Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

12 Lut

Stosunki polsko-włoskie historią pewnego wieńca pisane

  • Napisane przez  wieniawa85

Stosunki polsko-włoskie przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego układały się nader pomyślnie.  Częste wizyty przedstawicieli politycznych i wojskowych obu państw były na porządku dziennym. Konsekwentnie rządy sanacyjne przyjaźń polsko-włoską pielęgnowały do ostatnich dni Drugiej Rzeczpospolitej. Ostatnia wizyta w Warszawie włoskiego przedstawiciela na szczeblu rządowym miała miejsce w lutym 1939 roku. Ówczesny minister spraw zagranicznych Włoch hr. G. Ciano wraz ze swą małżonką Eddą wizytował w stolicy Polski w dniach 24 lutego - 1 marca 1939 roku. Obok państwa Ciano, obecni byli również wysocy ranką przedstawiciele włoskiego MSZ i wojska. Podczas wizyty nie obyło się bez skandalu. W czasie przejazdu państwa Ciano przed ambasadą niemiecką, warszawska młodzież akademicka zorganizowała antyniemieckie manifestacje, podczas których wyleciało z okien kilka szyb. Z wizytą Ciano wiąze się  epizod, który mógł się zakończyć nie lada kompromitacją, związaną z uroczystością złożenia przez przedstawicieli włoskich wieńca przed Grobem Nieznanego Żołnierza - 25 lutego 1939 roku.

 pic_1-d-1990-6

 www.nac.gov.pl

 

pic_1-d-1990-7

www.nac.gov.pl

 Owa historia pewnego wieńca, który napsuła sporo krwi polskim dyplomatom rozpoczęła się kilka godzin przed uroczystościami. Barwnie te wydarzenia opisał J. Meysztowicz w swoich wspomnieniach pt. Czas przeszły dokonany. Wspomnienia ze służby w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w latach 1932-1939. Meysztowicz jako jeden z odpowiedzialnych za organizację imprezy i opiekę nad włoskimi gośćmi wraz z polskimi pracownikami MSZ oczekiwał na uroczystości w Hotelu Europejskim spożywając obiad. Ową sielankową atmosferę przerwał naglę dyrektor włoskiego protokołu dyplomatycznego, hr. Vittorio Emanuelo Bonarelli di Castel Bompiano, który wpadł do hotelu spanikowany pytając Meysztowicza i jego świtę:

-„Czy panowie wiedzą, gdzie jest wieniec ?

-Wieniec? Jaki wieniec? Ależ oczywiście, wieniec…

- Wieniec! Na Boga! Wieniec!

- Gdzie jest wieniec? – porwaliśmy się na równe nogi”.

Okazało się, że metrowej średnicy z pięknych kwiatów zrobiony w Rzymie wieniec, który miał spocząć przed Grobem Nieznanego Żołnierza zginął. Po krótkim śledztwie wyszło na jaw, że skrzynia ze zgubą znajduje się w magazynie celnym na Służewcu. Po kilku telefonach poczynionych przez młodego Meysztowicza okazało się, że magazyn na Służewcu jest już zamknięty, i by nie doprowadzić do skandalu postanowiono naprędce zorganizować jakiś wieniec zastępczy. W tym celu Meysztowicz, zachowując zimną krew, natychmiast udał się do pobliskiej kwiaciarni przy ul. Ossolińskich. Warto w tym momencie oddać głos Meysztowiczowi, który w dość żartobliwy, ale na tamten moment dramatyczny, sposób opisał w swoich wspomnieniach wydarzenia w kwiaciarni:

„Czy ma pani jakiś duży gotowy wieniec? Dla Nieznanego Żołnierza. Dla Ciano. Dla zięcia Mussoliniego. Tylko zaraz. Natychmiast. Niech kosztuje co chce.

Owszem miała jeden gotowy wieniec. Był nie większy od średniej miednicy. W dwóch słowach odmalowałem właścicielce kwiaciarni całą grozę sytuacji. Załamała ręce bezradnie.

- Ależ proszę pani, my mamy jeden duży gotowy wieniec… tylko że używany…

- odezwał się w tej chwili może czternastoletni chłopak, którego funkcją było roznoszenie bukietów po domach.

-Gdzie?

- A w piwnicy – i wskazał czarną otchłań pod schodkami w głębi sklepu.

Istotnie, na kupie węgla leżał zwiędnięty i zeschły wieniec wcale pokaźnych rozmiarów. Nie wiedziałem, że wieńce sporządza się na specjalnie przeznaczonych do tego celu drewnianych krzyżakach. Wieniec nasz przeleżał się na czyimś grobie”.

Właścicielka kwiaciarni doprowadziła wieniec do używalności wkładając żywe kwiaty. Meysztowicz również nalegał na zorganizowanie jeszcze szarf o barwach włoskich. Kwiaciarka wpadła na pomysł, aby do biało-czerwonej tkaniny jaką posiadała doczepić wycięty zielony pas materiału, który zdobił okna kwiaciarni. Meysztowicz oceniając wygląd szarf stwierdził :

„Niestety takie zaimprowizowane szarfy wyglądało zdecydowanie szmatławo”

Mimo wszystko udało się na szybko zorganizować wieniec i przekazać na placu włoskiemu dyrektorowi protokołu dyplomatycznego. Meysztowicz wspominał, że w trakcie wyciągania wieńca z auta poodpadało kilka kwiatków i obawiano się czy  wytrzyma moment złożenia go pod pomnikiem. Udało się jeszcze włoskim oficerom zamienić szarfy na bardziej estetyczne.  Wieniec mieli nieść attaché wojskowy i jego zastępca, a za nimi podążać miał hr. Ciano. Meysztowicz jeszcze poinstruował i przestrzegł włoskich oficerów, aby uważali na podróbkę:

-„Panie pułkowniku, radzę nieść wieniec ostrożnie i trzymać także od tyłu. Bo inaczej może się rozlecieć.

Pułkownik spojrzał na mnie, jakbym dostał pomieszania zmysłów, ale w tej chwili hrabia Bonarelli di Castel Bompiano rzekł ostro po włoski:

- Niech pan pułkownik go słucha bo inaczej będę musiał popełnić samobójstwo”[1].

Ostatecznie uroczystość odbyła się bez żadnych zakłóceń, jedynie warszawiacy podejrzewali, że coś jest nie tak z wieńcem. Pod wieczór udało się odnaleźć zgubę w magazynach na Służewcu i po cichu podmienić, ku uciesze warszawskich przechodniów i dobra stosunków polsko-włoskich.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

 

 

Bibliografia

J. Meysztowicz, Czas przeszły dokonany. Wspomnienia ze służby w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w latach 1932-1939, Kraków 1984.

Fotografie: logo rgb_0

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/100353/30b84eefaaca60615b57c9f497abae53/

 http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/100367/30b84eefaaca60615b57c9f497abae53

 


[1] J. Meysztowicz, Czas przeszły dokonany. Wspomnienia ze służby w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w latach 1932-1939, Kraków 1984, s. 176-179

Ostatnio zmieniany środa, 04 kwiecień 2012 18:15

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version