodowość, ta ludność powinna powrócić na łono Polski w rezultacie swej samowoli politycznej. Muszą się wreszcie przestać uważać za ludzi z zabranego kraju« i poczuć się obywatelami państwa polskiego z wolnej i nieprzymuszonej woli”.

Antoni Anusz konferuje z Marszałkiem Piłsudskim w sprawach bieżących przesileń politycznych. Oto przykład, pochodzący z wiosny 1922 roku, opisany przez Antoniego Anusza: „Zaraz w pierwszych dniach przesilenia przez dymisję rządu Ponikowskiego, Piłsudski w dłuższej, poufnej rozmowie z posłem M. Ratajem, p. A. Erdmanem i autorem tych słów rozwijał te same poglądy na sposób powoływania rządu i na wzajemny stosunek pomiędzy rządem i Sejmem, jakie wygłosił w cztery lata później w dniu 28 maja 1926 r. do przedstawicieli prasy. Już wówczas w czerwcu 1922 roku Piłsudskiemu chodziło o silny rząd, o rząd z dużym autorytetem, o sprawność władzy wykonawczej, jej usamodzielnienie w codziennej pracy, o danie jej możliwości działania i decydowania, aby wreszcie władza wykonawcza mogła odpowiadać przed władzą ustawodawczą za swoje czyny i rzeczy dokonane, a nie za samo tylko trwanie w bezczynności i bierne przypatrywanie się temu, co się dzieje w Polsce z przyczyny referatów ministerialnych”.

Antoniego Anusza łączyła wieloletnia przyjaźń z Bogusławem Miedzińskim, który w tym czasie otrzymał od Józefa Piłsudskiego wiele zadań, między innymi, jak później wspominał: „zorganizowania stałego politycznego i parlamentarnego współdziałania obozu piłsudczyków ze stronnictwem Witosa”. Do porozumienia musiało dojść, skoro Miedziński oraz paru innych piłsudczyków, w tym Antoni Anusz, zostało w 1922 roku posłami z listy PSL „Piast” do Sejmu I kadencji. Według Wincentego Witosa weszli do Sejmu dzięki Maciejowi Ratajowi i stanowili – jak wspominał – jaczejkę Piłsudskiego w stronnictwie.

Inny bliski współpracownik Piłsudskiego Kazimierz Świtalski zapisał w swoim „Diariuszu” notatkę z rozmowy z posłem Stanisławem Thuguttem z 20 listopada 1922 roku: „Dla ułatwienia pracy przyszłemu prezydentowi trzeba dać lepszego niż dotychczas marszałka Sejmu i Senatu. Thugutt zdawał się przyjmować jako fakt, że marszałkiem Sejmu ma być ktoś z »Piasta«. Z wymienionych kandydatur: Witos, Anusz, Rataj, Osiecki godził się na Anusza. Uważał, że gdyby Witos godził się, byłoby najlepiej jego zrobić marszałkiem, gdyż dawałby gwarancję, że opanuje izbę. Rataj nerwowy, a Osiecki – zarzuty moralne”.

Marszałkiem Sejmu został Maciej Rataj i na 9 grudnia 1922 roku zwołał Zgromadzenie Narodowe, złożone z członków Sejmu i Senatu, aby wybrało prezydenta Rzeczypospolitej.

1 grudnia 1922 roku Antoni Anusz wraz z posłem Dębskim jest w Belwederze, aby prosić Józefa Piłsudskiego o zgodę na wystawienie jego kandydatury do wyborów prezydenckich. Podobne propozycje składali Marszałkowi przedstawiciele PPS, PSL „Wyzwolenie”, PSL „Piast” i Narodowej Partii Robotniczej. Józef Piłsudski odmówił. Dochodzi do burzliwych wydarzeń związanych z wyborem Gabriela Narutowicza na prezydenta. 16 grudnia 1922 roku Eligiusz Niewiadomski zastrzelił pierwszego prezydenta niepodległej Polski. W związku z nadzwyczajną sytuacją w Warszawie rząd Władysława Sikorskiego następnego dnia powołuje Franciszka Anusza ponownie na stanowisko Komisarza Rządu w Warszawie z zadaniem utrzymania porządku. Piotr Wróbel w tekście poświęconym Władysławowi Sikorskiemu pisał: „17 grudnia utrzymywała się ciągle atmosfera napięcia, krążyły plotki o planowanych dalszych zamachach, robotnicy żądali rewanżu. Sikorski domagał się więc jak najszybszego wprowadzenia stanu wyjątkowego i wieczorem Rataj podpisał odpowiedni dokument. Dało to, wraz ze zdecydowaną postawą rządu, wyraźne rezultaty. 18 grudnia powrócił spokój. Dyplomaci, którzy w dniu zabójstwa prezydenta, w obliczu wojny domowej, przygotowywali się do wyjazdu z Warszawy, rozpakowali walizy i z uznaniem mówili o energii, z jaką nowe władze likwidowały chaos”.

To szczególne zaufanie do Franciszka Anusza związane było z jego działalnością w Rosji, gdzie poznał wielu polityków, którzy odgrywali znaczącą rolę w odrodzonej Polsce. Franciszek Anusz był zastępcą komendanta Polskiej Organizacji Wojskowej w Moskwie Ludwika Rogowskiego. W lipcu 1915 roku Franciszek Anusz przywiózł ze Sztokholmu dla innego członka POW, Franciszka Skąpskiego, przekazaną przez Bogusława Miedzińskiego nominację na komendanta POW w całej Rosji. Tadeusz Teslar (Michał Stankiewicz) we wspomnieniach „Powijaki POW w Moskwie” pisał: „Wiedziałem tylko, że w ważnych momentach trzeba było udawać się do obywatela Franciszka Skąpskiego, lub szukać w ostatniej potrzebie przez trzecie osoby – obywatela Prystora. Zawsze w tem wygadzał nam obywatel Jerzy Iwanowski (były minister przemysłu i handlu). Na miejscu mieliśmy gotowego do ofiar i pomocy obywateli: śp. Franciszka Anusza i niespożytej energii jego brata obywatela Antoniego. (…)

 Mając oryginalne dokumenty osobiste, jako rzekomy były więzień polityczny z Aleksandrowskiej katorżnej farmy działałem pod nazwiskiem Michała Stankiewicza. (Dokumenty te wyrobiłem sobie w komisariacie rewolucyjnym w Moskwie za przewspaniałą poradą ob. Antoniego Anusza, który mnie wyuczył na pamięć, co i jak należy mówić, by te papiery wydostać.). Zdobyłem więc od razu »rewolucyjną« patynę, a przede wszystkim swobodę działania i kredyt moralny wśród władz komisarjackich. Korzystając z prawa wolnej jazdy kolejami ruszyłem szukać ludzi”.

W innym miejscu wspominał: „Wykorzystując stosunki i pomoc starych rewolucjonistów polskich, wśród których dwaj bracia Anuszowie nie szczędzili swych rad i opieki – Związek Piłsudczyków dotarł do władz rosyjskich, miejskich itp. instancyj. Pod Moskwą zajęto jakąś fabrykę szewską, gdzie jeńcy znaleźli pracę i utrzymanie”.

Po powrocie do kraju, z inicjatywy Józefa Piłsudskiego, Franciszek Anusz w okresie od 10 stycznia 1919 roku do 21 września 1921 roku pełnił funkcję nadzwyczajnego Komisarza Rządu na m. st. Warszawę i powiat warszawski. Była to funkcja, której status regulowało początkowo zarządzenie ministra spraw wewnętrznych z 8 sierpnia 1919 roku, a następnie rozporządzenie Rady Ministrów z 4 marca 1920 roku. Był odpowiednikiem starosty, z tym, że nie podlegał wojewodzie ale bezpośrednio ministrowi spraw wewnętrznych i właściwym ministrom.

Franciszek Anusz odgrywał szczególną rolę w okresie wojny polsko-radzieckiej. To w tym szczególnym okresie szereg jego rozporządzeń regulowało funkcjonowanie stolicy. Warto przypomnieć rozporządzenie o karaniu osób „przeciwdziałających przez przymus i groźby w normalnej pracy w instytucjach użyteczności publicznej”, rozporządzenie o wydaleniu ze stolicy wszystkich osób narodowości niepolskiej i nie posiadających obywatelstwa polskiego, które motywowano trudnościami aprowizacyjnymi i chęcią utrzymania spokoju wewnętrznego w mieście. Do zadań Franciszka Anusza należało również przeciwdziałanie demonstracjom ulicznym, organizowanym przez środowiska komunistyczne. W okresie największego zagrożenia Warszawy Franciszek Anusz wszedł w skład powołanej Rady Obrony Stolicy. Artur Śliwiński wspominał: „Doraźnie zjawiali się na posiedzeniach (…) Komisarz Rządu Anusz, w imieniu gubernatora Warszawy gen. Wroczyński, jako przedstawiciele Komitetu Obywatelskiego Rady Obrony Państwa – dr Dłuski, a na posiedzenie w dniu 10 sierpnia przybył szef sztabu generalnego gen. Rozwadowski z gen. Puchalskim”.

Ciekawe, że skuteczność Franciszka Anusza dostrzegli komuniści, którzy wprowadzili jego nazwisko do pieśni rewolucyjnych. W wydanej w 1950 roku przez Wydział Historii Partii KC PZPR książce pt. „Polskie pieśni rewolucyjne z lat 1918–1939” w opracowaniu Felicji Kalickiej i Edwarda Olearczyka na stronach 67–68 znajduje się pieśń pt. „Nas nie zgnębią” (na melodię „Marsylianki robotniczej”) pochodząca z 1920 roku. Cytuję ją w całości z odpowiednimi przypisami, którymi została opatrzona w tej publikacji.

Nas nie zgnębią ni Anusz[1], ni Snarski[2],

Choć kanarków[3] puścili już w ruch.

Choć w nich ożył sławetny duch carski,

Niech za wcześnie nie cieszy się wróg.

Refren: Komunistów wytępić nie można,

Za jednego wnet stawia się stu,

Dziś tam a jutro tu,

Nie dają złapać tchu.

Ach, strach, ach, strach, burżujom strach,

Już bliski czują krach.

Rewolucji wciąż głos się rozlega,

Próżno żandarm się miota i klnie,

Biedny Anusz jak struta mysz biega,

Ciężka zmora go trapi we śnie.

Refren: Komunistów… itd.

Nie uchroni was bagnet ni kraty,

Nigdy już nie powróci wasz ład.

Precz nam z drogi, burżuje-psubraty!

W nasze ręce przechodzi dziś świat.

Refren: Komunistów… itd.

Książka pochodzi z czasu największego terroru komunistycznego po II wojnie światowej. To w tym okresie w więzieniach siedzieli żołnierze polskiego podziemia, działacze społeczni i polityczni II Rzeczypospolitej, księża, niepokorni chłopi. To wtedy u władzy znajdowali się często komuniści, którzy brali udział w demonstracjach roku 1920 i późniejszych.

Po śmierci Narutowicza prezydentem zostaje wybrany Stanisław Wojciechowski.

W swoich „Pamiętnikach” pod datą 13 stycznia 1923 r. Marszałek Rataj zanotował: „Doniesiono mi, że u Piłsudskiego w Sztabie Generalnym odbyła się konferencja z udziałem posłów: Miedzińskiego, Anusza, Dębskiego, Polakiewicza, Jedynaka, Wachowiaka, Chądzyńskiego, Śmiarowskiego, Poniatowskiego i Rudzińskiego. Piłsudski ostrzegał przed Żydami, których należy traktować inaczej niż mniejszości narodowe, akcentował, że ani stronnictwa ani zagadnienia społeczne nie mają żadnego znaczenia, grunt – to są ludzie. Przemówienie było trochę mussolinistycznie nastrojone, ale bez wniosku”.

W samym PSL „Piast” zbliżało się przesilenie. We wstępie do wspomnień Wincentego Witosa pt. „Moja tułaczka” Józef Ryszard Szaflik pisał na ten temat: „Już na posiedzeniu klubu posłów i senatorów PSL »Piast« w dniach 25–27 kwietnia 1923 roku, doszło w tej kwestii do znacznej różnicy zdań pomiędzy zabierającymi prawie w komplecie głos posłami i senatorami. Wprawdzie znaczna większość z Witosem na czele opowiadała się za współpracą z prawicą na gruncie ściśle programowym, jednakże przeciwko temu wystąpiła opozycja złożona z posłów: J. Dąbskiego, A. Anusza, K. Polakiewicza, H. Wyrzykowskiego i A. Bogusławskiego. Mimo ich argumentacji, że w konkretnej sytuacji politycznej rząd Sikorskiego jest lepszy niż byłyby rządy PSL »Piast« w sojuszu z prawicą, znaczna większość klubu na wniosek posła G. Dubiela uchwaliła rezolucję, w której stwierdzono: „Klub PSL przyjmuje sprawozdanie prezesa Witosa z rokowań w kierunku utworzenia większości poselskiej w Sejmie do zatwierdzającej wiadomości. Klub upoważnia prezydium do sfinalizowania pertraktacji, dotyczącej większości sejmowej i rządu”.

Tworzyła się nowa większość sejmowa niechętna Marszałkowi Piłsudskiemu. Jego zwolennicy w dniach 10 i 17 czerwca 1923 roku zwołali wielotysięczne wiece w kinie „Palace”, w których uczestniczyli przedstawiciele różnych ugrupowań, m.in. Limanowski, Jaworowski, Hołówko, Thugutt, Nocznicki, Kościałkowski, Miedziński, Śliwiński, Downarowicz, Paschalski. Obecny był również Antoni Anusz.

Zbliżał się trudny czas dla Józefa Piłsudskiego. W systemie politycznym kraju zaczęło brakować dla niego miejsca. Postanowił odejść do Sulejówka, w którym zamieszkał wraz z rodziną.

2 lipca 1923 roku Józef Piłsudski na posiedzeniu Ścisłej Rady Wojennej zrzekł się jej przewodnictwa. Od tego dnia Piłsudski przestał pełnić jakąkolwiek oficjalną funkcję w państwie. Z tego powodu jego najbliżsi współpracownicy wydali w dniu 3 lipca 1923 roku bankiet, który przy udziale przeszło dwustu osób odbył się w Sali Malinowej hotelu Bristol.

Wśród gospodarzy wieczoru był Antoni Anusz, jako pierwszy wygłosił przemówienie, w którym dramatycznie pytał Józefa Piłsudskiego dlaczego opuścił wszystkie stanowiska w państwie.

Obecny na tym przyjęciu Felicjan Sławoj Składkowski wspominał: „Wszyscy, liczący wtedy powyżej dwustu, a dzisiaj nieliczni już uczestnicy pożegnania pamiętają to przejmujące rozstanie. Pięknie błyszczą rzęsiste światła odbite w posadzce, lustrach, szkłach zastawy stołowej w Malinowej Sali hotelu Bristol. Zbieramy się licznie na długo przed zapowiedzianą godziną ósmą. Fotele i krzesła stoją tylko wzdłuż stołu prezydialnego, dla Komendanta i starszyzny. Poza tym każdy batalion ma swój obficie zastawiony stół, wokoło którego grupuje się na stojąco. Znawcy i miłośnicy robią zawsze przegląd baterii wódek i win ustawionych na stołach. Niektórzy mędrcy, wielcy zaprzysiężeni, besserwisserczycy, usiłują wytłumaczyć ciężką decyzję komendanta jako niezwykle szczęśliwą i przewidzianą przez nich, ale wkrótce milkną pod szyderczymi spojrzeniami i nieprzychylnymi uwagami wściekłych kolegów. Jedyna pociecha, że znów jesteśmy razem. Pierwszy to raz po włóczędze legionowej, więzieniach i zawierusze wojennej mamy zobaczyć Komendanta w zacisznej sali, przy blasku świateł, białości obrusów i błysku zastawy stołowej. Koleżeński gwar zamiera, nawet już ucichł, gdy do sali wchodzi Komendant w towarzystwie szefa Sosnkowskiego i starszyzny generalskiej. Komendant jest w kurtce strzeleckiej, blady ale pogodny i trzyma się prosto. W ciszy powoli zajął miejsce w fotelu stojącym pośrodku stołu prezydialnego. Było to nagłym potężnym hasłem dla najbardziej ochoczych i najwaleczniejszych do przypuszczenia szturmu na nęcące batalionowe stoły. Oczywista nikt tu nie rzuca się, uchowaj Boże, egoistycznie i w pojedynkę. Już odżyły dawne sitwy kompanijne, już w barwnych opowiadaniach każdy batalion staje się najwaleczniejszy”.

Obecny tam również pisarz Melchior Wańkowicz pisał: „Wtedy wstał Piłsudski. Obserwowałem go kilka razy w okolicznościach nieurzędowych. Na rautach koło jego fotela zwykła się zbierać gromadka słuchających i wówczas wytwarzała się atmosfera pogawędki (monologu) w szlacheckim dworku. Był to w każdym calu szlachcic dawnej daty, o soczystym, ciepłym sposobie bycia, gawędziarz znakomity. Jeśli dodam do tego chwilę, w której miał porzucić to, co sam stworzył, zrozumiemy, jak pełen napięcia był ten wieczór w Malinowej Sali.

 Piłsudski w szarym mundurze, jakże inny od dyktatorów obwieszonych orderami (po sobiepańsku zachował zwyczaj noszenia maciejówki, kiedy wojskowym nakryciem głowy była rogatywka), mówił do zebranych najbliższych współpracowników, jak to obrzucono go błotem, przy czym zrobił gest obrażenia i jakby zgarniał z munduru plwociny »zaplutych karłów«.

 »Z okna pierwszego piętra w sztabie patrzyłem na ogrodzenie na placu Saskim, gdzie ustawiono cokół. Książę Poniatowski zdjęty z konia, leżał twarzą w błocie i mówiłem sobie: obu nam przyszło być utarzanym w błocie «.

 Styl pobarokowy Piłsudskiego w mowie i piśmie nieraz niepokoił, nieraz odstręczał, kiedy mówił o przeciwnikach, ale nieraz, jak w książce o powstaniu 1863 r. o znaczeniu pieczątki narodowej rządu powstańczego – wzruszał.

 Teraz to taka właśnie była chwila – wzruszenia. Nie zwracaliśmy uwagi na metafory z zaplutymi karłami, na egotyzm per kolego z księciem Józefem. Stała przed nami tragedia człowieka, który opanowawszy władzę, nie ustąpił zamachom np. 6 stycznia 1919 (kiedy zamachowca ks. Sapiehę, zrobił wspaniałomyślnie ambasadorem w Londynie); a teraz dobrowolnie ustępuje”. W innym miejscu dodał: „Anusz i Moraczewski mówili, jak to oni: prosto, uczciwie i ciasno”.

Józef Piłsudski powiedział między innymi: „Na rzucone mi tu przez Pana Anusza pytanie, który nie żegnając się ani witając, z niepokojem pyta, dlaczego ten nieodłączny pracownik państwa polskiego, którego niegdyś na wysokie regiony wzniesiono, ozdobiony tak wielkim imieniem i zaszczytami, dlaczego on opuszcza swoje stanowisko – odpowiem wprost: Szanuję swoją historię, szanuję ją dla siebie, szanuję ją dla dzieci. Szanuję ją dla przyszłych historyków, którzy by także w twarz mi napluli, gdybym razem z potwornymi karłami, którzy mnie obniżyć chcieli – pracował.

 Decyzja moja była bezpowrotna. Karły próbowały w ostatnim czasie zmienić swoje grymasy na uśmiech szczęścia z powodu spotkania mnie w tym czy innym miejscu. Zastanawiałem się, moi panowie, nad swymi czynami, nad wartością mojej pracy, nad tym co zrobiłem i czegom nie zrobił. Nie będę mówił i nie będę sobie przypisywał większych zasług, niż te, które mi świat przypisuje. Jeżeli mówią o mnie, że z narodem polskim rady sobie nie dałem – to przecież żadna krytyka, żadna śmiałość nie sięgnie po moje laury wojskowe. Okryłem chwałą oręż polski. Dałem w pierwszych dniach życia polskiego zwycięstwa tak błyskotliwe, tak nieznane, tak gdzieś w zamierzchłej przeszłości słyszane, że dotąd tą sławą pierś żołnierska się koi. Doprowadziłem do zwycięstwa nad nieprzyjacielem, przed którym inni drżeli. Dlatego też zwróciłem się natychmiast po złożeniu urzędu najwyższego do pracy wojskowej. Zdolności, temperament, doświadczenie nabyte dawały mi łatwość pracy, więcej – dawały mi łatwiejsze powietrze. Moi panowie, pracę tę opuściłem, opuściłem ją zupełnie. Wniosłem dymisję i prośbę o zwolnienie z wojska. Dlaczego? Obowiązek żołnierza jest trudny. We Francji armię nazywa się »grande muette « – wielkim niemową. Wojsko milczeć musi i nieraz, panowie, swobodnie używający języka, nie wiecie, jak ciężko nieraz bywa oficerowi i żołnierzowi w kraju, gdzie tak swobodnie języki w buziach się plączą, być tylko niemym świadkiem tego, co się dzieje, ściskać w sobie serce, myśl pracującą, aby się na zewnątrz nie wydobyła, zamknąć siebie. Ostrożnie, panowie, z tym instrumentem, ostrożnie, specjalnie z językami. Żołnierze należą do kasty obywateli bez praw, wtedy, kiedy wy pełnoprawni jesteście. Wszedłem do wojska, dając swą pracę – teraz opuszczam szeregi. Dlaczego?

 W tej samej chwili, gdy Belweder, miejsce zaszczytu, miejsce honoru Polski, opuściłem, wszedł tam inny człowiek, wybrany legalnie aktem uroczystym, podpisanym przez marszałka sejmu. Oddałem mu władzę zgodnie z Konstytucją. Na moje miejsce przyszedł dla reprezentacji narodu całego i wszedł na tę ścieżkę, którą ja po trosze przetorowałem, człowiek inny. Nie rozważam jego zalet ani wad, nie omawiam jego wartości. Człowiek ten, jak ja, został wyniesiony ponad innych, dobrowolnym aktem włożono na niego obowiązek, że ma być naszym przedstawicielem, ma w pieczy mieć nasz honor, naszą godność. Ta szajka, ta banda, która czepiała się mojego honoru, tu zechciała szukać krwi. Prezydent nasz zamordowany został po burdach ulicznych, obniżając wartość pracy reprezentacyjnej przez tych samych ludzi, którzy ongi w stosunku do pierwszego reprezentanta, wolnym aktem wybranego, tyle brudu, tyle potwornej, nienawiści wykazali. Teraz spełnili zbrodnię. Mord karany przez prawo. Moi panowie, jestem żołnierzem. Żołnierz powołany bywa do ciężkich obowiązków, nieraz sprzecznych ze swoim sumieniem, ze swoją myślą, z drogimi uczuciami. Gdybym sobie pomyślał na chwilę, że ja tych panów, jako żołnierz, bronić będę – zawahałem się w swoim sumieniu. A gdybym się raz zawahał, zdecydowałem, że żołnierzem być nie mogę. Podałem się do dymisji z wojska. To są, moi panowie, przyczyny i motywy, dla których służbę państwową opuszczam.

 Na zakończenie pozwólcie mi, Panowie, zrobić małą symbolistykę. Długi czas pracowałem w gmachu na Saskim placu, gdzie przechadzając się po wielkim gabinecie, rzucałem raz po raz okiem na ciemne, szare widoki Warszawy. I zawsze widziałem jakieś dziwne rzeczy – szarą płachtę, otaczającą jakąś dziwna postać. Naprzód szedł koń. Koń idący ku słońcu, przerywający parkan, za nim na czworakach pełzająca postać ludzką. Ten widok nieraz mnie śmieszył. …Ten widok bawił mnie swoją oryginalną konstrukcją rzeźbiarską. Gdzież tu jest myśl, gdzież tu jest idea, gdzie tu jest praca wielkiego artysty? Wielkie konisko, przerywające parkan, za nim z głową schowaną, jakby ze wstydu, na czworakach człowiek. To nasz Naczelny Wódz w przeszłości. Wrócił do kraju, szukał serca, szukał tego, czego dawno, dawno nie widział. Naczelny Wódz wojsk polskich, bo takim był książę Józef Poniatowski. Gdzież ten piękny ułan, gdzież jest ta postać wyśpiewana, wymalowana? Gdzie ona jest? Oddano mu hołd i sztandary przed nim powiewały, grzmiały armaty, jak nieraz w bitwach. Stanął i patrzy. Gdzie w wolnej Polsce naczelni wodzowie? Gdzie są moi koledzy? Ja zginąłem ongiś w błocie. Błoto przykryło mi oczy, błoto zasłoniło wzrok. Gdzie są oni? Na mnie pierwszego padł zaszczyt być Wodzem Naczelnym Polski. Ja hufce stawiałem, ja je rzucałem w bój. Na pomniku są słowa »Honor i Ojczyzna«. Szukasz honoru? Znajdziesz twego zastępcę także w błocie, w błocie rodzinnym! Błotem został napojony. Taki jest los naczelnych wodzów Polski bez honoru. Polski, których serce drgać nie umie. Panowie, ten symbol naczelnych wodzów Polski, z konieczności ginących w błocie, jest historią Polski dotychczasowej. Gdy patrzę na ten pomnik – mówię: I ja idę do błota. Szanowni panowie, tym symbolem chciałbym was pożegnać. Gdzie indziej w stosunku do reprezentantów państwa, nawet, gdy są nieuczciwi, ukrywa się to, czyni się wysiłki, by na reprezentancie plamy nie było, by błyszczał, jak tarcza. Gdzie indziej wódz naczelny, który zwyciężył, jest czczony, spotykają go honory i zaszczyty, bo przecież on państwo wyratował, przecież on ocalił od nieszczęścia wszystkich. U nas inaczej – wódz ma iść w błoto i tylko, gdy dostatecznie błota się napije, ma być godnym Polski. Proszę Panów, przywołując wam na pamięć te rzeczy, streszczając historię pięciu lat ubiegłych, nie chcę wcale wywołać efektu tragizmu. Chcę tylko stwierdzić, że to błoto jest i że ma ono powagę i znaczenie w Polsce. Chciałem stwierdzić, że jeżeli Polska w pierwszym okresie zdobyła się na naprawę Rzeczypospolitej, to potem powoli od naprawy do starych narowów powrót się zaczyna, i że, Panowie, wielkich wysiłków pracy trzeba, aby Polskę znowu na drogę naprawy wypchnąć. Nie oskarżam nikogo, nie jestem ani prokuratorem, ani sędzią śledczym – szukam jedynie prawdy. Co do siebie, panowie, prosząc o pamięć, proszę zatem o wielki, wielki odpoczynek, bym mógł łatwym powietrzem odetchnąć, bym mógł być takim wolnym i swobodnym, jak Panowie, tak wesołym, jak byli moi koledzy z I brygady, którzy mi największe zaszczyty swą pracą dali”.

Antoni Anusz cały czas utrzymywał kontakt z Marszałkiem, jednocześnie w swej publicystyce postulował powrót Józefa Piłsudskiego do czynnej polityki. To w tym czasie gorąco dyskutuje ze swoim przyjacielem pisarzem Stefanem Żeromskim, którego często gości w swoim domu, nad przesłaniem jego „Przedwiośnia”. 4 marca 1925 roku Stefan Żeromski napisał: „…oświadczam krótko, iż nigdy nie byłem zwolennikiem rewolucji, czyli mordowania ludzi przez ludzi z racji rzeczy, dóbr i pieniędzy – we wszystkich swych pismach, a w »Przedwiośniu« najdobitniej, potępiałem rzezie i kaźnie bolszewickie. Nikogo nie wzywałem na drogę komunizmu, lecz za pomocą tego utworu literackiego usiłowałem, o ile to jest możliwe, zabiec drogę komunizmowi, ostrzec, przerazić, odstraszyć. (…) Nie zrozumiano mej przypowieści (…). Koroną moich usiłowań stały się pochwalne artykuły w pismach moskiewskich, głoszące, iż przyłączyłem się do komunistów, po prostu i bez namysłu, jakbym się oto zapisał do cyklistów albo esperantystów. Nie, panowie władcy Moskwy i panowie sympatycy władców Moskwy”.

Lata 1923–1926 to w publicystyce Antoniego Anusza najpłodniejszy okres. To wtedy publikuje dwie swoje najbardziej znane książki: „Polska to wielka rzecz” i „O Wincentym Witosie”.

W tej drugiej stwierdza m.in., że: „Posunięcia Witosa przeciwko Piłsudskiemu są szczytem nielojalności politycznej”; zaś w jej podsumowaniu napisał: „Opinia publiczna, aby mogła być dostatecznie czujna, musi być należycie poinformowaną o pobudkach działania tego Polityka (Wincentego Witosa – A.A.), który na swych współobywateli patrzy jak szczupak na karasie”.

Wincenty Witos w swoich wspomnieniach, odnosząc się do tej książki, pisał: „Poseł Antoni Anusz, wybrany w powiecie radzymińskim, był uważany za murowany charakter i chodzącą uczciwość, której nigdy i w niczym podejrzewać nie wolno. Taką opinię nie dopuszczającą najmniejszej dyskusji wyrabiał mu p. Erdman. Z rozumu nie miałem go możności poznać, ale poznałem go z jego uczciwości i zmienności, gdy napisał o mnie książkę robiąc mnie w niej geniuszem, co najmniej równym Piłsudskiemu, a niedługo potem w innej książce zmieszał mnie zupełnie z błotem. A ja się ani jotę nie zmieniłem. Nie miałem tylko władzy i naraziłem się Piłsudskiemu”.

Jest to dla Antoniego Anusza trudny okres, w Sejmie jako zagorzały zwolennik Józefa Piłsudskiego ma z tego powodu wiele przykrości.

Powrót Józefa Piłsudskiego w maju 1926 roku do politycznej aktywności przyjmuje z entuzjazmem. Angażuje się bezpośrednio w działania Marszałka. Ignacy Daszyński w broszurze „W pierwszą rocznicę przewrotu majowego” pisał: „Z ludzi politycznych brali czynniejszy udział w zamachu, z chłopskich stronnictw posłowie Poniatowski, Miedziński, Anusz, Polakiewicz i inni. Z PPS współpracowali posłowie Arciszewski, Jaworowski, Kuryłowicz, Malinowski, Moraczewski, Prausowa, Śledziński, Ziemięcki, liczni kolejarze z redaktorem Kaczanowskim, członkowie organizacji okręgowej i podmiejskiej, a na prowincji – wszystkie organizacje polityczne PPS”.

Antoni Anusz w swej publicystyce tłumaczy decyzje o przewrocie politycznym dokonanym przez Józefa Piłsudskiego. Samemu Marszałkowi Piłsudskiemu poświęca kilka broszur. Formułuje tezę, że Piłsudski miał zdolność generowania nowych sytuacji decyzyjnych, będących przezwyciężeniem niekorzystnego splotu wydarzeń (w sierpniu 1914 roku i w maju 1926 roku). Dokonuje swoistej klasyfikacji umiejętności Marszałka. Jego zdaniem Komendant: 1) skutecznie leczy niemoc narodu, hartując jego wolę i „uzdatniając” go do skuteczniejszego działania; 2) uosabia przesłania polskiej literatury – „polot” z „Ody do młodości” Adama Mickiewicza oraz „mądrość i głębie” z Ressure eturis Zygmunta Krasińskiego; 3) jest mistrzem sztuki skutecznego działania, (…) umiejętności przezwyciężania największych trudności i przeszkód”; 4) stał się „kołem rozpędowym dla mobilizowania i uruchomienia sił i zasobów moralnych i materialnych narodu”; 5) potrafi zapanować nad chaosem koncepcyjnym, znajdując nowe i najlepsze drogi, którymi „najszybciej możemy dojść do siły państwa i pomyślności jego obywateli”.

Konsekwencją jego zaangażowania jest udział w tworzeniu związanego z Józefem Piłsudskim ugrupowania – Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. Jest wśród jego założycieli, jest pełnomocnikiem do budowy struktur w województwie warszawskim. Zostaje posłem z listy BBWR w wyborach do Sejmu w 1928 roku.

30 czerwca 1928 roku pierwszy zjazd Związku Sybiraków wybiera go na swojego prezesa. Pomimo pogarszającego się stanu zdrowia z powodu choroby serca Antoni Anusz pozostaje nadal w centrum wydarzeń politycznych. Kazimierz Świtalski, ówczesny premier, w swoim „Diariuszu” z 24 sierpnia 1929 roku zapisał notatkę z rozmowy odbytej w Spale z prezydentem Ignacym Mościckim: „W sposób najbardziej poufny, gdyż, jak sam mówił Prezydent, jest on związany słowem honoru, napomknął mi Prezydent, że prezes NIK Wróblewski nosi się z zamiarem zrezygnowania ze swego stanowiska. O motywach Prezydent nie mówił, prosząc tylko o to, by rozejrzeć się w personaliach i wyszukać jakiegoś człowieka, którego by można na to stanowisko wsadzić. Prezydent wspomniał o tym, że dawniej istniała koncepcja skierowania na to stanowisko Moraczewskiego względnie Anusza”.

22 listopada 1929 roku Antoni Anusz wchodzi w skład Sądu Obywatelskiego, który miał wyjaśnić zarzuty wobec Bogusława Miedzińskiego o wykorzystywanie środków publicznych do działalności politycznej sformułowane przez prasę narodową. Wydane kilka miesięcy później orzeczenie pozwoliło Miedzińskiemu kontynuować działalność publiczną. W sprawie „brzeskiej” zabrał głos publicznie w prasie stwierdzając, że: „Brześć jest kolejnym stadium walki Marszałka Piłsudskiego z duchem anarchii, wichrzycielstwa i prywaty, reprezentowanym przez oligarchów sejmowych”.

Przez cały czas stara się propagować myśl polityczną Józefa Piłsudskiego. Pisze artykuły do gazet, występuje w radiu. Kilka lat później stwierdzi: „z bólem trzeba wyznać, że społeczeństwo nie wyraża silnej dążności do bezpośredniego obcowania z umysłowością J. Piłsudskiego. Pisma Józefa Piłsudskiego nie wywołały takiego zainteresowania, jakiego się należało spodziewać, gdyby zewnętrznie szeroko praktykowany kult dla osoby Wodza Polski Wskrzeszonej naprawdę był głęboki i szczery”. W innym miejscu napisał: „Niepomiernie szybko rosną zastępy Piłsudczyków. Grozi nam to niebezpieczeństwem, że wkrótce z poza tłumu Piłsudczyków nie będziemy mogli dostrzec samego Piłsudskiego. Byłoby to prawdziwym nieszczęściem”.

Aktywnie działa w założonym w 1923 roku Instytucie Badania Najnowszej Historii Polski.

W pierwszej połowie lat 30. jako zastępca członka wchodzi w skład Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, której członkami byli ponadto: Bernard Chrzanowski, prof. Jan Kochanowski, gen. Aleksander Osiński, Władysław Raczkiewicz, gen Edward Śmigły-Rydz, gen. Kazimierz Sosnkowski, Wacław Sieroszewski, gen. Lucjan Żeligowski, a zastępcami członków: dr Aleksander Baczyński, Zofia Szlenkierówna i ks. Bp Wincenty Tymieniecki. Cały czas utrzymuje kontakt z Piłsudskim. W związku z pogarszającym się stanem zdrowia Marszałka rozmowy bezpośrednie zastępuje korespondencja. Jak wspomina mój ojciec Zbigniew – Antoni Anusz koresponduje poprzez jego córki. Listy przekazywał córkom Marszałka, czekając na nie przed szkołą, do której uczęszczały. I tak trwa ten ożywiony dialog, przerwany śmiercią Józefa Piłsudskiego w dniu 12 maja 1935 roku. Ojciec wspominał: „Pamiętam jak przez radio słuchaliśmy uroczystości pogrzebowych Marszałka. Ogromnie przeżyliśmy Jego śmier.”.

6 czerwca 1935 roku Prezydent Ignacy Mościcki powołał pod swoim kierownictwem Naczelny Komitet Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego, do którego zaprosił również Antoniego Anusza. Niemiecka uczona Heidi Hein-Kircher w opublikowanej w 2008 roku, w języku polskim książce Kult Piłsudskiego i jego znaczenie dla państwa polskiego 1926–1939 napisała: „Publikacje Anusza miały wielki udział w tworzeniu mitu Piłsudskiego”.

Antoni Anusz umiera kilka miesięcy później – 21 grudnia 1935 roku z powodu choroby serca, przeżywszy 51 lat. Po jego śmierci Bernard Singer, sprawozdawca parlamentarny, pisał: „Niedawno premier żegnał wiceprezesa Banku Rolnego, b. posła, b. prezesa Strzelca, znanego działacza i rzecznika obecnego reżymu, Antoniego Anusza. W nekrologach mówiono o prawości jego charakteru, podawano szczegóły jego walk z nieprawościami. Premier podkreślił również, że Anusz walczył ciągle o prawdę. Nie podano jednak pewnego szczegółu z jego życiorysu, nie napisano, dlaczego odszedł tak nagle jako wiceprezes Banku Rolnego. I dopiero po roku powołany został na stanowisko dyrektora w Towarzystwie Kredytowym Miejskim. Krążyły wówczas pogłoski, że Antoni Anusz, który walczył przed przewrotem majowym z nadużyciami zgłosił się z materiałem dowodowym po przewrocie do poważnych czynników i w odpowiedzi na swoje zarzuty zastał na stole swoim w urzędzie zawiadomienie o dymisji. Walczył o kontrolę, o zbadanie zarzutów przez niego postawionych. Co się stało z tym materiałem dowodowym, czy został przekazany właściwym instancjom, czy spojrzano na ów materiał? Być może znajduje się on w aktach NIK? (…) Gdy czytało się przeto przemówienie nad grobem Antoniego Anusza, odczuwano, że nie powiedziano wszystkiego, że nie dodano jednego szczegółu, iż zmarł mohikanin, który w łonie reżymu wołał na próżno o kontrolę publiczną.”

Antoni Anusz pochowany został na Cmentarzu Powązkowskim (K-4) i wymieniony na tablicy informacyjnej wśród działaczy niepodległościowych. Jego syn Andrzej Anusz ps. Tadeusz zginął, jako żołnierz „Baszty”, w czasie Powstania Warszawskiego 3 sierpnia 1944 roku (pochowany w kwaterze „Baszty” na warszawskich Powązkach). Wpis „Anusz Andrzej strzelec pseudonim »Tadeusz«” jest wyryty na Murze Pamięci w okalającym budynek Muzeum Powstania Warszawskiego Parku Wolności. Córka Maria Magdalena Anusz-Johnn, odznaczona za działalność konspiracyjną i walkę w Powstaniu Warszawskim Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari, zmarła w 1995 r. Żona Julia była czynnym działaczem konspiracyjnym w czasie okupacji na terenie Warszawy.

Pokolenie dzieci Antoniego Anusza to rówieśnicy mojego ojca Zbigniewa, również żołnierza Armii Krajowej ps. Topór. Mój ojciec wspominał: „Przysięgę składałem w połowie lutego 1941 roku. Pamiętam do dziś swoje wzruszenie przeżywane w mroźny, pełen śniegu i księżycowego blasku wieczór i swoją podniesioną rękę, wyciągniętą w stronę dalekich Pruszyńskich gwiazd. Miałem pełną świadomość tego, ze uczestniczę w sprawie wiecznej i świętej, że odtąd pasowany zostałem na żołnierza, którego obowiązkiem jest niewzruszona wierność i gotowość do walki. Przysięga ta stała się dla mnie najbardziej ważnym momentem w całej okupacji, a nawet do chwili obecnej. Zawsze uważałem ją za busolę na całe życie”.

Andrzej Anusz

Przypisy

[1] Anusz Franciszek, komisarz rządu na m. Warszawę w r. 1919, piłsudczyk, b. działacz prawicy PPS. Wsławił się masowymi aresztami działaczy rewolucyjnych, trzymanych „administracyjnie” w obozach i więzieniach bez śledztwa i sądu.

 [2] Snarski – komisarz defensywy.

[3] Kanarki – żandarmi. Przezwisko pochodzi od żółtego koloru otoków na czapkach żandarmskich.

Tekst został opublikowany w "Opinii nurtu niepodleglościowego" kwartalniku Ośrodka Mysli Niepodleglościowej nr 2, wiosna 2014.

Zdjęcie: Narodowe Archiwum Cyfrowe

logo rgb 0

Czytaj więcej...

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version