Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

04 Kwi

Wiosna, Wielkanoc, imieniny Ziuka

  • Napisane przez  Włodzimierz Wójcik

Na początku dwudziestego pierwszego stulecia zwykle żyjemy w gąszczu,  irytującym natłoku  wyrazów, a więc rzeczowników, czasowników, przymiotników, takich, jak: procedura, priorytet, przetarg, afera, korupcja w prokuraturze, policji i sądownictwie, eksmisja rodzin z dziećmi na bruk, rewaloryzacja, lista dłużników, oprocentowanie, stopy procentowe, pedofilia, nepotyzm, gry hazardowe,  narkomania, prywatyzacja, podatek Belki,  koszty przesyłów energii elektrycznej, molestowanie, „wyprowadzanie” milionów złotych z banków. Tego rodzaju rejestr leksykalny – wielekroć budzący grozę – idzie w nieskończoność. Męczy on nas przez cały rok, niczym ostry gwóźdź w przemoczonym bucie zimową porą. Nic dziwnego, że na przełomie lutego, marca i kwietnia lubię – wbrew wszystkiemu, na siłę – przywoływać w myślach słownictwo z całkiem innego pola semantycznego. Jest to moja „domowa” psychoterapia.

 

W tym czasie szczególnie mnie  pociągają trzy zespoły obrazów. Są to: pąki kaczeńców i główki krokusów;  symboliczne pisanki, zwane niekiedy kraszankami; wreszcie bociany, zlatujące się na Józefa, zwykle identyfikowanego przeze mnie z Brygadierem, Komendantem, Marszałkiem, wreszcie – Dziadkiem. To przecież ten przybysz z Zułowa, i z krakowskich Oleandrów,   w prostej szarej maciejówce,  w 1919 roku po raz pierwszy w wolnej Polsce obchodził swe wiosenne imieniny. Nic dziwnego, że 19 marca mojemu pokoleniu już na zawsze kojarzy się z Niepodległością, zielenią krzewów oleandrowych i barwą wielorakich ziół.

Na przywołanych symbolicznie kwiatach rzecz się nie kończy.  Prócz nich wiosnę z sobą niosą: przebiśniegi, sasanki, przylaszczki, białe  gajowe zawilce.   Nad nimi Chopinowskie wierzby zaczynają  kusić biało-żółtymi kotkami. Wszystko to nosi się  do kościoła w Niedzielę Palmową, na siedem dni przed  Wielkanocą, przed powstaniem Chrystusa z grobu. Starożytni wierzyli, że wszystko budzi się do życia za sprawą bogini kiełkującego ziarna,  Persefony (Kory), wracającej z Hadesu. Radość zwiastują w różnych fazach wiosny  ptaki: szpak, szczygieł, kraska, żółto-czarna wilga, kos, jaskółka dymówka, jaskółka brzegówka,  gil,  jemioł,  jerzyk, sójka,  kukułka, słowik szary, puszczyk, sowa uszata; przede wszystkim  bocian biały. 

Szczególnym elementem świata flory jest barwinek i źdźbła żyta. Nadają one cudownej barwy jajkom wypełniającym,  wespół z barankiem,  koszyk „święconego”  w wielką sobotę. Ów baranek z ciasta, przysmak naszego dzieciństwa, był i pozostaje symbolem ofiary, Męki Pańskiej, a przyozdobiony  czerwoną chorągiewką na wysokim drzewcu, oznacza Zmartwychwstanie.

Zmartwychpowstawanie przyrody, Zmartwychwstanie Chrystusa doskonale zespala się w naszej narodowej wyobraźni i pamięci z Irredentą. Na imieniny Józefa -  jak już wyżej zaznaczyłem - zwykle na ojczystym niebie pojawiają się bociany. Sprawę tę szczególnie traktuję, iż  widzę podobieństwo ich losów do losów naszych rodaków na przestrzeni historii.  Pielgrzymują tysiące kilometrów z północnej Afryki, by osiąść i zbudować gniazda „na polskim ugorze”, jak to określił Juliusz Słowacki. Takim pielgrzymem był Jozef  Piłsudski,  dawny zesłaniec na Sybir, pogromca bolszewików, pełen charyzmy, legendarny bohater narodowy. Jego portret, jeszcze z czasów przedwojennych,  wisi w mojej łagiskiej „hacjendzie”, którą obecnie  moi przyjaciele coraz częściej nazywają „zagłębiowską zagrodą”. Niech i tak będzie… Rzeczywiście jest to zagroda formowana przez ponad sto dwadzieścia lat. Pamiętam, że właśnie na Józefa wystawiana była z okna jednopiętrowego domu z czerwonej cegły narodowa flaga ku czci Dziadka. W zabudowaniach weselało. Słychać było konie, ryczące krowy, pianie koguta. Dzisiaj gospodarstwa się już nie prowadzi, ale wiosenne ptactwo ma tu swoje siedziska. Z okienek chlewika i obszernej stodoły raz po raz wybiegają wiewiórki, czasem pojawia się kuna. Wiewiórki – czarne i brązowe – mają na zimę swoje, nasze, domowe orzechy: włoskie i laskowe.

Kilka razy w miesiącu przesiaduję tutaj, zwłaszcza w tradycyjnej zagłębiowskiej kuchni, w której pali  się „pod blachą”  i przywołuję w myślach gromady moich bliskich, już nie żyjących,  którzy w szczególnym ciepłym  nastroju   święcili palmy, a w Wielką Sobotę nieśli gromadnie do kościoła wiklinowe koszyczki. Wiele przyjemniej  jest opowiadać wnuczce o minionym, niż wsadzać nos w telewizyjny ekran,  na którym  pojawiają się zacietrzewione, nienawistne twarze. Albo też można iść w lekturę poezji. Oto na przykład odpowiedni wiersz „Wielkanoc”   Jana  Lechonia, wybitego znawcy polskiego pejzażu kulturowego, i pejzażu polskiej duszy:
 
Droga, wierzba sadzona wśród zielonej łąki,
Na której pierwsze jaskry żółcieją i mlecze.
Pośród wierzb po kamieniach wąska struga ciecze,
A pod niebem wysoko śpiewają skowronki.

Wśród tej łąki wilgotnej od porannej rosy,
Droga, którą co święto szli ludzie ze śpiewką,
Idzie sobie Pan Jezus, wpółnagi i bosy
Z wielkanocną w przebitej dłoni chorągiewką.

Naprzeciw idzie chłopka. Ma kosy złociste,
Łowicka jej spódniczka i piękna zapaska.
Poznała Zbawiciela z świętego obrazka,
Upadła na kolana i krzyknęła: "Chryste!".

Bije głową o ziemię z serdeczną rozpaczą,
A Chrystus się pochylił nad klęczącym ciałem
I rzeknie: "Powiedz ludziom, niech więcej nie płaczą,
Dwa dni leżałem w grobie. I dziś zmartwychwstałem."

 

Czytając w przedświątecznych tygodniach i dniach ten wiersz,  utrzymany w skamandryckiej poetyce i stylistyce, wiersz-obrazek, daleki od awangardowych aspiracji, pozostajemy pod wrażeniem urody ojczystego słowa, komunikatywności zdania. Bije z niego paschalne dostojeństwo, przeświadczenie, że autentyczne odczuwanie istoty cierpienia i ofiary znajduje się w sercach pod łowicką, a więc ludową „zapaską”. „Chłopka”, „nie widziała, a uwierzyła”. Inaczej, niż Tomasz-Apostoł, który musiał dotknąć przebitego boku Zbawiciela, aby go rozpoznać. Przychodzi w tym miejscu na pamięć „Romantyczność” Mickiewicza i jego uwaga na temat „martwych prawd, nieznanych dla ludu”. Lechoń zdaje się sugerować, że prawdy żywe, wiara w zmartwychpowstawanie ciągle jeszcze  ma miejsce  pośród wierzb sadzonych  „wśród zielonej łąki:…  Pośród ludzi autentycznych, nie wtłoczonych  w gorset  konwenansu.


Włodzimierz Wójcik

Ostatnio zmieniany niedziela, 29 kwiecień 2012 23:36

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version