Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

06 Wrz

Idea wojny prewencyjnej wobec Trzeciej Rzeszy w polskiej polityce zagranicznej 1932-33

ikona_miedzymorzeIncydent z „Wichrem” miał stanowić sprawdzian zachowania Niemiec. Piłsudski potwierdził w ten sposób swoje przypuszczenie, że zachodniego sąsiada, który nie zareagował na polską manifestację stanowczości, nie stać jeszcze na żadne wystąpienie militarne przeciw Polsce. Reichswehra ograniczona przez traktat wersalski do 100 tys. żołnierzy nie była na razie groźna dla prawie trzykrotnie liczniejszej armii polskiej.

Demonstracje siły

 Z inicjatywy Piłsudskiego w drugiej połowie 1932 r. i wiosną 1933 r. doszło do kilku znaczących incydentów.

15 czerwca tego roku do portu gdańskiego wpłynął kontrtorpedowiec „Wicher”, by czynić honory domu wobec wizytującej Wolne Miasto eskadry okrętów brytyjskich. Załoga „Wichra” otrzymała rozkaz otwarcia ognia do najbliższego budynku rządowego, gdyby władze Gdańska, które w 1930 roku wypowiedziały Polsce umowę o używalności portu i uzyskały dla siebie korzystne orzeczenie Międzynarodowego Trybunału w Hadze w grudniu tegoż roku, zdecydowały się na demonstrację wobec polskiej bandery. Kroki te wystarczyły, by sekretarz generalny Ligi Eric Drummond i brytyjski minister spraw zagranicznych John Simon w obawie, że podczas przewidywanej wizyty okrętów niemieckich w Gdańsku Piłsudski wyśle również polskie okręty i dojdzie do nieobliczalnego w skutkach starcia zbrojnego, skłonili delegację Wolnego Miasta do zgody na odnowienie z Polską układu o używalności portu. Układ taki został podpisany 13 sierpnia 1932 roku. [1]

Incydent z „Wichrem” miał stanowić sprawdzian zachowania Niemiec. Piłsudski potwierdził w ten sposób swoje przypuszczenie, że zachodniego sąsiada, który nie zareagował na polską manifestację stanowczości, nie stać jeszcze na żadne wystąpienie militarne przeciw Polsce. Reichswehra ograniczona przez traktat wersalski do 100 tys. żołnierzy nie była na razie groźna dla prawie trzykrotnie liczniejszej armii polskiej.

W rozwiązywaniu incydentu polsko-gdańskiego brał udział minister Zaleski, zręcznie strasząc zachodnich dyplomatów determinacją Marszałka. Jednakże koniunktura międzynarodowa pozwalająca Augustowi Zaleskiemu sprawować nadal funkcję ministra spraw zagranicznych Rzeczpospolitej kończyła się. Liga Narodów, do której  Rady Polska dzięki niemu została wybrana powtórnie w 1929 roku, a następnie jeszcze raz w 1932 roku, powoli traciła znaczenie. Rzeczpospolita znalazła się na arenie międzynarodowej w obliczu wydażeń rozwijających się z nie znaną dotychczas dynamiką. Do realizacji polityki zagranicznej potrzebny stał się Piłsudskiemu dyplomata mniej układny, a za to bardziej zdecydowany i energiczny. Na stanowisko ministra spraw zagranicznych przewidywał Marszałek dotychczasowego wiceministra tego resortu, Józefa Becka, przygotowującego się już od gudnia 1930 roku do przejęcia po Zaleskim nowych obowiązków. [2]

Piątego marca 1933 r. Hitler, od stycznia już kanclerz, wygrał wybory po wyeliminowaniu silnej dotąd, ale skłóconej lewicy. Następnego dnia na gdańskim Westerplatte, gdzie mieściły się polskie składy importowanej amunicji, wylądował oddział polskiej piechoty; jednocześnie na Pomorzu przeprowadzono koncentracje wojskowe i zarządzono pogotowie w dywizjach. [3] Gazety na zachodzie podniosły wielkie larum. W samym zaś Gdańsku Helmer Rosting, Duńczyk pełniący wówczas obowiązki Wysokiego Komisarza Ligi Narodów, określił akcję polską jako samowolną. Samowolność tej akcji była faktem oczywistym. Ale samowolność tę spowodowały liczne, uprzednie samowolności podjudzanych nieustannie z Berlina rajców gdańskich.W efekcie za wycofanie z Westerplatte nadzwyczajnie zwiększonego kontyngentu wojskowego, senat Wolnego Miasta musiał przywrócić funkcjonowanie mieszanej, polsko-niemieckiej policji portowej, której rozwiązanie i zastąpienie wyłącznie gdańską, to jest czysto niemiecką, już wcześniej zarządził. Doszło więc do swego rodzaju kompromisu, który wszakże ze względu na nieprzychylne stanowisko Genewy należało uznać za sukces Polski. Szło jednak w tej rozgrywce nie tyle o przywołanie do porządku gdańskich szowinistów, ile o przestrzeżenie rodzącej się właśnie Trzeciej Rzeszy przed zakusami na uprawnienia polskie w Wolnym Mieście. Pod tym względem demonstracje, acz przecież niewielkie, wywołały pożądane skutki. [4]

W tym okresie stosunkowo niewielkimi siłami i akcjami o charakterze demonstracji można jeszcze było osiągnąć bardzo wiele; pod względem militarnym Niemcy były po prostu słabe. Z realiów tej tak dla nas korzystnej sytuacji, która wszelako nie mogła trwać długo, wynikła polska inicjatywa zdetonowania przeciw Niemcom wojny prewencyjnej, [4] to jest zapobiegawczej, stosunkowo taniej, szybkiej, niszczącej w zarodkach możliwości odbudowy niemieckiej potęgi wojskowej. Stutysięczna Reichswehra nie stanowiła problemu; jej manifestacyjne manewry, jesienią 1932 r. przeprowadzone właśnie nad granicą polską w okolicach Frankfurtu nad Odrą i świadczące o wyraźnym ukierunkowaniu niemieckich dążeń, w Warszawie nikogo nie przestraszyły. Chodziło przede wszystkim o likwidację prób, na razie utajonych, odtwarzania wielkiego przemysłu zbrojeniowego, oraz o rozpędzenie niezliczonych formacji paramilitarnych, jakimi już Republika Weimarska usiłowała zastąpić traktatowy zakaz pobierania i szkolenia rekrutów.

Dwunastego lutego 1933 r. niemal więc natychmiast po objęciu urzędu kanclerskiego, ale jeszcze przed wyborami ostatecznymi, w londyńskim piśmie „Sunday Express” ukazał się wywiad Hitlera uzyskany przez pewnego pułkownika rezerwy nazwiskiem Etherton. Traktat wersalski został tu określony jako „nieszczęście nie tylko dla Niemiec”. Przynależność do Polski obszaru Pomorza, oddzielającego Berlin od enklawy wschodnio-pruskiej nazwano „haniebną niesprawiedliwością”. Nie omieszkał Hitler dodać, iż Niemcy oczekują w najbliższym czasie odzyskania owego „pomorskiego korytarza”.[6]

Niemiecka oficjalna agencja prasowa niemal natychmiast ogłosiła, że Etherton przeinaczył sformułowania kanclerza i podała tekst wywiadu jakoby właściwy, z usunięciem akcentów najbardziej agresywnych. Lecz sam Etherton oświadczył następnie korespondentowi „Kuriera Warszawskiego”, Czarnomorskiemu, że Hitler w rzeczywistości wypowiadał się jeszcze ostrzej, i że jego wypowiedzi trzeba było znacznie złagodzić, aby w ogóle mogły się ukazać.

Dementi agencji niemieckiej było oczywiście zwyczajnym zabiegiem taktycznym. Nic już wszakże nie mogło powstrzymać komentarzy różnych wpływowych dziennikarzy, którzy natychmiast podchwycili w Wielkiej Brytanii ton propagandy niemieckiej i krzyczeli o niemieckiej krzywdzie oraz o Pomorzu zamieszkałym w większości przez uciśnioną ludność niemiecką.

Przyznac trzeba, że bardzo przyzwoicie znalazła się w tej sprawie prasa francuska, wtedy rzadko Polsce przyjazna. Poza nielicznymi wyjątkami dziennikarze francuscy, w ślad za kolegami polskimi, określili wywiad Hitlera jako krańcową bezczelność i w sprostowania oficjalne najsłuszniej nie uwierzyli.

Piłsudski nie miał zamiaru oddawać Niemcom Pomorza, Wielkopolski czy Śląska. Jeden z najbardziej zaufanych podwładnych marszałka, Ignacy Matuszewski [7], pisał w kwietniu 1933 r. w oficjalnej „Gazecie Polskiej”: „W  sprawie ziem zachodnich Polska mówić może i będzie tylko głosem armat”.[8]

Niemal natychmiast po wywiadzie Ethertona z Hitlerem, z końcem lutego 1933 r. Piłsudski zdecydował zbadać postawę francuskiej sojuszniczki wobec tak wyraźnie ujawnionej drapieżności nowego reżimu niemieckiego. Należało rozumieć, iż także Locarno stanie się wkrótce bezwartościowe i należało ustalić, czy zagrożenie tego rodzaju widzą również politycy francuscy.

Do Paryża pojechali dwaj emisariusze. Jeden z nich udawał się oficjalnie na zjazd francuskich kombatantów, organizowany w marcu; był nim gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski [9], ulubieniec marszałka i jego kiedyś adiutant, człowiek wielkich zalet towarzyskich, przyjaciel wybitnych poetów i sam po trosze poeta. Miał dotrzeć do najwyższych wojskowych. Drugi wysłannik, senator Jerzy Potocki, który miał rangę politycznie znacznie wyższą i ponadto dobre skoligacenia, dotrzeć miał z propozycją wojny prewencyjnej do ministra spraw zagranicznych Paul-Boncoura i w ogóle do środowisk decydujących o polityce Francji. Rzecz całą utrzymywano w głębokiej tajemnicy. Propozycji wszakże tego rodzaju nie można było przedstawić oficjalnie; na całym świecie okrzyczano by wtedy Polskę niebezpieczną agresorką.

Sondażom wysłanników towarzyszyły takie przedsięwzięcia , jak wspomniana wyżej demonstracja gdańska, jak zarządzenie pogotowia w dywizjach pomorskich, jak wreszcie pewne enuncjacje prasowe.

Polskie operacje rozpoznawcze skończyły się niestety fiaskiem. Wieniawa-Długoszowski nie dotarł do nikogo poważnego. Potocki zaś, zderzając się wszędzie z niechęcią, uznał sprawę za beznadziejną i szybko wycofał się ze swej misji.

W tym samym przecież czasie, kiedy usiłował ją wypełnić, kiedy Polska demonstrowała na Westerplatte i Pomorzu, urodził się w marcu 1933 r. z naiwnej wiary w możliwość ugłaskania agresorów cudzym kosztem, tak zwany „pakt czterech”, w którego ramach zapewniono Niemcom równouprawnienie obok Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch. [10] Zapowiadał się dyktat europejskich mocarstw z udziałem wrogich Polsce Niemiec, którym niedwuznacznie znów otwierano drogę do rewanżu na wschodzie. Podopieczne Francji państwa małej Ententy, to jest Czechosłowacja, Rumunia i Jugosławia klauzule paktu czterech przyjęły właściwie bez zastrzeżeń. Beck natomiast 8 czerwca, a więc nazajutrz po parafowaniu w Rzymie dokumentów paktu, przekazał prasie oświadczenie, w którym stwierdził:

„Podany do wiadomości publicznej tekst paktu czterech mocarstw, parafowane7 b.m w Rzymie zawiera postanowienia dość ogólnikowe, różniące się znacznie od pierwotnych projektów. Niemniej przeto historia negocjacji w sprawie paktu i niektóre fragmenty obecnego tekstu stwarzają konieczność pewnych precyzji. Przede wszystkim wyjaśnić należy że żadne postanowienia powzięte na podstawie tego paktu, które dotyczyłyby bezpośrednio lub pośrednio interesów państwa polskiego, nie będą miały dla rządu polskiego w żadnym wypadku mocy obowiązującej. Rząd polski nie przyjął żadnych zobowiązań co do jakiejkolwiek współpracy z blokiem czterech państw jako z organem międzynarodowym. Stanowisko rządu polskiego w tej dziedzinie było w odpowiednim czasie jasno sformułowane. Wejście w życie paktu czterech otworzy praktycznie kryzys w dziedzinie organizacji Ligi Narodów...” [11]

Nastąpiło też oprotestowanie ze strony Związku Radzieckiego i Turcji. Ostatecznie pakt ów nie został ratyfikowany i nie wszedł w życie, choć z przyczyny raczej na zachodzie nieoczekiwanej; oto Niemcy właśnie uchylały się konsekwentnie od współpracy z pozostałymi sygnatariuszami, te same Niemcy, jakie usiłowano obłaskawić za wszelką cenę. W październiku zaś 1933 r. opuściły z hałasem Ligę Narodów.   

Kwestia wojny prewencyjnej zdaje się być przez niektórych zaliczana raczej do legend niż faktów, jak twierdzi Marian Wojciechowski: „Dziś już wiadomo, że Polska nie nosiła się z zamiarem prowadzenia wojny prewencyjnej z Niemcami i to z trzech oczywistych powodów: wojny takiej nie była w stanie prowadzić, o wojnie takiej nawet nie marzyło się Francji, Piłsudski jeszcze w 1932 roku zecydowany był na porozumienie się z Niemcami.” Przyznać trzeba, iż po dojściu Hitlera do władzy Warszawa sądziła, że „nowe” Niemcy będą bardziej podatne na polskie zabiegi co do porozumienia się. Idąc w tym kierunku stosował Piłsudski metodę „kija i marchewki”.

Kijem było zainicjowanie  polskich przygotowań do wojny prewencyjnej z Niemcami, oraz rozpuszczanie stosownych pogłosek. Szerzono je nie tylko w Warszawie, ale i w Berlinie, a także w Rzymie. Wprawdzie Niemcy, w ciągu kwietnia 1933 roku, w wyniku analizy przeprowadzonej przez poselstwo Rzeszy w Warszawie, stwierdzili iż nie może być mowy o wszczęciu przez Polskę wojny prewencyjnej, niemniej polityka „kija i marchewki” przyczyniła się do zmiany w Berlinie polityki wobec Polski. [12]

 

Zobacz też - Tajny raport polityczny posła H. von Moltke w sprawie wojny prewencyjnej 29 kwietnia 1933

Przypisy: 

1. T.Morgenstern, Wejście ORP „Wicher” do Gdańska, „Bellona”, nr 1, Londyn 1953.

2. M.K.Kamiński, M.J.Zacharias, ...op.cit., s.127-8

 

3. J.Karski, Od Wersalu..., s.117

 

4. Tamże, s.118

 
 

5. Tamże, s.120

 
 

6. O.Terlecki, Pułkownik...op.cit., s.34

7. Ignacy Matuszewski (1891-1946), pułkownik, polityk, publicysta, m.in. kierownik ministerstwa skarbu, współodpowiedzialny za ewakuację złota Banku Polskiego do Rumunii i stamtąd do Francji, z czego się wywiązał.

 

8. Tamże, s.35

 

9. Bolesław Wieniawa-Długoszowski (1881-1942), lekarz, generał WP, długoletni adiutant Piłsudskiego, ambasador we Włoszech w latach 1938-40, następnie na emigracji w USA, gdzie odebrał sobie życie.

 

10. J.Karski, Od Wersalu...op.cit.,s.122

 

11. O.Terlecki, Pułkownik...op.cit., s.33

12. M. Wojciechowski, z przedmowy do J.Beck. Ostatni raport, Warszawa 1987, s.10

 

 

 
 
Ostatnio zmieniany czwartek, 17 maj 2012 07:13
Redakcja

Napisałeś/aś artykuł? Znasz nieopublikowaną dotąd anegdotę, cytat, ciekawostkę? Znalazłeś/aś w sieci wartościowy materiał lub stronę? Posiadasz archiwalne zdjęcia bądź pamiątki? Napisz do nas, pomóż w budowie portalu.

Strona: jpilsudski.org

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version