Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Z życia Franca Fiszera

Opowiadal ongiś znany warszawski malarz, grafik i karykaturzysta Jerzy Zaruba o swoim spotkaniu z Fiszerem gdzieś w okolicach ulicy Mazowieckiej. Rzecz działa się w porze obiadowej. "Dokąd idziesz?" - pyta Fiszer. "Na obiad" - odpowiada Zaruba. "Szcześliwy - mowi Fiszer - a ja już po obiedzie!".
Fiszer, siedząc na przedstawieniu "Wesela", półgłosem (a półgłos Fiszera to było jak współczesne solidne nagłośnienie) komentował, co widzi. Na uwagę jednego z widzów, że nie można przez to słuchać tekstu ze sceny, odparł: "Tego się nie słucha, to się zna".
Gdy młoda przyjaciółka pewnego literata zobaczyła Franca po raz pierwszy w życiu, zdumiona zapytała: „A ten pan to kto taki?” Na to Fiszer surowo odrzekł: „Jak to, pani mnie nie zna? Pani się nie uczyła nigdy katechizmu? Ja jestem Bóg Ojciec!
Fiszerowi "przyklejano" także nieprawdzie anegdoty jak n.p. tą, zamieszczoną w „Złotej księdze anegdot” Andrzeja i Remigiusza Pettynów. Czytamy tam o tym, co miał powiedzieć Fiszer na pogrzebie Leśmiana. A więc: nad grobem poety przemawia Kaden-Bandrowski. Swoje wystąpienie zakończył słowami: „Bądź zdrów, kolego!”. Na to Fiszer miał zawołać: „He, he, he, w tych katakumbach na pewno się przeziębi!”
Jak mawiał Franz Fiszer - "Nie można wymagać od wszystkich, aby nic nie robili, bo to najtrudniejsza rzecz na świecie".
Franc Fiszer w pewnej dyspucie, gdy już zabrakło mu argumentów, przygwoździł oponenta stwierdzeniem, że ma nad nim tę przewagę, iż nie czytał dyskutowanej książki.

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version