Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Polityka zagraniczna

11984989 adolf hitler i jozef beck 900 55480. rocznica wybuchu II wojny światowej stanie się zapewne okazją do licznych publicystycznych sądów nad polityką Józefa Becka, zwłaszcza odrzuceniem niemieckich żądań z przełomu 1938 i 1939 roku. Publicystycznych, gdyż „sędziowie” spod znaku Klio w tej kwestii, jak rzadko w której, prezentują jednolite stanowisko – decyzja o odrzuceniu oferty Hitlera była rozsądna. Krytycy Becka przekonują zaś, że należało zaakceptować niemiecki „pakiet” i czekać na rozwój wypadków. Problem w tym, że historia nie dawała nam czasu, a publicyści pokroju Piotra Zychowicza, Rafała Ziemkiewicza, a ostatnio Bartłomieja Radziejewskiego zbyt często przyjmują optykę Führera.

III Rzesza kusi…

Dojście do władzy Adolfa Hitlera w 1933 roku sanacyjne władze traktowały początkowo ze sceptycyzmem. Kanclerz już w jednym z pierwszych wywiadów podważył granice Rzeczpospolitej, domagając się zwrotu Pomorza – jego przynależność do Polski nazwał „haniebną niesprawiedliwością”. Na odpowiedź Józefa Piłsudskiego nie trzeba było długo czekać – nad Sekwanę zostali wysłani emisariusze (Jerzy Potocki, Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Ludwik Morstin), którzy mieli sprawdzić trwałość polsko-francuskiego sojuszu. Szczegóły ich misji pozostają owiane tajemnicą, choć wydaje się, że rzekomo proponowana Francuzom tzw. wojna prewencyjna przeciw Niemcom stanowiła polski blef. Marszałek i jego otoczenie zdawało sobie wszak sprawę z pacyfizmu paryskich decydentów – w tym kontekście chodziło raczej o wytworzenie „wojennej atmosfery, głównie w celu wywarcia presji na Berlin”[1].

Plan się powiódł – nastąpiło ożywienie polsko-niemieckich stosunków dyplomatycznych, zwieńczone podpisaniem 26.01.1934, przez Józefa Lipskiego i Konstantina von Neuratha, deklaracji o niestosowaniu przemocy. Kolejne lata to dalsze prowadzenie przez Polskę „polityki równowagi”, choć jej naruszenie niejednokrotnie proponowali hitlerowscy dostojnicy. Jak stwierdza profesor Mariusz Wołos, „tego typu pomysły (sojuszu wojskowego i wspólnej agresji przeciw ZSRR – przyp. red.) zgłaszał już w grudniu 1933 r. prezydent Senatu Wolnego Miasta Gdańska Hermann Rauschning, a potem […] przyjeżdżający do Białowieży na polowania premier Prus Hermann Göring”[2]. Reakcje, najpierw Piłsudskiego, a po jego śmierci Józefa Becka, były jednoznacznie negatywne. Polska nie zamierzała naruszać terytorialnego status quo w regionie, nawet jeśli naziści kusili nas, niczym sienkiewiczowski Zagłoba, „wschodnioeuropejskimi Niderlandami” - Ukrainą.

III Rzesza żąda…

Choć stosunki polsko-niemieckie postronnym obserwatorom wydawały się przyjazne, między państwami istniało kilka pól potencjalnego konfliktu. Jako pierwsi próbowali je zneutralizować Polacy – 20. września 1938 ambasador RP zaproponował Hitlerowi podjęcie negocjacji w sprawie Wolnego Miasta Gdańska, uznania przez Rzeszę wspólnej granicy i przedłużenia paktu o nieagresji[3]. Tymczasowo Führer był zajęty działaniami na rzecz odebrania Czechosłowacji Kraju Sudeckiego, ale jeszcze nie minęły echa konferencji monachijskiej, gdy jego minister spraw zagranicznych wystąpił z kontrpropozycją. Niemiecki „pakiet”, przedstawiony przez Joachima von Ribbentropa Józefowi Lipskiemu 24. października 1938, zawierał włączenie WMG do Rzeszy oraz zgodę Polski na wytyczenie przez Pomorze eksterytorialnej autostrady i wielotorowej linii kolejowej. Rzeczpospolita miała także przystąpić do paktu antykominternowskiego i konsultować swoją politykę zagraniczną z Berlinem. Co w zamian? Gwarancja nienaruszalności naszej zachodniej granicy i przedłużenie polsko-niemieckiego układu o 25 lat.

Początkowo Beck sądził, że niemiecka propozycja jest osobistą inicjatywą Ribbentropa. Wyprowadził go z błędu sam Hitler podczas spotkania w alpejskiej rezydencji w Berchtesgaden, 5. stycznia 1939. Kanclerz Rzeszy nie ograniczył się zresztą do wysunięcia roszczeń wobec Polski, snując wizję sojuszu wojskowego – „Jedna dywizja polska pod Moskwą to jedna dywizja niemiecka pod Moskwą mniej”[4]. Pod wpływem rozmowy szef polskiego MSZ zdecydował się wreszcie, cokolwiek późno, poinformować o ofercie niemieckiej prezydenta Ignacego Mościckiego i marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego. Jeszcze w styczniu polskie kierownictwo uznało, że warunki stawiane przez Hitlera są nie do przyjęcia i że odpowiemy na nie własnymi propozycjami. Przedstawiciele Rzeszy nie przyjmowali polskiego „nie” do wiadomości i, goszcząc u wschodniego sąsiada, wciąż ponawiali swoją wersję Gesamtlösung (w styczniu – Ribbentrop, w lutym – Himmler). Z czasem niemieckie propozycje przybrało formę żądań – 21. marca Ribbentrop przekazał je Lipskiemu na piśmie. Polska nie zamierzała jednak zmieniać zdania…

Zwolennicy tezy o konieczności zaakceptowania warunków Hitlera argumentują, że jego oferta nie była specjalnie wygórowana. Skoro Gdańsk i tak był miastem, w którym dominował żywioł niemiecki, jego przyłączenie do Rzeszy ugodziłoby Polskę tylko wizerunkowo – zdają się mówić. Z kolei idea połączenia komunikacyjnego między Prusami Wschodnimi, a Rzeszą padała wielokrotnie wcześniej na szczeblu międzynarodowym, m.in. w 1933 roku z ust prezydenta USA, Franklina Delano Roosevelta. Istotnie, z punktu widzenia Führera propozycja wobec Polski była nie tyle umiarkowana, co – jak sam przyznawał - „wspaniałomyślna”. Pozornie potwierdza to zestawienie hitlerowskiego Gesamtlösung z rewizjonistyczną propagandą Republiki Weimarskiej, która kwestionowała przynależność do Polski Pomorza, Wielkopolski i Górnego Śląska. Problem w tym, że dla przywódcy nazistów Gdańsk był kwestią drugo-, a nawet trzeciorzędną – w jego planach Rzeczpospolita miała „zabezpieczać Niemcy podczas rozprawy Rzeszy z Francją i Wielką Brytanią, a później wspólnie z Niemcami walczyć przeciwko Armii Czerwonej”[5]. Spróbujmy jednak odwrócić perspektywę i spojrzeć na ówczesną sytuację oczami Józefa Becka.

Polskie „tak” czy polskie „nie”?

Niemiecka oferta leżała na stole jeszcze w ostatniej dekadzie marca 1939 – wystarczyłoby jedno „tak” polskiego ministra spraw zagranicznych. Beck wiedział jednak, że raptem kilka dni wcześniej wojska Wehrmachtu wkroczyły do Pragi i zlikwidowały Czechosłowację. Te samą Czechosłowację, której granice Führer gwarantował podczas konferencji monachijskiej. Hitler przekonywał wówczas, że przyłączenie ziem tzw. Sudetenlandu do Rzeszy to spełnienie jego ostatniego żądania terytorialnego. Tymczasem nie minęło pół roku, a Kraj Sudecki posłużył armii niemieckiej jako baza wypadowa do zajęcia większości kraju (poza zwasalizowaną Słowacją). Okazało się, że zapewnienia dyktatora, iż w granice Rzeszy chce wcielić tylko obszary niemieckojęzyczne, są warte tyle, co przysłowiowy zeszłoroczny śnieg. W tym kontekście warto wspomnieć o małym znanym fakcie – pod koniec 1938 roku władze czechosłowackie zgodziły się na przeprowadzenie przez ich kraj…eksterytorialnej autostrady Wrocław-Wiedeń[6].

Gdy odbywała się marcowa rozmowa Ribbentrop-Lipski, Beck miał pełne prawo przypuszczać, że żądania Hitlera są jedynie zasłoną dymną i Führer szykuje dla Polski scenariusz „czechosłowacki”. Przypomnijmy - naziści najpierw domagali się od Pragi rezygnacji ze spornych terytoriów, zamieszkałych w większości przez Niemców, by jakiś czas później zająć większość państwa. Dlaczego Wolne Miasto Gdańsk nie miałoby odegrać roli Kraju Sudeckiego i stać się miejscem, z którego Rzesza zaatakuje Polskę (nie ulega wątpliwości, że jeśli Wehrmacht przekroczyłby polsko-niemiecką granicę, nasze wojsko odpowiedziałoby ogniem)? I jeszcze jeden aspekt - nawet zgoda na eksterytorialną autostradę nie uchroniła Czechosłowacji przed utratą niepodległości. Taką wiedzą dysponowało polskie kierownictwo pod koniec marca 1939 i, zgodnie z nią, stawało przed alternatywą: albo Polska przyjmuje żądania Niemiec i ryzykuje wojnę albo odrzuca je, również narażając się na konflikt zbrojny. Czy nie tylko sanacyjny, ale jakikolwiek polski rząd wyraziłby zgodę na stanie się niemieckim satelitą i zrezygnowałby z integralności terytorialnej (Pomorze!) – mając zarazem świadomość, że Hitler i tak może nas najechać? To pytanie jest aż nadto retoryczne.

Wąski punkt widzenia to zły punkt widzenia

Sytuacja nie wymagała gwałtownej odmowy ze strony Polski, można było jeszcze zwodzić Niemców przez kilka miesięcy i dozbrajać się – w dyskusji o Becku pada też taki argument. Niestety, to kolejny przykład, że „realiści” widzą drzewa, a nie dostrzegają lasu – Hitler nie zamierzał czekać i domagał się od Becka jak najszybszego określenia się wobec swojego „pakietu”. Nie bez powodu Ribbentrop w marcowej rozmowie groził Lipskiemu, że „albo Polska pozostanie narodowym państwem, współpracując na rozsądnych zasadach z Niemcami […], albo pewnego dnia powstanie marksistowski rząd polski, który następnie zostanie wchłonięty przez bolszewicką Rosję”[7]. Przykładem takiej krótkowzroczności jest również teza o dotrzymywaniu przez Hitlera umów z sojusznikami. Warto spojrzeć szerzej - wspomnieliśmy już o Czechosłowacji, ale sytuacje, gdy dyktator zasadę pacta sunt servanda posyłał na śmietnik, można mnożyć. Zapewnienia o respektowaniu neutralności krajów Beneluksu, pakt z Danią o nieagresji, układ Ribbentrop-Mołotow – deklaracji ustnych czy pisemnych Führer przestrzegał tylko tak długo, jak długo służyły niemieckim interesom. Także w odniesieniu do Polski – przed październikiem 1938 i Hitler, i jego współpracownicy (Göring, Ribbentrop, Moltke) nie raz i nie dwa mówili polskim dyplomatom, że status Wolnego Miasta Gdańska nie podlega zmianie…

Przy okazji warto rozprawić się jeszcze z jednym mitem, głoszonym przez „realistów” – o przebiegłym Albionie, który, poprzez gwarancje dla Polski, miał skierować na nas pierwsze uderzenie Hitlera. Rzekomo wcześniej Führer nie miał agresywnych zamiarów wobec wschodniego sąsiada – „groźba „okrążenia” Niemiec (wskutek brytyjsko-polskich gwarancji – przyp. red.) wywołała furię Hitlera, który poczuł się oszukany i zdradzony […], wówczas zdecydował się zmiażdżyć „wiarołomnego” sąsiada”[8]. Najpierw przypomnijmy chronologię wydarzeń – 26. marca Polska ostatecznie odrzuciła niemiecki „pakiet” (Lipski w rozmowie z Ribbentropem), a 4 dni później padła ze strony brytyjskiej propozycji gwarancji. Warto także oddać głos samemu Hitlerowi – już w lutym 1939 dyktator przekonywał, że „Wehrmacht jest nieodzownym gwarantem powodzenia” oraz o „likwidacji traktatu wersalskiego w odniesieniu do Polski, w razie konieczności przy pomocy innych środków niż dyplomatyczne”. Z kolei 25. marca Fuhrer oświadczył generałowi Waltherowi von Brauchitschowi, że Rzeczpospolitą należy potraktować tak, że „politycznie przestanie odgrywać jakąkolwiek rolę przez wiele dziesięcioleci”[9]. Nie da się tych wypowiedzi interpretować inaczej niż faktu, że na długo przed brytyjskimi gwarancjami kanclerz Rzeszy rozważał wojnę z Polską – jeśli odrzucimy jego „wspaniałomyślną” ofertę. Nawet gdyby Wyspiarze pozostali bierni, Hitler i tak by nas zaatakował – decydująca była polska odmowa.

Beck nie był hazardzistą

W świetle powyższych faktów widać, że decyzja o odrzuceniu żądań Hitlera miała racjonalne podstawy. Przyjęcie „wspaniałomyślnej” oferty w żadnym razie nie gwarantowało, że Niemcy nie dokonają agresji na Polskę – przecież od Czechosłowacji Fuhrer także domagał się tylko eksterytorialnej autostrady i niewielkiej części terytorium. Skończyło się zaś zaborem większości kraju… Beck mógł przypuszczać, że podobny los Rzesza szykuje Polsce, a jeśli wojna polsko-niemiecka wydawała się nieunikniona, sojusz z Wielką Brytanią stanowił rozsądną opcję. Rozsądną i na tyle potężną, aby odwieść Hitlera od myśli o wojnie – takie było myślenie Becka i zachodnich decydentów. Dziś wiemy, że błędne, ale przecież polski minister nie był jasnowidzem! Co więcej, jak pisze prof. Żerko, „nawet po zawarciu paktu Ribbentrop-Mołotow chyba wszyscy poza Hitlerem i, być może Goebbelsem, dygnitarze niemieccy i generalicja byli pełni obaw, że wojna oznaczać będzie nieuchronną klęskę Niemiec”[10]. Do wojny dążył tylko jeden człowiek, na nasze nieszczęście mający decydujący głos w III Rzeszy. Dążył skutecznie - 1. września wybuchła II wojna światowa…

[1] W. Suleja, Mundur na nim szary…Rzecz o Józefie Piłsudskim (1867-1935), Warszawa 2018, s. 345.

[2] M. Wołos, Szkic o polskiej polityce zagranicznej w międzywojennym dwudziestoleciu, [w:]

ngoteka.pl, [dostęp: 07.07.2019], https://ngoteka.pl/bitstream/handle/item/291/Polski_wiek_XX_t1-KP-PM.pdf?sequence=1, s. 250.

[3] Cz. Brzoza, A. Sowa, Historia Polski 1918-1945, Warszawa 2007, s. 949.

[4] Cyt. za J. Osica. A. Sowa, P. Wieczorkiewicz, 1939. Ostatni rok pokoju, pierwszy rok wojny, Poznań 2009, s. 17.

[5] S. Żerko, Polski dylemat Adolfa Hitlera, czyli: nie chodziło o Gdańsk, [w:] bazhum.muzhp.pl, [dostęp: 08.07.2019], http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Czasy_Nowozytne_periodyk_poswiecony_dziejom_polskim_i_powszechnym_od_XV_do_XX_wieku/Czasy_Nowozytne_periodyk_poswiecony_dziejom_polskim_i_powszechnym_od_XV_do_XX_wieku-r2000-t8_(9)/Czasy_Nowozytne_periodyk_poswiecony_dziejom_polskim_i_powszechnym_od_XV_do_XX_wieku-r2000-t8_(9)-s67-73/Czasy_Nowozytne_periodyk_poswiecony_dziejom_polskim_i_powszechnym_od_XV_do_XX_wieku-r2000-t8_(9)-s67-73.pdf, s.3.

[6] P. Gursztyn, Ribbentrop - Beck. Czy pakt Polska – Niemcy był możliwy?, Poznań 2018, s. 146.

[7] Cyt. za P. Wieczorkiewicz, Historia polityczna Polski 1935-1945, Poznań 2014, s. 82.

[8] P. Wieczorkiewicz, Adolf Hitler, [w:] Bohaterowie, renegaci, zdrajcy..., Łomianki 2015, s. 277.

[9] Cyt. za M. Kornat, Zamiary Hitlera wobec Polski: styczeń – marzec 1939 r., [w:] dlibra.bg.ajd.czest.pl, [dostęp 08.07.2019], http://dlibra.bg.ajd.czest.pl:8080/Content/1764/37.pdf, s. 6, 8.   

[10] S. Żerko, Polityka Józefa Becka w krzywym zwierciadle, [w:] iz.poznan.pl, [dostęp: 07.07.2019],https://www.iz.poznan.pl/plik,pobierz,167,2f72fcaca51ba4473d01f133c8e128fe/1086-Polityka-Becka.pdf?plik,pobierz,167,2f72fcaca51ba4473d01f133c8e128fe/1086-Polityka-Becka.pdf, s. 6.

Czytaj więcej...

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version