Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Felietony

5 rzeczyJego nazwisko pochodziło od bagna, stosował „blitzkrieg" o pokolenie wcześniej niż Adolf Hitler, pod koniec swego życia chciał zmienić polski hymn, posługiwał się blisko 20 znanymi pseudonimami i wedle wielu relacji, posiadał nadnaturalne zdolności. Oto „Ziuk”, jakiego (prawie na pewno) nie znacie!

„Ze smutkiem jednak powiedzieć muszę, że wszystkie prace, które w stosunku do mojej osoby są czynione w tegoczesnej Polsce, dają osobę moją, to jest Józefa Piłsudskiego, najczęściej zupełnie mi nieznanego. Jakaś podobizna bez podobizny, jakaś często małpa głupia, która nie wiadomo dlaczego i po co stała się centralną figurą całego najważniejszego dla Polski okresu. Przy czym najczęściej fakty z mego życia są poprzekręcane w sposób głupi tak, że ja nawet swego życia nie poznaję.

Cytatem z Poprawek historycznych – ostatniej większej pracy literackiej osoby, którą polska historia i społeczeństwo zapamiętały przede wszystkim jako autora (lub wedle niektórych jednego z autorów) naszej niepodległości, zwycięskiego wodza bitwy warszawskiej, którą to setną rocznicę świętowaliśmy w ubiegłym roku, czy także z późniejszych jego poczynań, takich jak choćby tzw. przewrót majowy w 1926 r. Znamy także jej wizerunki utrwalone na fotografiach i obrazach, z których groźnie spogląda na nas pewien starszy, nieco już zmęczony życiem wąsaty Pan, który w innej sytuacji uwieczniony na malunku dumnie dosiada swoją ulubioną klacz.

Znamy go też jako kogoś w rodzaju narodowego demiurga, który potrafił mówić o Polakach, że „tylko dzięki zaiste niepojętej a niezbadanej litości boskiej, ludzie w tym kraju nie na czworaka, lecz na dwóch nogach chodzą, udając człowieka”, żeby po pewnym czasie stwierdzić: „I dzisiaj, choć nieraz mówię o durnej Polsce, wymyślam na Polskę i Polaków, to przecież tylko Polsce służę”.

Mój artykuł ma zamiar przedstawić Józefa Piłsudskiego w nieco innym, prawie nieznanym szerokiej opinii, świetle. Będzie to garść informacji i ciekawostek dotyczących jego życia, działalności i poglądów, które dadzą jeszcze pełniejszy obraz całości życia tego wielkiego Polaka (zdaniem autora, zaprzysięgłego piłsudczyka, jednego z największych).

Jego nazwisko pochodziło od... bagna

O tym, że Marszałek urodził i wychował się na terenach dzisiejszej Litwy uczą się już dzieci na lekcjach historii w szkole podstawowej, lecz o tym, skąd pochodzi jego nazwisko i co ono oznacza – już nie. Tę etymologiczną zagadkę próbowały swego czasu rozwiązać przynajmniej dwie osoby kilkadziesiąt lat temu. Byli to historyk i jeden z wielu biografów Piłsudskiego Władysław Pobóg-Malinowski oraz socjolog Ludwik Krzywicki. Pierwszy z nich w swojej biografii Józef Piłsudski 1867-1908 – W podziemiach konspiracji 1867-1901 podaje, że nazwisko „Piłsudski” (które pojawiło się w użyciu około 1625 r.) rodzina przyszłego Marszałka miała przybrać od rodzinnego majątku Piłsudy (znanego także jako Poworcie) położonego nieopodal miejscowości Skaudwile na Żmudzi. Piłsudy leżały w odległości około 300 km od rodzinnego dla „Ziuka" Zułowa. Te miejscowości znajdowały się więc na przeciwległych krańcach dzisiejszej Litwy. Nazwa posiadłości Piłsudskich pochodzić ma od ogólnego, spolonizowanego określenia na całość terenów południowo-zachodniej Żmudzi – na które w oryginale mówiono „pilsotas". Nazwa tegoż majątku zaczęła pojawiać się w jakiś czas po nabyciu go przez Bartłomieja Giniatowicza, starostę w Upitach (przodka przyszłego „Komendanta") pod koniec XVI stulecia.

Gdy przejdziemy do czysto lingwistycznego „rozbicia” nazwiska „Piłsudski”, wyjdzie nam, że wg Pobóg-Malinowskiego jego pierwszy człon – „pilti" znaczy po litewsku tyle, co „sypać", a jego drugi człon składający się ze starego, jeszcze słowiańskiego określenia „sodyba" oznacza wioskę lub osadę i gdy dodamy do tego w gruncie rzeczy podobną interpretację Krzywickiego, który uznał litewskie określenie na bagno – „peł", wyjdzie nam, że „Piłsudski” znaczy mniej więcej „pochodzący z wioski usypanej na bagnach". Gdyby więc Piłsudski był etnicznym Polakiem, mógłby nazywać się choćby „Bagieński”.

Na marginesie zostaje jeszcze kwestia pisowni nazwiska „Piłsudski” – bowiem jak donosiło kilku autorów publikacji o Marszałku – część jego rodziny pisała się „Piłsudzki" z literą „z" w środku. Nekrolog w paryskiej prasie po śmierci brata Komendanta, Bronisława w 1918 r. podawał, że zmarł Bronisław Ginet-Piłsudzki (!), a niejaki Jakub Gieysztor w 1921 r. zapisał, że rodziciel bohatera tego artykułu „jako komisarz czynny był bardzo w powiecie kowieńskim [chodzi o powstanie styczniowe – przyp. aut.] Józef Piłsudzki ojciec”. Czyżby z tych właśnie względów forma „Piłsudzki" (skoro tak podawała prasa, rodzina i osoby postronne) była poprawna? Niestety nie. Przytoczę niżej wypowiedź Michała Bronowickiego z Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku:

Taki zapis – Piłsudzki nie wynikał z tradycji, ani nawet świadomie przyjętej formy, lecz był zwyczajnie powielanym błędem, choć występował nawet w zachowanych dokumentach. Jest to bezsprzecznie niewłaściwa forma. Z kolei Ginet [pierwszy człon nazwiska Bronisława Piłsudskiego przytoczonego wyżej – przyp. aut.] to niepotwierdzony raczej protoplasta rodu.”

Stosował „blitzkrieg" zanim było to modne

Określenie na taktykę wojenną, w której działania bojowe prowadzi się tak szybko, jak to tylko możliwe z dodatkowym wykorzystaniem efektu zaskoczenia, co skutkuje dezorientacją sił przeciwnika oraz jego oskrzydleniem nazywanej ze zbitki dwóch niemieckich słów „blitz" (co znaczy szybko, błyskawicznie) i „krieg" (wojna), zostało spopularyzowane i wprowadzone do kanonu współczesnej sztuki wojennej przez działania III Rzeszy w pierwszych latach II wojny światowej. To właśnie inwazje Polski w 1939 r., Francji w 1940 r.czy choćby ataku na ZSRR w czerwcu 1941 r. były prowadzone właśnie techniką „blitzkriegu" przez niemieckie wojska pod wodzą Adolfa Hitlera.

Historycy oceniają, że tempo posuwania się Wehrmachtu w początkowych fazach „planu Barbarossa" wynosiło ponad 90 kilometrów na dzień – było to wedle nich tempo nieznane i nienotowane wcześniej w historii wojen. Zapomnieli jednak, że jakieś 20 lat wcześniej pewien wojskowy samouk ze szlacheckim pochodzeniem rodem spod Wilna podczas wojny z bolszewikami wręcz zawstydził swoimi działaniami dopiero co mającą powstać za kilkanaście lat III Rzeszę i to on (a nie kto inny) po raz pierwszy na szeroką skalę zastosował „blitzkrieg”. Mowa oczywiście o Józefie Piłsudskim.

Główny aktor tej publikacji w swojej pracy poświęconej bitwie warszawskiej – Rok 1920, zapisał: „Ten kto naciera z energią, zawsze będzie miał powodzenie”. Jak się zaraz przekonamy, owa energia u Piłsudskiego i dowodzonych przez niego oddziałów była nawet aż za duża. Okres wojny polsko-bolszewickiej dał ku temu kilka interesujących przykładów.

Nacierający podczas słynnego już „kontruderzenia znad Wieprza" 6. pułk piechoty pokonał w ciągu 9 dni walk dokładnie 341 kilometrów, co daje nam średnią 38 km dziennie. Podczas „operacji kijowskiej" tuż przed bitwą warszawską polskie wojska na linii Zwiahel – Kijów przemaszerowały odległość wiele ponad 200 km w 13 dni, co po przeliczeniu da nam 17 km na dobę. W bitwie niemeńskiej, która przypieczętowała polskie zwycięstwo nad bolszewikami w październiku 1920 r., szybkość marszu wynosił do 26 km/dobę. Lecz najlepsze w tej kwestii dopiero przed nami!

Ponownie w trakcie „wyprawy kijowskiej" II batalion 5. pułku piechoty Legionów przebył podczas walki w ciągu 39 godzin aż 80 kilometrów! Te liczby jeszcze bardziej robią wrażenie, gdy poznamy fakt, że 5. pułk piechoty maszerował i walczył na grząskim, nieutwardzonym i momentami piaszczystym terenie, a po 6-godzinnym odpoczynku batalion ten „zrobił” jeszcze 15 km! Podczas marszu znad Wieprza 1. pp Legionów przebędzie bez przerwy w ciągu niecałych 2 dni – 19 i 20 sierpnia 1920 r. – aż 72 kilometry!

Mało tego! Wykazano, że przy dłuższych dystansach (których garść przytoczyłem wyżej) polska piechota podczas tej wojny potrafiła dorównywać szybkości poruszania się zmechanizowanej i zmotoryzowanej kawalerii! W czasie przemarszu od 10 do 12 października 1920 r. piechota potrafiła przebyć w ciągu jednego dnia 42 kilometry, podczas gdy kawaleria przebyła jedynie o 5 km więcej! Czyżby więc człowiek miałby być bardziej wytrzymały od konia? 22 kwietnia 1921 r. Józef Piłsudski powie: „Jestem z tych, którzy szukają rozwiązania zagadnień wojennych nie gdzie indziej, jeno właśnie w szybkości. Poruszenia lotne, które nie dają odetchnąć wrogowi, oto problemat, nad którym głowa i moja dusza pracowała sto razy czasu wojny".

Chciał zmienić nasz państwowy hymn

Ta monotonna, prosta, trwająca nieco ponad minutę melodia wygrywana na fortepianie nic Tobie nie mówi? Jeśli nie jesteś zapaleńcem dzieł innego wybitnego Polaka, Fryderyka Chopina, to masz do tego zupełne prawo... gdyby nie to, że ta niepozorna kompozycja mogła służyć jako muzyczny podkład dla nowego hymnu Polski!

Tak, Józef Piłsudski w 1934 r., a więc pod koniec swego życia, nosił się z zamiarem wymiany Mazurka Dąbrowskiego (ustanowionego hymnem w 1927 r.) na inną narodową pieśń! I miał już do tego celu gotową melodię!

Jak podaje Wacław Jędrzejewicz w swojej Kronice życia Józefa Piłsudskiego, mniej więcej w połowie 1934 r., Komendant poruczył jednemu ze swoich najbliższych współpracowników, gen. Bolesławowi Wieniawie-Długoszowskiemu, to właśnie zadanie. Należy nadmienić, że polecenie to trzeba było wykonać w dyskretny, wręcz utajniony sposób (jak to zwykle bywało, gdy Marszałek zlecał coś Wieniawie), lecz jak podaje Jędrzejewicz za cytowanym w swojej książce gen. Tadeuszem Alfem-Tarczyńskim, w tej sprawie zdołał nieco „wygadać” się Kazimierz Wroczyński, ówczesny dyrektor Teatru Miejskiego w Łodzi. Z jego relacji (po rozmowie z Wieniawą) wynikało, że Piłsudski ma następujące warunki dotyczące potencjalnego nowego hymnu:

- jego melodią ma być wspomniane wyżej Preludium 20 c-moll op. 28 Chopina po odpowiednim opracowaniu (orkiestracji). Piłsudski określił w 1920 roku je jako „najpiękniejszy chorał świata”;

- tekst hymnu powinien mieć możliwie jak najbardziej podniosły i uroczysty charakter, jako przykłady Piłsudski podawał Inwokację z Pana Tadeusza Adama Mickiewicza lub bożonarodzeniowy wiersz Konrada z Wyzwolenia Stanisława Wyspiańskiego;

- nie należy podawać w tekście hymnu nazw królów, bohaterów lub innych zasłużonych Polaków;

- nie stosować w nim zapożyczeń obecnych w polskich pieśniach hymnicznych, takich jak Boże coś Polskę czy Warszawianka 1831 roku, gdyż Marszałek oświadczył, że „nie lubi prezentów” oraz polecił unikać słów oraz wyrażeń obecnych w Mazurku Dąbrowskiego, do których zaliczał on m.in. „kiedy my żyjemy”, „przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę”, „nauczył nas Bonaparte”.

Potencjalni autorzy nowego hymnu, przedstawiani przez Wieniawę poeci, tacy jak Jan Kasprowicz, Artur Oppman lub twórcy z grupy „Skamander" zgodnie odmawiali lub zmarli w tamtym czasie (jak Kasprowicz). Gdy Wieniawa rozmawiał o tym z Piłsudskim, ten w pewnym momencie wtrącił: „Oby się znalazł autor z duszą i talentem Karpińskiego" [Franciszka, autora popularnej kolędy „Bóg się rodzi" – przyp. aut.]...

Posiadał prawie 20 (znanych) pseudonimów

Jeśli pozostaje się w ukryciu i konspiracji przez przeszło 20 lat, silą rzeczy potrzebuje się mieć przybrane nowe, konspiracyjne „tożsamości” i życiorysy – i to nawet nie jedne! Józef Piłsudski miał ich prawie 20! Prześledźmy więc je wszystkie:

- „Ziuk" – jego najpopularniejszy przydomek, używany przez cały okres konspiracji, w taki sposób zwracały się do Piłsudskiego osoby mu najbliższe, tak właśnie na Wileńszczyźnie zdrabniano jego imię (Józef – Józiuk – Ziuk);

- „Rom.” – pierwszy pseudonim Marszałka, w taki właśnie sposób podpisywał swoje korespondencje do czasopisma „Przedświt" w 1893 r., pseudonim jest niepełny, jego rozwinięciem jest najprawdopodobniej „Romantyk";

- „Czortwico" - pseudonim używany wewnątrz konspiracji w Polskiej Partii Socjalistycznej;

- „Czasowy"; - używany zamiennie z „Czortwico”;

- „Wiktor” - używany zamiennie z „ Ziukiem", stosowany głównie w początkowych latach konspiracji;

- „Mieczysław” – używany, gdy Piłsudski był komendantem Związków Strzeleckich tuż przed wybuchem I wojny światowej;

- „Józef Grodzki";

- „Wojnorowski"; - używany zamiennie z „Czortwico" i „Czasowym";

- „Wiktor Kościesza" – „Kościesza" to nazwa herbu szlacheckiego, którym legitymowała się rodzina Piłsudskich;

- „Mścisław" – pseudonim używany podczas akcji pod Bezdanami;

- „Józef Władysław Dąbrowski” – nawiązanie do Jana Henryka Dąbrowskiego z naszego hymnu (?);

- „Józef Ginet" – Ginet, wedle rodzinnej tradycji nazywany także po litewsku Ginajtisem, miał być litewskim księciem żyjącym około XV wieku, który był protoplastą rodu Piłsudskich (zob. punkt 1);

- „Janowski";

- „Z. Mieczysławski" – używany zamiennie z „Mieczysławem";

- „J. Chobot" – na takie nazwisko Piłsudski kazał adresować do siebie listy, gdy przebywał w Tatrach w 1903 roku;

- „Ludwik";

- „Martyn";

- „Justyn";

Ilością tych „ksywek" Komendant (które to nie jest jego pseudonimem, podobnie jak „Dziadek” – jest tylko określeniem) mógłby obdzielić swobodnie kilka osób!

Wykazywał (wedle opinii wielu) zdolności paranormalne

„Prawdopodobnie w tym czasie [koniec czerwca 1920 r. – przyp. aut.] złożył wizytę Piłsudskiemu wizytę Dymitr Mereżkowski, znany pisarz rosyjski. [...] Mereżkowski był oczarowany tą wizytą. Jak zapisał: «Darem serdecznej wyobraźni, darem intuicji, jasnowidztwa, które Mickiewicz [Adam – przyp. aut.] mieni naczelnym darem szczepsłowiańskiego, włada Piłsudski w takim stopniu, jak nikt z polityków obecnej chwili...» (...)”

Cytatem z nieomal bezcennego dla piłsudczyka dzieła, Kroniki życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935" autorstwa Wacława Jędrzejewicza rozpoczynam ostatni i najprawdopodobniej najbardziej kontrowersyjny ustęp mego tekstu, nazwijmy to górnolotnie, o odmiennych stanach świadomości Piłsudskiego.

Relacji w tej sprawie historia zdołała zebrać wystarczająco wiele, aby chętna opinia publiczna zdołała wyrobić sobie w tej sprawie pogląd, czy dowierzać relacjom o telepatii, zdolności przekazywania myśli na odległość innej osobie czy zdolnościach mediumicznych Komendanta. To, czy Czytelnicy uwierzą (bądź nie) w te relacje (i jakie wnioski z nich wyciągną) leży jedynie w Ich gestii.

Stosunkowo najwięcej doniesień w tej sprawie zachowało się ze wspomnień kontaktów Piłsudskiego ze Stefanem Ossowieckim, znanym przedwojennym jasnowidzem, wizjonerem oraz medium, który m.in. potrafił bez użycia wzroku odczytywać schowane w wielu kopertach wyrazy, ciągi liczb czy figury geometryczne. Potrafił czynić to także na odległość, częstokroć podczas seansów właśnie z udziałem Marszałka, na których bywały inne znane osobistości II RP, jak Ignacy Paderewski, Karol Szymanowski czy Juliusz Osterwa. Pewnego razu, jak wspomina Marszałkowa, Aleksandra Szczerbińska, jej mąż poddał się (w grudniu 1920 r.) pewnemu eksperymentowi. Napisał na zalakowanej kartce papieru kilka szachowych posunięć (w dodatku zapisanych błędnie), następnie po komisyjnym stwierdzeniu, że koperta, do której włożono kartkę jest zamknięta tak, że nie można bez jej naruszenia ją otworzyć, zaniesiono ją do Ossowieckiego. Ten bez większego trudu odczytał jej treść, dotykając ją od zewnątrz. Innego razu, oboje postanowili połączyć się w seansie telepatycznym. O umówionej porze, podczas powszechnej ciszy w Belwederze, gdzie wówczas mieszkał Piłsudski, usłyszał on nagle słowa zdies syro (tu jest wilgoć). Słowa te wypowiedziała wchodząca do pokoju, w którym przebywał Ossowiecki, jego żona, Rosjanka z pochodzenia. Zainteresowany tymi wydarzeniami, Piłsudski polecił Ossowieckiemu badać się naukowo w Politechnice Warszawskiej, co ten miał regularnie czynić w każdy piątek. Na pewnym marginesie związków Piłsudskiego z Ossowieckim zostaje dedykacja, jaką ten pierwszy zostawił w maju 1925 r.: „Panu Stefanowi Ossowieckiemu, na pamiątkę naszych rozmów, w zrozumieniu tego, czego nie ma, a co jest".

O telepatyczne zdolności „Ziuk" posądzany był także przez pewną przedwojenną pisarkę, Marię Jehanne Wielopolską, która zostawiła po sobie kilka świadectw nadnaturalnych skłonności Marszałka. Swego czasu nie mający żadnego pojęcia o szachach gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski dał przekonać się na jedną partyjkę „gry królów", mając za przeciwnika ponoć szachowego mistrza... któremu dał wkrótce mata! Piłsudski, obecny przy tej rozgrywce miał zdradzić Wieniawie tajemnicę jego zwycięstwa: „Ile razy miałeś ciąg, myślałem: «powinien tak, a tak zagrać» i istotnie robiłeś wszystko kolejno to, co w myśli Ci przeznaczałem”.

Tuż po śmierci Komendanta Jehanne Wielopolska złożyła wizytę Aleksandrze Piłsudskiej, jego drugiej żonie, w Sulejówku i w pewnym momencie podczas tego spotkania niedawno przecież zmarły mąż Piłsudskiej miał się ukazać za jej plecami jako „światło liliowe i niewytłumaczalne", a potem, gdy Piłsudska odprowadzała Wielopolską na stację kolejową – jako „dziwny słup światła" podążający za kobietami...

Te wszystkie przypadki tłumaczone są przez biografa Józefa Piłsudskiego, wspomnianego już tutaj parokrotnie Bohdana Urbankowskiego, na gruncie teozofii oraz... fizyki kwantowej, jako ukrywanie się w danych sytuacjach niczego innego, jak po prostu „drugiego ja", innej formy samego siebie, swojego bytu, który jest powielany, tak, że można powiedzieć, że 12 maja 1935 r. zniknęła tylko jedna z wielu form jestestwa Piłsudskiego, a potem do głosu doszły inne. Fizyka kwantowa stoi na stanowisku, że materia, z której zbudowany jest Wszechświat, nie jest jednolita w swej formie i masie, bywa momentami cieńsza lub grubsza jeśli chodzi o objętość, a ponadto posiada dzięki temu cechy „ukrywania się" w zakamarkach Wszechświata, gdyż ona sama pełna jest próżni – miejsc, w których owe byty mogą przebywać i egzystować zupełnie niezależnie od siebie. Co najlepsze, główny zainteresowany (a raczej jego najbardziej rozpowszechniony byt) był tego doskonale świadomy!

W rozmowie z Arturem Śliwińskim z 23 listopada 1931 r. (były cztery takie rozmowy, pełnią one rolę przyczynków do biografii Marszałka, podobnie jak np. esej Jak stałem się socjalistą z 1903 r.) mówiąc o Napoleonie Bonapartem (którego Piłsudski był znakomitym znawcą) zmienił nagle temat i zagaił: „No, teraz powiem, jakie są moje kreacje towarzyszące mojej samotności”, po czymwskazując ręką na czoło, konkretnie na miejsce pośrodku brwi, odrzekł: „Tu jest dziecko, które ma swoje dziecięce radości i dziecięcą figlarność". Pokazując na lewą stronę czoła mówił o „paniczu z Zułowa" – swoim bycie osobowości, który charakteryzował się łagodnością, dobrocią i bezinteresownością w kontaktach z ludźmi. Piłsudski mówił, że takim był do maja 1926 r., lecz po tym terminie (data „przewrotu majowego”) „już do samej śmierci [ten byt – przyp. aut.] będzie siedział pod kluczem". Obok tej strony ciała stoi mędrzec Sakia-Muni, byt najbardziej obiektywny ze wszystkich, który nie zna złego i dobrego, gdyż uznaje, że to, co jest złem pod jednym kątem, staje się dobrem pod innym. Jeszcze obok stoi ostatni wymieniony przez „Ziuka" nienazwany byt, określany przez jego właściciela jako „wódz naczelny, geniusz walki, wódz, który nie cofa się nigdy i gdy coś postanowi, idzie naprzód, wszystko na swej drodze druzgocze, zawsze ma na myśli zwycięstwo i zawsze zwycięża”.

W „arsenale" jego nadludzkich zdolności znajdowało się jeszcze zwalczanie chorób siłą własnej woli, przyśpieszanie lub obniżanie swojego tętna czy temperatury ciała. Jak odnotowuje Kronika życia Józefa Piłsudskiego, w styczniu 1921 r. Piłsudski powiedział, że „umie nakazać sobie pewne rzeczy, nakazać także swemu zdrowiu, gdy trzeba” Świadkiem tych słów był Władysław Baranowski, wówczas urzędnik Prezydium Rady Ministrów, któremu Marszałek zaczął zaraz opowiadać o tym, jak to pewnego czasu właśnie siłą woli zwalczył 40-stopniową gorączkę. Miał zrobić to po to, aby na czas udać się w długą podróż. Mniej więcej w tym samym czasie Piłsudski został „przyłapany” przez jednego z lekarzy na manipulowaniu swoim tętnem, raz drastycznie je zmniejszając, raz zwiększając. Ów lekarz, nie mogąc ukryć zdenerwowania, potulnie poradził swemu pacjentowi, aby po prostu tak nie robił, gdyż może w ten sposób poważnie zaszkodzić swemu zdrowiu....

„Ziuk” był także medium. Jako bywalec wielu seansów spirytystycznych (u wymienionego wyżej Stefana Ossowieckiego, Franka Kluski lub tych organizowanych u jednego z jego najbliższych współpracowników, Kazimierza Świtalskiego) po jego śmierci fizycznej sam zaczął przejawiać takie zdolności. W grudniu 1937 innej osobie obdarzonej zdolnościami parapsychicznymi, krawcowej Walerii Sikorzynie, w śnie miał ukazać się duch nieżyjącego od blisko 2,5 roku Józefa Piłsudskiego, który wedle jej wspomnień miał przekazać ostrzeżenie dla dowódców polskiego wojska o zbliżającej się wojnie z Niemcami. Piłsudski miał jako medium przekazać dokładną datę i kierunki ataku wojsk III Rzeszy na Polskę. 13 stycznia 1938 roku Sikorzyna udała się więc do Sztabu Głównego WP i zażądała natychmiastowego widzenia z Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych, marszałkiem Edwardem Śmigłym-Rydzem. Generalnego Inspektora Sikorzyna nie zastała, powtórzyła więc te informacje jego adiutantowi, który zapytywał się tylko, dlaczego kobieta kreśli przebieg tego konfliktu tak, jakby polskich wojsk miało nie być, na co zainteresowana odparła, że istotnie, wedle wizji przekazanej jej przez Piłsudskiego, Wojsko Polskie odrodzi się dopiero na terenach ZSRR (a więc ówczesnego agresora Polski) po pewnym okresie niebytu. Zdradziła adiutantowi także, że tam, gdzie wisi portret Marszałka w Sztabie Głównym, za jakiś czas zawiśnie portret Stalina. Wizjonerka pytała także, gdzie jest popiersie Józefa Piłsudskiego, które widniało w gabinecie Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych. Pikanterii dodaje tej sprawie fakt, że Sikorzyna nigdy nie była w Sztabie Głównym WP, nie mogła więc znać dokładnie rozkładu pomieszczeń i przedmiotów tego budynku!

Nietrudno się domyślić, że przyjęto ją wtedy w Sztabie z dużym, powiedzmy oględnie, przymrużeniem oka. Sama Sikorzyna nie chciała dać za wygraną i rok później, w 1939 r. wysłała do GISZ-a list z tym samym, co opowiadała rok wcześniej, lecz odbyło się podobnie, jak za pierwszym razem – bez odpowiedzi. Charakterystyczne jest także, że po kilku latach jej relacja została w pełni potwierdzona przez adiutanta Śmigłego-Rydza (kpt. Edwarda Mańkowskiego) oraz przez kilka innych osób, każdą niezależnie od siebie. A co na to wszystko sam Piłsudski? Wierzył w telepatię (którą zresztą sam praktykował, jak wykazałem wyżej), nie uznawał intuicji, o której istnienie tak wielu go posądzało, aprobował natomiast zdolność inwencji, czyli jego słowami „dar odwleczenia czy postawienia sprawy inaczej, gdy tego potrzeba”. Ogółem prezentował dość uczciwy i właściwy pogląd, że do poruszanych w tym punkcie spraw należy podchodzić zupełnie poważnie lub nie zajmować się nimi wcale. Nieprzypadkowo więc pisał w październiku 1925 r. te oto słowa: „Gdy myślę o rozpowszechnionej obecnie tak szeroko mistycznej teorii o reinkarnacji, sądzę, że człowiek istotnie rodzić się często musi, by stać się pełnym człowiekiem, człowiek bowiem w całym tego słowa znaczeniu kochać musi, nie wstydząc się swego «wczoraj», by żyć, pracując w dniu dzisiejszym, by się jego znowu nie wstydzić jutro"...

Zacząłem ten tekst cytatem z Poprawek historycznych, więc teraz go nimi zakończę:

„Niechybnie życie moje było zupełnie niepodobne nie tylko do życia mojego pokolenia, ale i do życia kogokolwiek bądź w Polsce. Życie pełne bajek, które jednak były prawdziwymi, pełne niebezpieczeństw stałych dla życia, pełne dziwacznych awantur i dziwacznych przygód. Życie takie z trudem niechybnie poddaje się jakiejkolwiek kontroli i jakiejkolwiek ścisłości dla każdego oprócz mnie. Jest mi zupełnie obojętnym, czy nazwie mnie kto awanturnikiem, czy nazwie mnie szczęściarzem bez rozumu, jakąś wypadkową figurą w historii, czy też zechce przyznać mi talent i to duży, czy nazwie mnie najrozumniejszym człowiekiem w Polsce. Jest to bardzo obojętnym dlatego, że sąd nad taką centralną figurą należy do dalekiej potomności, a nie do tego pokolenia, z którego taka centralna figura w historii wychodzi”.

 Miłosz Sowa

Źródła:

Jędrzejewicz Wacław, Kronika życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935, t.1-2,wyd. Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1977

Jędrzejewicz Wacław, Cisek Janusz, Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935, t.3-4, wyd. LTW, Kraków-Łomianki 2006

Urbankowski Bohdan, Józef Piłsudski – marzyciel i strateg, t.1-2, wyd. ALFA-WERO, Warszawa 1997

Wasilewski Leon, Lipiński Wacław, Świtalski Kazimierz (red.), Pisma zbiorowe Józefa Piłsudskiego, t. 9, wyd. Instytut Józefa Piłsudskiego Poświęcony Badaniu Najnowszej Historii Polski, Warszawa 1937

Fedorowicz Andrzej, Druga Rzeczpospolita w 100 przedmiotach, wyd. Fronda, Warszawa 2019

Wysocki Jan Wacław, Konterfekt rodu Piłsudskich, Instytut Józefa Piłsudskiego w Warszawie, (http://instytutpilsudskiego.com/konterfekt/) [dostęp: 08.08.2020]

Wypowiedź Michała Bronowickiego z Muzeum Józefa Piłsudskiego na portalu Facebook (https://www.facebook.com/jpilsudski) [dostęp: 17.03.2020]

Grafika: www.muzeumpilsudskiblog.pl

Czytaj więcej...

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version