Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

01 Paź

Ideę Niepodległości trzeba zawsze ożywiać. Wywiad z A. Przepałkowskim prezesem Zarządu Głównego Związku Legionistów Polskich i Ich Rodzin

  • Napisane przez  palatyn

Rozmowa z panem Adamem Przepałkowskim, synem mjr. Zygmunta Młot-Przepałkowskiego, żołnierza I Kompanii Kadrowej, prezesem Zarządu Głównego Związku Legionistów Polskich i Ich Rodzin.

Dariusz Nowiński: Proszę opowiedzieć o korzeniach swojej rodziny.

Adam Przepałkowski: Ojciec pochodził ze zubożałej rodziny szlacheckiej. Ojciec mojego ojca pracował już przy budowie kolei warszawsko-wiedeńskiej. Rodzinne przekazy mówią o udziale przedstawicieli rodziny w powstaniu styczniowym. Mój ojciec został wcześnie osierocony. Dziadka, przy budowie kolei przygniotło drzewo, gdy mój ojciec miał sześć lat. Ta tradycja trwała przez dwa pokolenia, bo i ja miałem niespełna sześć lat gdy ojciec zginął. Dopiero mój syn może się cieszyć dłuższym życiem ojca. W aktach rodzinnych zachowało się zdjęcie dziadka w stroju wojskowym i szablą przy boku. Trudne do ścisłego zweryfikowania opowieści mówią, że ojciec mego ojca w powstaniu uczestniczył. Mój ojciec urodził się w Kozienicach. Ziemia kozienicka, opoczyńska i radomska to jego gniazdo. Istnieją rozbieżnośc,i co do miejsca urodzenia. We własnoręcznie pisanym dokumencie napisał, że urodził się w Opocznie, w innych dokumentach figurują Kozienice. W czasie tegorocznych obchodów uroczystości katyńskich nawiązałem kontakt z proboszczem z Opoczna, który sprawdzał księgi parafialne w swej miejscowości i przekazał informację, że brak jest zapisu potwierdzającego to miejsce urodzenia mego ojca. Najprawdopodobniej w jednym miejscu się urodził, a w drugim był chrzczony.

 

Jak wyglądały lata szkolne Zygmunta Przepałkowskiego?

Lata gimnazjalne spędzał w szkołach w Radomiu. Skończył trzyletnią szkołę techniczną w Radomiu, zdał egzamin z sześciu klas szkoły handlowej w Warszawie i wstąpił doWyższej Szkoły Mechaniczno-Technicznej Wawelberga i Rotwanda w Warszawie, której zdążył zaliczyć tylko dwa lata, bo włączył się do działań wojennych w 1914 roku.
 

Jak Pański ojciec trafił do Związku Strzeleckiego? Czy w rodzinnych przekazach zachowało się coś na ten temat?

Nie, nie zachowało się.  W 1911, w wieku 18 lat, wstąpił do Akademickiego Związku Młodzieży Postępowo-Niepodległościowej. Działał  w nim do 1914 r.  Od stycznia 1912 r. związał się ze Związkiem Strzeleckim. Przeszedł w nim kurs szkoły podoficerskiej, której komendantem był późniejszy generał, Henryk Krok-Paszkowski. Latem 1913 r. uczestniczył w obozie oficerskim ZS w Stróży. Równolegle działał w Związku Walki Czynnej. Po powrocie z kursu objął dowództwo I plutonu 2. kompanii strzeleckiej, a następnie komenderował 1. kompanią strzelecką w Warszawie. W czerwcu 1914 r. skierowany został przez Komendanta ZS do Krakowa, z oddziałem 20 strzelców,  na mające się odbyć manewry strzeleckie i dla odbycia egzaminów oficerskich. Granicę przekroczył po sterroryzowaniu posterunku rosyjskiej straży granicznej, pod osłoną nocy. Po przybyciu do Krakowa został przydzielony do kompanii Stanisława Zosik-Tessaro w charakterze instruktora.
 

Jak potoczyły się losy Pańskiego ojca po wybuchu wojny światowej?

Po ogłoszeniu mobilizacji strzeleckiej, ojca przydzielono do kompanii krakowskiej Alojzego Wir-Konasa w charakterze dowódcy I plutonu. Ubolewał, że oddzielono go od środowiska warszawiaków, których przydzielono do I kompanii kadrowej. Stanął do raportu do Komendanta Józefa Piłsudskiego z prośbą o przeniesienie. Komendant zauważył sznurek oficerski ojca i stwierdził, że ma już komplet oficerów w tej kompanii. Ojciec odparł, że może być nawet szeregowym. Józef Piłsudski potraktował go po ojcowsku i zezwolił na zmianę przydziału. Przydzielono go jako podoficera do II plutonu dowodzonego przez Henryka Krok-Paszkowskiego.
87_4
11 sierpnia został przeniesiony do patrolu kawaleryjskiego Beliny, jako czternasty ułan.Odtąd służył w 1 pułku ułanów. Początkowo jako kapral, następnie jako wachmistrz. Ukończył także szkołę oficerską. W pułku dotrwał do jego rozbrojenia czyli do 20 lipca 1917 r.

 

W międzyczasie Pański Ojciec czynnie działa w Polskiej Organizacji Wojskowej. Czy zechciałby Pan przybliżyć ten fragment Jego życiorysu?

17 września 1915 roku otrzymał rozkaz przydzielający go do Komendy Głównej POW w Warszawie. Został nominowany na komendanta okręgowego POW w Radomiu. Miał zorganizować komendy obwodowe i oddziały w powiatach radomskim i iłżeckim. Podobne zadanie miał wykonać także w powiecie kozienickim. Tu jednak, po trzech dniach działań, został aresztowany przez władze austriackie i osadzony w więzieniu w Radomiu. Przebywał w nim od 4 grudnia 1915 r. do 16 kwietnia 1916 r. 14 kwietnia przetransportowano go do Kozienic na rozprawę, gdzie oskarżony miał być o zdradę stanu. Termin rozprawy wyznaczono na 17 kwietnia 1916 r. Nota bene był to dzień Jego urodzin. 16 kwietnia w nocy uciekł z więzienia przy pomocy udzielonej mu przez Michała Karaszewicz-Tokarzewskiego. Dzięki dostarczonym dokumentom udało mu się dotrzeć do Jedlni, miejsca postoju kompanii marszowej Legionów Polskich. Tam skierowany został ponownie do Radomia. Doszło do zabawnej sytuacji, gdy przy wjeździe do Radomia żandarmi przepytywali go, czy nie widział samego siebie, opisując zbiega z więzienia. Udał się do Warszawy, gdzie zamierzano mu zlecić pracę organizacyjną w POW w innym Okręgu. Jednakże Ojciec zmęczony kilkumiesięcznym pobytem w więzieniu poprosił o skierowanie go na front, gdzie - jak to określił - „zamierzał odpocząć”. Po powrocie do pułku Beliny brał już udział we wszystkich jego walkach do momentu internowania. Przebywał w obozie dla internowanych w Szczypiornie równo 5 miesięcy, do 20 grudnia 1917 r. Uciekł z tego obozu i ponownie zaopatrzony w podrobione dokumenty, tym razem niemieckie, skierowano go do pracy w POW. Został komendantem obwodu grójeckiego Polskiej Organizacji Wojskowej.


Nadszedł listopad 1918 roku. Proszę powiedzieć, co wówczas robił Zygmunt Młot-Przepałkowski?

11 listopada 1918 r. wraz z czterdziestoma żołnierzami POW przystąpił do rozbrajania Niemców w okolicach Grójca. Rozbroił dwie kompanie piechoty przyczyniając się tym do likwidacji linii demarkacyjnej nad Pilicą dzielącej obszar okupacji niemieckiej od austriackiej. Rozpoczął także, w oparciu o struktury POW, tworzenie oddziałów wojskowych oraz policji. 18 listopada 1918 r. otrzymał nominację na komendanta wojskowego powiatu grójeckiego oraz komendanta policji w tym samym powiecie. Do 5 grudnia zorganizował dwie kompanie piechoty, pluton kawalerii oraz komendę policji i 16 posterunków policyjnych.


Czyli Pański ojciec był jednym ze współtwórców Policji Państwowej, która w bieżącym roku obchodzi swe dziewięćdziesięciolecie.

 Jego działalność w zakresie tworzenia policji musiała zostać doceniona, bo w maju 1919 roku otrzymał podobne zadanie na terenie powiatu siedleckiego. Stanowisko komendanta policji powiatu siedleckiego pełnił do 20 grudnia 1919 r. Wtedy to przeszedł ze struktur podporządkowanych Ministerstwu Spraw Wewnętrznych do II Oddziału Sztabu w ramach Ministerstwa Spraw Wojskowych. Otrzymał zadanie utworzenia ekspozytury II oddziału w Siedlcach z terenem działania obejmującym 7 powiatów. Tu pozostawał do 10 lipca 1920 roku.


Czyli do momentu zbliżania się wojsk bolszewickich.

Tak, wtedy właśnie zgłosił się do Armii Ochotniczej. Sformował do 10 sierpnia szwadron jazdy ochotniczej. 12 sierpnia otrzymał wraz z nim przydział do II Brygady Jazdy. Jednak nie było mu dane nacieszyć się walką na froncie. 24 sierpnia, telegraficznie został odwołany i otrzymał rozkaz udania się do Siedlec wraz z podległym mu aparatem II Oddziału, celem zwalczania komórek bolszewickich oraz współpracy z lotnym sądem doraźnym Ministerstwa Spraw Wojskowych. Trzeba było zwalczać pozostałości komunistycznej struktury.


Kiedy Pański ojciec trafił z powrotem do służby w kawalerii?

1 grudnia 1921 roku wysłany został na przeszkolenie do Obozu Kawalerii w Grudziądzu, po ukończeniu którego wcielono go do 7 pułku ułanów. Pozostawał w nim przez blisko pięć lat. Pełnił w nim funkcję oficera szwadronu, adiutanta pułku i dowódcy szwadronu.


Znane są ścisłe związki 7 pułku ułanów, który stacjonował w Mińsku Mazowieckim, z Sulejówkiem. Proszę powiedzieć, czy Pański ojciec  był jednym z oficerów, którzy pełnili służbę ochronną w Sulejówku i co robił w maju 1926 roku?

W czasie działań majowych z półszwadronem został przydzielony do osobistej ochrony Marszałka,a następnie osłony Sulejówka. Nie brał bezpośredniego udziału w walkach majowych.

 

Nadszedł czas pożegnania z wojskiem i rozpoczęcia służby dla Rzeczypospolitej na innym odcinku.

Z wojska odszedł na własna prośbę. 6 listopada 1927 roku rozpoczął praktykę administracyjnąw Starostwie Białostockim, potem w Urzędzie Wojewódzkim w Warszawie. Kolejnym etapem Jego pracy zawodowej było pełnienie funkcji zastępcy starosty w Makowie Mazowieckim.

 

Doświadczenia administracyjne i umiejętności organizatorskie musiały być doceniane przez przełożonych Zygmunta Młot-Przepałkowskiego bo pełnił funkcję starosty w kilku powiatach.

Od 15 czerwca 1928 roku był starostą w Baranowiczach. Po trzech latach przeniesiony został do Wilejki i tam pozostawał przez cztery lata. Od 1935 roku do wybuchu wojny był starostą w Przasnyszu. Pomiędzy Wilejką i Przasnyszem był jeszcze krótki okres kilkumiesięcznej pracy w Urzędzie Stołecznym M. Warszawy w charakterze naczelnika Wydziału Tramwajów. Urzędem Stołecznym kierował wtedy Stefan Starzyński. W trakcie tego epizodu pracy ojca w Warszawie, właśnie ja przyszedłem tam na światA znamiennym jest, że wszystkie powiaty, do pracy w których kierowano Ojca, były powiatami przygranicznymi i to przy wschodnich i północno-wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej. Musiało to mieć związek z jego zaangażowaniem wcześniej w pracę w Oddziale II Sztabu.

 

W tej ostatniej miejscowości, to jest w Przasnyszu, musiał bardzo pozytywnie zapisać się w pamięci mieszkańców, bo jedna z ulic w tym mieście nazwana została Jego nazwiskiem. Jest to ewidentny dowód na to, że dobrze się zasłużył lokalnej społeczności.

Jeszcze w latach pięćdziesiątych w „Życiu Warszawy” natykaliśmy się jako rodzina, na kąśliwe artykuły jednej z pań redaktor, która stwierdzała, że starosta Przepałkowski chwalił się, jak wysokie zbiory osiągali w tamtych czasach chłopi z terenu powiatu. Tymczasem, według pani redaktor, plony za czasów panującej władzy komunistycznej były zdecydowanie wyższe. Był to jeden z wielu ataków na władze z okresu sanacji. Ojciec, na ile ja mogę to ocenić, był rozważnym i dobrym gospodarzem powiatu. Po roku 1990 sytuacja się zdecydowanie zmieniła. Już nikt nie próbował dezawuować starań i wyników pracy ojca. Byłem wraz z siostrą zaproszony na jedną z pierwszych sesji Rady Miejskiej w Przasnyszu. Poprzedzała ją uroczysta Msza św.  W kościele stała kompania honorowa Wojska Polskiego, wtedy to dopiero od niedawna wojsko zaczęło uczestniczyć w uroczystościach kościelnych, a w Radzie Miasta podjęto uchwałę o nadaniu jednej z ulic w nowo tworzonym osiedlu mieszkaniowym imienia Zygmunta Młot-Przepałkowskiego. Kolejny raz byłem w Przasnyszu w roku 2007 na obchodach upamiętniających najazd Sowietów 17 września 1939 i zbrodnię katyńską. Tam wielokrotnie padało nazwisko Ojca jako administratora tego terenu. Na miejscowym cmentarzu jest tablica z nazwiskami wówczas trzynastu, a teraz  po bliższych dociekaniach, jak się okazało, osiemnastu pomordowanych na Wschodzie, w tym również nazwisko mego ojca.

 

Wybucha wojna. W jaki sposób Pański ojciec trafił w ręce sowietów?

Na kilka dni przed 1 września ojciec zaczął dłużej przebywać w pracy, zaczęło się pakowanie dokumentów. Na dwa, trzy dni przed wybuchem wojny, dwa samochody zapakowane dokumentami oraz z nami, rodziną starosty, wyjechały w kierunku centrum kraju. Zatrzymaliśmy się w Sarnowie koło Łukowa, na Podlasiu, w majątku państwa Dmochowskich. Nasz pobyt tam trwał około tygodnia. Ojciec w tym czasie jeździł do Warszawy po dodatkowe instrukcje i rozkazy. Po Jego powrocie kontynuowaliśmy naszą podróż na wschód, w kierunku Wołynia. Miałem wówczas pięć lat, pamiętam leje po bombach, zabite konie, uciekających ludzi. W rejonie Dubna zabrakło nam benzyny. Ojciec wyszedł w poszukiwaniu pomocy. Wrócił z chłopem z parą koni, które po około dwóch godzinach dociągnęły nas do wsi zamieszkałej przez kolonistów czeskich. Wieś nazywała się Mirogoszcza Nowa. Tu uzyskaliśmy gościnę w domu Józefa Swobody. Ojciec udał się w poszukiwaniu wyjścia z tej matni. Wkrótce, bo powyższe wydarzenia miały miejsce gdzieś ok. 14-16 września, weszli sowieci. Około 18-19 września przyszedł sowiecki patrol i znaleźli ukryty samochód. Zarekwirowali go, pozostawiając pokwitowanie. Po dwóch dniach ojciec pojechał do Łucka, aby znaleźć wyjście z sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. W czasie tego wyjazdu został zatrzymany. Nie wiemy gdzie, czy w Łucku, czy w czasie drogi do niego. Aresztowało go NKWD. Przez szereg dni nie mieliśmy o Nim żadnej informacji. Matka odchodziła od zmysłów. Jeździła do Dubna, gdzie uzyskiwała informację od enkawudzistów, że oni nikogo nie aresztują i żeby była spokojna. Dopiero po jakimś czasie przyszedł do nas pewien dróżnik

wizytwka

kolejowy, który przyniósł plik wizytówek zapisanych przez Ojca i wyrzuconych przez Niego z jadącego transportu. Ich znalazca przekazał je pod adres podany w treści. Pisał, że był w Sarnach w obozie, że wiozą ich w niewiadomym kierunku, że w transporcie jedzie całe Ministerstwo Sprawiedliwości, moc inteligencji. Dał nam szereg wskazówek, co do dalszego naszego działania. Wraz z matką i siostrą przebywaliśmy w Mirogoszczy dziewięć miesięcy do maja 1940 roku.

 

Czy w tym czasie docierały do Państwa jakieś informacje o losach Ojca?

Doszła jedna karta, w lutym pisana, z Kozielska. Pisano standardowo: czuję się dobrze, ubyło mi 15 kilogramów, prosił o przysłanie ciepłej bielizny. Limit pisania raz na miesiąc wykorzystał w marcu na wysłanie kartki do PCK w Warszawie, żeby odnaleźli jego braci zamieszkałych w Warszawie i dali im znać o losie jego oraz  żony i dzieci w Mirogoszczy. Później już żadne wieści stamtąd nie dochodziły.  


Jak Państwo dowiedzieli się o losie męża, ojca? Kiedy otrzymaliście informację, że Jego doczesne życie zakończyło się w dołach Katynia?

13 kwietnia 1943 r. Niemcy odkryli doły śmierci w lesie katyńskim. Wkrótce zaczęto drukować listy w gadzinówce o nazwie „Goniec Krakowski”. Do końca publikacji nie znaleźliśmy tam wzmianki o Ojcu. Nie mogło jej jednak być, bo przy wyjeździe z Mirogoszczy zostawił dowód osobisty, a wziął ze sobą książeczkę wojskową. Uważał, że jako oficer ma prawo, w razie czego, być traktowany zgodnie z konwencją genewską. Legitymacja ta mogła ulec zniszczeniu. Weryfikacja losów ojca nastąpiła dopiero w latach dziewięćdziesiątych. W dokumentach przywiezionych gen. Jaruzelskiemu przez prezydenta Gorbaczowa, w liście wywozowej nr 014 z 4 kwietnia 1940 r., było wymienione Jego nazwisko, jako przekazanego do dyspozycji NKWD w Smoleńsku wraz z dziewięćdziesięcioma dziewięcioma innymi jeńcami. Należy przyjąć prawdopodobną datę jego śmierci na 9 kwietnia 1940 r. Taką datę przyjął też po rozważnym dociekaniu Sąd Rejonowy w Przasnyszu weryfikując pierwotny wyrok komunistycznego sądu z 1948 roku, który sztampowo przyjął datę śmierci i ojca i innych „zaginionych” w ZSSR na 31 grudnia 1946.

 

Życie Pańskiej rodziny, jako osób blisko związanych z oficerem walczącym o niepodległość Polski, zwalczającym bolszewicką i komunistyczną jaczejkę na terytorium Polski, nie było po 1945 roku łatwe. Szczególne nasilenie nieprzychylnego stanowiska miało miejsce w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych. Proszę opowiedzieć o tym fragmencie Państwa życia. Z jakimi restrykcjami spotkaliście się wówczas?

Mieliśmy pełną świadomość, popartą dokumentami dopiero od niedawna odkrytymi, że istniały wytyczne zmierzające do wyeliminowania osób związanych z osobami, które skazane zostały na zagładę. To co się później działo, łapanki organizowane przez NKWD, a potem naszą rodzimą ubecję, tylko to potwierdzały. Wiedzieliśmy, że jesteśmy na celowniku, na widelcu. Od najmłodszych lat mieliśmy przykazane, aby nie wspominać o losach Ojca. Na pytanie „jakie były Jego losy?” odpowiadaliśmy, że zaginął w zawierusze wojennej. Nie chcieliśmy prowokować pytań o Katyń. Na początku lat pięćdziesiątych otrzymaliśmy sygnał, że brzmienie naszego nazwiska (wówczas Młot-Przepałkowscy) zaczyna interesować niektóre osoby. Dzięki uprzejmości znajomego matki udało się zmienić w jej i moich dokumentach nazwisko na pierwotne noszone przez Ojca – bez legionowego przydomka „Młot”. Siostra wkrótce wyszła za mąż, więc i jej nazwisko nie kłuło nikogo w oczy. Znamienne jest to, że odnowiłem niedawno kontakty z kolegami szkolnymi sprzed pięćdziesięciu lat. Dopiero teraz dowiedzieli się, że mój Ojciec zginął w Katyniu. Także tata jednego z nich tam zginął i też dopiero się teraz o tym dowiedziałem. Musieliśmy umieć żyć zzamkniętymi ustami.

 

Nadszedł rok 1989, reaktywował swą działalność Związek Legionistów Polskich. Kiedy Pan się zaangażował w jego działalność?

Już w 1988 roku zostałem zaproszony na uroczystości do Krakowa. Uczestniczyłem w uroczystościach na Wawelu, niosłem poduszkę z insygniami Marszałka, uczestniczyłem w Mszy św. u franciszkanów. Wkrótce potem zapisałem się do ZLP. Brałem udział w pracach Komendy Łódzkiej i bardzo przykro dotknęła nas historia z zawłaszczeniem buławy i szabli Marszałka Śmigłego-Rydza i wykręty pana Waksmundzkiego. Nie chcąc uczestniczyć w działaniach firmowanych przez skompromitowaną osobę wystąpiłem ze Związku Legionistów Polskich. Przez kilka lat wykruszały się kolejne jego struktury. W 1999 r. w wyniku frondy powstał Związek Legionistów Polskich i Ich Rodzin z siedzibą władz w Warszawie. Środowisko łódzkie nieomal w całości znalazło się w nowej strukturze.

 

Dołączył Pan do tego środowiska stając wkrótce na czele oddziału łódzkiego, a od lutego tego roku na czele Zarządu Głównego ZLPiIR. Proszę powiedzieć jakie są cele stowarzyszenia i kto może być członkiem organizacji? Czy tylko członkowie rodzin czy otwarte jest na inne osoby?

Nie, nie ograniczamy się tylko do członków rodzin legionistów i POW-iaków. Członkiem może zostać każdy, kto z ideą niepodległości, suwerenności Polski się godzi. Celem podstawowym jest: ożywianie pamięciwalk o niepodległość, poczynając od powstań z okresu zaborów, rewolucji 1905r, walk Legionów i bojów o odrodzenie Rzeczypospolitej w latach 1918-1921 oraz okresu II wojny światowej. Ideę niepodległości trzeba nieustannie ożywiać. Niepodległość nie jest raz na zawsze pozyskana. Naszą rzeczą jest przypominać historię i wyciągać z niej wnioski. Dla kolejnych pokoleń

Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał: Dariusz Nowiński

Wywiad opublikowany w numerze 1-2/2009 "Strzelca".

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 02 kwiecień 2012 18:16

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version