Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

06 Lis

Niepodległościowe strofy 11 listopada 1918

Przybycie Józefa Piłsudskiego do Warszawy 10 listopada 1918 roku i powierzenie mu dnia następnego godności Tymczasowego Naczelnika Państwa Polskiego zakończyło wieloletnią niewolę naszego narodu. Państwa zaborcze rozsypały się w gruzy w wirach wojny i w dynamice ruchów niepodległościowo-rewolucyjnych. Legendarny romantyczny męczennik sprawy narodowej, więzień Magdeburga, w pełni zasłużył na poetyckie strofy, jakie składali na jego cześć najprzedniejsi ludzie pióra, a także zwyczajni „układacze wierszy”, w tym szarzy strzelcy piszący z miłością o swym Brygadierze i Komendancie częstokroć w zimnych okopach.
Do momentu internowania w połowie lipca 1917 Brygadier, później Komendant Piłsudski bywał kolejno uosobieniem, czy też wcieleniem wielu osobowości o olbrzymim autorytecie, osobowości szczerze czczonych przez Polaków. Na przełomie stuleci jawił się jako tajemniczy spiskowiec, „człowiek podziemny” - jak to ukazują w swoich dziełach Gustaw Daniłowski i Andrzej Strug. Wielu średniej rangi poetów widziało w Brygadierze spadkobiercę Chrobrego, Batorego, Chodkiewicza, Żółkiewskiego, Jana Henryka Dąbrowskiego, Jana Kilińskiego z warszawskiej Starówki, zwycięzcy spod Racławic w szarej sukmanie - Tadeusza Kościuszki, Piotra Wysockiego, Romualda Traugutta. Na te konterfekty Piłsudskiego-Wodza nakładano równocześnie konterfekt prostego szarego żołnierza, który ma „siwy strzelca strój” bez ozdób i złocistości, prostą czapkę maciejówkę i jedzie na Kasztance. Lubi z legionistami przebywać w zimnym okopie, a na postoju zasiada z nimi w prostej chacie do skromnego posiłku wojskowego. Wiele wspomnień na ten temat posiada w swym dorobku literackim Juliusz Kaden-Bandrowski oraz Wacław Sieroszewski.
 
Kiedy w lipcu 1917 roku zabrano go z Warszawy, przeszedł swego rodzaju etapy patriotycznego cierpienia. Wleczono go do Gdańska, potem do Szpandawy, wreszcie osadzono w twierdzy w Magdeburgu. Wówczas to w zbiorowej świadomości Polaków – wychowanych przecież na strofach narodowych wieszczów – stawał się bohaterem trzeciej części Dziadów, owym Konradem więzionym w murach klasztoru Ojców Bazylianów w Wilnie zamienionego przez cara rosyjskiego w więzienie stanu. Nic dziwnego, że kiedy w ów listopadowy, jesienny, szary wieczór stanął na peronie warszawskiego dworca w szarym płaszczu wojskowym i w szarej strzeleckiej maciejówce, zobaczono w nim blask sławy, legendy i uosobienie imponderabiliów. Jednocześnie podkreślano, że niepodległość Polski nie została uformowana na gruncie romantycznych mitów, ale na realnym czynie zbrojnym nie obcych, ale własnych żołnierzy. Podkreślał to bardzo wyraźnie Leopold Staff w strofach może nie najwyższego lotu artystycznego, ale strofach mówiących prawdę:

 

Polsko, nie jesteś ty już niewolnicą!

  Łańcuch twych kajdan stał się tym łańcuchem,

Na którym z lochu, co był twą stolicą

  Lat sto, swym własnym dźwignęłaś się duchem.

 

  Nie przyszły ciebie poprzeć karabiny

  Nie wiodły za cię bój komety w niebie,

Ni z Jakubowej zstąpiły drabiny

  W pomoc anioły. Powstałaś przez siebie!

 

Wśród czekających na przyjazd z Berlina specjalnym pociągiem zwolnionego z internowania Piłsudskiego był między innymi członek Rady Regencyjnej, książę Zdzisław Lubomirski a także dowódca Komendy Naczelnej Polskiej Organizacji Wojskowej, Adam Koc. W tym czasie formowały się w różnych rejonach Polski struktury naszej polskiej państwowości. W Lublinie formował się lewicowy rząd ludowy Ignacego Daszyńskiego zyskujący poparcie Polskiej Organizacji Wojskowej. W Krakowie powstała pod kierownictwem Wincentego Witosa Polska Komisja Likwidacyjna, która odbierała władzę organom austriackim. W Wielkopolsce przejmowała władzę od zaborców niemieckich Naczelna Rada Ludowa, w której uczestniczył Wojciech Korfanty. Naczelna Rada na Śląsku Cieszyńskim też kształtowała organy polskiej administracji.
 
Piłsudski starał się zagwarantować obcym wojskom bezpieczny powrót do ich macierzystych krajów, aby uniknąć niepotrzebnego rozlewu krwi. 14 listopada przejął od Rady Regencyjnej formalnie i rzeczywiście obowiązki wojskowe i cywilne. 16 listopada w specjalnym telegramie – już jako głowa państwa – oficjalnie notyfikował na arenie międzynarodowej istnienie nie monarchii, ale republiki. 26 stycznia 1919 doprowadził do demokratycznych wyborów do Sejmu, potem do uchwalenia Małej Konstytucji. Prowadził walkę o uformowanie ostatecznego kształtu terytorialnego młodej Rzeczypospolitej, by w stosownym czasie przekazać władzę prawnie wybranemu pierwszemu prezydentowi II Rzeczypospolitej, Gabrielowi Narutowiczowi.
 
W czasie uroczystości powiedział, że jako najwyższy rangą i stopniem wojskowym, dotychczas nikomu nigdy nie salutował. Teraz, stojąc przed głową państwa, salutuje, ponieważ chyli czoło przed autorytetem całej ojczyzny.
 
Te szczegółowe fakty, dane i daty nie były mi znane jako kilkuletniemu łagiskiemu chłopcu, gdy niecierpliwie czekał na poranek 11 listopada. Biało-amarantowe flagi na naszych domach i prostych chatach niosły nastrój wielkiego święta, które w mojej głowie utrwaliło się jako Święto Niepodległości. Emocje były tak silne, że w czasie niemieckiej okupacji kazały nam w listopadzie tworzyć w różnych miejscowych wąwozach, zagajnikach leśnych, na strychach tajne „niepodległościowe kąciki”. W nich po cichu śpiewaliśmy piosenki o „wodzu miłym”, o rozmarynie, który się winien rozwijać, o rozkwitaniu pąków białych róż, o Jasieńku, który „w tej wojence padł”. Śmierć w walce o wolność ojczyzny była dla nas czymś bardzo oczywistym. Na wszelki wypadek nasze listopadowe konspiracyjne uroczystości utrzymywaliśmy w wielkiej tajemnicy. Chcieliśmy dotrzymać wierności strofom Ignacego Krasickiego:

 

 

Święta miłości kochanej Ojczyzny,

  Czują cię tylko umysły poczciwe! 

Dla ciebie zjadłe smakują trucizny

Dla ciebie więzy, pęta niezelżywe. […]

Byle cię można wspomóc, byle wspierać,

  Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać.

 

My, zagłębiowskie dzieciaki, umierać nie chcieliśmy. Ale nasze „konspiracje” zmierzały do tego, aby GODNIE i z HONOREM przetrwać okrutny czas okupacji.
 

Włodzimierz Wójcik

Ostatnio zmieniany niedziela, 29 kwiecień 2012 23:38
Włodzimierz Wójcik

Prof. zw. dr hab. Włodzimierz Wójcik - urodził się 29 maja 1932 r. w Będzinie-Łagiszy. Doktoryzował się w 1968 (Krakowska Akademia Pedagogiczna im. Komisji Edukacji Narodowej), habilitował na Uniwersytecie Jagiellońskim (1979). W 1988 uzyskał tytuł profesora; w 1992 został profesorem zwyczajnym w Uniwersytecie Śląskim. W roku 2006 otrzymał od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznakę honorową "ZASŁUŻONY DLA KULTURY POLSKIEJ". Jest promotorem doktoratu honoris causa nadanego w 1999 r. przez Uniwersytet Śląski Tadeuszowi Różewiczowi.

Strona: www.wlodzimierzwojcik.pl/o_mnie.html

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version