Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

22 Gru

Wigilia na obczyźnie

Szczególny kształt miały nasze narodowe Wigilie od schyłku roku 1939, od rozpoczęcia okupacji naszego kraju przez sąsiadów.  Wielu naszych rodaków, wywiezionych ze Lwowa, Baranowicz, Nowogródka, Wilna, jednym słowem z całych Kresów,  spędzało Wigilię z dala od ojczyzny. W zimnie sowieckich łagrów, w chłodzie murów więziennych Katynia,  w zimnie syberyjskim,  dzielili się kruszyną chleba jak opłatkiem. Podobnie  było w niemieckich stalagach i oflagach.
 Ci, co walczyli pod Narwikiem też znosili wojenne niedole. Wszyscy oni  zawsze byli myślami z rodakami w zrujnowanej Warszawie, w wioskach  i miasteczkach całej Polski. Pośród najbliższych. W czerwcu 1984 roku  w londyńskim szpitalu mówił  mi wybitny polski poeta, Stanisław Baliński,  o nastroju nostalgii, jaki panował w paryskim mieszkaniu Jana Lechonia, gdzie na pierwszą wojenną Wigilię zgromadzili się polscy poeci i prozaicy. Byli tam – poza wymienionymi - między innymi: Kazimierz Wierzyński i Julian Tuwim z żonami, Maria Kuncewiczowa z mężem, Antoni i Janina Słonimscy, redaktor  „Wiadomości Literackich” Mieczysław Grydzewski.
W stolicy Francji – jeszcze nie okupowanej – panowały ciemności. Zasłaniano okna przed niebezpieczeństwem nalotów. Smutek  był  nieco  równoważony nadzieją, że wojna nie potrwa zbyt długo. Wygnańców-pielgrzymów dręczył szczególnie los znękanego narodu, znękanej stolicy Polski. W tym klimacie grozy powstał wstrząsający wiersz Balińskiego  Kolęda warszawska 1939:

O, Matko, odłóż dzień Narodzenia
Na inny czas,
Niechaj nie widzą oczy Stworzenia,
Jak gnębią nas.

Niechaj się rodzi Syn najmilejszy
Wśród innych gwiazd,
Ale nie u nas, nie w najsmutniejszym
Ze wszystkich miast.

Bo w naszym mieście, które pamiętasz
Z dalekich dni,
Krzyże wyrosły, krzyże i cmentarz,
Świeży od krwi.

Bo nasze dzieci pod szrapnelami
Padły bez tchu.
O, święta Mario, módl się za nami,
Lecz nie chodź tu.

A jeśli chcesz już  narodzić w cieniu
Warszawskich zgliszcz,
To lepiej  zaraz po narodzeniu
Rzuć Go na Krzyż.

Powrześniowi wychodźcy polscy na Zachodzie wigilię obchodzili nosząc  w sercu tęsknotę za gniazdem ojczystym. Prawdziwie dramatyczne były doznania naszych rodaków z kresów wschodnich, z Wileńszczyzny, ze Lwowa, którzy po 17 września 1939 byli wywożeni masowo na Syberię, lub – po męczarniach niewoli -  tracili życie w Katyniu, czy Ostaszkowie.  Ci pierwsi mieli szczęście służenia Polsce jako żołnierze pod dowództwem generała Władysława Sikorskiego, którego sztab początkowo mieścił się we Francji, a po jej zajęciu przez Niemców w 1940 roku, w Wielkiej Brytanii.  Jedni i drudzy czuli się duchowymi spadkobiercami pielgrzymów-wychodźców polistopadowych i tych, którzy walczyli w powstaniu styczniowym 1863 roku, a po jego upadku byli traceni w Cytadeli Warszawskiej, lub gnani na mrozie na Sybir.
 
W Muzeum Narodowym w Krakowie jest obraz Jacka Malczewskiego Wigilia na Syberii (1892) ukazujący ośmiu zesłańców skupionych przy  bardzo skąpo zastawionym stole. W ich ruchach widać rozpacz, bezradność a twarze pokrywa głęboka zaduma, smutek i melancholia. Opróżnione talerze i cienka herbata z samowara są widomym  znamieniem  ubóstwa. To, co najważniejsze, zawarte jest w ich rozpalonych głowach i ściśniętych sercach. Jest to myśl o losie bliskich w bardzo dalekiej ojczyźnie pociętej przez zaborców na trzy krwawiące segmenty.
Zasiadając do nastrojowej kolacji wigilijnej w wolnej już Polsce, godzi się przypomnieć, że  w dramatycznej biografii naszej ojczyzny – zwłaszcza ostatnich dwu stuleci – na BOŻYCH PERGAMINACH NIEBA dokładnie  zapisane są niedole milionów polskich wygnańców i tych, którzy szli „za chlebem”.  To oni  dzień 24 grudnia spędzali daleko od gniazd rodzinnych, bez białego opłatka na lnianym obrusie, jedynie ze łzą w oku. Są to męczennicy sprawy narodowej po powstaniu listopadowym i styczniowym, po tragicznym wrześniu 1939, powstaniu warszawskim, emigranci – nie akceptujący  stanu wojennego. Warto wziąć do ręki tom wierszy Teresy Boguszewskiej  pod bardzo wymownym tytułem I przyszedł Bóg Doliną Krzywdy wydany w Londynie w roku 1985. Jest tam wiersz Maleńki Jezu. Druga strofa tego utworu brzmi:

W noc błogosławioną
niechaj zadrżą stworzenia najlichsze
światło betlejemskie
- maleńki Jezu –
niech miłością zatli
serca skamieniałe
ślepe i przekupne
i te nierozumne

Na emigracji wielkie wrażenie robią Wspomnienia wojenne Karoliny Lanckorońskiej, niegdyś pielęgniarki w szpitalu dla polskich jeńców wojennych walczących z gruźlicą. Autorka podkreśla, że dla umierających nawet najskromniejsza wigilia, spożywana na prymitywnych pryczach, z odrobiną opłatka, bywała swego rodzaju terapią. Tak. To jest cudowna magia tego wieczoru. Mieści się tu związek z tradycją narodową i  odrobina wiary w to, że przyjdą jeszcze lepsze „noce i dnie”.
Ostatnio zmieniany niedziela, 29 kwiecień 2012 23:40
Włodzimierz Wójcik

Prof. zw. dr hab. Włodzimierz Wójcik - urodził się 29 maja 1932 r. w Będzinie-Łagiszy. Doktoryzował się w 1968 (Krakowska Akademia Pedagogiczna im. Komisji Edukacji Narodowej), habilitował na Uniwersytecie Jagiellońskim (1979). W 1988 uzyskał tytuł profesora; w 1992 został profesorem zwyczajnym w Uniwersytecie Śląskim. W roku 2006 otrzymał od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznakę honorową "ZASŁUŻONY DLA KULTURY POLSKIEJ". Jest promotorem doktoratu honoris causa nadanego w 1999 r. przez Uniwersytet Śląski Tadeuszowi Różewiczowi.

Strona: www.wlodzimierzwojcik.pl/o_mnie.html

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version