Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Jak mawiał Franz Fiszer - "Nie można wymagać od wszystkich, aby nic nie robili, bo to najtrudniejsza rzecz na świecie".
Zapytany przez pewną damę, co sądzi o sztuce, której premiera odbyła się właśnie w Warszawie, Fiszer powiedział:
- Sztuka jest bzdurą i koszmarem, a jej autor to kretyn i grafoman...
W tym momencie rozpoznawszy w damie żonę autor sztuki całuje ją w rękę i mówi:
- Łaskawa pani, gdybyśmy teraz byli sami we dwoje w lesie, udusiłbym panią i nie byłoby gafy!

- I ja brałem udział w ruchu niepodległościowym - wspominał Franc Fiszer. Wprawdzie w sposób raczej bierny niż czynny. Zaproszony byłem do znajomych na kolację. Kiedy przyszedłem, okazało się, że przed chwilą policja wszystkich gości zabrała do cyrkułu. Musiałem zjeść dwadzieścia cztery zrazy.

Pewien ichtiolog starał się wykazać ignorancję Fiszera, więc zapytał go, czy ten wie, do jakiej rodziny należą śledzie. Fiszer bez zająknięcia wypalił: „Wiem, a jakże: śledzie należą do rodziny zakąsek”.

Pewna pensjonarka, widząc spacerującego Wieniawę z Piłsudskim, pytała "kim jest ten starszy pan idący z Wieniawą?".


Ponoć, podczas jednej z licznych i suto zakrapianych imprez, w jednym z warszawskich hoteli, Wieniawa, w wyniku zakładu, wylądował w olbrzymim hotelowym akwarium. Ponieważ, mimo próśb, nie chciał opuścić rzeczonego lokum, zdesperowany personel hotelu wezwał policję. Wieniawa na widok oficera policji, zasalutował i oświadczył, że niestety nie może usłuchać jego poleceń, ponieważ przebywając w akwarium podlega jurysdykcji policji wodnej.

Fiszer, siedząc na przedstawieniu "Wesela", półgłosem (a półgłos Fiszera to było jak współczesne solidne nagłośnienie) komentował, co widzi. Na uwagę jednego z widzów, że nie można przez to słuchać tekstu ze sceny, odparł: "Tego się nie słucha, to się zna".
Pewnego razu suczka państwa Długoszowskich odczuła potrzebę bliższego spotkania z odpowiadającym jej urodzeniu pieskiem. Generał znalazł odpowiedniego psa, włożył galowy mundur, zarzucił pelerynę, wziął suczkę pod pachę i pojechał pod ustalony adres. Drzwi otworzyła dystyngowana pani. Stwierdziła, że taka usługa kosztuje dwieście złotych. "Dwieście złotych?" - zapytał zdziwiony Wieniawa. "Tak, mój piesek jest w doskonałej formie, ponadto jest olimpijczykiem, ma dużo odznaczeń, medali i orderów" - wyjaśniła kobieta. Wieniawa uniósł prawą brew, wyprężył się, odsłonił pelerynę, z lewej strony pokazując swoje ordery. Przejechał po nich otwartą dłonią, demonstrując je od Virtuti po Legię Honorową, i stwierdził: "Proszę Pani, grosza bym od Pani nie wziął!".
 
Źródło: P. Lisiewicz, Tornister szwoleżera, "Niezależna Gazeta Polska" 2007, nr 2, s. 28.

Franc Fiszer w pewnej dyspucie, gdy już zabrakło mu argumentów, przygwoździł oponenta stwierdzeniem, że ma nad nim tę przewagę, iż nie czytał dyskutowanej książki.
Podczas żałobnych przemówień na pewnym pogrzebie stremowany mówca zamiast powiedzieć Dunin-Markiewicz - powiedział Munin-Darkiewicz.
- Ale się sypnął - zagrzmiał Fiszer - No i cały pogrzeb na nic.
Fiszerowi "przyklejano" także nieprawdzie anegdoty jak n.p. tą, zamieszczoną w „Złotej księdze anegdot” Andrzeja i Remigiusza Pettynów. Czytamy tam o tym, co miał powiedzieć Fiszer na pogrzebie Leśmiana. A więc: nad grobem poety przemawia Kaden-Bandrowski. Swoje wystąpienie zakończył słowami: „Bądź zdrów, kolego!”. Na to Fiszer miał zawołać: „He, he, he, w tych katakumbach na pewno się przeziębi!”

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version