Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Gen. bryg. Ludwik Kmicic-Skrzyński zmarł jako ostatni z „Siódemki” Beliny. Pozostał po wojnie na Zachodzie – jak wszyscy żyjący członkowie patrolu Beliny. Zamieszkał w Wielkiej Brytanii, żegnał w ostatniej drodze swoich kolegów, którzy i tam umierali: J. Głuchowskiego i S. Hankę-Kuleszę.

Po I wojnie strzelecki pseudonim przyjął za zgodą wojewody poleskiego do swojego nazwiska na stałe, najpierw Skrzyński-Kmicic, później używał nazwiska Kmicic-Skrzyński. Miał piękną kartę bojową w I i II wojnie, wojnie bolszewickiej.

Read More

28 Kwi

Belina-Prażmowski

Opublikowano w Felietony

Belina stworzył piękną polską legendę ułańską. Piosenki o nim Polacy śpiewają do dziś, a niebawem sto lat minie od tamtych czasów, kiedy Beliniacy szablami „wyrąbywali” z łap zaborców naszą niepodległość i granice. Pamiętajmy i o nim.

 

Przy Komendancie

   belina-prazmowskiW Krakowie, tuż przed wybuchem Wielkiej Wojny dla niepodległościowej młodzieży komendantem był i Piłsudski (związków strzeleckich) i Władysław Belina-Prażmowski, komendant krakowskiego „Strzelca” i obozów szkoleniowych. Belina należał do tych ludzi Piłsudskiego, na których Marszałek polegał bezgranicznie. Ale i oni, niekiedy kilkunastoletni chłopcy mieli wiarę w to, co i jak robi Komendant. Wierzyli w zwycięstwo pod jego przewodem, darzyli Wodza najwyższym szacunkiem, mimo że Piłsudski nie był absolwentem szkół wojskowych, nie był wyższym oficerem którejś z zaborczych armii. Ale był Polakiem, umiał przemawiać logicznie do ludzi, prawidłowo oceniać wartość człowieka i zjednywać sobie tych wybranych przez siebie. Zostawał wtedy dla nich na całe życie ukochanym i jedynym Wodzem. Jak w piosence.

sm1_1-h-157Mimo że wielkiej kariery w Wojsku Polskim płk Stefan Hanka-Kulesza nie zrobił, winniśmy mu pamięć za dzielność w walkach o Niepodległą, za udział w tej pięknej ułańskiej legendzie w obu patrolach „Siódemki” Beliny. Krzyż Virtuti Militari otrzymał za dzielność w czasie I wojny światowej. Późniejsze obowiązki dowódcze prawdopodobnie go przerastały, dlatego już 4. dnia II wojny światowej odebrano mu dowodzenie Kresową Brygadą Kawalerii, znajdującą się w składzie Armii „Łódź”.
   Po wojnie pozostał na emigracji w Anglii, mieszkał w Londynie aktywnie uczestnicząc w pracach polskich organizacji kombatanckich.
Władysław Belina-Prażmowski - portret na koniu
 

Przed drugą wojną światową każde polskie dziecko znało choć jedną piosnkę o Belinie, którego uważano za twórcę kawalerii w odrodzonej po prawie półtorawiecznej niewoli (1772-1918) Ojczyźnie. Dziś pieśni o tym "skromnym a właściwie wyzywającym, dzikim i radosnym, bohaterskim a bezczelnym" rotmistrzu rozbrzmiewają raz do roku w trakcie corocznych Marszów Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej na trasie Kraków - Kielce (6-12.VIII).

pomnikWspominając polskich ułanów odrodzonej Rzeczypospolitej XX w. „idziemy” kluczem rocznicowych dat związanych z tymi bohaterami. Jesienią minęła kolejna ważna data, mianowicie rocznica śmierci najmłodszego uczestnika „Siódemki Beliny” – ppłk. Antoniego Jabłońskiego. Zginął od zbłąkanej kuli w ostatnich godzinach wojny polsko-radzieckiej jako dowódca 11 Pułku Ułanów. Od rany postrzałowej zmarł w szpitalu we Lwowie. Był to kolejny Wielki Polak, który oddał życie za Ojczyznę. Niektórzy uważali nawet, że mógł być następcą Piłsudskiego. Żył tylko 24 lata. Kawaler Virtuti Militari 5kl.

Dom rodzinny, dom polski

   Rodzina Jabłońskich h. Dąbrowa w chwili urodzenia Antoniego, tj. 13 VI 1896 r., mieszkała we własnym dworze Usarzów w ziemi sandomierskiej. Ojciec Zdzisław otrzymał ten dworek w spadku po swoim ojcu Józefie, który posiadał majątki Usarzów i Rudniki. Zdzisław Jabłoński zmarł na raka w 1934 r. W czasie I wojny sprzedał część majątku, aby wyposażyć syna i jego ułanów w konie i oporządzenie wojskowe. Zarówno ojciec Antoniego jak i matka, Maria z Prawdzic-Szczawińskich, związani byli z polskim ruchem niepodległościowym. Ona była blisko związana konspiracyjnie z Piłsudskim, który wiele razy przebywał w Usarzowie. Dwór ten był miejscem kontaktowym i przerzutowym bojowców PPS z Małopolski do Kongresówki. Maria Jabłońska zmarła w Sandomierzu w 1965 r. Oprócz Antka państwo Jabłońscy mieli jeszcze 2 córki – Wandę i Janinę, obie chorowały na gruźlicę, Janeczka zmarła jako dziecko. Drugi syn Józef po śmierci ojca przejął Usarzów i gospodarzył do II wojny, zginął w Katyniu w 1940 r.

   Dziad Edward Jabłoński walczył pod Langiewiczem w 1863 r., za co został zesłany przez Rosjan na Sybir, a jego majątki: Domaradzice i Zagorzyce skonfiskowano. Antoniego pradziad po kądzieli, Feliks Prawdzic-Szczawiński, walczył w powstaniu listopadowym, a dziad Antoni Prawdzic-Szczawiński w powstaniu styczniowym pod Czachowskim. Zatem trudno byłoby, aby w rodzinie o tak patriotycznych polskich tradycjach, dzieci Marii i Zdzisława, w tym i wspomniany tu Antoni, nie włączyli się do walki o niepodległość Polski, jako kolejne pokolenie Jabłońskich. Tym razem walka z najlepszym skutkiem dla Ojczyzny.

   Dworek, w którym wychowywał się Antoni Jabłoński (dziś już nieistniejący), był modrzewiowy, kryty gontem, parterowy, z gankiem wspartym na czterech kolumnach. Dom postawiono na wysokiej skarpie, za nim znajdował się piękny ogród z uroczym strumykiem oddzielającym dwór od wsi.

   Tuż po I wojnie dobra Usarzów liczyły 320 mórg. Zabudowania folwarczne posiadały dwa czworaki zamieszkałe przez 10 rodzin pracowników dworu i budynki gospodarcze: oficyny, winiarnie, cielętniki, obory, stodoły, kuźnię, no i oczywiście dwie stajnie: fornalską i cugową. We dworze było 14 fornali, każdy miał „pod sobą” 2 pary koni, cugowych rumaków było 4.

   Okolica była (i nadal jest) przepiękna, bogata w urodzajne sandomierskie czarnoziemy, piękne lasy, jary, wąwozy oraz zabytki. Dzieci urządzały wędrówki do okolicznych ruin w Osolinie, Międzygórzu i do starego zamczyska Krzyżtopór w Ujeździe, zniszczonego jak i wiele innych wspaniałych polskich zamków przez szwedzkich barbarzyńców w czasie Potopu. W niedzielę gromadnie zajeżdżano bryczkami i konno do kościoła w pobliskich Goźlicach.

Szkoła

   Naukę w szkole średniej Antoni rozpoczął w 1908 r. w radomskiej „Handlówce” (Szkole Handlowej). Brał udział w „Zarzewiu” (organizacji niepodległościowej) i współprzewodniczył radomskiemu oddziałowi innej niepodległościowej organizacji młodzieżowej „Pet”. W 1913 r. zdał maturę i jesienią tego roku rozpoczął studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie na Wydziale Przyrodniczym. Wstąpił tam do Związku Strzeleckiego, do którego należał już jego kolega z rodzinnych stron, Władysław Belina-Prażmowski. We Lwowie zetknął się także z Piłsudskim. Jabłoński zwracał na siebie uwagę inteligencją, wielką wolą walki o niepodległość, chęcią podnoszenia własnych kwalifikacji wojskowych. Pierwsze wakacje 1914 r. postanowił spędzić na szkoleniu wojskowym w ZS i w lipcu uczestniczył w kursie strzeleckim w krakowskich Oleandrach. W sierpniu 1914 r. został wybrany przez Belinę do pierwszego patrolu i wyruszył 2 VIII z sześcioma kolegami do Królestwa w opisywanej już i na naszych łamach „Siódemce Beliny” (patrz: KULTURA i BIZNES nr 2 i 3).

W Legionach Polskich…

jablonski

   6 VIII 1914 r. Antoni Jabłoński wyruszył w składzie 1. Kompanii Kadrowej do Królestwa, do zaboru rosyjskiego, już jako ułan drugiego Patrolu Beliny. Wg Józefa Kolca-Smoleńskiego, Pierwsza Kompania Kadrowa wyruszyła o godz. 4.00, natomiast patrol Beliny o 3.30. Będąc dzielnym żołnierzem i zdolnym dowódcą, szybko rozpoczął „karierę oficerską”. Zaczynał ją od dowódcy 1. Sekcji w 1. Plutonie J. Głuchowskiego (dowódcą 2. Sekcji był A. Strug, a 3. Wieniawa). Niebawem powierzono mu dowodzenie plutonem. W dniu 1 stycznia 1915 r. (jeszcze jako 18-latek) został mianowany ppor. kawalerii i adiutantem dywizjonu kawalerii. W 1917 r. w stopniu porucznika został zastępcą dowódcy 1. szwadronu, był także wykładowcą w szkole oficerskiej w Ostrołęce, w ramach 1. p. uł. LP, wykładał terenoznawstwo.

   Po kryzysie przysięgowym (1917 r.) został internowany w Benjaminowie, gdzie przebywał do marca roku następnego.
J   abłoński brał udział w większości bitew I Brygady. Całą kampanię w Legionach odbył w kawalerii, u boku legendarnego Beliny-Prażmowskiego.

Jadą ułani, jak malowani
Szwadron cały lotem strzały
Po zwycięstwie gna,
Jedzie Belina, płacze dziewczyna,
Bo już czuje, że zrabuje, co się tylko da.

   Po powrocie z internowania, krótkiej nauce w Uniwersytecie Jagiellońskim (studia rolnicze pod kątem zarządzania majątkiem rolniczym), w listopadzie 1918 r. Antoni zorganizował dywizjon jazdy kawalerii, wyposażony przez jego rodziców w konie i oporządzenie. A konie z hodowli ojca były najlepsze, więc Antek jeździł i walczył na koniach rodzimego chowu: na skarogniadym Selimie (doskonałym skoczku) i jego bracie, jasnogniadym Pajacu.

Ułani – ułani siwe konie macie,
Pojadę za wami, jednego mi dacie.
Bo już tu nie mogę wysiedzieć spokojnie,
Gdy mój miły Jasio daleko na wojnie(…)

11 puł   Dywizjon, jaki utworzył Antoni Jabłoński, był zalążkiem 11 Pułku Ułanów Legionowych. 17 XII 1918 Jabłońskiego awansowano na rotmistrza, w styczniu 1919 r. mianowano go d-cą dywizjonu jazdy imienia własnego, który 16 marca przeformowano na 11 pułk ułanów. Jabłoński został zastępcą dowódcy tego pułku. Był ranny w walkach o Wilno 19 IV 1919, w następstwie czego przewieziony został do szpitala w Warszawie. Po kilku tygodniach rekonwalescencji wrócił do służby. W listopadzie tego roku ukończył wojenny kurs w Szkole Sztabu Generalnego i został mianowany szefem III oddziału frontu wołyńskiego w 2. Armii. W lipcu 1920 r. otrzymał awans na majora i został dowódcą 11. Pułku Ułanów (od 28 VII).

   Dzielność i doskonałą taktykę walki objawił w wielu bitwach, szarżach i szturmach, w tym wielokrotnie opisywanym brawurowo przeprowadzonym szturmie na rosyjskie samochody pancerne, przeprowadzonym pod Hołojowem przez jeden szwadron 11 pułku. Szturm oczywiście zwycięski.

   Zdarzyło się jesienią 1920 r., iż po kilku dniach ciągłych walk, bez odpoczynku, jedzenia … z wycieńczenia spadł któregoś dnia nieprzytomny z konia. Wbrew zaleceniom lekarzy nie udał się na urlop, ale po kilkudniowym odpoczynku dowodził dalej pułkiem.

   Bodaj w ostatniej bitwie wojny polsko-rosyjskiej 12 X 1920 został ciężko ranny pod Nową Sieniawką i nie odzyskawszy przytomności, zmarł w lwowskim szpitalu 22 października. Pośmiertnie awansowany został na podpułkownika i odznaczony orderem Virtuti Militari 5kl. Posiadał także Krzyż Niepodległości oraz czterokrotnie Krzyż Walecznych. Był żonaty, bezdzietny.

 

gróbGrób Antoniego Jabłońskiego w Modliborzycach

   Pochowany został w Modliborzycach k. Opatowa, na cmentarzu parafialnym wsi Rudniki w rodzinnym grobowcu. Dziś niestety zniszczonym przez czas, na szczęście zachowanym i dobrze utrzymanym przez władze kościelne i gminne, zadbanym i sprzątanym.

   Na pogrzeb Pułkownika marszałek Józef Piłsudski wydelegował swojego adiutanta Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego. Wieniawa złożył na grobie wieniec od Komendanta, a matce przekazał jego słowa:
-Pani utraciła Syna, ja utraciłem swojego następcę.

   Szarfa wieńca zawierała napis: „Mojemu ukochanemu chłopcu – Naczelny Wódz”

   Po wojnie 1920 roku, w końcu lat trzydziestych, koło b. żołnierzy 1. pułku ułanów Legionów uchwaliło, że wzniesiony będzie w Sandomierzu pomnik Antoniego Jabłońskiego „Zdzisława”. Komendant koła W. Belina-Prażmowski powołał do życia komitet budowy pomnika, którego przewodnictwo objął gen. Stanisław Grzmot-Skotnicki, kolega Antka z „Siódemki Beliny”. Honorowy protektorat przyjęli: Pani Marszałkowa Piłsudska, marszałek E. Śmigły-Rydz i gen. K. Sosnkowski. Autorem konnego pomnika „Zdzisława” w beliniackim mundurze, był rzeźbiarz Aleksander Żurakowski. Niestety wybuch II wojny świat. przerwał przygotowania jego ustawienia.

   Na próżno szukać dziś w encyklopediach polskich biogramu Antoniego Jabłońskiego – zapomniano o Nim. Ale my pamiętamy.

                                                 

Artykuł ukazał się w numerze 4. czasopisma „Kultura i Biznes”.

Zdjęcia:

www.polskieradio.pl

www.mon.gov.pl

Najczęściej Bolesław Wieniawa-Długoszowski jest bohaterem anegdot. Tym razem przytaczam fragment jego opowieści zawartej w zbiorze „Wymarsz i inne wspomnienia”. Dariusz Nowiński.

W sam dzień sylwestrowy (1914 r. – przyp. D.N.) zjawiła się w kwaterze Beliny pewna niewiasta z kategorycznym żądaniem, aby ją przyjął na służbę do pułku. Belina bronił się zawzięcie, choć wobec gwałtownych nalegań zapalczywej niewiasty niezbyt pewnie, przed tą w życiu naszym wojskowym komplikacją  i w końcu dyskusji wytoczył argument, że dla żadnej niewiasty wyjątku zrobić nie może, a w pułku naszym żadna kobieta nigdy nie służyła i nie służy.
- Jak to nie służy! – z oburzeniem odparła niewiasta – a Hanka?
- Jeżeli pani powołuje się na Hankę – odparł z chytrym uśmieszkiem Belina – to muszę ustąpić, ale tylko pod warunkiem, jeżeli pani zgodzi się kwaterować zawsze z naszą Hanką. Wieniawa – zwrócił się do mnie Władek , gdyż przypadkowo byłem przy tej rozmowie obecny – bądź tak dobry i sprowadź tu jak najprędzej Hankę.
Jakaż była konsternacja  i przerażenie niedoszłej konnej patriotki, gdy po kilku chwilach  zameldował się w w mym towarzystwie w kwaterze rotmistrza olbrzymi, zwalisty chłop z krzaczastymi bakami, którego Belina przedstawił jej jako naszą uroczą Hankę, tak bowiem przekorny kaprys koleżeńskich żartów ochrzcił obywatela Kuleszę, świetnego kompana i srogiego żołnierza, obecnego dowódcę brygady naszej kawalerii, właśnie dla jego potężnej i stuprocentowo męskiej postaci.
Ja z mojej strony, z obowiązku szwadronowego barda, opiewałem jego popularną w naszych szeregach sławę trawestacją  znanej wojskowej piosenki, której – niestety – dwie tylko zwrotki  nadają się do druku:

Haniś moja Haniś,
Cóżeś za kochanka
Kiej ci z buzi pachnie
Rum i przepalanka.

Haniś moja Haniś,
Cóżeś za Hanisia,
Jak siadłaś na konia
To konik aż przysiadł.

Wszystko zaczęło się od tego, że wezwał go do siebie Komendant. Władysław miał wtedy 26 lat, a Komendant powiedział: "To jest bardzo niebezpieczne. Jest 90 procent pewności, że wszystkich was powieszą". Belina zgodził się od razu. Zapytał tylko, ilu ludzi może ze sobą wziąć (wytargował siedmiu). Rozmawiał z każdym z nich z osobna - odpowiadali w dwóch słowach. Jabłoński: "Ty idziesz, ja idę". Skotnicki: "Psiakrew, idę!".

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version