Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Prawo i administracja

Jest Sejm i nie ma tego Sejmu,
zasad konstytucyjnych się nie łamie
Józef Piłsudski, 31 maja 1929 r.



Daszynski u Pilsudskiego    3 lipca 1923 roku w warszawskim Hotelu Bristol miała miejsce niecodzienna uroczystość – bankiet z okazji wycofania się z polskiego życia publicznego osoby, która była w nim obecna od lat ponad 30. Działo się to w Państwie, którego wywalczenie było największym marzeniem i największym osiągnięciem tego człowieka. Dzień wcześniej Marszałek Józef Piłsudski przestał pełnić swoją ostatnią funkcję polityczno-wojskową – przewodniczącego Ścisłej Rady Wojennej, a miesiąc wcześniej - 30 maja – podał się do dymisji z funkcji Szefa Sztabu Generalnego. Teraz Komendant miał podsumować swoją dotychczasową działalność polityczną. W Sali Malinowej hotelu zebrało się około 200 gości – polityków i wojskowych. Piłsudski mówił o listopadzie 1918 roku, prawomocnym otrzymaniu władzy dyktatorskiej, zwołaniu przez siebie Sejmu Ustawodawczego, o swej pracy na stanowisku Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. Ale jednocześnie mówił o oszczerstwach, jakie go zewsząd w Polsce Niepodległej spotykały, o „zaplutym, potwornym karle“, który nie szczędził niczego „co szczędzić trzeba“. Zebrani doskonale wiedzieli, że tym karłem jest najbardziej zaciekły polityczny przeciwnik Piłsudskiego – endecja.

    Pół roku wcześniej został zamordowany Prezydent Narutowicz. Latem 1922 roku doszło do długiego przesilenia gabinetowego, w czasie którego prawica podjęła próbę odwołania Marszałka ze stanowiska Naczelnika Państwa. 18 marca 1921  r. podpisany został pod dyktando prawicy pokój ryski, przekreślający ostatecznie koncepcje polityki zagranicznej Piłsudskiego. Dzień wcześniej uchwalona została konstytucja, przy której uchwalaniu kierowano się doraźnym interesem politycznym a nie dalekowzroczną troską o interes państwa. Przez cały okres sprawowania urzędu głowy państwa Komendant spotykał się z atakami prawej części strony politycznej, zarówno liderów partyjnych, jak i piszących pod pseudonimami do brukowych gazet „dziennikarzy“.

    Ale problem leżał głębiej. Leżał w systemie, który umożliwiał takie wynaturzenia, w systemie, który skłonił Piłsudskiego do zrezygnowania z ubiegania się o urząd Prezydenta państwa. Ustrój polityczny, praktyki parlamentarne, partie, politycy, nie tylko prawicowi – to wszystko napawało Komendanta coraz większym obrzydzeniem. Dlatego odszedł.

    Odszedł, aby potem móc łatwiej powrócić i nie zgrywać swego autorytetu, niezbędnego w momencie podjęcia batalii o władzę. Ten moment nadszedł w maju 1926 roku. Zwycięski zamach postawił przed Marszałkiem wiele dróg działania, które prowadzić miały jednak do zmiany dotychczasowego stanu rzeczy. W jaki sposób dojść do upragnionego celu – sanacji narodu przez sanację państwa? To pytanie Piłsudski stawiał sobie zapewne nie raz, i przed i po Maju.

    Po zdobyciu władzy trzeba jednak było dać praktyczną odpowiedź. Lata 1926-1930 były okresem, kiedy Marszałek zaczynał realizować swoje koncepcje. W sposób złożony i skomplikowany, zależny od wielu czynników, a nade wszystko realistyczny.

    Tekst ten ma za zadanie przedstawić, jak wyglądała walka Józefa Piłsudskiego o nowy kształt państwa. Jak, starając się niekiedy z różnych względów utrzymać formę demokracji parlamentarnej, nadawał jednocześnie instytucjom państwowym, praktyce życia politycznego, całkowicie inny charakter, w jaki sposób i dlaczego koegzystował z krytykowanym przez siebie prawem i ustrojem, oraz wyrażającym najpełniej ten ustrój parlamentem, wreszcie – jakie były bardziej szczegółowe plany Marszałka, na ile przyjęta taktyka była wypadkową czynników bieżących, a na ile przyjętym z góry założeniem. Rozważania niniejsze obejmują zakres chronologiczny od 15 maja 1926 roku do 29 sierpnia 1930. Późniejsze wydarzenia, choć wynikały z dotychczasowych działań rządu, miały już zdecydowanie inny charakter niż polityka Komendanta w ostatnim okresie funkcjonowania Sejmu Rataja i w czasie kadencji Sejmu Daszyńskiego.

    Zamierzeniem autora było nakreślić spójny obraz działania Marszałka wobec parlamentu i jego stosunku do prawa, od zakończenia walk majowych i powołania pierwszego rządu Kazimierza Bartla, do rozwiązania Sejmu pod koniec sierpnia 1930 r. Przy omawianiu przebiegu wypadków brak ocen wartościujących działania poszczególnych polityków. Wynika to z przekonania autora, że aby ocenić, należy najpierw poznać nie tylko wydarzenia, ale i ich motywy i skutki. Stąd też generalny osąd o polityce Józefa Piłsudskiego w omawianym okresie znajduje się w zakończeniu tekstu.

1.    Generalne założenia ideowe i taktyczne oraz pierwsze działania polityczne (maj-sierpień 1926)

   Przewrót Majowy 1926 roku wyniósł do władzy ludzi będących przeciwnikami dotychczasowego systemu politycznego i prawnego w państwie polskim. Józef Piłsudski miał po zwycięskim zakończeniu walk kilka możliwości politycznego wykorzystania wygranej. Nie chodziło bynajmniej o cel - ten był jasny[1]: umocnienie wewnętrzne i zewnętrzne państwa poprzez walkę z anarchizującymi mechanizmami politycznymi wynikającymi z wszechwładzy Sejmu, pogłębionymi przez rozdrobnienie polskiego systemu partyjnego i jego inne wady wśród których najbardziej szkodliwą było partyjniactwo z jego charakterystycznym dogmatyzmem[2]. Innym niezwykle istotnym celem była walka o sanację moralną życia publicznego[3] poprzez wyeliminowanie niemoralnych praktyk władzy, rzutujących również na sam sposób rządzenia państwem. Przed Piłsudskim stanęło więc nie zagadnienie: co osiągnąć i z czym walczyć, ale problem: jak do tego dążyć. Dla wielu zwolenników Piłsudskiego odpowiedź na to pytanie wydawała się oczywista - rozpędzić znienawidzony przez społeczeństwo Sejm i pod hasłami walki z nadużyciami poprzedniego okresu ogłosić dyktaturę, której następnie można ewentualnie nadać jakieś ramy prawne, oczywiście jak najbardziej korzystne dla utrzymania systemu dyktatorskiego. Komendant myślał jednak inaczej. Gdy 14 lub 15 maja zgłosił się do niego jeden z najbardziej radykalnych piłsudczyków, Wojciech Stpiczyński, z przygotowaną deklaracją ogłaszającą objęcie dyktatury przez Marszałka, Piłsudski zwymyślał go, a następnie wyrzucił za drzwi, komentując jego zachowanie: "Dyktatury im się zachciewa, dyktatorami chcą być, policjant będzie rządził, a dyktator Piłsudski będzie za wszystko odpowiedzialny"[4].

   Droga do sanacji państwa nie leżała zatem w zaprowadzenia formalnej i nie liczącej się z niczym dyktatury. Wynikało to zarówno z poglądów Piłsudskiego, zawsze akcentującego konieczność odpowiedzialności historycznej, moralnej i politycznej sprawujących władzę, jak i z realistycznej oceny sytuacji. Daria i Tomasz Nałęcz tak opisywali przyczyny takiej a nie innej taktyki przyjętej przez Piłsudskiego bezpośrednio pa maju 1926 roku: "W tej rozgrywce przede wszystkim liczył się czas. Był on Marszałkowi potrzebny do całkowitego podporządkowania wojska, administracji, policji - słowem całego aparatu władzy. W maju 1926 roku przejął bowiem tylko jej końcówki. Umacniając swą pozycję mógł stopniowo rezygnować z politycznych kompromisów, które tuż po Maju były życiową koniecznością"[5]. Innymi słowy - Piłsudski był latem 1926 roku jeszcze zbyt słaby, aby zorganizować państwo według generalnego zamysłu, który siłą rzeczy musiał posiadać przed przewrotem. Zamysł ten polegał na wzmocnieniu władzy wykonawczej, ograniczeniu roli Sejmu w myśl często powtarzanej przez Marszałka zasady "rząd rządzi, Sejm sądzi" a więc do funkcji kontrolnych oraz częściowo ustawodawczych (ta część uprawnień Sejmu miała dotyczyć przede wszystkim uchwalania budżetu) oraz na jak największym ograniczeniu roli partii politycznych w życiu państwa, co wynikało z postrzegania ich jako czynnika destrukcyjnego. Inną przyczyną, dla której Piłsudski po zamachu nie rozpędził Sejmu był fakt, że jego istnienie było po prostu dla Marszałka bardzo wygodne. Gdyby bowiem parlament rozpędził, musiałby albo oprzeć się na siłach politycznych które poparły przewrót - a więc przede wszystkim na socjalistach i lewicy chłopskiej - albo też stanąć pod osądem opinii publicznej za każde swoje działanie. Zjawisko to, w sytuacji faktycznej słabości władzy, mogłoby mieć dla takiej dyktatury tragiczne skutki, tym bardziej przy typowej dla wielu systemów wodzowskich ogólnej radykalizacji nastrojów społecznych i wynikającej z niej wzrostu aktywności opozycji, mogącej wysuwać nawet najbardziej absurdalne zarzuty wobec rządu. Tak czy inaczej – Marszałek nie osiągnąłby swojego zasadniczego celu - silnego państwa. Sejm był tą instytucją, na którą można było do czasu umocnienia władzy (oraz jak się okazało umocnienia opozycji) zrzucać winę za wszelkie niepowodzenia. Ułatwiała to, przyjęta przez Piłsudskiego, generalna taktyka kompromitowania parlamentu.

   Z wyżej wymienionych powodów, zarówno ideowych jak i politycznych, Komendant odrzucił nie tylko dyktaturę w tradycyjnym jej pojęciu, ale i dyktaturę w tej formie, w jakiej, jak się wydaje, wyobrażał ją sobie po przeprowadzeniu rozgrywki z partiami (Piłsudski owego dalekosiężnego rozwiązania nie uważał zresztą za dyktaturę, ale raczej za coś w rodzaju "zorganizowanej bezpartyjnej demokracji"). Nie można również zapominać o niechęci do rozwiązań nielegalnych - Marszałek zdawał sobie sprawę, że w Polsce brak jest poczucia szacunku do prawa, co uważał za zjawisko negatywne, rzutujące bowiem na szacunek do państwa. Rzecz jasna, jeżeli wymagała tego racja stanu, prawo mogło być złamane lub co najmniej "naginane"[6], zwłaszcza w przypadku mniej znaczących przepisów. Po przewrocie 1926 roku Piłsudski nie uważał, że racja stanu wymaga radykalnego pójścia drogą nielegalną. Wszystko to skutkowało tym, że zamach stanu zamierzał zalegalizować. Na taką decyzję wpłynęła również dostrzegana możliwość jedynie czasowego uznania przez przeciwników sanacji rezultatu walk majowych[7].

   Pierwszym krokiem był nie tylko całkowity brak sprzeciwu, ale również aprobata wobec przejęcia przez marszałka Sejmu Macieja Rataja, w myśl konstytucji marcowej, obowiązków prezydenta po Wojciechowskim, który 14 maja podał się do dymisji. Piłsudski zaaprobował przejęcie przez Rataja dymisji rządu Witosa, co było faktycznym uznaniem przez niego rządu, przeciwko któremu wymierzony był majowy marsz na Warszawę. Następnego dnia po dymisji Prezydenta i premiera, Rataj powołał rząd Kazimierza Bartla[8], którego skład ustalił Piłsudski, a w którym on sam objął tekę Ministra Spraw Wojskowych. Zwieńczeniem "legalizacji Maja" były wybory prezydenckie. 29 maja  Marszałek wygłosił do przedstawicieli parlamentu oświadczenie warte na obszerne zacytowanie i analizę. Mówi bowiem ono wiele o ówczesnych planach Piłsudskiego, nie tylko dzięki temu, że część sugestii w nim zawartych zostało zrealizowanych, ale również dlatego, że wiele z tego co mówił Piłsudski były prawdopodobnie w rzeczywistości rozbieżne z jego rzeczywistymi poglądami. Komendant stwierdzał: „Nie będę się wdawał w dyskusję nad wypadkami majowymi. Zdecydowałem się na nie sam, w zgodzie z własnym sumieniem, i nie widzę potrzeby z tego się tłumaczyć. Głównymi powodami obecnego stanu rzeczy w Polsce - to jest nędzy, słabizny wewnętrznej i zewnętrznej - były złodziejstwa, pozostające bezkarne. Ponad wszystkim w Polsce zapanował interes jednostki i partii, zapanowała bezkarność za wszelkie nadużycia i zbrodnie.  W odrodzonym państwie nie nastąpiło odrodzenie duszy narodu. Gdy wróciłem z Magdeburga i posiadłem władzę, jakiej nikt w Polsce nie piastował, wierząc w odrodzenie narodu, nie chciałem rządzić batem i oddałem władzę w ręce zwołanego przez siebie Sejmu Ustawodawczego, którego wszak mogłem nie zwoływać. Naród się jednak nie odrodził. Szuje i łajdaki rozpanoszyły się. Naród odrodził się w jednej tylko dziedzinie, w dziedzinie walki orężnej, tzn. pod względem odwagi osobistej i ofiarności względem państwa w czasie walki. Dzięki temu mogłem doprowadzić wojnę do zwycięskiego końca. We wszystkich innych dziedzinach odrodzenia nie znalazłem. Ustawiczne waśnie personalne i partyjne, jakieś dziwne rozpanoszenie się brudu i jakiejś bezczelnej, łajdackiej przewagi sprzedajnego nieraz elementu.  Rozwielmożniło się w Polsce znikczemnienie ludzi. Swobody demokratyczne zostały nadużyte tak, że można było znienawidzieć całą demokrację. Interes partyjny przeważał ponad wszystko. Partie w Polsce rozmnożyły się tak licznie, iż stały się niezrozumiałe dla ogółu. To wszystko skierowane było przeciw każdemu, kto reprezentował państwo. Tych reprezentujących państwo było trzech: mnie, jako Naczelnikowi Państwa, obrzydzano życie ciągłą nagonką, oszczerstwami i najwstrętniejszymi potwarzami. Nie upadłem tylko dlatego, że jestem silniejszy od was wszystkich. Drugiego reprezentanta wprost zamordowano, a moralni sprawcy tego mordu uszli bezkarnie. Trzeci padał pod ciężarem męki z powodu sejmu i senatu. Gdy byłem po raz ostatni w Belwederze u pana Wojciechowskiego, żal mi go było. Człowiek tajał, postarzał się pod wpływem pracy sejmu i senatu. Kiedy go usiłowałem namówić do nieulegania wpływom partyjnym, odrzekł, że chciałby partiom oprzeć się, ale czuje, że ulegnie. Warunki tak się ułożyły, że mogłem nie dopuścić was do sali Zgromadzenia Narodowego, kpiąc z was wszystkich, ale czynię próbę, czy można jeszcze w Polsce rządzić bez bata. Nie chcę uczynić nacisku, ale ostrzegam, że sejm i senat są instytucjami najbardziej znienawidzonymi w społeczeństwie. Róbcie raz jeszcze próbę. Nacisku nie będzie. Żadna siła fizyczna nie zaciąży nad wami. Dałem gwarancję swobodnego obioru Prezydenta i słowa dotrzymam, ale ostrzegam, nie zawierajcie z kandydatem na Prezydenta układów partyjnych. Kandydat na Prezydenta musi stać ponad stronnictwami, winien umieć reprezentować cały naród. Wiedzcie, że w przeciwnym razie nie będę bronił sejmu i senatu, gdy dojdzie do władzy ulica. Nie może w Polsce rządzić człowiek pod terrorem szuj i temu się przeciwstawiam. Wydałem wojnę szujom, łajdakom, mordercom i złodziejom i w walce tej nie ulegnę. Sejm i senat mają nadmiar przywilejów i należałoby, aby ci, którzy powołani są do rządów, mieli więcej praw. Parlament winien odpocząć. Dajcie możność rządzącym odpowiadać za to, czego dokonają. Niech Prezydent tworzy rząd, ale bez nacisku partyj. To jest jego prawo. Z kandydaturą moją róbcie, co się wam podoba. Nie wstydzę się niczego, skoro się nie wstydzę przed własnym sumieniem. Jest mi obojętnym - wiele głosów otrzymam. Dwa, sto czy dwieście. Nie robię jednak żadnego nacisku co do wybrania mojej osoby. Wybierajcie tego, kogo będziecie chcieli, szukajcie jednak kandydatów apartyjnych i godnych dla wysokiego stanowiska. Gdybyście tak nie postąpili - widzę wszystko w czarnych dla was kolorach, a dla siebie w barwach przykrych, bo nie chciałbym rządzić batem. Rządzenie batem obrzydziłem sobie w państwach zaborczych. W rozkazie moim do wojska powiedziałem, że wziąwszy państwo słabe i ledwie dyszące - oddaliśmy obywatelom odrodzone i zdolne do życia. Cóżyście z tym państwem uczynili? Uczyniliście zeń pośmiewisko! Moim programem jest zmniejszenie łajdactw i utorowanie drogi uczciwości. Czekam, a zapewniam panów, że się nie zmienię. Trzeba przejść ponad partyjne interesy, dać oddech państwu i elektowi. Elekt musi posiadać honor ponad chęć zarobienia kilkudziesięciu groszy. Jeżeli chodzi o mnie, to powtarzam raz jeszcze, że się nie zmienię. Będę ścigał złodziei!”[9].

   Piłsudski dawał posłom pozorną swobodę wyboru, pozwalał im uczynić „próbę”, mówił o swej niechęci do „bata”, ale jednocześnie groził „czarnymi kolorami” w wypadku utrzymania się, barwnie opisanego, stanu rzeczy. Jeśli wziąć pod uwagę, kto ten stan rzeczy reprezentował, kto w oczach Piłsudskiego uchodził za „szuje, łajdaków, morderców i złodziei” jasne stać się musiało dla słuchających przemówienia Komendanta, że ich swoboda wyboru, pozornie szeroka, jest mocno ograniczona. Niemniej, deklaracja o nieużywaniu bata, miała za zadanie wywołać u posłów wrażenie, że Piłsudski dąży do współpracy z partiami politycznymi, o ile wyrzekną się one przedmajowych praktyk.

   Czy Marszałek był szczerze nastawiony na współpracę z partiami? Odpowiedź na to pytanie nie może być w pełni jednoznaczna. Partie uważał za czynnik szkodliwy, destabilizujący czy wręcz anarchizujący państwo. Rzecz jasna, nie mógł jednak, o czym była już mowa, pójść na konfrontację z parlamentem w warunkach 1926 roku. Paradoksalnie był gotów zaakceptować istnienie partii nie tylko już istniejących i stojących w silnej opozycji do zamierzeń obozu. Był również gotów akceptować i tworzyć partie w pełni obozowi podporządkowane i stanowiące jego mniej lub bardziej autonomiczną część. Zjawisko to zostanie opisane w dalszej części tekstu. Obecnie należy zasygnalizować, że wynikało to zarówno z konieczności poszerzenia bazy społecznej, jak i rozbicia opozycji.
W przemówieniu z 29 maja, zwraca uwagę rozbudowany wachlarz zarzutów wobec partii i parlamentaryzmu, przy jednoczesnej aprobacie dla demokracji. Czym była demokracja dla Piłsudskiego, dodajmy, dla Piłsudskiego w 1926 roku? Czy tylko fasadowym hasłem, dzięki któremu można było utrzymywać opozycję i społeczeństwo w złudzeniu, że sanacja chce umacniać ustrój demokratyczny? Odpowiedź na to pytanie dał prawdopodobnie sam Komendant w cytowanym wyżej tekście.

   W oczach większości społeczeństwa i partii parlamentarnej lewicy i centrolewicy jawił się on jako faktyczny twórca ustroju demokratycznego w Polsce, co było obiektywnie rzecz biorąc prawdą.  Abstrahując od faktu, jakie motywy kierowały Piłsudskim, gdy w listopadzie 1918-styczniu 1919 r. tworzył Sejm Ustawodawczy i czy miał wówczas inne wyjście pozostaje faktem, że pogardzał wszelkiego rodzaju doktrynerstwem, za najwyższą wartość uznając państwo a nie system rządów. Niemniej potrafił zręcznie kreować swój wizerunek demokraty (i przeciwnika rozwiązań siłowych). Gardząc dogmatyzmem, również w kwestiach ustrojowych, doceniać musiał jako wybitny polityk znaczenie społecznej akceptacji rządów w społeczeństwie. Nie oznaczało to pełnej aprobaty dla systemu przedstawicielskiego, gdyż „naród odrodził się w jednej tylko dziedzinie, w dziedzinie walki orężnej”. Hasło sanacji nie było tylko propagandowym narzędziem. Komendant, przekonany o konieczności istnienia przedstawicielstwa społecznego i zaufania obywateli do rządzących, właśnie ze względu na interes państwa, zdawał sobie jednocześnie sprawę, że przedstawicielstwo takie może swobodnie działać jedynie w wypadku „odrodzenia duszy narodu”. Należało zatem, dokonując sanacji państwa, dokonać jednocześnie sanacji społeczeństwa.

   Zgromadzenie Narodowe wybrało Prezydentem Piłsudskiego głosami lewicy i części centrum. Komendant, ku zaskoczeniu parlamentu i opinii publicznej, wybór odrzucił, wysuwając kandydaturę profesora Politechniki Lwowskiej Ignacego Mościckiego[10]. Kandydat Marszałka na najwyższy urząd w państwie wybrany został 1 czerwca, 4 czerwca złożył przysięgę, a premier Bartel w obliczu zmiany na stanowisku głowy państwa podał rząd do dymisji. Prezydent ponownie 8 czerwca powołał Bartla na urząd Prezesa Rady Ministrów. Zamach Majowy został w pełni zalegalizowany, tak że Piłsudski mógł usatysfakcjonowany mówić o "rewolucji bez żadnych rewolucyjnych konsekwencji"
Ale wybory prezydenckie Piłsudski wykorzystał jak się wydaje do jeszcze jednego celu - zdyskredytowania parlamentu. Uzasadniając swą odmowę przyjęcia najwyższego urzędu w państwie, oprócz wskazania na nikłe uprawnienia Prezydenta przypomniał postać Narutowicza, co mogło być odczytane jako obwinianie parlamentu za wydarzenia z grudnia 1922 roku - ten sam bowiem parlament, który wybrał Piłsudskiego, wybrał Narutowicza[11]. Jednak w realizacji celu - kompromitacji Sejmu ważniejsze było co innego - wywołanie wrażenia, że Marszałek mało sobie ceni zdanie posłów.

   Sama taktyka "permanentnego kompromitowania Sejmu" nie jest zresztą do końca oczywista. Jeżeli wymagały tego okoliczności, możliwa była współpraca z parlamentem, kurs łagodniejszy, bardziej liberalny, szybko nazwany w Polsce sanacyjnej mianem "bartlowania". Podobnie też, w niektórych wypadkach, taktyczne zabiegi, mogące sprawiać wrażenie, że Piłsudskiemu chodzi o bezpardonową, bezwzględną walkę o władzę prowadziły do celu, któremu przyświecał sam zamysł zbrojnej demonstracji majowej. Kompromitowanie parlamentu nie było celem ale środkiem, jak się wydaje bardzo skutecznym, ale jednym z wielu możliwych. Rzecz oczywista, podejście takie ułatwiało niezmiernie rządzenie i budowę administracyjnego, wojskowego i społecznego zaplecza władzy. Skompromitowany Majem parlament, kompromitujący się coraz bardziej dzięki zabiegom Komendanta nie mógł w walce politycznej z sanacją uchodzić za stronę wiarygodną Zabieg ośmieszania organu przedstawicielskiego dawał ponadto obozowi rządzącemu usprawiedliwienie dla ewentualnych zarzutów opozycji na zasadzie "Sejm przeszkadza nam w skuteczniejszym rządzeniu", minimalizował ryzyko walki politycznej "na ulicy". Wszystko to w połączeniu z faktem, że taktyka taka ośmieszała partie polityczne, jak również sam system prawny, sprawiało, że w dobie decydującej rozgrywki o pełnię władzy nad państwem, obóz legionowy mógł być niemalże pewny zwycięstwa. Niezbędne jest również zwrócenie uwagi na cele bardziej dalekosiężne - zbudowanie nowej kultury politycznej narodu właśnie na gruncie niechęci do rozwiązań dotychczasowych. Czyli innymi słowy - etos myśli państwowej na gruncie dyskredytowania partii, etos silnej władzy wykonawczej na gruncie dyskredytowania władzy ustawodawczej.

   To wszystko nie oznacza, że system prawny po Maju 1926 roku nie uległ istotnym zmianom. Piłsudski zastosował takie prawne rozwiązania, które, w połączeniu z odpowiednią interpretacją konstytucji, dawały piłsudczykom w ówczesnej sytuacji maksimum korzyści przy minimum strat. Mówiąc inaczej – co najmniej połowiczną dyktaturę przy formalnej demokracji parlamentarnej. Nie stało to w sprzeczności z generalnymi założeniami Komendanta – formalnie i praktycznie pełnej dyktatury  w Polsce nie było, w wymiarze praktycznym istniały demokratyczne instytucje, ale z czasem traciły one coraz bardziej na znaczeniu. Z upływem kolejnych miesięcy demokracja parlamentarna stawała się fasadą zasłaniającą tworzącą się dyktaturę, i tak było aż do kwietnia 1935 roku. Zaczynała się "droga etapami".

   Pierwszym etapem tej drogi była legalizacja przewrotu. Drugim – nowelizacja konstytucji, jak słusznie zauważa Włodzimierz Suleja, będąca kompromisem[12]. Kompromisem między niewątpliwymi dążeniami obozu rządzącego do wzmocnienia władzy wykonawczej, a ówczesną sytuacją polityczną, umożliwiającą takie, a nie inne zmiany w ustawie zasadniczej. Chodzi tu nie tylko o układ sił w parlamencie, mającym dokonać nowelizacji, ale również zgodność nowych rozwiązań konstytucyjnych z ogólną linią obozu władzy, czyli ujmując rzecz inaczej z "taktyką kompromitowania". Było to tym łatwiejsze że parlament nie wykazywał w tej materii woli konfliktu z piłsudczykami, generalnie aprobując ograniczone plany reformy ustawy zasadniczej, w swej prawicowej części wysuwając nawet o wiele dalej idące postulaty wzmocnienia władz wykonawczej. Sam projekt zmiany konstytucji wyrastał jak już było wspomniane z wartości nadrzędnych – Komendant i jego otoczenie uważali konstytucję marcową za szkodliwą dla państwa. Przyczyną takiego stanu rzeczy było ich zdaniem niedostosowanie rozwiązań prawnych ustawy zasadniczej z 1921 roku z wewnętrznymi stosunkami Polski (kulturą polityczną, systemem partyjnym, problemami wewnętrznymi) oraz z jej zewnętrznymi problemami. Oba te zagadnienia ściśle łączyły się z lansowanym przez obóz legionowy hasłem budowy silnej władzy wykonawczej. Jak się wydaje, piłsudczycy uważali, że nawet przy maksimum kultury politycznej społeczeństwa i przy minimum problemów wewnętrznych, konstytucja marcowa byłaby rozwiązaniem złym, bo hamowałaby proces decyzyjny, uniemożliwiała mocno akcentowaną przez Piłsudskiego koncepcję "szybkiego reagowania władzy wykonawczej", skutkowała ogólną inercją systemu sprawowania władzy. „Sanatorzy” byli więc zwolennikami systemu prezydenckiego. Na razie jednak musiano liczyć się z takimi a nie innymi uwarunkowaniami. Jak zanotował Kazimierz Świtalski, Piłsudski już w czerwcu 1926 roku mówił: "Nie sądzę, że byłby już teraz czas na zmienienie całej ustawy konstytucyjnej. Nastąpi zalew słów w debatach i to przedłuży je niepomiernie. Trzeba załatwić najbardziej w obecnym momencie aktualne potrzeby, a dopiero potem zmienić całą konstytucję. Trzeba teraz przejść przez fazę dekretów. One mogą umniejszać możliwości robienia świństw."[13]

   Przyjęta przez Sejm 2 sierpnia 1926 roku nowelizacja konstytucji dawała Prezydentowi Rzeczypospolitej możliwość wydawania rozporządzeń z mocą ustawy w okresie gdy Sejm był rozwiązany, aż do czasu ponownego zebrania się Sejmu. Rozporządzenia te nie mogły dotyczyć ordynacji wyborczej, spraw samorządu terytorialnego, budżetu, etatu wojska i zezwolenia na pobór, zaciągnięcia pożyczki państwowej, zbycia, zamiany i obciążenia nieruchomego majątku państwowego, nakładania podatków i opłat publicznych, ustanawiania ceł i monopolów, systemu monetarnego, przyjęcia gwarancji finansowej przez państwo, wykonania parlamentarnej kontroli nad długami państwa, ratyfikacji traktatów wymagających zgody Sejmu, wypowiadania wojny i zawarcia pokoju, konstytucyjnej odpowiedzialności ministrów oraz zmiany konstytucji. Gdy Sejm obradował, Prezydent mógł wydawać rozporządzenia, ale tylko na podstawie specjalnej sejmowej ustawy o pełnomocnictwach. Rozporządzenia udzielane na mocy pełnomocnictw Sejmu dotyczyć nie mogły jedynie zmiany konstytucji. Oba typy rozporządzeń traciły moc prawną, jeżeli nie zostały przedłożone Sejmowi w ciągu dwóch tygodni od rozpoczęcia obrad, przy czym mogły być uchylone przez izbę większością głosów. Teoretycznie więc parlament mógł w pełni kontrolować ustawodawczą władzę głowy państwa. W praktyce bardzo szybko sanacja znalazła sposób na rozwiązanie tego problemu. Głowa państwa zyskiwała ponadto możliwość rozwiązywania Sejmu na wniosek Rady Ministrów umotywowany orędziem (przy czym można było tylko jeden raz użyć tego samego motywu), zaś sam Sejm był pozbawiony tego prawa. Istotne było również ścisłe określenie terminarzu prac nad budżetem państwa – projekt ustawy budżetowej, którą w myśl noweli sierpniowej miał złożyć rząd 5 miesięcy przed końcem roku budżetowego, w wypadku niedotrzymania przez Sejm określonych terminów budżet miał obowiązywać w formie w jakiej znajdował się przed przekroczeniem tych terminów. Znaczenie miały również zmiany w przepisach dotyczących uchwalania wotum nieufności dla rządu – wniosek o nie nie mógł być głosowany na tym samym posiedzeniu, na którym został zgłoszony. Jednocześnie Sejm wydał ustawę o pełnomocnictwach dla Prezydenta, dającą Mościckiemu możliwość wydawania rozporządzeń aż do czasu ukonstytuowania się nowego Sejmu, zakreślając niezwykle szeroki zakres prezydenckiej władzy – określając ich przedmiotem "uporządkowanie stanu prawnego w państwie"[14].

   Jeśli oceniać decyzję Sejmu pod kątem interesów parlamentu, to nie mógł on popełnić większego błędu. Oprócz tego, że pozbawiał się części swych uprawnień, a częścią dzielił się z władzą wykonawczą, ośmieszał się przez ten fakt w oczach opinii publicznej. Potęgowało ten fakt wrażenie, wywołane przez obóz rządzący, że jeśli Sejm nie uchwali zmian w konstytucji, to zostanie rozwiązany (co jak się wydaje było jedynie taktyczną zagrywką piłsudczyków). W oczach społeczeństwa organ ustawodawczy przedkładał nad chęć zachowania swych szerokich uprawnień dążenie do trwania, nawet jeśli miało to być "byle-trwanie". Lepszego efektu propagandowego nowelizacji konstytucji piłsudczycy nie mogli sobie wymarzyć.

   Budowę nowego systemu prawnego w okresie maj-sierpień 1926 zamykał dekret Mościckiego z 6 sierpnia 1926 roku o organizacji najwyższych władz wojskowych. Kończył on formalnie długotrwały konflikt o kompetencje najwyższych czynników decyzyjnych wojska, wynikający z rozbieżności między dekretem Naczelnika Państwa z 7 stycznia 1921 roku a konstytucją 17 marca 1921 r. Spór, który doprowadził do wielu kuriozalnych sytuacji (wyzwanie przez ministra spraw wojskowych Szeptyckiego na pojedynek samego Piłsudskiego, konferencja nt. organizacji władz wojskowych w listopadzie 1924 roku z udziałem najwyższych władz państwowych), dymisji ministra Sosnkowskiego i rozejścia się dróg tego ostatniego z Marszałkiem, został rozwiązany zgodnie z życzeniem Piłsudskiego. Utworzenie Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych, osłabienie kompetencji Sztabu Generalnego oraz połączenie funkcji Generalnego Inspektora oraz ministra spraw wojskowych w ręku Piłsudskiego, przy daleko idącej dyspozycyjności korpusu oficerskiego i armii, dawało Marszałkowi bardzo mocny atut w dalszej rozgrywce o władzę.

   Tak wyglądał stan prawny w sierpniu 1926 roku, gdy Komendant przystępował do dalszej rozgrywki z parlamentem, i szerzej ujmując, z systemem. Przed omówieniem dalszego biegu wypadków należy przedstawić  jednak uwarunkowania polityczne związane z obozem zwolenników Piłsudskiego i z organizacjami politycznymi jego przeciwników.

2.    Obóz piłsudczykowski w 1926 roku i stosunek do niego partii politycznych

   Cechą charakterystyczną obozu piłsudczykowskiego do 1928 roku był brak jego formalnej organizacji przy silnych wpływach w niektórych pierwszoplanowych organizacjach politycznych. Już w Polskiej Partii Socjalistycznej pod koniec XIX wieku istniała grupa działaczy uznających przede wszystkim autorytet Piłsudskiego. Rozłam w partii na IX wiedeńskim zjeździe partii 19-22 listopada 1906 roku i założenie Związku Walki Czynnej w czerwcu 1908 roku we Lwowie, doprowadziły do coraz pełniejszego krystalizowania się grupy zwolenników Piłsudskiego, stanowiących następnie zdecydowaną większość wyższego korpusu oficerskiego I Brygady Legionów i Polskiej Organizacji Wojskowej. Oprócz tego, już przed I wojną światową piłsudczycy penetrowali istniejące partie niepodległościowe i kreowali nowe (Związek Patriotów, Związek Chłopski). W latach Wielkiej Wojny ludzie Komendanta tworzyli porozumienia międzypartyjne, będące instrumentem działania szefa obozu. Oprócz tego zaczął się wówczas coraz wyraźniej zarysowywać flirt polityczny ze środowiskami ziemiańskimi i przemysłowymi, ogólnie rzecz biorąc – konserwatywnymi. Proces ten, zahamowany w pierwszych latach niepodległości ze względu na większą atrakcyjność dla konserwatystów obozu narodowego, po przewrocie majowym uległ swoistej restauracji. Doprowadził on do daleko posuniętego sojuszu piłsudczykowsko-konserwatywnego i wejścia znacznej liczby polskich zachowawców w szeregi obozu legionowo-peowiackiego.

   Jednak w 1918 roku piłsudczycy nie tworzyli własnej partii politycznej, penetrując, podobnie jak w poprzednich okresach, istniejące. Oprócz tego, istniała grupa wyższych oficerów, będących oddanymi zwolennikami Komendanta. Była ona jednak wewnętrznie niespójna. Tworzyli ją: ludzie pokroju Kazimierza Sosnkowskiego, wybitni oficerowie, darzący Piłsudskiego sentymentem, ale nieaprobujący wszystkich jego poczynań, niekiedy chcący się również trzymać z dala od polityki; oficerowie będący bezwzględnymi zwolennikami Piłsudskiego, niewykazujący większych ambicji politycznych – Edward Rydz-Śmigły, Gustaw Orlicz-Dreszer, Kazimierz Stamirowski, Tadeusz Ludwik Piskor i in.; oficerowie będący w legionach i POW oraz w wojsku niepodległej Polski ludźmi do specjalnych zleceń Piłsudskiego – jako adiutanci, pracownicy Oddziału II czy to samego Sztabu Naczelnego Wodza czy też sztabów poszczególnych armii lub mniejszych jednostek wojskowych. Ta ostatnia podgrupa oficerska dzieliła się na dwie części, których umownie można nazwać „starymi” i „młodymi”. Różniły ich, oprócz stażu w działalności politycznej, ambicje. Do pierwszych należeli przede wszystkim Walery Sławek, Aleksander Prystor, Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Kazimierz Świtalski. Do drugiej, grupy ambitnych młodych działaczy, określanych mianem „Koc-grupy” należeli – ich lider Adam Koc, Ignacy Matuszewski, Bogusław Miedziński, Janusz Jędrzejewicz. Sympatyzowali z nimi Bronisław Pieracki oraz Józef Beck[15]. Pozycje neutralne zajmowali pomniejsi – Adam Skwarczyński, Tadeusz Schaetzel, Leon Kozłowski. Członków ostatniej podgrupy oficerskiej z czasem zaczęto określać, ze względu na wyższe stopnie wojskowe mianem „grupy pułkowników”.

   Piłsudczycy z czasem zaczęli formalizować swoje polityczne struktury. W maju 1925 grupa kilku piłsudczykowsko nastawionych posłów, którzy dokonali uprzednio secesji w PSL-Wyzwoleniu, utworzyła parlamentarny Klub Pracy, a następnie Partię Pracy. W czerwcu następnego roku powstał Związek Naprawy Rzeczypospolitej, formalnie utworzony przez działaczy Związku Powstańców Górnośląskich, Związku Osadników Wojskowych i Związku Strzeleckiego. W rzeczywistości „Naprawiacy” wywodzili się z kół dawnego Związku Młodzieży Polskiej „Zet”, który zerwał z endecją na skutek jej filorosyjskiej taktyki w 1908 roku. Stworzyli oni w Polsce Niepodległej tajną organizację: Związek Patriotyczny. Powoływali przy tym swoje młodzieżowe i kombatanckie organizacje. Oprócz wyżej wymienionych kreowali: Polską Organizację Wolności, Związek Obrony Kresów Zachodnich, Towarzystwo Straży Kresowej, Akademicką Polską Organizację Wolności, Związek Młodzieży Polskiej, Związek Młodzieży Postępowej, Organizację Młodzieży Narodowej[16]. Do czołowych przedstawicieli nurtu naprawiackiego zaliczano Kazimierza Wyszyńskiego, Stanisława Bukowieckiego, Michała Grażyńskiego, Bolesława Srockiego, Wiktora Przedpełskiego[17].

   Oprócz kół naprawiackich i lewicowo-liberalnych, istniała pokrewna tym ostatnim, efemeryczna inicjatywa o nazwie Konfederacji Ludzi Pracy. Do jej organizatorów zaliczano Walerego Sławka, Stefana Starzyńskiego i Adama Skwarczyńskiego. Ich manifestem programowym była broszura „Program rządu pracy w Polsce” opublikowana w 1924 roku[18]. Do intelektualnych, lewicowo-liberalnych inicjatyw o charakterze piłsudczykowskim zaliczyć można również: Związek Inteligencji Pracującej, Klub Polityczny Kobiet Postępowych[19].
Ogromną rolę w obozie piłsudczykowskim, przede wszystkim konsolidacyjną, odgrywały grupy paramilitarne – Związek Strzelecki i Związek Legionistów Polskich. Te dwie organizacje wyróżniała przede wszystkim odporność na polityczne wpływy „Naprawy“, jak również, o wiele dalej posunięta niż w wypadku innych grup kombatanckich, dyspozycyjność wobec Komendanta.

   Od 1926 roku wyraźnie zaznaczało się dążenie Piłsudskiego do porozumienia z grupami konserwatywnymi. Sojusz piłsudczykowsko-zachowawczy istniał już co prawda wcześniej, nie miał jednak do tej pory charakteru trwałego. Po zamachu majowym Marszałek wyraźnie zmierzał do trwałego sojuszu z konserwatystami, przede wszystkim – środowiskami ziemiańskimi. Przyczyny takiej taktyki i przebieg wydarzeń zostaną omówione w odpowiedniej części tekstu, w tym miejscu należy jedynie zaznaczyć zasięg wpływów piłsudczykowskich w sferach ziemiańskich. Do arystokratów i konserwatystów sympatyzujących z Marszałkiem w 1926 roku zaliczyć należy m. in.: Zdzisława Lubomirskiego, Janusza i Albrechta Radziwiłłów, Eustachego Sapiehę. Istotną rolę odgrywał redaktor naczelny wileńskiego „Słowa” Stanisław Mackiewicz „Cat”.  Sympatie piłsudczykowskie u przedstawicieli polskich konserwatystów istniały już w latach I wojny światowej. Wojna polsko-bolszewicka,  w której wielu ziemian chciało, wbrew oczywistym faktom, widzieć walkę Piłsudskiego o interesy polskiej arystokracji na wschodzie, krytyczna postawa endecji wobec polityki wschodniej Naczelnego Wodza, decydująca rola posłów przynależnych do obozu narodowego przy zawarciu pokoju ryskiego, który znaczną część kresowych posiadłości ziemiańskich włączał w skład Rosji Sowieckiej, wreszcie – pakt lanckoroński i sojusz z partią chłopską przy jednoczesnym dystansowaniu się Piłsudskiego od formalnych sojuszników – lewicy robotniczej i chłopskiej, doprowadziły do jeszcze większego zbliżenia niektórych sfer konserwatywnych do obozu piłsudczykowskiego. Mimo niewielkich wpływów konserwatystów w społeczeństwie ich poparcie, ze względów politycznych, było dość cenne.

   Spośród czterech najsilniejszych grup konserwatywnych w Polsce – wileńskiej, wielkopolskiej, warszawskiej i małopolskiej, w 1926 roku po stronie Piłsudskiego opowiedziały się ośrodki w Wilnie i Warszawie. Zamach majowy niemalże natychmiast poparła grupa wileńska, zgrupowana wokół „Słowa”. W lipcu z jej inspiracji powstała Organizacja Zachowawcza Pracy Państwowej, której członkowie – Aleksander Meysztowicz i Karol Niezabytowski -  jesienią 1926 roku weszli w skład rządu. W Warszawie istniała Polska Organizacja Zachowawcza, która w grudniu połączyła się z grupą wileńską tworząc Polską Organizację Zachowawczej Pracy Państwowej[20].

   Piłsudczycy, jak już było wspomniane, posiadali znaczne wpływy w lewicowych i centrowych partiach politycznych. Zaważyło to na polskiej geografii politycznej końca lat 20-tych. W 1926 roku obecność polityków piłsudczykowskich w partiach robotniczych i chłopskich decydowała przede wszystkim o ich stosunku do zamachu majowego i pierwszych kroków sanacji.

   W 1926 roku najważniejszym sojusznikiem Piłsudskiego na lewicy była Polska Partia Socjalistyczna. Jej stosunek do Piłsudskiego wynikał z szeregu czynników, wśród których na pierwszym miejscu wymienić należy przede wszystkim doświadczenia historyczne. Komendant, jeden z twórców i pierwszych przywódców PPS, oraz późniejszy jej sojusznik w wielu projektach politycznych, w Maju wystąpił z hasłami zbieżnymi w wielu miejscach z programem socjalistów. Wielu działaczy partii znało osobiście Piłsudskiego, jeszcze więcej odczuwało do niego sympatię. Komendant posiadał wśród socjalistów wielu zdeklarowanych zwolenników na czele z Marianem Malinowskim, Rajmundem Jaworowskim, Bronisławem Ziemięckim, Jędrzejem Moraczewskim i Tadeuszem Hołówką. Sympatię oraz złudzenia, co do rzeczywistych planów Piłsudskiego żywił autorytet polskiego ruchu robotniczego Ignacy Daszyński, będący zresztą starym znajomym Piłsudskiego i autorem zdradzającej piłsudczykowskie sentymenta broszury „Wielki człowiek w Polsce“[21]. Również nestor polskiego ruchu robotniczego – Bolesław Limanowski - należał do socjalistów żywiących pewne nadzieje wobec Marszałka.

   Było rzeczą łatwą do przewidzenia, że PPS poprze zamach stanu wymierzony w   swego czołowego przeciwnika – prawicę narodowo-ludową. Cele, do których realizacji miał prowadzić przewrót, były jednak, jak się rychło okazało, rozbieżne z poglądami Piłsudskiego. Socjaliści pragnęli elekcji Piłsudskiego na prezydenta, rozpisania nowych wyborów parlamentarnych, przed którymi powinien nastąpić wytężony okres pracy mającej na celu nie tylko walkę z dotychczasowymi praktykami politycznymi, ale również zmiany społeczne w państwie polskim. Innymi słowy – rząd robotniczo-włościański pod faktycznym i moralnym protektoratem Marszałka. Plany takie były jednak sprzeczne z koncepcjami Piłsudskiego. Kolejne posunięcia sanacji doprowadziły do zadeklarowania 10 listopada 1926 roku przez partię ostrożnej opozycji, nie wobec samego Piłsudskiego, ale wobec rządu, w którym zasiadali konserwatyści. Jednakże już wcześniej socjaliści dokonywali aktów świadczących o rozbieżności poglądów ich i Komendanta - wystawienie kandydatury Zygmunta Marka w wyborach prezydenckich 1 czerwca 1926 roku i głosowanie przeciwko noweli sierpniowej[22].

   Drugim ważnym sojusznikiem Piłsudskiego w 1926 r. było lewicowe PSL-Wyzwolenie. Podobnie jak w PPS nie brakowało w nim działaczy w pełni dyspozycyjnych obozowi takich jak Bogusław Miedziński czy Juliusz Poniatowski. Podobnie też istniały w partii znaczne wpływy piłsudczykowskie. W efekcie „Wyzwolenie” poparło zamach majowy i mimo zastrzeżeń, co do wielu poczynań rządu nie postawiło się w oficjalnej opozycji do sanacji. Podobnie rzecz się miała ze Stronnictwem Chłopskim.

  Powstanie trzeciego rządu Witosa i zamach majowy sprzyjały również swoistej konsolidacji partii centrolewicy na gruncie piłsudczykowskim – PPS, PSL-Wyzwolenie, SCH i Partia Pracy w obliczu odnowienia znienawidzonej koalicji Chjeno-Piasta powołały Związek Polskiej Lewicy Demokratycznej w Sejmie[23].

   PSL-Piast znajdowało się w 1926 roku w specyficznej sytuacji. Zamach majowy był wszak wymierzony w rząd utworzony przez lidera tej partii. Niemniej jednak i w tym odłamie ruchu chłopskiego istniały tendencje piłsudczykowskie, które zaowocują rozłamami. Przywódcą sympatyzującej z Marszałkiem grupy ludowców był Jakub Bojko. Zachowanie części posłów „Piasta“ w czasie wydarzeń legalizujących zamach było co najmniej dwuznaczne. Głosowali oni bowiem za kandydaturą Piłsudskiego w wyborach prezydenckich[24].
Wewnętrzne sprzeczności targały również centroprawicową Narodową Partią Robotniczą. Poparła ona rząd Witosa, niemniej jednak zamach majowy rozbudził wśród jej członków istniejące już wcześniej sympatie piłsudczykowskie. Doprowadziło to do rozłamu, najpierw w postaci NPR-Opozycji, następnie NPR-Lewicy. Ostatecznie secesjoniści usamodzielnili się w październiku 1926 roku[25].
Bliski ideowo NPR ruch chadecki piłsudczykowskie rozłamy przeszedł dopiero w latach trzydziestych. W 1926 r. PSCHD stało na gruncie opozycyjnym, choć część jego posłów głosowała za Piłsudskim, obawiając się, że w wypadku przegranej w wyborach prezydenckich wycofa się do Sulejówka i zostawi Sejm na łasce ulicy[26]. ZLN, wzmocnione dodatkowo powrotem Romana Dmowskiego do czynnego życia politycznego[27] deklarowało zdecydowanie nastawienie opozycyjne.

   Postawa komunistów, przychylna zamachowi majowemu, było przejawem typowego dla tego ruchu koniunkturalizmu. Niemniej jednak, stosunek władz Komunistycznej Partii Polski do Piłsudskiego w maju 1926 roku stał się wkrótce przedmiotem sporów wewnątrzpartyjnych i spadku autorytetu KPP wśród i tak nielicznego zaplecza społecznego[28].

   Partie mniejszości narodowych, choć w zasadzie zadowolone z utraty władzy przez endecję zachowały dużą rezerwę wobec Piłsudskiego, nie licząc ortodoksów żydowskich i słabych grup ugodowych wśród mniejszości słowiańskich.

   Piłsudczycy w 1926 roku nie dysponowali masową siłą polityczną, co więcej, nic nie wskazywało na to, że mają ją zamiar w najbliższym czasie stworzyć. W warunkach trwania skompromitowanego zamachem parlamentu, tworzenie silnego ruchu politycznego nie wydawało się potrzebne. Ponadto, stawiałoby to piłsudczyków w konflikcie z lewicowymi sojusznikami, uniemożliwiając ich penetrowanie i rozbijanie. Oprócz tego, stworzenie ruchu politycznego bezpośrednio przed wyborami, nadawałoby takiej organizacji atut nowości, niepowiązania z istniejącym zwalczanym układem politycznym. Powołanie organizacji, nawet noszącej zewnętrzne i wewnętrzne znamiona bezpartyjności, półtorej roku przed głosowaniem do parlamentu, nie wydawało się rozwiązaniem celowym.

   Partie polityczne, skłócone i zantagonizowane od dawna, zamach majowy postawił w wyjątkowo trudnej sytuacji. Wydarzenie takiej wagi jak zamach stanu wymagało jasnego opowiedzenia się. Przymus taki jeszcze bardziej rozdrabniał scenę polityczną i ułatwiał wzmacnianie władzy Komendanta. Silne wpływy piłsudczykowskie w szeroko rozumianej centrolewicy coraz bardziej utrudniały partiom działanie. Jak się miało rychło okazać, czynniki te okażą się dla sanacji niezwykle korzystne.

3.    „Pogranicze prawa”, umacnianie obozu i rozbijanie opozycji (sierpień 1926-marzec 1928).

   Polskim politykom na przełomie wiosny i lata 1926 roku wydawać się mogło, że naturalną konsekwencją zamachu stanu przeprowadzonego pod hasłami walki z istniejącym rządem, którego istnienie wynikało z układu sił w parlamencie, będzie rozpisanie przedterminowych wyborów parlamentarnych. Piłsudski nie zamierzał jednak tego uczynić. Już w maju 1926 roku mówił: „Sejm stał się tak niepopularny, że przy pomocy prezydenta można go bić po pysku. Mogą nadto zawieść żywione nadzieje na wielkie sukcesy wyborcze”[29]. W czerwcu zaś, rozmawiając z powolnymi sobie działaczami PPS i „Wyzwolenia“ Ziemięckim i Poniatowskim, stwierdzał: „Co do terminu wyborów, to nie boję się narastania w najbliższym czasie nastrojów rozczarowania. Ale nie podzielam optymizmu, że wybory teraz robione dadzą dobre wyniki. Może wyjść to samo. Stronnictwa tzw. prawicy nie przegrają dziś wyborów. Mają one oparcie w urzędach, które znajdują się pod ich wpływem. Panują w administracji ich mniej lub więcej zorganizowane mafie. Walka zaś z tymi mafiami i rozbicie ich jest ciężkie, gdyż pragmatyka urzędnicza utrudnia to zadanie. A stronnictwa lewicowe, broniąc praw urzędników, podtrzymują przy życiu te kliki. Nie chcę się wiązać żadnymi terminami wyborów, gdyż trzeba wprzód unicestwić te mafie, a to wymaga czasu. One teraz nieco osłabną, bo nie mogą liczyć na mafie sejmowe, ale nie przestaną żyć. Być może, że trzeba będzie przesunąć termin wyborów na rok 1927, by mieć czas na ich przygotowanie. Nowy Sejm może stać się lepszym, gdy dotychczasowi jego menerzy zostaną zdyskwalifikowani i obrzydzeni w opinii, i gdy tym zdemoralizowanym i zmanierowanym przywódcom zagrodzi się drogę do nowych ciał ustawodawczych. Chcę zmniejszyć reprezentację mniejszości narodowych i komunistów. Co może mnie niepokoić, to brak ludzi i marazm społeczeństwa. Ten Sejm niech gnije. Niech ma jak najmniej do roboty“[30].
   Marszałek zatem „nie szedł na wybory” z powodu zarówno świadomości własnej słabości w terenie, która mogła doprowadzić do niepomyślnego rezultatu, jak również widząć korzyści polityczne, których możliwość zaistnienia stwarzał fakt „gnicia” Sejmu I kadencji. Ponadto, latem 1926 roku zaczynał się proces tworzenia zorganizowanej siły politycznej. Zbieranie atutów w postaci pozyskiwania frakcji wewnątrzpartyjnych, organizacji społecznych, politycznych, kombatanckich oraz niesformalizowanych koterii mogło przynieść rezultat w postaci powołania szerokiego ruchu politycznego. Ale stworzenie zaplecza tego ruchu wymagało czasu.
   Nowela sierpniowa mogła, ale nie musiała, umożliwić Piłsudskiemu w miarę bezproblemowe rządzenie państwem. Sejm zachował bowiem znaczną część swych uprawnień. I na to jednak znaleziono sposób. Pokazały to wydarzenia z jesieni 1926 roku.
20 września klub CHD zgłosił wniosek o udzielenie wotum nieufności ministrowi spraw wewnętrznych generałowi Kazimierzowi Młodzianowskiemu i ministrowi wyznań religijnych i oświecenia publicznego Antoniemu Sujkowskiemu. Wniosek ten wynikał ze sprzeciwu prawicy wobec koncepcji polityki narodowościowej prezentowanych przez obu ministrów. Jednocześnie zarysował się spór o kwestie budżetowe – odesłany do komisji budżetowej projekt prowizorium na ostatni kwartał 1926 roku został poddany zmianom polegającym na obniżeniu ponad 12 milionów złotych z budżetu MSWojsk. i obniżeniu ogólnej sumy prowizorium o 47 mln.

   Piłsudski, przebywający wówczas w Druskiennikach, spotkał się z przybyłym tam Bartlem. Powzięto tam decyzję, że rząd nie zgodzi się na żadne cięcia. Świadczyło to o tym, że w obliczu nieuchronnego konfliktu z Sejmem Marszałek woli, aby pierwszoplanowym przedmiotem sporu stały się sprawy budżetowe, a zwłaszcza, łatwa do propagandowego wykorzystania, kwestia sum przeznaczonych na cele wojskowe. Tymczasem Rataj doprowadził do kompromisu z Bartlem, polegającego na teoretycznym utrzymaniu cięć przy ustaleniu takiej redakcji tekstu ustawy o prowizorium, która pozwalała rządowi realizować jego wydatki. Kompromis ten jednak został zdezawuowany na Radzie Gabinetowej. Głosowanie w Sejmie, które doprowadziło do odrzucenia zarówno wniosków rządu, tekstu kompromisowego, jak też poprawek Komisji skutkowało dość kuriozalną sytuacją – prowizorium pozwalało na czynienie wydatków przez rząd w zakresie zawartej w ustawie sumy ogólnej, bez ograniczenia, że wydatki nie mogą przekroczyć dochodów. Ponadto – przeszła poprawka przywracająca rządowi 12 mln na uzupełnienie kredytów dla MSWojsk. za poprzedni kwartał[31]. Tak więc parlament niczego nie osiągnął, a wręcz umocnił pozycję rządu. Nie był to jednak koniec rozgrywki.

 

posiedzenie sejmu 1928

Posiedzenie Sejmu  (1928 r.)

 

   Sejm bowiem, na tym samym posiedzeniu, 24 września, na którym głosowano poprawki do prowizorium, udzielił wotum nieufności Młodzianowskiemu i Sujkowskiemu[32]. W tej sytuacji Bartel podał się wraz z całym rządem do dymisji i niezwłocznie udał się do Druskiennik. Na polecenie Piłsudskiego Mościcki 27 września ponownie powołał rząd pod prezesurą Bartla w identycznym składzie jak ten, któremu 3 dni wcześniej udzielił dymisji, a więc z odwołanymi przez Sejm ministrami. Sytuacja groziła dalszą konfrontacją, bowiem stronnictwa lewicowe, które głosowały przeciwko odwołaniu Młodzianowskiego i Sujkowskiego uznały postępowanie prezydenta za naruszenie ducha konstytucji. Prowadzić to mogło do wniosku o wotum nieufności dla całego rządu. 28 września jednak Senat uchwalił poprawki do prowizorium, które nie przeszły przez Sejm, obcinając wydatki o 34 mln. Dwa dni później poprawki Senatu zaakceptował Sejm. Na Radzie Gabinetowej, która zebrała się przed decydującym głosowaniem postanowiono o rozwiązaniu parlamentu w wypadku uchwalenia poprawek do prowizorium. Było to działanie mające zastraszyć parlament, a nie rzeczywisty zamiar Piłsudskiego. 30 września, po uchwaleniu kontrowersyjnych poprawek III rząd Bartla znalazł się w stanie dymisji[33].

   Działanie Piłsudskiego podczas kryzysu politycznego w ostatnich dniach września 1926 roku mówi wiele o przyjętej przez niego taktyce. Prawo nie było łamane - odwołani ministrowie podali się do dymisji, a ustawa zasadnicza nie zabraniała ponownego powołania odwołanych przez Sejm ministrów w skład nowego gabinetu. Oczywiście duch konstytucji był inny, ale jej twórcy nie przewidzieli, że ich niedopatrzenie czy brak zdolności przewidywania mogą być przez kogoś wykorzystane. Udowodniono, że Sejm jest w zasadzie bezsilny w kwestii decydowania o składzie gabinetu.

   Piłsudski zatem wyszedł zwycięsko z pierwszej poważnej konfrontacji z parlamentem. Tymczasem już 30 września na konferencji w składzie Piłsudski, Bartel, Mościcki postanowiono o tym, że po podaniu się premiera do dymisji, nowym szefem rządu zostanie Piłsudski[34]. Zarówno prawica jak i lewica uznały to za przejaw przyjęcia przez sanację postawy konfrontacyjnej. W skład nowego gabinetu weszli po raz pierwszy w historii gabinetów pomajowych ludzie z bliskiego otoczenia Komendanta: Jędrzej Moraczewski na stanowisko ministra robót publicznych, Bogusław Miedziński – ministra poczt i telegrafów oraz Sławoj Felicjan Składkowski – ministra spraw wewnętrznych. Znamienne było również wejście do rządu konserwatystów: Aleksander Meysztowicz został ministrem sprawiedliwości a Karol Niezabytowski objął resort rolnictwa[35]. Polityczny flirt piłsudczyków ze sferami ziemiańsko-przemysłowymi stawał się coraz bardziej widoczny[36].

   Wieczorem 24 października premier, w towarzystwie ministra Meysztowicza i adiutanta rtm. Grocholskiego przybył do rezydencji Radziwiłłów w Nieświeżu. Oficjalnym celem wizyty było udekorowanie krzyżem złotym Virtuti Militari sarkofagu, adiutanta Naczelnego Wodza z czasów wojny polsko-bolszewickiej, Stanisława Radziwiłła[37]. Przyjazd premiera do Nieświeża miały jednak przede wszystkim polityczny charakter.  Przyspieszył konsolidację konserwatystów wokół Piłsudskiego oraz odwrót ziemian z pozycji endeckich. Był ważnym instrumentem w rozgrywce z uważanym wówczas przez Marszałka za najsilniejszego przeciwnika na scenie politycznej obozem narodowym. Ponadto zwiększał dystans Piłsudskiego od stronnictw lewicy, pogłębiając wśród nich dezorientację wywołaną wejściem konserwatystów do rządu.

   Wkrótce po Nieświeżu zarysował się kolejny konflikt z parlamentem. Na razie sanacja musiała zmagać się z Sejmem, który rościł sobie prawo do większego wpływu na państwo, niż tego wymagała jej zdaniem racja stanu. Kolejny spór był więc kwestią czasu i po raz kolejny został doskonale rozegrany przez Piłsudskiego. Przyczyną była sprawa wydawać się mogła błaha, a konflikt przeszedł do historii pod nazwą "stać czy siedzieć". Pod koniec października, Marszałek, jako premier, chciał aby w trakcie otwierania sesji Sejmu, posłowie stali, słuchając orędzia Prezydenta, co miało być oznaką szacunku dla urzędu głowy państwa. Marszałek Sejmu w zasadzie zgodził się na tę propozycję, jednak pod warunkiem, że Mościcki osobiście odczyta orędzie. Rataj spodziewał się bowiem, że to Piłsudski jako szef rządu odczyta pismo Prezydenta i uważał za uwłaczający dla izby fakt, że posłowie mają stać jedynie z powodu odczytywania orędzia przez premiera. Komendant odmówił, stwierdzając, że istnieją obiektywne trudności uniemożliwiające przyjazd Prezydenta do Sejmu. Cały spór, zakończył się w sposób ośmieszający parlament – Mościcki otworzył sesję w swej siedzibie na Zamku Królewskim w Warszawie, a posłowie stali, bo z sali wyniesiono krzesła. Problem ten miał jednak drugie dno, umożliwiające stworzenie kolejnego prawnego precedensu, niezwykle korzystnego dla sanacji. Ustawa zasadnicza stwierdzała, że parlament musiał być zwołany do końca października celem odbycia debaty budżetowej, a sam spór wybuchł 3 dni przed upływem tego terminu. Przedłużający się konflikt groził złamaniem konstytucji. Kierownictwo Sejmu zaaprobowało więc propozycję piłsudczykowskiego prawnika, wówczas szefa Kancelarii Cywilnej Prezydenta, Stanisława Cara, aby głowa państwa oddzielnym aktem przed upływem konstytucyjnego terminu zwołała Sejm, bez jego praktycznego otwierania, izba zaś miała być otworzona po rozwiązaniu sporu kolejnym prezydenckim aktem[38].
   Wykorzystanie konstytucyjnych dwuznaczności przez Cara umożliwiło Piłsudskiemu stworzenie kolejnego niezwykle niekorzystnego dla rządu precedensu. Teoretycznie Sejm był zwołany, a więc prawo nie było łamane, ale jednocześnie izba nie obradowała. Mechanizm ten został następnie udoskonalony: Sejm był zwoływany, na chwilę przez Prezydenta otwierany, by następnie być na mocy konstytucyjnych uprawnień głowy państwa odroczony na 30 dni, a więc de facto zamknięty, po czym Prezydent zamykał obrady. Sejm więc w teorii był, a w praktyce nie obradował. Ułatwiało to piłsudczykom rządzenie za pomocą systemu prezydenckich dekretów.

   Tak było na przykład z dekretem prasowym Mościckiego. Wydany 4 XI, gdy Sejm jeszcze nie obradował, wywołał ostry sprzeciw opozycji, upatrującej w nim zagrożenie dla wolności słowa. Gdy w końcu Sejm rozpoczął obrady, prezydencki dekret został uchylony 10 grudnia.  Tymczasem budżet został uchwalony, więc w przekonaniu Komendanta Izba spełniła swą funkcję, toteż pod koniec marca 1927 roku została zamknięta. 24 V Mościcki wydał kolejny dekret prasowy, w swych generalnych założeniach podobny do poprzedniego uchylonego przez Sejm. Reakcja opozycji była gwałtowna – zażądano zwołania sesji nadzwyczajnej, na której dekret uchylono. Piłsudski wykorzystał tymczasem fakt, że prezydenckie rozporządzenie uchylono w drodze uchwały a nie ustawy. Problem polegał na tym, że prace nad ustawą były dłuższe niż nad uchwałą. Rozpoczął się spór konstytucyjny, podczas którego dekret nadal obowiązywał. Mościcki zaś odroczył sesję o 30 dni, pod koniec października ją zamknął, a gdy kilka dni potem otworzył sesję zwyczajną, ją również odroczył. 28 XI zaś zakończyła się kadencja Sejmu i został on rozwiązany[39].

   Sprawa dekretu prasowego, abstrahując od jego generalnych założeń, kompromitowała parlament, nie naruszając przy tym litery prawa. Raz jeszcze parlamentarzyści mieli okazję się przekonać, że prawo w rękach sprawnego interpretatora może być doskonałym narzędziem walki politycznej.

   Piłsudski intensyfikował również działania wobec opozycji. Na przełomie lat 1927/28 stronnictwa chłopskie spotkały się z falą piłsudczykowskich secesji i rozłamów. Z „Wyzwolenia“ odeszła grupa działaczy z prominentnym “pułkownikiem“ Bogusławem Miedzińskim na czele. Stronnictwo Chłopskie opuściła grupa Karola Polakiewicza, Józefa Sanojcy i Mariana Cieplaka. Inna grupa utworzyła na czele z Janem Stapińskim nowe ugrupowanie – Związek Chłopski. Szczególnie dotkliwą i symboliczną stratę poniósł „Piast“. Jakub Bojko, nestor ruchu ludowego opuścił stronnictwo, a jego zwolennicy utworzyli: w Galicji – Zjednoczenie Ludu Polskiego, w Wielkopolsce – Zjednoczenie Włościan, na Pomorzu – Zjednoczenie Gospodarcze[40].

   Ewolucja w kierunku piłsudczykowskim zachodziła w obozie konserwatywnym. 14 września 1927 roku do Dzikowa, rezydencji Tarnowskich, przybył ppłk Walery Sławek. Podczas spotkania ze zgromadzonymi tam przedstawicielami arystokracji, Sławek, faktyczny emisariusz i prawa ręka Komendanta stwierdził, że: „brak reprezentacji elementu konserwatywnego w życiu państwowym uważa za zło“[41]. Zjazd w Dzikowie był czynnikiem, który przyspieszył przechodzenie konserwatywnego Stronnictwa Prawicy Narodowej na pozycje sanacyjne. Wpłynął też na postawę proendeckiego Stronnictwa Chrześcijańsko-Narodowego. Po zamachu majowym, mimo dotychczasowej ścisłej współpracy z endecją część działaczy tej konserwatywnej partii, wywodzących się przede wszystkim z Pomorza i Wielkopolski, gotowa była szukać porozumienia z Piłsudskim. W opozycji do nich stali działacze z województw centralnych i Małopolski Zachodniej, pragnący utrzymać dotychczasowy sojusz z ZLN. Wkrótce po zjeździe dzikowskim spory te doprowadziły do rozłamu. Zwolennicy współpracy z sanacją utworzyli Chrześcijańskie Stronnictwo Rolnicze[42].

   Rok 1927 przyniósł także pierwsze większe represje wobec opozycji – na razie dotyczyły one partii mniejszości narodowych i grup komunizujących. Główne uderzenie skierowano przeciwko, wzrastającej coraz bardziej w siłę i wyraźnie komunizującej, Białoruskiej Włościańsko-Robotniczej Hromadzie. W nocy z 14 na 15 stycznia rozpoczęły się aresztowania działaczy partii. Oficjalnie delegalizacja Hromady miała miejsce 21 marca 1927 roku[43]. Również w marcu 1927 roku władze zdelegalizowały komunizującą Niezależną Partię Chłopską.

   Poważne zmiany zachodziły w obozie narodowym. W grudniu 1926 roku Roman Dmowski utworzył Obóz Wielkiej Polski – tajną organizację, mającą sprzyjać konsolidacji obozu narodowego niezależnie od ZLN. Również w tym czasie historyczny przywódca endecji rozwiązał istniejącą od 1893 roku konspiracyjną Ligę Narodową, powołując w jej miejsce Straż Narodową.

   W roku 1927 zapoczątkowany został proces budowy szerszej organizacji piłsudczykowskiej. Bardzo trudny jest do uchwycenia moment podjęcia przed Piłsudskiego decyzji o budowie takiej struktury[44]. Proces tworzenia BBWR nie jest tematem niniejszego tekstu, niemniej jednak zwrócić należy uwagę na kilka aspektów, związanych z jego powołaniem, a mających związek z taktyką polityczną Piłsudskiego na przełomie 1927/1928 roku. Lista kandydatów rządowych do parlamentu, zgrupowanych pod szyldem BBWR, miała gromadzić polityków, których łączyło poparcie dla polityki Piłsudskiego, a nie wspólnota bardziej szczegółowych poglądów politycznych. Stąd też znaleźć się tam mogli zarówno konserwatyści, liberałowie, lewicowcy czy ludowcy. Zabieg taki miał pokazywać społeczeństwu, że Bezpartyjny Blok, a szerzej – Piłsudski i jego zwolennicy, są ludźmi całkowicie innego formatu niż dotychczasowi politycy. Łączyć ich miały nie doktrynerskie formuły, dogmatyczne programy partyjne, ale pragnienie służenia państwu[45]. Ponadto, działacze BBWR mieli być w zamyśle nie zawodowymi politykami, skompromitowanymi w życiu publicznym, ale przedstawiać czynnik społeczny, obywatelski. W „Deklaracji Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem“ z 19 stycznia 1928 r. stwierdzano: „Nie wierzymy, by ci, którzy dotychczas psuli przez swoje partyjniactwo Konstytucję mogli pracę naprawy ustroju państwowego wykonać uczciwie i by nie powrócili do chorobliwych nałogów, których przez siedem lat byli niewolnikami. Pragniemy, by przyszli posłowie zwrócili szczególną uwagę na zagadnienia gospodarcze naszego młodego Państwa (...). Wierzymy że pracę tę wykonać będą w stanie o wiele lepiej, niż partyjni politykierzy – ludzie związani z pracą samorządową, gospodarczą czy społeczną. Są oni bardziej wrośnięci w codzienne życie realne i trafniej rozumieć będą jego potrzeby“[46]. Lista rządowa miała być więc alternatywą nie tylko dla partii, ale dla całego systemu, który umożliwił taki a nie inny kształt życia politycznego przed Majem.

   BBWR, powstały formalnie 19 stycznia 1928 roku, grupował zarówno środowiska konserwatywne (POZPP, SPN, Chrześcijańskie Stronnictwo Rolnicze), mieszczańskie (Zjednoczenie Stanu Średniego), katolicko-ludowe (Polskie Stronnictwo Katolicko-Ludowe) jak i inteligencko-liberalne (ZNRz, Partia Pracy). W skład BBWR weszły też wkrótce Związek Chłopski i NPR-Lewica, oraz pomniejsze grupy ludowe.

   Wybory, które odbyły się w dniach 4 marca (Sejm) i 11 marca (Senat) przyniosły umiarkowane zwycięstwo piłsudczykom. W Sejmie „Jedynka“ zdobyła 102 mandaty w okręgach i 23 z listy państwowej. Do BBWR wstąpiło również trzech posłów startujących z propiłsudczykowskiej listy Katolickiej Unii Ziem Zachodnich. Związany z „Naprawą“ Narodowo-Państwowy Blok Pracy, który wystawił swoich kandydatów w okręgach zachodnich, zdobył 4 mandaty. W Senacie BBWR uzyskał 48 mandatów (39 w okręgach i 9 z listy państwowej)[47].

   Przeciwnicy piłsudczyków zarzucali im „cuda nad urną“ w marcowych wyborach. Praktyki takie istotnie miały miejsce, przede wszystkim na Kresach, w okręgach niejednolitych narodowościowo. Zaznaczyć jednak należy, że Kazimierz Świtalski, człowiek obok Walerego Sławka i generalnego komisarza wyborczego Stanisława Cara w pierwszym rzędzie odpowiedzialny za wybory, był przeciwny otwartym fałszerstwom[48]. Nie oznacza to bynajmniej, że rząd nie wpływał na wynik wyborów. Zdaniem Świtalskiego „rząd ma prawo podobnie jak i każdy inny czynnik wpływać na przebieg wyborów, o ile ten wpływ ograniczy się do nacisku moralnego na wyborców i na wpływanie na ludzi mających jakiekolwiek znaczenie na tym terenie. Starostowie będą mieli za zadanie patronować i kontrolować akcję społeczną idącą na korzyść listy rządowej“[49]. Piłsudczycy dysponowali, oprócz nacisku administracyjnego, również możliwościami finansowymi. 16 grudnia 1927 roku premier wysłał odręczny list do ministra skarbu Gabriela Czechowicza, w którym stwierdzał: „Sprawy państwowe zmuszają mnie do wymagania od Pana zwiększenia mego funduszu dyspozycyjnego o 5 milionów złotych. Zechce Pan Minister przekazać tę sumę do Prezydium Rady Ministrów do mojej dyspozycji.“. Ostatecznie Rada Ministrów zwiększyła fundusz dyspozycyjny Piłsudskiego o 8 milionów złotych[50]. Było to działanie formalnie zgodne z prawem – rząd miał możliwość dysponowania pieniędzmi z tzw. nadwyżki budżetowej, która w roku budżetowym 1927/1928 wyniosła ok. 560 mln. Jedynym wymogiem było zatwierdzenie nadwyżki przez parlament. Ten jednak był rozwiązany, pieniądze można więc było spokojnie przeznaczyć na zamierzone cele, mianowicie – na akcję wyborczą. Sprawa ta miała się wkrótce odbić szerokim echem. Jak wynika z notatek Świtalskiego rządowe pieniądze przeznaczane były m.in. na pozyskiwanie tytułów prasowych. 10 listopada 1927 notował on: „Gazeta poranna lwowska za 5000 miesięcznie subwencji trzymałaby linię rządową podczas wyborów“[51]. 23 listopada Świtalski porozumiał się z Jakubem Bojką w sprawie subwencji na wydanie pisma ludowego w kwocie 10 000 zł[52]. 24 listopada obiecał Włoskowiczowi, naczelnikowi Wydziału Bezpieczeństwa Lublin 3000 zł miesięcznie na dziennik „Ziemia Lubelska“, pod warunkiem że „dostaje się do rąk naszych bez żadnych ubocznych wpływów“[53]. 17 grudnia sfinalizowano zakup akcji wileńskiego „Słowa Polskiego“[54]. Oprócz tego, pieniądze przeznaczane były do dyspozycji wojewodów w celu prowadzenia w podległych im okręgach akcji wyborczej. 4 stycznia 1928 wojewoda poleski szacował koszty „akcji dywersyjnej“ wśród Białorusinów i Ukraińców na 35 000[55]. Rzecz jasna, „Diariusz“ Świtalskiego nie daje pełnego obrazu poparcia finansowego rządu dla akcji wyborczej piłsudczyków.

   Niemniej jednak, wyniku wyborczego BBWR nie można tłumaczyć jedynie „cudami nad urną“ na Kresach i finansowym wsparciem z funduszu dyspozycyjnego premiera. Efekty przynosiła przede wszystkim taktyka rządu. Sejm był systematycznie kompromitowany, udowodniono po wielekroć jego bezsiłę, szeroko głoszono argumenty o jego warcholstwie, o braku odpowiedzialności posłów za państwo. Rząd jawił się jako symbol stabilizacji w porównaniu z rozdyskutowanym i nieproduktywnym parlamentem. Poprawa koniunktury gospodarczej, której pierwsze przejawy pojawiły się przed majem 1926 mogła być i była w tym kontekście bardzo wyraźnie wykorzystywana przez propagandę rządową.

   Marzec 1928 roku był zwieńczeniem jednego etapu i początkiem kolejnego. Czy Piłsudski miał już wówczas jasno zarysowany plan działania? Czy przewidywał wydarzenia, jakie nastąpiły jesienią 1930 roku? Czy żywił jeszcze złudzenia co do możliwości porozumienia z parlamentem? Odpowiedzi na te pytania przynieść miał okres 1928-1930.

   Marszałek do tej pory prawa otwarcie nie łamał, ale kreatywnie je wykorzystywał, „grał na pograniczu“. Zaczynająca się kadencja Sejmu przynieść miała eskalację konfliktu, kiedy to dotychczasowe formy działania zostały uzupełnione nowymi.

4.    „Bartlowanie“ i „Świtalszczyzna“ – od rzekomej woli porozumienia do groźby jawnej konfrontacji (marzec 1928-grudzień 1929)

   6 marca 1928 roku Józef Piłsudski spotkał się ze swymi najbliższymi współpracownikami: Walerym Sławkiem, Kazimierzem Świtalskim i Kazimierzem Bartlem. Komentując wyniki wyborów do Sejmu stwierdził, że zwiększą jego pracę, gdyż „Według mego poprzedniego założenia chodziło mi o to, aby mieć pewną grupę posłów umiejących zahamować życie Sejmu. Plan ten okazał się – przy wyłonieniu się innych zagadnień i zadań – nie bardzo teraz wystarczającym“[56]. Piłsudski zatem, w obliczu pojawienia się nowych problemów, których nie precyzował – zapewne wynikających z kwestii prowadzenia polityki zagranicznej, być może też związanych z relatywnym wzrostem siły lewicy – musiał iść ku nowym rozwiązaniom. Wynikało to również z faktu, że BBWR, jako największa siła polityczna w parlamencie, nie mógł pozwolić sobie na bycie jedynie czynnikiem destrukcyjnym, tak jak to wcześniej zakładał Piłsudski. Istotna dla zrozumienia motywów, jakie kierowały Komendantem jest jego kolejna uwaga: „Sejm nie powinien nastawać na to, by załatwiać miał drobne sprawy, gdyż wtedy nie będzie mógł być wytworzony „modus vivendi” między władzą wykonawczą a ustawodawczą. Sejm ma załatwić naprawę konstytucji, co może być robione w tempie powolniejszym. W tej sprawie rząd nie wystąpi z inicjatywą, bo ten Sejm ma charakter konstytuanty i musi on sam być inicjatorem zmian ustawy konstytucyjnej”[57].

   Parlament, który miał być według pierwotnych założeń paraliżowany przez posłów rządowych miał teraz szukać „modus vivendi“ z władzą wykonawczą oraz być konstytuantą. Taka zmiana taktyki wynikać mogła przede wszystkim z obaw o autorytet obozu, dysponującego wszak najsilniejszym klubem parlamentarnym. Ponadto, możliwość konfrontacji z lewicą wymagała czasu, który dać mogło demonstrowanie woli porozumienia. Czy jednak chęć zawarcia kompromisu była czymś więcej niż zabiegiem taktycznym?

   Marszałek na tej samej konferencji postulował zmianę metody pracy Sejmu. Chciał zmienić regulamin sejmowy i wprowadzenia możliwości ingerencji rządu w pracę Sejmu polegającej na tym, że ten miałby prawo zmieniać porządek dzienny. Ponadto, uważał za konieczne uchwalenie pełnomocnictw dla gabinetu[58]. Tak więc, choć miał być wypracowany jakiś kompromis, sanacja powinna uzyskać „pakiet kontrolny“.

   13 marca Piłsudski spotkał się z wyróżniającymi się osobistymi walorami parlamentarzystami BBWR. Mówił wówczas nowo wybranym posłom i senatorom że „nie ma zasadniczych zastrzeżeń co do ustrojów parlamentarnych. Parlamentaryzm jednak w pewnych krajach przybrał chorobliwe cechy. (...) Są i w Polsce tendencje do systemu monopartyjnego (...) Ten system rządzenia Komendant odrzuca. Mimo namów z rozlicznych stron nie oktrojował jakiegoś nowego ustroju. Idzie na próbę, by w ramach obecnego ustroju stworzyć nową, bardziej sensowną konstrukcję rządzenia. Trzeba to sobie powiedzieć i przyjąć to jako fakty, że ani w Anglii, ani w Stanach Zjednoczonych parlamentaryzm nie jest tam chory. W Anglii są rządy tej partii, która zdobyła w wyborach większość z dużą dozą tolerowania tego stronnictwa, które pozostało w mniejszości. (...) Sprawą najbardziej zasadniczą w ustroju państwa jest stosunek trzech czynników: prezydent, rząd, parlament. Komendant odczuwa wstyd, gdy w roli premiera kontrasygnuje pewne zarządzenia prezydenta. Opieka nad człowiekiem sprawującym ten urząd idzie aż tak daleko, że jest on uzależniony od rządu nawet przy nominowaniu funkcjonariuszy swej kancelarii. (...) Natomiast poseł jest niezwykle uprzywilejowany. Konstytucja wprawdzie mówi, że tylko Sejm jako całość ma znaczenie, a nie poseł jako jednostka, ale praktyka poszła przeciwnie, niezgodnie z postanowieniami konstytucji. Być może, że choroba parlamentaryzmu jest głębsza”[59]. Marszałek deklarował wolę współpracy z parlamentem i aprobatę dla systemu parlamentarnego. Nie zgadzał się jednak na zbyt wielkie kompetencje organu przedstawicielskiego. Należy jednak pamiętać, że słowa swoje kierował nie do najbardziej zaufanych współpracowników, ale do nowo wybranych parlamentarzystów, którzy do niedawna nie byli bynajmniej piłsudczykami. Nie mógł więc być wobec nich całkowicie szczery. Kilka dni wcześniej mówił Sławkowi, Świtalskiemu i Bartlowi, że miał zamiar hamować pracę Sejmu, teraz zaś, w szerszym gronie, krytykował metodę pracy Sejmu, która dawała możliwość „kilku posłom zatrzymać lub zahamowywać pracę całego ciała, lub zgłaszać do projektów ustaw rozliczne poprawki, które trzeba przegłosowywać potem. Taki system pracy musi kompromitować Sejm“. Rzecz jasna, Piłsudski chciał sprawnego Sejmu, pod jednym wszakże warunkiem – jeśli ten Sejm będzie reprezentował przyjętą przez niego linę polityczną, innymi słowy – będzie reprezentował polską rację stanu. Parlament powinien posiadać autorytet w społeczeństwie, ale tylko wówczas, jeśli będzie służył państwu. Jak dowiodły ostatnie lata, Piłsudski bynajmniej nie miał nic przeciwko temu, aby Sejm był skompromitowany.

   Zbliżało się tymczasem pierwsze posiedzenie izby niższej. Sprawą, która absorbowała Piłsudskiego i jego współpracowników w tym czasie był wybór marszałka Sejmu. 15 marca było już postanowione, że kandydatem BBWR będzie Kazimierz Bartel. Piłsudski, na zakomunikowaną mu przez Świtalskiego i Sławka wiadomość, że PPS wysunie jako kontrkandydata Daszyńskiego stwierdził „że każdy marszałek Sejmu nie wysunięty przez najliczniejszy klub BBWR, „wyleci““ i że nie będzie „z nim utrzymywać kontaktów i pójdzie od razu z nim otwartej wojny“. Bartel miał być jako marszałek Sejmu tym czynnikiem, który miał ułatwić, według określenia Piłsudskiego użytego podczas omawianej narady, „pierdolenie się z Sejmem“[60].

   24 marca Piłsudski, znowu w ścisłym gronie (Sławek, Świtalski, Bartel), rozważał kwestie wyboru marszałka Sejmu. Odrzucił propozycję zadeklarowania przed głosowaniem, że wybór Daszyńskiego będzie oznaczał „casus belli“, uważając, że „milczenie oficjalnych czynników może wzbudzić większe zaniepokojenie i obawy na temat zaostrzenia się stosunków między rządem a nowo wybranym Sejmem“ oraz decydując o tym, że „będzie musiał zaraz na pierwszym posiedzeniu sejmowym silnie wystąpić“[61]. W ciągu następnych dni doprecyzowano plan działania. Marszałek-senior Jakub Bojko miał oświadczyć, że „nie ma pełnych praw przysługujących marszałkowi Sejmu“ i „powiedzieć, że nie poczuwa się w sprawie bronienia eksterytorialności Sejmu“. Ludowiec miał wymusić na posłach mniejszości, aby podczas zaprzysiężenia formułę „Ślubuję“ wypowiedzieli w języku polskim, a w wypadku odmowy, uznać to za zrzeczenie się mandatu i usunąć krnąbrnych posłów z sali. W przypadku dalszych awantur miał zwrócić się o pomoc do rządu lub też oświadczyć, że w takich warunkach nie jest w stanie przewodniczyć posiedzeniu. Piłsudski sam miał otworzyć obrady, aby nie narażać Prezydenta na bycie świadkiem spodziewanych demonstracji. Zasadą miało być to, że do momentu wyboru przewodniczących izb to Piłsudski jako premier jest gospodarzem na salach obrad. Informacja ta miała stać się posłom znana. Jednocześnie gotów był awanturujących się posłów wyrzucać z sali i stosować taktykę „grubijańską“[62].

   Jednocześnie, kilka dni przed otwarciem obrad wezwał do siebie ministra spraw wewnętrznych gen. Składkowskiego, oświadczając mu, że osobiście odpowiada on „za porządek w Sejmie“. Na propozycję Składkowskiego, aby w wypadku awantur użyć straży marszałkowskiej Piłsudski „machnął ręką“. Oznaczało to przyzwolenie na użycie policji. 27 marca, w dniu otwarcia obrad, gdy Piłsudski wszedł na mównicę, rozległy się okrzyki „Precz z faszystowskim rządem Piłsudskiego”. Pomimo ostrzeżeń premiera, krzyczący posłowie zaczęli się jeszcze bardziej awanturować. Składkowski sprawnie przeprowadził akcję wyrzucenia awanturujących się posłów z Sali, przy okazji wyprowadzając kilku posłów-niekomunistów, którzy stanęli w obronie protestujących posłów komunistycznych[63].

   Całe zajście wywołało oburzenie opozycji i przyczyniło się do zwycięstwa Daszyńskiego w wyborach marszałka Sejmu. Być może Bartel zostałby wybrany, ale dążenie Piłsudskiego, aby odbyło się to niejako „na rozkaz“, połączone z awanturą przy otwieraniu obrad, wzmocniło kandydaturę Daszyńskiego[64].

   Jak się wydaje, Komendant pomylił się w swych rachubach. Liczył, że mocne wystąpienie w dniu otwarcia obrad, skłoni wahających się jak głosować posłów do zaaprobowania kandydatury Bartla. Stało się inaczej. Sejm pokazał, że jest skłonny do walki o swoją pozycję w państwie i nie da się zastraszyć. Oznaczać to mogło dalszą konfrontację. Na razie jednak zapanowała chwilowa stabilizacja. Wynikało to przede wszystkim z potrzeby w miarę spokojnych prac nad budżetem[65].

   18 kwietnia Piłsudski miał lekki atak apoplektyczny, na skutek którego kilka dni przebywał w szpitalu[66]. Marszałek zawsze był człowiekiem słabego zdrowia, a prawie dwuletnie kierowanie pracami gabinetu wyczerpywało go. Jak się wydaje z tych powodów podał swój rząd do dymisji. Ale zapewne były też inne przyczyny. 25 czerwca 1928 r. odbyła się na Zamku Rada Gabinetowa. Jak wspominał Składkowski: „Komendant poprosił o głos, po czym złożył, jako szef gabinetu, dymisję na ręce Pana Prezydenta w imieniu wszystkich obecnych ministrów. Sprawiedliwość wymaga zaznaczyć, że nikt z nas, ministrów, nie wiedział zupełnie o zamiarze Pana Marszałka podania się do dymisji, ale, oczywiście, milczeliśmy z godnością. Jako motywy dymisji podał Pan Marszałek swoje zdrowie, nie pozwalające mu zajmować się jednocześnie całokształtem spraw rządu i przygotowywaniem obrony państwa. Znacznie ważniejszą jednak przyczyną dymisji Komendanta, jako szefa rządu, jest obecna konstytucja polska i związany z nią tryb i zasięg pracy prezesa Rady Ministrów. Zdaniem Komendanta – szef gabinetu ministrów, w myśl naszych tradycyj, musi pracować ze wszystkimi i często ma pracę podrzucaną przez innych ministrów (...). Ten stały nacisk najważniejszych spraw na szefa rządu, który przecież jest osobą przejściową, pochodzi ze zbyt małych prerogatyw Pana Prezydenta Rzeczypospolitej, będącego czynnikiem stałym w życiu państwa. (...) System poprawy idzie naprzód, zdaniem Komendanta, ale nie dosyć szybko i radykalnie. (...) Ostatnim motywem podania się Komendanta do dymisji jest Sejm, jego praca i zachowanie się oraz stosunek rządu i premiera do Sejmu. „Nie jestem w stanie...[67] się długo i znosić szubrawstwa sejmowe, to dla mnie fizycznie niemożliwa rzecz.“ Cieszy się, że był chory w czasie uchwalania budżetu przez Sejm, inaczej „gnaty byłyby połamane“... Musi być szef gabinetu, który łatwiej się... (...) Składkowski też ... się, a nie bił po mordzie (...) Tu musi być człowiek na premiera, który będzie, zdaniem Komendanta, bardziej kompromisowy. „Ja staję, gdy jest burza, bo znam się na tym, ale na drobne rzeczy“ (...) Jeżeli przyjdą rzecz poważniejsze w życiu Państwa, Komendant zawsze służy swą osobą Panu Prezydentowi. Obecnie jednak podaje swój gabinet do dymisji. Gdy Pan Prezydent zechce wezwać kogo innego na szefa rządu, to zawsze znajdzie Komendanta do pracy w wojsku i Generalnym Inspektoracie. Za kilka miesięcy, jeżeli zajdzie potrzeba, Komendant gotów jest znów stawić się na wezwanie Pana Prezydenta, jako szef gabinetu. Wtedy znów trzeba będzie dobierać inny gabinet, „ale Składkowskiego nie wezmę, bo on się...“, dodaje Komendant. Po chwili milczenia patrząc na mnie, Pan Marszałek mówi: „Ja się zresztą namyślę, ale musi bić jak stupajka!“[68]

   27 czerwca powołany został IV rząd Kazimierza Bartla[69]. Kilka dni wcześniej Sejm uchwalił budżet. Piłsudski chciał, aby Senat nie wprowadzał do niego poprawek, co pozwoliłoby uniknąć ponownego głosowania ustawy w Sejmie. Sytuacja była jednak tylko na pozór stabilna. 30 czerwca Marszałek udzielił wywiadu redaktorowi „Głosu Prawdy“ Wojciechowi Stpiczyńskiemu. Mówił w nim, argumentując swą decyzję o podaniu się do dymisji: "Gdy Sejm obecny rozpoczął pracę według metody sejmów poprzednich, musiałem dokonać wyboru: zaniechać wszelkiej współpracy z Sejmem i stanąć do dyspozycji Pana Prezydenta, aby oktrojować nowe prawa w Polsce, albo ustąpić ze stanowiska szefa gabinetu polskiego, który musi z Sejmem współpracować. Wybrałem to drugie i dlatego przestałem być szefem gabinetu". Określił również Sejm Ustawodawczy, z którym musiał współpracować jako Naczelnik Państwa mianem "sejmu ladacznic" a posłów poprzedniej kadencji Sejmu "robactwem". Stwierdzał, że „Każdy z posłów ma prawo wrzeszczeć, krzyczeć, ma prawo rzucać obelgi, ma prawo oszczercze pisać interpelacje, dotykające honoru innych, ma prawo i przywileje zachowywać się jak świnia i łajdak, natomiast ci, co tak ciężko pracują, jak to jest z ministrami, pobierając za szaloną pracę jakieś głupie grosze, muszą zewnętrznie udawać nadzwyczajny dla tej sali szacunek“. Parlamentarzystów określił też mianem „publicznych szmat“[70].

 

Bartel przed Sejmem

Premier Kazimierz Bartel przed Sejmem

 

   Wywiad miał za zadanie wybadać w jakim stopniu opozycja jest zdecydowana na walkę z rządem. Przede wszystkim jednak, jak stwierdzał sam Marszałek na konferencji z najbliższymi współpracownikami chodziło o to, aby posłów „nastraszyć groźbą pójścia na „octroi““[71].     Istotnie, stronnictwa lewicy wydały pełne oburzenia oświadczenia, ale nie decydowały się jeszcze na otwartą konfrontację[72]. Wkrótce zaś Piłsudski podjął ofensywę na kolejnym odcinku. Na wspomnianej konferencji, według relacji Świtalskiego, Komendant nie chciał w sprawie konstytucji „w tej chwili decydować, co będzie można w tym zagadnieniu osiągnąć. Jest to zależne od pierwszych rozgrywek, od skonstatowania, jakim jest rozkład sił, i dopiero wtedy będzie czas na podejmowanie decyzji. (...) Propagandowo można stawiać zagadnienie zmian konstytucyjnych na szerokiej płaszczyźnie“[73]. Pod koniec października klub BBWR zgłosił do laski marszałkowskiej wniosek o przystąpienie do prac nad rewizją konstytucji[74]. Został on przegłosowany 22 stycznia 1929 r., a 6 lutego Bezpartyjny Blok zgłosił projekt zmian w ustawie zasadniczej. Był on owiany tajemnicą, co wynikało z chęci uniknięcia możliwych przy jego wcześniejszym ogłoszeniu sporów między politykami BBWR (na możliwość takowych wskazywały szerokie rozbieżności wobec zasadniczych koncepcji ustrojowych wśród czołowych polityków i ideologów piłsudczykowskich).  Członkowie klubu poznali treść projektu godzinę przed rozpoczęciem obrad Sejmu, prezydium klubu i Komisji Konstytucyjnej dzień wcześniej[75].

   Projekt wzmacniał uprawnienia prezydenta, który miał być wybierany w głosowaniu powszechnym na 7 lat spośród dwóch kandydatów – jednego proponowanego przez Zgromadzenie Narodowe, drugiego wskazywanego przez ustępującego prezydenta. Głowa państwa posiadać miała możliwość weta zawieszającego, niektóre jego akty prawne miały nie wymagać kontrasygnaty, prezydent miał też mianować 50 senatorów. Parlament utrzymywał, ograniczone co prawda, prawo pociągania rządu do odpowiedzialności. Jednocześnie rząd stawał się odpowiedzialny przed prezydentem. Senat miał być zwiększony do liczby 150 senatorów[76].

   Debata na plenum Sejmu odbyła się 22 i 27 lutego oraz 1 i 4 marca. Izba dopuściła co prawda projekt do dalszych prac w Komisji Konstytucyjnej, ale utrąciła propozycję Sławka, aby prace te toczyły się po zakończeniu sesji wiosennej[77].

   Istotne procesy zachodziły na lewicy. W kwietniu PSL-Wyzwolenie, a w maju 1928 r. Stronnictwo Chłopskie ogłosiły przejście do opozycji. Początek prac nad rewizją konstytucji zapoczątkował ścisłe współdziałanie trzech partii lewicowych. 14 listopada 1928 PPS, „Wyzwolenie“ i SCh utworzyły Komisję Porozumiewawczą Stronnictw Lewicowych dla Obrony Republiki Demokratycznej. Podobne sytuacja przedstawiała się na centroprawicy, gdzie ożywieniu uległa współpracy Narodowej Partii Robotniczej i chadecji.

   W tym samym czasie doszło do secesji wewnątrz PPS. Partia, która, choć formalnie znajdowała się w opozycji, posiadała w swych szeregach wielu działaczy sympatyzujących z Piłsudskim[78]. Daszyński po wyborze na stanowisko marszałka Sejmu długo jeszcze liczył na możliwość porozumienia z sanacją. Szczególnie silne były sympatie prosanacyjne w warszawskiej organizacji PPS. Kierowana przez Rajmunda Jaworowskiego, zdecydowanego piłsudczyka, wzbudzała coraz większe obiekcje socjalistów, prących do bardziej konfrontacyjnego kursu wobec sanacji. Usunięcie zwolenników Jaworowskiego, XXXI Kongres PPS w Dąbrowie Górniczej w listopadzie 1928 roku, wreszcie utworzenie PPS-dawnej Frakcji Rewolucyjnej, oznaczało dla partii ubytek wielu znaczących działaczy, ale jednocześnie umożliwiało zajęcie bardziej jednoznacznie antypiłsudczykowskiego stanowiska. Miało to swoje znaczenie w obliczu nadchodzących wydarzeń, znanych pod nazwą „afery Czechowicza”.

   Pełnienie funkcji szefa rządu przez Kazimierza Bartla oznaczało przyjęcie przez obóz liberalnego wobec opozycji kursu. Istotnie, od lata 1928 roku konflikty wyraźnie osłabły. Ponownie zaczęły przybierać na sile pod koniec roku. Podczas debaty budżetowej demonstracyjnie skreślono, wzorując się na zachowaniach parlamentarzystów francuskich, fundusz dyspozycyjny ministra spraw wewnętrznych. Obniżono też o 2 miliony fundusz dyspozycyjny ministra spraw wojskowych. Sanacja wykorzystała tę sprawę propagandowo, ogłaszając publiczną zbiórkę skreślonych z funduszu Piłsudskiego pieniędzy. Ostatecznie budżet został uchwalony, o czym przesądziły głosy lewicy, która nie chciała obalać rządu Bartla, licząc, że łatwiej będzie się porozumieć z nim, niż z pułkownikami, którzy zapewne objęliby ster rządu po odwołaniu dotychczasowego premiera.

   Podobnie rzecz się miała przy próbie odwołania z funkcji ministra sprawiedliwości Stanisława Cara, podjętej w styczniu 1929 r. Car, opierając się na rozporządzeniu prezydenta o ustroju sądów powszechnych, przeprowadził czystkę w sądownictwie, usuwając zeń przeciwników sanacji, przede wszystkim prawników sympatyzujących z ruchem narodowym. Podczas głosowania lewica, oraz, co jeszcze bardziej istotne, „Piast“, wstrzymały się od głosu. Równie znamienny był brak podczas głosowania 38 posłów BBWR. Świadczyło to o narastającym konflikcie między Bartlem a pułkownikami, niezadowolonymi z jego polityki[79].

   23 kwietnia 1928 r. Klub ZLN zgłosił wniosek o natychmiastowe przedłożenie przez rząd Sejmowi projektu ustawy o kredytach dodatkowych, za rok budżetowy 1927/1928. Wniosek, rozpatrzony w listopadzie, zgodnie z procedurami skierowany został do komisji budżetowej, na której posiedzeniu premier Bartel zobowiązał się wnieść projekt w jak najszybszym czasie. 5 grudnia wniosek endecji stanął na plenarnym posiedzeniu Sejmu. Izba przyjęła do wiadomości oświadczenia szefa rządu, które głosiło, że rząd „zgodnie z postanowieniami konstytucji i ustawy skarbowej przedstawi sejmowi, niezależnie od zamknięć rachunkowych, kredyty dodatkowe za rok budżetowy 1927/1928 do ustawowego zatwierdzenia“. Wymijająca taktyka wynikała rzecz jasna z powodu istnienia w przekroczeniach budżetowych kłopotliwej kwoty 8 mln, która wielokrotnie zwiększała fundusz dyspozycyjny premiera i z której użycia trudno się było wytłumaczyć.

   Rząd jednak swej obietnicy nie spełniał. 12 lutego kluby ZPPS, „Wyzwolenia“ i SCh zgłosiły wniosek o postawienie ministra skarbu Gabriela Czechowicza w stan oskarżenia przed Trybunałem Stanu. Postulat klubów lewicy dwa tygodnie później stanął na plenum Sejmu i skierowany został do komisji budżetowej[80].

   8 marca odbyło się przesłuchanie przed komisją ministra skarbu, który tego dnia ostatecznie podał się do dymisji. 14 marca komisja ukończyła prace, stwierdzając że rząd dokonał przekroczeń na sumę ponad 566 mln złotych. Ustalono również, co było bardziej istotne, że Czechowicz „bez wszelkiej podstawy prawnej i niezgodnie z ustawą skarbową, a nawet bez uchwały Rady Ministrów, otworzył do dyspozycji prezesa Rady Ministrów na cele, co do których Najwyższa Izba Kontroli wyjaśnienia i uzasadnienia w aktach nie znalazła“ kredyt  w wysokości 8 mln, co później zostało zaakceptowane przez Radę Ministrów[81].  Było to uderzenie bezpośrednio w Piłsudskiego. Opozycja wkraczała na drogę otwartej konfrontacji. Atakowała bowiem nie tylko w osobę, której do tej pory starała się nie eksponować w swych atakach na rząd. Trafiała również w najbardziej czuły punkt obozu – w hasła sanacji, walki z nadużyciami władzy. Zarzucała piłsudczykom, że stosują metody, które oni sami potępiali i pod hasłem walki z którymi zdobyli i umacniali władzę.

   Komisja uchwaliła wniosek, aby Sejm pociągnął Czechowicza do odpowiedzialności konstytucyjnej. 20 marca rozpatrywano wniosek komisji, który przedstawiał poseł Herman Lieberman. Został on przegłosowany po burzliwej debacie, w czasie której posłowie BBWR nie cofali się przed publicznymi insynuacjami[82]. 5 kwietnia zaprzysiężono członków Trybunału Stanu.

   Dwa dni później ofensywę podjął osobiście Piłsudski, ogłaszając bulwersujący opinię wywiad pt. „Dno oka czyli wrażenia człowieka chorego z sesji budżetowej w Sejmie“. Marszałek wziął pełną odpowiedzialność za przekroczenia budżetowe, uznając za podłość atakowanie Czechowicza a nie jego. Argumentacja taka miała sugerować tchórzostwo Sejmu, który obawia się konfrontacji z Komendantem. W dalszej części tekstu nazywał posłów „zafajdanymi istotami“ by w końcu stwierdzić „Jeżeli, czego bym zresztą w tym wypadku życzył, miałbym być prezesem gabinetu, to oświadczam publicznie, że Trybunał Stanu nie ośmieli mi się zebrać ani razu, gdyż takiej równi z fajdanami ja sobie nie życzę“[83].

   Kolejnym krokiem było, po uprzedniej dymisji rządu Bartla, powołanie na urząd premiera Kazimierza Świtalskiego. Nowy szef rządu, dotychczasowy minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego, był jednym z najbliższych współpracowników Komendanta i wespół ze Sławkiem przewodził grupie pułkowników. Toteż stanięcie przez niego na czele gabinetu uznano za zapowiedź przyjęcia przez sanację konfrontacyjnego kursu[84]. Rząd ochrzczono rychło mianem rządu pułkowników. Istotnie, wyższymi oficerami byli w nim, oprócz samego premiera (majora rezerwy), Składkowski (sprawy wewnętrzne), Boerner (poczta), Matuszewski (skarb), Prystor (praca i opieka społeczna) oraz, rzecz jasna, Piłsudski. Istotne było również powołanie na stanowisko wiceministra spraw wewnętrznych pułkownika Bronisława Pierackiego, najmłodszego z pułkowników, słynącego z wyjątkowych talentów politycznych oraz jeszcze większej bezwzględności w dążeniu do celu.

   „Świtalszczyzna“, bo takiego określenia zaczęła używać opozycja, nie poszła jednak na ostrą konfrontację. Nie oznacza to bynajmniej, że atmosfera polityczna w kraju po wiosennych wydarzeniach uległa uspokojeniu. Zbliżała się rozprawa przed Trybunałem Stanu. Na jego czele stał Leon Supiński, minister sprawiedliwości w rządzie Moraczewskiego, doskonale znany Piłsudskiemu. Marszałek zamierzał wykorzystać go do realizacji swych celów. Jak wynika z zapisów Świtalskiego, Komendant początkowo chciał uniknąć rozpoczęcia rozprawy przed Trybunałem, co miało być realizacją groźby użytej w wywiadzie z 7 kwietnia[85]. Jednak już kilka tygodni później gotów był przed nim „wystąpić i to z bardzo ostrym atakiem“[86]. Co prawda jeszcze 3 maja premier przypuszczał, że Piłsudski, „grożąc skandalami“ chciał nie dopuścić do zebrania się Trybunału, niemniej jednak, w obliczu niemożności przeprowadzenia takiego manewru zdecydowany był na ostre wystąpienie. Zdaniem ówczesnego szefa rządu, Marszałek chciał mieć „pretekst do zrobienia aktu walki przeciw Sejmowi, jak również przeciwko ustawie o Trybunale Stanu, którą uważa za pozostałość anachroniczną z okresu suwerenności Sejmu“[87]. Piłsudski zatem parł do ofensywy politycznej, a nie mogąc przeprowadzić jej na bardziej dogodnym gruncie jak Trybunał Stanu, zamierzał wykorzystać ten organ do pognębienia Sejmu. Aby swój zamiar zrealizować, musiał wystąpić jako świadek oskarżenia, innymi słowy – wziąć na siebie odpowiedzialność za sprawę Czechowicza. Świadomy bowiem własnego autorytetu mógł się spodziewać, że osłoni nim swój obóz polityczny w kompromitującej dla sanacji sprawie, jak również wesprze nim atak na Sejm i „przeżytki niezależności sejmowej“.

   11 maja Piłsudski spotkał się z Supińskim. Zapowiedział mu, że weźmie na siebie pełną odpowiedzialność na sprawę  i że na rozprawie „będzie używał słów drastycznych, nie obrazi się jednak za to, że Supiński ze stanowiska formalnego będzie go przywoływał do porządku“. Słuszna jest konstatacja Świtalskiego, że „Komendantowi chodzi o polityczne pognębienie Sejmu, po drugie o to, ażeby uczynić jako clou rozprawy to, że nie Czechowicz, a Komendant jest odpowiedzialny“[88].

   26 czerwca rozpoczęło się rozprawa. Piłsudski ostatecznie nie występował jako strona, ale jako osoba wygłaszająca oświadczenie. Przemówienie było brutalne, utrzymane w stylu jego wywiadu z 7 kwietnia. Komendant na początku obszernie i barwnie skrytykował ustawę o Trybunale Stanu: „Wczoraj akurat byłem w sytuacji zupełnie trudnej dla siebie, albowiem byłem zniechęcony do wszystkiego i dlatego w tym, że tak powiem, złym humorze, zabrałem się do przeczytania ustaw o Trybunale. I wyznam Panom, że gdy przeczytałem art. 1 ustawy, to wybuchnąłem śmiechem, albowiem konstrukcja tego artykułu, na który powołuje się oskarżenie, jest tak oryginalnie zabawna i tak oryginalnie koncypowana, że wyznam, iż nie śmiać się nie można. Ja ją przeczytam tak, jak sam przeczytałem: „Minister odpowiada konstytucyjnie przed Trybunałem Stanu za działania i zaniechania, wynikłe z winy umyślnej lub nieumyślnej, którymi w zakresie swego urzędowania lub też ogólnego kierunku działalności i polityki rządu naruszył konstytucję Rzeczypospolitej lub inną ustawę, naraził Państwo na niebezpieczeństwo, lub interesom państwa oczywistą i znaczną wyrządził szkodę. Na tych samych zasadach Minister odpowiada za działania lub zaniechania Prezydenta Rzeczypospolitej albo zastępującego go Marszałka Sejmu, a nadto we właściwym sobie zakresie urzędowania za działania i zaniechania podległych organów, a w polityce ogólnego kierunku działalności i polityki Rządu także za działania i zaniechania Rady Ministrów oraz innych Ministrów, jeżeli owych działań lub zaniechań stał się bezpośrednio winny lub dopuścił do nich z winy umyślnej lub nieumyślnej”. Jeżeli Panowie przejrzą to bogactwo określeń i bogactwo pojęć, rzuconych do tej ustawy, jeżeli Panowie zechcą porównać to z ubóstwem tych pojęć w Konstytucji, związanych z działalnością Ministrów, to znajdziecie, że w działalności Ministrów w Konstytucji nie ma tych pojęć, które tutaj są zawarte i że one wszystkie są ogólnikowe. Rzecz tak literacko napisana, że dwa słowa muszą stać obok siebie, np. „ogólny kierunek działalności”, co jest użyte w Konstytucji, obok zaś stoi, dla zaciemnienia sprawy „polityka”, co jest rzeczą bardzo względną. Każdy mówi o polityce i każdy inaczej mówi. Jeżeli Panowie weźmiecie, że minister nieznaczne szkody Państwu czynić może, a tylko znacznych czynić nie może, pojęcie bardzo ogólnikowe i nic nieznaczące. Jeżeli zestawicie wszystkie urzędy, które tu są wymienione – to ja się zastanawiałem ciągle nad panem Czechowiczem, który jest oskarżony, czego ten nieszczęśliwy człowiek zaniechał: „Organy” z Marszałkiem Sejmu - „znaczne szkody” z „Prezydentem Rzeczypospolitej”? Wszystko jakieś tak skoncypowane rzeczy, że one podstawy myślowo – prawnej dać nie mogą. A czegóż ten pan Czechowicz zaniechał ? W akcie oskarżenia zaniechał Sejmu. Ale sama ustawa o Sejmie nie mówi, zatem pozwala na zaniechanie Sejmu. Ja też, jako szef gabinetu, to czyniłem stale. Nie ma za co mnie ganić, należy chwalić. Jest ta ustawa partactwem pracy, można w niej znaleźć wszystko, ale nie można znaleźć sensu. Podobne to jest raczej do dziennikarskiego artykułu, niż do prawnych koncepcji. Ja rozumiem, proszę Panów, ze Panowie jako Trybunał Stanu z tego powodu macie dość ciężkiej pracy, by wybrnąć z nonsensu, zrobionego bez Was, bo rzucono Wam ten nonsens do zgryzienia i zrobiono z Was tak, jak gdyby prawdę prawną w bezprawiu pojęć, które są tutaj rzucone. To jest rzecz trudna. Dlatego też, mówiąc o Trybunale Stanu, zwracam się od razu do Was, żebyście umieli potrafić z rzeczy śmiesznej robić rzecz nieśmieszną, gdyż ustawa o Trybunale Stanu jest śmieszna. Nie mogę Panom nie powiedzieć mego zdania, że pod tym względem Trybunał Stanu i jego ustawa jest zbudowana tak, jak gdyby stała a part od konstytucji, z konstytucją nie wiąże ją dużo, a natomiast jest tak rzucona na bok, jak gdyby nie mogła stanowić jakiegokolwiek obowiązku dla kogokolwiek. Proszę Panów, muszę natomiast ze smutkiem powiedzieć, że dzielicie pod tym względem los całej Polski. Jeżeli taka partacka robota, związana z Trybunałem Stanu i z jego ustawą należy do rekordów śmieszności i głupoty, to, niestety, cała konstytucja jest zrobiona w ten sposób, że jedne działy przeczą innym, paragrafy przeczą paragrafom i nawet części paragrafów przeczą ich reszcie. Wygląda to niekiedy, proszę Panów, tak, że konstytucja zbudowana była w ten sposób, ażeby każdy mógł sobie znaleźć wszystko, co chce w tej nieporządnej prawdzie konstytucji.

Ja, proszę Panów, znany jestem z tego, że zdecydowałem się pracować i rządzić, występując przeciwko tym bezeceństwom Sejmu, który brał na siebie ustawicznie nie co innego, jak suwerenność w pracach państwowych, kiedy suwerenem jedynym jest Prezydent Rzeczypospolitej. Ja występowałem przeciwko Sejmowi i ani razu nie naruszyłem konstytucji, albowiem we wszystkich pracach swoich znajdowałem paragrafy, jakiekolwiek chcieć, ażeby zaniechać Sejmu. Są suknie od stanu i do stanu i są trybunały od stanu i do stanu. Szanowni Panowie, wy macie nieszczęście być Trybunałem od stanu, który stanu nie ma. Niestety, Polska odziana jest w szatę konstytucyjną także od stanu, która jest budowana tak nonsensowo i tak sprzecznie, że niestety często to, co ludzie trzymają odkryte, tu jest zakryte, a to, co jest wstydliwie chowane, tu jest obnażone. Nie chcę wchodzić w historię naszej Konstytucji. W owym czasie byłem Naczelnikiem Państwa i Naczelnym Wodzem i wiem, co za panowie czynili tę Konstytucję, panowie, którzy zasługiwali na szubienicę raz po raz. Jedną z hańbiących prawd naszego życia jest nasz pierwszy Sejm i ten nonsens zrobiony historycznie, trwa dotąd, ubliża on Rzeczypospolitej i czyni hocki – klocki z Polski.“.

   Równie barwnie skomentował akt oskarżenia: „Ja przechodzę, proszę Panów, do aktu oskarżenia. Ten także czytałem dopiero wczoraj, albowiem, przyznam się, bzdurstwami Sejmu nie lubię się zajmować. Pierwsza rzecz, która mi się rzuciła w tej elukubracji, jest to pierwszy paragraf, który przyswaja sobie prawa nieboszczyka. Pierwszy bowiem paragraf dotyczy się ubiegłego Sejmu, który z chwilą, kiedy skończył swoje pełnomocnictwa personalne, skończył swoje prawa. I przyswajanie sobie praw nieboszczyka przez teraźniejszy Sejm jest, moim zdaniem, nonsensem. Jeżeli ci Panowie wolą być nieboszczykami, to dlaczego nie zastosować do nich praw, związanych z pierwszym Sejmem. Ja spokojnie ich powieszę i zastosuję prawa im należne. Ludzie, którzy zdradzali Państwo podczas wojny, ludzie, którzy nikczemne targowisko z Polski czynili, nie zasługują podczas wojny inaczej jak na śmierć, niechże nieboszczyków nie wołają. Natomiast proszę Panów, jeżeli ja wezmę wywód zrobiony w stosunku do pana Czechowicza o zaniechanie Sejmu, to zwrócić muszę uwagę nie na co innego, jak na to, że taka czy inna praca, związana z Sejmem, nie należała do zakresu działań pana Czechowicza.  Art. 56 Konstytucji stwierdza, że każdy minister w swoim zakresie ponosi odpowiedzialność. Prawda, że artykuł Trybunału Stanu robi ministra odpowiedzialnym i za Radę Ministrów, czyniąc go niejako wyższym od Rady Ministrów, a nie mówiąc o Szefie gabinetu. W każdym razie w zakresie pana Czechowicza nie był stosunek do Sejmu. Ten stosunek do Sejmu brałem ja sam na siebie i wyznam Panom, że dumny jestem ze swojej pracy i nie znajduję w sobie nie tylko winy, ale zasługę, żem przeciw Sejmowi szedł, żem Sejm ukrócił i sejmowładztwo usunął. Nie mam pod tym względem żadnego wstydu. Ale pan Czechowicz ma swój zakres pracy – zakres zaś pracy w stosunku do Sejmu jest jedynie mój. Ja jeden miałem odwagę w Państwie, żem spokojnie wziął na siebie zadanie, którego inni podejmować się nie śmieli, zadanie ukrócenia suwerenności Sejmu w stosunku do Prezydenta i w stosunku do Rządu. Nie mogę nie powiedzieć, że w systemie oskarżenia pana Czechowicza w tej mierze widzę chęć sfałszowania prawdy historycznej, zrobienia sobie wstydu, a mnie ubliżenia. Jest to próba mordu rytualnego, popełniona na człowieku, który odpowiada za nieswoje czyny. Ja nie mogę nie powiedzieć, że ten system jest niecny i nikczemny. Art. 56 czyni zakres działania, mówmy, jaki chcąc, byleby był to zakres działania. Ja zaś na siebie, w gabinecie, prowadzonym przeze mnie, brałem wszystko to, co odnosi się do Sejmu, na swoje barki. I wyznam, że to tym bardziej wygląda mi na mord rytualny, niecny i nikczemny, gdy chodzi o człowieka, który stale był pomiędzy nami wszystkimi najbardziej, że tak powiem, sejmowym człowiekiem. Nie chcę wchodzić w motywy pana Czechowicza, nie chcę wchodzić w jego pobudki, lecz on był najbardziej, jeżeli nie zgodny z Sejmem, gdyż to jest trudno, to był najbardziej, że tak powiem, zwracający uwagę na wszystkie rzeczy, związane z prawnym, według niego, stosunkiem do Sejmu. Zawsze we wszystkich wypadkach na wszystkie ustawy się powoływał, zawsze ich szukał, zwracał uwagę, ostrzegał mnie personalnie dziesiątki razy. Dlatego też mord rytualny, który oskarżyciele chcą zrobić na panu Czechowiczu, zdaniem moim, jest niecnym, nikczemnym i niskim. Ja zwrócę uwagę Panów przy tym, że akt oskarżenia, zawierający spis najrozmaitszych przekroczeń budżetowych, zwraca specjalnie uwagę na punkt, związany z 8 milionami w sumie, rzuconej na moją dyspozycję, jako szefa gabinetu! Dobrze sobie przypominam tę chwilę, gdym to uczynił, i pamiętam dobrze, że nie chciałem mieć za sobą nawet uchwały Rady Ministrów, chciałem wziąć to na siebie w całej pełni, nie chcąc nikogo z Rady Ministrów wciągać do odpowiedzialności, która mogłaby być cięższą, gdyby wybory wypadły inaczej, niż wypadły. Potwierdzam tu raz jeszcze nie co innego, jak stan w gabinecie, gdy ja przypominałem panom Ministrom o ich zobowiązaniach, wziętych w stosunku do mnie, że oni nie biorą na siebie pracy z Sejmem. Cała praca z Sejmem leżała na mnie. Ja rozmyślnie to silnie podkreślam.“ Oba obszerne ustępy przemówienia Piłsudskiego, atakując bezpośrednio prawo, atakowały również parlament.

   Marszałek przeszedł następnie do bezpośrednich ataków na posłów i parlamentaryzm. Konstatował, że posłowie „się pierdolą miesiącami, toż oni zatracają na tyle wszystkie pojęcia, że mogą zapomnieć nawet swoje nazwisko. To jest, proszę Panów, tłumaczenie mądrości całego aktu oskarżenia, całego komizmu pracy Waszej i całej przeklętej pracy Polski, która w tym komizmie sejmowym kręcić się dotąd niestety musi“. I dalej porównując się do oskarżycieli, na czele z Liebermanem: „Mówię nie dlatego, bym chciał kogokolwiek obrazić, gdyż nie mogę znaleźć tak śmiesznego paragrafu, jak paragraf o zaniechaniach, gdzie pojęć jest tyle do zaniechania, a tak mało w tym sensu istotnego, z czym Wy będziecie mieć do czynienia w tej tragedii sprzeczności sukni, w którą Polska jest ubrana, i w tej śmieszności sytuacji, która jednak na Was ciąży, że Rząd, prowadzony przez największego człowieka w Polsce, którego ręce nie śmierdzą tak, jak wasze (zwracając się w kierunku oskarżycieli), może być oskarżony i otworzyć sobą pierwsze posiedzenie Trybunału Stanu. Ten komizm historyczny ! - Moje ręce w Polsce zaczynały wiele rzeczy i dumny jestem, że zostawię w Polsce prace, które przejdą wieki – z tego rozpoczęcia pracy Trybunału Stanu dumny nie jestem tak, jak przypuszczam i Panowie. Natomiast komizm jest olbrzymi. Komizm ten zaś niczym innym wytłumaczony być nie może, jak tym nieszczęsnym zaciemnieniem umysłu sejmowego, które musi nastąpić w bardzo nieprzyzwoitej zabawie, trwającej miesiące.“[89]

   Słowa powyższe nie wymagają obszernych komentarzy. Komendant przypuścił atak na system i na konkretne persony ten system uosabiające. Sam stawiał się nie tyle w opozycji do nich, co raczej uznawał siebie za człowieka całkowicie innej klasy, z którym jego przeciwnicy nie mogą się równać.

   Po wygłoszeniu swej mowy Piłsudski salę opuścił. Lieberman zareagował na to słowami: „Przed chwilą padły z ust p. marszałka Piłsudskiego słowa zniewagi pod adresem Sejmu i osób oskarżycieli. Wobec tych zniewag jesteśmy bezbronni, jak nim jest Wysoki Trybunał. Odpieram zniewagi z całą stanowczością i oświadczam, że były one podyktowane nie uczuciem sprawiedliwości i nie zamiłowaniem do prawdy“[90].

   W jaki sposób oceniać postawę Piłsudskiego wobec sprawy Czechowicza? Marszałek początkowo był autentycznie, a nie tylko na użytek propagandy, wściekły z powodu postawy posłów i zamierzał nie dopuścić do rozprawy przed Trybunałem Stanu. Nie oznacza to bynajmniej, że już wtedy nie przemyśliwał o wykorzystaniu całej sprawy dla swych celów. Była to bowiem doskonała okazja do ataku na Sejm poprzez uderzenie w jedno z jego podstawowych uprawnień – możliwość pociągania do odpowiedzialności konstytucyjnej ministrów. Zebranie się Trybunału Stanu nie było pod względem propagandowym czynnikiem dla sanacji korzystnym, ale pozwalało na zdyskredytowanie zarówno jego jak i parlamentu. Tym większe znaczenie miał więc kompromisowy werdykt sędziów z 29 czerwca, w którym stwierdzano, że jedynie Sejm jest władny wydać merytoryczną oceną kredytów i dokonanych wydatków. Oznaczało to zawieszenie obrad Trybunału do czasu ogłoszenia odpowiedniej uchwały przez Sejm[91].

   Komendant zaczął w tym czasie zastanawiać się nad tym kiedy przystąpić do decydującej rozgrywki z parlamentem. Po naradzie 31 maja 1929 r. w składzie Piłsudski, Świtalski, Sławek premier odnosił wrażenie, że Marszałek idzie na próbę wyborów. Jesienią zamierzał zwołać Sejm w ostatnim terminie konstytucyjnym, czyli na koniec października i przedstawić jedynie skrót budżetu, a następnie odroczyć posiedzenie i uniemożliwić w ten sposób zebranie się Izby aż do połowy stycznia. W tym czasie należało poprzez postawienie sprawy konstytucji, doprowadzić do „momentów skandalicznych“, i nadać sprawie zmiany ustawy zasadniczej pierwszorzędne znaczenie, „ewentualnie przegrać w głosowaniu konstytucję i zrobić sobie z tego odskocznię dla wyborów“, bowiem szanse na zwycięstwo były w tej chwili raczej większe i „można by spróbować wygrać, to znaczy uzyskać większość w Sejmie“. Piłsudski zauważał, że „mimo głupiej opinii polskiej, która chciałaby zaraz albo rozpędzenia Sejmu, albo oktrojowania konstytucji, dotychczasowa polityka [...] w stosunku do Sejmu, streszczająca się w tym, że jest Sejm i nie ma tego Sejmu, że zasad konstytucyjnych się nie łamie, daje dla Polski duże plusy w stosunkach międzynarodowych“[92].

  Generalne założenia tej taktyki, oprócz rozpisania nowych wyborów, były jesienią 1929 r. realizowane. 1 lipca w ścisłym „pułkownikowskim“ gronie – Sławek, Świtalski, Prystor – Piłsudski mówił, najprawdopodobniej w kontekście sprawy Czechowicza, że „chodziło przede wszystkim o rozstrzygnięcie, czy należy w obecnym roku kalendarzowym decydować się na bardziej decydującą rozgrywkę, czy też można tę sprawę odroczyć“. Pułkownicy twierdzili, że fakt istnienia „rządu silnej ręki“ oznacza słabość obozu, który rzuca do gry swoją „ostatnią stawkę“. Oprócz tego, wskazywano na spadek popularności władzy na skutek afer. Piłsudski „nie był tak pesymistycznych zapatrywań, nie ma większego rozpędu ze strony lewicy“. Podobnie wyrażał się o sile endecji. W tej sytuacji projektował następującą taktykę: wyjście do opozycji z propozycją debaty konstytucyjnej, i w wypadku jej odrzucenia jak najmocniejsze zaakcentowanie, że sanacja na lekceważenie sprawy zmiany ustawy zasadniczej nie pozwoli. W tej sytuacji można pójść na rozwiązanie Sejmu. Oprócz tego, Komendant zalecał atakowanie immunitetu parlamentarnego, lekceważył natomiast wyraźnie możliwość ponownego postawienia na forum Sejmu sprawy Czechowicza. Projektował też konferencję przedstawicieli stronnictw sejmowych w sprawie budżetowej[93].

   Marszałek nie decydował się na przyjęcie ostrego kursu konfrontacyjnego z dość dziwnego na pozór powodu – słabości opozycji. Uważał najwidoczniej, że czynnik ten daje rządowi czas na jeszcze większe pognębienie Sejmu. Przy braku realnych prognoz na wzrost siły opozycji można było, jego zdaniem, wybrać najdogodniejszy moment na podjęcie politycznej ofensywy.

   Po zawieszeniu sprawy Czechowicza lato 1929 roku przebiegało w spokojniejszej atmosferze politycznej. Sprawy uległy komplikacji we wrześniu.

   4 września Świtalski przedstawił marszałkowi Sejmu propozycję debaty budżetowej przedstawicieli stronnictw[94]. Już 7 września kluby PPS, PSL-Wyzwolenie i SCh wydały wspólne oświadczenie, w którym stwierdzały „zupełną zgodność poglądów trzech stronnictw na bieżącą sytuację polityczną i na zadania, jakie stoją w przyszłości najbliższej przed polskim obozem demokratycznym“. „Piast“ uzależniał gotowość wzięcia udziału w konferencji od spełnienia warunku, że „godność Sejmu nie będzie na szwank narażona“. Klub Stronnictwa Narodowego zapowiedział Daszyńskiemu, że udziału w projektowanej konferencji nie weźmie[95]. 13 września Piłsudski komentując działania opozycji stwierdził, że „Cel, który sobie postawiliśmy, mianowicie wywiad, czy wszystkie stronnictwa polityczne, prócz BB, idą przeciwko rządowi, został dokonany i niepotrzebna jest nawet już konferencja“. Razem z premierem obawiali się, że Daszyński może chcieć wywołać wrażenie, że winę za niepowodzenie konferencji ponosi sanacja. Ponadto dostrzegano możliwość zwołania przez opozycję sesji nadzwyczajnej Sejmu, na co zamierzano zareagować sprawdzonym sposobem – odroczeniem. Oprócz tego Piłsudski dostrzegał konieczność przyspieszenia przez Sławka akcji konstytucyjnej[96].

   Opozycja coraz wyraźniej parła do konfrontacji. 13 września klub ZPPS podjął uchwałę o zgłoszeniu wniosku o wotum nieufności wobec rządu Świtalskiego. 14 września, w mieszkaniu prezesa SCh, Jana Dąbskiego spotkali się Niedziałkowski (PPS), Woźnicki („Wyzwolenie“), Dębski („Piast“), Chaciński (PSChD), Chądzyński (NPR). Uchwalono tekst pisma do marszałka Sejmu: „W odpowiedzi na zakomunikowaną przez p. marszałka Sejmu inicjatywę rządu, dotyczącą omówienia sposobu prowadzenia prac budżetowych, stronnictwa podpisane proszą p. marszałka Sejmu, aby zechciał przedstawić rządowi potrzebę przyspieszenia zwołania sesji sejmowej oraz omówił z rządem, imieniem Sejmu, wszystkie szczegół dotyczące usprawnienia prac budżetowych, zarówno ze strony Sejmu, jak i rządu. Stronnictwa stwierdzają, że po zamknięciu sesji sejmowej jedynym organem uprawnionym do reprezentowania Sejmu jest jego prezydium z marszałkiem na czele“[97]. Spotkanie to i wydanie tego komunikatu uważa się za początek Centrolewu.

   Sławek, realizując polecenia Piłsudskiego, wystosował do klubów parlamentarnych 20 września propozycję narady nad sprawami konstytucyjnymi. Opozycja propozycje te odrzuciła. 22 września Marszałek opublikował w „Głosie Prawdy“ artykuł pt. „Gasnącemu Światu“. Był on silnym uderzeniem w opozycję, Komendant bowiem ujawniał w nim fakt swej rozmowy z Daszyńskim (24 czerwca 1929 r.), w czasie której marszałek Sejmu proponował jako drogi wyjścia z kryzysu albo rozwiązanie Sejmu albo koalicję BBWR z PPS i „Wyzwoleniem“[98]. Podawać to miało w wątpliwość bezwzględnie opozycyjne nastawienie przywódcy socjalistów oraz jego przekonanie co do koncepcji Centrolewu. Oprócz tego Piłsudski, odnosząc się do sprawy konferencji budżetowej, mówił: „Jeżeli moja próba ustalenia możliwości dyskusji rzeczowej w jakimkolwiek przedmiocie spełza na niczym to znowu wyrasta prawda o fajdanis poslinis do śmiesznych i prawie nieprawdopodobnych rozmiarów.” I dalej atakując posłów opozycji: „Przecież niejeden z tych panów dochodzi w swojej ewolucji fajdanizmu do tego, że uważa siebie, tzw. poszczególnego posła, za Sejm Rzeczypospolitej i chce wymagać dla siebie personalnie wszystkich przywilejów, zastrzeżonych przez prawo Sejmowi”[99]. Tytuł artykułu, w powiązaniu z jego treścią, jasno wskazywał na to, co jest owym tytułowym „Gasnącym światem” – polski parlamentaryzm.

   O tym, że istotnie tak było świadczyło wydarzenie, które pod koniec października zbulwersowało opozycję. Na 31 października została zwołana zwyczajna sesja Sejmu. Przed rozpoczęciem obrad, do holu budynku parlamentu, weszła grupa oficerów uzbrojonych w broń przyboczną. Na interwencję straży marszałkowskiej odpowiedzieli, że czekają na przybycie Komendanta, który ma otworzyć w zastępstwie premiera Sejm. Daszyński w obliczu takiej sytuacji postanowił nie otwierać sesji sejmu, co więcej - poinformował o tym Prezydenta, wciągając go w całą sprawę. Doszło do starcia z przybyłym do Sejmu Piłsudskim, w czasie którego marszałek Sejmu odmówił ministrowi spraw wojskowych otwarcia obrad wobec zaistniałej sytuacji. Do porozumienia nie doszło zaś Daszyński na odchodne usłyszał z ust swego dawnego przyjaciela, iż jest „durniem”[100].

   Jaki był w istocie powód sprowadzenia oficerów do Sejmu? Nie wiedzieli tego dokładnie sami wojskowi[101]. Być może Piłsudski spodziewał się powtórzenia wydarzeń z 27 marca 1928 r., czyli awanturowania się posłów skrajnie niechętnych rządowi, co spowodowałoby wyprowadzenie ich nie przez policję, jak wcześniej, a przez oficerów. Komendant mógł też chcieć odroczyć Sejm zaraz po jego otwarciu, co wywołać mogłoby awanturę na sali sejmowej nie tylko ze strony komunistów i posłów mniejszości narodowych, ale też innych opozycjonistów. Wówczas do akcji mieliby wejść oficerowie. Trudno bowiem sądzić, że mieli oni jedynie przywitać i pożegnać Marszałka. 12 października 1929 r. Piłsudski informował Świtalskiego, że „ma zamiar uderzyć na początku sesji sejmowej w bazę rozumowania i przekonania całej opozycji: Wychodzi ona z założenia, że można dzisiaj likwidować obecny stan rządzenia“. Stwierdzał, że „nigdy nie dopuści do tego, ażeby Polska została rozdrapana przez partie, i że tego stanowiska będzie bronił wszystkimi środkami, choćby zrobieniem czterech Majów“[102]. Trudno uznać, że „uderzać w bazę rozumowania i przekonanie całej opozycji“ miała jedynie obecność oficerów w Sejmie. A nawet jeśliby tak miało być, nie byłby wówczas potrzebny drugi rzut, znajdujący się w pobliskim Szpitalu Ujazdowskim. Również fakt, że oficerami w parlamencie dowodził słynący z bezwzględnego uznania płk Kostek-Biernacki, a nad całością akcji czuwał płk Wieniawa-Długoszowski przemawia za tezą, że Komendant spodziewał się interwencji oficerów na sali obrad.

   Po rozmowie z Daszyńskim Piłsudski pojechał do Mościckiego. Prezydent, po rozmowie z nim poinformował marszałka Sejmu, że nie w może zająć stanowiska w konflikcie, ponieważ relacje Piłsudskiego i Daszyńskiego są sprzeczne. Marszałek Sejmu zwołał posiedzenie na 5 listopada. Mościcki jednak sesję Sejmu odroczył o 30 dni. 3 listopada Daszyński spotkał się z Prezydentem. Wcześniej Mościcki proponował spotkanie marszałka Sejmu z Piłsudskim w obecności głowy państwa, ale szef parlamentu odmówił. Rozmowa między formalnie dwiema najważniejszymi osobami w państwie nie przyniosła rezultatu[103].

   Wydarzenia te przyspieszyły formowanie się Centrolewu. 8 listopada powołana została Komisję Porozumiewawczą Stronnictw Ludowych. Ale piłsudczycy nie zamierzali pozostawać w defensywie, w jakiej na krótko znaleźli się na skutek postawy Daszyńskiego. Ich plan był jednak długofalowy. 28 listopada po potkaniu z Piłsudskim i Sławkiem Świtalski stwierdzał, że cele Marszałka są następujące: „Zasadniczo należy przyjąć, że ta sesja budżetowa jest ostatnią dla tego Sejmu. Chodzi więc tylko o czas, w którym miałaby być rozgrywka zrobiona. Metody, prowadzące do tej sprawy, mogą być następujące: Prowadzić dalej pertraktacje w sprawach zmiany konstytucji, przy czym można oświadczyć, że dla Komendanta sprawa ta jest tak ważna, że wiele gotów jest zrobić, o ile by ta rewizja miałaby być realnie dokonana. Tłumaczyć przedstawicielom innych stronnictw, że w tak krótkim czasie na pewno do realnych wyników się nie dojdzie i że oni sami, wskutek odmowy pójścia na konferencję proponowaną przez Sławka, odroczyli czas, i że wskutek tego byłoby najlepiej zająć się sprawami budżetowymi, a tymczasem pracować nad kompromisem konstytucyjnym, przy czym należy odciągać postawienie votum nieufności. Przeciw temu postawieniu votum nieufności walczyć można argumentem, że votum nieufności równa się rozwiązaniu Sejmu. Następna taktyka byłaby następująca – by w parlamentarny sposób rząd bronił się przeciw votum nieufności, wypowiadając mowy i przeciągając dyskusję przez otwieranie dyskusji nad każdym oświadczeniem rządowym. Im więcej zyska się czasu tym lepiej. Wolałby Komendant wystąpić dopiero osobiście do walki w marcu, przy czym pierwszą formą tej rzeczy byłoby długie przesilenie. Nie chcąc zadrażnić w tej chwili sytuacji, Komendant zrezygnował z zamierzonego przez siebie wypowiedzenia się w sprawie konstytucyjnej“[104].

   5 grudnia 1929 r. został formalnie zgłoszony wniosek o wotum nieufności dla rządu, który dzień później uzyskał większość w Sejmie. 7 grudnia Świtalski podał się do dymisji[105]. Nie udało się piłsudczykom przeciągać dyskusji nad wnioskiem, jak planowali, przede wszystkim na skutek prowadzenia obrad bezpośrednio przez Daszyńskiego.

   Upadek rządu Świtalskiego zamykał kolejny okres w konfrontacji z opozycją. Upadał bowiem rząd pułkowników, a kolejnym premierem został Kazimierz Bartel – zwolennik liberalnego kursu. Obawy opozycji, że rząd Świtalskiego będzie rządem silnej ręki nie sprawdziły się w tym sensie, że sanacja nie zdecydowała się na radykalną rozprawę po sprawie Czechowicza. Niemniej okres, kiedy 43-letni major rezerwy stał na czele Rady Ministrów obfitował w rozliczne konflikty. Było ich o wiele więcej niż przez większość urzędowania IV Gabinetu Bartla, miały też bardziej burzliwy przebieg.
Generalnie okres marzec 1928-grudzień 1929 był czasem z jednej strony – konsolidacji opozycji, z drugiej – przyjęcia przez rząd bardziej ostrych metod działania, nie tylko jeśli chodzi o czyny, ale również jeśli chodzi o słowa. Brutalizacja języka polityki, brutalizacja metod działania w polityce, stawała się coraz bardziej widoczna. Piłsudski w tym czasie coraz wyraźniej konkretyzował swoje plany. Umocnił się już bowiem wystarczająco w administracji, w wojsku, udawało mu się kompromitować Sejm poprzez ukazywanie jego bezsiły. Chociaż parlament nie zachowywał się tak bezwolnie, jak Sejm I kadencji po zamachu majowym, niemniej sprawne wykorzystywanie prawa, owa słynna „caryzacja”, pozwalały propagandzie sanacyjnej na wpajanie społeczeństwu przekonania, że parlament jest czynnikiem bezsilnym, że to rząd jest symbolem stabilności, któremu ciało ustawodawcze jedynie przeszkadza w sprawnym rządzeniu. Władza ustawodawcza miała nie posiadać żadnego programu pozytywnego, torpedować dobrą wolę sanacji, przejawiającą się w propozycjach porozumienia. Była „gasnącym światem”, który resztkami sił chciał uratować swoją egzystencję, walcząc z rządem, który dokonuje procesu sanacji państwa. Pozbycie się takiego parlamentu miało stać się w oczach społeczeństwa koniecznością państwową. Należało jedynie wybrać odpowiedni moment, poczekać na jeszcze większe osłabienie opozycji i na odpowiednią koniunkturę w stosunkach międzynarodowych. Taki moment zaistniał w oczach Piłsudskiego wczesną wiosną 1930 roku.  Pozostało znaleźć pretekst, lub też przystąpić do działania na skutek zaistnienia czynnika nie pozwalającego dłużej czekać na natarcie.

5.    Ostatnie „bartlowanie”, powrót pułkowników i rozwiązanie Sejmu (grudzień 1929-sierpień 1930).

   29 grudnia 1929 r. został powołany V rząd Kazimierza Bartla. Nowy-stary premier niezbyt palił się do objęcia funkcji szefa rządu. Ostatecznie, po kilkakrotnych namowach Piłsudskiego, zgodził się podjąć tej misji. Jego gabinet miał symbolizować liberalny kurs, czasowo przyjęty przez obóz do momentu ostatecznej konfrontacji. Ugodowe tendencje symbolizowały również zmiany w resortach: sprawiedliwości – gdzie Stanisława Cara zastąpił Feliks Dudkiewicz, i spraw wewnętrznych – tam na miejsce Składkowskiego przyszedł wojewoda wołyński Henryk Józewski, jeden z epigonów piłsudczykowskiego federalizmu[106].

   Powierzenie Bartlowi misji tworzenia rządu spotkało się z niezadowoleniem pułkowników[107]. Niemniej jednak zachowali oni dość silne wpływy w gabinecie – ministrami pozostali Prystor, Boerner i Matuszewski. Szef rządu nie usunął też z MSW Pierackiego.
Premier przedstawił w Sejmie 10 I 1930 r. expose, w którym mówił, że dąży do „wyeliminowania elementów bezpłodnej walki i kontynuowania dzieła naprawy Rzeczypospolitej we współdziałaniu ze wszystkimi czynnikami, które są do tego powołane”[108].

   Były to jednak przede wszystkim tylko słowa. 18 stycznia 1930 r. Składkowski na polecenie Piłsudskiego wykonał razem z Józewskim telefony do wojewodów, w których zostało im zakomunikowane, że w polityce wewnętrznej nic się nie zmieniło[109]. Tym niemniej sanacja wykonywała pewne pojednawcze gesty. W „Dzienniku Ustaw”, z trzyletnim opóźnieniem, ogłoszono uchwałę Sejmu o zniesieniu dekretów prasowych. Sąd Najwyższy uwzględnił protesty wyborcze w kilku okręgach, w wyniku czego unieważniono mandaty kilkunastu posłów – w tym również jednak opozycyjnych[110].

   Do marca toczyła się debata budżetowa. Równolegle na forum Komisji Konstytucyjnej trwały prace na temat rewizji ustawy zasadniczej, rozpoczęte 11 stycznia 1930 r. Taktyka rządu wskazywała na to, że chodzi bardziej o propagandowe wykorzystanie sprawy konstytucji, niż o faktyczne dążenie do jej naprawy. Prawdopodobnie Piłsudski realistycznie zakładał, że przy obecnym układzie sił w parlamencie niemożliwa jest zmiana ustawy zasadniczej zgodnie z postulatami rządu, ale sama kwestia naprawy ustroju była doskonałym instrumentem w walce z opozycją. 6 i 13 marca komisja odrzuciła tezy konstytucyjne BBWR. Zamknięcie pod koniec miesiąca sesji Sejmu zawieszało jej prace[111].

    8 marca PPS złożyła wniosek o odwołanie ministra pracy i opieki społecznej Aleksandra Prystora. Żądanie wynikało z usuwania przez pułkownika związanych z socjalistami urzędników Kas Chorych. Wydawało się, że wniosek nie ma większych szans na poparcie. Była to raczej demonstracja.

   Tymczasem premier, przemawiając 12 marca w Senacie, wygłosił przemówienie, w którym ostrej krytyce poddał system parlamentarny, który jego zdaniem „przeżył się i nie jest zdolny do spełnienia zadań, jakie życie nowoczesnego państwa nań nakłada”. Stwierdzał też, że „demokratyzacja ustroju parlamentarnego uczyniła z człowieka parlamentu sui generis fachowca. Posłowanie stało się zawodem. Nie wymaga się od posłów żadnych zalet czy umiejętności, a tylko posłusznictwa swej władzy partyjnej. Pracą parlamentu kieruje grupa posłów, uważających się za wyrocznię we wszystkich sprawach, a ogromna większość posłów to bierna masa”[112].

   Bartel jako doświadczony parlamentarzysta doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że takie słowa wywołają negatywną postawę wobec jego gabinetu tych, którzy dotychczas widzieli w nim symbol umiarkowanej polityki. Rząd, a w domyśle – Piłsudski, parł jednak wyraźnie do otwarcia przesilenia gabinetowego. Czy wynikało to tylko z faktu, że komisja budżetowa Sejmu przygotowała wniosek o odmowę udzielenia rządowi absolutorium za zamknięcia rachunkowe w okresie 1927/1928? Czy też może Piłsudski chciał realizować plan, o którym mówił pod koniec listopada 1929 roku – pójścia na konfrontację przy okazji przesilenia gabinetowego?

   Jak się wydaje, chodziło i o jedno i o drugie. Wniosek komisji budżetowej przywracałby do debaty sejmowej sprawę Czechowicza. Przesilenie rządowe, zgodnie ze zwyczajami parlamentarnymi, oznaczało, że Sejm nie powinien się zbierać, aż do czasu powołania nowego rządu. Ponadto – długotrwałe próby stworzenia rządu miałyby udowadniać, że niemożliwe jest w obecnej sytuacji powołanie gabinetu, który mógłby porozumieć się z parlamentem. Upadek rządu Bartla i długotrwały kryzys gabinetowy miałyby być pierwszym etapem, o którym mówił Piłsudski.

   Równolegle z wnioskiem PPS został zgłoszony wniosek chadecji o odwołanie ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego Sławomira Czerwińskiego. Przemówienie Bartla skłoniło niezdecydowanych do głosowania za odwołaniem ministrów. 14 marca, w dniu, w którym miały się odbyć głosowania, pojawił się w Sejmie premier i oświadczył, że w wypadku uchwalenia wotum nieufności wobec swoich ministrów poda rząd do dymisji. Głosowanie nad wnioskiem o odwołaniem Prystora był więc w istocie głosowaniem nad wotum nieufności dla rządu. Rząd, tak jak tego zapewne oczekiwał Komendant, przegrał. 17 marca Mościcki przyjął dymisję Rady Ministrów[113], dzień później powierzając misję utworzenia gabinetu Piłsudskiemu. 19 marca na łamach prasy uzasadniał odmowę przyjęcia tego zadania „wstrętem organicznym do metody pracy” parlamentarnej, barwnie opisanymi politycznymi obyczajami posłów, wreszcie – poczuciem honoru, obcym dla parlamentarzystów[114].

   Gra, jaką rozpoczęła sanacja, toczyła się dalej. Misję utworzenia rządu otrzymał marszałek Senatu Julian Szymański, profesor okulistyki, nie mający jednak rozeznania w meandrach życia politycznego. Zamiast, zgodnie z planem Piłsudskiego, udowodnić przez swoje działanie niemożność porozumienia z opozycją, zadeklarował, że może utworzyć rząd gdyż jego kandydatura posiada większość w Sejmie. W zamierzeniu Komendanta tymczasem Szymański miał prowadzić długotrwałe pertraktacje, które ostatecznie zakończyć się miały niepowodzeniem, jednocześnie przedłużając okres, kiedy Sejm nie obraduje. W obliczu zachowania marszałka Senatu Piłsudski postawił zaporowe warunki swego wyjścia do rządu. W tej sytuacji profesor zrzekł się próby tworzenia gabinetu[115]. Nowym kandydatem na premiera został Jan Piłsudski, brat Komendanta.

   Plany sanacji pokrzyżował marszałek Sejmu, który zwołał posiedzenie izby na 29 marca, łamiąc nie prawo, a jedynie parlamentarny obyczaj. Daszyńskiego próbowano zastraszyć[116], i jak się wydaje, przyniosło to częściowy sukces. Dyskusja nad sprawą Czechowicza nie znalazła się w porządku dziennym obrad, a budżet został szybko uchwalony.

   Przesilenie również zostało rychło zakończone – 29 marca Prezydent powołał rząd pułkownika Walerego Sławka – najbliższego współpracownika Marszałka. W gabinecie, oprócz dotychczasowych pułkowników – w tym odwołanego przez Sejm Prystora, znalazł się Stanisław Car. Przede wszystkim jednak to osoba premiera była jasnym sygnałem, że Piłsudski zamierza podjąć bardziej radykalne kroki.

   5 kwietnia stronnictwa Centrolewu, przyjęły wspólną uchwałę, w której głosiły, że przywrócenie panowania prawa i usunięcie dyktatury jest koniecznością. Następnie zebrały podpisy o zwołanie nadzwyczajnej sesji Sejmu. Mościcki sesję nadzwyczajną zwołał na 23 maja, tego samego dnia odroczył ją o miesiąc, a po upływie tego okresu zamknął. Odpowiedzią było zwołanie przez Centrolew w Krakowie na 29 czerwca Kongresu Obrony Prawa i Wolności Ludu[117].

   26 maja wezwany został do Belwederu generał Składkowski. Usłyszał rozkaz Piłsudskiego: „Przechodzicie do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Sejm będzie rozwiązany i macie zrobić nowe wybory razem ze Sławkiem i Świtalskim. Oświadczyli mi oni, że do wyborów jesteście im potrzebni, więc chwilowo wrócicie do spraw wewnętrznych”. Po krótkiej wymianie zdań z Piłsudskim Marszałek dał generałowi 3 miesiące na przygotowanie wyborów [118]. 3 czerwca Składkowski został ministrem spraw wewnętrznych.

   Zbliżał się czas rozwiązań definitywnych. Rozgrywka z marca była początkiem. Sanacja przegrała jedynie jedną niewielką potyczkę o to, czy Sejm ma być zwołany. Wydawało się jednak, że to opozycja jest w ofensywie. Krakowski Kongres dla wielu był demonstracją siły Centrolewu. W istocie, jak się rychło miało okazać, było inaczej.

 

Premier W. Slawek przed Sejmem

Prezes RM Walery Sławek i gen. F. S. Składkowski przed budynkiem Sejmu

 

   11 sierpnia, a następnie 19, 21 i 22 Składkowski znów meldował się Piłsudskiemu, tym razem w sprawie przygotowania dowodów winy i aresztowań opozycjonistów. 23 sierpnia na Radzie Gabinetowej Sławek złożył dymisję. 25 sierpnia Piłsudski został premierem, 30 sierpnia rozwiązano Sejm[119]. W pełni dyspozycyjni ministrowie akceptowali po kolei polecenia Piłsudskiego. Formowała się grupa najwyższych dygnitarzy, którzy mieli z ramienia Piłsudskiego „robić wybory”. Byli to Sławek, Świtalski, Car, Składkowski, Beck, prawdopodobnie i Pieracki. Ich praca przyniosła pożądane rezultaty w listopadzie 1930 roku.

    Rok 1930 był zwieńczeniem procesu, zapoczątkowanego przez legalizację przewrotu. Po epizodzie rządu Bartla, Piłsudski, zdecydowany już na rozprawę z opozycją, czekał jedynie na odpowiedni moment. Krakowski Kongres był przede wszystkim pretekstem do rozprawy z opozycją, Składkowski rozkaz „robienia wyborów” otrzymał wszak już 26 maja, ponad miesiąc przed kongresem. Jak się więc wydaje, rok 1930 był, poza drobnymi poprawkami, realizacją planu o którym Piłsudski mówił 28 listopada.

   Czas dojrzał. Zaczynający się kryzys gospodarczy i konsolidacja opozycji nie pozwalały dłużej czekać. Ale to przede wszystkim piłsudczycy byli gotowi i zdecydowani na akcję. Udało im się obniżyć autorytet parlamentu. Opanowali administrację. Podporządkowali sobie znaczną część ruchu związkowego. Umocnili swoje i tak potężne wpływy w wojsku. Koegzystencja nie była już dłużej potrzebna. O tym, że nie była na trwałe możliwa, Piłsudski zapewne wiedział nie w Maju 1926 roku, ale już jako Naczelnik Państwa.

Zakończenie

   Gdy umilkły karabiny i działa wojsk bijących się w walkach majowych, nic nie było tak naprawdę w Polsce jasne, choć wielu było takich, którzy twierdzili, że wiedzą, jaki będzie dalszy bieg wypadków. Nie została tymczasem proklamowana dyktatura, nie powstał rząd robotniczo-chłopski, nie zniesiono konstytucji, nie rozpędzono parlamentu. Zamiast tego zmienił się tylko Prezydent i gabinet, znowelizowano konstytucję i zmieniono organizację wojska. „Rewolucja bez rewolucyjnych konsekwencji“ – jak to określił sam Piłsudski.
Istotnie, rewolucji nie było, ale ewolucyjne zmiany bez wątpienia zachodziły. Po zamachu, wbrew oczekiwaniom środowisk lewicowych, które poparły przewrót, nie doszło do rozwiązania Sejmu i rozpisania nowych wyborów. Na to Marszałek był za słaby, podobnie jak za słaby był na wzięcie w swoje ręce pełni władzy. Przyjął więc taktykę obniżania autorytetu parlamentu w społeczeństwie, przy jednoczesnym graniu na pograniczu prawa – nie łamania konstytucji i ustaw, ale ich kreatywnego interpretowania.

   Po wyborach w marcu 1928 roku Komendant zyskał dodatkowy czynnik – powolny sobie klub parlamentarny. W obliczu nowych wyzwań jego rola stała się inna niż zamierzona wcześniej. Miał nie hamować pracę Sejmu, ale, przy utrzymaniu taktyki kompromitowania i walki z parlamentaryzmem, jednocześnie zawierać czasowe kompromisy. Piłsudski nie miał większych złudzeń co do możliwości wypracowania trwałego porozumienia z partiami. Był zbyt wielkim realistą, zbyt dobrze znał polskie życie polityczne. Parcie do konfrontacji ze strony opozycji wymusiło rewizję przyjętej taktyki. Sanacja posuwała się do kroków, które, choć ciągle pozostawały w granicach prawa, zbliżały się bardzo blisko do przekroczenia „pogranicza“, bliżej, niż to było w Sejmie poprzedniej kadencji.

   Ostatecznie pod koniec listopada 1929 roku, Piłsudski doszedł do wniosku, że zbliża się czas ostatecznych rozstrzygnięć. Zaostrzenie metod działania przez opozycję, jawne parcie ze strony Centrolewu do konfrontacji, stały się pretekstem do rozprawy, zaplanowanej już o wiele wcześniej.

   Przez cały ten okres brutalizacji uległy metody działania w polityce i język polityki, w tym przede wszystkim język wypowiedzi samego Piłsudskiego. Wszystko to było elementem politycznej rozgrywki, która miała prowadzić do nadrzędnego celu – naprawy stosunków w państwie.

   Demokracja, legalizm, prawa obywatelskie – to wielkie słowa. Ale tylko słowa. Myśl państwowa – a tylko taka myśl polityczna uosabia rację stanu – nie wartościuje doktryn politycznych ze względu na to, co głoszą, ale ze względu na to, co przynoszą. A przynieść wyżej wymienione zasady mogą następstwa różne – w zależności od tego, w jakich warunkach próbuje się je realizować. II Rzeczpospolitej nie mogła przynieść wielkiej korzyści realizacja demokracji, parlamentarnej czy jakiejkolwiek innej, nawet, a może tym bardziej, w połączeniu z jej niezbywalnymi zasadami.

   Krytycy Piłsudskiego lubują się szczególnie w odwołaniach do Czechosłowacji i jej demokratycznego systemu politycznego, który utrzymał się przez całe, nieco krótsze dla Czechosłowacji niż dla II Rzeczypospolitej „Dwudziestolecie“. Przytaczają podobieństwa między Polską międzywojenną a jej południowym sąsiadem – problem mniejszości narodowych, zła sytuacja geopolityczna, mnogość partii, niedawno odzyskana niepodległość. Zapominają jednak o najważniejszym – o imponderabiliach rozumianych jako czynnik nieuchwytny i trudny do zważenia.

   Do takich czynników należy kultura polityczna narodu, która Czechosłowacji dawała rządy koalicyjne wielu partii, stabilność w najważniejszych resortach i spójność polityki państwowej. Z drugiej strony państwo tak od Polski różne jak Francja, będące wówczas dla wielu wzorem demokracji, przeżywało kryzys swego parlamentaryzmu. Podobnie rzecz się miała w ciągu kilkunastu pierwszych lat powojennej historii Francji, określanych mianem IV Republiki. Przykład ten pokazuje, że uogólnianie jest jedną z najmniej racjonalnych metod, jakie mogą posłużyć w argumentacji przy wydawaniu sądów wartościujących.

   Prawdą jest, że Piłsudski stosował brutalne metody. Po roku 1930 stosował jeszcze gorsze, takie, przy których pobicie Zdziechowskiego, Dołęgi-Mostowicza, Nowaczyńskiego czy wyrzucenie komunistów z sali posiedzeń Sejmu są incydentami niewielkiego kalibru. Prawdą ponadczasową są jednak słowa polityka, który pod wieloma względami był do Marszałka Piłsudskiego bardzo podobny: „Cnota i ewangeliczna doskonałość nie prowadzą do imperium“.

 

Przypisy:

[1] Według prywatnych notatek Kazimierza Świtalskiego – oficera i polityka będącego w połowie lat 20-tych coraz bardziej zaufanym współpracownikiem Piłsudskiego „plan Komendanta” był następujący: „Następne przesilenie rządowe starać się załatwić bez Sejmu. Dostać się do wojska. Pójść, zapewne w roli ministra spraw wojskowych, ostro i brutalnie przeciw Sejmowi. Sejmu nie rozwiązywać, a ograniczyć jego zbieranie się. Siedząc w gabinecie przypatrywać się jego członkom dla orientacji, z kim iść można – a z kim nie. Przyjść do władzy ewentualnie w jesieni 26 r. Wtedy można pójść na akcję wyborczą.” K. Świtalski, Diariusz 1919-1935, red. A. Garlicki, R. Świętek, Warszawa 1992, s. 152. Jeśli istniała generalna taktyka mająca prowadzić do zdobycia władzy istnieć też musiała koncepcja sprawowania władzy. Co charakterystyczne – Marszałek po zamachu majowym stosował wiele rozwiązań ze swej koncepcji przygotowanej przecież na inny rozwój wydarzeń.

[2] Wybitny znawca myśli politycznej obozu piłsudczykowskiego w okresie sanacyjnym, Waldemar Paruch, pisał o stosunku Piłsudskiego do partii demokratycznych: „Wobec drugiej grupy przeciwników [partii – dop. A. O.] prowadzono politykę bardziej skomplikowaną. Na żadnym jej etapie wypracowanie kompromisu aksjologicznego nie było możliwe przynajmniej z czterech powodów:

- obarczano ich winą za kryzys państwa (partyjniactwo, korupcję, nieudolność, wzrost zagrożenia), jaki wystąpił w latach 1922-1926;

- przypisywano im brak zrozumienia interesów państwowych, a preferowanie cząstkowych i grupowych (socjalnych, narodowych);

- widziano w nich czynnik konstytutywny rządów stronnictw, liberalizmu i demokracji parlamentarnej, które obóz potępiał;

- zarzucano im destrukcyjny dla państwa sposób działalności politycznej, polegający na rozbudzeniu nastrojów społecznych poprzez składanie obietnic wyborczych niemożliwych do zrealizowania.

Tak scharakteryzowane podmioty życia politycznego nie mogły być partnerem w rozmowach. Od opozycji systemowej nie oczekiwano więc współpracy, lecz rezygnacji zarówno z urzeczywistniania swojej myśli politycznej, jak i z udziału w sprawowaniu władzy. Zwolennicy Piłsudskiego nie mieli zamiaru polemizować z demokratami, lecz odpowiadali milczeniem, wrogością i pogardą. To o przywódcach opozycji Sławek pisał do Wiktorii Weissowej w liście: „Niech zrozumieją, że muszą iść na śmietnik”.

Strategicznej niechęci wobec partii opozycyjnych towarzyszyła zmienna taktyka, oparta raczej nie na założeniach ideologicznych, ale na wnikliwej diagnozie i ocenie sytuacji. W. Paruch, Obóz piłsudczykowski (1926-1939), [w:] Więcej niż Niepodległość. Polska myśl polityczna 1918-1939, red. J. Jachymek, W. Paruch, Lublin 2005, s. 83. Zob. też podobne uwagi na ten temat: idem, Myśl polityczna obozu piłsudczykowskiego 1926-1939, Lublin 2005, s. 169-183.

[3] Zdaniem jednego z czołowych piłsudczyków, majora Janusza Jędrzejewicza: „Strona moralna natury ludzkiej stanowiła dziedzinę jego najżywszych zainteresowań, więcej, wiązała się w organiczną, nierozerwalną całość ze sprawami politycznymi. Sam on ustalił termin, który dawał wyraz jego zasadniczemu stosunkowi do wielkich ludzkich zagadnień. Ten człowiek, który, jak rzadko kto, umiał ważyć siły, obliczać prawdopodobieństwa, oceniać realność zjawisk, sądów i celów, najbaczniejszą zwracał uwagę na to, co nazywał imponderabiliami, rzeczami nieważkimi, zjawiskami świata moralnego i to zarówno w odniesieniu do moralności zbiorowej społeczeństwa jak  i moralności indywidualnej. Tworząc mechanizm życia państowego, bo to uznał za najwyższe zadanie swego życia, Piłsudski ustawicznie pamiętał, że ten mechanizm funkcjonuje w gęstwie ludzkiego tłumu, składającego się z czujących, myślących i działających jednostek, z których każda jest własnym światem o sobie właściwych walorach i cechach. Sprawne funkcjonowanie takiego mechanizmu może nastąpić tylko wtedy, gdy istnieje pewne minimum uzgodnionych ocen i sądów, będących wynikiem więzi zasadniczej, łączącej bez różnicy wszystkich obywateli kraju, a będących wykładnikiem pewnych wspólnych osiągnięć obywatelskich, a więc pewnego minimum ogólnie obowiązujących nakazów i zakazów natury moralnej, bez których rozdźwięki w świecie duchowym dałyby zbyt wielkie tarcia w pracy mechanizmu społecznego i państwowego. J. Jędrzęjewicz, W służbie idei, Londyn 1972, s. 299-300. Szerz. na temat imponderabiliów zob. niżej.

[4]Odpowiedzialność ta należała do wartości nadrzędnych, określanych przez Piłsudskiego mianem imponderabiliów. W myśli politycznej piłsudczyków „motywowała wszystkie podmioty polityczne do wysiłku oraz regulowała polityczną aktywność“. Samo pojęcie imponderabiliów miało dwojakie znaczenie: 1. nieuchwytnych wartości wynikających z historii, tradycji, moralności, mających rzutować na całokształt podejmowanych decyzji 2. wartości jasno określonych, nadrzędnych, nie potrzebujących uzasadnienia swej wartości bo posiadających najwyższą wartość z samej swej natury, nadrzędnych ponad wszystko. Odpowiedzialność polityczna zaliczała się dla piłsudczyków do imponderabiliów przede wszystkim w tym drugim znaczeniu. Obok niej nadrzędną wartością było rzecz jasna niepodległe państwo polskie. W. Paruch, Między filozofią polityczną a polityczną grą: politologiczna analiza wypowiedzi o polityce i zachowań politycznych Józefa Piłsudskiego, [w:] Żar Niepodległości. Międzynarodowe aspekty życia i działalności Józefa Piłsudskiego, red. L. Maliszewski, Lublin 2004, s. 256.

[5]D. Nałęcz, T. Nałęcz, Józef Piłsudski, premier Rzeczypospolitej 2 X 1926 - 27 VI 1928, 25 VIII 1930 - 4 XII 1930, [w:] Prezydenci i premierzy Drugiej Rzeczypospolitej, red. A. Chojnowski, P. Wróbel, Wrocław-Warszawa-Kraków 1992, s. 248.

[6] Jeden z najbardziej prominentnych piłsudczyków pułkownik Bronisław Pieracki stwierdził, że działalność polityczna winna być prowadzona „równolegle do prawa“. Cyt. za: W. Paruch, Myśl polityczna..., s. 183. Tam też szersze uwagi na temat pojmowania legalizmu przez piłsudczyków i samego Marszałka.

[7]Duże znaczenie mógł mieć fakt, że mieszkańcy dzielnic zachodnich – Pomorza i Poznańskiego, tradycyjnie sympatyzujący z endecją a przeciwni Piłsudskiemu i wspierającej go lewicy, uznawali wynik walk majowych tylko i wyłącznie ze względu na jego zalegalizowanie. Nie oznacza to, że koła polityczne endecji, zarówno w skali województw poznańskiego i pomorskiego, jak i w skali całej Polski, z walki zrezygnowały. Postawienie kandydatury Adolfa Bnińskiego w wyborach prezydenckich 31 maja 1926 r., polityka endecji związanego z dzielnicami zachodnimi, świadczy o drodze prawicy do konfrontacji pod sztandarem legalizmu. Wynik głosowania w parlamencie był niepewny i zdecydowały o nim głosy centrum sejmowego, wahającego się między Piłsudskim a dotychczasowym układem tzw. Chjeno-Piasta. Zjawisko to było krótkotrwałym odtworzeniem centrolewicowej tzw. „większości belwederskiej” lub „większości naczelnikowskiej” istniejącej w Sejmie Ustawodawczym w latach 1919-1922. Zob.: D. Nałęcz, T. Nałęcz, op. cit., s. 247-249; A. Garlicki, Józef Piłsudski 1867-1935, Kraków 2008, s. 578-580.

[8]Na temat rządu Bartla i samej osoby szefa rządu zob.: A. Krawczyk, Kazimierz Bartel, premier Rzeczypospolitej 15 V – 4 VI 1926, 8 VI – 24 IX 1926, 27 IX – 30 IX 1926, 27 IV 1928 – 13 IV 1929, 29 XII 1929 – 17 III 1930, [w:] Prezydenci i premierzy..., s. 233-244; E. Brzosko, I Gabinet Bartla 15.V.1926-(8)4.VI.1926, [w:] Gabinety Drugiej Rzeczypospolitej, red. J. Faryś, J. Pajewski, Szczecin-Poznań 1991, s. 55-59.

[9] J. Piłsudski, Pisma zbiorowe, t. IX, red. K. Świtalski, Warszawa 1937, s. 32-33.

[10] Początkowo w grę wchodzili Zdzisław Lubomirski, Artur Sliwiński i Marian Zdziechowski. Fakt pojawienia się tych kandydatur był wysoce symptomatyczny: Lubomirski, prezydent Warszawy i członek Rady Regencyjnej reprezentował w czasie I wojny światowej wśród aktywistów kierunek zdecydowanie sympatyzujący z Piłsudskim i grupą legionowo-peowiacką. W grudniu 1916 roku spotkał się osobiście z Komendantem I Brygady, utrzymując z nim, aż do jego aresztowania 22 lipca 1917 roku, ożywiony kontakt. 10 listopada 1918 roku witał wracającego z Magdeburga Piłsudskiego. Reprezentował w swych poglądach nurt zachowawczy, podobnie zresztą jak kolejny kandydat, profesor Uniwersytetu Wileńskiego Marian Zdziechowski. Artur Śliwiński z kolei był w latach I wojny światowej czołowym wykonawcą koncepcji politycznych Piłsudskiego – stał kolejno na czele Komitetu Naczelnego Zjednoczonych Stronnictw Niepodległościowych, Centralnego Komitetu Narodowego i Komisji Porozumiewawczej Stronnictw Demokratycznych, będących, w realizacji koncepcji konsolidacji stronnictw niepodległościowych narzędziem piłsudczykowskiej penetracji lewicy, centrum oraz niepodległościowej prawicy (NZR, NZCh). Podczas długotrwałego kryzysu gabinetowego 28 czerwca 1922 roku Piłsudski jako Naczelnik Państwa postawił Śliwińskiego na czele rządu, jednakże nowy premier wkrótce został odwołany ze swej funkcji przez Sejm Ustawodawczy (7 lipca). Formalnie pozostawał na stanowisko do powołania rządu Juliana Nowaka (31 lipca 1922 roku.). Na temat miejsca Śliwińskiego i Lubomirskiego w koncepcjach politycznych Piłsudskiego w latach I wojny światowej zob.: J. Molenda, Piłsudczycy a Narodowi Demokraci 1908-1918, Warszawa 1980. Zarys działalności gabinetu Śliwińskiego i wydarzenia związane z przesileniem letnim 1922 roku: W. Suleja, Artur Śliwiński, premier Republiki Polskiej 28 VI – 7 VII 1922, [w:] Prezydenci i premierzy..., s. 167-176; J. Faryś, Gabinet Artura Śliwińskiego 28.VI.1922-(31) 7.VII.1922, [w:] Gabinety.., s. 95-98. O kontrowersjach wokół kandydatów Piłsudskiego na urząd prezydenta pisał, z punktu widzenia obserwatora wydarzeń (a wiele wskazuje na to że i uczestnika) redaktor „Słowa” w Wilnie: S. Mackiewicz (Cat), Historia Polski od 11 listopada 1918 r. do 17 września 1939r., Londyn 1992, s. 184-186.

[11] Po zwycięskim dla siebie głosowaniu Piłsudski pisał do Rataja: „Dziękuję Zgromadzeniu Narodowemu za wybór. Po raz drugi w mym życiu mam w ten sposób zalegalizowanie moich czynności i prac historycznych, które, niestety dla mnie, spotykały się przedtem z oporem i niechęcią dosyć szeroką. Tym razem dziękuję wszystkim panom, że wybór mój nie był jednomyślny, tak jak to było w lutym 1919 r. Mniej może w Polsce będzie zdrad i fałszu. Niestety, przyjąć wyboru nie jestem w stanie. Nie mogłem wywalczyć w sobie zapomnienia, nie mogłem wydobyć z siebie aktu zaufania i do siebie w tej pracy, którą już raz czyniłem, ani też do tych, co mnie na urząd ten powołują. Zbyt silnie w pamięci stoi mi tragiczna postać zamordowanego Prezydenta Narutowicza, którego nie zdołałem od okrutnego losu ochronić, zbyt silnie działa na mnie brutalna napaść na moje dzieci Nie mogę też nie stwierdzić raz jeszcze, że nie potrafię żyć bez pracy bezpośredniej, gdy istniejąca Konstytucja od Prezydenta taką właśnie pracę odsuwa i oddala. Musiałbym zanadto się męczyć i łamać. Inny charakter do tego jest potrzebny. Przepraszam za zawód, który czynię nie tylko tym, co za mną głosowali, lecz i tym, co poza salą Zgromadzenia żądają tego ode mnie. Sumienie do którego się odwoływałem po tysiąc razy ostatnimi dniami, nie pozwala mi zadośćuczynić tym żądaniom. Dziękuję raz jeszcze za wybór i proszę o natychmiastowy - daj Boże - szczęśliwy wybór Prezydenta Rzeczypospolitej. J. Piłsudski, op. cit., s. 33-34

[12] W. Suleja, Józef Piłsudski, Wrocław 2009, s. 361.

[13] K. Świtalski, op. cit., s. 198.

[14] Prezydenci i premierzy..., s. 10.

[15] „Koc-grupa“, wykazująca wielkie ambicje polityczne, zasłużona w sprawnej organizacji zamachu majowego, została po Maju zneutralizowana na skutek przesunięcie jej lidera, pułkownika Adama Koca, na stanowisko szefa sztabu DOK Lwów. Nieformalne więzy, istniejące pomiędzy młodszymi pułkownikami przetrwały i miały znaczący wpływ na rozwój wypadów wewnątrz obozu po śmierci Piłsudskiego.

[16] A. Chojnowski, Piłsudczycy u władzy. Dzieje Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1986, s. 14-16.

[17] A. Micewski, W cieniu Marszałka Piłsudskiego. Szkice z dziejów myśli politycznej II Rzeczypospolitej, Warszawa 1969, s. 277.

[18] S. Starzyński, Program rządu pracy w Polsce, Warszawa 1926; zob. również: J. M. Nowakowski, Walery Sławek (1879-1939). Zarys biografii politycznej, Warszawa 1988, s. 68-71.

[19] A. Chojnowski, op. cit., s. 13.

[20] J. Holzer, Mozaika polityczna Drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 1974, s. 289.

[21] I. Daszyński, Wielki człowiek w Polsce. Szkic polityczno-psychologiczny, Warszawa 1925.

[22] J. Holzer, op. cit., s. 494. Szerzej na temat polityki PPS w omawianym okresie zob.: A. Tymieniecka, Polityka Polskiej Partii Socjalistycznej w latach 1924-1928, Warszawa 1969.

[23] J. Holzer, op. cit., s. 216.

[24] Na temat przyczyn takiej a nie innej postawy posłów “Piasta” zob.: D. Nałęcz, T. Nałęcz, op. cit., s. 248-249.

[25] J. Holzer, op. cit., s. 412.

[26] Na temat Polskiego Stronnictwa Chrześcijańskiej Demokracji i Narodowej Partii Robotniczej w omawianym okresie zob. szerz.: H. Przybylski, Chrześcijańska Demokracja i Narodowa Partia Robotnicza 1926-1937, Warszawa 1980, passim.

[27] Zob.: R. Wapiński, Roman Dmowski, Lublin 1989, s. 329-334; A. Micewski, Roman Dmowski, Warszawa 1971, s. 317-322.

[28] A. Garlicki, op. cit., s. 650-654.

[29] K. Świtalski, op. cit., s. 195.

[30] Ibidem, s. 198-199.

[31] A. Garlicki, op. cit., s. 610-612.

[32] E. Brzosko, II Gabinet Bartla 8.VI-24.IX.1926, [w:] Gabinety Drugiej Rzeczypospolitej..., s. 168.

[33] E. Brzosko, III Gabinet Bartla 27.IX.-30.IX.1926, [w:] Gabinety Drugiej Rzeczypospolitej..., s. 171.

[34] K. Świtalski, op. cit., s. 200.

[35] E. Brzosko, Gabinet Piłsudskiego 2.X.1926-27.IX. 1928, [w:] Gabinety Drugiej Rzeczypospolitej..., s. 173.

[36] Ministrem przemysłu i handlu w I gabinecie Bartla był związany ze środowiskami wielkiego kapitału Hipolit Gliwic. W czerwcu zaś, premier podczas rozmowy z prezesem „Lewiatana” Andrzejem Wierzbickim obiecał, że szef rządu zasięgać będzie opinii Związku Polskiego Przemysłu, Górnictwa, Handlu i Finansów w sprawach gospodarczych. Pod koniec października 1926 roku na wspólnej naradzie przedstawicieli sfer gospodarczych i ministrów członków Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów zdecydowano o powołaniu Komisji Opiniodawczej przy prezesie Komitetu, która przedstawiała rządowi punkt widzenia sfer wielkoprzemysłowych na kwestie ekonomiczne. A. Chojnowski, op. cit., s. 17.

[37] W. Jędrzejewicz, J. Cisek, Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935, t. 3: 1921-1926, Kraków-Łomianki 2007, s. 408-409.

[38] A. Garlicki, op. cit., s. 633-638.

[39] Idem, Piękne lata trzydzieste..., s. 33-34.

[40] A. Chojnowski, op. cit., s. 51.

[41] Cyt. za: J. M. Nowakowski, op. cit., s. 73.

[42] J. Holzer, op. cit., s. 289-290.

[43] O sprawie Hromady zob.: A. Chojnowski, Koncepcje polityki narodowościowej rządów polskich 1921-1939, Wrocław 1979, s. 129-135.

[44] Jeszcze w grudniu 1927 roku Gabinet Prezesa Rady Ministrów, urząd zdominowany przez „pułkowników”, zastanawiał się nad możliwością wystawienia dwóch list rządowych – konserwatywnej i lewicowo-liberalnej. Zob.: idem, Piłsudczycy u władzy..., s. 45.

[45] Odezwa BBWR z 22 lutego 1929 r. „W obronie siły i honoru Rzeczypospolitej” głosiła: „Do wszystkich tych, którzy przepojeni są instynktem państwowym, zwracamy się z wezwaniem, by nam w tej pracy, mającej tylko dobro ogólne na oku, pomogli. Chcielibyśmy, by ci, którzy do tej pracy z nami przystąpią, potrafili wyzbyć się swych partyjnych dogmatów” Cyt. za: ibidem, s. 257.

[46] Cyt. za: ibidem, s. 254.

[47] Ibidem , s. 61-62.

[48] 16 grudnia 1927 roku, podczas konferencji ze starostami w Lublinie, na propozycję starosty chełmskiego, aby pójść na „rozmyślne przekręcanie list wyborców w okręgach mieszanych” Świtalski odpowiedział negatywnie. K. Świtalski, op. cit., s. 295. Na temat działalności Świtalskiego w okresie wyborczym zob.: T. Serwatka, Kazimierz Świtalski. Biografia polityczna (1886-1962), Warszawa 2009, s. 56-65.

[49] K. Świtalski, op. cit., s. 295.

[50] A. Garlicki, op. cit., s. 21.

[51] K. Świtalski, op. cit., s. 217.

[52] Ibidem, s. 243-245

[53] Ibidem, s. 246-247.

[54] Ibidem, s. 291, 301.

[55] Ibidem, s. 326.

[56] Ibidem, s. 336.

[57] Ibidem, s. 337.

[58] Ibidem, s. 337.

[59] Ibidem, s. 339-340.

[60] Ibidem, s. 345-346.

[61] Ibidem, s. 348.

[62] Ibidem, s. 348-350.

[63] S. F. Składkowski, Strzępy Meldunków, red. A. Garlicki, Warszawa 1988, s. 41-47.

[64] Opinię tę podziela m. in. A. Ajnenkiel, Polska po przewrocie majowym. Zarys dziejów politycznych Polski 1926-1939, Warszawa 1980, s. 101.

[65] K. Świtalski, op. cit., s. 351.

[66] W. Jędrzejewicz, J. Cisek, Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935, t. IV 1927-1935, Kraków-Łomianki 2007, s. 87,

[67] Składkowski wstawiał w swoich wspomnieniach „...” w miejsce wulgaryzmów.

[68] S. F. Składkowski, op. cit., s. 48-51.

[69] Najważniejszą zmianą było wejście do rządu Świtalskiego na stanowisko ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego. Oprócz tego nowym ministrem komunikacji został Alfons Kuhn. Na temat działalności gabinetu zob.: E. Brzosko, IV Gabinet Bartla 27.VI.1928-13.IV.1929, [w:] Gabinety Drugiej Rzeczypospolitej..., s. 189-196.

[70] J. Piłsudski, op. cit., s. 110-119.

[71] K. Świtalski, op. cit. s. 355.

[72] Warta uwagi jest tu sprawa wystąpienia w Sejmie posła PPS Zygmunta Marka w listopadzie 1928 r., który nazwał wywiad Piłsudskiego „ostatnim łabędzim śpiewem obecnego rządu”. Prezes BBWR, Walery Sławek, oświadczył wówczas z mównicy sejmowej: „cały ustęp przemówienia pana posła Marka o łabędzim śpiewie poprzedniego rządu uważam za bezczelne łajdactwo”. Związek Parlamentarny Polskich Socjalistów wydał oświadczenie o pełnym solidaryzowaniu się z wystąpieniem Marka. Sławek wysłał sekundantów do Mieczysława Niedziałkowskiego, przewodniczącego ZPPS. Ten oświadczył, że jako socjalista pojedynków nie uznaje, co skończyło się, zgodnie z kodeksem Boziewicza, spisaniem przez sekundantów Sławka – Wieniawę i Pierackiego, jednostronnego protokołu. Cała sprawa wstrząsnęła jednak Markiem, który wkrótce potem doznał ataku apoplektycznego, skutkującego jego wycofaniem się z polityki i rychłym zgonem. J. M. Nowakowski, op. cit., s. 106-107.

[73] K. Świtalski, op. cit., s. 355.

[74] Już wiosną 1928 roku rozpisana została ankieta w sprawie zmian w konstytucji. Konferencja podsumowująca wyniki ankiety i grupująca czołowych polityków piłsudczykowsich odbyła się w dniach 30 lipca – 1 sierpnia 1928. Przebieg dyskusji podczas konferencji: A. Chojnowski, op. cit., s. 140-144.

[75] Ibidem, s. 144.

[76] Ibidem, s. 145.

[77] Ibidem, s. 146-147.

[78] Wywoływało to konflikty w łonie PPS. Jedną z najbardziej głośnych kwestii była w tym czasie w partii sprawa Tadeusza Hołówki, wybitnego działacza socjalistycznego, a przy tym zwolennika Piłsudskiego, który ostatecznie wystąpił z PPS. Zob.: I. Werschler, Z dziejów obozu belwederskiego. Tadeusz Hołówko – życie i działalność, Warszawa 1984, s. 262-274.

[79] A. Ajnenkiel, op. cit., s. 143-145.

[80] A. Garlicki, op. cit., s. 51-53.

[81] A. Ajnenkiel, op. cit., s. 146-147.

[82] Poseł BBWR Ksawery Ślepowron-Jaruzelski zarzucał Liebermanowi, że broni prezesa Volksbundu Ulitza, w sprawie w której ten jest oskarżony o szpiegostwo. W rzeczywistości Ulitz był oskarżany o nakłaniania jednego z przedstawicieli mniejszości niemieckiej, by nie stawił się na pobór wojskowy. Został zresztą ostatecznie oczyszczony z tych zarzutów przez sąd. Również innego oskarżyciela, wyznaczonego przez komisję, oskarżano na forum Sejmu niedwuznacznie o działanie na niekorzyść państwa. Adam Koc zarzucał Janowi Pierackiemu, że ten występuje jako pełnomocnik Franciszka Habsburga w procesie, jaki ten wytoczył przeciwko skarbowi państwa. Proces w rzeczywistości nie miał żadnych aspektów politycznych, ale argument był bardzo nośny propagandowo. Zob.: A. Garlicki, op. cit., s. 53.

[83] J. Piłsudski, op. cit., s. 144-154

[84] Endecka „Gazeta Warszawska” artykuł o nowym gabinecie opatrzyła znamiennym tytułem „Rząd silnej ręki”. T. Serwatka, op. cit., s. 84.

[85] Zob.: K. Świtalski, op. cit., s. 399-400.

[86] Ibidem, s. 414.

[87] Ibidem, s. 423.

[88] Ibidem, s. 436.

[89] J. Piłsudski, op.cit., s. 176-183.

[90] Cyt. za: A. Garlicki, op. cit., s. 61.

[91] A. Ajnenkiel, op. cit., s. 153.

[92] K. Świtalski, op. cit., s.452-453.

[93] Ibidem, s. 476-478.

[94] Ibidem, s. 489-490.

[95] A. Garlicki, Józef Piłsudski..., s. 833-834.

[96] K. Świtalski, op. cit., s. 494-495.

[97] Cyt. za: A. Garlicki, op. cit., s. 834-835.

[98] W. Jędrzejewicz, J. Cisek, op. cit., s. 149.

[99] J. Piłsudski, op. cit., s. 185-192.

[100] S. F. Składkowski, op. cit., s. 72-77.

[101] Według jednego z oficerów będących w Sejmie 31 października 1929: „Tego dnia otrzymałem w mym biurze telefon, chyba od Wyżła-Ścieżyńskiego, informujący mnie, że Komendant ma być dziś w Sejmie o 4.00 po poł. i że szereg oficerów pragnie go tu powitać. Prosił mnie o przybycie. Oczywiście włożyłem mundur i znalazłem się w przedsionku Sejmu wraz z kilkudziesięcioma kolegami. Byłem, jak inni, bez broni, może niektórzy mieli szable. Przywitaliśmy Komendanta salutując, gdy przeszedł wśród szpaleru oficerów do gabinetu marszałka Sejmu Daszyńskiego. Czekaliśmy na jego powrót rozmawiając i kupując znaczki pocztowe, gdyż w poczekalni Sejmu było biuro dostępne dla wszystkich. Tymczasem powstało wielkie zamieszanie. Marszałek Daszyński nie chciał otworzyć posiedzenia Sejmu z powodu obecności oficerów w gmachu Sejmu. Dyrektor kancelarii Sejmu wzywał nas do opuszczenia gmachu, czemu odmówiliśmy, oświadczając, że czekamy na wyjście Marszałka. (...) Po jakimś czasie Marszałek Piłsudski w asyście Sławka, Składkowskiego i Becka wszedł z głębi gmachu do przedsionka. Znów utworzyliśmy szpaler, salutując Komendanta, po czym rozeszliśmy się do domów“. W. Jędrzejewicz, Wspomnienia, Wrocław-Warszawa-Kraków 1993.

[102] K. Świtalski, op. cit., s. 512.

[103] A. Garlicki, Piękne lata trzydzieste..., s. 75-76.

[104] K. Świtalski, op. cit., s. 519-520.

[105] T. Serwatka, op. cit., s. 108-109.

[106] Na temat dymisji Składkowskiego zob.: relację samego zainteresowanego: S. F. Składkowski, op. cit., s. 78-79.

[107] Zob.: relację Świtalskiego z konferencji ze Składkowskim, Matuszewskim, Prystorem, Carem, Pierackim, Stamirowskim, Miedzińskim, Kocem, Beckiem: K. Świtalski, op. cit., s. 521.

[108] Cyt. za: J. Faryś, V Gabinet Kazimierza Bartla 29.XII.1929-29(17).III.1930, [w:] Gabinety Drugiej Rzeczypospolitej..., s. 206.

[109] S. F. Składkowski, op. cit., s. 84-89.

[110] A. Ajnenkiel, op. cit., s. 177.

[111] A. Chojnowski, op. cit., s. 148-149.

[112] Cyt. za: A. Garlicki, op. cit., s. 128.

[113] A. Ajnenkiel, op. cit., s. 179.

[114] J. Piłsudski, op. cit., s. 209-214.

[115] A. Ajnenkiel, op. cit., s. 180.

[116] Klub BBWR w obliczu decyzji Daszyńskiego oświadczył, że „wszelkim próbom zwołania plenarnych posiedzeń Sejmu aż do czasu załatwienia przez Pana Prezydenta przesilenia oprze się z całą bezwzględnością, nie cofając się przed użyciem jak najostrzejszych środków“. Cyt. za: A. Garlicki, op. cit., s. 95.

[117] J. Faryś, I Gabinet Walerego Sławka 29.III.1930-23.VIII.1930, [w:] Gabinety Drugiej Rzeczypospolitej..., s. 210.

[118] S. F. Składkowski, op. cit., s. 92-93.

[119] Ibidem, s. 97-104.

 


Bibliografia

Źródła drukowane:

Daszyński I., Wielki człowiek w Polsce. Szkic polityczno-psychologiczny, Warszawa 1925.
Jędrzejewicz J., W służbie idei, Londyn 1972.
Jędrzejewicz W., Wspomnienia, Wrocław-Warszawa-Kraków 1993.
Piłsudski J., Pisma zbiorowe, t. 9, Warszawa 1937,
Składkowski S., Strzępy Meldunków, Warszawa 1988.
Starzyński S., Program rządu pracy w Polsce, Warszawa 1926.
Świtalski K., Diariusz 1919-1935, red. A. Garlicki i R. Świętek, Warszawa 1992.

Opracowania:

Adamczyk A., Bogusław Miedziński (1892-1971): biografia polityczna, Toruń 2006.
Ajnenkiel A., Polska po przewrocie majowym. Zarys dziejów politycznych Polski 1926-1939, Warszawa 1980.
Chojnowski A., Koncepcje polityki narodowościowej rządów polskich 1921-1939, Wrocław 1979
Chojnowski A., Piłsudczycy u władzy. Dzieje Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1986.
Gabinety Drugiej Rzeczypospolitej, red. J Faryś, J. Pajewski, Szczecin-Poznań 1991.
Garlicki A., Józef Piłsudski 1867-1935, Kraków 2008.
Garlicki A., Od Maja do Brześcia, Warszawa 1985.
Garlicki A., Piękne lata trzydzieste, Warszawa 2008.
Holzer J., Mozaika polityczna Drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 1974.
Ministrowie spraw wojskowych 1918-1994. Z badań nad polityką wojskową Polski, red. M. Jabłonowski, Pułtusk 2005
Jędrzejewicz W., Cisek J., Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935, t. III 1921-1927, Kraków-Łomianki 2007.
Jędrzejewicz W., Cisek J., Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935, t. IV 1927-1935, Kraków-Łomianki 2007.
Mackiewicz S., Historia Polski od 11 listopada 1918 r. do 17 września 1939 r., Londyn 1992.
Majchrowski J., Ulubieniec Cezara. Bolesław Wieniawa Długoszowski: zarys biografii, Wrocław 1990.
Micewski A., Roman Dmowski, Warszawa 1971.
Micewski A., W cieniu Marszałka Piłsudskiego. Szkice z dziejów myśli politycznej II Rzeczypospolitej, Warszawa 1969.
Mierzwa J., Pułkownik Adam Koc: biografia polityczna, Kraków 2006.
Molenda J., Piłsudczycy a Narodowi Demokraci 1908-1918, Warszawa 1980
Nowakowski J. M., Walery Sławek (1879-1939). Zarys biografii politycznej, Warszawa 1988.
Paruch W., Między filozofią polityczną a polityczną grą: politologiczna analiza wypowiedzi o polityce i zachowań politycznych Józefa Piłsudskiego, [w:] Żar Niepodległości. Międzynarodowe aspekty życia i działalności Józefa Piłsudskiego, praca zbiorowa red. L. Maliszewskiego, Lublin 2004, s. 256.
Paruch W., Myśl polityczna obozu piłsudczykowskiego 1926-1939, Lublin 2005.
Paruch W., Obóz piłsudczykowski (1926-1939), [w:] Więcej niż Niepodległość. Polska myśl polityczna 1918-1939, red. J. Jachymek, W. Paruch, Lublin 2005.
Piotrowski J., Aleksander Prystor 1874-1941: zarys biografii politycznej, Wrocław 1994.
Pobóg-Malinowski W., Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945, t. 2: 1914-1939, Kraków 2004.
Prezydenci i premierzy Drugiej Rzeczypospolitej, red. A. Chojnowski, P. Wróbel, Wrocław-Warszawa-Kraków 1992.
Przybylski H., Chrześcijańska Demokracja i Narodowa Partia Robotnicza 1926-1937, Warszawa 1980
Serwatka T., Kazimierz Świtalski. Biografia polityczna (1886-1962), Warszawa 2009.
Suleja W., Józef Piłsudski, Wrocław 2009.
Tymieniecka A., Polityka Polskiej Partii Socjalistycznej w latach 1924-1928, Warszawa 1969.
Wapiński R., Roman Dmowski, Lublin 1989.
Werschler I., Z dziejów obozu belwederskiego. Tadeusz Hołówko – życie i działalność, Warszawa 1984.

 

Zdjęcia: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ariel Orzełek - student historii na UMCS. Zainteresowania badawcze: relacje świata polityki i wojskowości w II Rzeczypospolitej, poglądy, przekonania i koncepcje polityczne czołowych działaczy obozu piłsudczykowskiego.
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

logo rgb 0

Czytaj więcej...

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version