Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

23 Lut

Kostek-Biernacki - diabeł z Berezy?

  • Napisane przez  Redakcja

Kiedyś opowiadał mi, jak Komendant polecił mu zlikwidować jakiegoś szpiega, który dostał się w ręce pierwszej brygady. Kostek poprosił go o zwolnienie z tego polecenia, gdyż nie odpowiadało to jego powołaniu żołnierskiemu. Piłsudski odpowiedział: A gówno dla ojczyzny wozić, to nie łaska?

Wacław Biernacki urodził się 28 września 1884 roku w Lublinie. W 1895 roku jedenastoletni Wacek Biernacki rozdawał ulotki PPS wzywające do bojkotu wiernopoddańczej imprezy, zorganizowanej z okazji koronacji Mikołaja II. Aresztowany, nie wydał swoich kolegów i za karę nie został przyjęty do gimnazjum. W 1902 roku redagował w szkole nielegalny miesięcznik „Ogniwo”, a po demonstracji uczniowskiej w kwietniu 1902 roku, wyleciał z wilczym biletem z gimnazjum. Wyjechał z Lublina i przeszedł przez zieloną granicę do Galicji, gdzie w Brzeżanach zdał maturę, a następnie przez dwa lata studiował medycynę na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie.

W styczniu 1905 roku poznał Józefa Piłsudskiego, który wciągnął go do Organizacji Bojowej PPS, nadając mu pseudonim partyjny „Konstanty”, który w skróconej formie – „Kostek” – przylgnął do niego na całe życie. "O ile ujęty byłem bardzo osobą Komendanta, o tyle mocno ochłodziły mnie jego słowa: »Wy pewnie myślicie, że teraz idzie się ze strzelbą do lasu, ale tak nie jest. Teraz idzie się na ulicę« (...) Jestem pewien, że gdyby nie dziwny osobisty wpływ, jaki »towarzysz Ziuk« wywierał na otoczenie, nie zgodziłbym się na pracę tak różną od ówczesnych pojęć moich o walce zbrojnej o niepodległość” - wspominał Biernacki w 1932 roku.       

Uczestniczył w akcjach bojowych w Warszawie, Płocku, Dąbrowie Górniczej i Lublinie. Kilkakrotnie aresztowany, w więzieniu na Zamku w Lublinie organizuje ucieczkę dwudziestoosobowej grupy, przekopem, który dwa miesiące drążą, przedostają się do lochów, stamtąd kanałami pod Starym Miastem wydostają się na wolność.

Po upadku rewolucji w Królestwie Polskim, w 1908 roku wyjeżdża do Francji, gdzie wstępuje do Legii Cudzoziemskiej.  W czasie rocznej służby w Algierii regularnie korespondował z Walerym Sławkiem, który ściągnął go z powrotem do Galicji. Kostek wszedł do Związku Walki Czynnej i Związku Strzeleckiego. W 1912 roku ukończył kurs oficerski ZWC.

6 sierpnia 1914 roku znalazł się w składzie pierwszej kompanii strzelców, która z Oleandrów wyruszyła do Kielc. Od października do grudnia 1914 roku Kostek był dowódcą legionowej żandarmerii, gdzie dorobił się ponurej sławy i przydomka „Kostek - Wieszatiel”. Faktycznie z pełną stanowczością rozprawiał się ze szpiegami rosyjskimi, pozostawionymi na terenach opuszczonych przez Rosjan.  "Kiedyś opowiadał mi, jak Komendant polecił mu zlikwidować jakiegoś szpiega, który dostał się w ręce pierwszej brygady. Kostek poprosił go o zwolnienie z tego polecenia, gdyż nie odpowiadało to jego powołaniu żołnierskiemu. Piłsudski odpowiedział: »A gówno dla ojczyzny wozić, to nie łaska?«" - napisał w pamiętnikach Michał Browiński. Ponadto jak wspominał Sławoj Składkowski: „W Pacanowie ludność na wieść o naszym przybyciu pozamykała wszystkie sklepy. Nie można było niczego dostać. Dopiero energiczna interwencja szefa żandarmerii, ob. Kostka, zmusiła wylękłych do otwarcia sklepików”.  Z drugiej jednak strony, Biernacki wprowadził ostrą dyscyplinę we własnych szeregach - jeden z żandarmów został stracony za gwałt na miejscowej kobiecie.

Po opuszczeniu stanowiska szefa żandarmerii, zostaje przydzielony do sztabu I Brygady, gdzie był kimś w rodzaju „kaowca”. Poza  Pieśnią o Wodzu miłym, do której muzykę napisał sierżant I Brygady Zygmunt Pomarański, redagował też pisemka dla żołnierzy.

W lipcu 1917 roku, po kryzysie przysięgowym, został internowany w Beniaminowie. Jak powiedział Komendant: "Szliście na pole bitew umierać za ojczyznę, teraz idźcie za nią do więzienia". W obozie Kostek wydaje gazetkę satyryczną pod tytułem "Sprzymierzeniec". Pisze i wystawia popularną wśród oficerów "Szopkę beniaminowską", prześmiewa w niej życie obozowe i niedawnych sojuszników – Austro-Węgry i Niemcy. Po odzyskaniu niepodległości wydaje ją z dedykacją "Ukochanemu Komendantowi".

U progu niepodległości Biernacki walczył z Ukraińcami o Lwów. W styczniu 1919 roku zostaje dowódcą batalionu zapasowego 22 pp i komendantem garnizonu w Siedlcach, któremu podlegały sądy doraźne dla ścigania nadużyć skarbowych. Po wojnie polsko-bolszewickiej awansuje do stopnia majora i zostaje zastępcą dowódcy 43 pp w Hoszczy nad Horyniem. Marian Romeyko tak zapamiętał pobyt Kostka w Dubnie: "W przeddzień imienin Piłsudskiego, 18 marca 1921 roku, Kostek zarządził »procesję« pułku po mieście. Na nosidłach, jak na Boże Ciało, niesiono portret Piłsudskiego, a za nim kroczyli oficerowie i szeregowi".

W listopadzie 1923 roku na krótko trafił do aresztu za udział w inspirowanej przez PPS krakowskiej rewolcie robotniczej. W regularnych walkach robotników z policją i wojskiem 6 listopada po obu stronach zginęło 31 osób, ponad 100 zostało rannych. Witos pisze we wspomnieniach, że socjalista Mieczysław Mastek "twierdził z całą stanowczością, że zamiarem Kostka-Biernackiego było objęcie rządów w Krakowie i urządzenie stamtąd marszu na Warszawę". Według aktu oskarżenia, Kostek doradzał oficerom – dowódcom mających pilnować porządku oddziałów wojska, „by najlepiej odmaszerowali z Plant, by nie występowali przeciwko tłumowi, gdyż ten oburzony jest jedynie na policję, a wojsku nic nie zrobi”. W efekcie oficerowie ci „w tym większą popadli bezradność i zachowali się wbrew przepisom”.  W kwietniu 1925 r. major Biernacki stanął przed sądem wojskowym, który uwolnił go z zarzutów.

Po przewrocie majowym ppłk Kostek-Biernacki został dowódcą 38. Pułku Piechoty Strzelców Lwowskich w Przemyślu, w 1929 r. został „pełnym” pułkownikiem. Kostek wziął udział w „najściu oficerów na sejm” – zbrojnej manifestacji -  31 października 1929 roku podczas otwarcia sesji budżetowej przyszło do  sejmu około stu oficerów, co było oczywistą formą zastraszania posłów. Marszałek sejmu Ignacy Daszyński powiedział Piłsudskiemu: „Pod bagnetami, karabinami i szablami izby ustawodawczej nie otworzę”, na co ten rzucił, wychodząc z jego gabinetu: „to dureń!”. Sejm powołał specjalną komisję do zbadania incydentu. Kostek miał zostać sądzony za te działania, jednak prac komisji nigdy nie doprowadzono do końca.

Dużo poważniejsze zadanie Kostek otrzymał rok później, gdy antyrządowy Centrolew wyznaczył na 14 września 1930 roku serię wieców w przeszło 20 polskich miastach. Dwa tygodnie wcześniej prezydent Ignacy Mościcki rozwiązał parlament, a w nocy z 9 na 10 września  aresztowano i osadzono w twierdzy brzeskiej 19 byłych (czyli niemających już immunitetu) posłów.  Dwa tygodnie później do Brześcia trafił także Wojciech Korfanty.  Komendantem twierdzy brzeskiej był wtedy Kostek, który otrzymuje polecenie: "mają poczuć, iż są w więzieniu, że nie mogą czuć się w Brześciu jak bohaterowie". Brzeskie więzienie do lekkich nie należało, obowiązywał w nim surowy wojskowy regulamin. "Kostek-Biernacki miał nie tylko decydujący wpływ na dobór współpracowników, ale »program« zajęć i udręczeń, jakim byli poddawani więźniowie, był w znacznym, jeżeli nie w wyłącznym stopniu jego dziełem" - opowiadał zdecydowany przeciwnik sanacji, przywódca Stronnictwa Pracy Karol Popiel w komunistycznym sądzie na procesie Kostka. Natomiast Wincenty Witos pisze, że go w Brześciu "nie bito, nie przeklinano, nie lżono, nie pchano do ciemnicy i nie zadawano żadnych specjalnych tortur". Kostek "rewizje odbywał zawsze w nocy, gdy już więźniowie zasnęli. Komiczne było świecenie przez niego latarką pod łóżko, na okno, próbowanie krat, oświecanie kubła". Witos przytacza również zasłyszaną wypowiedź Kostka o sobie. Miał powiedzieć o byłym premierze: "Wzięliśmy chama za mordę i jest spokój". Działacz PPS Adam Pragier tak charakteryzował Biernackiego: "Jako nasz gospodarz w więzieniu brzeskim jest jednym z rzadkich w Polsce przykładów właściwego człowieka na właściwym miejscu. Przy czym wcale nie jest głupi. Kostek po prostu wygłupia się, żeby nas nastraszyć".

Jak głosiła popularna wtedy wyliczanka:

Nad uczniem jest nauczyciel

Nad nauczycielem – dyrektor

Nad dyrektorem – minister

Nad ministrem – premier

Nad premierem – prezydent

Nad prezydentem – marszałek Piłsudski

Nad marszałkiem Piłsudskim – Bóg

Nad Bugiem – Brześć

A nad Brześciem – Kostek-Biernacki.

Piłsudczycy chętnie obciążali winą za Brześć wyłącznie Kostka, choć sam Piłsudski, przemawiając na posiedzeniu Rady Ministrów we wrześniu 1930 r. przyznał: "Co do mnie, to też przygotowałem część tej pracy, bo chcę, by byli karani". I ostrzegał: "Ta bezkarność tego bydła przeklętego psuje całe państwo. Zastrzelę ich jak psów, gdy sądy nie osądzą". Kostka zaczęto nawet bojkotować towarzysko. Podobno na jednej z herbatek w Belwederze w 1931 roku Piłsudski witał gości ustawiwszy obok siebie Kostka i pilnował, by wszyscy goście przywitali się z nim. Ujął się za Kostkiem również Walery Sławek, prawa ręka Piłsudskiego: "Zbadałem sprawę i stwierdzam, że sadyzmu i znęcania nie było. Próbujecie oczernić oficerów, którzy chwalebniejszą niż wy mają przeszłość" - mówił w Sejmie.

Przeniesiony do rezerwy Kostek-Biernacki został 1 lipca 1931 roku wojewodą nowogródzkim, a 8 września 1932 roku – poleskim. Na tym stanowisku pozostał do wybuchu wojny. Najważniejszym jego zadaniem było utrzymanie porządku i bezpieczeństwo wewnętrznego, w tym walka z wywrotową robotą komunistyczną. Na odprawie starostów woj. poleskiego 14 lutego 1936 roku podkreślał: „Pierwszym zadaniem władz administracji ogólnej jest utrzymanie bezpieczeństwa (…). Przy tej sposobności zwraca uwagę P. Wojewoda na kwestię informatorów w terenie. Bez dobrej informacji nie może być mowy o akcji prewencyjnej i represyjnej. Informatorami nie mogą być tylko umundurowane ogniwa policji. Wiadomości właściwych trzeba szukać przez pracowników gminnych i osadników wojskowych”.

Kostek ostro przeciwstawiał się pobłażliwości polskich sądów wobec komunistów, a wręcz – jak sądził – brak właściwej reakcji na zagrożenie z ich strony. Usiłował zwracać na to uwagę Ministerstwu Sprawiedliwości i innym władzom. W piśmie do kuratora poleskiego okręgu szkolnego z 18 kwietnia 1933 roku żądał zwolnienia Józefa Zyskowskiego, nauczyciela szkoły powszechnej w Nowosiółkach, którego „stosunek  z komunistami może stać się w każdej chwili powodem do aresztowania go, co bardzo ujemnie wpłynąć musiałoby na powagę nauczycielstwa”.

Równocześnie jako wojewoda poleski dostrzegał istotne potrzeby tego najbiedniejszego w ówczesnej Polsce regionu i usiłował uzyskać pomoc dla ludności. W piśmie do Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych z 17 października 1933 roku żądał pomocy kredytowej dla dotkniętych przez powódź powiatów Stolin i Łuniniec: „Trudno mnie dzisiaj ująć możliwości położenia, jakie wytworzy się zimą, gdy zaczną padać setki krów i koni – częściowo z mojej winy, a chłopi będą oblegać starostę z prośbami o obiecaną pomoc. I to na samej granicy Państwa! Sąsiedzi nie omieszkają należycie wykorzystać położenie. I nie jest to mała rzecz, bo 60 tys. to w danych warunkach znacznie więcej niż 600 tys. na zachodzie Państwa”. Rzecz charakterystyczna, Kostek był wyczulony na wszelkie nieuczciwości – na przykład ze strony notariuszy – których ofiarą padali biedni polescy chłopi. Notariusz sporządzał umowę przedwstępną aktu kupna-sprzedaży, która była obarczona wadą prawną. Nieświadomy tego Poleszuk wpłacał zadatek, który oczywiście przepadał, bo transakcja nie dochodziła do skutku. Latem 1939 r. wojewoda „bombardował” ministerstwa: sprawiedliwości i spraw wewnętrznych pismami o tym oszukańczym procederze. MSW 4 sierpnia 1939 roku obiecało Kostkowi podjęcie środków zaradczych i zdyscyplinowanie notariuszy.

Jedną z najpilniejszych, ale i najdroższych (szacunkowy koszt wynosił 470 mln zł) potrzeb regionu stanowiła melioracja. Jej przeprowadzenie było bardzo utrudnione ze względu na stanowisko wojska, uznającego Polesie za centralny węzeł przyszłego frontu wschodniego na wypadek wojny z Rosją. Z tych  powodów w latach 1918–1936 zmeliorowano niespełna 60 tys. hektarów, czyli niecałe 4 % błot poleskich. Kostek-Biernacki krytykował też fakt, iż kredyt na melioracje udzielał Państwowy Bank Rolny, ale zarówno przygotowanie projektu, jak i same roboty musiało przeprowadzić Krajowe Towarzystwo Melioracyjne, którego bank był w 75 proc. udziałowcem. Skoro nie istniała inna możliwość melioracji, to i ceny były odpowiednio zawyżone. Wojewoda trafnie ocenił w 1933 roku ten instytucjonalny „przekręt”: „dla Polesia, a sądzę, że wszędzie, Krajowe Towarzystwo Melioracyjne jest zupełnie niepotrzebne. Gdyby nie było konieczności proszenia o kredyt w Państwowym Banku Rolnym – Towarzystwo za obecne swoje ceny nie otrzymałoby ani hektara ziemi dla przepracowania”.

"Jako wojewoda nowogródzki, potem poleski był nie tylko sprężysty, ale i sprawiedliwy dla ludności w tym sensie, że pilnował, aby urzędnicy nie krzywdzili ludności na własną rękę" - przyznaje, bardzo krytyczny wobec Kostka Stanisław Cat-Mackiewicz. Wojewoda lubił incognito odwiedzać starostwa, zaglądać na targi, wizytować gospodarstwa. Jak sam zapisał: "Przebierałem się po chłopsku i rozmawiałem szczerze z chłopami. Gdy przyjeżdżałem do wsi jako wojewoda, ustosunkowywano się do mnie wrogo lub uniżenie. Moją największą troską było zbliżenie ludności do Polski". Lubił niespodziewanie przeprowadzać inspekcje i kontrole urzędów. Tępił złodziei, aferzystów i komunistów. Tak więc w działalności Kostka-Biernackiego – włodarza Polesia – widać jego pepeesowską formację, czyli przywiązanie do elementarnych zasad sprawiedliwości społecznej

Przykładem „czarnej” legendy jest twierdzenie, że Kostek-Biernacki był „założycielem”, a nawet „komendantem” obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej. W rzeczywistości, gdy 15 czerwca 1934 roku Grzegorz Maciejko, pseudonim „Gonta”- terrorysta ukraiński (członek OUN), zastrzelił przy ulicy Foksal w Warszawie ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego, dwa dni później w Dzienniku Ustaw ogłoszono rozporządzenie prezydenta o utworzeniu w Berezie Kartuskiej w woj. poleskim „obozu izolacyjnego dla osób zagrażających bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu”. Główną „klientelą” obozu w Berezie byli nacjonaliści polscy i ukraińscy oraz komuniści. Pomysłodawcą całego przedsięwzięcia był ówczesny premier Leon Kozłowski, a Józef Piłsudski zgodził się na utworzenie obozu, mimo iż sam wielokrotnie wcześniej powtarzał, że „Polacy mają w sobie instynkt wolności. Ten instynkt ma wartość i ja tę wartość cenię. W Polsce nie można rządzić terrorem” . Z kolei wedle zapisu Wacława Jędrzejewicza, Marszałek miał powiedzieć: "Ja nic nie mam przeciw tej waszej czerezwyczajce, ja się na tę waszą czerezwyczajkę na rok zgodziłem". Kostek-Biernacki jako wojewoda nadzorował przygotowanie obozu, a później go wizytował, ale występował w roli urzędnika wykonującego polecenia władz centralnych.  Kostek nigdy nie był komendantem Berezy. Funkcję te początkowo sprawował Bolesław Greffner z Poznania, potem, od 1 grudnia 1934 roku, Józef Kamala- Kurhański, zastępca naczelnika carskiego  więzienia w Piotrkowie przed I wojną światową, czyli wtedy, gdy siedział w nim Kostek. Biernacki był wobec niego bardzo surowy, odnosił się do niego w sposób pogardliwy. Późniejsze wmawianie Kostkowi, że był komendantem Berezy to efekt czarnej legendy, którą zaczęły tworzyć mu przed wojną antysanacyjne elity.  Dziennikarka „Wiadomości Literackich” w reportażu z procesu komunistów z Kobrynia pod śródtytułem: „Jest już kat, czy go nie ma?” pisała: „…ktoś wie , że Kostek-Biernacki był w sądzie”. Niestety również Cat-Mackiewicz fałszywie przypisywał Kostkowi pełnienie funkcji komendanta Berezy. Propaganda komunistyczna szybko i ochoczo to podchwyciła.  I tak 1 kwietnia 1945 roku w „Szpilkach” Mieczysław Piotrowski w „żartobliwej” rubryce „Z ostatniej chwili” pisał: „(…) w dniu 1.4.1945 r. na tereny Polski zrzucony będzie desant powietrzny niektórych działaczy polskich zagranicą. (…) Kostek-Biernacki spadnie w Oświęcimiu, gdzie od razu założy obóz koncentracyjny”.

Po wybuchu wojny, 2 września 1939 roku Kostek-Biernacki otrzymał ministerialną nominację – został generalnym komisarzem cywilnym dla obszarów wojennych, któremu podlegało gros administracji. Granicę z Rumunią przekroczył 18 września pod Kutami i został internowany. W Rumunii przebywał w kilku ośrodkach internowania. Michał Browiński, też osadzony w obozie w Caracal, z jednej strony chwalił towarzysza niedoli: "Znawca i miłośnik średniowiecza, znawca starego języka polskiego. Czytał nam fragmenty niewykończonej jeszcze powieści o Bolesławie Śmiałym, zupełnie interesujące". Z drugiej krytykował: "Osobiście bardzo niesympatyczny. Miał w sobie jakiś starczy egoizm. Nigdy się z nikim niczym nie dzielił, niczym nikogo nie ugościł. Ulubioną jego potrawą była kiełbasa pokrajana w plasterki i zalana octem". Na koniec ogólnie stwierdzał: "Poza tym chętny do pogawędki. Nie czuło się w nim drapieżnego kiedyś człowieka".

Od końca 1943 roku  Kostek przebywał na wolnej stopie, miał szwajcarski paszport dyplomatyczny. Próbował dostać się do polskiego wojska na Zachodzie, ale władze polskie nie wyraziły zgody na jego przyjazd.

W kwietniu 1943 roku poległ w Warszawie podczas likwidacji volksdeutscha na ulicy Stalowej jedyny syn Kostka - Lesław Ryszard Biernacki, ps. „Romanowski”.  Należał do oddziału dywersyjnego prawicowej Konfederacji Narodu.

W marcu 1945 r. w nie wyjaśnionych okolicznościach Kostek-Biernacki został aresztowany w Rumunii, w której władzę przejęli już komuniści. "W kwietniu 1945 r. około dwudziestu Polaków miało być przewiezionych na Mokotów. Kostek-Biernacki stawiał opór czynny. Zabrano go przemocą" - zanotował Browiński.  „Słyszałam, że maczał w tym ręce Jerzy Borejsza. Ubrany w mundur NKWD przywiózł Kostka do Polski pociągiem na Dworzec Główny i przekazał swojemu bratu Goldbergowi, czyli Różańskiemu” - opowiadała Krystyna Banasik, która pracowała z żoną Biernackiego, Anną w Związku Literatów Polskich.
Wedle innej wersji został przywieziony samolotem: „przyleciał po niego samolot z polskimi znakami, przywitano go gorąco. W drodze przekonał się, że lecą nie na Zachód, jak sądził, lecz do Polski” - mówił Kazimierz Augustowski, który na Rakowieckiej siedział w jednej celi z Kostkiem.

Formalnie 9 listopada zostaje aresztowany, a 11 listopada 1945 rok zaczyna figurować w dokumentach aresztu karno-śledczego Warszawa I.

Reżimowy "Express Wieczorny" z 22 lipca 1946 roku wołał na czołówce: "Kat Brześcia za kratami Mokotowa". Natomiast  21 września 1946 roku ukazała się informacja: "Kostek za dwa tygodnie stanie przed sądem". Wedle scenariusza władz komunistycznych - "Kostek-Biernacki postawiony będzie pod pręgierzem nie tylko jako indywidualna jednostka, ale (...) będzie sądzony system rządzenia, którego był wyrazicielem, jako klasyczny reprezentant faszystowskiego reżimu".  Były wojewoda miał odpowiadać z dekretu z 22 stycznia 1946 roku za zdradę Narodu Polskiego.

W aktach śledczych zapisano: "Współorganizator i faktyczny przełożony obozu w Berezie Kartuskiej opracował osobiście jego regulamin, nadzorował go i wpływał bezpośrednio na służbę obozu w kierunku jeszcze większego zaostrzenia reżimu obozowego. Oskarżony w czasie swoich inspekcji niejednokrotnie sam brał udział w znęcaniu się nad więźniami". Oskarżenie Kostka było tak skonstruowane, żeby wykazać, że przez całe życie,  był elementem wrogim i szkodliwym. I tak, tępi śledczy, nadzorowani przez znanego ze służalczości wobec "ludowej" władzy - Władysława Dymanta, wicedyrektora Departamentu Specjalnego Prokuratury Generalnej (tego samego, który zarządził sądzenie gen. Augusta Emila Fieldorfa przy drzwiach zamkniętych) - wymienili: "agenturalną" działalność w PPS - na usługach wywiadu austriackiego, okrucieństwo piłsudczykowskiego żandarma, przynależność do "elitarnej kliki legionowej" i "mafii Parasol", komendanturę Brześcia, no i przede wszystkim wspomnianą już Berezę. Jako świadków powołano m.in. dawnych kolegów z Legionów - gen. Leona Berbeckiego i ppor. Mariana Robaka-Raczyńskiego oraz przedwojennych posłów - Karola Popiela i Władysława Kiernika.

Do pokazowego procesu, w którym nowa "demokratyczna" władza chciała pokazać zbrodniczość przedwojennej sanacji, jednak nie doszło. Akt oskarżenia upadł właśnie ze względu na Berezę - komunie nie udało się znaleźć wystarczających dowodów i świadków przestępstw Kostka w tym najgorszym z możliwych obozów. Osądzenie go za Brześć okazałoby się niewłaściwe, gdyż działacze przedwojennego SL i przedwojennej PPS byli wtedy uważani za „wrogów ludu”. Także wątek Berezy mógłby okazać się niekorzystny dla komunistów. Jeden z policjantów, odbywających służbę w Berezie, który był świadkiem w śledztwie, zeznał: „My nie wywieraliśmy żadnego wpływu na więźniów, by podpisywali tzw. deklaracje wierności, czasami tylko tłumaczyliśmy, że jak napisze taką deklarację, to go zwolnią. Istotnie często nawet po jednym dniu po wypisaniu takiej deklaracji zostawał zwolniony. Żadnych nagród za to nie dostawaliśmy”. Innymi słowy, jeśli „bereziacy” podpisywali lojalki, to mogłoby się okazać, że kapepowcy również, a zatem sprawa niekoniecznie nadawała się na proces pokazowy. Wśród bardziej znanych po wojnie „bereziaków” byli: jeden z przywódców PPR/PZPR Roman Zambrowski, komendant MO, wiceminister bezpieczeństwa Franciszek Jóźwiak, szef Głównego Zarządu Politycznego generał Kazimierz „Gazrurka” Witaszewski.

Na nowy proces musiał czekać następnych siedem lat. Jako "faszyście" zapewniono mu nie byle jakie towarzystwo - siedział w jednej celi z Erichem Kochem, komisarzem Rzeszy dla Ukrainy, skazanym w Polsce na karę śmierci za zbrodnie wojenne.
„Psychicznie trzymał się dobrze - wspominał Kazimierz Augustowski. - Był towarzyski, czasami nawet dowcipkował. Opowiadał nam o Legionach, Algierii, swoim przywiązaniu do Marszałka. Nigdy nie pozwolił powiedzieć o nim złego słowa. Kiedyś Różański miał obchód, jako starszy celi krzyknąłem: . Kostek, udając, że nie słyszy, nie ruszył się z miejsca”. Wedle ciekawej relacji współwięźnia, przedwojennego komunisty, a po wojnie oficera MO Józefa Marchwińskiego, który spotkał się z nim na przełomie lat 1949–1950, zdaniem Kostka: „niewybaczalnym błędem był udział Polski w najeździe Niemiec na Czechosłowację w 1938 r. i zajęcie Śląska Cieszyńskiego. Twierdził, że należało wspólnie z Czechosłowacją stawić czoła Hitlerowi (…). Mówił mi, że należało dać Ukraińcom na terenach, gdzie stanowili większość, prawa autonomiczne w ramach Państwa Polskiego. Na skutek błędnej polityki mieliśmy Ukraińców przeciwko sobie. Mówił, że była to niewybaczalna ślepota, skoro graniczyliśmy z wcieloną do Sowietów, przewyższającą nas liczebnie Ukrainą. Mieliśmy więc wrogów po obu stronach granicy”. Inny współwięzień, o. Tomasz Rostworowski napisał o Kostku: „Siedział już od sześciu lat w więzieniu, cały czas w śledztwie, ale na przesłuchania nie brano go prawie wcale, bo też wcale nie chciał nic mówić. Czuł, że w więzieniu władze chcą mu odebrać zdrowie i życie, a żyć chciał koniecznie.”

10 kwietnia 1953 roku Wacław Kostek-Biernacki stanął przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie. Podczas tajnej rozprawy, której przewodniczył "zasłużony" sędzia Henryk Kempisty, Biernacki do winy się nie przyznał: "akt oskarżenia jest wielką nieprawdą"- zdecydowanie stwierdził, a stawiane zarzuty to "fantazja autora aktu oskarżenia", "w protokołach oficera śledczego są włożone mi w usta nonsensy, bo wtedy cierpiałem na bezsenność i podpisując byłem na wpół świadomy". Mimo to 14 kwietnia 1953 roku skazano go na karę śmierci "za tłumienie ruchu rewolucyjnego, faszyzowanie kraju, szkalowanie i zohydzanie Związku Radzieckiego".  W uzasadnieniu wyroku napisano m.in.: "Od września 1931 roku do 31 sierpnia 1939 roku w związku z wykonywaniem urzędu wojewody nowogródzkiego i poleskiego, realizując politykę sanacyjnego rządu faszystowskiego dławienia rewolucyjnego ruchu mas pracujących miast i wsi oraz wynaradawiania ludności ukraińskiej i białoruskiej, działał na szkodę Narodu Polskiego".

7 sierpnia 1953 roku Sąd Najwyższy "łaskawie" zamienił mu karę na 10 lat więzienia, z zaliczeniem aresztu śledczego. Biernacki był już wówczas bardzo chory, miał miażdżycę, chorobę wieńcową, rozedmę płuc, padaczkę. Komisja lekarska w styczniu 1955 r. stwierdziła: "Ogólny stan zdrowia ulega stałemu pogorszeniu, nie rokuje zupełnie poprawy oraz zagraża życiu". Kazimierz Augustowski, towarzysz Kostka z celi, wspominał: „ Raz na kwartał na widzenia przychodziła żona. Kontakt jednak mieli utrudniony - on był prawie głuchy, ona niedowidząca”.

"Mój mąż od dawna nie może poruszać się o własnych siłach. Na ostatnim widzeniu odniosłam wrażenie, że mąż jest umierający i że przy swoich 71 latach nie przetrzyma tych kilku miesięcy, które mu zostały do odcierpienia" - pisała Anna Biernacka do Rady Państwa w lipcu 1955 r. Sama żyła w nędzy, wielokrotnie była wyrzucana z pracy. Zmarła w Warszawie w grudniu 1972 r. W końcu władza ludowa ulitowała się nad "faszystą". 9 listopada 1955 roku, czyli dokładnie w 10 lat po formalnym aresztowaniu,  Wacław Kostek-Biernacki został warunkowo zwolniony z więzienia. Z Rakowieckiej do małego pokoiku na ul. Mokotowskiej, gdzie mieszkała jego żona, przewieziono go karetką pogotowia.  Komuniści doskonale wiedzieli, że mogą wypuścić wroga, przedstawiciela znienawidzonego reżimu piłsudczykowskiego, bo jest już całkowicie nieszkodliwy. Natomiast jego śmierć w więzieniu byłaby nie na rękę władzom komunistycznym "Diabeł z Berezy" zmarł 25 maja 1957 r. Został pochowany na starym cmentarzu w Grójcu, w grobie rodzinnym.
"I obok naturalnego wstrętu do śmierci, uczuwam jasną radość, że odchodzę i że nigdy już nie będzie mnie dręczyć nieznośny widok cierpień żyjących istot" - napisał Wacław Kostek-Biernacki w jednej ze swoich powieści "Diabeł zwycięzca".

Polska Ludowa wyrządziła mu jeszcze inną krzywdę. Kostek miał talent literacki, poza wspomnianą poezją legionową napisał  w 1931 roku publicystyczny zbiór Diabeł zwycięzca i rok później Strasznego gościa. To sześć napisanych piękną kresową polszczyzną opowiadań, w których narratorem jest stary chłop Kostia.  Należy zgodzić się z prof. Andrzejem Nowakiem, który napisał: „Rozbuchaniem wyobraźni i umiejętnością budowania gęstej atmosfery przypominająca Gogolowskiego „Wija” czy „Wieczory na futorze koło Dikańki”. Mistrzostwo stylizacji „Strasznego gościa" ma innego jeszcze patrona i wzór: „Pamiątki Soplicy” Henryka Rzewuskiego, które utrwaliły w naszej literaturze język i mentalność XVIII-wiecznej szlachty.” Tymczasem Kostek-Biernacki patrzy na świat oczami poleskiego chłopa, używa jego niepowtarzalnych metafor. Ot, choćby takich: „Znam własne serce, jak pop nasz żonę Aleksieja starosty". Albo w rozważaniach o zauroczeniu „babskim rodzajem”: „Dałże Bóg rodzajowi babskiemu siłę taką, jakby komu dobremu! Patrzysz na nią: cud chyba, serce ci mięknie jak kartofel upieczony, zdaje ci się, że to coś jak nie człowiek, jakby święty anioł, przed którym choć na kolana padaj, to znów jakby przysmak jakiś nadziemski, a w nim samo najwyższe szczęście twoje siedzi i rozkosz tajemnicza, niezmierna. A w rzeczy samej: baba! Napycha brzuch kapuśniakiem, jak i ty, w nocy chrapie przez nos, wódkę pije i jak upije się, to śpiewa nieprzyzwoite piosenki. Tylko, że włosy ma długie, gębę bez wąsów i ciało według tej potrzeby, na co ją Bóg stworzył z żebra Adamowego”.

Rozsiane na każdej niemal stronie tej książki takie „zapisy" czynią z opowiadań Kostka-Biernackiego cudowną rozrywkę i historyczno-etnograficzne świadectwo odchodzącej mentalności. Obrazy zderzenia tego świata z nowoczesnym światem miasta albo z nowoczesnym nacjonalizmem: polskim i ukraińskim, które walczą o duszę kresowego chłopa  – to lektura wręcz obowiązkowa dla badaczy dziejów społecznych Europy Wschodniej. „Ojczyzna to pańska rzecz albo urzędnicza (...) Chłop służy ziemi swojej rodzonej, a wielcy mocarze przychodzą z boku i nakrywają go ojczyzną jak wróbla czapką” – za tę metaforę Kostek zasłużył na trwałe miejsce w historii pojęcia narodu i ojczyzny.

1 października 1951 r. Centralny Zarząd Bibliotek Ministerstwa Kultury i Sztuki nakazał niezwłoczne wycofanie wszystkich utworów Kostka-Biernackiego, skazując go na zapomnienie. Wznowione w 2006 roku to arcydzieło polskiej prozy, przeszło niezauważone.

 

Godziemba

Wybrana literatura:

 S. Składkowski -  Moja służba w Brygadzie. Pamiętnik polowy,

P. Cichoracki -  Polesie nieidylliczne

P. Cichoracki – Droga ku anatemie. Wacław Kostek-Biernacki 1884-1957

W. Biernacki – Diabeł zwycięzca

I. Polit -  Miejsce Odosobnienia w Berezie Kartuskiej

K. Świtalski - Diariusz 1919-1939

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 22 grudzień 2014 09:43

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version