Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Felietony

Bunt Mlodych

Z ciężkim zaiste sercem zabieram się do napisania tego artykułu, gdy bowiem napisałem studium pt. Monteskiusz i płk Sławek, z wielu stron spotkały mnie zarzuty, iż na temat różnic można by pisać nieskończenie długo i nigdy nie skończyć. Oczywiście i wówczas nie chodziło o analogie i różnice, lecz tylko o wyjaśnienie „systemu Sławka” do zasady Monteskiusza.

Tu tez nie będzie chodziło nam i analogie i różnice, ale o plastyczne podanie pewnych oczywistości politycznych. Owszem. Można by napisać piękną paralelę między Piłsudskim a Napoleonem. Część pierwszą można by poświęcić Napoleonowi, jako temu, który – najsilniej może w dziejach – rozbudził zarozumialstwo Francuzów. Piłsudskiemu zaś jako temu, który najsilniej piętnował zarozumialstwo naszych rodaków. Za tę stronę działalności Napoleona cierpiał Ludwik Filip. Kto z naszego pokolenia korzystać będzie z tej strony działalności Piłsudskiego?

Drugą część można by poświęcić bezlitosnej krytyce prób porównywania manewru sierpniowego z 1920 roku do wczesnonapoleońskich kampanii. Strategicznie ani październik 1805 , ani listopad 1806, ani kwiecień 1809; taktycznie ani grudzień 1805, ani lipiec 1809 nie może być porównywany do sierpnia 1920 roku. Tylko w marcu 1814 roku szukać można rzeczywistej analogii. Porównajcie wyniki, a miejsce Piłsudskiego jako wodza stanie wam jasno przed oczyma. Jedną z dalszych części poświęcić by można różnicom w stosunkach obu wielkich ludzi do ideologii ustrojowych. Napoleon potrafił mieć przy sobie i monarchistów, i republikanów. Piłsudski potrafił mieć za sobą i monarchistów, i republikanów.

To co piszę teraz – to są jednak tylko dygresje. Myliłby się, kto by w nich szukał wstępu do panegiryku. Literatura panegiryczna jest już wystarczająco duża. Malinowski rozpisujący się o podróży do Tokio i nie wspominający ani słowem o związku, jaki mógł się pokazać między rezultatem tej podróży a rezultatem innej podróży – podróży dwóch jachtów do Biorke – to typ niezgrabnego panegiryku. Piłsudski panegirystów nie potrzebuje. Stać go naprawdę historyczną.

Poniższe rozważania nie będą zresztą poświęcone żadnym rewelacjom historycznym, lecz jedynie i tylko porównaniu między stosunkiem Napoleona do swoich podwładnych, przyjaciół i stosunku Piłsudskiego do pułkowników.

I

Przede wszystkim wydobądźmy i postawmy we właściwym świetle zasadnicze twierdzenie tego artykułu. Piłsudski potrafił bardziej od Napoleona – aż do najbliższej rodzi-[brak tekstu w oryginale] swych współpracowników. Pod tym względem bezapelacyjnie przewyższył nasz marszałek wielkiego cesarza Francuzów. Współpracownicy Napoleona aż do najbliższej rodziny - nie zaniedbali ani jednej okazji, by zdradzić swego przywódcę. Są to rzeczy dobrze znane. Niemniej nie zawadzi przypomnieć paru faktów. Już w maju 1800 roku, parę miesięcy po dojściu do władzy, Bonaparte zaangażowany w głębi Lombardii, narażony jest na poważne niebezpieczeństwo ze strony swych braci i ministrów intrygujących w Paryżu i z niecierpliwością oczekujących wieści o jego śmierci. Fouché, Talleyrand, Bernardotte, szatańska trójca nie traci ani jednej okazji, ani jednej kampanii, by nie próbować podstawienia nogi swemu szefowi. Koniec roku 1805, Erfurt, Walcheren, oto etapy tej machinacji. Ci jest jednak najbardziej znamienne, to ilość towarzyszy broni Napoleona, która sympatyzuje z tego rodzaju akcjami. W roku 1814 skończy się to abdykacją wymuszoną przez marszałków i słynnym spotkaniem z marszałkiem Augerau w drodze na Elbę. W 1815 skończy się buntem cywilnych współpracowników Napoleona. Znamienną cechą całego panowania jest niepewność w stosunkach z własnymi współpracownikami i podkomendnymi. „Nie mam komu ufać”. Oto krzyk, który przewija się przez kilkadziesiąt tomów korespondencji. Nieumiejętność wywierania trwałego wpływu na podkomendnych, w każdym razie na najwyższych podkomendnych, była piętą achillesową panowania Napoleona.

Nie potrzeba długich rozważań, aby przekonać się, że z Piłsudskim jest wręcz inaczej. Z okazji wyjazdu na Maderę dziwiono się za granicą, że oto dyktator Polski może na kilka miesięcy opuścić kraj bez obawy zamachu stanu (Marszałek na Maderze: 15 XII 1930 – 29 III 1931). Była to prawdopodobnie podświadoma reminiscencja ze spisków przeciw Napoleonowi. Jedno jest faktem. Gdy Napoleona spotkało niepowodzenie opuścili go wszyscy jego zwolennicy albo prawie wszyscy. Tak było w 1814 roku, tak było i w 1815. Piłsudskiego już dwukrotnie spotkało niepowodzenie , które wielu ludzi uważało za definitywne. Pierwszy raz w Magdeburgu, w ostatnich latach wojny światowej. Drugi raz w Sulejówku w latach 1922-1926. Czy w tych okresach niepowodzenia opuścił Piłsudskiego któryś z jego podkomendnych i towarzyszy broni? Nie opuścił Piłsudskiego nikt z piłsudczyków. Nie ulega wątpliwości, iż w każdej chwili gotowi byli stanąć na wezwanie i istotnie stanęli. Jeśli porównamy prawdziwą historię Neya z prawdziwą historią Sosnkowskiego ujrzymy cały dystans dziejowy.

Wyjaśnienie tej ciekawej różnicy nie jest łatwe. Nie będziemy go szukać w irracjonalnych cechach wielkiego człowieka. Któż bowiem cechy te posiadał w pełniejszym od Napoleona I stopniu?

Nietrafnym wydaje się też twierdzenie, że napoleonidów wiązał tylko interes osobisty, piłsudczyków zaś idea moralna i narodowa. Napoleon był reprezentantem wielkiej idei francuskiej, idei „granic naturalnych”. Nie możemy zapominać, iż był to motor polityki francuskiej od XV wieku i że ówczesna opinia publiczna właśnie w Napoleonie właśnie widziała jej jedynego reprezentanta („La faction des anciennes limites”[1]). Zapewne. Powstały później interesujące konstrukcje celów politycznych Napoleona, jak „mit wschodni” Emila Bourgeois, „cesarstwo rzymskie” historyków niemieckich itp. Niemniej interpretacja Alberta Solera zdaje się najlepiej oddawać ówczesne poglądy. Napoleon nie był więc przedstawicielem tylko własnych ambicji, ale także i zrozumiałej dla ogółu Francuzów idei.

Z drugiej strony, o ile nie można przeczyć, iż ruch legionowy odznaczał się ogromną dozą ideowości i nie ma już chyba publicysty w Polsce, który by tego nie przyznawał , to w każdym razie tak silnej i tak wyraźnej idei jak dawna niepodległościowa, piłsudczycy w roku 1926 już nie posiadali. Trudno więc w tej dziedzinie szukać wytłumaczenia dla naszej zagadki.

Zasadniczo nie zdarza się nigdy, aby człowiek mógł wywierać trwałe wpływy i by mógł silnie do swego panowania przywiązać ludzi starszych od siebie. Stara to prawda psychologiczna – tylekroć potwierdzona przez historię – znajduje potężne potwierdzenie w paraleli Piłsudski-Napoleon. Weźmy dla przykładu kilka nazwisk i kilka dat.

Piłsudczycy. Józef Piłsudski urodził się w roku 1867, Walery Sławek urodził się w 1879 roku, Bogusław Miedziński urodził się w 1891 roku, Adam Koc urodził się w 1892 roku, Bronisław Pieracki w 1895 r. Janusz Jędrzejewicz urodził się w 1885 roku. Marian Zyndram-Kościałkowski urodził się w 1892 roku. Bolesław Roja urodził się w 1879 roku. Zasadniczo wiek przeciętnego piłsudczyka jest 10 do 20 lat niższy od wieku marszałka.

Napoleonidzi. Napoleon I urodził się w roku 1768. Talleyrand urodził się w roku 1754. Bernardotte w 1764. Massena w 1758. Macdonald w 1765. Augerau w 1757. Murat w 1767. Cambaceres w 1753, Berthier w 1753.

Różnica musi każdego uderzyć. Piłsudczycy należą do generacji młodszej o 10-20 lat od swego „dziadka”. Napoleonidzi są rówieśnikami bądź starszymi towarzyszami broni swego cesarza.

Oczywiście nie chciałbym, aby ktoś przypuszczał, że magiczny wpływ wywierany przez marszałka na otoczenie może się tłumaczyć tylko wyżej poruszoną różnicą. Byłby to absurd. P{odniesiona przez nas różnica stanowi stanowi jedynie tylko przyczynek dla zrozumienia powodów małego wpływu Napoleona na bezpośrednie otoczenie i ogromnego wpływu Piłsudskiego. Niepodobna charyzmy wielkiego człowieka chcieć tłumaczyć sprawą daty urodzenia. Ale te sprawy niemniej nie są obojętne i ich zrozumienie posiada niekiedy wręcz rozstrzygające znaczenie.

Niewątpliwie wielkość powodzenia Marszałka Piłsudskiego znajduje częściowe wytłumaczenie w tym, iż zdecydowanie zrezygnował on z wpływu na ludzi starszych od siebie i rówieśników, a poszedł w kierunku młodszym. „W pańskim wieku – krzyczał do generała Boulangera Floquet – Napoleon był na św. Helenie”. Nie wiedział nieszczęśliwy, iż koniec Napoleona byłby może o wiele mniej tragiczny, gdyby był wielką karierę – rozpoczął w wieku gen. Boulanger.

Drugim faktem podstawowym w stosunkach obu wielkich ludzi ze swym otoczeniem jest olbrzymi doza wolności, którą Piłsudski pozostawiał swoim podkomendnym i niesłychane ich skrępowanie przez Bonapartego. Nie będziemy się tu zastanawiali nad pytaniem, czy wiąże się to przypadkiem z omawianą poprzednio różnicą w stopniu przywiązania. „Ten oficer – pisał cesarz do Eugeniusza Beauharnais o Macdonaldzie – ma talent i ma nerw. Nie mogę jednak zaufać jego poglądom politycznym” (20.04.1809). Nie o to jednak w tej chwili chodzi. Musimy przede wszystkim zdać sobie sprawę z tej podstawowej, olbrzymiej różnicy między sposobem dowodzenia i sposobem rządzenia Napoleona i Piłsudskiego. Różnica ta przejawia się właśnie w stosunku do podwładnych. Napoleon z najdalszych stron kieruje do najdrobniejszych szczegółów sprawami najróżniejszego rodzaju. Piłsudski najrzadziej występuje osobiście i w całej ogromnej gamie spraw pozostawia wolność swym podwładnym, Zanalizujmy kolejno to stanowisko, najpierw w dowodzeniu armią, potem w rządzeniu krajem.

Sprawy wojskowe są znacznie trudniejsze do omawiania od spraw cywilnych. Przede wszystkim dlatego, iż dzieje wojny polsko-rosyjskiej w 1920 roku są haniebnie mało znane w naszym społeczeństwie, mimo pokaźnej literatury fachowej, paszkwilowej oraz panegirycznej. Następnie zaś również dlatego, że fizjonomia Marszałka Piłsudskiego jako wodza przedstawia się w sposób dość skomplikowany. W dziedzinie, którą się zajmujemy – ogólna charakterystyka nie natrafia jednak na większe trudności.

Piłsudski. W stosunku do swych podkomendnych trzymał się Marszałek w ciągu wojny polsko-rosyjskiej systemu nadzwyczaj liberalnego. Niezmiernie dużo pozostawiał inicjatywie dowódców frontu czy dowódców armii. Dla przykładu weźmy trzy wypadki.

W stosunku do dowodzenia frontem północnym w okresie od czerwca do sierpnia 1920 Marszałek wykazuje najdalej idącą tolerancję do poglądów gen. S. Szeptyckiego, aczkolwiek niezupełnie odpowiadają one jego opinii. Wyrazem tego liberalizmu była późniejsza krytyka prowadzenia frontu północnego, przeprowadzona w Roku 1920. Na stronie 90 i na stronie 95 tej książki znajdujemy wyraźne stwierdzenie szerokich granic pozostawionych inicjatywie dowódcy frontu przez Marszałka. Najjaśniejsze stwierdzenie oczywistości znajdujemy na stronie 147: „Mimo że bardzo surowo odnoszę się do słusznie i niesłusznie ciążącej na naczelnych wodzach odpowiedzialności, nie mogę brać na barki wszystkich dziwadeł strategicznych wykazanych przy odwrocie po bitwie 4 i 5 lipca”. Sprawa jest więc jasna. Granice pozostawione inicjatywie podwładnych były bardzo szerokie.

Operacja gen. Władysława Sikorskiego, przedstawiona w książce pt. Między Wisłą a Wkrą, odznaczały się również wielką dozą samodzielności. Wystarczy stwierdzić, że o naczelnym dowództwie mówi gen. Sikorski dopiero w końcu swej pracy i to w formie dość ogólnikowej.

Wreszcie manewry gen. Śmigłego-Rydza w okolicy Kijowa, a właściwie niechęć tego generała do opuszczenia linii Dniepru, mimo niebezpieczeństwa zagrażającego od Budionnego, a także przebieg walk 28. dywizji pod Równem, świadczą wymownie o istocie systemu rozkazodawstwa Marszałka Piłsudskiego.

System ten wypływał nie tyle z temperamentu, ile wyrozumowanej teorii. Przeciwnie, tam gdzie Marszałek dowodził osobiście, okazywał geniusz szczegółu, żywo przypominający metody Napoleona. Tam też dopisywało zwycięstwo. W stosunku do podwładnych trzymał się jednak zasady przypominającej raczej Moltkego. Na stronie 146 książki pt. Rok 1920, znajdujemy lapidarne sformułowanie przyczyn „liberalizmu strategicznego” Marszałka Piłsudskiego. „Wolę, pisze, zawsze mieć gorsze rozstrzygnięcie, lecz pewniejszego siebie dowódcę”.

Francuski system rozkazodawstwa, reprezentowany głównie przez Napoleona, był zupełnie odmienny. Otwierając na chybił trafił jeden z tomów korespondencji cesarza, natrafiłem pod datą 20.10.1806 na następujący list, wysłany z Halle do armii stojącej w Holandii, czyli o kilkaset kilometrów. „Według informacji, które posiadam, wasza awangarda wynosi 9000 ludzi. Dodajcie 2000 z 2-go liniowego. Trzeci batalion trzeba zostawić w Wesel. Kiedy otrzymam wasz raport w sprawie Hanoweru, zadecyduje co do dalszych operacji. Trzeba umieścić oddział obserwacyjny w Hameln. W Wesel niech się skoncentrują wszystkie trzecie bataliony...” itd. Wszystkie najdrobniejsze szczegóły.

Trudno dziś negować, że Piłsudski jest bardzo wielkim wodzem. A jednak sposób dowodzenia Napoleona i sposób dowodzenia Piłsudskiego to dwie rzeczy diametralnie ze sobą sprzeczne.

Powyższe rozważania były nam potrzebne, by lepiej uwypuklić różnicę polityczną między Piłsudskim a Napoleonem. Podobnie jak i w sprawach wojny, tak i tu zachodzi między nimi skrajne przeciwieństwo. Stałym dążeniem Napoleona jest kurczowo uchwycić w swe ręce możliwie największą ilość spraw i resortów. Piłsudski oburza się na stałe dążenie Polaków do spychania odpowiedzialności na jedną osobę. Napoleon nie pozostawiał w prawie żadnej dziedzinie prawie żadnej inicjatywy swym współpracownikom. Piłsudski w możliwie największej mierze stara się dopuścić ich do władzy. Jest to prawda tak znana, iż nawet szkoda się nad nią rozwodzić. Poza polityką zagraniczną i armią, którymi się zajmuje osobiście, Marszałek Piłsudski nie krępuje inicjatywy w żadnym innym kierunku, Domagając się tylko umożliwienia mu owocnej pracy w resortach, które nazwał „zasadniczymi dla państwa”.

Zanim przejdziemy do dalszych konsekwencji wypływających z powyższych oczywistych faktów, pragnąłbym podkreślić, iż chodzi nam tu jedynie i wyłącznie o stosunek do współpracowników, nie zaś o ocenę istoty reżimu pomajowego. Zasadniczo można być nawet najbardziej absolutnym władcą, a odznaczać się liberalnym stosunkiem do podwładnych. Najbardziej wymownym przykładem niech będzie cezar Diocletianus. Z drugiej strony można być zwolennikiem liberalizmu politycznego i prezydentem demokratycznej republiki, a odznaczać się najdalej idącym despotyzmem. Tu zaraz przychodzi na myśl Adolf Thiers ze swym pryncypałem – Ludwikiem Filipem.

Widzieliśmy powyżej, że Marszałek Piłsudski zastrzegł się wyraźnie i kategorycznie przeciw spychaniu na jego barki dziwadeł strategicznych, dokonanych przez podkomendnych. Widzieliśmy, iż w dziedzinie politycznej pozostawia On swym podwładnym jeszcze większą swobodę, jak w sprawach strategicznych. Jak teraz musielibyśmy nazwać tych, którzy by za swoje dziwadła polityczne pragnęli odpowiedzialność zepchnąć na osobę Marszałka? Między sposobem rządzenia Napoleona i sposobem rządzenia Piłsudskiego zachodzi zasadnicza różnica. Ci, którzy pragnęli obarczyć Napoleona odpowiedzialnością za Kulm, za Denne witz, za koalicję, za bankructwo finansowe mieli rację. Ci, którzy pragną dziś pokryć swe pociągnięcia, w tej czy innej dziedzinie wewnętrzno-politycznej autorytetem Marszałka – racji nie mają.

Są tacy – zwłaszcza w młodszym pokoleniu – którzy czynią to nieświadomie. Tych wystarczy nazwać głupcami. Jeśliby jednak był ktoś, kto by to czynił świadomie, to tego kogoś – należałoby określić mianem oszusta politycznego. Pozwalamy sobie jednocześnie wyrazić wątpliwość, aby znalazł się ktoś, kto by odważył się zdementować to, co mówimy w tej chwili. Informacje te nie są z trzeciej ręki.

Na razie widzieliśmy, że Piłsudski potrafił lepiej do siebie przywiązać swych ludzi jak Napoleon. Widzieliśmy również, iż w stosunkach z nimi posługuje się odmienną metodą, pozostawiając im o wiele więcej inicjatywy. Teraz przechodzimy do trzeciej, zasadniczej r różnicy między sytuacją Piłsudskiego a sytuacją Napoleona w stosunku do swych podwładnych.

III

Napoleon nie pozostawiał swym podwładnym żadnej prawie inicjatywy. A jednak rozporządzał wspaniałym materiałem ludzkim. Oczywiście nie mówię o cechach moralnych bezwzględnie wyższych w Polsce – lecz raczej o zdolności rządzenia.

Pod koniec panowania Napoleona utarło się twierdzenie, iż tylko tam, gdzie występuje on osobiście, tam następuje zwycięstwo. Wiedzieli o tym Blücher i Schwarzenberg. Było to jednak nie tyle skutkiem niedołęstwa marszałków, ile skutkiem ich głębokiej niechęci do cesarza i demoralizacji.

W personelu cesarstwa znajdowała się cała plejada ludzi intelektualnie i politycznie pierwszorzędnych. Talleyrand – potężny talent dyplomatyczny i dalekowidzący mąż stanu, w 15 lat po upadku Napoleona święcić miał triumfy, zażegnując wojnę w 1830 roku. Fouché – to był Fouché. Czy widać tego polityka, który by po gwałtownym obaleniu istniejącego w Polsce reżimu, potrafił z fotela ministerialnego przesiąść się prosto na fotel premierowski? Bernardotte został dobrowolnie wybrany następcą tronu przez Zgromadzenie Narodowe szwedzkie. W niesłychanie trudnej sytuacji utrzymał się kilkadziesiąt lat na tronie i zapewnił swej dynastii jedno z najsolidniejszych panowań w Europie. Uczynił to przy wyraźnej niechęci i przeciwdziałaniu ze strony cesarza. Dlaczego pięciu dygnitarzy napoleońskich, z tego trzech marszałków, było premierami za czasów monarchii lipcowej? Soult był nawet trzykrotnie premierem. To świadczy, że ludzie ci stanowili przecież ogromną pozycję polityczną w 25 lat po upadku, a w 15 po śmierci swego władcy. Z tego samego faktu wynika pojęcie o sile umysłowej i politycznej napoleonidów. Czy możemy sobie wyobrazić coś podobnego po takiej katastrofie – do czego nas historio uchroń – jak ta, która regime napoleoński spotkała w w 1814 i w 1815?

O tym z całą pewnością i spokojem pisać będziemy mogli dopiero za lat trzydzieści. Dziś jedyny materiał, jaki mamy dla potwierdzenie tezy o różnicy między materiałem ludzkim, którym rozporządzał Napoleon i tym, którym rozporządza Piłsudski, jest bardzo szczupły. Mógłbym tu z łatwością wypisać próbę bilansu dotychczasowych rządów w Polsce. To jednak nie byłaby metoda logiczna. Wynik nie jest bowiem zawsze proporcjonalny do wysiłku i zdolności danej grupy. Słusznie napisał niedawno pewien publicysta, iż dobrze przeprowadzony odwrót jest czasem większą sztuką od najświetniejszego zwycięstwa. Ten więc sposób obiektywnego porównania jest przed nami zamknięty.

Również odrzucić musimy badanie subiektywne – rozmaite „wrażenia”. „Ja mam wrażenie, że...” etc. Tu dobry obyczaj polemiczny nakazuje przyznać, że to subiektywne wrażenie ludzi, z którymi się spotykałem, było jednomyślnie twierdzące co do ich wysokiego poziomu politycznego. Oczywiście jednak dopiero po dojściu do władzy! Otóż tych wrażeń niepodobna wziąć za podstawę. Najbardziej znamiennymi niech będą tu opinie wypowiadane o Napoleonie III w ciągu jego panowania. Hr. Czernin i gen. Nivelle, byli również uważani za geniuszów przez swoich podwładnych. Pewien zaś mój osobisty znajomy, niegdyś bardzo bliski Hoovera, opowiadał , iż aż do chwili, w której ustąpił z prezydentury, uchodził on za jednego z najzdolniejszych ludzi na świcie.

Rezygnujemy więc z przyszłości , z bilansu politycznego i z wrażeń subiektywnych. Pozostaje – przeszłość. Czym byli napoleonidzi bez Napoleona, czym piłsudczycy bez Piłsudskiego? Pierwsi wszystkim – drudzy niczym. Oczywiście w znaczeniu politycznym. Gdy generał Bonaparte był w Egipcie, Talleyrand był ministrem spraw zagranicznych, Fouché był ministrem policji, Massena dowodził armią w Szwajcarii, Macdonald dowodził armią w Neapolu, Lucjan Bonaparte był przewodniczącym parlamentu, Bernardotte był jednym z generałów najbardziej en vue itd. Mimo że zaszczyty z czasów przed 1926 nie są żadnym miernikiem, można rzec, że gdy marszałek Piłsudski był w Sulejówku, pp. Miedziński i Polakiewicz byli posłami sejmowymi, p. Kościałkowski zaś wybitnym posłem sejmowym. Wśród ministrów nie znajdziemy ani jednego z dzisiejszych działaczy. Ani jeden nie stał na własnych nogach politycznych, niezależnie od autorytetu Marszałka.

Nie chciałbym być fałszywie zrozumiany. Nie porównuje tu współpracowników Marszałka Piłsudskiego do innych leaderów czy grup politycznych polskich. Porównuję ich do wielkich napoleonidów – a sama próba tego porównania jest już zaszczytem. Gdybym chciał porównywać pułkowników do innych polskich działaczy, porównanie wypadłoby bezwzględnie na ich korzyść. Takie arcydzieło rządów przedmajowych, jak traktat ryski, konstytucja marcowa, ordynacja proporcjonalna, stabilizacja złotego, utrakwizycja szkolnictwa w Galicji, Locarno i drugi gabinet Aleksandra Skrzyńskiego wystarczą chyba do oceny. Nie chodzi nam tu jednak o porównanie współpracowników Marszałka Piłsudskiego do dzisiejszej opozycji, lecz o porównanie do współpracowników Napoleona. Czysto historyczna analiza.

Adolf Maria Bocheński

Tekst opublikowano w „Buncie Młodych” nr 9/1934

Przypisy:

[1] - powrót do dawnych granic

Czytaj więcej...

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version