Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

 
Tematem niniejszego opracowania jest badanie wpływu Marszałka Józefa Piłsudskiego na unowocześnienie armii w Polsce w okresie od 1918 – 1939 roku. W dotychczasowej historiografii pozytywny wpływ Piłsudskiego na zaopatrzenie wojska w odpowiedni sprzęt bojowy i broń był zawsze negowany. W świetle poniższych ustaleń należy zrewidować rozpowszechniony sąd, że Piłsudski nie rozumiał potrzeby modernizacji armii polskiej i przystosowania jej do nowoczesnego pola walki, a co najmniej podjąć prace badawcze mające na celu potwierdzenie lub obalenie tez autora niniejszego opracowania.

Kiedy w latach 1898 – 99 przetoczyła się przez Wilno fala aresztowań członków Polskiej Partii Socjalistycznej, pojawiły się obawy o los drukarni „Robotnika” – organu prasowego PPS. Jego redaktorem był Józef Piłsudski, używający wówczas pseudonimu „Wiktor”. Spośród kilku miast, które spełniały warunki niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania drukarni, wybór padł na Łódź. Dobre połączenie kolejowe z Warszawą  oraz dość duża liczba mieszkańców gwarantowały sprawny kolportaż oraz zachowanie anonimowości.

Publicyści identyfikujący się z historyczną spuścizną po endecji mają zwyczaj polegający na rzucaniu na Józefa Piłsudskiego i jego obóz polityczny możliwie wielu oskarżeń. Oskarżenia te są niekiedy bezczelnie oszczercze, niekiedy zgoła zabawne, z reguły zaś niezbyt inteligentne.

Niektórzy spośród ich autorów swoje uprzedzenia usiłują (z miernymi na ogół efektami) przystrajać w szaty głębszej refleksji i w tym celu m.in. wykorzystują aparat pojęciowy teorii cywilizacji prof. Feliksa Konecznego (1862-1949). Twierdzą mianowicie, iż Marszałek Piłsudski szkodził Polsce, należącej do cywilizacji łacińskiej, ponieważ wcielał w niej w życie wzorce charakterystyczne dla cywilizacji turańskiej, która w znacznej mierze ukształtowała go (za pośrednictwem carskiej Rosji) jako polityka. Oskarżenie to o tyle odstaje od pozostałych, że jeśli pominąć prymitywną zazwyczaj formę artykulacji, zawarta w nim hipoteza jest ciekawa i zasługuje na chwilę namysłu. 

W przyszłość naszą patrzymy spokojni i dumni,
Boś Ty dla nas zwiastunem stał się nowej ery.
Dzisiaj więc, w dniu Imienin, racz przyjąć ten skromny,
Ale z głębi serc naszych płynący i szczery:
- Cześć Ci – Wodzu – i chwała!

(z wiersza Marszałkowi w hołdzie Zygmunta Mencla)


Dzień 19 marca, w którym imieniny obchodził marszałek Józef Piłsudski, obchodzony był w okresie II Rzeczpospolitej w sposób bardzo uroczysty. Uroczystości związane z tym dniem dorównywały świętom państwowym 3 maja, 15 sierpnia czy 11 listopada. Udział w nich nie tylko władz państwowych i wojska, ale także szerokich rzesz społeczeństwa był dowodem czci i szacunku, jakim otaczano Komendanta w okresie dwudziestolecia.

 1Imieniny Piłsudskiego obchodzono już w czasie I wojny światowej i walk legionowych, a zwyczaj ten kontynuowano i po odzyskaniu przez Polskę  niepodległości. Do przewrotu majowego były to na ogół obchody skromne i organizowane lokalnie. Delegacje wojska, głównie pułków o rodowodzie legionowym, i społeczeństwa składały tego dnia życzenia solenizantowi w Sulejówku, a wizyty te uświetniały orkiestry 1. pułku szwoleżerów i 7. pułku ułanów.
Po 1926 roku dzień ten obchodzono niemal jak oficjalne święto państwowe, a przygotowania do niego trwały już od stycznia. Same obchody trwały najczęściej dwa dni (18-19 marca), choć bywało, że i dłużej. Na przykład w roku 1931, pod nieobecność Marszałka, który przebywał w tym czasie na Maderze, garnizon warszawski świętował przez prawie tydzień, bo od 17 do 22 marca. Schemat przebiegu uroczystości był podobny w całym kraju. 18 marca dekorowano i iluminowano budynki, a orkiestry wojskowe odbywały ulicami miast galowy capstrzyk. 19 marca natomiast odbywała się uroczysta msza święta, defilada, a potem także odczyty, akademie i przedstawienia teatralne.

0

   Najokazalej uroczystości wyglądały oczywiście w Warszawie. Co roku 19 marca oficerowie i podoficerowie jednostek garnizonu stołecznego przybywali na dziedziniec Belwederu, aby złożyć hołd Naczelnemu Wodzowi. W uroczystości tej uczestniczyły również poczty sztandarowe formacji wojskowych stacjonujących w Warszawie oraz ich orkiestry, które wykonywały hymn narodowy oraz wiązanki pieśni legionowych z Marszem Pierwszej Brygady. Bateria 1. dywizjonu artylerii konnej oddawała natomiast dziewiętnaście salw armatnich. Następnego dnia w świątyniach warszawskich odbywały się poranne nabożeństwa, a centralnym punktem kolejnych imprez był Dom Żołnierza.

   Podobnie wyglądały obchody imienin Komendanta w Krakowie. Na przykład w 1930 roku już 18 marca wszystkie gmachy i budynki państwowe oraz domy prywatne przyozdobiono flagami o barwach narodowych, zaś wieczorem kilkanaście orkiestr wojskowych i cywilnych odegrało capstrzyk. 19 marca rano odprawione zostały uroczyste nabożeństwa w świątyniach różnych wyznań przy udziale przedstawicieli władz państwowych i samorządowych oraz wojska. Następnie odbyła się defilada oddziałów wojskowych, skautów, hufców Przysposobienia Wojskowego oraz policji. O godz. 17.00 Akademicka Młodzież Demokratyczna, Młodzież Zachowawcza i Akademicki Oddział Związku Strzeleckiego zorganizowały uroczystą akademię w sali Uniwersytetu Jagiellońskiego. O godz. 20.00 wystawiono w Teatrze Miejskim sztukę Ferdynanda Goetla „Samuel Zborowski”.

   W 1933 roku na krakowskie obchody imienin Piłsudskiego złożyły się natomiast:
18 marca – uroczysta akademia w Domu Żołnierza, pochód Związku Strzeleckiego z Wawelu do gmachu Dowództwa Okręgu Korpusu nr V, capstrzyk, raut w Oficerskim Kasynie Garnizonowym,
19 marca – drużynowy marsz 10-kilometrowy dookoła Krakowa, uroczyste nabożeństwo w Kościele Mariackim, defilada, uroczysta akademia w Starym Teatrze, wyświetlanie przeźroczy z walk legionowych w Bramie Floriańskiej, uroczyste przedstawienie w Teatrze Słowackiego.

    W organizację obchodów imienin Marszałka włączały się również organizacje społeczne, szczególnie te związane z ruchem piłsudczykowsko-niepodległościowym, czyli Związek Legionistów Polskich i Związek Strzelecki. Od 1926 roku Okręg I ZS Warszawa organizował „Marsz strzelecki w dniu Imienin Pierwszego Marszałka Józefa Piłsudskiego” na trasie Sulejówek – Belweder. W ciągu kolejnych kilkunastu lat w marszach tych wzięło udział ponad 10 tysięcy zawodników.

2

   Tradycja przetrwała po śmierci Piłsudskiego i w latach 1936-1939 obchodzono łącznie jego imieniny oraz imieniny jego następcy na stanowisku Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza (18 marca). W tych ostatnich kilku latach obchody rozpoczynano po południu 18 marca od wysłuchania radiowego przemówienia prezydenta Ignacego Mościckiego, który składał hołd zmarłemu Wodzowi. Następnie odbywał się przemarsz oddziałów wojskowych ulicami miast. Następnego dnia, 19 marca, rano odbywała się uroczysta zbiórka żołnierzy na terenie koszar, podczas której wysłuchiwano okolicznościowych przemówień dowódców. Potem odprawiano nabożeństwa. Flagi pozostawały opuszczone do połowy masztu do 20 marca. Dni te obchodzono zatem w powadze i skupieniu.

   W stolicy delegacje jednostek składały hołd na dziedzińcu Belwederu, a 19 marca biskup polowy odprawiał mszę w kaplicy pałacu. Na jego stopniach kwiaty składał marszałek Śmigły-Rydz.

   W 1938 r. w programie uroczystości organizowanych w Krakowie znalazły się:
18 marca (w ramach dnia imienin Edwarda Śmigłego-Rydza):
- godz. 12.30 – audycja radiowa ku czci Śmigłego-Rydza,
- w godzinach popołudniowych okolicznościowe pogadanki dla żołnierzy na temat jego zasług,
18 marca (już w ramach imienin Józefa Piłsudskiego):
- godz. 17.00 – w Domu Żołnierza Polskiego wyświetlenie filmu „Bohaterowie Sybiru” dla pracowników cywilnych administracji wojskowej,
- godz. 19.00 – pochód oddziałów z pochodniami ulicami miasta przy akompaniamencie werbli (w kawalerii kotłów),
- godz. 19.30 – uroczysta akademia w Domu Żołnierza,
19 marca:
- rano uroczyste zbiórki oddziałów w koszarach,
- nabożeństwa dla oddziałów,
- godz. 9.00 – uroczyste nabożeństwo w Katedrze na Wawelu,
- hołd w Krypcie Piłsudskiego,
- pogadanki w poszczególnych formacjach,
- godz. 19.50 – transmisja radiowa przemówienia prezydenta Mościckiego „ku czci Wskrzesiciela Polski”, a po transmisji w formacjach uroczyste akademie poświęcone pamięci Pierwszego Marszałka Polski.

3

   Obchody dnia imienin Józefa Piłsudskiego były najbardziej spektakularnym wyrazem kultu, jakim otaczano jego osobę w okresie międzywojennym. Uczczenie tego dnia w roku 1940 przez oficerów przebywających w sowieckiej niewoli czy przez wciąż walczących z Niemcami żołnierzy majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala” świadczą o akceptacji i trwałej obecności tego święta w wojsku i społeczeństwie II Rzeczpospolitej.

Przemysław Wywiał


Źródła:

Centralne Archiwum Wojskowe w Warszawie Rembertowie, akta Garnizonu Kraków.
P. Cichoracki, Z nami jest On. Kult Marszałka Józefa Piłsudskiego w Wojsku Polskim w latach 1926–1939, Wrocław 2001.
P. Wywiał, Obchody imienin Marszałka Józefa Piłsudskiego w II Rzeczpospolitej, „Biuletyn Informacyjny”, Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, nr 3:2012.

I.    GENEZA DZIAŁANIA

1.      Ogólny plan działania Naczelnego Dowództwa

Luty 1919 r. stanowił punkt wyjścia dla działań polskich na wschodzie w 1919 r.[1]. Długotrwałość walk w Małopolsce Wschodniej i ich charakter wykazały, że to, co początkowo uważano li tylko za rewoltę, w rzeczywistości było już wojną polsko-ukraińską; powstanie na północ od Prypeci frontu polsko-rosyjskiego trzeba było uznać za wstęp do nowej wojny, z Rosją sowiecką.

Z tą chwilą dotychczas stosowane metody działania musiały być na przyszłość poniechane, jako nie prowadzące do celu. Aby osiągnąć pełną realizację celów wojny — oswobodzenie a zatem pacyfikację Małopolski Wschodniej oraz odrzucenie Rosji możliwie daleko na wschód od granic Królestwa Kongresowego — należało porzucić postawę obronną i od działań nieskoordynowanych i o celach ograniczonych przejść do zaczepnych działań rozstrzygających.

Jednakże ten, tak w zasadzie prosty i jasny nakaz strategii, komplikował się w zazębieniu o ówczesny stan organizacyjny polskich sił zbrojnych. Aby móc go zrealizować, trzeba było przedtem wytworzyć odpowiednie narzędzie wojny—siły zbrojne, oparte na zasadach organizacji nowoczesnych wojsk regularnych. Te, które stały do dyspozycji Naczelnego Dowództwa w lutym 1919 r., wymogom tym nie odpowiadały. Poszczególne bataliony, szwadrony i baterie, wyrwane doraźnie z najwyższych podówczas ram organizacyjnych, pułków, i łączone również doraźnie w mniejsze lub większe grupy i podgrupy operacyjne — trzeba było skupić w ramach właściwych im pułków i złączyć w wyższe jednostki taktyczne, dywizje piechoty i brygady jazdy. Ilościowe wzmożenie sił wymagało wyjścia poza dotychczasowy zaciąg ochotniczy i przejścia do systemu poborowego.

Z tych dwóch, tak ściśle z sobą związanych przesłanek, strategicznej i organizacyjnej, wypłynęła decyzja Naczelnego Dowództwa, wyrażona w instrukcji z dnia 21 lutego 1919 r [2].

Decyzja ta sprowadzała się do:

— defensywnego utrzymania na poszczególnych frontach dotychczasowego stanu posiadania siłami już zaangażowanymi;
— równoczesnego tworzenia sił nowych, nie dopuszczając do przedwczesnego częściowego ich zaangażowania;
— przejścia do działań zaczepnych na większą skalę wówczas, gdy stan sił rozporządzalnych zapewni im charakter działań rozstrzygających.

Jaki miał być pierwszy cel owych działań rozstrzygających, o tym wspomniana instrukcja nie mówiła. Rzecz prosta jednak, że kwestia ta była już w owym czasie przez Naczelne Dowództwo rozważana.
Tu trzeba ogólne pojęcie bezosobowego Naczelnego Dowództwa rozbić na dwa czynniki: na Sztab Generalny, a ściślej na Szefa Sztabu Generalnego, z jednej strony i — Naczelnego Wodza, z drugiej strony,
2.    Lwów i Wilno

W momencie tym uwaga całego kraju koncentrowała się na Małopolsce Wschodniej, gdzie położenie, jakie wytworzyło się z końcem listopada 1918 r, i trwało przez całą zimę, przedstawiało się o tyle poważnie, że tak sam Lwów jak i jego połączenie z krajem były stale i bezpośrednio zagrożone przez Ukraińców, zajmujących obszary na północ i na południe od linii kolejowej Lwów — Przemyśl. Zarówno opinia publiczna, jak koła polityczne, od dłuższego już czasu domagały się od Naczelnego Dowództwa działań decydujących, które by przez wyrzucenie Ukraińców z trójkąta Lwów — Rawa Ruska — Przemyśl i odepchnięcie ich od linii kolejowej Lwów — Sambor, niebezpieczeństwo to definitywnie usunęły. Nacisk ten wzrósł, kiedy w pierwszych dniach marca oddziały polskie, działające w obszarze Lwów — Gródek Jagielloński, zostały całkowicie okrążone przez Ukraińców i Lwów został po raz drugi odcięty od kraju; nie ustał też i wówczas, kiedy pospiesznie rzucone przez Naczelne Dowództwo pod rozkazami gen. Iwaszkiewicza posiłki, stosunkowo bardzo znaczne, bo dochodzące do 10 batalionów, usunęły doraźne niebezpieczeństwo i powróciły poprzednie położenie.
Na tym właśnie tle zarysowała się rozbieżność pomiędzy Sztabem Generalnym a Wodzem Naczelnym.

Podczas kiedy Sztab Generalny od chwili, gdy na jego czele, w połowie marca, stanął płk. Stanisław Haller, uwagę swą poświęcił głównie kwestii lwowskiej i jak najrychlejsze działanie decydujące w Małopolsce Wschodniej uznał za zadanie dominujące nad innymi—to Wódz Naczelny ze swej strony wysunął, jako szczególnie aktualną, konieczność ujęcia w swe ręce inicjatywy działań na froncie przeciwrosyjskim.

Inwazja czerwonej armii rosyjskiej, która z początkiem lutego 1919 roku zdołała dojść niemal że do granic b. Królestwa Kongresowego i tu dopiero, w obszarze Wołkowysk—Brześć, została powstrzymana przez słabe oddziały polskie, a nieco później, w początkach marca, odepchnięta za Niemen, Szczarę i Jasiołdę, na ogół nie wywarła większego wrażenia ani na koła polityczne, ani na opinię publiczną. Zainteresowanie się sprawą Małopolski Wschodniej było na tyle przemożne, że niemal zupełnie usuwało w cień kwestię tego nowego konfliktu zbrojnego, jako też stosunków polsko-rosyjskich w ogóle.

Tej powszechnej sugestii nie poddał się Wódz Naczelny i Naczelnik Państwa. Przeświadczony, że Rosja, niezależnie od ustroju wewnętrznego, jaki się w niej ostatecznie ustali, wcześniej czy później stanie się groźnym przeciwnikiem dla narodów, które uwolniły się z pod jej panowania, by utworzyć własne niepodległe organizmy państwowe, jeszcze w listopadzie 1919 r., tj. wówczas, gdy ujmował w swe ręce najwyższą i nieograniczoną władzę w państwie, postanowił wytężyć wszystkie siły, aby nie dopuścić, względnie odsunąć Rosję możliwie najdalej na wschód od centrum kraju[3], co więcej—postanowił zdążać do zapewnienia Polsce na wschodzie takiej przewagi, która by uczyniła z niej czynnik dominujący w zespole owych nowopowstających państw, ośrodek wspólnego obronnego frontu przeciwko Rosji.

Z tych przesłanek natury ogólnopolitycznej i jako pierwszy etap na drodze realizacji wielkiego planu wynikał konkretny cel operacyjny dla działań na froncie przeciwrosyjskim — opanowanie Wilna. Zajęcie Wilna miało być hasłem do podjęcia walk o posiadanie tych ziem na wschodzie, do których Polska miała prawo rościć pretensje, bowiem użyję tu określeń, użytych przez Wodza Naczelnego w liście do gen. Szeptyckiego[4]— Wilno było „kluczem do spraw litewsko-białoruskich jak jest nim Warszawa dla spraw polskich" i „dopiero po zajęciu Wilna można mówić o realnym kształtowaniu stosunku całego tego kraju do Polski".

W tak założonej koncepcji na plan pierwszy wysuwała się kwest ja terminu jej realizacji. Trzeba było liczyć się z tym, że Entente'a, mimo jej nieprzyjaznej względem Sowietów polityki, w zasadzie — ze względu na wiarę w rychłe odrodzenie dawnej Rosji, wobec której miała zobowiązania z czasu wojny światowej — przeciwstawi się ekspansji polskiej na wschód i że przekroczenie przez Polskę Bugu będzie przez Entente ę uważane za aneksję na niekorzyść tej dawnej a raczej przyszłej Rosji. Wódz Naczelny chciał przeto uprzedzić uchwały konferencji pokojowej w Wersalu, które, między innymi, miały zadecydować także 1 o granicach Polski, chciał przedtem stworzyć siłą fakt dokonany, aby później uzyskać jego uznanie de iure[5].

I oto w tym właśnie momencie, kiedy Naczelny Wódz przystępował do realizacji swych zamierzeń na froncie przeciwrosyjskim — na froncie przeciwukraińskim wybuchł wspomniany już kryzys, który, mimo pomyślnego zażegnania, raz jeszcze podkreślił chwiejność naszego położenia w Małopolsce Wschodniej.
Skutkiem tego dylemat — Lwów — Wilno — zarysował się w sposób szczególnie ostry. Dokonana przez Naczelnego Wodza ocena położenia w Małopolsce Wschodniej rozstrzygnęła go na rzecz Wilna.

Naczelny Wódz uznał, że gen. Iwaszkiewicz z posiadanymi w danym momencie siłami — a zostały mu podporządkowane, po odwołaniu z dowództwa „Wschód" gen. Rozwadowskiego, wszystkie siły, działające w Małopolsce — zdoła, jeżeli nie poprawić, to przynajmniej utrzymać nadal położenie takie, jakie było przed ostatnią ofensywą Ukraińców[6], i że wobec tego natychmiastowe rzucenie pod Lwów ostatnich sił rozporządzalnych nie jest kwestią na tyle palącą, by czynić to za cenę wyrzeczenia się ofensywy na Wilno i związanych z nią rozległych planów politycznych. Oddając, z przytoczonych wyżej względów, pierwszeństwo w czasie ofensywie na Wilno, Wódz Naczelny zaczepne działania rozstrzygające w Małopolsce jedynie odkładał na krótki przeciąg czasu, niezbędny dla przeprowadzenia organizacji nowych jednostek, przy czym w rachubę brane już były, mające w tym czasie przybyć do kraju, dywizje z armii polskiej we Francji.

Powzięte przez Naczelnego Wodza rozstrzygnięcie spotkało się ze zdecydowanym sprzeciwem ze strony Szefa Sztabu Generalnego. Podtrzymywał on pogląd, że rozporządzalne siły powinny być użyte przede wszystkim w Małopolsce Wschodniej, gdzie stworzenie lepszego położenia nie cierpi dłuższej zwłoki, zaznaczał, że w razie zajęcia większych obszarów Litwy może powstać trudne położenie tak w Małopolsce jak i na Litwie, wysuwał nadto obawę ponownych nieprzyjaznych kroków ze strony Czechów na Śląsku Cieszyńskim. Stanowisko swoje zadokumentował prośbą o dymisję, złożoną dnia 5 kwietnia a ponowioną dnia 12 kwietnia[7].
Protestowały również najwyższe czynniki polityczne. Na wiadomość o przygotowanych działaniach wybuchła burza w Sejmie, który — przeciwny rzucaniu wojska gdzie indziej niż pod Lwów — w ostatniej jeszcze chwili szukał formuły, za pomocą której mógłby przeszkodzić Naczelnemu Wodzowi w jego zamierzeniach[8].

Pomimo to wódz Naczelny pozostał przy swojej decyzji.

Wyprzedając bieg zdarzeń, zaznaczę, że rzeczywistość przewidywania Naczelnego Wodza, dotyczące położenia w Małopolsce Wschodniej, potwierdziła w całej pełni. Gen. Iwaszkiewicz potrafił zachować inicjatywę w swoim ręku; w ostatnich dniach marca oczyścił obszar na północo-zachód od Lwowa do linii Niemirów – Janów, a następnie w ciągu kwietnia rozluźnił kleszcze, ciążące nad samym Lwowem, i w ten sposób stworzył dogodne warunki dla późniejszej, rozpoczętej w połowie maja, ofensywy rozstrzygającej.

3.    Decyzja Naczelnego Wodza

Po tym rzucie oka na okoliczności, w jakich powstała decyzja Naczelnego Wodza, i, zanim przejdę do szczegółowszego omówienia właściwego planu operacji, skreślę w kilku słowach ogólną linię rozwojową tego planu.

Pierwszym wyrazem wileńskich zamierzeń Naczelnego Wodza były kroki, wszczęte jeszcze w grudniu 1918 r„ a zmierzające do uprzedzenia sił rosyjskich w zajęciu Wilna. Koncepcja ta nie dała się zrealizować skutkiem obecności w tym czasie na wschodzie Polski niemieckich wojsk okupacyjnych (Ober — Ost.)[9].

Powstanie frontu polsko-rosyjskiego w lutym 1919 roku daje początek poszukiwaniu nowej koncepcji.

Pierwszym jej przejawem na zewnątrz było zarządzenie pospiesznej organizacji dwóch dywizji piechoty, 1-ej dywizji piechoty Legionów i 2-ej dywizji piechoty Legionów.
Początek marca przyniósł dwa zasadnicze elementy koncepcji.

Jeden z nich — to fakt, że już pierwsze walki z armią sowiecką— ofensywa na linię rzeki Szczary i na Pińsk — wykazały, iż oddziały polskie, źle wyekwipowane, słabe liczebnie, prawie bez strat brały duże przestrzenie, idąc przed siebie „jak w masło". Były to dane o nieprzyjacielu, które nie mogły nie wpłynąć ożywczo na rozwój koncepcji w kierunku wyzyskania tej wyraźnej nad nieprzyjacielem przewagi.

Drugi z nich—to fakt opanowania przez oddziały grupy gen. Szeptyckiego przejść przez Niemen i ich utrwalenie się na północnym brzegu Niemna w obszarze Skidel - Mosty. Dzięki temu odpadała troska o operacyjne i techniczne zwalczanie tak poważnej przeszkody, jaką był Niemen na przestrzeni Grodno — puszcza Nalibocka.
Te dwa elementy stały się podstawą ostatecznego planu operacji, zrealizowanej w kwietniu, a której istotą był manewr z nad Niemna wprost na północ, na Wilno, pomiędzy Lidą a Grodnem.

W początkach marca rozpoczął Wódz Naczelny pracę nad realizacją tej koncepcji.

Do przygotowania planu zostali powołani ppłk Stachiewicz i mjr Kasprzycki. Ppłk Tokarzewski miał sobie powierzoną materialną stronę przygotowań.

W ciągu marca wyszedł szereg zarządzeń dla grupy gen. Szeptyckiego, ściśle związanych z zamiarami Naczelnego Wodza, jak rozkaz z dnia 17,111, o niedopuszczeniu do wysadzenia przez Niemców mostów w Grodnie, choćby wypadło temu przeciwdziałać przez wystąpienie zbrojne, jak rozkaz z dnia 20.III- o przeprowadzeniu rozpoznania linii kolejowej Wilno—Lida—Baranowicze, jak wreszcie nakaz bezwzględnego utrzymania pochwyconych przez grupę „Zaniemeńską“ przepraw na Dzitwie pod Lidą. Wiadomość o zamierzonym przez Niemców opuszczeniu Grodna pomiędzy 28-ym kwietnia a 1-ym maja, która nakazywała liczyć się z możliwością zaczepnego ruchu jednostek rosyjskich w tym kierunku, zdecydowała o terminie działań, 26-go marca odbył Wódz Naczelny w Brześciu konferencję z dowódcami grup operujących na froncie przeciwrosyjskim, gen. Szeptyckim i gen, Listowskim, na której wydał wstępne zarządzenia do operacji. Zaś dnia 2-go kwietnia ujrzał światło dzienne pierwszy w tej sprawie rozkaz operacyjny[10].

II. POŁOŻENIE OBU STRON NA KONIEC MARCA

1.    Strona polska

Operujące na froncie przeciwrosyjskim dwie grupy: gen. Listowskiego na Polesiu i gen. Szeptyckiego na północ od linji Prużana—jez. Wygonowskie, opanowawszy w początkach marca linię rz. Jasiołda—kanał Ogińskiego —Szczara—Niemen, zatrzymały się na tej linii, która została im wskazana przez Naczelne Dowództwo jako zasadnicza linia obrony. Jednakowoż powstrzymanie działań zaczepnych na większą skalę nie było równoznaczne z przyjęciem biernej postawy obronnej. Obie grupy, zwłaszcza grupa gen. Szeptyckiego, prowadziły na przedpolu zasadniczej linii obrony ożywioną działalność rozpoznawczą i wypadową. W ten sposób grupa gen. Szeptyckiego panowała na froncie rz. Szczary nad przedpolem, sięgającym po linię kolejową Baranowicze—Lida, zaś na północ od Niemna jej wysunięte oddziały dotarły niemal pod samą Lidę, opanowując przeprawy na Dzitwie i most kolejowy na Niemnie.

Rozmieszczenie obu grup na froncie z końcem marca i początkiem kwietnia przedstawia szkic nr 1.

szkic 1

Widzimy tu w grupie gen. Listowskiego dwa zgrupowania: jedno, w sile 7 kompanii i 3 szwadronów — w obszarze Pińska; drugie, w sile 10 kompanii 2 i 1/i szwadronów i jednej baterii— w obszarze Bytenia. Porozrzucane po etapach oddziały w łącznej sile dwóch kompanii i plutonu jazdy stanowią zarazem odwód grupy.

Grupa gen. Szeptyckiego dzieli się na dwa zgrupowania, stosownie do zarysu frontu i rozbieżnych kierunków operacyjnych, z których jeden biegnie na wschód do Baranowicz, drugi na północ do Lidy. Ku wschodowi zwrócona jest większość sił: 18 kompanii, 3 szwadrony i jedna bateria w pierwszej linii, 6 kompanii w odwodzie; tworzą one tzw. front Szczary pod dowództwem gen. Mokrzeckiego. Na północ od Niemna stoi grupa Zaniemeńska, licząca, 7 kompanii, 7 szwadronów i jedną baterię — pod dowództwem płk. Dziewulskiego, Ma ona w pierwszej linii trzy większe zgrupowania: kawalerię w obszarze Bielicy nad Niemnem, piechotę w obszarze Myta nad Dzitwą i na lewem skrzydle w obszarze Sołtaniszek znowu kawalerię. Drobniejsze oddziałki piechoty i kawalerii obsadzają na tyłach Wasiliszki, Szczuczyn, Mosty, Skidel. Odwód grupy gen. Szeptyckiego stanowią formujące się w Wołkowysku dalsze oddziały dywizji litewsko - białoruskiej.

Na lewym skrzydle grupy gen. Szeptyckiego i do pewnego stopnia na jej tyłach znajdują się nadal jeszcze oddziały niemieckie. Stoją one w styczności z oddziałami rosyjskimi na linii Merecz Olita oraz utrzymują obszar Grodno — Sokółka, dalej zaś ku północnemu zachodowi—okupują Suwalszczyznę.

2.    Strona rosyjska[11]

Po stronie rosyjskiej front polsko-rosyjski nie stanowił, pod względem organizacji dowództwa, odrębnej całości, lecz przedstawiał jeden z odcinków t. zw. frontu zachodniego. Front ten prawym skrzydłem obejmował Piotrogród, lewem zaś stykał się wzdłuż linii Homel—-Równe z prawem skrzydłem frontu południowego, operującego na Ukrainie. Miał on do czynienia z paru niezależnie od siebie działającymi przeciwnikami, a to, licząc ]od północy, z „białą” armią rosyjską gen. Judenicza, oddziałami estońskimi, łotewskimi, litewskimi i niemieckimi, z oddziałami polskimi, wreszcie z oddziałami ukraińskimi (z Petlurowcami). W skład jego wchodziły: 7. armia, operująca na przedpolu Piotrogrodu i w Estonii; czerwona armia łotewska, operująca na Łotwie i w północnej Kurlandii; armia litewsko-białoruska (przedtem zwana armią zachodnią), zorientowana przeciwko Litwie i Polsce, częściowo zaangażowana w walkę z Ukraińcami.

Pierwsza połowa marca przyniosła niemal na całym froncie mniej lub bardziej intensywne poczynania zaczepne ze strony przeciwnika. 7. armia musiała powstrzymywać silny napór gen. Judenicza i części armii estońskiej na Piotrogród; czerwona armia łotewska została poważnie zagrożona przez nacisk armii estońskiej od północy w kierunku Marienburg—Pytałowo, przez natarcie oddziałów łotewskich od zachodu w kierunku Bowsk—Jakobsztadt, oraz przez ruch oddziałów litewskich od południowego zachodu, w kierunku Rosienie—Poniewież; środek armii litewsko-białoruskiej został zepchnięty przez oddziały polskie poza Niemen, Szczarę, kanał Ogińskiego i Jasiołdę, lewe skrzydło tej armii opuściło pod naciskiem Petlurowców Korosteń i Owrucz.

W tym położeniu dowództwo frontu wydało dnia 19 marca dyrektywy, które precyzowały zadania armii litewsko-białoruskiej i czerwonej armii łotewskiej. Obie armie otrzymały zadanie w zasadzie obronne: utrzymania linii: Dźwina do Dynaburga — Mołodeczno—Mińsk—Bobrujsk—Żłobin—Homel, jako zasadniczej linii obronnej, oraz linii Tukum — Libawa — Szawle — Poniewież — Wilno—Lida — Baranowicze — Łuniniec, jako linii wysuniętej. Ponieważ jednak linia, wskazana jako linia wysunięta, była już częściowo utracona, dowództwo frontu w uzupełnieniu powyższej dyrektywy nakazało niebawem odzyskanie odpowiednich jej odcinków przez lokalne przeciwnatarcia. I tak czerwona armia łotewska przy współdziałaniu prawego skrzydła armii litewsko-białoruskiej powinna była odzyskać linię Mitawa—Bowsk—Poniewież, lewe skrzydło armii litewsko-białoruskiej powinno było wyrzucić Ukraińców z obszaru Owrucza. W pierwszych dniach kwietnia oba przeciwnatarcia były w toku. Działania czerwonej armii łotewskiej rozwijały się z trudem, nie wróżąc poważniejszych rezultatów; działania przeciw Petłurowcom szły pomyślnie i dnia 1 kwietnia oddziały rosyjskie odzyskały Korosteń.

Tak oto przedstawiało się położenie na zachodnim froncie rosyjskim w chwili, gdy strona polska szykowała się do działania zaczepnego przeciwko centrum, wchodzącej w skład tego frontu, armii litewsko-białoruskiej.

Jeżeli idzie o położenie i ugrupowanie na froncie tej właśnie armii w szczególności, to utrzymywała ona w pierwszych dniach kwietnia w całości nakazaną przez dyrektywę z dnia 19 marca wysuniętą linię obronną, mając w obszarze Wiłkomierz — Wilno dywizję litewską (dawniej pskowską) oraz część dywizji zachodniej, w obszarze Lida—Baranowicze większość dywizji zachodniej, w obszarze Baranowicze wyłącznie — Łuniniec włącznie 17. dywizję strzelców.

Dla pełniejszego obrazu warunków, w jakich znajdował się rosyjski front zachodni w przededniu ofensywy polskiej, zaznaczę, że wiosna 1919 roku charakteryzowała się wzmożonym naciskiem na wszystkich frontach Rosji rewolucyjnej. W pierwszych dniach marca rozpoczęła wielką ofensywę armia Kołczaka; w kwietniu podchodziła ona już ku Wiatce i Wołdze; kierunek tej ofensywy zagrażał stolicy Rosji, Moskwie. Na froncie południowym wzrost sił Denikina zapowiadał przejście jego w niedalekiej przyszłości do działań zaczepnych na większą skalę. Trzeba też było liczyć się z dalszym naciskiem armii estońskiej i Judenicza w kierunku na Piotrogród.

3.     Wiadomości o nieprzyjacielu posiadane przez Naczelne Dowództwo polskie

O ugrupowaniu sił rosyjskich na froncie, na którym miała być przeprowadzona ofensywa, jak też o zadaniach poszczególnych zgrupowań nieprzyjacielskich Naczelne Dowództwo polskie posiadało wiadomości dość szczegółowe i na ogół odpowiadające faktycznemu stanowi rzeczy. Brakło natomiast ściślejszych danych co do stanu liczbowego tak ogółu sił, znajdujących się na wspomnianym froncie, jak i sił poszczególnych zgrupowań. Posiadane dane były nader płynne i mogły być brane pod uwagę jedynie jako dane przybliżone.

Wytworzony na podstawie tych danych obraz przedstawiał się następująco (szkic nr 2).

szkic 2

Na prawym skrzydle armii stała dywizja litewska ze sztabem w Wilnie, wzmocniona przez 1-szą brygadę dywizji zachodniej. W linii bojowej znajdowało się pięć pułków piechoty; jeden z nich stał w obszarze Wiłkomierza, utrzymując w obszarze Poniewieża łączność z lewem skrzydłem czerwonej armii łotewskiej, dwa obsadzały odcinek 3-ej brygady od m. Żośle do m. Wysoki Dwór, dwa wreszcie obsadzały odcinek 2-ej brygady od m. Hanuszyszki do m, Marcinkańce, Zwrócone frontem ku zachodowi, stały one w luźnej styczności z oddziałami niemieckimi i litewskimi, jedynie oddziały lewoskrzydłowe w obszarze Marcinkańce były częściowo zorientowane przeciwko oddziałom polskim. Odwody grupowały się w Wilnie i w jego najbliższej okolicy. Składały się na nie trzy pułki 1-ej brygady dywizji litewskiej oraz dwa pułki 1-ej brygady dywizji zachodniej, nadto dwa szwadrony jazdy, oddziały wartownicze i pomocnicze oraz większa część przynależnej do dywizji litewskiej artylerii. Siły dywizji litewskiej, a raczej zgrupowania wileńskiego, można było obliczać mniej więcej na 7.000 bagnetów, 120 szabel i 10 dział.

Zadaniem zgrupowania wileńskiego było: 1) umocnić się na linji Zośle — Wysoki Dwór — Hanuszyszki— Przełaje — Marcinkańce, jako pierwszej linii obronnej, oraz na linii Wieprze — jezioro Nowotrockie — Orany, jako drugiej linii, stanowiącej bezpośrednią obronę Wilna i Landwarowa; 2) prowadzić zwiady i w razie możności, a przede wszystkim w razie dalszej ewakuacji wojska niemieckiego na zachód, wysunąć straże przednie w kierunkach Tylża — Kowno, Olita — Merecz.

Na południe od dywizji litewskiej znajdowała się dywizja zachodnia bez 1-ej brygady, umieszczonej w Wilnie. Odcinek jej sięgał od Marcinkaniec aż do jeziora Wygonowskiego, na południe do Baranowicz. Sztab dywizji stał w Mińsku. Dywizja ta tworzyła dwa większe zgrupowania: jedno — ze sztabem 3-ej brygady, w składzie 3-go pułku siedleckiego oraz batalionów 1-go warszawskiego i 6-go grodzieńskiego pułków piechoty, szwadronu huzarów i baterii, w Lidzie; drugie — ze sztabem 2-ej brygady w składzie 8-pułku mińskiego, dwóch batalionów 4-go pułku warszawskiego, batalionu 6-go pułku grodzieńskiego, dwóch batalionów łotewskich, oddziału marynarzy, dywizjonu jazdy i kilku dział, w obszarze Baranowicz. Zgrupowanie pośrednie, w sile jednego batalionu 4-go pułku warszawskiego, znajdowało się w obszarze Nowogródka. Siły dywizji zachodniej można było obliczać na 6.000 bagnetów, 250 szabel i 12 dział.

Zadaniem dywizji było: 1) utrzymywać linię Lida — Baranowicze, w szczególności zapewnić ^obronę tych dwóch miejscowości, jako węzłów kolejowych; 2) w razie możności wysunąć straże przednie na Wołkowysk — Grodno i na Brześć nad Bugiem.

Poza strefą zamierzonej ze strony polskiej operacji, na południe od jeziora Wygonowskiego, stała 17-a dywizja strzelców ze sztabem w Bobrujsku. Większe zgrupowanie sił tej dywizji, ze sztabem 2-ej brygady, znajdowało się w Łunińcu. Drugie, zorientowane przeciwko Petlurowcom, działało w obszarze na północo-wschód od Sarn. Siły tej dywizji można było obliczać mniej więcej na 6.000 bagnetów, 150 szabel i 12 dział. Wiadomości o siłach nieprzyjaciela za frontem były nader skąpe i ogólnikowe. Wiedziano o obecności w Mińsku całego szeregu oddziałów specjalnych, jak pułku smoleńskiego obrony kolejowej, batalionu wartowniczego, batalionu do zadań szczególnych, oddziałów łączności i saperskich, jako też o obecności podobnych oddziałów oraz trzech pułków z 17-ej i 8-ej dywizji strzelców w Bobrujsku.

III. PLAN NACZELNEGO WODZA
(szkic nr 3).

szkic 3

1.    Plan pierwotny

Wobec zajęcia Grodna przez Niemców podstawą wyjściową do działania na Wilno mógł być tylko obszar pomiędzy Lidą a Mostami na północnym brzegu Niemna, dokąd też prowadziła jedyna linia kolejowa, umożliwiająca dokonania w krótkim czasie koncentracji sił, przeznaczonych do działania.

Co do osi działania, to nasuwały się tu dwie możliwości: jedna—uderzenie przez Lidę i dalej wzdłuż linii kolejowej Lida— Wilno i równoległego do tej linji traktu, druga—uderzenie wprost na północ, wzdłuż traktu Raduń—Rudniki.

Kierunek drugi, w związku z ugrupowaniem nieprzyjacielskim, nasuwał większe możliwości manewrowe. Ugrupowanie nieprzyjacielskie charakteryzowało się tym, że pomiędzy dywizją litewską, opierającą się o Wilno, zwróconą frontem zasadniczo na zachód ku Litwie i zgrupowaniem dywizji zachodniej w Lidzie, zwróconym frontem na południowy zachód, istniała—pomiędzy Marcinkańcami a Lidą—prawie że niezabezpieczona luka. Skutkiem tego uderzenie po osi Raduń — Rudniki dawało nacierającemu szanse łatwego i szybkiego wyjścia na tyły dywizji litewskiej i opanowania Wilna przez zaskoczenie.

Natomiast kierunek pierwszy wymagał zaatakowania stosunkowo silnego i niewątpliwie przygotowanego do obrony zgrupowania nieprzyjacielskiego w Lidzie. Odrzucony z Lidy przeciwnik mógł bądź wycofać się na wschód, odsłaniając drogę na Wilno, bądź też cofnąć się, przynajmniej częściowo, na Wilno. W wypadku pierwszym dowództwo rosyjskie zyskiwało do pewnego stopnia czas do zorganizowania obrony Wilna, przegrupowania dywizji litewskiej i podciągnięcia odwodów z Mińska i Bobrujska; w wypadku drugim cofające się z Lidy oddziały rosyjskie opóźniałyby ruch nacierającego i krępowały jego swobodę manewru, zwiększając przez to szanse przygotowania obrony Wilna.

Początkowo Naczelny Wódz wybrał kierunek na Rudań — Rudniki. Tamtędy miał pójść wprost na Wilno zagon grupy kawalerii, stanowiący podstawowy czynnik w całokształcie manewru. Jednoczesne natarcie na Lidę miało osłonić wyjście kawalerii, a następnie stworzyć warunki dla wsparcia tej kawalerii przez piechotę i zapewnić podstawę do dalszego rozwoju operacji.

W ten sposób chciał Naczelny Wódz, że użyję tu jego określeń, wypowiedzianych w odczycie na temat odzyskania Wilna, zwalczyć przestrzeń i czas, działające na korzyść wroga, chciał „wyzyskać ten najpiękniejszy przywilej wojny — niespodziankę, która zabija siłę” i „element niespodzianki na swoją przeciągnąć stronę.,, przestrzeń jest wroga; nie daj im czasu, chwytaj wszystkie możliwości, by stworzyć niespodziankę, wszystko co ją zwiększyć może... a całą siłą niespodzianki jest jej nagłość, wtedy słaby staje się choć na krótko silnym".

Plan Naczelnego Wodza został sprecyzowany w rozkazie Nr 6832 1 z dnia 2 kwietnia, nakazującym gen. Szeptyckiemu 1 gen. Listowskiemu odpowiednie przygotowanie do operacji. Zasadniczy punkt tego rozkazu, ujmujący rdzeń koncepcji operacyjnej Naczelnego Wodza, brzmiał:
„a) szybka koncentracja jazdy w miejscowości położonej między Mostami a Lidą i rajd przez Raduń—Rudniki na Wilno,
b) w tym samym czasie zajęcie Lidy przez piechotę a stamtąd marsz dalszy — o ile możności z wyzyskaniem kolei na Wilno, dla wsparcia konnicy...”.

Do tego dochodziły zadania drugorzędne.

Po pierwsze—należało silnie zaszachować nieprzyjaciela na południu od Niemna, by w ten sposób wykluczyć zarówno przerzucanie stamtąd posiłków na północ, jak i ewentualne przeciwdziałanie od Nowogródka ku Lidzie. To zadanie rozkaz z dnia 2 kwietnia powierzał gen. Listowskiemu, który, obejmując odcinek na południe od Niemna, miał w tym celu zająć Baranowicze i zabezpieczyć linię kolejową Baranowicze—Lida.

Po drugie—na wypadek, gdyby Niemcy do czasu rozpoczęcia operacji nie opuścili Grodna, to, ze względu na ich niewyjaśniony stosunek do działań polskich na Litwie i konieczność ubezpieczenia się od ich strony, przewidziane było wyłonienie odpowiedniego oddziału osłonowego, zorientowanego ku Grodnu.
Ukończenie niezbędnych przygotowań, a zatem początek operacji—przewidywał Naczelny Wódz około 8 kwietnia.

Plan Naczelnego Wodza krył w sobie wiele ryzyka.

Słaba liczebnie grupa kawalerii miała dokonać zagonu na przestrzeni dochodzącej do 100 kilometrów, by następnie, wedle przewidywań, w trzecim dniu marszu zaatakować Wilno, obsadzone przez znaczne siły piechoty. Oddziały nieprzyjacielskie, rozwinięte na froncie Wysoki—Dwór—Hanuszyszki—Orany—Marcinkańce przeciwko wojskom niemieckim i litewskim, nie były tam związane na tyle silnie, by nie mogły zwrócić się przeciwko niej. Bezpośrednie przeciwstawienie się tych oddziałów marszowi kawalerii polskiej, dokonywanemu równolegle do ich tyłów, było wprawdzie mało prawdopodobne, gdyż zabrakłoby im na to czasu, lecz część ich mogła zdążyć do boju o samo Wilno. Po zajęciu miasta grupie jazdy wypadłoby utrzymywać się w nim przez pewien czas o siłach własnych przeciwko prawdopodobnym przeciwnatarciom nieprzyjaciela tak od północy, ewentualnie wschodu, jak i od południowego zachodu. Pomoc ze strony piechoty, nawet w tym wypadku, gdyby Lida została opanowana w przewidzianym czasie, lecz gdyby wyzyskanie kolei Lida — Wilno okazało się na razie niemożliwe — mogłaby nadejść w najlepszym razie po upływie 24 godzin.

Obznajmiony z planem, szef wojskowej misji francuskiej, gen. Henrys, jak to wspomina Marszałek Piłsudski w cytowanym wyżej odczycie, patrzył nań, jak na szaleństwo.
W pomyślną realizację planu nie wierzył też gen. Szeptycki do tego stopnia, że, uwiadomiony przez Naczelnego Wodza o jego zamiarze osobistego kierowania operacją, obawiał się możliwości, w której Naczelnikowi Państwa groziłoby odcięcie od państwa. W liście do Naczelnego Wodza z dnia 9 kwietnia wypowiedział gen. Szeptycki następującą uwagę:

Jestem zdania, że operacja na Wilno musi być poprzedzona zajęciem linii okopów niemieckich, idących poza Baranowiczami przez Korelicze, aż do Lubcza nad Niemnem, dalej po Niemnie aż do ujścia Gawii, dalej wzdłuż Gawii do Zemisława, dalej linia Konwaliszki — Woronowo, Ta linia raz zajęta przez nasze wojska a poprzedzone jej zajęcie pobiciem bolszewików pod Baranowiczami, Nowogródkiem i Lidą—będzie najlepszym zakryciem operacji na Wilno”.
Gen. Szeptycki wysuwał w ten sposób nową, odmienną od powziętej przez Naczelnego Wodza, bardziej ostrożną i metodyczną koncepcję operacji: 1) działanie wstępne — stworzenie w obszarze Lidy podstawy operacyjnej i zabezpieczenie jej od południowego wschodu i wschodu, 2) działanie właściwe—uderzenie na Wilno z przybliżonej, dzięki akcji wstępnej, podstawy wyjściowej.

2.    Modyfikacje w planie pierwotnym

W toku przygotowań do działań plan pierwotny, wyrażony w rozkazie z dnia 2 kwietnia, uległ pewnym modyfikacjom.
Na skutek wiadomości, jakoby Rosjanie budowali umocnienia nad Mereczanką i w puszczy Rudnickiej, a więc w poprzek drogi, którą miał pójść zagon kawalerii, Wódz Naczelny zdecydował się zmienić oś marszu kawalerii i skierować ją. z ominięciem puszczy Rudnickiej od wschodu, na trakt, biegnący wzdłuż kolei Lida — Wilno. Jednakowoż i w tym wypadku ruch kawalerii nie został uzależniony od natarcia na Lidę, bowiem miała ona wyjść na wspomniany trakt przez Myto, Krupę i Żyrmuny, obchodząc Lidę od zachodu i północy, jednocześnie z rozpoczęciem natarcia piechoty na Lidę, nie czekając na wynik tego natarcia. Tąż samą drogą i bezpośrednio w ślad za kawalerią miała ruszyć dyrygowana na Wilno grupa piechoty.

O tej zmianie osi działania kawalerii pisał Wódz Naczelny w liście do gen. Szeptyckiego z dnia 7 kwietnia co następuje:
Zmniejsza to co prawda i to bardzo znacznie szanse niespodzianki ale daje szybkie i pewne zabezpieczenie drogi przemarszu dla piechoty, a, w razie złapania garnituru kolejowego w Lidzie, oddaje natychmiast w ręce prawie połowę drogi kolejowej do Wilna, wreszcie umożliwia zapewnienie kawalerii dostawy dla niej potrzebnego pokarmu dla koni“.

Ponadto wprowadził Naczelny Wódz pewną zmianę w działaniach na południu od Niemna. Niepowodzenie, jakie spotkało w tym czasie grupę gen, Listowskiego w podjętym przez nią działaniu na przedpolu Jasiołdy i jednoczesny wybuch w Pińsku rewolty o podłożu komunistycznym, skłoniły Naczelnego Wodza do pozostawienia tej grupy w ramach dotychczasowego zadania. Jedynie część jej, mianowicie oddział mjr. Dąbrowskiego, rozmieszczony w tym czasie w obszarze Bytenia, miał przyjąć udział w natarciu na Baranowicze, przechodząc pod rozkazy gen. Szeptyckiego.

Wreszcie, ze względu na trwające jeszcze przygotowania natury organizacyjno-materialnej, początek ofensywy, przewidywany na dzień 8 kwietnia, wypadło opóźnić, przesuwając go na połowę kwietnia.

3.    Organizacja dowództwa

Bezpośrednie kierownictwo Wódz Naczelny postanowił objąć osobiście. Uzasadnienie tej decyzji znajdujemy w liście Naczelnego Wodza do gen. Szeptyckiego z dnia 7 IV.

Po pierwsze, w samem Wilnie wiąże się całe mnóstwo zagadnień natury politycznej, które prawdopodobnie od razu na miejscu rozstrzygać będzie potrzeba. Będąc zaś za odpowiednie rozstrzygnięcie odpowiedzialnym zarówno przed własnym sumieniem jak i przed narodem i Sejmem, nie chcę zgodnie ze swą naturą unikać tej odpowiedzialności i zwalać ją na kogokolwiek innego. W tychże kwestiach politycznych jestem osobą najbardziej wskazaną ze względu na doskonalą znajomość ludzi i kraju oraz na autorytet, jaki ze względu na wpływy i stanowisko posiadam. Po drugie, w samych operacjach wojennych główne przeszkody, jakie napotkamy, polegają przede wszystkim na prawdopodobnym zmęczeniu żołnierza maszerującego po bardzo ubogim kraju bez dostatecznego zabezpieczenia tyłowych komunikacji, to znaczy, że zarówno oficerowie jak i żołnierze będą musieli wydobyć ze siebie cały zapas woli i energii dla przezwyciężenia zarówno codziennych drobnych tarć technicznych jak i własnej słabości. Wobec tego zaś, że cała praca będzie wykonywana przez wojska, których zasadniczym elementem będą dawni legioniści i moi dawni podkomendni, jestem przekonany, że moja obecność i komenda człowieka, do którego się przyzwyczaili i czują gorące przywiązanie, najbardziej wpłynie na zwiększenie szans po wodzenia w operacji. Wreszcie trzecie, choć to może jest najmniejszym, operacja ta jest ziszczeniem moich personalnych czysto marzeń i zadowoleniem może największym ze wszystkich zadowoleń, jakie spotkały mnie w dotychczasowej karierze“.

Gen. Szeptyckiemu pozostawił Naczelny Wódz do wyboru albo towarzyszyć sobie w wyprawie na Wilno, wówczas dowództwo na odcinku na południe od Niemna objąłby gen. Mokrzecki, albo też—objąć ogólne dowództwo nad oddziałami, działającymi na Lidę—Baranowicze i oddziałami osłony przeciwko Niemcom w Grodnie, Gen. Szeptycki przyjął rozwiązanie drugie. Zatem schemat rozkazodawstwa miał przedstawiać się w ten sposób, że w rękach Naczelnego Wodza miało spocząć kierownictwo nad działaniami na całym froncie ofensywy, tj. nad działaniami dwóch grup, z których jedną można określić mianem „grupy Baranowicze — Lida“, drugą mianem „grupy wileńskiej", jednocześnie w rękach tegoż Naczelnego Wodza miało spocząć bezpośrednie dowództwo nad jedną z tych grup—nad „grupą wileńską" podczas gdy druga miała mieć oddzielnego dowódcę w osobie gen. Szeptyckiego.

Ten schemat niezupełnie odpowiadał planowi operacyjnemu. Natarcie na Lidę w pierwszej fazie operacji wiązało się ściśle z marszem grupy wileńskiej, z tego też względu leżało w płaszczyźnie zainteresowania raczej Naczelnego Wodza, jako dowódcy tej grupy, aniżeli gen. Szeptyckiego. Dopiero po zajęciu Lidy i wysunięcia się grupy wileńskiej na północ od Lidy utrzymanie Lidy stawało się integralną częścią zadania, powierzonego gen. Szeptyckiemu, tj. utrzymania i zabezpieczenia linii kolejowej Baranowicze—Lida—Wilno.

Tak też to zagadnienie rozstrzygnęła rzeczywistość. Natarciem zgrupowania gen, Lasockiego na Lidę kierował bezpośrednio Wódz Naczelny.

Kończąc omawianie planu operacji, zaznaczę jeszcze nacisk, jaki Naczelny Wódz kładł na zachowanie go przez czas jak najdłuższy w tajemnicy. Cel, zarządzonych rozkazem z dnia 2 kwietnia przygotowań, nie miał być znany nikomu, poza gen. Szeptyckim i gen. Listowskim oraz szefami ich sztabów. Wysyłane z kraju posiłki, wyruszały w pełnej nieświadomości swego przeznaczenia. Pierwsze rozkazy operacyjne, dotyczące działania na Lidę i Baranowicze, oraz rozkazy do koncentracji oddziałów, przeznaczonych na Wilno—wyszły dopiero dnia 10 i 11 kwietnia, na parę dni przed rozpoczęciem działań. Niezależnie od tego wydano szereg zarządzeń, mających na celu wprowadzenie w błąd dowództwa rosyjskiego i dowództwa oddziałów niemieckich.

 IV. UGRUPOWANIE WYJŚCIOWE

1.    Podział sił i ich rozmieszczenie

Pod względem ugrupowania wyjściowego plan operacyjny wymagał stworzenia:
1. samodzielnej grupy kawalerii do dokonania zagonu na Wilno,
2. grupy piechoty, przeznaczonej do bezpośredniego wsparcia kawalerii,
3. zgrupowania do opanowania Lidy, na tyle silnego, by cel ten mógł być osiągnięty jednym uderzeniem,
4. grupy do działań na froncie Baranowicze — Nowogródek
5. grupy, osłaniającej od strony Grodna, W tym celu mogły być użyte:
a) oddziały znajdujące się na froncie (grupa gen. Szeptyckiego i grupa gen. Listowskiego),
b) posiłki z głębi kraju, mianowicie sformowane już oddziały 1-ej i 2-ej dywizji piechoty Legionów oraz stojące do dyspozycji szwadrony 1-go pułku szwoleżerów i 11-go pułku ułanów, baterie 6- go, 8-go, 9-go pułków artylerii polowej i 3-go pułku artylerii ciężkiej.

Po odliczeniu sił, jakie musiały być pozostawione gen. Listowskiemu na Polesiu, front dał dla zamierzonej operacji 12 1/2 batalionów, 17 szwadronów, przeważnie bardzo słabych, 4 baterie artylerii polowej i 1/2 baterii artylerii konnej. Posiłki z kraju dały 9 batalionów, 7 szwadronów, 5 baterii artylerii polowej i dwie baterie artylerii ciężkiej. W sumie dawało to 21 1/2 batalionów, 24 szwadrony, 9 baterii artylerii polowej, 2 baterie artylerii ciężkiej i pół baterii artylerii konnej.

W skład dwóch pierwszych grup, tj. grupy kawalerii i wspierającej ją grupy piechoty, Wódz Naczelny przeznaczył głównie oddziały ściągnięte z kraju. W skład grupy kawalerii, nad którą dowództwo obejmował ppłk Belina-Prażmowski, miały wejść 3 szwadrony 1-go pułku szwoleżerów, 2 szwadrony 11-go pułku ułanów i 2 szwadrony jazdy dywizyjnej, które w myśl rozkazu Naczelnego Wodza z dn. 10-go kwietnia miały w ciągu 11, 12 i 13-go kwietnia wyładować w Skrzybowcach i Różance, a następnie skoncentrować się w obszarze Papiernia-Kowale, Z oddziałów, stojących już na froncie, miały wejść w skład grupy ppłk. Beliny: jeden szwadron techniczny 7- go pułku ułanów, który miał dołączyć do niej w obszarze koncentracyjnym dnia 13 kwietnia, oraz dwa szwadrony 4-go pułku ułanów, które miały dołączyć dopiero w toku działań.
Do grupy piechoty, skierowanej na Wilno, dowództwo nad którą obejmował gen. Rydz-Śmigły, przeznaczał Naczelny Wódz 6 batalionów 2-ej dywizji piechoty legionów[12] z dwoma sztabami pułków i trzy baterie. W myśl rozkazu z dnia 11 kwietnia miały one przybyć w ciągu dnia 14 kwietnia na stacje wyładowcze w Skrzybowicach i Radziwoniszkach, po czym skoncentrować się w obszarze Radziwoniszki — Ogrodniki. Po rozpoczęciu operacji do grupy miały być dołączone jeszcze szwadron jazdy, 1—2 baterii artylerii polowej i 1 bateria artylerii ciężkiej (15cm).

Większość grupy, nacierającej na Lidę, miały stworzyć również oddziały z kraju. Do tego celu przeznaczał Naczelny Wódz 3 bataliony 1-ej dywizji piechoty Legionów, 1 baterie artylerii polowej i 2 baterie artylerii ciężkiej, które dnia 13 kwietnia miały stanąć w Radziwoniszkach i Skrzybowcach do dyspozycji gen. Szeptyckiego. Rozdział sił, podległych gen. Szeptyckiemu, poza szwadronami, zastrzeżonymi dla grupy ppłk. Beliny-Prażmowskiego, był pozostawiony gen. Szeptyckiemu. Gen. Szeptycki, opierając się na rozkazie Naczelnego Wodza z dnia 10 kwietnia[13], precyzującym przypadające nań zadania, rozdzielił swe siły i zarządził ich rozmieszczenie w sposób następujący.
Działanie na Baranowicze i Nowogródek miał przeprowadzić gen- Mokrzecki, któremu podporządkowano większość sił, a mianowicie oddziały dotychczasowego frontu Szczary i oddział mjr. Dąbrowskiego z Betynia, razem 8 i 3/4 batalionów, 7 i 1/2 szwadronów, 3 baterie artylerii polowej. Gen. Mokrzecki miał utworzyć dwa zgrupowania: jedno — pod dowództwem płk. Boruszczaka, dla natarcia na Baranowicze, drugie — pod dowództwem mjr. Zawistowskiego — dla natarcia na Nowogródek. Dnia 14 kwietnia zgrupowanie płk. Boruszczaka powinno było zająć linię Miłowidy — Połonka — Serebryszcze, zgrupowanie mjr Zawistowskiego linię Dworzec — Nowojelnia — Nowosiółki, jako podstawę do uderzenia w dniu 15 kwietnia na Baranowicze i Nowogródek. Większą część dotychczasowej grupy zaniemeńskiej pozostawił gen. Szeptycki na dotychczasowych stanowiskach na zachód i na południe od Lidy. W łączności z oddziałami 1-ej dywizji piechoty Legionów miały one utworzyć grupę gen. Lasockiego, w łącznej sile 5 batalionów, 2 i 1/2 szwadronów, 2 baterii artylerii polowej, 2 baterii artylerii ciężkiej i 1 i 1/2 baterii artylerii konnej. Dnia 15 kwietnia grupą miała stać w pogotowiu do koncentrycznego natarcia na Lidę od południa, zachodu i północnego zachodu.

Część jazdy grupy zaniemeńskiej, 5 szwadronów, pod dowództwem płk. Dziewulskiego, przeznaczył gen, Szeptycki do zajęcia w dniu 14 kwietnia Ejszyszek.
Do obszaru Skidla, jako osłonę od strony Grodna, przeznaczał gen. Szeptycki dwa bataliony, 1 szwadron i 1 i 1/2 baterii artylerii polowej pod dowództwem płk. Freya.

2.    Wydane rozkazy

Streszczone powyżej rozdział i rozmieszczenie sił, przeznaczonych do ofensywy, wypływały z szeregu rozkazów, wydanych dnia 10 i 11 kwietnia przez Naczelne Dowództwo i przez gen. Szeptyckiego.

Dnia 10 kwietnia Naczelne Dowództwo przesłało juzem następujący rozkaz generałowi Szeptyckiemu.

Dla przeprowadzenia działań zaczepnych na Baranowicze, Nowogródek i Lidę zarządza się co następuje: Akcja zostaje rozpoczęta dn. 15.IV.19. rano, kieruje nią gen. Szeptycki. Zadaniem jego będzie:
a) Przeprowadzić akcje na Baranowicze i Nowogródek w ten sposób, ażeby nieprzyjaciel rzebywający w tym rejonie został bardzo silnie związany i o ile możności wyparty z tych miejscowości.
b) W ciągu przedpołudnia tegoż dnia zająć i ubezpieczyć Lidę od wschodu. Koniecznem jest przy tym odcięcie linii kolejowej od wschodu i północy oraz obsadzenie toru w ten sposób, ażeby nieprzyjaciel nie mógł wycofać z Lidy ani jednego z taborów kolejowych. Dla zajęcia Lidy zostają oddane do dyspozycji gen. Szeptyckiego następujące oddziały: 3 baony 1 dyw. Legionów. wyładowują dn. 13.4. po południu w Gut. Rądziwoniszki, 2 baterje (15 cm.) I i 2/3 p. a. c. wywagonują dn. 13,4. wieczorem na st. Skrzybowce. 1 Bat. (8 cm.) 2/6 p. a. p. i 1 bat (7,7 cm.) (8 p. a. p.) wywagonują dn. 13. 4.  Po południu w Skrzybowcach. Oddziały wychodzą z kraju bez żadnych rozkazów dalszych i muszą otrzymać instrukcje dotyczące punktów koncentracyjnych i zadań na miejscu wyładowania.
c) Jednocześnie ma być przeprowadzana akcja zajęcia Ejszyszek, po ich zajęciu 2 szw. 4. uł. zostaną oddane do dyspozycji ppułk. Beliny. Zadaniem oddziału stojącego w Ejszyszkach będzie przykrycie kolei Lida — Wilno od zachodu z tem, że w stosunku do oddz. niemieckich należy zachować się tylko obserwująco.
d) Grupa Grodno: ma za zadanie osłonić linię kolejową Mosty— Lida od strony Grodna oraz szachować załogę niemiecką Grodno i okolic. Potrzebne w tym celu przegrupowanie wojsk o ile jest związane z transportami kolejowymi musi być zakończone do dn. 12.4 po południu
II.
Jednocześnie nastąpi w rejonie na zachód od Lidy koncentracja wojsk do dyspozycji Nacz. Dow. w następującym porządku.
Grupa ppułk. Beliny: 2 szw. 11 p. uł. staną dn. 11.4. wiecz. na st. Skrzybowce, szwadrony te zadyryguje gen. Szeptycki do Krasnowic. Szw. techn. 7 p. uł. będący dotychczas w dyspozycji gen. Szeptyckiego ma być odesłany do dn. 13.4 ppłd. do Kowali do dyspozycji ppłk. Beliny. Wchodzące w skład tej grupy 2 szwadr. dywizyjne, 3 szw. 1 p. szwol. i pluton art. kon. wywagonują w ciągu 12 b. m. po południu i 13 b. m. przed południem na st. Skrzybowce i Różanka i przejdą do rejonu koncentracyjnego Papiernia—Mejry—Krasnowce— Kowale—Serafiny.
Do tejże grupy zostaje przejściowo przydzielony pociąg prowiant., który wywagonuje dn. 13.4 na st. Skrzybowce. Zadaniem tej grupy jest wyruszyć jednocześnie z atakiem na Lidą przez Myto, Krupą do Woronowa.
Z tego wzglądu most na Dzitwie w Mycie ma być wolny do przemarszu jazdy 15-tego b. m. o godz. 5-ej rano.
2 Dyw. Leg. złożona z 6 baonów piech. i 3 baterie 9 p. a. p., 1 komp. telegr., 3 pociągów prowiant, amunic, 1 szpitala polowego i części art. z grupy atakującej Lidą po jej zajęciu. Wywagonowuje w ciągu dn. 14.4. na st. Gut Radziwoniszki i Skrzybowce, zostaje umieszczona w rejonie Gut. Tarnowszczyzna. Repniki, Gościłowce, Szpilki, Ogorodniki, Alenkowce, Lebioda, Radziwoniszki i wymaszerowuje za grupą jazdy.
III.
Sztab Dow. Dyw. znajduje sią od dnia 14.4 po południu na st. Skrzybowce.
IV.
Dn. 11.4. po południu zostają urządzone na st. Skrzybowce magazyny prowiantowe i amunicyjne Kwatermistrzostwa głównego do dyspozycji grup operujących na Lidą, Ejszyszki i grup podległych Nacz. Dow.
V.
Czołówka kolejowa sanitar. staje dn. 12 b. m. po południu na st. Mostach. Czołówka sanitarna kołowa Gut Podzitwa.
VI.
Oficerem regulującym koncentracją wojsk na st. Skrzybowce i Radziwoniszki jest kpt. Łapiński, który również rozda wszystkim oddziałom komplety map.
VII.
Pociąg złożony z 20 automobili ciężarowych ma być ustawiony od dnia 13.4 po południu z odpowiednim zapasem benzyny na st. Skrzybowce do dyspozycji Nacz. Dow.
VIII.
Otrzymują: Gen. Szeptycki i gen. Listowski do wiadomości.
Nacz. Dow. Nr 7124 I.

Rozkazy dla ppłk. Beliny Prażmowskiego i gen. Śmigłego- Rydza brzmiały:

NACZ. DOW. Warszawa, 10.IV. 1919
D 7124/1. Ściśle tajne.
Do
Ppłk. Belliny - Prażmowskiego
do wyłącznej wiadomości.

1) 15 b. m. zostaje przeprowadzony przez oddziały gen. Szeptyckiego, wzmocnione kilku baonami 1 dyw. leg. i kilku bateriami atak na Baranowicze, Nowogródek i Lidę.
2) Jednocześnie rozpocznie się marsz grupy jazdy i 2 dyw. leg. na północ od Lidy. W tym celu zostaną powyższe jednostki skoncentrowane w dniach 12, 13 i 14 b. m. w rejonie na zachód od Lidy.
3) Skład grupy ppłk. Beliny: Dwa szwadr. 11-go p. uł. — zostały zadyrygowane wprost do stacji Skrzybowce, gdzie staną 11 b. m. wieczorem, skąd gen. Szeptycki zadyryguje je do Krasnowic.
Trzy szwadr. 1-go p. szwol.—staną jeden 13 b. m, rano w Skrzybowcach, dwa 13 b. m. rano w Różance, skąd przejdą do ogólnego rejonu kwaterunkowego.
Dwa szwadr. dywizyjne — staną 12 b. m popołd. w Skrzybowcach, skąd przejdą do rejonu kwaterunkowego.
Dwa szwadr. 4-go p. uł —zostaną przyłączone do grupy po rozpoczęciu operacji.
Szwadr. techn. 7-go p. uł.—będący dotychczas w dyspozycji gen. Szeptyckiego, zostanie odesłany 13 b. m. popołdn. do Kowali do dyspozycji grupy.
1 poc. prowiantowy—wywagonuje 13 b. m. na stacji Skrzybowce. Dnia 14 wiecz. ma stać w rejonie kwaterunkowym napełnionym dwoma pełnymi porcjami i racjami.
4) Rejon kwaterunkowy; grupy: Papiernia—Mejry—Krasnowce— Kowale—Serafiny,—wsi położonych przy szosie zajmować nie wolno.
5) II dyw. leg. przyjeżdża w ciągu 14 b. m. i kwateruje na południe od szosy.
6) W ciągu 14 b. m należy przeprowadzić organizację grupy i uregulować stosunki rozkazywania tak, ażeby grupa o świcie 15-tego mogła rozpocząć operacje.
7) Sztab Nacz. Dow. znajduje się od dn. 14 b. m. po południu na stacji Skrzybowce.
8) Dn. 11.IV. po południu zostają urządzone na stacji Skrzybowce magazyny prowiantowe i amunicyjne.
9) Czołówka kolej, sanit. staje dn. 12 b. m. popołd. na st. Mosty, czołówka sanit. kołowa w Gut Podzitwa.
10) Oficerem, regulującym koncentrację wojsk ze stacji Skrzybowce i Radziwoniszki jest kpt. Łapiński, który również rozda wszystkim oddziałom komplety map.”
z. r. Stachiewcz
ppłk

NACZ. DOW.                             Warszawa, 1I.1V. 1919
Nr 7124/1.                             Ściśle tajne

Do
Gen. Rydza - Śmigłego
do wyłącznej wiadomości.
1) 15 b. m. zostaje przeprowadzony przez oddziały gen. Szeptyckiego, wzmocnione kilku baonami 1 dyw. leg. i kilku bateriami atak pa Baranowicze, Nowogródek i Lidę.
2) Jednocześnie rozpocznie się marsz grupy jazdy i 2 dyw. Leg. na północ od Lidy. W tym celu zostaną powyższe jednostki skoncentrowane w dniach 12, 13 i 14 b. m. w rejonie na zachód od Lidy.
3) Skład 2 dyw. Leg.
Sztab dywizji                     Wyładowuje 14 b. m. rano na stacji Skrzybowce
komp. telegraf.                     (1 transport).
6 baonów 2 dyw.                     Wyładowują w ciągu 14 b. m. rano na
z 2-ma sztabami pułków           st. Gut. Radziwoniszki (7 transportów)
i odpowiednimi k. k. m.
3 bat. (9 cm.) 9 p. a. p.           Wyładowuje w ciągu 14 b. m. na stacji Skrzybowce
                        (3 transp).
1 szwadron jazdy                     Zostaną przydzielone do dywizji po rozpoczęciu
1 bat. 15 cm.                     operacji
1—2 bat. pol.
3 pociągi prowiant. am.                 Wyładowują w nocy z 14 na 15 b. m. na stacji Skrzybowce.
1 szpital połowy                     Wyładowuje w nocy z 14 na 15 b. m. na stacji Skrzybowce.

4-ty poc. prow. am.                 Zostanie włączony do dyw. po rozpoczęciu operacji.
4) Rejon koncentracyjny dywizji: Gut Tarnowszczyzna, Repniki, Gościłowce, Szpilki, Ogorodniki, Aleńkowce, Lebioda, Radziwoniszki z wyłączeniem Gut Radziwoniszki.
5) Dywizja rozpocznie marsz 15 b. m. rano.
6) Sztab Nacz. Dow. znajduje się od dn. 14 b. m, po południu na stacji Skrzvbowce.
7) Dn. 11.4. po południu zostają urządzone na st. Skrzybowce magazyny prowiantowe i amunicyjne.
8) Czołówka kolej, sanit. staje dn. 12 b. m. popołd. na st. Mosty, czołówka sanit. kołowa w Gut. Podzitwa,
9) Oficerem, regulującym koncentrację wojsk ze stacji Skrzybowce i Radziwoniszki jest kapt. Łapiński, który również rozda wszystkim oddziałom komplety map.
z r. Stachiewicz
ppłk.

Rozkaz, wydany przez gen. Szeptyckiego obok zarządzeń, dotyczących ugrupowania wyjściowego do działań, sprecyzował zarazem zadania poszczególnych zgrupowań i sposób ich wykonania:

Dow. Lit. Biał. Dywizji“                         Tajne
Nr. 670/3 op,
W południe 11 kwietnia 1919.
Z rozkazu Naczelnego Dow. L. 6200/4[14] wojska polskie dalej prowadzić będą ofensywę w kierunku Baranowicze—Nowogródek—Lida,
Akcja zostaje rozpoczęta 15.4. atakiem na Lidę, Nowogródek i Baranowicze, pod moim kierownictwem.
I.    Grupa Zaniemeńska.
pod dowództwem gen. Lasockiego
1)    Siły:
Suwalski p. strz.
3 baony 1 dyw. leg.
7 p. uł, (2 i 1/2 szw.)
szw. rtm. Radziwiłła
1, 2, 3 szw. 4. p. uł.
1 i 2 bt. 3 p. a. c. (15 cm.)
2 bt/6 p. a. p.
1 bt./8 p. a p.
1 pluton 1 bt./9 p. a. p.
1 pluton art. kon.
3 baony 1 dyw. leg wyładują się 13.4. ppoł. w Gut. Radziwoniszki, 1 i 2/1 p. a. c. - 13.4. wiecz., 2/6 p a. p. i 1/8 p. a. p. — 13.4 po południu na stac. Skrzybowce. Oddziały wychodzą z kraju bez żadnych rozkazów dalszych i muszą otrzymać instrukcje na miejscu wyładowania od dow. grupy.
2)    Zadanie.
Zajęcie i utrzymanie i zabezpieczenie Lidy.
3)    Wykonanie:
13.4. Umieszczenie wyładowanych oddziałów i rozlokowanie na odpoczynek w Repniki—Bobowce—Radziwoniszki – Mosiewicze – Lebioda – Feliksówka — Poluty, Kulbaki — Myta, skoncentrować bliżej dwóch ostatnich.
14.4.
a) 4 p. uł. i szw. Radziwiłła — zajęcie Ejszyszek, przecięcie linii kol. i wysadzenie toru w kierunku na Wilno w okolicy Wielkie Sioło.
Po zajęciu Ejszyszek dwa szw. 4 p. uł. zostaną oddane do dyspozycji ppłk. Beliny.
Zadaniem w Ejszyszkach stojącego oddziału, będzie przykrycie kolei Lida—Wilno od zachodu. W stosunku do sąsiednich oddziałów niemieckich zachowanie się obserwujące.
b) Ustawienie w pogotowiu grupy do ataku na Lidę
a) koncentrycznie od Dorża na północ 7 p. uł.
b) przez Palubniki—Dojnowo—Krupa, Suw. p. p. i 3 baony leg. 15.4. Atak na Lidę od południa i zachodu — zabezpieczenie w ogólnej linji Kolesziszcze—Nieticz—Suchwalnie Gut Dworzyszcze Żyrmuny, zostawiając w Sielcu 1 komp. suw, p. p i w Dorze pieszy szw. 4 p. uł. 7 p. uł. wysyła silny oddział w kierunku na Dokudowo i dalej ku linii kol. z zadaniem zaniepokojenia wroga na tyłach.
II. Grupa gen. Mokrzeckie go.
1.    Siły:
Kawaleria oddziału Dąbrowskiego (350 sz).
Kowieński p. p.
Miński p. p.
Białost. p. p.
Grodz, p. p.
Wil. p. p.
Baon szturm.
8 baon strzelc.
3 bat. pol.
 1, 2. 3 szw. i bojowy szw. (zbiorowy) 10. p. uł.
1/2 szw. 5 p. uł.
komp. minerów,
2.    Zadanie:
Akcja na Baranowicze i Nowogródek w ten sposób, ażeby nieprzyjaciel przebywający w tym rejonie został bardzo silnie związany i o ile możności wyparty z tych miejscowości, głównie z Baranowicz od północnej strony.
3.    Wykonanie.
14.1V.
Grupa mjr. Zawistowskiego. Dotarcie do linji Nowosiółki—Nowojelnia—Dworzec z zabezpieczeniem lewego skrzydła od Boczkowicze i prawego—od strony Horodyszcze.
15.IV.
ogólny atak na Nowogródek i zabezpieczenia jego.
Grupa płk. Boruszczaka:
14.IV.
Wysunięcie kaw. Dąbrowskiego do Miłowidy—już jest zarządzone.
Osiągnięcie ogólnej linIi Guta Niemieszkaja (wschód od Skobljew—lager)—Guta Paulinowo — Derewnaja—Niebyty—Polonka—Swjirjany—Lusznjewo—Serebryszcze, z zabezpieczeniem lewego skrzydła od strony Mołczadzi.
Ugrupowanie głównej grupy atakującej Baranowicze w okolicy Wysocka.
15.IV.
Ogólny atak na Baranowicze od zachodu i północy, zabezpieczając lewe skrzydło od strony Horodyszcze. W razie powodzenia zabezpieczenie Baranowicz od wschodu w linii okopów niemieckich—Horodyszcze i Nowogródek również zabezpieczyć od wschodu.
III. Jako dalszy rozwój akcji na Lidę prowadzoną będzie pod kierownictwem Naczelnego Dowództwa akcja na Wilno.
1) Grupa płk. Beliny koncentruje się w okolicy Papiernia—Kowale—Serafiny. Zadaniem tej grupy jest wyruszyć równocześnie z atakiem na Lidę przez Myto, Krupę do Woronowa. W tym celu mosty w Myto mają być wolne do przemarszu jazdy 15.IV. od godziny 5-ej rano.
2) 2 dyw. leg, złożona z 6 baonów piechoty, 4 bat. 9 p. a. p. wywagonuje się w ciągu 14 IV. na stacji Gut Radziwoniszki i Skrzybowce i wymaszeruje w ślad za grupą jazdy ppłk. Beliny.
3) Naczelne Dow. (sztab) znajduje się od 14.IV ppoł. na stac. Skrzybowce.
4) Dnia 11 IV. zostają urządzone na st. Skrzybowce magazyny prow. i amunicyjne.
5) Do Słonima przychodzi płk. Jankowski z garnizonem Różany i Kossowa. (wileński pułk;.
IV. Dowóz żywności
Z dniem 13-go b. m. magazyn żywnościowy w Zelwie przestaje funkcjonować, natomiast z dniem 14-go b. m. rano oddziały pobierają prowiant już w Czemary, pod Słonimem.
Por. Rangiewicz nadal zaopatruje kowieński pułk. dowożąc prowiant automobilami, oddziały pozostałe w Zelwie pobierają prowiant w Wołkowysku.
„Szeptycki“

3.     Koncentracja
Wyładowanie oddziałów grupy kawalerii i jej koncentracja odbyły się zgodnie z planem; jedynie szwadron techniczny 7-go pułku ułanów nie dołączył do grupy w nakazanym czasie, czego nie uczynił zresztą i w toku działań.
Oddziały 1-ej dywizji piechoty Legionów, przeznaczone do grupy gen, Lasockiego, przybyły z kilkunastogodzinnym opóźnieniem, na ogół jednak zdążyły, na czas.
Poważnemu za to opóźnieniu uległy, jadące na końcu, transporty 2-ej dywizji piechoty Legionów. Transporty te, w sumie 20-u miały wywagonować w ciągu 14 i 15 kwietnia, w rzeczywistości ostatnie z nich wy wagonowały dopiero dnia 17 kwietnia popołudniu, kiedy operacja już się rozpoczęła.

Przyczyny opóźnienia były następujące:
—nieprzestrzeganie przy ładowaniu w kraju nakazanych terminów,
—słabsza, niż przewidywano, wydajność linii kolejowej na odcinku Mosty—Skrzybowce, skutkiem nieukończenia na czas niezbędnych przygotowań technicznych, przede wszystkim połączeń telefonicznych.

4.    Przesunięcie terminu działań
Opóźniona koncentracja oddziałów 2-ej dywizji piechoty Legionów skłoniła Naczelnego Wodza do przesunięcia początku operacji o jeden dzień, tj. na dzień 16 kwietnia. Odpowiedni rozkaz został wydany jeszcze dnia 13 kwietnia. W związku z tym również i przyjazd Naczelnego Wodza do Skrzybowiec, wyznaczony na dzień 14 kwietnia w południe, został odłożony na dzień 15 kwietnia rano.
Gen. Szeptycki sprzeciwił się odłożeniu działań na Lidę i Baranowicze. Stanowisko swoje wyłuszczył w rozmowie juzowej z Szefem Sztabu Generalnego w sposób następujący:

„Ja już dzisiaj puściłem w ruch akcję na Baranowicze i Nowogródek tak, żeby 15-go móc nieprzemęczonym żołnierzem stoczyć bitwę. Co do Lidy już są wszystkie rozkazy wydane, żeby 15-go ją wziąć. Wszelkie opóźnienie daje możność bolszewikom skoncentrować nowe siły na te trzy miejsca i skonstatować rozkład naszych sił. Więc radzę terminu wzięcia tych trzech miejsc nie opóźniać, a tamtą akcję 16-go rozpocząć.

Naczelny Wódz do stanowiska gen. Szeptyckiego przychylił się tylko częściowo. Zgodził się na natarcie na Baranowicze i Nowogródek w terminie wyznaczonym poprzednio, lecz co do Lidy, to utrzymał termin późniejszy, nie chcąc uderzać na nią przed rozpoczęciem marszu na Wilno, „aby nie alarmować Wilna" — przedwcześnie.

5.    Ugrupowanie wyjściowe dnia 14 i 15 kwietnia.

szkic 4

Szkic nr 4 przedstawia ugrupowanie na froncie w dniu poprzedzającym natarcie, tj. w dniu 14 kwietnia, o ile idzie o oddziały, skierowane na Baranowicze — Nowogródek, i w dniu 15 kwietnia, jeżeli idzie o zgrupowania pozostałe.

Ugrupowanie to pokrywało się niemal w zupełności z zarządzeniami, wyrażonymi w rozkazach koncentracyjnych Naczelnego Wodza i w rozkazie operacyjnym gen. Szeptyckiego.

Grupa płk. Boruszczaka stała na wyznaczonych stanowiskach wyjściowych; grupa mjr. Zawistowskiego wprawdzie znajdowała się jeszcze w obszarze Wiązowiec—Zdzięcioł, lecz już gotowa do przesunięcia się w obszar Nowojelni w ciągu nocy z dnia 14-ego na 15-ty kwietnia.

Grupa gen. Lasockiego stała na stanowiskach, z których w dniu następnym miała przejść do koncentrycznego uderzenia na Lidę.

Grupa płk. Dziewulskiego zajęła dnia 14 kwietnia Ejszyszki i stała w obszarze Ejszyszki—Raduń, dokonawszy zniszczenia połączeń telefonicznych i uszkodzenia toru na linii Lida — Wilno w okolicy Wielkiego Sioła.

Grupa płk, Beliny Prażmowskiego zakończyła koncentrację, brakło jej jedynie wspomnianego już szwadronu technicznego.

Natomiast grupa gen. Śmigłego-Rydza do wieczora dnia 15-go kwietnia zdołała skoncentrować tylko trzy bataliony 1-go pułku piechoty Legionów i dwie baterie artylerii polowej; przybycie dwóch batalionów 5-go pułku piechoty Legionów i jednego batalionu 6-go pułku piechoty Legionów spodziewane było w dniu 16 kwietnia.
W nakazanym obszarze znajdowała się też grupa płk. Freya.

6.    Rozkaz do działań na Wilno (szkic nr 5)

szkic 5

 

Naczelny Wódz postanowił rozpocząć działanie w nakazanym terminie, nie czekając na przybycie brakujących oddziałów 2-ej dywizji piechoty Legionów. Pewną trudność nasuwał brak furażu dla grupy kawalerii, gdyż spodziewany transport nie nadszedł w terminie i nie wiadomo było, kiedy nadejdzie. Zaradzono temu o tyle, że oddano jej owies, przeznaczony dla koni sztabu Naczelnego Wodza, co wszakże dało zaledwie po jednym kilogramie na konia.

Przed południem odbył Naczelny Wódz odprawę z gen. Szeptyckim, gen. Śmigłym - Rydzem i ppłk. Beliną, na której wydał ustne dyspozycje do podjęcia działań na Wilno w dniu następnym. Dyspozycje te zostały potwierdzone rozkazem pisemnym, wydanym tegoż dnia wieczorem:

NACZ. DOW.
L. op. 8.
ROZKAZ
Dowódca: ppłk Belina

Skład:
3 szw. 1. p. szwol
2 szw. dywizyjne
2 szw 11 p. uł.
2 szw. 4 p. uł.
1 szw. techn. 7 p. uł.
1 pl. konnej art.
1 pociąg- prowiantowy.

1) Sytuacja nieprzyjacielska według danych biura wywiadowczego w osobnym załączniku.

2) 16 VI. o g. 4 rano rozpoczyna się atak na Lidę pod dowództwem gen. Lasockiego. Równocześnie z nim zaczyna swój marsz na Wilno 1 br. jazdy i 2 dyw. leg.

3) Czoło I brygady jazdy przekroczy most na Dzitwie pod Mytem dn. 16 IV. o g. 5 rano, maszeruje drogą przez Krupę — Żyrmuny do Bieniakoni. Dwa szw. 4 p. uł. mają się stawić po południu w Woronowie.

W dn. 17 b. m. przejdzie brygada do rejonu Turgiel demonstrując w kierunku Jaszun półszwadronem. Z Turgiel postara się zająć Wilno o świcie 18 b. m.
Łączność jak najdłużej za pomocą gońców konnych.

W dn. 17. b. m. o ile pogoda pozwoli łączność będzie utrzymana przez lotników, których zadaniem będzie śledzić ruchy brygady.

Zaprowiantowanie: oprócz żywności na koniach i wozach szwadronowych przewiezie brygada pociągiem prowiantowym dwudniowe porcje i racje do Woronowa.

Pociąg prowiantowy pobierze tę żywność 15 b. m. wieczorem na stacji Skrzybowce.

2 dyw. Leg. odda brygadzie jazdy swoją jednodniową porcję chleba.

Od Woronowa ma być prowiant wieziony dalej na zarekwirowanych wozach. Pociąg prowiantowy zatrzymuje się w Woronowie do dyspozycji Nacz. Dow. Uzupełnienie amunicji nastąpi dopiero w Wilnie. Należy się liczyć z czterodniową niemożnością uzupełnienia.

Odtransportowanie chorych i rannych oprzeć na urządzeniach sanitarnych 2 dyw. Leg

4) 2 dyw. Leg.
Dow: gen. Śmigły - Rydz.

Skład:
I baon 1 p. p.
II baon 1 p.p.
III baon 1 p.p.
I baon  5 p. p.
III baon 5 p.p.
I baon 6 p. p.
II dyon 9 p. a. p.
1 bateria 6 p. a. p.
Komp. telegraficzna
Radiostacja pol. nr 5
1 pociąg prowiantowy.
Szpital połowy.

wymaszeruje 16. b. m. ze swojego rejonu kwaterunkowego drogą na Myto—Krupy— Zyrmuny. Straż przednia przekroczy most na Dzitwie w Mycie o g. 7 rano.

O g. 10 rano nawiąże gen. Lasocki łączność z gen. Śmigłym w Krupie i powiadomi go o sytuacji pod Lidą.

Dywizja stanie strażą przednią na stacji Bastuny. Siła główna w rejonie Żyrmuny—Krupa.

Baterie 2/6 p. a. p. i 1/8 p. a. p. odeśle gen. Lasocki na wieczór 16. IV. do dyspozycji gen. Śmigłego do Zyrmun pod odpowiednią osłoną. Baterie mają przyjechać z uzupełnioną amunicją, która rano zostanie podciągnięta do Myta.

W dn. 17 b. m. gen. Śmigły kontynuuje swój marsz traktem przez Bieniakonie w kierunku Wilna.

Łączność: a) gen. Szeptycki swymi siłami buduje linię telefoniczną poi. do Lidy ze stacją w Dejnowie. Komp. telegraficzna 2 dyw. leg. buduje linię połową Dejnowo—Krupy—Żyrmuny.
b) pluton budowlany w dyspozycji Nacz. Dow. naprawia linię stałą do Lidy wzdłuż kolei i następnie na północ od Lidy w kierunku na Wilno.
Z chwilą ukończenia linii do Lidy ma być tam ustawiony aparat Hughesa.
c) Radiostacja pol. nr 5. zostaje przydzielona do 2 dyw. leg. i utrzymuje łączność z radiostacją nr 3 w Skrzybowcach. Gen. Śmigły dostarczy dwóch wozów pod radiostacje.
Ponadto Nacz. Dow. będzie nawiązywało łączność za pomocą automobili i oficerów ordynansowych.

Zaopatrzenie i zaprowiantowanie
a) gen. Śmigły oprócz porcji i racji, które ma obecnie przy sobie, weźmie na jeden pociąg prowiantowy jednodniową! porcją i racją żywności i dwudniową porcją mąki. Pociąg ten po wyładowaniu w Zyrmunach odesłać do Lidy.
b) Od 17.IV. przed południem zostanie urządzony dla 1 br. jazdy i 2 dyw. Leg. magazyn żywnościowy w Lidzie pod zarządem głównego Kwatermistrzostwa.
Wszystkie pociągi zostają w dyspozycji Nacz. Dow., które obejmie dostawą prowiantów i amunicji
Uzupełnienie amunicji. Magazyn amunicji zostaje przeniesiony w ciągu dnia 17 b. m. ze Skrzybowiec do Lidy.

Służba sanitarna
Gen. Szeptycki zarządzi jak najszybsze urządzenie szpitala polowego w Lidzie, który musi być przystosowany również dla chorych i rannych grupy Wilna.
W ciągu 16.1V odsyłać chorych i rannych do Podzitwy. Czołówka kolejowa sanitarna zostanie przesunięta ze Skrzybowiec do Gut Radziwoniszki

5) Wszystkie godziny podane w tym rozkazie liczą się według starego czasu. Dn. 16.1 V. o g. 12 w południe mają być zegarki przesunięte na g. 1-szą.
Gen Szeptycki obejmuje ochroną kolei Lida — Wilno do Woronowa włącznie. W dn. 17 b. m. dalej na północ chroni linią kolejową 2 dyw. leg.
Otrzymują:
Gen. Szeptycki 1
Gen. Śmigły Rydz 1
Gen. Lasocki 1
Płk Belina 1
Adiutantura General 2
Szef. Szt. w Warszawie 1
Oddział I. 2
Kwatermistrzostwo 2
Rezerwa 5

Piłsudski m. p

Za zgodność:
(—) Stachiewicz ppłk.

Skrzybowce 15. 4.19

Aby uzupełnić obraz omówionego poprzednio ogólnego planu operacji, podkreślę w powyższym rozkazie momenty zasadnicze które wskazują, w jaki sposób Naczelny Wódz rozplanował manewr na Wilno w czasie.

Grupa kawalerii miała dotrzeć w pierwszym dniu działań do obszaru Bieniakonie, czyli dokonać przemarszu 55 km. W drugim dniu miała stanąć w obszarze Turgiele, przebywając mniej więcej 30 km, a następnie w noc tegoż samego dnia miała przejść dalsze 30 km, by już dnia trzeciego o świcie uderzyć na Wilno.

Co do grupy gen. Śmigłego, to rozkaz wskazywał jej tylko cel do osiągnięcia w pierwszym dniu. Był to obszar Żyrmuny- Krupa dla sił głównych i Bastuny dla straży przedniej. W ten sposób straż przednia grupy miała przebyć w ciągu tego dnia około 35 km. Odległość od Bastun do Wilna wynosi 65 km. Wynika stąd, że piechota mogła wesprzeć kawalerię w Wilnie najwcześniej, o ile by użycie kolei zawiodło, dopiero w nocy z trzeciego na czwarty dzień operacji, czyli, że kawalerii groziła ewentualność utrzymywania się w Wilnie o własnych siłach przez czas do 24 godzin. Bardziej forsowany marsz piechoty był trudny do pomyślenia o tyle, ze były to oddziały świeżo sformowane, złożone z młodego i niewytrenowanego żołnierza.

Przyjmując za podstawę manewru moment niespodzianki, a co za tym. idzie, moment szybkości, i z tego względu wyznaczając kawalerii tak krótki czas do osiągnięcia celu, Wódz Naczelny nie mógł jednocześnie—na podstawie niedomagań, obserwowanych w toku koncentracji—nie brać w rachubę trudności, jakich należało się spodziewać w zaopatrywaniu oddziałów, zwłaszcza w dostawie furażu dla kawalerii, dlatego też już w momencie wydania powyższego rozkazu liczył się z tą ewentualnością, że marsz kawalerii będzie musiał ulec zwłoce i że zaatakuje ona Wilno dopiero dn. 19 kwietnia, to jest w czwartym dniu operacji. O ewentualności tej ppłk, Belina został przed wymarszem poinformowany.

V. PIERWSZY DZIEŃ OPERACJII—16 KWIETNIA
(szkic nr 6)

szkic 6

1. Przebieg działania

a. Grupa ppłk. Beliny.

O g. 5.30 grupa kawalerji wymaszerowała z Myta. Przy odmarszu był obecny Wódz Naczelny.
Dla uproszczenia rozkazodawstwa zreorganizowano grupę w ten sposób, że z dwóch samodzielnych szwadronów dywizyjnych włączono przed odmarszem: jeden do 1 p. szwol., drugi do 11 p. uł; tak samo dwa szwadrony 4 p. uł. z Ejszyszek, które dołączyły do grupy w trakcie marszu, zostały przydzielone do 11 p. uł.
Stan bojowy grupy, łącznie ze szwadronami 4 p. uł., wynosił: 53 oficerów, 790 szabel, 9 karabinów maszynowych i 2 działa.
Maszerując przez Krupę i Żyrmuny, nie napotkawszy nieprzyjaciela, z wyjątkiem słabego oddziału piechoty w Bastunach, spędzonego przez szwadron straży przedniej, pod wieczór grupa kawalerii stanęła na nocleg jednym pułkiem w Woronowie, resztą sił w rejonie Bastuny—Podworzańce—Sokoły. Licząc od rejonu kwaterunkowego, poszczególne szwadrony przebyły w tym dniu od 42 do 54 km. marszu.

Osiągnięty rejon różnił się od wskazanego w rozkazie Naczelnego Wodza L. 8/op. z dnia 15.IV., według którego to rozkazu kawaler ja powinna była w tym dniu dotrzeć do Bieniakoń, Stało się to jednak za wiedzą Naczelnego Wodza, na podstawie decyzji dowódcy grupy, powziętej jeszcze przed odmarszem z Myta a podyktowanej obawą, że na skutek opóźnienia transportu kolejowego, kolumna żywnościowa grupy nie byłaby w stanie dołączyć do oddziałów, gdyby te wysunęły się dalej na północ, tymczasem zaś od otrzymania furażu i żywności zależała dalsza zdolność marszowa grupy.

b. Grupa gen. Śmigłego-Rydza

W ślad za kawalerią o g. 7.30 ruszyła z Myta piechota gen. Śmigłego. Były to na razie trzy bataliony 1 p. p. leg., liczące w stanie bojowym około 2500 bagnetów oraz dwie baterie 9 p. a. p.

Na skutek fatalnego stanu drogi Myto—Krupa-Wielkie Sioło do rejonu Żyrmun doszła grupa dopiero późnym wieczorem, wobec czego zaniechała wysunięcia straży przedniej do Bastun, jak to miała rozkazem Naczelnego Wodza L. 8/op. z dnia 15.IV. nakazane.

Warunki w jakich dokonano przemarszu, stan oddziałów po marszu, oraz braki w funkcjonowaniu łączności zobrazował gen. Śmigły w następującym meldunku:

Dow. 2 Dyw. p. Leg. Żyrmuny 16.IV. g. 22. 15.
 L. op. 7/5.

MELDUNEK

I.    Dow. 2 dyw. Leg. melduje, że podległe mu oddziały nocują z dnia 16 na 17 b.m.:
Pierwsza część (1 p. p., 2 baterie 9 p. a. p.) w obszarze Żyrmuny-Taukince—Gut Żyrmuny—Wielkie Sioło—Skowrody.
Dow. 2 dyw—Gut Żyrmuny.
Druga część (dwa baony 5 p. p., baon 6 p. p. z odpowiednimi K. K. M. i techn.) miały w ciągu dnia 16 b. m. podciągnąć się w obszar Krupa—Bernucie—Bielewicze—Gut Nadzieja. O tych oddziałach dow. dyw. dotąd jeszcze żadnego meldunku nie posiada. Tak samo nie miało dotychczas Dow. Dyw. możności dysponowania przynależnymi jej poc. prow. amun. oraz zakładami sanit.

II.    Marsz z Myta do Żyrmun odbył się w najcięższych warunkach drogowych, szczególnie pod względem taborów. Spowodowało to, że oddziały piechoty wymaszerowawszy o godz. 7-ej przed południem tu nadeszłych nie przybędą tu nad ranem. Następstwem tego jest, że oddziały pozostały zupełnie bez żywności, konie bez furażu, artyleria bez amunicji.

Droga z Myta do Żyrmun w wielu miejscach wprost nie do przebycia dla taborów. Wozy nawet lekkie grzęzną po osie w błocie i trzeba wprost nadludzkich wysiłków, by je wydobyć. Dla ilustracji powyższego przytaczam jeden z nadesłanych meldunków; dowództwo 11-go dyonu 9-go p. a. p. melduje o g. 9-ej po południu z Wielkiego Sioła:
„Melduję, że stan zaprowiantowania koni jest zupełnie rozpaczliwy; konie są wymęczone okropnie. Dzisiaj wieczór i jutro rano nie mogą otrzymać obroku, gdyż kupić jest absolutnie niemożebne; w terenie nie ma nic, a przy tym tren nie przyjdzie wcale do jutra z powodu dróg. Transporty nie dostarczają nic. Również okropny stan zaprowiantowania ludzi, gdyż tren nie przyjdzie dzisiaj wcale, gdyż konie i wozy wczoraj i dziś miały ogromne przemarsze.
— Mirski ppłk. w. r.”

To tylko jeden z meldunków, zupełnie równobrzmiących ze wszystkich oddziałów.

III.    Z powodu ogólnego braku jakichkolwiek oddziałów konnicy dow. dyw. nie było w stanie nawiązać łączności ani z grupą gen. Lasockiego pod Lidą, ani z ppłk. Beliną, ani z płk. Dziewulskim.
Dow. Dyw. Nie dysponuje nawet odpowiednimi jeźdźcami meldunkowymi.
Skutek tego jest, że dow. dyw. nie posiadając z nikim łączności, ani nie otrzymawszy jeszcze cały dzień żadnej orientacji co do biegu wypadków ani rozkazów, nie orientuje się zupełnie w dzisiejszej wieczornej sytuacji.

IV.    Stan dywizji jest zatem następujący:
Ludzie dziś bez obiadu i kolacji, konie bez obroku — artyleria bez amunicji. Tabory w ciągu 17-go b. m. nie do użycia z powodu zupełnego wyczerpania koni, o ile w ogóle w ciągu 17-go b. m. nadejdą. Dow. Dyw. bez wszelkich rozkazów i dyspozycyj. Wobec powyższego stanu rzeczy trudną jest jakakolwiek akcja w ciągu dnia 17-go b. m.; ponieważ na dzień 17-y b. m. nie mam dyspozycji, opierających się na dzisiejszej sytuacji, czekam z dywizją w miejscu postoju na rozkazy.
Śmigły-Rydz

Generał

c. Natarcie na Lidę.

 Atak na Lidę rozpoczęto około g. 5, prowadząc go koncentrycznie od północy, zachodu i południa; kawalerię skierowano na tyły, z zadaniem przecięcia połączenia kolejowego Lida — Mołodeczno.

Siły nieprzyjacielskie w Lidzie zostały w ostatnich dniach wydatnie wzmocnione, głównie przez ściągnięcie z Wilna stojących tam poprzednio oddziałów dywizji zachodniej.
Wielokrotnie ponawiane uderzenie, pomimo lokalnych i przejściowych powodzeń, do zajęcia Lidy nie doprowadziło, dając w wyniku jedynie odrzucenie nieprzyjacielskiej linii obrony na krańce samego miasta i okrążenie tegoż od północy, zachodu i południa.

d. Na południe od Niemna (szkic nr 10)

szkic 10

Natarcie na Baranowicze i Nowogródek gen. Mokrzecki rozpoczął dnia 15.IV. Nacierająca na Nowogródek grupa mjr. Zawistowskiego zajęła dnia 15.IV. Dworzec i Nowojelnię, dalsze jej posuwanie się zostało wstrzymane wskutek pojawienia się na jej lewem skrzydle kawalerii nieprzyjacielskiej. Natarcie grupy płk. Boruszczaka na Baranowicze, prowadzone na szerokim, bo 40 kilometrowym froncie, w trzech oddzielnych zgrupowaniach, utknęło już w pierwszym dniu przed nieprzyjacielską linią obrony na rz. Myszance.

2. Decyzje Naczelnego Wodza

Rzeczywiste położenie wieczorem dnia 16.IV. było Naczelnemu Wodzowi znane tylko częściowo.
Był on poinformowany szczegółowo o położeniu pod Lidą; na podstawie depesz gen. Szeptyckiego znał położenie pod Baranowiczami; natomiast, co do grupy ppłk, Beliny i grupy gen. Śmigłego, wiadomości od nich nie posiadał i położenie obu tych grup mógł jedynie przyjmować na podstawie dyspozycyj marszowych.
Wiadomości, nadchodzące od gen, Szeptyckiego, brzmiały alarmująco. W rozmowie hughes’owej jaka miała miejsce o g. 8.30 pomiędzy ppłk. Stachiewiczem ze Sztabu Wodza Naczelnego a szefem Sztabu grupy gen. Szeptyckiego, ten ostatni komunikował, między innymi, co następuje:

Stoimy na dawnych pozycjach i staramy się je utrzymać celem wiązania sił nieprzyjacielskich, które są znaczne i wciąż się zwiększają. Przybywają pociągi z Mińska a głównie od Łunirica i podwożą wojska.

Dąbrowski operuje z Miłowid, ale napotyka tam na ogromne przeszkody. Widocznym jest, że tam się zbiera większa siła nieprzyjaciela i zachodzi obawa, że stamtąd zaatakują wzdłuż szosy na Brześć. Koniecznem jest podstawienie tam przynajmniej baonu piechoty. Sytuacja Zawistowskiego bardzo niebezpieczna, tam tez trzeba wzmocnić. Na całym froncie daje się odczuwać brak kawalerii. Mamy jej mało. To co jest — niewyćwiczone i do najwyższego stopnia już wycieńczone. Potrzebne są konieczne posiłki w sile przynajmniej dwóch baonów piechoty i dwóch szwadronów kawalerii, aby być pewnym, że pod natarciem nie załamiemy się. Ze wszystkiego widać, że bolszewicy przygotowali się do ataku na Słonim. Przygotowane tam są ich lepsze siły, jak Łotysze, marynarze i Chińczycy. Naszą ofensywą są zaskoczeni i starają się powiększyć swoje siły dowozem wojsk. Bardzo jest niebezpieczna sytuacja w kierunku wzdłuż szosy na Brześć".

Podobnie brzmiał meldunek, otrzymany przez Naczelnego Wodza w godzinach popołudniowych.

Przez boje wczorajsze i dzisiejsze okazuje się, że siły bolszewickie na rozległym froncie Ostrów — Krywoszyn — Młynok — Małachowce — Nowaja Mysz, posterunki Ogorodniki, a następnie dalej w linii na wschód od Dworzec — Nowojelnia i w Rybakach są w stosunku do naszych sił bardzo przeważające. Staram się nakazaną linię utrzymać, ale w razie aktywnego wystąpienia bolszewików wzdłuż gościńca i kolei do Brześcia nasze tam bardzo słabe siły nie wytrzymają naporu. Proszę o dwa baony do Słonima i o natychmiastową dywersję kawalerii przez Sielec, Nowiny na Rybaki—Morozowiec i dalej na Korzyce. Uważam, że akcja na północ bez gruntownego pobicia bolszewików pod Baranowiczami i w Nowogródku jest wykluczona. Proszę o odpowiedź. Dow. Lit. Biał. Szeptycki gen. Nr. 676/3 op.“.

Jednakowoż z punktu widzenia Naczelnego Wodza, ocena położenia na południe od Niemna musiała wypaść odmiennie. Istotnym zadaniem oddziałów gen. Mokrzeckiego było związanie stojących przed niemi sił nieprzyjacielskich. Przebieg walki pod Baranowiczami właśnie wskazywał, że cel ten został w zupełności osiągnięty. Obawa, że nieprzyjaciel zdoła odzyskać swobodę działania, by zwrócić się bądź na północ z pomocą Lidzie, bądź w kierunku na Słonim, by zagrozić naszym tyłom, na razie nie była uzasadniona na tyle, iżby miała wpłynąć na zahamowanie manewru na Wilno.

Dlatego też Naczelny Wódz prośbę gen. Szeptyckiego o posiłki i o dywersję pozostawił bez zadośćuczynienia, a jedynie uwzględniając opór, na jaki natknęły się oddziały grupy gen. Mokrzeckiego, nie kładł specjalnego nacisku na szybkie opanowanie Baranowicz i Nowogródka, lecz zadowolił się żądaniem, aby osiągnięte dotychczas stanowiska były utrzymane.

Inaczej przedstawiała się rzecz z Lidą. Tutaj samo związanie nieprzyjaciela już nie wystarczyło. Opóźnienie w zajęciu Lidy odbijało się bezpośrednio na rozwoju manewru na Wilno, ponieważ stwarzało zwłokę w zorganizowaniu podstawy i zmuszało do ograniczenia się przy zaopatrywaniu oddziałów, pchniętych na Wilno, do drogi Myto—Krupa—Żyrmuny, stan której okazał się fatalny.

Ten wzgląd stał się też podstawą decyzji Naczelnego Wodza:
1) wzmocnić wydatnie siły nacierające na Lidę, by zapewnić sobie szybkie powodzenie;
2) wstrzymać marsz kawalerii i piechoty na Wilno, aż do chwili opanowania Lidy.

Dla wzmocnienia natarcia na Lidę skierowano dwa ostatnio wyładowane z wagonów bataliony 2 dywizji Leg. Grupa kawalerii i piechota gen. Śmigłego miały zatrzymać się w osiągniętych rejonach, aż do dalszych rozkazów.

Ta decyzja Naczelnego Wodza znalazła wyraz w poniższym rozkazie operacyjnym, wydanym wieczorem.

Naczelne Dowództwo W. P. Miejsce postoju 16.IV. 19 r.
L. op. 17.

ROZKAZ

1) Dzisiejszy atak na Lidę nie doprowadził do zajęcia miasta. Natrafiono na bardzo silny opór ze strony miejscowej załogi i ludności. Oddziały nasze, które kilkakrotnie były w mieście, musiały się cofnąć ze znacznymi stratami. Obecnie jest miasto otoczone z trzech stron, oddziały nasze stoją wszędzie na skraju miasta. Dalszy atak będzie prowadzony dziś w nocy względnie jutro od świtu. Dla wzmocnienia grupy atakującej wysłało Nacz. Dow. bezpośrednio dwa baony 2 dyw. p. leg. które ostatnio wywagonowały.

2) Brygada jazdy i 2 dyw. leg. zatrzymują się w dotychczas osiągniętych rejonach aż do dalszych dyspozycji.

3) Łączność: Stacja iskrowa Nr. 5 zostaje do dyspozycji Nacz. Dow. ustawiona w Mycie.

4) Dnia 17 b. m. rano zostaną wysłane pociągi prowiantowe z dwudniowymi zapasami żywności dla 2 dyw. Leg. i jednodniowym zapasem żywności dla brygady jazdy do Krupy, ewentualnie zostaną one zatrzymane w Mycie.

5) Wraz z pociągami prowjantowemi zostanie wysłany pociąg amunicyjny dla 2 dyw. zostający do dyspozycji dowództwa tejże.

6) Puste pociągi prowiantowe odsyłać do Skrzybowiec.

7) Jako łącznik Nacz. Dow. zostaje w Mycie kpt. Łapiński.

8) W załączeniu przesyła się ostatnie meldunki Biura Wywiadowczego.

(—) Piłsudski m. p.

Za zgodność: (—) Stachiewicz ppłk.

Decyzja Naczelnego Wodza nie przesądzała jeszcze możliwości dalszego rozwoju manewru na Wilno według planu pierwotnego.

Wzmocnienie grupy gen. Lasockiego zapewniało zdobycie Lidy w ciągu nocy lub wczesnym rankiem dnia 17, IV., a wówczas grupa kawalerii i grupa gen. Śmigłego mogły podjąć dalszy marsz jeszcze przed południem tegoż dnia i osiągnąć na wieczór przewidziane w planie cele. Rozmieszczenie tych grup wieczorem dnia 16. IV., tak przyjmowane przez Naczelnego Wodza, jak i rzeczywiste,— w zupełności tej możliwości odpowiadało. Nie odpowiadały jej warunki materialne, lecz te w całej swej wyrazistości stały się znane Naczelnemu Wodzowi dopiero w dniu następnym.

W jednym z odczytów o Wilnie, Marszałek Piłsudski, mówiąc o dniu 16. IV, wyraził się: „to był pierwszy dzień, gdy nieprzyjaciel mię zatrzymał“.

VI. DRUGI DZIEŃ DZIAŁANIA — 17 KWIETNIA
(szkic nr 7)

 

szkic 7

 

1.     Zarządzenia Naczelnego Wodza na dzień 17. IV

a. Opanowanie Lidy

O g. 5 Lida została zajęta niemal bez walki. Wyczerpany moralnie w boju dnia poprzedniego, nieprzyjaciel cofnął się na wschód — ścigany przez kawalerię grupy gen. Lasockiego. Piechota grupy, ze względu na zmęczenie, ograniczyła się do bezpośredniego ubezpieczenia miasta.
Po zajęciu Lidy niezwłocznie przystąpiono do zorganizowania tyłów, w pierwszym rzędzie — do przetransportowania do Lidy zapasu furażu, żywności i amunicji, zgromadzonych w Skrzybowcach, następnie do naprawy toru na Wilno, na północ od Lidy, aby zyskać możność zaopatrywania oddziałów maszerujących na Wilno za pomocą zdobytego w Lidzie taboru kolejowego.

b. Marsz na Wilno

Wobec zajęcia Lidy, Naczelny Wódz nakazał kontynuowanie marszu na Wilno.

Naczelne Dowództwo W. P.             Miejsce postoju 17. IV. 19. 10.30 przed połudn.
L. op. 28.

ROZKAZ.

1) Lida została dziś o godz. 5-tej rano przez oddziały mjr. Biernackiego zajęta. Oczyszczenie okolicy w toku.
2) Brygada jazdy przesunie się w ciągu dzisiejszego dnia siłą główną do Bieniakoń. strażami przednimi do Wielkich Solecznik.
3) 2-ga dyw. leg. przesunie się siłą główną w rejon Bastuny, strażą przednią do Woronowa.
4) Łączność: a) kompania telegraficzna 2-ej dyw. przechodzi do dyspozycji Nacz. Dow. buduje ona linię telefoniczną od Lidy do st. Bastuny i dalej w kierunku Woronowa, wzdłuż linii kolejowej, budując równocześnie od miejsca najbliższego postoju jedną partię w kierunku do Lidy, drugą zaś do Woronowa. Oddział telefoniczny grupy Lidy buduje linię wzdłuż szosy od Lidy do Gut-Podzitwa.
b) Ppłk. Belina utrzymuje łączność jeźdźcami z dowództwem 2-ej dyw.
c) Ppłk. Belina wydzieli do dyspozycji gen. Śmigłego-Rydza 10 gońców konnych.
d) Należy stanowczo i wszystkimi będącymi do dyspozycji siłami nawiązywać ściślejszą niż dotychczas łączność z Nacz. Dow.
5) Puste pociągi prowiantowe odsyłać natychmiast nie jak w poprzedniej dyspozycji podano do Skrzybowiec lecz do Lidy. Od 8-go IV. rano będzie tam funkcjonował magazyn prowiantowy i amunicyjny.

Piłsudski m. p.

Za zgodność:
(—) Stachiewicz
ppłk.

Dyspozycja ta zmieniała częściowo plan pierwotny, dając inne rozłożenie manewru w czasie. Według rozkazu z dnia 15.IV., grupa kawalerii dnia 17.IV miała stanąć w rejonie Turgiele, odległym od Wilna o 30 km, by dnia 18.IV, o świcie przejść z tego rejonu do uderzenia na Wilno — tymczasem rozkaz obecny zatrzymywał jej siły główne w rejonie Bieniakoń. To zatrzymanie kawalerii w rejonie odległym od Wilna o 55 km jak również przesunięcie sił głównych piechoty tylko do rejonu Bastun, odległego od Wilna o 75 km, a więc co najmniej o dwa dni marszu — znamionowało zaniechanie uderzenia na Wilno już rankiem dnia 18.IV. Przy takim rozmieszczeniu obu grup, uderzenie na Wilno mogło mieć miejsce najwcześniej w noc z 18. na 19.IV.
Jak wiemy, z tego rodzaju zmianą w rozplanowaniu manewru pod względem czasu, Naczelny Wódz liczył się już wtedy, kiedy wydawał ostatnie dyspozycje przed rozpoczęciem akcji — w przewidywaniu trudności natury technicznej i materialnej. Skoro rzeczywistość przewidywania te potwierdziła i opóźniony wymarsz kolumn żywnościowych, łącznie z fatalnym stanem drogi Myto—Krupa—Żyrmuny nasuwał uzasadnioną obawę, że kolumny te nie zdołają dogonić oddziałów, zdecydował się Wódz Naczelny przewidzianą korekturę w rozkładzie marszu urzeczywistnić.

2.     Przebieg działania

a. Grupa ppłk. Beliny.

W osiągniętym dnia poprzedniego rejonie, oczekiwała grupa kawalerii na nadejście furażu, od tego zależała jej dalsza zdolność marszowa. Gdy furaż do południa nie nadszedł, postanowił dowódca grupy marsz kontynuować, jednakże tylko do rejonu Bieniakoń. Meldunek o tym zamierzeniu został wysłany do Naczelnego Wodza jeszcze o g. 5.00.
Jakkolwiek wytknięty przez dowódcę grupy cel marszu pokrywał się z przytoczonym powyżej rozkazem Naczelnego Wodza, to jednak działał on w tym wypadku samodzielnie. Od chwili wymarszu z Myta nie otrzymał ppłk. Belina żadnego rozkazu i nie był poinformowany o ogólnej sytuacji tak, tak że jedyną orientację dlań stanowiły ogólne wytyczne, otrzymane od Naczelnego Wodza przed wymarszem z Myta.

To też na wiadomość jakoby w Wielkich Solecznikach i w Pawłowie znajdowały się większe zapasy owsa, zgromadzone przez Rosjan, ppłk. Belina postanowił nie liczyć już dłużej na dostawy z tyłu i niezależnie od tych dostaw rozpocząć z całą energją akcję na Wilno. Zmienił przeto poprzednie dyspozycje marszowe i nakazał dojście w ciągu dnia do rejonu W. Soleczniki—Kamionka, z wysunięciem szwadronów czołowych do Turgiel i Pawłowa. Dalszym jego zamiarem było uderzenie na Wilno o wczesnym świcie dnia 19.IV.

Tak o przedłużeniu marszu jak i zamiarze atakowania Wilna w dniu 19.IV. meldował ppłk. Belina Naczelnemu Wodzowi w meldunku wysłanym o g. 14.40.
Późnym wieczorem oddziały grupy stanęły w wyznaczonym rejonie. Tu otrzymał dowódca grupy po raz pierwszy rozkaz od Naczelnego Wodza, wraz z meldunkiem gen. Śmigłego-Rydza. Otrzymane dokumenty ostudziły znacznie jego optymizm. Rozkaz Naczelnego Wodza — był to rozkaz L. 17/op. z dnia 16.IV. wieczorem o niepowodzeniu pod Lidą i wstrzymaniu dalszego marszu na Wilno. Meldunek gen. Śmigłego datowany dnia 17.IV. g. 15.00 donosił, że piechota znajduje się jeszcze w rejonie Żyrmun, Z rozkazu Naczelnego Wodza wynikało, że należy liczyć się z odchyleniami od dyspozycji pierwotnych. Meldunek gen. Śmigłego w zestawieniu z rozkazem Naczelnego Wodza wskazywał na to, że piechota prawdopodobnie i nadal pozostaje jeszcze w Żyrmunach, oddalona o 50 km od kawalerii, a o 80 km od Wilna. Wobec tego wypadało zrezygnować w danej chwili z szybkiego marszu i czekać, ograniczając się do skoncentrowania oddziałów zbytnio rozciągniętych wzdłuż osi marszu w kierunku czoła, w rejonie Kamionka—Turgiele. Uskutecznienie tej koncentracji nakazał d-ca grupy na dzień 17.IV. rano.

b. Grupa gen. Śmigłego

Z motywów wyszczególnionych w meldunku z dnia poprzedniego, gen. Śmigły nakazał na dzień 17.IV. dalszy postój w dotychczasowym rejonie. Otrzymany w południe rozkaz Naczelnego Wodza L. 17/op. z dnia 16.IV. decyzję tę usankcjonował.

Przed wieczorem nadszedł nowy, znany nam już rozkaz Naczelnego Wodza, datowany dnia 17.IV. o g. 10.30, nakazujący piechocie przejście w ciągu dnia do rejonu Bastun.
Ze względu jednak na to, że tabory jeszcze do oddziałów nie dołączyły i że marsz nocny spowodowałby ponowne ich oddalenie, postanowił gen. Śmigły wykonanie rozkazu opóźnić, rekompensując to przedłużeniem marszu w dniu następnym — wyznaczając jako cel do osiągnięcia w dniu 18.IV. rejon Bieniakoń.

O decyzji swej doniósł gen. Śmigły Naczelnemu Wodzowi w meldunku, wysłanym o g. 22.40.

c. Na południe od Niemna (szkic nr 10).

Pod Baranowiczami nieprzyjaciel w dalszym ciągu stawiał poważny opór, mimo to oddziały płk. Boruszczaka zdołały posunąć się nieco naprzód, przy czym zaznaczał się już z ich strony ruch zdążający do oskrzydlenia Baranowicz od północy i południa.

W kierunku na Nowogródek przeciwnik rozpoczął już odwrót. Dla pełniejszego sukcesu w tym kierunku gen. Szeptycki prosił ponownie o dywersję kawalerii od strony Sielca na tyły cofających się oddziałów nieprzyjacielskich.

3    Decyzja Naczelnego Wodza na dzień 18.IV

Przebieg dnia 16.IV. i 17.IV wykazał, że łączność funkcjonuje niedostatecznie i to do tego stopnia, iż kierownictwo działań wymyka się z rąk Naczelnego Wodza, Oto kilka dat ilustrujących dosadnie ten stan rzeczy: w ciągu dnia 16.IV. nie otrzymał Wódz Naczelny ani jednego meldunku od grup zadyrygowanych na Wilno, tak że roz mieszczenie ich wieczorem tego dnia nie było mu znane. Pierwszy meldunek, jaki nadszedł wieczorem dnia 16.IV. był to meldunek z grupy kawalerii, datowany dnia 16.IV, g. 11,15, donoszący o osiągnięciu Żyrmun i dalszym posuwaniu się na Bastuny, zatem meldunek w danej chwili niewiele mówiący. Jako drugi nadszedł dopiero w południe dn. 17.IV. meldunek grupy gen. Śmigłego, datowany dnia 16.IV. g. 22.15, donoszący o złym stanie materialnym oddziałów dywizji i jej ograniczonej zdolności marszowej na dzień 17.IV.

Do wieczora dnia 17.IV. nie nadeszły żadne nowe meldunki, które by dawały obraz tak dokonanych w ciągu dnia przez obie grupy ruchów, jak i ich rozmieszczenia—nie było więc wiadomo czy i jak został wyko`nany rozkaz Naczelnego Wodza L.27/op., rozesłany tegoż dnia rano (o kontynuowaniu marszu: przez kawalerię do W. Soleczniki — Bieniakonie, przez piechotę do Woronów—Bastuny). Jedynie meldunek grupy kawalerii datowany o g. 5.00 pozwalał przypuszczać, że ta przemarsz do rejonu W. Soleczniki—Bieniakonie wykonała z własnej inicjatywy.

W tych warunkach było rzeczą pewną, że i — odwrotnie — rozkazy Naczelnego Wodza na czas do rąk adresatów nie dochodzą.

Te dwa względy: konieczność uregulowania łączności i konieczność usunięcia omawianych już trudności zaopatrzenia, a nadto wzgląd na umożliwienie połączenia do grupy gen. Śmigłego batalionów, użytych do natarcia na Lidę—spowodowały, że Naczelny Wódz postanowił wstrzymać dalszy marsz na Wilno na przeciąg dnia 18.IV.

Grupa kawalerii miała zatrzymać się w rejonie W. Soleczniki—Bieniakonie, tj. w rejonie, wyznaczonym jej już uprzednio na dzień 17.1V., a tylko gen. Śmigły miał wykorzystać dzień 18.IV na zbliżenie się do kawalerii i w tym celu stanąć strażą przednią w Bieniakoniach, siłą główną w Woronowie; dwa bataliony i dwie baterie z Lidy miały w ciągu tego dnia dojść do Bastun.

Odnośny rozkaz brzmiał, jak następuje:

Naczelne Dowództwo W. P.                     Miejsce postoju I7.IV. 22,40,
L. op. 35.
ROZKAZ OPERACYJNY.

1) Sytuacja nieprzyjacielska: nieprzyjaciel pobity pod Lidą cofnął się w kierunku na Lipniszki. Patrole kawaleryjskie stwierdziły obecność nieprzyjaciela we wsiach na północny-wschód od Lidy. Podobno w Trokielach większy oddział nieprzyjacielski. Patrol wysłany wzdłuż linii kolejowej na północ od Lidy był ostrzeliwany koło przystanku Gudy.

2) Ze względu na to, że łączność na tyły nie została należycie nawiązana oraz dostawa prowiantów z powodu złego stanu dróg została opóźniona, wstrzymuje się dalszy marsz 18.IV.

3) Brygada jazdy pozostaje w rejonie Bieniakonie—Wielkie Soleczniki. Ma uzupełnić prowiant z pociągu prowiantowego, który prawdopodobnie dziś nie doszedł dalej jak do Woronowa.

4) 2-ga dyw. Leg. przesunie straż przednią do Bieniakoń, siła główna w Woronowie. Dwa baony i dwie baterie połowę pod dowództwem mjr. Dęba-Biernackiego wymaszerują rano z Lidy i zostaną zadyrygowane do rejonu Bastun. Podlegają Dow 2-ej dyw. Leg.
Sztab dywizji zatrzyma się na dworcu Bastuny lub w najbliższej okolicy z łącznikiem na dworcu.
Dywizja uzupełni prowiant z dwóch pociągów prowiantowych wysłanych 17.IV. ze Skrzybowiec.

5) Ponieważ zatrzymanie się zostało spowodowane głównie brakiem łączności, należy cały dzień poświęcić na pracę nad łącznością.\
Patrol telefoniczny zestawiony przez Nacz. Dow. wybuduje o świcie linię telefoniczną z Lidy do przystanku Budy.
Kompania telegraficzna 2-ej dyw. Leg. pozostaje w dyspozycji Nacz. Dow. z wyjątkiem jednego plutonu. Jeden z plutonów buduje od świtu podwójną linię ze stacji Bastuny na południe do spotkania z patrolem budującym z Lidy. Drugi pluton od stacji Bastuny do Woronowa. Całość linii wzdłuż toru kolejowego. Pluton budujący na południe czeka po ukończeniu pracy na dalsze dyspozycje w Bastunach, budujący na północ w Woronowie. Za sprawne przeprowadzenie tej pracy jest osobiście odpowiedzialnym dowódca kompanii telegraficznej. Dyspozycję wyda gen. Śmigły.

6) Naczelne Dowództwo przenosi się 18.1V. rano do Lidy (dworzec kolejowy).

7) Pociąg prowiantowy jazdy i dwa pociągi prowiantowe 2-ej dyw. Leg. odesłać natychmiast po opróżnieniu na stację Bastuny, gdzie o świcie 19-ego IV. naładują nowy prowiant z pociągu kolejowego.

8) Chorych odsyłać do Lidy.

O dniu 18 kwietnia można przeto powiedzieć, iż był to dzień drugi, w którym Naczelny Wódz został powstrzymany przez czynniki natury technicznej i materialnej.

VII. TRZECI DZIEŃ DZIAŁANIA — 18 KWIETNIA
(szkic nr 8)

szkic 8

 

1.     Przebieg działania

a. Grupa ppłk. Beliny

Ppłk Belina, skoncentrowawszy swą grupę rano dnia 18.IV w rejonie Turgiele—Pawłów, oczekiwał na dalsze rozkazy.

Oczekiwany rozkaz nadszedł o g. 18.15, wraz z meldunkiem gen. Śmigłego.

Był to wszakże rozkaz wydany jeszcze dnia 17 kwietnia rano, zawierający dyspozycje li tylko na dzień 17 kwietnia (dla kawalerii osiągnięcie rejonu W. Solećzniki — Bieniakonie), a zatem rozkaz przedawniony i w zestawieniu z rzeczywistym położeniem grupy już niemiarodajny. Dowódca grupy wskazań miarodajnych szukał przeto nie w literze lecz w istocie rozkazu i — ponieważ myśl przewodnią rozkazu widział w kontynuowaniu marszu na Wilno, z chwilą, gdy tylko przyczyna powstrzymująca ten marsz, opór nieprzyjaciela pod Lidą, została usunięta,—powziął ze swej strony decyzję zaatakowania Wilna o świcie dnia 19.IV.

Oddalona od Wilna tylko o 30 km, wypoczęta przez dzień 18.IV., uwolniona od troski o furaż, dzięki znalezionym po drodze zapasom owsa, grupa kawalerii była do tego uderzenia zdolna.

Ujemnie natomiast wypadał rachunek co do możliwości wsparcia ze strony piechoty. Według meldunku gen. Śmigłego, piechota miała wieczorem dnia 18.IV. stać w Bieniakoniach, oddalonych od Wilna o 50 km, zatem do Wilna nadejść mogła dopiero dnia 20.IV., co oznaczało, że kawałeria musiałaby utrzymać się w Wilnie o własnych siłach około półtorej doby. Częściowym ledwie wyrównaniem tego minusa była nadzieja, że przez nagły napad na Wilno da się zdobyć tam tabor kolejowy i wysyłając go na spotkanie piechoty, przyśpieszyć znacznie jej przybycie Ostatecznie decydującym w rachunku okazał się wzgląd, że dalszy postój w pobliżu Wilna nie da się ukryć dłużej przed nieprzyjacielem — „trzeba więc działać szybko dla uzyskania momentu niespodzianki“.

Powziąwszy ostateczną decyzję, d-ca grupy wysłał odpowiednie zawiadomienie do gen. Śmigłego, prosząc zarazem o zakomunikowanie jego treści Naczelnemu Wodzowi.
O g. 21.00 grupa opuściła rejon kwaterunkowy, kierując się na Wilno wzdłuż traktu na Rudomino.

b. Grupa gen. Śmigłego

2 dywizja piechoty leg. osiągnęła w tym dniu rejon Bieniakonie, przebywszy średnio 35 km; druga jej część, maszerująca z Lidy, zatrzymała się na noc w Woronowie, (szkic nr 8).

W ten sposób rozmieszczenie 2 dywizji piechoty leg. wieczorem było zbliżone do tego, jakie chciał mieć Naczelny Wódz, według rozkazu L. 35/op. z dnia 17.IV. pomimo, że rozkaz ten do dywizji jeszcze nie nadszedł i że znany jej był jedynie rozkaz wcześniejszy, według którego dywizja miała stanąć wieczorem dnia 17.IV. w rejonie Woronów — Bastuny.

W oczekiwaniu na rozkazy do dalszego marszu, zarządzi gen. Śmigły na rano dn. 19.IV. pogotowie marszowe.

c. Grupa gen. Lasockiego

Utracona dnia 17.IV. styczność z nieprzyjacielem nie została jeszcze odzyskana. Oddziały grupy, głównie 7 pułku ułanów, prowadziły jedynie działalność zwiadowczą, podchodząc do rzeki Żyzmy i Gawji.

d. Na południe od Niemna (szkic nr 10)

Walka o Baranowicze trwała w dalszym ciągu. Oddziały grupy płk. Boruszczaka zbliżyły sią do miasta, oskrzydlając je od północy i południa, przy czym działająca na prawem skrzydle kawaleria zagrażała już przecięciem linii kolejowe Baranowicze — Mińsk, Grupa mjr. Zawistowskiego po kilkogodzinnej walce opanowała Nowogródek.

2.    Decyzje Naczelnego Wodza

O ile odtworzenie toku pracy Naczelnego Wodza w ciągu dwóch pierwszych dni operacyjnych, dzięki posiadaniu dostatecznych danych nie napotyka na trudności — o tyle dzień 18.IV. nasuwa pod tym względem pewne wątpliwości i powzięte w tym dniu przez Naczelnego Wodza decyzje nie przedstawiają się dość jasno.
Odnośnie odcinka na południe od Niemna, wiedział Naczelny Wódz o zajęciu Nowogródka i o trwaniu w dalszym ciągu ciężkiego boju pod Baranowiczami. Kierujący bezpośrednio działaniem na tym odcinku gen. Szeptycki domagał się wysłania z Lidy pod Baranowicze jednego najsilniejszego batalionu legionowego, a co najmniej dwu kompanii, zaznaczając, w rozmowie hughes'owej z ppłk. Stachiewiczem, że:

W Baranowiczach są doskonałe wojska bolszewickie i bronią sią zaciekle. Z tego można wywnioskować, że oczekują na posiłki, by ewentualnie przejść do ofensywy. Jakie miałoby to wrażenie na wasze ekspedyty, to sami zrozumiecie..

Na wschód od Lidy sytuacja nie była jeszcze wyjaśniona, gdyż zwiady kawalerii bliższych danych nie dostarczyły; w każdym bądź razie meldunki lotnicze stwierdzały, że nie przybywają w tym kierunku żadne transporty kolejowe.

Co do rozmieszczenia rzeczywistego sił, skierowanych na Wilno, to było ono Naczelnemu Wodzowi znane. Z meldunku ppłk. Beliny z dnia 18.IV. rano wiadome było o koncentracji kawalerii w rejonie Turgiele — Pawłów, o jeden dzień marszu od Wilna; o oddziałach gen. Śmigłego wiedział Wódz Naczelny, że gros ich stoi w rejonie Bieniakonie, o dwa dni marszu od Wilna, część zaś wysłana później z Lidy — w Bastunach lub w Woronowie.

W południe nadeszły wiadomości od płk. Dziewulskiego z Ejszyszek, że w Olkiennikach znajduje się zgrupowanie nieprzyjacielskie w sile około 1000 piechoty z kawalerią i 6 działami, z wysuniętymi silniejszymi zwiadami w kierunku wschodnim. Nowy meldunek ppłk. Beliny doniósł o obecności brygady nieprzyjacielskiej w Rakliszkach, na północny wschód od Ejszyszek. Można było przypuszczać, że obie wiadomości dotyczą jednego i tego samego zgrupowania, z tym, że znajduje się ono w ruchu ku wschodowi.
Jeżeli idzie o stronę materialną, to można było przypuszczać, ze kolumny żywnościowe zdołają już w ciągu dnia 18.IV. dołączyć do oddziałów i, że od następnego dnia poczynając, żywność i amunicję będzie można podwozić koleją do Woronowa; praca nad usprawnieniem łączności posunęła się o tyle, że na dzień 19.IV. spodziewane było uzyskanie połączenia telefonicznego między Lidą i Woronowem.

Położenie pod Baranowiczami Wódz Naczelny, pomimo pesymistycznej oceny ze strony gen. Szeptyckiego i nadal potraktował jako moment drugorzędny w całokształcie operacji, wobec czego i ze względu na niewyjaśnione położenie pod Lidą, zgodził się na przerzucenie z grupy gen. Lasockiego pod Baranowicze jedynie jednej baterii artylerii ciężkiej.

Natomiast w jaki sposób oceniał Wódz Naczelny możliwości dalszego rozwoju manewru na Wilno — to w tym względzie materiały posiadane wyjaśnienia pełnego nie dają i wydane w ciągu dnia przez Naczelnego Wodza rozkazy nie są dostatecznie zrozumiałe.

Rzeczywiste a znane Naczelnemu Wodzowi rozmieszczenie grup ppłk. Beliny i gen. Śmigłego dawało możność uderzenia na Wilno już dnia 19.IV. a więc w terminie, przewidzianym w planie operacji, a raczej w jego wariancie. Pomimo to, Naczelny Wódz rozkazu kontynuowania marszu zatrzymanego poprzednio na przeciąg dnia 18.IV. nie wydał. Grupa kawalerii nie otrzymała żadnych dyspozycji, zaś gen. Śmigły otrzymał rozkaz zatrzymania się w zajmowanym rejonie. Zasadnicze punkty tego rozkazu (L. 43 op.), wysłanego o g. 19.15 brzmiały:

...2) Dywizja ma być stanowczo zatrzymana w miejscowościach, dokąd doszła dzisiaj. Nie ściągać całego wojska do ścieśnionego rejonu.
3)    Wysłać patrole na wschód i zachód od linii kolejowej...

Wyjaśnienia tych faktów można szukać w dwóch hipotezach. Hipoteza pierwsza: biorąc w rachubę dotychczasowe działanie kawalerii, nacechowane dużą samodzielnością i
tendencją do jak najrychlejszego uderzenia na Wilno — czego świeżym dowodem był otrzymany rano dnia 18.IV. meldunek jej z g. 14.40 dnia 17.IV. zawierający propozycje wymarszu na Wilno o świcie dnia 19.IV. bez względu na dostawy z tyłu—Wódz Naczelny pozostawiał kawalerii swobodę działania, tym bardziej, że trudno było spodziewać się, aby rozkazy wydane ewentualnie w ciągu dnia 18.IV., doszły do niej przed upływem 24 godzin.

W tym wypadku pozorna sprzeczność pomiędzy pozostawieniem swobody ppłk. Belinie przy dużym prawdopodobieństwie że uderzy on na Wilno dn. 19.IV. i zdecydowanym powstrzymaniem ruchu gen. Śmigłego, byłaby uzasadniona tym, że Naczelny Wódz, niezależnie od ewentualnej akcji kawalerii, nie chciał przedwcześnie angażować w kierunku Wilna piechoty—zanim me zostaną sprawdzone wiadomości o zgrupowaniu nieprzyjaciela na zachód od kolei Lida — Wilno i o jego ewentualnym marszu na wschód, który to marsz prowadził wszak na tyły oddziałów polskich, atakujących Wilno i przerywał ich połączenie z Lidą. Że w tym właśnie tkwiła przyczyna, dla której gen. Śmigły był powstrzymany w marszu, na to wskazywałyby z jedne, strony zakaz nieściągania wszystkich sił do ścieśnionego rejonu, z drugiej strony nakaz przeprowadzenia rozpoznania na wschód i zachód od linii kolejowej.

Hipoteza druga:

Naczelny Wódz uważał kontynuowanie akcji na Wilno w dniu 19.IV zasadniczo za niewskazane.

Jednym z motywów takiego rozwiązania byłaby przed chwilą omówiona konieczność wyjaśnienia sytuacji na zachód od linji kolejowej: drugim zaś — te same względy, które już raz, dzień przedtem, wpłynęły na zahamowanie manewru, a mianowicie trudności należytego zorganizowania tyłów, przede wszystkim transportów i łączności. Że względy te były przez Naczelnego Wodza i nadal brane w rachubę, dowodzą tego poniższe jednobrzmiące ustępy z listów wysłanych przez Naczelnego Wodza w dniu 18.IV. do szefa Sztabu Generalnego i gen. Sosnkowskiego w Warszawie.

Uskarżając się na złe funkcjonowanie transportów i łączności telefonicznej, Naczelny Wódz stwierdzał, że:

Na tym wszystkim strawiło się milion czasu i o wejście do Wilna w pierwszy dzień świąt w obecnej chwili mowy już nie ma, ale co się odwlecze, to nie uciecze”.

A dalej że:

Sytuacja nie jest zła. Idzie tylko o urządzenie tyłów i o dostarczenie żywności i amunicji, co dziś ma się wyjaśnić“...
 Niewydanie żadnego rozkazu dla grupy kawalerii w tym wypadku mogłoby mieć uzasadnienie z jednej strony — w rachubie na to, że ppłk. Belina, otrzymawszy rozkaz Naczelnego Wodza z dnia 17.IV. o wstrzymaniu marszu na przeciąg dnia 18.IV., bez wyjaśnienia ogólnej sytuacji względnie bez nowego rozkazu, z własnej inicjatywy marszu tego nie podejmie, z drugiej strony — znowu w tym, że nowy rozkaz i tak by na czas do niego nie doszedł.

VIII. ZAJĘCIE WILNA

1.     Dzień 19 kwietnia

a. Uderzenie kawalerii

Wymaszerowawszy z rejonu Pawłów — Turgiele. wieczorem dnia 18.IV. — grupa kawalerii o g. 2.00 dnia 19.IV. osiągnęła północny skraj lasu Dubniaki, skąd o świcie przeszła do natarcia na Wilno, pierwszy wysiłek kierując na dworzec kolejowy. Zaskoczenie nieprzyjaciela było zupełne. O g, 5.00 dworzec był już opanowany. Zdobyto liczny tabor kolejowy; dzięki czemu już o g. 15 można było wysłać pierwszy pociąg na spotkanie piechoty. Po zajęciu dworca prowadzono dalej atak w kierunku północnym, zdążając do opanowania lewobrzeżnej a więc głównej części miasta, Walka uliczna trwała przez cały dzień. Przeciwnik, w miarę jak wyzwalał się ż pod wpływu gwałtownego zaskoczenia, stawiał coraz to bardziej zorganizowany opór w północnej i zachodniej części miasta, podejmując nawet lokalne przeciwnatarcia. W miarę tego, położenie garstki kawalerii, rozproszonej w mieście, stawało się coraz to uciążliwsze. Na domiar poczęły napływać wiadomości o zbliżaniu się pułku nieprzyjacielskiego od strony Landwarowa.

Ze szczególną tedy niecierpliwością oczekiwał dowódca grupy na przybycie piechoty. Jakoż o g, 20 nadjechał jeden batalion 1 p. p. Leg. Częściowo obsadził od dworzec, częściowo użyty został do wsparcia kawalerii walczącej w mieście. Niemniej jednak ze względu na słabość sił i przemęczenie kawalerzystów, dowódca grupy postanowił ataku dalszego w dniu 20.IV. nie prowadzili, ostateczne opanowanie miasta odkładając do przybycia większej ilości piechoty.

b. Rozkazy Naczelnego Wodza

Z meldunku ppłk. Beliny z dnia 18,IV. g. 19.30, przesłanego jak wiemy za pośrednictwem gen. Śmigłego, dowiedział się Naczelny Wódz o wymarszu kawalerii na Wilno. W związku z tym o g. 13 został telefonicznie przesłany gen. Śmigłemu następujący rozkaz {L. op. 64):
1) Dywizja osiągnie dziś strażą przednią Jaszuny, batalionem z Bieniakoń maszerując wzdłuż kolei. Z załogi Woronowa przesunąć jeden batalion i jedną baterią do Bieniakoń, resztą pozostawić w Woronowie. 2) Linię kolejową Bianiakonie -Jaszuny stale patrolować, wysyłając stale od batalionu z Bieniakoń patrole ku północy, od batalionu wysuniętego wzdłuż kolei ku południowi...
Niebawem nadeszła wiadomość o zajęciu Wilna i o istniejącym z nim połączeniu kolejowym, wobec, czego Naczelny Wódz wyjechał wraz ze sztabem ścisłym z Lidy do Woronowa.

c. Grupa gen. Śmigłego dn. 19.IV

Grupa gen. Śmigłego, stosownie do rozkazu Naczelnego Wodza, do południa 19.IV. pozostawała w rejonie dotychczasowym. Rozmieszczenie jej oddziałów było następujące: gros, a mianowicie 1 p. p. leg,, jeden batalion (I) 5 p, p. leg. i dwie baterie w Bieniakoniach, jeden batalion 6 p. p. leg. (I) z baterią artylerii w Woronowie, jeden batalion 5 p. p. leg. (II) w marszu z Woronowa do Bieniakoń.

O g. 11.00 przybył do Bieniakoń pociąg, wysłany przez ppłk. Belinę; odjechał nim około g. 17.00 do Wilna jeden batalion (III) 1 p. p. leg.

Na otrzymany w tym czasie wyżej przytoczony rozkaz Naczelnego Wodza, skierował gen. Śmigły do Jaszun dwa pozostałe bataliony 1 p. p. leg.

O g. 24,00 wydał gen. Śmigły rozkaz do dalszego marszu rankiem dnia 20.IV, na Wilno dwóch batalionów 1 p. p. leg, jednego (I) batalionu 5 p. p. leg. i dwóch baterii. Pozostały batalion (II) 5 p. p. leg. wraz z jedną baterią miał być ściągnięty do Wilna później, po zluzowaniu go przez batalion 6 p. p. leg. przeznaczony do służby ochrony linii kolejowej od Woronowa na północ.

 

szkic 9

2.    Ostateczne opanowanie Wilna

Dnia 20.IV. Naczelny Wódz wraz ze sztabem ścisłym stanął w Bieniakoniach.

Sytuacja na południe od Niemna i pod Lidą nie budziła już żadnych trosk. Baranowicze zostały zajęte jeszcze dnia 19.IV. i grupa gen. Mokrzeckiego posuwała się dalej na wschód, zdążając do obsadzenia linji starych okopów niemieckich. Grupa gen. Lasockiego doszła do linii Gawji i Żyzmy: wyparte z Lidy oddziały rosyjskie grupowały się w Lipniszkach i w Iwjach, obserwacja lotnicza nie stwierdziła przybywania w tych kierunkach świeżych oddziałów nieprzyjaciela. Co do oddziałów nieprzyjacielskich na zachód od linii kolejowej, były wiadomości, że odchodzą one w kierunku puszczy Rudnickiej, być może w kierunku Wilna.
Naczelny Wódz uznał przeto, że ogólne położenie pozwala na skoncentrowanie w dniu 21.IV. w Wilnie wszystkich sił 2 dywizji piechoty Leg. z wyjątkiem jednego batalionu 6 p. p. leg. Batalion ten miał zapewnić ochronę linii kolejowej na północ od Woronowa; ochronę linii kolejowej na południe od Woronowa poruczył Wódz Naczelny grupie gen. Lasockiego.

W samym Wilnie sytuacja w ciągu dnia 20.IV, poważniejszym zmianom nie uległa. Ze strony polskiej poza drobnymi przedsięwzięciami nie czyniono żadnych kroków agresywnych. Przeciwnik mimo przybycia posiłków z Landwarowa, ograniczył się tak samo do obrony i do ewakuacji.

Pod wieczór przybył do Wilna jeszcze jeden batalion piechoty, zabrany w marszu przez wysłany w tym celu w noc z 19 na 20.1V. pociąg.

Dnia 21. IV. o 2.00 rano nadeszła do Wilna reszta piechoty gen. Śmigłego, wraz ze sztabem dywizji. Z tą chwilą ciężar walki przeszedł na piechotę. Rozpoczęte o g. 5.00 rano natarcie, już w godzinach popołudniowych doprowadziło do opanowania całego miasta. Przeciwnik cofał się na północo-zachód, w kierunku na Mejszagołę.

Ze względu na wyczerpanie oddziałów, zwłaszcza kawalerii, pościg za nieprzyjacielem był niemożliwy. Ograniczono się więc do bezpośredniego ubezpieczenia miasta od północy i wschodu i tylko trzy szwadrony kawalerii zostały wysunięte w kierunkach południowo-zachodnim i zachodnim, dla obserwacji spodziewanych w tych kierunkach ruchów odciętych od Wilna części rosyjskiej dywizji litewskiej.

IX. SYTUACJA KOŃCOWA
(szkic nr 11)

szkic 11

W ciągu dni 23, 24 i 25 kwietnia wytworzyła się sytuacja, którą można uważać jako końcową dla ofensywy polskiej na Wilno, Lidę i Baranowicze.

Na południe od Niemna grupa gen. Mokrzeckiego utrwalała się na linii dawnych okopów niemieckich.

Grupa gen. Lasockiego, gros sił utrzymując w Lidzie, wysuniętymi oddziałami piechoty stała w Lipniszkach i Iwjach, kawaleria zaś jej posuwała się na Olszany i Bogdanów. Podległa gen. Lasockiemu grupa płk. Dziewulskiego, działająca na zachód od linii Lida — Wilno, zajęła Lejpuny, Olkieniki i Orany, wchodząc w styczność z oddziałem litewskim w Daugach i oddziałami niemieckiemi w Mereczu i w Marcinkańcach. Oddziały rosyjskie, stojące dotychczas na tym froncie, zwijały się ku północy i, omijając Wilno, koncentrowały się w rejonie Jewje na zachód od Wilna.

Wysunięte oddziały 2 dywizji piechoty Leg. i częściowo grupy kawalerii ppłk. Beliny obsadzały Wilejkę, Bezdany, Niemenczyn, Mejszagołę, Landwarowo i Stare Troki.
Jednocześnie posuwała się naprzód praca nad zorganizowaniem tyłów. Linia kolejowa Mosty — Lida—Wilno była już zdolna do użytku i od dnia 26.IV. miał się rozpocząć na niej ruch normalny. Kolej Wołkowysk—Baranowicze już funkcjonowała. Jedynie przywrócenie używalności linii kolejowej Lida—Baranowicze wymagało około 3 tygodni czasu.

Obszar Grodna narazie był zajęty przez Niemców, lecz do dnia 1 maja Niemcy mieli opróżnić go i wycofać się poza Biebrzę.

Z chwilą zajęcia Wilna—dalszym zamiarem Naczelnego Wodza było kontynuowanie działania aż do osiągnięcia linii Snów—Bogdanów Smorgonie—Podbrodzie. Jednakowoż na wiadomość, że nieprzyjaciel przygotowuje się do przeciwnatarcia, przy czym przeciwnatarcie to będzie skierowane wprost i bezpośrednio na Wilno—Naczelny Wódz powstrzymał dalszy ruch naprzód przystępując do przygotowań, mających na celu sparowanie akcji zaczepnej przeciwnika. Zmuszony do powrotu do kraju, zadanie obrony Wilna powierzył Wódz Naczelny gen. Śmigłemu-Rydzowi, stawiając go na czele „grupy wileńskiej”, w skład której przeznaczył 2 dywizję piechoty Leg., brygady kawalerii ppłk. Beliny, część oddziałów z dotychczasowej grupy lidzkiej gen. Lasockiego, oraz pewną ilość świeżych oddziałów, które na jego żądanie miały być w najbliższym czasie nadesłane z kraju.

Walki, jakie grupa wileńska stoczyła w ostatnich dniach kwietnia i pierwszych dniach maja, złożyły się na działanie, które można by objąć mianem boju obronnego o Wilno a które zasługuje na oddzielne bliższe omówienie.

ŹRÓDŁA

1 Publikacje:
Marszałek Piłsudski. Odczyty o odzyskaniu Wilna. Według sprawozdań ,Kuriera Porannego“ z dn. 22 — 26. VIII. 1923 r.
Piskor T. mjr. S. G. — Wyprawa wileńska. Warszawa 1919 r.
Niewieżin — Russko - polskaja wojna. Moskwa 1923.
L. Trockij. — Kak woorużałaś riewolucja, T. II, kn. 1, Moskwa 1924.
Bojewaja rabota krasnoj armji i fłota. Moskwa 1923.

2 Dokumenty:
Akta Naczelnego Wodza.
Akta oper. i inf. Naczelnego Dowództwa.
Akta 1 d. p. Leg., 2 d. p. Leg., dyw. litewsko-białoruskiej,
Akta grupy ppłk. Beliny-Prażmowskiego.
Akta grupy płk. Dziewulskiego.
Historie pułkowe

Przypisy
[1] Patrz artykuł kpt. S. G. Adama Przybylskiego „Działania wstępne w wojnie polsko-rosyjskiej 1918—1920“, Bellona, styczeń 1928 r.
[2] Instrukcja dla grup operujących na wschodzie. L Dz. 298/op.
[3] Józef Piłsudski. „Rok 1920”, wydanie II str. 203.
[4] List Naczelnego Wodza do generała Szeptyckiego z dnia 7. IV. 1919 r.
[5] Odczyty Marszałka Piłsudskiego o sprawie wileńskiej. Sprawozdanie w Kurierze Porannym nr. nr. 22 — 25. VIII. 1923 r.
[6] List Naczelnego Wodza do generała Iwaszkiewicza z dnia 30. III. 1919 r.
[7] ) Raport płk. Hallera 1. dz, 6916/1. 5. IV. 1919 r., pismo płk. Hallera do Naczelnego Wodza 1. dz. 213/ pouf. IV. 5. IV, 1919., pismo płk. Hallera do Nacz. Wodza i do Ministra spraw wojsk. 1. dz. 272/V pout. 12. IV. 1919 r.
[8] Odczyty Marszałka o sprawie wileńskiej
[9] Patrz „Działania wstępne w wojnie polsko-rosyjskiej 1918 — 1920 r.“
[10] L. 6832/T., podpisany przez płk. Hallera
[11] K Niewieżin: „Russko-polslaja wojna 1919 — 1920”, Moskwa 1923, na prawach rękopisu, Kakurin „Russko-polskaja kampanja“. Trockij: „Kak woorużałaś riewolucja“ T. 11, Ks. 11.
[12] Wciągu paru następnych tygodni 2 dyw. p. leg. została przemianowana na 1 dyw. p. leg. i odwrotnie.
[13] Przytoczony poniżej
[14] Chodzi o rozkaz Nacz. Dow. Nr. 7124/1 z dnia 10.IV. (przyp. autora).

Apologeci Józefa Piłsudskiego chcieliby widzieć swojego idola niczym samorodny talent, wobec otoczenia i współpracowników występujący zawsze jak mistrz wobec uczniów. Był jednak okres w życiu przyszłego Marszałka, kiedy to on przyjmował nauki. Profesorem jego był bowiem słynny Bronisław Szwarce, a uniwersytetem syberyjskie zesłanie.

 

W 1887 roku, 20-letni Józef Piłsudski, na skutek zamieszania w nieudany zamach na życie cara Aleksandra III został skazany w trybie administracyjnym na 5 lat zesłania do Wschodniej Syberii. Początkowym miejscem odbywania kary był Kireńsk nad Leną, po ponad dwóch latach zamieniony na odległą o 1000 km Tunkę. W poprzednim miejscu zesłania, Piłsudski, poza Leonardą Lewandowską – jego pierwszą miłością, nie odnalazł bratniej duszy, czy choćby partnerów dorównujących mu poziomem. Tu z kolei, spotykał się z całą paletą ludzi jeszcze niezniszczonych zesłaniem, ludzi, u których „jeszcze silnie tętni życie”[1]. Wśród nich, na szczególne wyróżnienie zasługuje Bronisław Szwarce[2].

Postać niedoszłego przywódcy powstania styczniowego, stała się osią kolejnego sporu biografów Piłsudskiego. Wedle opinii jednych, wpływ starego zesłańca na poglądy i dalszą drogę życiową młodego kolegi, był znikomy, wedle innych, to właśnie dzięki niemu wykrystalizował swój światopogląd [3].

Bronisław Szwarce był członkiem Komitetu Centralnego Narodowego, przygotowującego wybuch powstania styczniowego. Od 1863 roku przebywał w carskich więzieniach i na zesłaniu. Niezłamany śledztwem nigdy nie wydał nikogo z działaczy ani żadnej z organizacyjnych tajemnic. Nawet w obliczu zasądzonej mu kary śmierci nie poszedł na współpracę. Gdy władze obiecywały wypuszczenie go na parole d’honneur[4], jeśli zobowiąże się, że nigdy nie wystąpi przeciw Rosji, odpowiedział: „Słowa dać nie mogę”[5]. Nazwisko Szwarcego było więc znane i poważane w zesłańczym środowisku. Swoją postawą musiał robić wrażenie także na hardym Ziuku, a i w nieugiętym młodym zesłańcu Szwarce, mógł widzieć jakieś odbicie samego siebie. Naturalne więc przyciąganie, musiało zaowocować bliższymi kontaktami. Dla Piłsudskiego wychowanego w kulcie powstańczym i zafascynowanego jego historią, wiedza Szwarcego o tym zrywie była dodatkowym magnesem. Słusznie wszak stary zesłaniec uchodził za „chodzące archiwum wszystkich tajemnic organizacyjnych”[6]. Nie ma zatem wątpliwości, że od Szwarcego, więc u samego źródła, poznawał Piłsudski tajniki przygotowań powstańczych i techniki konspiracji.

Co do charakteru tej relacji zdania sią podzielone. Mimo, iż Piłsudski w późniejszych swoich pismach o powstaniu podkreślał słowo „przyjaźń” była to naturalnie, przynajmniej początkowo, relacja uczeń-mistrz. Po latach Piłsudski wspomni: „Pozwólcie panowie, abym przytoczył osobiste wspomnienia. Znałem jednego z wielkich powstańców, z którym byłem w szczerej, serdecznej przyjaźni. Był to znany Bronisław Szwarce, członek Centralnego Komitetu, aresztowany przed samym wybuchem powstania” [7]. Przyszły Marszałek sam też przyzna, że w Szwarcem odnalazł mentora, pozbawiającego go jego młodzieńczych, idealistycznych zapatrywań[8], ale i zawiązana wówczas nić sympatii przetrwa lata. Jeszcze w 1924 roku, podczas rozmowy z Leonem Wasilewskim[9], wspomni Piłsudski dawnego towarzysza zesłania: „Później rozmowa przeszła na inne tematy, przede wszystkim na wspomnienia o Tunce i Bronisławie Szwarcem, z którym dłuższy czas tam przebywał. Prawie godzinę mówił o tem z humorem opowiadając o rozmaitych rysach charakteru i życia towarzysza niedoli wygnańczej, którego bardzo lubił”[10]. Relacja dwóch zesłańców nie była pozbawiona obopólnej korzyści. W młodym towarzyszu Szwarce doceniał niezłamanego dotąd ducha, o którego tak ciężko było po tylu latach niewoli. Był Piłsudski tym, który jako „pierwszy po roku 1863 przyniósł mu wieść o Polsce myślącej o niepodległości”[11].

Z kolei źródłem, które w opinii krytyków miałoby przeczyć zaistnieniu bliższych relacji tych dwóch zesłańców, ma być krótka notatka w liście do Lewandowskiej: „Szwarce, facet sympatyczny, ma się rozumieć, na przyjaciela dla mnie trochę za stary, ale z nim nadzwyczaj przyjemnie rozmawiać, gdyż facet widział i czytał bardzo wiele i pomimo że ma on kilka bziczków[12], ale to dodaje tylko wesołości w rozmowie z nim”[13]. Dodajmy, że zdanie to, Piłsudski sformułował, na krótko po przyjeździe do Tunki. Jak i w innych ocenach z tego czasu, i tu opinia mogła być przedwczesna, a znajomość z biegiem dni zacieśniała się. Krytycy podkreślają także brak innych wzmianek w korespondencji z tego okresu, lecz i tu, wytłumaczenie zdaje się być oczywiste. Poczta obu zesłańców (a Szwarcego w szczególności) podlegała kontroli i cenzurze. Nie skłaniało to do głębszych wynurzeń na tematy personalne, zwłaszcza, jeśli w grę wchodziły tematy polityczne i konspiracyjne.

Nie ulega jednak wątpliwości, że kontakt nawiązany w Tunce przetrwał zesłanie. Po latach, Piłsudski będzie wielokrotnie odwiedzał Szwarcego we Lwowie. Będzie go też zachęcał do opublikowania w „Przedświcie” serii artykułów opisujących powstańcze przygotowania, choć ostatecznie, to właśnie Szwarce natchnie Piłsudskiego do podjęcia studiów nad historią zrywu styczniowego[14]. W lutym 1904 roku, Piłsudski przedostając się przez kordon, przyjedzie z Królestwa do Lwowa by pomóc w organizacji pogrzebu Szwarcego. Pożegna go wieńcem ze słowami: „Przyjacielowi i Rewolucjoniście”.

O zażyłości tych dwóch zesłańców świadczy też fakt odstąpienia Piłsudskiemu korepetycji, które Szwarce udzielał dzieciom doktora Michalewicza, Ukraińca zesłanego na pięć lat. Nastąpiło to jeszcze w grudniu 1890 roku, a więc na wiele miesięcy przed wyjazdem „Szwarca” z Tunki, który nastąpił w pierwszych dniach sierpnia 1891 r. Stary zesłaniec, mimo iż musiał oszczędzać na wyjazd odstąpił, młodszemu koledze dobrze płatną pracę. Piłsudski zawdzięczał mu więc nie tylko edukację - prawdziwy konspiracyjny uniwersytet, ale i poprawę sytuacji materialnej.

Wśród spotkanych na Syberii zesłańców, Bronisław Szwarce z pewnością wywarł na Piłsudskim najsilniejszy. Rozmowy z jednym z głównych organizatorów powstania styczniowego, człowiekiem o niezwykłej wiedzy i osobowości, pozbawiły Piłsudskiego romantycznego balastu. Jego spojrzenie na zryw 1863 roku już bez młodzieńczego idealizmu zaowocowało trzeźwymi ocenami i wypływającymi z nich konsekwencjami. Miało to fundamentalne znaczenie w pracy przy organizowaniu ruchu strzeleckiego, struktur konspiracyjnych i sił zbrojnych.

Nadmienić przy tym należy, iż kult powstania wyniesiony z domu rodzinnego, nie został jak to często bywa z rozbitymi młodzieńczymi ideałami, zamieniony na totalną krytykę przechodzącą w gorzką pogardę. Trafnie to podejście przedstawił Stanisław Cat-Mackiewicz w „Kluczu do Piłsudskiego:

Tutaj właśnie mamy klucz do zrozumienia istoty stosunku Piłsudskiego do roku 1863, jego pięknej, entuzjastycznej, czasami egzaltowanej obrony 63 roku przed krytykami. Piłsudski kochał powstanie, było to życia jego największe przywiązanie i największa miłość. Patriotyzm, Polska – tak, ale zawsze tak jest, że uczucie patriotyczne obleka się w jakiś kształt, Polskę, ojczyznę widzi się przez coś, tak jak ludzie widzą swe dzieciństwo przez jezioro lub przez las, lub przez dzwonki sanek, lub przez biedę, nędzę czy kłótnie rodziców. Piłsudski widział swą ojczyznę, pojmował miłość do Polski właśnie przez widok tych rozpaczliwych, bohaterskich bojów 63 roku. Nie można było w jego obecności temu rokowi wygrażać pięścią[15].

Dodając dalej: „Do studiów nad powstaniem przystępował z pasją. Jego cechy ujemne ujaskrawiał wyraźnie”[16]. Nie będąc więc bezkrytycznym apologetą, pozostał do końca życia gorliwym propagatorem czynu insurekcyjnego i kultywowania pamięci powstania styczniowego. Piłsudski legendę roku 1863, za pośrednictwem Szwarcego, przekuł w walutę doświadczenia, z którego wyciągnął praktyczne wnioski w przyszłości.

Bartłomiej Osuch

 

Przypisy


[1] List do Leonardy Lewandowskiej pisany na adres Celiny Bukont w Wilnie. Tunka 25 sierpnia 1890 roku, Józef Piłsudski, Pisma zbiorowe. Uzupełnienia, t.1, 1886-1897. Warszawa 1992, s. 35.

[2] Bronisław Szwarce (1834 – 1904) – polski działacz niepodległościowy stronnictwa „czerwonych”, członek Centralnego Komitetu Narodowego przygotowującego wybuch powstania styczniowego. Aresztowany w Warszawie w grudniu 1862 roku i osadzony na Cytadeli. Skazany na karę śmierci, którą dzięki wstawiennictwu dyplomacji francuskiej (Szwarce posiadł obywatelstwo tego kraju) następnie zamieniono na więzienie i zesłanie do Turkiestanu. W twierdzy szlisselburskiej, zetknął się z Walerym Łukasińskim, a w Tunce z Józefem Piłsudskim. Po powrocie z zesłania, w 1891 roku, zamieszkał we Lwowie gdzie zmarł w roku 1904.

[3] Taką opinię sformułował m.in. A. Garlicki w książce Józef Piłsudski 1867-1935, Warszawa 1988 czy D. i T. Nałęczowie w Józef Piłsudski – legendy i fakty, Warszawa 1986. Przeciwnego zdania byli m.in. W. Pobóg-Malinowski w Józef Piłsudski 1867-1908; t. I.: W podziemiach Konspiracji 1867-1901, Warszawa 1935, W. Jędrzejewicz w Kronice życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935, t. 1, Warszawa 1989, czy B. Urbankowski w Filozofia czynu. Światopogląd Józefa Piłsudskiego, Warszawa 1988.

[4] Parole d’honneur (fr.) – słowo honoru.

[5] B. Szwarce, Siedem lat w Szlyselburgu, Lwów 1893, s. 108.

[6] O. Awejde, Pokazanija i zapiski o wosstanii 1863 g., Moskwa 1961, s.469. Cyt.za.: O. Morozowa, Bronisław Szwarce, Wrocław 1982, s. 5.

[7] J. Piłsudski, Rok 1863, Warszawa 1989, s. 144. W innym miejscu Piłsudski pisał: „Stary mój przyjaciel, Szwarce, opowiadał mi chwilę swego aresztowania przed powstaniem”. Tamże, s. 149.

[8] „Gdy przychodziłem do niego z teoriami o treuga Dei, ze łzawą legendą, machnął na mnie niecierpliwie ręką i z ust jego sypały się wyrazy żółci, wyrazy pogardy, wyrazy żartu – żartu trawiącego serce”. Tamże, s. 144.

[9] Leon Wasilewski (1870 – 1936) – działacz niepodległościowy i socjalistyczny, pisarz, dyplomata, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego. Działacz PPS, redaktor „Przedświtu” (1897-1903). Podczas pierwszej wojny światowej działacz Polskiej Organizacji Narodowej i Naczelnego Komitetu Narodowego. Należał także do POW. U progu niepodległości architekt polskiej polityki wschodniej. W latach 1918-1919 minister spraw zagranicznych, członek polskiej delegacji pokojowej w Rydze. Od 1924 r. prezes Instytutu Badania Najnowszej Historii Polski i redaktor naczelny „Niepodległości”. Od 1931 r. prezes Instytutu Badań Spraw Narodowościowych.

[10] L. Wasilewski, Józef Piłsudski, jakim go znałem, Warszawa 1935, s. 230.

[11] M. Lepecki, Józef Piłsudski na Syberii, Warszawa 1936, s. 123.

[12] Owe „bziczki” Szwarcego, rozwinie w swoich wspomnieniach S. Juszczyński, który tak go opisywał: „Bronisław Szwarce był zesłany do Tunki z Tomska za udział w politycznym „Czerwonym Krzyżu”. Do Tomska zaś przyjechał z Turkiestanu, dokąd był wysłany z fortecy Szlisselburskiej, w której przesiedział 7 lat za udział w powstaniu 1863 r. W fortecy miał tylko książki treści geograficznej i filologicznej, więc stał się wielkim geografem i poliglotą. Nie było zdaje się, na świecie takiej małej rzeczki lub mieściny, o której by nie wiedział, i posiadał wiele języków. Ale 7 lat samotności i obcowania tylko z książkami pozostawiło ślady w jego psychice. Zajmował się astrologią i wyniki swych studiów astrologicznych przenosił na misternie kreślone mapy, na których były wyrysowane nieistniejące morza, góry, rzeki i t.d. w połączeniu z gwiazdami. Map tych nikomu nie pokazywał, - „Jak skończę, to cały świat zobaczy i będzie podziwiał” – odpowiadał na moją prośbę o wytłumaczenie znaczenia map, przy których przypadkowo zastałem go pracującego. Pozatem był to zupełnie normalny człowiek o wielkiej erudycji we wszystkich gałęziach wiedzy.” Cyt.za: S. Juszczyński, Z pobytu w Tunce, „Niepodległość” t. IV, z. 1(7), Warszawa 1933, s. 182.

[13] List do Leonardy Lewandowskiej pisany na adres Celiny Bukont w Wilnie, Tunka 1 września 1890 roku, Józef Piłsudski, Pisma…, s. 36-37.

[14] Według O. Morozowej, Piłsudski w swojej pracy odbiegał od myśli Szwarcego. Jak pisała: „[…] od koncepcji Józefa Piłsudskiego sformułowanej w jego wykładzie o powstaniu styczniowym (negacja ruchu masowego, apologia wyizolowanej organizacji wojskowej, odrzucenie zbliżenia z rewolucyjną Rosją, zafascynowanie techniką konspiracyjną i problematyką wojskowo-operacyjną) dzieliła go [Szwarcego – przyp. B.O.] po prostu przepaść”. O. Morozowa, op. cit., s. 263. Z kolei B. Urbankowski podkreśla, że Szwarce „natchnął jednak Piłsudskiego do studiów nad Powstaniem i nad powodami jego klęski. Studia te dostarczą wielu wzorców, kiedy śladem Traugutta zacznie Piłsudski reorganizować swoje państwo podziemne rządzone przez PPS, strzeżone przez jej Organizację Bojową. […] … chłodne przemyślenie spraw Powstania wpłynęło także na to, iż idący śladami Traugutta Piłsudski nie szedł tymi śladami aż do końca. Jeśli ruch piłsudczykowski, działający w niewymownie trudniejszych warunkach uniknął błędów i tragedii, które były udziałem powstańców 63 roku, to stało się tak między innymi dlatego, iż Piłsudski apologetą Powstania nie był”. B. Urbankowski, Filozofia czynu. Światopogląd Józefa Piłsudskiego, Warszawa 1988, s. 266-267.

[15] S. Mackiewicz Cat, Klucz do Piłsudskiego, Warszawa 1992, s. 160.

[16] Tamże.

 

Artykuł został pierwotnie opublikowany na portalu historycznym Histmag.org i udostępniany jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

 

Bibliografia

 

Wydawnictwa zwarte

O. Awejde, Pokazanija i zapiski o wosstanii 1863 g., Moskwa 1961.

M. Chrostek, Jeśli zapomnę o nich… . Powikłane losy polskich więźniów politycznych pod zaborem rosyjskim, Kraków 2009.

J. Cisek, Piłsudski, Warszawa 2007.

K. Dopierała (red.), Encyklopedia polskiej emigracji i Polonii, t. 2: F-K, Toruń 2003.

A. Garlicki, Józef Piłsudski 1867-1935, Warszawa 1988.

W. Jędrzejewicz, Kronika życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935, Warszawa 1989.

E. Kaczyńska, Syberia: największe więzienie świata (1815-1914), Warszawa 1991.

A. Kulczyński, Syberia. Czterysta lat polskiej diaspory. Antologia historyczno-kulturowa, Wrocław 1995.

M. Lepecki, Józef Piłsudski na Syberii, Warszawa 1936.

S. Mackiewicz Cat, Klucz do Piłsudskiego, Warszawa 1992.

O. Morozowa, Bronisław Szwarce, Wrocław 1982.

D i T. Nałęcz, Józef Piłsudski – legendy i fakty, Warszawa 1986.

J. Piłsudski, Pisma zbiorowe, Warszawa 1937.

J. Piłsudski, Pisma zbiorowe. Uzupełnienia, Warszawa 1992.

J. Piłsudski, Rok 1863, Warszawa 1989.

W. Pobóg-Malinowski, Józef Piłsudski 1867-1908; t.I.: W podziemiach Konspiracji 1867-1901, Warszawa 1935.

H. Solak, Polacy nad Bajkałem 1862-1883, Warszawa 1974.

W. Suleja, Józef Piłsudski, Wrocław 2004.

B. Szwarce, Siedem lat w Szlyselburgu, Lwów 1893.

B. Urbankowski, Filozofia czynu. Światopogląd Józefa Piłsudskiego, Warszawa 1988.

L. Wasilewski, Józef Piłsudski, jakim go znałem, Warszawa 1935.

 

Artykuły w wydawnictwach ciągłych

H. Hleb-Koszańska, Józef Piłsudski na Syberii w świetle współczesnych jego listów (1887-1889), Niepodległość, t.XIV, z. 2(37), Warszawa 1936.  

S. Juszczyński, Z pobytu w Tunce, Niepodległość t. IV, z. 1(7), Warszawa 1933.

M. Lepecki, Józef Piłsudski na Syberii, Wiadomości Literackie, nr. 15 (486), Warszawa 2 kwietnia, 1933.

 

 

powrot pilsudskiego 11 11 1918W końcu 1918 r. Polska Siła Zbrojna redukowała się do liczby około 5.000 żołnierzy Wehrmachtu[1]. Był to żołnierz do­brze wyćwiczony i doskonale wyekwipowany. Władzę zwierzch­nią. nad nim we wrześniu (?) wymienionego roku przejęła Rada Regencyjna, wobec czego Wehrmacht podlegał jej (właściwie mnie), a nie Beselerowi. Społeczeństwo polskie z Narodową Demokracją na czele było nader wrogo usposobione dla naszej ówczesnej siły zbrojnej. Przyczyną tej niechęci była rota przysięgi, zawierająca ustęp o braterstwie broni z Niemcami. Uważano Wehrmacht za sojusznika niemieckiego i obawiano się, by Niem­cy nie wysłali naszych żołnierzy na front przeciw Aliantom. W czasach późniejszych przedstawiciele Francji (Noulens), rów­nież mieli nam za złe formowanie nie tylko siły zbrojnej pod oku­pacją niemiecką, lecz nawet policji i żandarmerii. Twierdzili bo­wiem, że każdy żołnierz i każdy przedstawiciel bezpieczeństwa publicznego, wystawiony przez Polskę, zwalnia jednostkę bojową niemiecką i tym przysparza im wrogów na froncie.

W rzeczywistości całe społeczeństwo polskie było wyraźnie wrogo usposobione dla państw centralnych i kierowało sympatie swe ku Francji i Entencie, Rada Regencyjna, w szczególności ja, była również przeciwna Niemcom i pragnęła zwycięstwa Aliantów. Względy oportunistyczne, obecność obcej władzy na naszej ziemi, powodzenia państw centralnych na froncie, konieczność współżycia z Niemcami dla zmniejszenia rygorów okupacyjnych (ograniczenia aprowizacyjne), zmuszały nas do polityki aktywistycznej, sprzecznej z naszymi uczuciami.

Wskutek tego Rada Regencyjna nie cieszyła się bynajmniej popularnością. Władza nasza opierała się na okupantach, z którymi musieliśmy prowadzić walkę dyplomatyczną, aby uzyskać ich zezwolenia na wszelkiego rodzaju instytucje polskie w kraju (sądownictwo, policja, szkoły itp.). Stronnictwa lewicowe coraz silniej domagały się zwolnienia z więzienia i powrotu do kraju twórcy legionów Piłsudskiego, widząc w nim postać, która powin­na odegrać rolę wybitną w Polsce, Rada Regencyjna była rów­nież tego zdania i w przeciągu 6-ciu miesięcy starała się u władz niemieckich o zwolnienie Komendanta z Magdeburga. Na niejednokrotną interwencję naszą w tej sprawie u Beselera, otrzymy­waliśmy zawsze odmowną odpowiedź. Poruszenie tego tematu wzbudzało silne zdenerwowanie u b. Generał-Gubernatora. Gło­sem podniesionym oświadczał nam: „nein, diesen Mann werde ich ihnen nicht geben”. I rzeczywiście Piłsudskiego zwolniła z więzienia dopiero rewolucja niemiecka i rząd powstały po abdykacji cesarza Wilhelma i ucieczce jego do Holandii, 9 XI 1918[2].

O przyjeździe Komendanta do Warszawy, otrzymałem wiadomość telegraficzną z Berlina 10 XI wieczór[3]. Udałem się na dworzec główny samochodem nazajutrz około 7-ej rano z mo­im adiutantem rtm. Rostworowskim. Tam spotkałem się z trzema nieznanymi mi przed tym osobami, z których jedna przedstawiła mi się, jako naczelny komendant POW Koc. Z nim byli pp. Krzaczyński i Straszewicz. Prócz tego na dworcu znajdowało się około 15-tu niewiast, członkiń wymienionej organizacji, przy­puszczam. Brak publiczności tłumaczy się niespodziewanym przybyciem w tym dniu Piłsudskiego. Na dworcu zauważyłem pewne rozluźnienie w dyscyplinie żołnierzy niemieckich; wałę­sali się bez broni i celu, niedbale ubrani i obojętni na. to, co się w ich obecności działo.

Piłsudski przybył ze swym b. Szefem Sztabu Sosnkowskim, specjalnym pociągiem około 7-ej. Po przywitaniu go przeze mnie, Koc złożył mu, o ile pamiętam, raport o stanie POW, po czym skierowaliśmy się ku wyjściu. Koc i jego towarzysze zapraszali brygadiera do przygotowanego przez organizację powozu. Ja zaś zaprosiłem go do mnie, na śniadanie, na co się Piłsudski zgodził i wsiadł do mego samochodu.

Po śniadaniu konferowałem poufnie z Komendantem, któ­ry zupełnie nie orientował się jeszcze w ówczesnej sytuacji we­wnętrznej w kraju. Oświadczył mi, że zamierza zaraz jechać do Lublina, ponieważ okupacja jest tam zniesiona, południe Polski wolne od obcej przemocy i ma już Polski Rząd. Odradziłem mu wykonanie tego zamiaru, wyjaśniając sytuację rzeczywistą, pole­gającą na tym, że okupacja niemiecka w północnej Polsce rów­nież przestaje istnieć. Piłsudski się wahał, twierdził, iż nie wie czy rzeczywiście okupacja niemiecka kończy się u nas. Wtedy zakomunikowałem mu, że wysłałem depesze do Krakowskiej Ko­misji Likwidacyjnej, oraz do kół poselskich w Berlinie i Pozna­niu, by członkowie ich pośpieszyli .przybyć do Warszawy, celem utworzenia Rządu Narodowego w stolicy. Takiemu Rządowi Ra­da Regencyjna zamierzała złożyć swą władzę. Wreszcie wy­jaśniając całokształt sytuacji, udało mi się przekonać Piłsudskie­go o konieczności jego pozostawania w Warszawie. O godzinie 2-ej, odbyłem z nim ponownie konferencję u arcybiskupa Ra­kowskiego.

Po przejechaniu się ulicami miasta Komendant przekonał się, że miałem rację twierdzić, o ustaniu u nas okupacji. Ludność bowiem rozpoczęła już na dobre rozbrajanie Niemców, noszą­cych wtedy, wszyscy prawie czerwone kokardy. Piłsudski, przy­chylając się do mego zdania, zakomunikował nam, że w Berli­nie rewolucja jest w pełni. Na ulicach żołnierze rozbrajają ofice­rów, zdejmując z nich odznaki. Do niego, będącego w mundu­rze legionowym podeszli również niemieccy żołnierze widocznie zamierzając tak samo postąpić, lecz zauważywszy orzełka na czapce, zaniechali wszelkich czynów, mówiąc: „Es ist ein polnischer Offizier”.

Na posiedzeniu u arcybiskupa omawialiśmy sprawę utwo­rzenia Rządu. Piłsudski był niezdecydowany, czując się w nader trudnej sytuacji między prawicą i lewicą. My, Regenci, oświad­czyliśmy, że chociaż jesteśmy poglądów konserwatywno-monarchicznych, jednakże rozumiemy, że w chwili gdy 28 tronów ru­nęło (Rzesza niemiecka), o takiej formie rządu mowy być nie może i pragniemy powołać Rząd, który by był przyjęty przez wszystkie stronnictwa, żadnej decyzji wówczas nie powzięliśmy. To samo było wieczorem na konferencji u p. Ostrowskiego.

Od południa tegoż dnia, 11 listopada[4] zaczęły po ulicach miasta ciągnąć pochody socjalistyczne z czerwonymi sztanda­rami, żądając abdykacji Rady Regencyjnej i wznoszące okrzyki na cześć Piłsudskiego. Tłum usiłował nawet przedostać się siłą do Frascati, by zmusić mnie do złożenia mego urzędu. Wieczo­rem tego dnia zastałem ku memu zdziwieniu w mojej rezyden­cji wartę, złożoną z żandarmów z dwoma oficerami, dla mojej ochrony osobistej.

Pochody ludności warszawskiej uważałem jako zagrażają­ce bezpieczeństwu publicznemu, mogące wywołać poważne zabu­rzenia, a nawet doprowadzić do rewolucji. Wobec tego zawezwa­łem brygadiera Minkiewicza dla omówienia z nim sprawy usta­lenia porządku w kraju. Oświadczył mi, że ma do dyspozycji oko­ło 2.500 ludzi, ponieważ jeden batalion wysłał do Krakowa, jako załogę, a część żołnierzy już pełni służbę w mieście przy obiek­tach odebranych od Niemców. Gdy mu zakomunikowałem mój zamiar rozpędzenia tłumu i wprowadzenia porządku, Minkie­wicz oświadczył, że ma za mało ludzi i wątpi, czy uda mu się tego dokonać.

Znając niepopularność wśród społeczeństwa Rady Regencyjnej i coraz wzmagającą się ku niej opozycję, a z drugiej stro­ny rosnący coraz bardziej autorytet Piłsudskiego, zdecydowa­liśmy się przekazać mu władzę nad wojskiem. Zaznaczam zresztą, że wtedy wszystkie stronnictwa od najskrajniejszej prawicy do lewicy żądały od nas oddania władzy Piłsudskiemu. Byłem przekonany, że podziała to nader dodatnio na wzbu­rzone wówczas umysły. Dekret o nominacji brygadiera Piłsud­skiego Naczelnym Wodzem, podpisaliśmy 12 listopada 1918 r., w czwartek o godz. 5-ej po południu[5]. Dekret ten był podpisany również przez Piłsudskiego dlatego, że w nim zobowiązał się utworzyć Rząd Narodowy, co stwierdził swym podpisem.

Widząc następnie, że podział władzy między Radą Regen­cyjną i Naczelnym Wodzem nie odpowiada duchowi czasu oraz coraz bardziej wzmagającą się popularność Piłsudskiego — 14 XI wydaliśmy drugi reskrypt przekazujący jemu pełnię władzy, również pod warunkiem, że stworzy Rząd Narodowy. Tego samego dnia jednakże mianował premierem gabinetu Daszyńskiego, leadera P. P. S., człowieka partyjnego. Już jako człowiek prywatny, udałem się natychmiast do Piłsudskiego, prosząc o wy­jaśnienie jego decyzji. Oświadczył mi dosłownie: „Byłem to winien moim przyjacioło m". Na tym się nasza rozmowa skończyła.

Tydzień później przybyli zawezwani przeze mnie, do Warszawy, przedstawiciele Komisji Likwidacyjnej oraz pan Seyda i inni działacze polityczni z Berlina i Poznania. Do mej wiado­mości doszło, że czynili nam wyrzuty za oddanie władzy pań­stwowej Piłsudskiemu.

Główną przyczyną powstania szkodliwego dla nas Rządu Ludowego było, iż w tym czasie nie mieliśmy żadnego rządu. Ga­binet Świeżyńskiego, Narodowo-Demokratyczny, wykonał prze­ciwko Radzie Regencyjnej zamach stanu, ponieważ pomimo nas przystąpił do tworzenia ministeriów z socjalistami i ludowcami na czele, dążąc do obalenia naszej władzy. Po rozpędzeniu gabinetu Świeżyńskiego 3 XI mianowaliśmy premierem ks. Sapie­hę i przystąpiliśmy do ukonstytuowania rządu. Wtedy nastąpił fakt bardzo charakterystyczny.

Przybyła do mnie 5-go czy 6-go XI delegacja stronnictw lewi­cowych z pp. Arturem Śliwińskim i Patkiem na czele. W składzie jej byli, o ile przypominam sobie, pp. Stolarski i Sokal. Delegacja ta oświadczyła mi, że stronnictwa, które ona przedstawia, nie mo­gą być bardziej prawicowe, niż prawica sama, która wykonała na nas zamach stanu. Lecz jednakże stronnictwa te uznają po­trzebę źródła władzy, jako zabezpieczenie przed powstaniem samozwańczych rządów. Chociaż dalecy są od uznawania zasady monarchicznej, której Bada Regencyjna reprezentuje złożyli mi następujące oświadczenie, które przytaczam w brzmieniu prawie dosłownym:

„Imieniem stronnictw lewicowych proponujemy Radzie Regencyjnej, by Regenci arcybiskup Rakowski i Ostrowski, zre­zygnowali ze swej władzy na korzyść Księcia Pana. Po zdjęciu w ten sposób z niego stempla państw centralnych, przyjmujemy z ramienia księcia każdy rząd, który książę utworzy, prosząc o uwzględnienie stronnictw lewicowych w tym rządzie. Prosimy o odpowiedź za dwie godziny”.

Porozumiałem się natychmiast z moimi kolegami. Arcybi­skup Kakowski od razu podpisał swą rezygnację na moją korzyść. Pan Ostrowski zaś, obłożnie chory wówczas, powołał się na zło­żone przez niego ślubowanie, że władzę swą przekaże królowi lub Regentowi i kategorycznie odmówił[6].

Następnie żałowałem nieraz, że nie wykonałem większego nacisku na decyzję pana Ostrowskiego. Może by wtedy dzieje nasze wzięły inny obrót.

Zakomunikowałem rezultat moich narad delegacji stron­nictw lewicowych, wskazując na nieprzejednane stanowisko pa­na Ostrowskiego. Odeszła, a po 24-ch godzinach został ogłoszony Rząd Lubelski (7 XI 1918).

Piłsudskiemu zarzucam, szczególnie w początkach jego działalności zbytnią słabość. Już 12-go listopada po jego przemowie na placu Zamkowym tłum w jego obecności zaciągnął czerwony sztandar na wieżę zamkową za jego zezwoleniem. Rada Regen­cyjna urzędowała wtedy w pałacu Krasińskich i była o tym po­informowana za późno. Sztandar ten w kilka tygodni później ka­zał zdjąć gen. Sosnkowski.

Ustępstwa, czynione stronnictwu socjalistycznemu i utwo­rzenie gabinetu Indowego doprowadziły do wydania sejmowej ordynacji wyborczej, która jest największym nieszczęściem Pol­ski, przyczyną naszych rozterek wewnętrznych i fatalnej sytua­cji finansowej. Jest ona zanadto demokratyczna dla kraju, w któ­rym mamy do 60% analfabetów. Sejm wybrany na jej zasadzie przedstawia zebranie koterii, dbających tylko o swoje klasowe, partyjne interesy. Racja stanu dla niego nie istnieje, ponieważ wszystkie stronnictwa w nim kierują się wyłącznic ciasnym egoizmem grupowym. Zwięzić zaś ordynację wyborczą drogą ustawo­dawczą, przy obecnym składzie sejmu jest rzeczą niemożliwą do przeprowadzenia.

Głównym zarzutem zaś jest, że Piłsudski wbrew oświad­czeniu 1 podpisowi utworzył Rząd socjalistyczny, walki klasowej a nie rząd narodowy, do czego był zobowiązany.

Ideą przewodnią jego wewnętrznej polityki było utworze­nie federacji państw powstałych po upadku Rosji na jej zacho­dzie pod hegemonią Polski. Ukraina, Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś, a nawet Finlandia miały być w tej koncepcji państwami buforowymi, zabezpieczającymi nas od wschodniego niebezpie­czeństwa. Pogląd ten jest słuszny, albowiem posiadamy za słabe zdolności asymilatorskie, za mało mamy jeszcze autorytetu mo­ralnego i potęgi cywilizacyjnej ościennych narodów. Stwierdza to nasza historia. Na dawnej Ukrainie i dzikich polach powsta­wały wielkie latyfundia magnackie, ale ludu miejscowego pod­porządkować sobie nie potrafili. Dowodem tego jest Chmielnicki, który wolał poddać się władzy cara moskiewskiego. Słabą stroną tego programu politycznego jest małe uświadomienie narodowe i pierwotna kultura tych państewek, szczególniej największego z nich — Ukrainy. Muszą one być przez kogoś prowadzone, my zaś mamy za mało sił odpowiednich.

Narodowa Demokracja zwalczała ten program, dążąc do narodowościowego państwa, czysto polskiego, raczej mniejszego, lecz bez domieszek obcych elementów. Wypowiedział to jeszcze przed wojną Dmowski.

Jedną z ostatnich moich czynności, jako Regenta było mianowanie dowódcy Polskiej Siły Zbrojnej, Roję, generałem, po­nieważ od tego uzależniał złożenie przysięgi Radzie Regencyjnej.

Stworzony przez nas Wehrmacht oddał wielkie usługi w tym okresie przełomowym. Gdyby nie jego żołnierze, na pewno mielibyśmy prawdziwą rewolucję. 15-go czy 16-go listopada tłum, złożony z komunistów, atakował gmach Sztabu Generalnego. Piłsudski kazał wtedy żołnierzom strzelać. To uratowało sytua­cję, gdyż po tym fakcie nastąpił względny spokój.

Dlatego nieraz mówiłem Piłsudskiemu, z którym się bar­dzo często widywałem, że posiadając takie jak on ma zaufanie i wiarę społeczeństwa, oddane sobie wojsko, powinien ogłosić się dyktatorem, rozwiązać Sejm i zwołać nowy, zastosowany do na­szych potrzeb. Na to Naczelnik Państwa odpowiadał mi, że nie chce wywoływać rewolucji i walk bratobójczych, nie będąc pew­nym powodzenia”.

Zdzisław Lubomirski

Przypisy:

[1] W pierwszych dniach listopada 1918 r. Polska Siła Zbrojna (Wehr­macht) liczyła 9000 ludzi. Por. Gierowskiego Włodz. „Polska Siła Zbrojna w przededniu niepodległości”. Warszawa 1931.

[2] Piłsudski zwolniony został przez Kesslera i Gülpena w dniu 8 XI w południe.

[3] Wiadomość mylna. Depesza musiała nadejść 9 XI.

[4] Winno być 10 XI.

[5] Szczegóły mylne. 12 XI był wtorek, 14 XI dopiero czwartek. W rze­czywistości władza wojskowa została przekazana Piłsudskiemu przez Radę Reg. w poniedziałek 11 XI na posiedzeniu u reg. Ostrowskiego, odbytym między 17 a 22.

[6] Obszerniej o tej sprawie relacjonuje ks. Lubomirski w rozmowie przedstawiciela czasopisma „Bunt Młodych”. Por. nr 11 (102) „Buntu Mło­dych” z dn. 26 VI 1936 r.

 

Test opublikowany w czasopiśmie "Niepodległość", nr 15, 1937.

Gen. Leonard Skierski, gen. Paul Henrys i Wódz Naczelny Józef Piłsudski, sierpień 1920 r. Fot.: Ze zbiorów Instytutu Piłsudskiego w Ameryce

W dniu 6 sierpnia nastąpiła ostateczna decyzja Naczelnego Wodza co do uderzenia znad Wieprza (uderzenia znad rzeki Wieprz na lewe skrzydło Armii Czerwonej). I tegoż dnia został wydany rozkaz operacyjny, tzw. rozkaz do przegrupowania, nakazujący sprowadzenie na odpowiednie odcinki pewnych dywizji. Rozkaz ten poszedł do dowództwa armii i okazało się, że już w dwa dni potem był w rękach bolszewików.
 
Tuchaczewski, dowódca frontu północnego, tego który szedł na Warszawę, miał ten rozkaz w swoim ręku 8 czy 9 sierpnia i chwała Bogu w niego nie uwierzył. Pomyślał, że jest to rozkaz sfingowany przez II Oddział Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (wywiad i kontrwywiad wojskowy), żeby go wprowadzić w błąd i zlekceważył ten rozkaz, czego potem, jak opisywał w swoich wspomnieniach, bardzo żałował.

A co się działo w polskim sztabie generalnym? Powstał pewien popłoch, że rozkaz jest znany bolszewikom. I oto gen. Rozwadowski własnoręcznie pisze nowy rozkaz – 10 sierpnia (...) Rozkaz ten, który znajduje się w aktach Instytutu, jest starannie przechowywany jako najcenniejszy dokument. Liczy 10 stron. Niebywały wypadek, aby szef sztabu generalnego sam pisał cały rozkaz i to odręcznie, nie na maszynie. Rozkaz ten nie został rozesłany do armii z obawy o nową wsypę, lecz dowódcy armii zostali wezwani do Warszawy, żeby go przeczytać. W tym rozkazie dyskutowano szczegółowo poszczególne odcinki. Każdy z dowódców odpisywał to, co jego dotyczy i podpisywał się. Na rozkazie znajdują się podpisy wszystkich dowódców polskich. A więc przede wszystkim Naczelnego Wodza marszałka Piłsudskiego oraz między innymi dowódców: Weyganda, Rydza Śmigłego, Kutrzeby, Sikorskiego.

Bitwa warszawska. Piłsudski, decydując się na tę operację, przeżywał straszne chwile, bo musiał popełnić nonsens, jak to potem opisywał. Nonsens polegał na tym, że do głównego uderzenia znad Wieprza, które miało decydować o losach Polski, musiał dać niedostateczną ilość wojska. Wtedy, gdy 20 polskich dywizji było na innych frontach, które chwilowo był frontami drugorzędnymi, to na front na Wieprzu, który miał rozbić nieprzyjaciela, mógł Naczelny Wódz dać tylko pięć dywizji. Jednak utrzymanie Warszawy było konieczne politycznie, nie wojskowo. Wojskowo, ściśle mówiąc, wejście bolszewików do Warszawy spowodowałoby w rezultacie większą ich klęskę przez ich zaangażowanie się. Im więcej by się oni angażowali na Wiśle, na południe, tym straszniejsze uderzenie byłoby na nich na północy i całkowite odcięcie od powrotu w głąb Rosji. Ale, oczywiście, Warszawy oddać nie można było przede wszystkim z punktu widzenia politycznego i nakazana była obrona Warszawy, którą znakomicie bronił gen. Żeligowski na odcinku Radzymina, gen. Sikorski nad Wkrą, a gen. Sosnkowski, minister spraw wojskowych, wspaniale zorganizował wszelkie środki do obrony stolicy. To w rezultacie pozwoliło na utrzymanie frontu. Warszawa wytrzymała, a przecież Radzymin, gdzie front przechodził z rąk do rąk, był tylko 16 km od Warszawy.

Mówił mi Putna[1]: 'Przekonany byłem, że jutro, pojutrze wejdę do Warszawy. Wszystko było przygotowane, a tu nagle klęska (...)'. Był on w zatargu ze swoim dowódcą, marszałkiem Tuchaczewskim, którego winił, i słusznie, za rozciągnięcie frontu itp. Kłócili się z Tuchaczewskim, a los ostatecznie doprowadził, że obydwaj, jednego dnia, zostali rozstrzelani z rozkazu Stalina w ramach czystek w roku 1937. Ale Putna był wybitnym dowódcą.

Uderzenie nastąpiło 16 sierpnia. Mamy tu piękny dokument oryginalny – list Piłsudskiego z Puław, gdzie była kwatera główna Naczelnego Wodza, z 15 sierpnia – do gen. Tadeusza Rozwadowskiego: 'Kochany Gienerale (...) Jutro o świcie zaczyna się operacja' – i w liście kilkustronicowym opisuje zamiar uderzenia w dniu jutrzejszym. Następnego dnia pierwsza część operacji udała się znakomicie. Wojska sowieckie zostały zaatakowane zupełnie nieoczekiwanie dla nich, według tego rozkazu, któremu poprzednio nie uwierzyli. Po dwóch dniach przerwana została ich łączność. Armie sowieckie straciły kontakt ze swoim naczelnym dowództwem, które było w Mińsku i w tych warunkach rozpoczął się głęboki odwrót bolszewików.

18 sierpnia marszałek Józef Piłsudski powrócił do Warszawy, by opracować wytyczne do przegrupowania wojsk i wyznaczyć poszczególnym armiom nowe zadania. Był to moment, w którym bitwa na Wisłą weszła w decydującą fazę – pościgu za cofającymi jednostkami frontu zachodniego. 22 sierpnia rozbito pod Białymstokiem oddziały 16. Armii Czerwonej, z których jedynie część zdołała ujść za Niemen. 23 sierpnia po dwudniowych walkach rozbito 15. armię sowiecką pod Śniadowem i Łomżą, której niedobitki uszły na wschód, wzdłuż granicy pruskiej. Wówczas zaangażowanie wojsk polskich pod Białymstokiem i Łomżą pozwoliło 3. armii sowieckiej ujść przez Narew do Grodna. 4. armia sowiecka, walcząca nad dolną Wisłą, została pokonana przez oddziały polskie pod Kolnem. 25 sierpnia 1920 r. zakończono działania pościgowe, co uznaje się za koniec bitwy warszawskiej.

Ale w historii światowej bitwa warszawska została uznana za jedną z decydujących bitew świata. [...] Bitwa warszawska uratowała dużą część Europy od zagłady komunistycznej na 20 lat. Sytuacja w Europie wówczas była taka, że komuniści na Węgrzech i w Niemczech tylko czekali na wejście wojsk sowieckich, by rewolucję komunistyczną rozszerzyć, która by się zapewne przerzuciła na Austrię i Włochy. Przegranie bitwy warszawskiej zmieniłoby całkowicie sytuację w Europie. Konsekwencje wygrania tej bitwy były ogromne.

Wacław Jędrzejewicz

Fragmenty wykładu "Rok 1920", wygłoszonego w dniu 6 czerwca 1981 r. Drukiem ukazał się w skrypcie wydanym przez Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce. Powyższe fragmenty publikujemy za: Nowy Dziennik, Polish Daily News. www.dziennik.com

 

Przypisy:

1. Prof. Jędrzejewicz, będąc attaché wojskowym w Tokio, spotkał się z sowieckim attaché wojskowym gen. Witowtem Putną, który dowodził 27. dywizją pod Radzyminem.

 


Profesor Jędrzejewicz – podpułkownik dyplomowany Wojska Polskiego, polski działacz niepodległościowy, działacz państwowy II Rzeczypospolitej, dyplomata, polityk i historyk – należał do najbliższego kręgu zaufanych ludzi marszałka Józefa Piłsudskiego. Był uczestnikiem wojny 1920 r.pełniąc fukncję szefa II oddziału I Armii Frontu Północnego pod dowództwem gen. Zegadłowicza, gdzie zajmował się oceną sił bolszewickich.

BartelUrodzony i zamordowany w rodzinnym, ukochanym Lwowie, którego nie chciał opuścić nawet zagrożony śmiercią. Świadek czterech epok – okresu zaborów (który przeżył w autonomicznej Galicji w liberalnej monarchii Habsburgów); lat Wielkiej Wojny, która zatrzasnęła wieko trumny Belle Epoque przełomu XIX i XX stulecia; czasów dramatycznej (biednej, ale i barwnej) niepodległości Drugiej Rzeczypospolitej; wreszcie apokalipsy II wojny światowej – niemiecko-sowieckiej inwazji i okupacji Polski oraz eksterminacji jej obywateli. Podpułkownik Wojska Polskiego, zasłużony w wojnach o wschodnie granice Rzeczypospolitej i… mason. Uczony i polityk. Matematyk, profesor i rektor Politechniki Lwowskiej, ale także poseł na Sejm Polski międzywojennej, senator, minister i pięciokrotny premier Rzeczypospolitej. Demokrata, który poparł przewrót majowy, krytycznie oceniając parlamentarno-gabinetowy system polityczny pierwszej połowy lat dwudziestych i ówczesną praktykę rządzenia. Twarz pierwszego czterolecia autorytarnych rządów obozu pomajowego, a zarazem czołowy sanacyjny liberał – specjalista od negocjacji i szukania porozumienia z opozycją. Zdeklarowany piłsudczyk, a przy tym jeden z sygnatariuszy memoriału z 1938 r., skierowanego do prezydenta Ignacego Mościckiego, którego autorzy domagali się włączenia do rządu przedstawicieli opozycji w związku z zagrożeniem niepodległości kraju i postulowali ogłoszenie amnestii dla polityków opozycyjnych, którzy zostali zmuszeni do emigracji po procesie brzeskim.

Kazimierz Bartel (1882-1941) – o nim wszak mowa - był z pewnością postacią nie tylko nietuzinkową, ale wielowymiarową; człowiekiem i politykiem myślącym i działającym samodzielnie, zgodnie z własnym systemem poglądów i wartości.  Z pewnością zasłużył też na obszerną, rzetelną, naukową biografię. Trudu jej napisania podjął się Sławomir Kalbarczyk – historyk, specjalizujący się w dziejach najnowszych Polski, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej.

Książka S. Kalbarczyka – poprzedzona wstępem, sygnalizującym braki, występujące, zdaniem autora, w historycznej, naukowej narracji o pięciokrotnym premierze międzywojennej Polski (uzasadniające tym samym jego własną publikację) – została skonstruowana zgodnie z zasadą chronologiczną z sześciu obszernych części, podzielonych na rozdziały, w których wydzielone zostały mniejsze podrozdziały.

Część pierwsza, pt. Nim nastała Polska 1882-1918, prezentuje dzieciństwo i młodość K. Bartla, okres jego studiów w Szkole Politechnicznej we Lwowie w latach 1901-1907, bogatą i pełną sukcesów karierę naukową od stanowiska asystenta do profesora, wreszcie losy w okresie I wojny światowej.

Kolejna nt. W odrodzonej Rzeczypospolitej 1918-1939, ukazuje w rozdziale pierwszym K. Bartla jako żołnierza i polityka Rzeczypospolitej „przedmajowej” - jego udział w walkach o Lwów i Małopolskę Wschodnią w latach 1918-1919; okres szefowania przezeń Oddziałowi IV A Kolejowego sztabu Generalnego Wojska Polskiego i Kolejnictwu Polowemu w 9191 r.; działalność jako ministra kolei żelaznych w kolejnych rządach Leopolda Skulskiego, Władysława Grabskiego i Wincentego Witosa w 1920 r.; publiczną aktywność w Towarzystwie Straży Kresowej, Związku Strzeleckim, Polskim Stronnictwie Ludowym „Wyzwolenie” i Partii Pracy przed zamachem majowym 1926 r.; wreszcie udział w samym piłsudczykowskim przewrocie.

Kolejny rozdział drugiej części przedstawia poczynania K. Bartla jako jednego z czołowych polityków obozu pomajowego – bliskiego współpracownika i doradcę Józefa Piłsudskiego, zaufanego premiera Marszałka, stojącego na czele pięciu rządów w latach 1926-1930 oraz wicepremiera i kierownika Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w gabinecie samego J. Piłsudskiego w 1928 r.

W końcowym rozdziale części drugiej S. Kalbarczyk prezentuje wyraziste postawy polityczne swego bohatera w latach trzydziestych –stanowisko wobec kluczowych zagadnień polityki wewnętrznej, kwestii organizacji i funkcjonowania szkolnictwa wyższego, ważkich problemów polityki międzynarodowej i zagranicznej państwa polskiego – oraz jego pracę w Senacie Rzeczypospolitej IV i V kadencji oraz działalność pozaparlamentarną.

Ostatnia część biografii (W II wojnie światowej) przedstawia losy, dramatyczne wybory i poczynania K. Bartla w okresie wojny obronnej Polski 1939 r., okupacji sowieckiej polskich Kresów Wschodnich w latach 1939-1941 oraz po agresji III Rzeszy na Związek Sowiecki - aż do aresztowania, uwięzienia i śmierci poniesionej z rąk Niemców.

Niejako uzupełnieniem głównych wątków narracji, zaprezentowanych we wspomnianych trzech częściach, jest część ostatnia książki pt. Kazimierz Bartel - prywatnie i na uczelni, która ukazuje mniej znane oblicze jednego z najwybitniejszych polityków Drugiej Rzeczypospolitej – jako osoby prywatnej w relacjach z najbliższymi i przyjaciółmi oraz uczonego, uczestnika życia naukowego i towarzyskiego środowiska akademickiego międzywojennej Polski. Zasadniczą treść opowieści o K. Bartlu jako polityku i uczonym zamyka podsumowujące zakończenie. Ponadto do tekstu dołączono: abstrakt, wykaz skrótów, bibliografię i indeks osób.

Do atutów biografii pióra S. Kalbarczyka należy nie tylko wspomniana już we wstępie niniejszej recenzji trafnie wybrana, interesująca problematyka oraz ambitne intencje autora, aby w końcu uzupełnić polską historiografię o wyczerpującą biografię jednego z najważniejszych polityków Drugiej Niepodległości. Trzeba do nich zaliczyć również logiczną i czytelną dla odbiorcy konstrukcję książki; samą opowieść - łączącą harmonijnie przedstawianą i analizowaną faktografię, odautorskie, rzetelnie poparte argumentami osądy i cytaty źródłowe (dowodzi ona zresztą, że S. Kalbarczyk to nie tylko historyk skrupulatny, zbierający z benedyktyńską pracowitością i skrupulatnością wszystkie potrzebne informacje, ale także świetny, dysponujący „lekkim” piórem pisarz historyczny); wreszcie bogaty aparat naukowy przypisów i odsyłaczy, ukazujący mistrzostwo warsztatowe autora w zakresie naukowego instrumentarium historyka i jego dbałości o bardziej wnikliwego czytelnika, który chciałby poszerzyć swą wiedzę sięgając do źródeł i literatury, odnoszącej się do problematyki biografii. Na uwagę i uznanie zasługuje także dołączona do zasadniczego tekstu książki wspomniana już przebogata bibliografia.

Jednakże za książką S. Kalbarczyka przemawiają nie tylko jej atuty natury formalnej, ale także treść. Do najbardziej wartościowych wątków, które pojawiły się na kartach biografii należą: podkreślenie politycznej podmiotowości i samodzielności K. Bartla - rzetelnie dowiedzionej! - kontrastujące z upowszechnionym dotychczas stereotypem „zdyscyplinowanego wykonawcy woli Marszałka”, lub wręcz „polityka-marionetki”; wskazanie na ugruntowane i z odwagą głoszone i bronione przez słynnego „polityka-matematyka” własne poglądy polityczne i społeczno-gospodarcze, koncepcje ustrojowe i dotyczące zagadnień międzynarodowych; docenienie i dokładne odtworzenie pozapolitycznego, obywatelskiego zaangażowania premiera; wreszcie wzbogacenie politycznych – najszerzej i najlepiej znanych – wątków życiorysu K. Bartla o istotne informacje o nim jako uznanym naukowcu oraz o jego życiu prywatnym rodzinnym i… pozarodzinnym (smakowita opowieść o romansie sanacyjnego premiera).

Książkę S. Kalbarczyka – owoc wielkiej pracowitości, naukowej rzetelności i historycznej pasji autora – należy polecić nie tylko zawodowym historykom, specjalistom z zakresu najnowszych dziejów Polski, ale i pasjonatom historii Drugiej Rzeczypospolitej. Państwo to, jego dzieje, kształt polityczny i elity – wszystko to byłoby inne bez postaci pięciokrotnego premiera rządów pomajowych…

Przemysław Waingertner

 

Informacje o publikacji:

Autor: Sławomir Kalbarczyk

Tyutuł: Kazimierz Bartel (1882-1941). Uczony w świecie polityki

Wyudawca: Instytu Pamięci Narodowej

Rok wydania: 2015

Format: 240x170 mm

Okładka: twarda

lość stron: 1000

ISBN: 9788376298597

 

Związek Strzelecki powstał w kwietniu 1910 r. we Lwowie, jako stowarzyszenie prowadzące przysposobienie wojskowe dla młodzieży polskiej. Wykorzystując obowiązujące przepisy Józef Piłsudski przeszkolił do sierpnia 1914 r. ponad siedem tysięcy członków Związków Strzeleckich. Strzelcy stali się żołnierzami polskimi i stanowili znaczącą część kadr odrodzonego Wojska Polskiego.

Organizacja reaktywowana został jesienią 1919 r. i stała się stowarzyszeniem prowadzącym zajęcia z zakresu przysposobienia wojskowego dla głównie dla młodzieży w wieku przedpoborowym. Józef Piłsudski, jako twórca historycznego Związku Strzeleckiego, był dla strzelców niepodważalnym autorytetem i źródłem inspiracji do działania dla dobra Polski. Na czele organizacji stali byli podkomendni Marszałka z czasów strzeleckich i legionowych, którzy postrzegani byli przez rządzących po 1922 r., jako element niesprzyjający dominującej wówczas sile politycznej, jaką była narodowa demokracja, oraz niecieszący się poparciem wojska.

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version