Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

15 Lip

Szarża pod Rokitną

Opublikowano w Felietony

Wąsowicz13 czerwca 1915 r. miała miejsce jedna ze słynniejszych i szczególnych szarż polskiej kawalerii w XX w.  – szarża pod Rokitną. Wykonana została brawurowo przez 2. szwadron ułanów II Brygady Legionów Polskich. Polacy głównie wspominali legendarną szarżę XIX w. – szarżę Jana Kozietulskiego z 3. szwadronem szwoleżerów gwardii Napoleona, pod Somosierrą w 1808 r. Po 1915 r. doszła legenda Rokitny. Przeszła ona do historii światowych wojen z kilku powodów: wielkiej odwagi i determinacji Polaków, ogromnej woli walki i pędu do wykonania bojowego zadania, błędów dowodzenia całej bitwy tego dnia (nie wiadomo do końca, kogo winić?) i niemal całkowitego rozbicia przez wroga szarżującego szwadronu. Przeważają oceny, że militarnie szarża odniosła sukces.

ikona_wjazd-do-Kielc-1914W końcu czerwca 1914 roku odbył się we Lwowie zjazd oficerski Związków Strzeleckich oraz Rady Głównej Związku Walki Czynnej. W czasie obrad dotarła do uczestników informacja o zabójstwie austriackiego następcy tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Jego zabójstwo było dużą stratą, gdyż angażował się on osobiście we wspieranie polskiej irredenty przeciwko Rosji.

(...) muszę nadmienić, że wszystkie nasze dyskusje, sprzeczki i kłótnie, wzajemne naciągania się i przekomarzania były dziecinnymi, niewinnymi igraszkami w porównaniu z pomysłami, jakie rodziły się w szalonych łbach kolegów z linii, zwłaszcza zaś moich najbliższych kompanów z 1 pułku ułanów, którzy dla zabicia nudy oraz zaspokojenia potrzeby wrażeń i emocyj dostarczanych im dotąd hojnie przez wojnę, wpadali na najdziksze pomysły.
   I tak moi dawni podkomendni z pierwszego plutonu pierwszego szwadronu, doszedłszy do zgodnego przekonania, że jeden z kolegów (dziś major dyplomowany) ma oczy jak sarna, postanowili (nb. za jego zgodą) urządzić na niego polowanie. Wobec sprzyjających warunków, a mianowicie świeżego śniegu, przystąpiono na poczekaniu do realizacji projektu. Pięknooki ułan nagi, jak go Pan Bóg stworzył, z małym awansem w czasie pomknął do pobliskiego lasu, za nim wiara z karabinkami i w rezultacie nasz bohater, uchodząc przed strzałami towarzyszów, w adamowym stroju przy kilku stopniach mrozu przekłusował dwanaście kilometrów z Werchów, gdzie kwaterowali ułani, aż do naszej Leśniewki.

Anegdota przytaczana przez Wieniawę-Długoszowskiego ze zbioru "Wymarsz i inne wspomnienia". Opisuje zimę 1916 r. Dariusz Nowiński.

Doświadczenie jakie zdobył podczas walk we Włoszech miało zaprocentować w przyszłości. Zresztą zdobył tam nie tylko doświadczenie ale i niemałą sławę, kiedy podczas szturmu na włoską redutę pod Cordolezzo, zdobył ją prawie z marszu, choć Austriacy bez powodzenia atakowali umocnienia wcześniej już wielokrotnie. Ranny podczas tego brawurowego szturmu jedenastoma odłamkami granatu ręcznego, zdołał utrzymać pozycję i zdobył przy okazji sławę "szalonego Polaka".

Mieczysław Kwieciński pseudonim „Oset” urodził się 2 czerwca 1893 r. w Miechowie. Był synem małżonków Mateusza Kwiecińskiego (urzędnika kolejno: gminnego, powiatowego w Miechowie, a w końcu gubernialnego i wojewódzkiego w Kielcach) i Weroniki z domu Klatt.

kwiecRozpoczął naukę w gimnazjum rosyjskim w Kielcach, aby po strajku szkolnym w 1905 roku kontynuować ją dalej w kieleckiej Szkole Handlowej. W starszych klasach kieleckiej handlówki uczestniczył w działalności tajnych kółek patriotyczno niepodległościowych, których ram organizacyjnych i struktury nie sposób obecnie odtworzyć. Był współorganizatorem skautingu na Kielecczyźnie. O udziale Kwiecińskiego w tworzeniu kieleckiego „Zarzewia” wspomina Kazimierz Pluta-Czachowski. W 1911 roku skończył Kielecką 7-klasową Szkołę Handlową Miejską (matura).

06 Cze

Reluton

Opublikowano w Ciekawostki
relutonReluton (od łac. relutum - żołd, pieniężny ekwiwalent kosztów całodziennego wyżywienia) - obok "leguna", równie popularne określenie żołnierza Legionów Polskich. "Otóż według przyjętej pośród wiary opinii, reluton nie jest bynajmniej nazwą obraźliwą, lecz owszem używa się jej w znaczeniu dodatnim, a na nazwę tę niełatwo jest zasłużyć, bo też zalety i wady składające się na charakterystykę relutona nie każdemu śmiertelnikowi dostają się w udziale. Jest to więc żołnierz liniowy I klasy, patrolowiec i wywiadowca, spryciarz jakich mało (...) Pod względem jadła i napojów jest bardzo wymagającym, do roboty mniej skory, subordynację uznaje tylko wobec komendantów, których ceni (...) Rozkazy i rozporządzenia zwierzchników traktuje zawsze z lekceważeniem, myśląc w duchu -Mów do mnie jeszcze”. - Tak definiowała  to określenie, satyryczna gazetka polowa 4 pułku piechoty legionów, nosząca tytuł nomen omen - "Reluton".

Mieliśmy we wsi Imielno, za środkiem odcinka pułku, częstych gości, szczególnie w nocy. Nawet sam dowódca korpusu odwiedził nas raz, a Szeptycki prawie co tydzień przyjeżdżał, rozpytując o wyniki zwiadów i stawiając różne zadania.
Jednym takich zadań było wytyczenie brodów przez Nidę dla celów przyszłej ofensywy.
Wybrałem dla wykonania tego zadania pluton czwartej kompanii, składający się wyłącznie z harcerzy. Kompanią dowodził porucznik Styk-Stachiewicz. Na czele plutonu stał były harcmistrz. Powiedziałem mu, że w ciągu tygodnia powinni znaleźć i wytyczyć dwa wygodne brody, przez które można byłoby przejść nie zanurzając się powyżej pasa. Woda była jeszcze wysoka, był to koniec marca.
Po tygodniu wezwałem dowódcę plutonu i oznajmiłem mu, że pójdę sprawdzić wytyczone brody tej nocy o godzinie dwunastej.
Harcerzyków, zdaje się mocno obeszło moje oświadczenie. Dowódca plutonu zadał mi pytanie:
- Nie wierzycie, obywatelu majorze, naszym szkicom?
- Wierzę, chłopcy – odpowiedziałem. Muszę się tylko przekonać, czy potraficie podczas ciemnej nocy zaprowadzić oddział na przeprawę.
Wyszliśmy o wpół do dwunastej cicho i ostrożnie. Zbliżyliśmy się do rzeki. Trzej chłopcy spokojnie poszli przodem, a ja za nimi. Za mną dowódca i reszta plutonu. Stopniowo zimna woda doszła mi pod pachy. Brodziliśmy dalej i wreszcie stanęliśmy pod Skowronowem. Parę strzałów z okopów pod wzgórzem uprzytomniło nam, że nieprzyjaciel czuwa i słyszał ruch w wodzie. Zawróciliśmy z powrotem i, o dziwo, woda sięgała tylko kilka centymetrów wyżej kolan.
Gdy przyszliśmy na kwaterę, spytałem patrol czołowy:
- Dlaczego nie poprowadziliście od razu, obywatele, przez ten dobry bród, za który muszę was serdecznie pochwalić?
Widząc, że mimo kąpieli nie straciłem humoru, jeden z harcerzy powiedział:
- Powiem prawdę, obywatelu. To za to, żeście nam od razu nie uwierzyli.
Tak ukarały dzielne harcerzyki swego czterdziestoletniego przełożonego.

Powyższa anegdota opisana została przez Leona Berbeckiego, ówczesnego dowódcę 5 pp, w książce „Pamiętniki generała broni Leona Berbeckiego”.
Przytaczając tę opowieść satysfakcję mam tym większą, że znaczna część opisywanego plutonu to legioniści z Łodzi. Przedstawiany jak dowódca plutonu „harcmistrz” to albo Stefan Rowecki, który wówczas dowodził tym plutonem albo  Jerzy Szletyński „Młocki”, który był zastępcą dowódcy plutonu, a wcześniej komendantem skautingu łódzkiego. - Dariusz Nowiński

Najczęściej Bolesław Wieniawa-Długoszowski jest bohaterem anegdot. Tym razem przytaczam fragment jego opowieści zawartej w zbiorze „Wymarsz i inne wspomnienia”. Dariusz Nowiński.

W sam dzień sylwestrowy (1914 r. – przyp. D.N.) zjawiła się w kwaterze Beliny pewna niewiasta z kategorycznym żądaniem, aby ją przyjął na służbę do pułku. Belina bronił się zawzięcie, choć wobec gwałtownych nalegań zapalczywej niewiasty niezbyt pewnie, przed tą w życiu naszym wojskowym komplikacją  i w końcu dyskusji wytoczył argument, że dla żadnej niewiasty wyjątku zrobić nie może, a w pułku naszym żadna kobieta nigdy nie służyła i nie służy.
- Jak to nie służy! – z oburzeniem odparła niewiasta – a Hanka?
- Jeżeli pani powołuje się na Hankę – odparł z chytrym uśmieszkiem Belina – to muszę ustąpić, ale tylko pod warunkiem, jeżeli pani zgodzi się kwaterować zawsze z naszą Hanką. Wieniawa – zwrócił się do mnie Władek , gdyż przypadkowo byłem przy tej rozmowie obecny – bądź tak dobry i sprowadź tu jak najprędzej Hankę.
Jakaż była konsternacja  i przerażenie niedoszłej konnej patriotki, gdy po kilku chwilach  zameldował się w w mym towarzystwie w kwaterze rotmistrza olbrzymi, zwalisty chłop z krzaczastymi bakami, którego Belina przedstawił jej jako naszą uroczą Hankę, tak bowiem przekorny kaprys koleżeńskich żartów ochrzcił obywatela Kuleszę, świetnego kompana i srogiego żołnierza, obecnego dowódcę brygady naszej kawalerii, właśnie dla jego potężnej i stuprocentowo męskiej postaci.
Ja z mojej strony, z obowiązku szwadronowego barda, opiewałem jego popularną w naszych szeregach sławę trawestacją  znanej wojskowej piosenki, której – niestety – dwie tylko zwrotki  nadają się do druku:

Haniś moja Haniś,
Cóżeś za kochanka
Kiej ci z buzi pachnie
Rum i przepalanka.

Haniś moja Haniś,
Cóżeś za Hanisia,
Jak siadłaś na konia
To konik aż przysiadł.

6 sierpnia 1914 r. z Krakowa wyruszyła do Królestwa Polskiego 1. Kompania Kadrowa. Jakie cele - polityczne, wojskowe - przyświecały Józefowi Piłsudskiemu?

moczulski 3

- Zamierzenie było proste i przygotowywane od lat: doprowadzenie do wybuchu powstania w Kongresówce. Piłsudski chciał powtórzyć sytuację sprzed 51 lat, czyli z czasów powstania styczniowego - wywołać antyrosyjski ruch zbrojny w Królestwie Polskim, które wtedy (tj. w pierwszych dniach sierpnia 1914 r.) stało się strefą frontową. W 1863 r. powstanie miało zostać wywołane przez zorganizowane oddziały, choć jak wiadomo, ostatecznie tak się nie stało. W sierpniu 1914 r. inicjatorem wybuchu miały być oddziały strzeleckie nadchodzące z Galicji.

Oddziały były dwa: 1. Kompania Kadrowa, która wyszła z krakowskich Oleandrów 6 sierpnia, oraz druga kompania, która wymaszerowała z Krzeszowic 7 sierpnia. Piłsudski nawiązywał do sytuacji z powstania styczniowego, choć starał się oczywiście przejąć inicjatywę we własne ręce. Jak pamiętamy, wybuch tamtego powstania nastąpił w okolicznościach, które nie były specjalnie sprzyjające. Komendant był zdecydowany, że tym razem wystąpienie zbrojne może nastąpić tylko w sytuacji sprzyjającej, a zwłaszcza w sytuacji sprzyjającej międzynarodowo. Można wyróżnić trzy elementy, które sprawiały, że ówczesne położenie polityczne można określić mianem sprzyjającego. Po pierwsze, doszło do wybuchu europejskiej wojny silnie wiążącej mocarstwa. Po drugie, była to wojna między zaborcami. Po trzecie wreszcie, w owym czasie między formalnym wypowiedzeniem wojny a faktycznym rozpoczęciem działań wojennych następowała pewna przerwa konieczna dla mobilizacji armii. Sprawiło to, że pierwszego dnia wojny austriacko-rosyjskiej siły obu stron były w trakcie mobilizacji i koncentracji, nie prowadziły żadnych działań bojowych, a między nimi istniała spora pusta przestrzeń. W tę pustkę można było wejść i mieć czas na zorganizowanie czegoś w rodzaju państwa powstańczego.

- Jakie podejście do sprawy polskiej prezentowały państwa zaborcze?

- Piłsudski zdawał sobie sprawę, że pokonanie takiej potęgi jak Rosja jest niemożliwe, dlatego głównym celem swojego "powstania" uczynił wprowadzenie kwestii polskiej na arenę międzynarodową. Owszem, Austriacy mówili czasem Polakom jakieś miłe rzeczy, ale już dawno zrezygnowali z faktycznego wspierania polskich działań. Rosja nie miała żadnych zamiarów w stosunku do Kongresówki, a jeśli chodzi o Niemcy, to kanclerz niemiecki Bethmann-Hollweg zdawał sobie sprawę, że wojna europejska jakoś wyciągnie na wierzch sprawę polską, ale w żaden sposób nie zamierzał tego przyspieszać. Piłsudski uważał natomiast, że rozpoczęte przez niego działania po prostu wymuszą, i to już na początku wojny, że sprawa polska ożyje na forum międzynarodowym.

Rzeczywiście, jego akcja przyniosła pewne efekty już w ciągu pierwszych kilku dni. Pierwsi zareagowali Rosjanie. Ukazała się odezwa do Polaków podpisana przez rosyjskiego głównodowodzącego wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza. Moskwa musiała zareagować, bo wszystkie polskie powstania zaczynały się najpierw trochę niezbyt poważnie, a potem na długie miesiące stawały się poważnym problemem. Z kolei Austriacy w tym okresie w ogóle nie interesowali się sprawą polską. Dopiero wraz z rozwojem wypadków - wymarszem strzelców, informacjami o powstaniu w Warszawie jakiegoś rządu narodowego, wreszcie wspomnianą odezwą rosyjską - uznano, że trzeba zareagować. Pewne działania podjął wpływowy minister skarbu i administrator Bośni i Hercegowiny Leon Biliński. Biliński od jakiegoś czasu myślał o przekształceniu monarchii z dualistycznej w trójczłonową, tyle że owym trzecim członem nie miała być Polska, a południowa Słowiańszczyzna. W każdym razie uznał, że trzeba przygotować jakąś odezwę zapowiadającą przywrócenie Królestwa Polskiego pod berłem cesarza, a po drugie, należy przejąć kontrolę nad owymi działaniami powstańczymi Piłsudskiego. Wsparli to polscy politycy z Galicji, którzy zorganizowali Naczelny Komitet Narodowy. NKN objął opieką ruch strzelecki i doprowadził do zmiany inicjatywy powstańczej w legionową. Przy armii austro-węgierskiej miały powstać Legiony Polskie na wzór XIX-wiecznych legionów Dąbrowskiego.

Powstańcza koncepcja Piłsudskiego osiągnęła więc cel: Rosja i Austria wystąpiły jawnie w kwestii przyszłości Polski i Polaków. Niemcy wprawdzie nie zabrali głosu, ale w rozmowach kuluarowych przyjęli do wiadomości, że w przyszłości powstanie Królestwo Polskie pod berłem cesarza austriackiego. Dopiero z czasem, gdy dostrzegli, że Austria nie radzi sobie z tym zagadnieniem, w 1916 r. przejęli od niej inicjatywę. Jeszcze później doszło do tego pamiętne wystąpienie prezydenta USA Wodorowa Wilsona z 1917 r. To też był spóźniony efekt sierpniowej inicjatywy Piłsudskiego.

- Dlaczego po wejściu strzelców do Kongresówki Polacy nie poparli sprawy?

- Komendant osiągnął długofalowy cel. Jeżeli natomiast chodzi o narzędzie polityczne do tego celu: wywołanie powstania, tworzenie administracji polskiej w Kieleckiem, usuwanie władzy rosyjskiej itd. - to nie osiągnął takiego stanu, jakiego oczekiwał. Złożyło się na to kilka przyczyn, m.in. powstanie NKN-u, które pomieszało szyki Piłsudskiemu i klęska militarna, jaką Austriacy zaczęli ponosić na tym odcinku frontu. Co zaś do braku poparcia ze strony miejscowych Polaków, to w dużej mierze jest to legenda. W swojej książce pokazuję różne spojrzenia na wejście strzelców do Kielc. Jedni mieszkańcy szaleją z radości i rzucają kwiaty, inni zamykają okna i chowają się. Reakcje są więc najprzeróżniejsze.

Podobnie zapisało się to w pamięci uczestników marszu: jedni zapamiętali, że witało ich całe miasto, inni że miejscowość była wymarła. W historiografii zwyciężył jednak obraz odrzucenia strzelców przez kielczan. Pamiętajmy jednak, że akcja Piłsudskiego zakończyła się podstawowym sukcesem: kwestia polska została wskrzeszona i nie można było tego cofnąć. Znów odwołam się tutaj do doświadczeń powstania styczniowego. Wywołanie powstania w tamtych warunkach było łatwiejsze niż w 1914 r. Kongresówką administrował wtedy Polak, margrabia Wielopolski, istniały struktury konspiracyjne, powstanie mogło się rozwinąć na terenach zamieszkałych przez świadomą ludność pochodzenia szlacheckiego. Tymczasem w guberni sandomierskiej sytuacja była znacznie trudniejsza. Sformowanie oddziału partyzanckiego zajęło tam Langiewiczowi sporo czasu. Podobnie było w sierpniu 1914 r.

- Powstanie nie wybuchło, a inicjatywa strzelecka została wzięta pod skrzydła polityków polskich z Galicji i przekształcona w Legiony. Jak Pan to ocenia: czy był to ratunek dla Piłsudskiego czy też wzięcie go na smycz?


- Oczywiście, że chodziło o wzięcie Piłsudskiego na smycz. Piłsudskiego nie trzeba było ratować, bo nic mu nie groziło. Dodajmy jeszcze, że we wspomnianym NKN-ie, który miał sprawować opiekę nad Legionami, bardzo silna była frakcja starająca się za wszelką cenę doprowadzić do likwidacji powstania. Frakcja ta, związana z Narodową Demokracją, była przekonana, że Rosja wojnę wygra, więc działania, jakie poodejmuje Piłsudski mogą tylko skompromitować Polaków w oczach Moskwy. Ale wracając do Naczelnego Komitetu Narodowego, to przez kilka pierwszych dni żadnej specjalnej pomocy żołnierzom Piłsudskiego nie udzielał. Wielka spontaniczna pomoc napływająca od mieszkańców Krakowa nie trafiała do Kielc, ale była zatrzymywana na miejscu i przeznaczana na formowanie nowych oddziałów legionowych w Krakowie.

Niemniej jednak, NKN odegrał również pewną pozytywną rolę. Gdy Galicja została zajęta prawie w całości przez armię rosyjską, Komitet zapewnił kontynuację koncepcji legionowej ewakuując się na Śląsk i tam cały czas pracując. Politykom galicyjskim trzeba przyznać więc tę zasługę, że dzięki nim idea legionowa nie skończyła się latem 1914 r., ale przetrwała kilka lat. Nawiasem mówiąc: zastanawiałem się, czy powstania 1914 r. nie należałoby nazwać powstaniem krakowskim. Bo rola odegrana przez Kraków była olbrzymia. Bez Krakowa Piłsudski nie byłby w stanie tego zorganizować, bez strzelców, ludzi, którzy dali pieniądze, jedzenie, mundury... Bez wsparcia całego regionu nie udałoby się tej szczytnej inicjatywy zrealizować. To było działanie, które spontanicznie zorganizował sam Kraków. Powstanie rozwijało się w Kieleckiem, ale jego stolica znajdowała się w Krakowie, to on był bazą tego wszystkiego. Cztery lata później, w 1918 r., Kraków dwa tygodnie wcześniej niż inne polskie miasta skończy z władzą zaborczą.

- Jakie znaczenie miały działania militarne oddziałów strzeleckich, a później 1. pułku Legionów w sierpniu 1914 r.?

- Nie miały większego znaczenia. Odbywały się zupełnie na marginesie działań wojennych. Wielkie operacje rozegrały się na Lubelszczyźnie i w Galicji Wschodniej i to one decydowały o przebiegu wojny. Natomiast wpływ działań powstańczych na wojnę między mocarstwami był praktycznie żaden. Ale założenie Piłsudskiego było takie, że nie miały one wpływać na wynik wielkiej walki. Działania powstańcze miały budzić spontaniczny ruch Polaków. Ważne było nawet nie to, że dzięki temu do Legionów poszły tysiące młodych Polaków, ale to, że przez pewien czas działało autentyczne polskie państwo. Państwo to tworzyło się przez organizację zaplecza dla wojska, przez zarządzanie terenem, dbanie o bezpieczeństwo, organizowanie szkół, zatrzymanie poboru rosyjskich podatków. I ważniejszy od pieniędzy, jakie to dało, był fakt, że ludzie płacili podatki dla państwa polskiego. Tego działania nie można było już cofnąć. W naszych czasach większość społeczeństwa nie uczestniczyła w początku ruchu "Solidarności". Większość społeczeństwa nie wystąpiła też czynnie przeciwko stanowi wojennemu. Ale nawet ci, którzy byli bierni, mieli świadomość, że pojawia się zupełnie nowa rzeczywistość. W sierpniu 1914 r. nie chodziło o to, by polskiego wojska było w Kieleckiem o tysiąc czy dwa więcej, tylko o to, że się tam w ogóle pojawiło. Powstaje rzeczpospolita powstańcza obejmująca Kraków i Galicję, Śląsk Cieszyński, Kielecczyznę.

- Na określenie działań Piłsudskiego na początku I wojny światowej w Galicji i Kongresówce użył Pan w swojej książce terminu powstanie polskie.

- Nie było to dotychczas spotykane m.in. dlatego, że samo słowo "powstanie" jest przez znaczną część Polaków źle odbierane. Piłsudski unikał tego określenia, sam pisał o tym, jak należy zorganizować rewolucję w zaborze rosyjskim - "Praktyczne zadania rewolucji w zaborze rosyjskim". Słowo rewolucja nie budziło bowiem takich skojarzeń jak słowo powstanie. Dziś mamy to samo: działania powstańcze poprzednich pokoleń zostały sprowadzone do bezmyślnego czynu, który ściąga na kraj nieszczęście.

Rozmawiał Paweł Stachnik

Wywiad opublikowany w "Dzienniku Polskim":  http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/opinie/1164111-bez-krakowa-pilsudski-nie-bylby-w-stanie-nic-zrobic.html

Zdjęcie: Wikipedia

W tym, że żołnierze Piłsudskiego grali w piłkę nie ma nic dziwnego. Rekrutowali się z Galicji, byłego zaboru austriackiego, w której przedwojenne piłkarskie tradycje były bardzo silne. Mocne drużyny istniały nie tylko w Krakowie i Lwowie, ale też w mniejszych miastach regionu. Już pod koniec XIX w. Na krakowskich Błoniach regularnie trenowano football. Gdy wybuchła wojna i piłkarze poszli w kamasze, w większych oddziałów istniała jakaś drużyna.
[...]
Stroje, z resztek mundurów, uszyła legionistom lwowska Liga Kobiet. Lwowianki zapewniły też piłkę do treningów. Legia (nazywana też Drużyną Legionową) grała gdzie się dało. Ogrywała inne zespoły wojskowe, a na jej meczach bywał sam komendant Piłsudski. Do Warszawy trafiła z frontem wiosną 1917 r. Tu wzbudziła zainteresowanie jako zespół z najlepszych galicyjskich piłkarzy. Dużą publiczność miał zremisowany 1:1 mecz z Polonią. Z kolei gdy w czerwcu tego roku Legia pojechała do Krakowa i wygrała 2:1, tamtejsza prasa potraktowała spotkanie jak derby. "Legia składa się głównie z najlepszych graczy Cracovii sprzed trzech lat, tak że wczorajsze zawody miały charakter rodzinny, bratania się, a nieraz ustępowania i omyłek, tłumaczących się tym, że gracze często zapominali, kto przeciwko komu gra" - pisał Ilustrowany Kurier Codzienny. Zespół w praktyce przestał istnieć, gdy rozpoczął się kryzys przysięgowy i polskich żołnierzy internowano.

Całość>> Legia, drużyna najbardziej piłsudska. Ale kiedy powstała? Kuba Dybalski, 20 maja 2012, www.sport.pl

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version