Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Przepustka to wspaniała edukacyjna gra planszowa, przeznaczona głównie dla młodszych graczy, którzy podczas miłej rozgrywki mogą się czegoś jeszcze dowiedzieć o historii legionów podczas I wojny światowej. Jest ona przeznaczona dla od 2 do 5 graczy i z powodzeniem można grać całymi rodzinami. Każdy w niej znajdzie coś dla siebie. Podczas rozgrywki gracze wcielą się w postanie Legionistów, którzy otrzymawszy przepustki będą się starać odwiedzić swoje rodzinne strony. Może uda się również odwiedzić narzeczoną, lub miejsca pamięci czynu Legionowego, gdzie nierzadko koledzy poświęcili swe życia dla dobra odradzającej się ojczyzny. Przepustki są jednak krótkie i przed jej upływem trzeba wrócić do swoich jednostek. Polscy żołnierze korzystać będą z różnych środków transportu. Czasem będzie to kolej, statek, czasem trzeba będzie się zdać na siłę własnych mięśni bądź liczyć, że uda się złapać okazję. Może jakiś chłop pozwoli nam się zabrać z nim na wozie, bądź oficer będzie przejeżdżał automobilem i nas podwiezie. Na drodze mogą na nas niestety czyhać również różne niebezpieczeństwa. W końcu czasy wojennej zawieruchy niosły ich ze sobą wiele. Może się zdarzyć że na naszej drodze stanie zły Kozak lub żandarm pomyli nas z dezerterem. Na tyłach frontu trzeba być bardzo czujnym.

 

Gra jest pierwszym tytułem wśród gier planszowych poświęconym w całości historii Legionów Polskich.

Przepustka uczy bawiąc jednocześnie. Podczas gry:

  • - poznajemy geografię historyczną Galicji oraz Królestwa Polskiego,
  • - uczymy się historii przebiegu działań zbrojnych na froncie wschodnim I wojny światowej,
  • - w sposób atrakcyjny przybliżane są sylwetki 10 legionistów – m.in. Leopolda Lisa-Kuli, Felicjana Sławoja-Składkowskiego czy Zbigniewa Dunina Wąsowicza,
  • - dowiadujemy się o czynie zbrojnym polskich formacji legionowych, odwiedzając na planszy miejsca takie jak: Krzywopłoty, Marcinkowice, czy karpackie pobojowiska II Brygady Legionów pod Rafajłową czy Rokitną.

Gra posiada przepiękną szatę graficzną, która przykuje uwagę dzieci oraz ich rodziny. Merytoryczna dbałość o ilustracyjne detale pozwala na edukację z zakresu historii polskiego munduru.

Gra świetnie się nadaje do miłego spędzania czasu w rodzinnym gronie. Może ona sprawić wiele przyjemności przedstawicielom młodszego i starszego pokolenia.

Czas rozgrywki – średnio ok. 40 minut – pozwala wykorzystać grę na lekcjach historii, zajęciach muzealnych, w domach kultury czy na koloniach.

Choć porusza temat wojny, gra w żadnym elemencie nie skupia się na przemocy. Przepustce przyświeca idea nagrody za bohaterską służbę, którą jest urlop i odwiedziny ukochanej rodziny oraz narzeczonej.

Gra została stworzona przez dwójkę krakowskich historyków: Łukasza Wronę i Piotra Krzystka, którzy w 2013 r. otrzymali nagrodę specjalną od Prezydenta Polski Pana Bronisława Komorowskiego w konkursie na najlepszy pomysł uczczenia 150 rocznicy Powstania Styczniowego za grę ROK 1863.

Gra składa się z następujących elementów:

  • - dużej planszy przedstawiającej Galicję i część Królestwa Polskiego,
  • - 10 planszy Legionistów
  • - 22 pionków (10 Legionistów, 6 Kozaków, 6 żandarmów)
  • - 40 kart
  • - kafelków oraz żetonów
  • - instrukcji z dołączonym dodatkiem historycznym

autorzy: Łukasz Wrona & Piotr Krzystek
ilustracje: Cezary Szymański
gra dla 2 do 5 osób w wieku od 8 lat
czas gry: 20-60 minut
Gra ukazała się pod patronatem portalu jpilsudski.org
Premiera: sierpień 2014 r

Gen. bryg. Ludwik Kmicic-Skrzyński zmarł jako ostatni z „Siódemki” Beliny. Pozostał po wojnie na Zachodzie – jak wszyscy żyjący członkowie patrolu Beliny. Zamieszkał w Wielkiej Brytanii, żegnał w ostatniej drodze swoich kolegów, którzy i tam umierali: J. Głuchowskiego i S. Hankę-Kuleszę.

Po I wojnie strzelecki pseudonim przyjął za zgodą wojewody poleskiego do swojego nazwiska na stałe, najpierw Skrzyński-Kmicic, później używał nazwiska Kmicic-Skrzyński. Miał piękną kartę bojową w I i II wojnie, wojnie bolszewickiej.

Read More

Mieliśmy we wsi Imielno, za środkiem odcinka pułku, częstych gości, szczególnie w nocy. Nawet sam dowódca korpusu odwiedził nas raz, a Szeptycki prawie co tydzień przyjeżdżał, rozpytując o wyniki zwiadów i stawiając różne zadania.
Jednym takich zadań było wytyczenie brodów przez Nidę dla celów przyszłej ofensywy.
Wybrałem dla wykonania tego zadania pluton czwartej kompanii, składający się wyłącznie z harcerzy. Kompanią dowodził porucznik Styk-Stachiewicz. Na czele plutonu stał były harcmistrz. Powiedziałem mu, że w ciągu tygodnia powinni znaleźć i wytyczyć dwa wygodne brody, przez które można byłoby przejść nie zanurzając się powyżej pasa. Woda była jeszcze wysoka, był to koniec marca.
Po tygodniu wezwałem dowódcę plutonu i oznajmiłem mu, że pójdę sprawdzić wytyczone brody tej nocy o godzinie dwunastej.
Harcerzyków, zdaje się mocno obeszło moje oświadczenie. Dowódca plutonu zadał mi pytanie:
- Nie wierzycie, obywatelu majorze, naszym szkicom?
- Wierzę, chłopcy – odpowiedziałem. Muszę się tylko przekonać, czy potraficie podczas ciemnej nocy zaprowadzić oddział na przeprawę.
Wyszliśmy o wpół do dwunastej cicho i ostrożnie. Zbliżyliśmy się do rzeki. Trzej chłopcy spokojnie poszli przodem, a ja za nimi. Za mną dowódca i reszta plutonu. Stopniowo zimna woda doszła mi pod pachy. Brodziliśmy dalej i wreszcie stanęliśmy pod Skowronowem. Parę strzałów z okopów pod wzgórzem uprzytomniło nam, że nieprzyjaciel czuwa i słyszał ruch w wodzie. Zawróciliśmy z powrotem i, o dziwo, woda sięgała tylko kilka centymetrów wyżej kolan.
Gdy przyszliśmy na kwaterę, spytałem patrol czołowy:
- Dlaczego nie poprowadziliście od razu, obywatele, przez ten dobry bród, za który muszę was serdecznie pochwalić?
Widząc, że mimo kąpieli nie straciłem humoru, jeden z harcerzy powiedział:
- Powiem prawdę, obywatelu. To za to, żeście nam od razu nie uwierzyli.
Tak ukarały dzielne harcerzyki swego czterdziestoletniego przełożonego.

Powyższa anegdota opisana została przez Leona Berbeckiego, ówczesnego dowódcę 5 pp, w książce „Pamiętniki generała broni Leona Berbeckiego”.
Przytaczając tę opowieść satysfakcję mam tym większą, że znaczna część opisywanego plutonu to legioniści z Łodzi. Przedstawiany jak dowódca plutonu „harcmistrz” to albo Stefan Rowecki, który wówczas dowodził tym plutonem albo  Jerzy Szletyński „Młocki”, który był zastępcą dowódcy plutonu, a wcześniej komendantem skautingu łódzkiego. - Dariusz Nowiński

zawodyDzień 6 sierpnia 1914 r. stanowił i stanowi dla wielu osób datę będącą synonimem odrodzenia Wojska Polskiego. Tego dnia z krakowskich Oleandrów wyruszyła Pierwsza Kompania Kadrowa, stanowiąca zaczątek późniejszych Legionów Polskich. Do dziś dnia rocznica wymarszu obchodzona jest jako Święto Strzeleckie, a w okresie międzywojennym na pamiątkę wymarszu odbywały się w całej Polsce uroczystości. Jedną z form upamiętnienia był Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej na trasie z Krakowa do Kielc organizowany przez Związek Strzelecki. Stanowił on okazję do sprawdzenia sprawności drużyn organizacji prowadzących przysposobienie wojskowe, drużyn wojskowych oraz organizacji zrzeszających rezerwistów. W 1981 roku reaktywowano go w innej formie, ale nadal gromadzi on m.in. młodzież strzelecką i żołnierzy. W trakcie Marszu odbywają się też zawody marszowe, których formuła ewoluuje, ale stanowi kontynuację tego, co stanowiło o istocie Marszu przed 1939 r.

Parafrazując Andrzeja Poniedzielskiego można stwierdzić, że wśród ludzi piszących książki, są tacy, których lubimy gdy piszą i tacy, których lubimy, gdy nie piszą. Do drugiej grupy (bardzo wąskiej nota bene) zaliczyć muszę profesora Stanisława Zaborniaka. Co prawda spowodowane to jest jedyną jego książką, którą przeczytałem, ale na tyle dla mnie ważną, że jej lektura rzutuje na całokształt oceny.

Kilka tygodni temu przeglądając stronę jednej z księgarni internetowej zauważyłem intrygujący tytuł: „Zawody marszowe Szlakiem I Kompanii Kadrowej Legionów Polskich z Krakowa do Kielc (1924-1939)”. Jako uczestnik ruchu strzeleckiego, wielokrotnie przemierzający trasę Marszu Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej Kraków-Kielce byłem przekonany, że to książka ważna z kilku powodów. Po pierwsze, nikt wcześniej nie pokusił się o całościowe podsumowanie zawodów marszowych z okresu międzywojennego. Na cząstkowe informacje natrafić można przeglądając roczniki „Strzelca” bądź czytając pozycje poświęcone historii Związku Strzeleckiego. Po drugie, uznałem, że materiały zawarte w recenzowanej książce mogą być przydatne w organizacji zawodów marszowych w trakcie kolejnych „kadrówek”. Po trzecie, wydawało się, że to wymarzona nagroda dla laureatów konkursów historycznych odbywających się w czasie Marszu.

Niestety, życie brutalnie weryfikuje oczekiwania. Światełkiem ostrzegawczym mogło już być długie oczekiwanie na zamówioną książkę. Rozumiejąc utrudnienia związane z pandemią liczyłem na rekompensatę w postaci treści. Drugie ostrzeżenie mogło być zauważone dopiero po wzięciu recenzowanej pozycji do ręki. Ukazała się w 2019 r. Przez rok nie można było na jej ślad nigdzie natrafić. Nawet na stronie wydawnictwa nie odnajdziemy jej śladu. Czyżby zdano sobie sprawę z wartości tego „dzieła”?

Autor, to „belwederski” profesor, specjalizujący się w historii sportu, zupełnie nieznany w środowisku osób zajmujących się historią Legionów i obozu piłsudczykowskiego. Oczywiście można uznać, że kwalifikacje w zakresie historii sportu są zupełnie wystarczające, by napisać co najmniej poprawną książkę dotyczącą rywalizacji sportowej, choć inspirowanej wydarzeniami związanymi z wysiłkiem zbrojnym zmierzającym do odzyskania wolnego państwa. Niestety, z niewiadomych do końca przyczyn (można się ich co najwyżej domyślać), otrzymujemy produkt książkopodobny. Największą odpowiedzialnością obciążyć można oczywiście autora, ale przecież ktoś tę pozycję zakwalifikował do druku, ktoś ją recenzował, a ze strony wydawnictwa niejaka Anna Szydło odpowiedzialna była za opracowanie redakcyjne i korektę. Trudno pracy tych trzech osób domyślić się czytając książkę. Zatrzymajmy się na moment na osobach autora i recenzenta. W katalogu ludzi nauki odnajdziemy tematykę ich prac doktorskich, habilitacji, listę recenzowanych prac oraz doktoratów, które pod och kierunkiem powstawały. Okazuje się, że są to dość ścisłe związki. Marek Ordyłowski (recenzent książki) był także recenzentem rozprawy habilitacyjnej Stanisława Zaborniaka. Nie uchylił się także przed recenzowania kilku prac doktorskich, których promotorem był autor „Zawodów marszowych...”. Chętni znajdą zapewne jeszcze kilka innych powiązań między panami. System zależności i układów w polskiej nauce jest na pewno jedną z przyczyn niskich notowań polskich uczelni w światowych rankingach.

Dość jednak tych ogólnych wrażeń. Czas przejść do konkretów. Autor podzielił swą pracę na siedemnaście rozdziałów. Pierwszy z nich stanowi wstęp historyczny, który według autora miał dać podbudowę historyczną dla dalszej części książki. Piętnaście poświęcono opisowi kolejnych Marszów (w 1934 r. zawody nie odbyły się ze względu na powódź, jaka nawiedziła Małopolskę). Rozdział dotyczący tego właśnie roku ma w zasadzie charakter zbioru fotografii związanych z tematem, z bardzo skromnym opisem dotyczącym wydarzeń inspirowanych wydarzeniami sprzed dwudziestu lat. Do tego dodać należy wstęp, zakończenie i posłowie. Zacznijmy jednak od spisu treści. Tytuł wyraźnie wskazuje, że chodzi o zawody marszowe związane z Pierwszą Kompanią Kadrową. A oto jakie nazwy Marszów znajdziemy w spisie treści:

  • Zawody Marszowe Związku Strzeleckiego Szlakiem I Brygady Kadrowej Legionów Polskich,

  • Zawody Marszowe Związku Strzeleckiego Szlakiem Kraków–Miechów–Jędrzejów–Kielce w dniach 6-8 lutego (sic!) 1926 r.,

  • Marsz Szlakiem I Brygady Legionów Polskich z Krakowa do Kielc,

  • Marsz Szlakiem I Kompanii Legionów z Krakowa do Kielc,

  • Marsz Szlakiem I Brygady z Krakowa do Kielc,

  • Marsz Szlakiem I Brygady Kadrowej z Krakowa do Kielc.

Zasadniczo dla osób trochę zaznajomionych z historią „kadrówek” spojrzenie na ten spis mówi wszystko o przygotowaniu autora do opracowania tematu. Nie powinno się kopać leżącego, ale pewne rzeczy powinny być nazwane po imieniu. Stanisław Zaborniak publikując recenzowaną pozycję dowodzi, że zabrał się za temat, o którym nie ma najmniejszego pojęcia i gdyby dwa-trzy lata temu rozgarnięty gimnazjalista dostał do dyspozycji te same materiały, które miał autor, to napisałby przy minimum dobrej woli książkę o zdecydowanie wyższym poziomie.

Nie mogę dyskutować z autorem w kwestii wyników zawodów marszowych w poszczególnych latach. Nie badałem dokumentów w Centralnym Archiwum Wojskowym oraz każdorocznych relacji z Marszu w tym zakresie i przyjmuję, że nie popełnił rażących błędów w kolejności zajmowanych przez drużyny miejsc. Bo co do czasów, jakie zajęło im pokonanie poszczególnych odcinków, to niestety różowo nie jest.

Jednak po kolei. Już we „Wstępie” znaleźć można kilka niepokojących informacji. Skąd autor wziął zapis Bolesław Wieniawa Długoszowski (s. 15), a nie Wieniawa-Długoszowski też nie jest wiadome. Generała uznano na tej samej stronie za liczącego się polityka. W panteonie znanych dowódców z okresu walk o niepodległość znalazł się niejaki Szczepan Konarski. W wymienionych pozycjach książkowych, które autor wykorzystał (?) przy pisaniu recenzowanej pracy znalazła się książka Stanisława Jana Rostworowskiego Nie tylko Pierwsza Brygada, który nie wiedzieć czemu występuje jako Roztworowski J. S. (s. 18 i w indeksie nazwisk),

Największy problem autorowi sprawił rozdział I mający w zamierzeniu autora pracy być wstępem historycznym, ukazującym dzieje Legionów Polskich, ze szczególnym uwzględnieniem okresu tworzenia Pierwszej Kompanii Kadrowej. W samym tytule rozdziału znajdziemy stwierdzenie, że będzie on traktował o rekrutacji do tejże kompanii. Brak wiedzy autora skazuje nas na domysły, że istniały jakieś sposoby, by znaleźć się w tejże w sposób inny, niż wyznaczenie przez kompetentne osoby ze Związku Strzeleckiego i Polskich Drużyn Strzeleckich. O żadnej rekrutacji mowy nie mogło być, sprawę przynależności do niej regulował rozkaz. Na stronie 22, w drugim przypisie błędnie zacytowano źródło dotyczące cytatu. Przywołany Informator dotyczył XXXV, a nie XXV Marszu Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej. Kolejny problem z tytułem w przypisie znajdziemy trzy strony dalej. Konia z rzędem temu, kto będzie wiedział o jakiej Polskiej Organizacji Światowej chodzi w przypisie siódmym. Na stronie 26 znajdziemy nazwę ZS „Strzelec”. To pierwszy z wielu przypadków użycia jej na kartach książki. Nie było do 1939 r. organizacji o tej nazwie. Był Związek Strzelecki, był „Strzelec”. Tę ostatnią nazwę w okresie międzywojennym wykorzystywano jako popularnego określenia dla Związku Strzeleckiego. Natomiast zbitki tej nie używano. Na stronie 36 przedstawiono zdjęcie Józefa Piłsudskiego datując je na ok. 1910 rok, choć wyraźnie widać, że jest ono o pięć lat młodsze. Na tej samej i następnej stronie w podpisach pod zdjęciami użyto podpisów „członek WZ Strzeleckiego”. Chodzi oczywiście o Wydział Związku Strzeleckiego, co prawidłowo ujęto zaledwie w jednym przypadku. Kolejny błąd znajdujemy na s. 38 w podpisie pod fotografią 28. Według autora to „Drużyny Bartoszowe” i legioniści w trakcie rekrutacji do I KK. Według Stanisława Zaborniaka pod koniec 1912 r. wydane zostały przez Józefa Piłsudskiego rozkazy mobilizacyjne, a akcja mobilizacyjna rozwinęła się dość szybko. Faktycznie 17 X i 12 XII 1912 r. ukazały się rozkazy dotyczące mobilizacji, ale były one tylko wytycznymi do tego, jak proces ten ma przebiegać po wydaniu rozkazu o niej, a nie faktycznym zarządzeniem tejże. Kolejny błąd znajdziemy na stronie 48, gdzie rzekomo już 11 lipca 1914 r. Kazimierz Sosnkowski określił stan uzbrojenia I Kompanii Kadrowej. Nie mówiąc o tym, że w lipcu nie było jeszcze legionistów. Z książki dowiemy się, że wymagania zdrowotne wobec legionistów nie były wymagające (s. 54) oraz, że istniały w ZS koła strzeleckie. Dobrze, że nie były to koła łowieckie. Trzy strony dalej mowa jest o zawodach marszowych szlakiem I Brygady Legionów. O tym, że autor nie ma bladego pojęcia o wydarzeniach związanych z Legionami Polskimi świadczy też fakt, iż uznaje za możliwe przeniesienie w styczniu 1915 r. Centralnego Biura Werbunkowego z Warszawy do Piotrkowa. Przypomnę tylko, że Warszawa została zajęta przez Niemców pół roku później i nie ma możliwości, by pracowała w niej wcześniej jakakolwiek agenda werbunkowa Naczelnego Komitetu Narodowego.

Obszerną listę błędów zawiera ta część rozdziału, która poświęcona jest wydarzeniom poprzedzającym wymarsz „Kadrówki”. Jak wiadomo rozpoczęły ją działania patrolu pod dowództwem Władysława Beliny-Prażmowskiego (uporczywie nazywanego przez autora Prażmowski vel Belina). Można się spierać czy za wczesne godziny nocne można uznać okres po północy, ale bezsprzecznym faktem jest, że patrol przeprowadzał zwiad, a nie wykonywał rajd, jak wielokrotnie możemy przeczytać na łamach omawianej pozycji. W przypisie na stronie 67 błędnie wskazano datę przybycia patrolu do Goszyc. Miało to miejsce 3 sierpnia, a nie 2 lipca 1914 r. Kolejna strona przynosi w przypisie poświęconym Zygmuntowi Karwackiemu (Z. Karwackiemu vel Bończa, jak pisze autor) powtórzenie informacji zawartych jedno zdanie wcześniej. Rozbieżność w datowaniu tego samego wydarzenia mamy na stronach 65 i 78 (data wypowiedzenia wojny Rosji przez Austro-Węgry). Na stronach 87-88 zamieszczone zostały dwa zdjęcia wykonane w trakcie mszy św. odprawionej dla żołnierzy Józefa Piłsudskiego. Pierwsze opisano błędnie jako rynek pod katedrą (powinno być plac), a drugie datowane jest na 8 sierpnia 1914 r., choć do Kielc strzelcy Józefa Piłsudskiego wkroczyli dopiero cztery dni później. Do podpisów pod zdjęciami i do samych zdjęć autor nie ma szczęścia. Przykładem jest choćby powtórzenie fotografii numer 29 i 95.

Częścią rozdziału I jest podrozdział traktujący o dowódcach I Kompanii Kadrowej. Na jakiej zasadzie dokonywano wyboru i kolejności prezentowanych sylwetek trudno odgadnąć. Rzekomymi dowódcami byli według prof. Zaborniaka: Kazimierz Sosnkowski, Bolesław Długoszowski, Tadeusz Kasprzycki, Jan Kruszewski, Aleksander Litwinowicz, Kazimierz Piątek, Stanisław Burhardt „Bukacki”, Henryk Paszkowski „Krok” i Józef Piłsudski. Kolejność ani alfabetyczna, ani według hierarchii. Być może układ ustalono w drodze losowania.

Na stronach 110-111 znajdziemy powtórzenie informacji o wyposażeniu uczestnika Marszu w 1924 r. Jedyna różnica to ta, że pierwsza została ujęta w formie cytatu. Kolejne powtórzenia dotyczą wyników indywidualnych III etapu z tego samego roku. Znajdujemy je na stronach 114, 116 i 119. W rozdziale poświęconemu o rok późniejszemu Marszowi kolejna zagadka. Według autora startowało 14 drużyn, tzn. około 832 zawodników. Przypis odsyła do czasopisma „Stadion” z 1928 r. Po sprawdzeniu okazuje się, że ilość startujących się zgadza, ale z rokiem 1928 i nie uwzględnia drużyn żeńskich. Zadać sobie należy pytanie. Czy profesor nie umie liczyć, czy może to wina któregoś z jego studentów, który w pracy licencjackiej czy magisterskiej popełnił błąd, następnie bezkrytycznie powielony? Po raz kolejny powtórzono trzy pierwsze miejsca indywidualne na stronach 123-124. Wróć! Na stronie 123 zwycięzcą jest S. Kmicic z Krakowa, a stronę dalej Władysław Kmicic (też z grodu Kraka). Okazuje się, że nie tylko w „Seksmisji” w Archeo był no, ten... bałagan. To samo według Zaborniaka miało miejsce w Wojsku Polskim. Dowiadujemy się, że w 1927 r. istniał w nim 8. pp Legionów oraz 8. pp legionowej. I każdy z nich wystawił drużynę marszową. Korekta zwiodła na stronie 154, gdzie błędnie podano wynik 10. pp z Łowicza. Kolejna rozbieżność dotyczy stron 202 i 205. Na pierwszej dowiadujemy się, że uczestnikom zawodów w 1931 r. przysługiwały dwie przerwy na wypoczynek (15 i 30 minut), a na drugiej z nich, że trwał on godzinę. Nie wiadomo jak liczył Stanisław Zaborniak uczestników przystępujących do II etapu Marszu w 1931 r. Drużyny liczyły 13 osób, a według niego 31 drużyn, to 221 osób (s. 206). Stronę dalej trafiamy na 57. pp leg. (sic!). Podobny błąd jest na s. 291, gdzie występuje 14. pp legionowej. Niewątpliwie ze zdziwieniem przeczytamy na stronie 209, że 8. pp Leg. stacjonował w Wilnie, a 14. p.uł. w Lublinie. Błędny podpis znalazł się pod fot. 240 (s. 219). Jest to zdjęcie z 5 sierpnia, a nie 5 maja 1931 r. Grób Nieznanego Żołnierza, to nazwa własna, więc oczekiwać by można, że będzie pisany z dużych liter. Niestety korekta zawiodła po raz kolejny (s. 226). Dla Stanisława Zaborniaka powstaniec listopadowy czy styczniowy, to jeden czort. Niejeden z czytelników ze zdziwieniem przyjmie informację, że Józef Dargun był uczestnikiem zrywu z 1830 r., choć dosłownie kilka centymetrów powyżej jest fotografia z podpisem informującym, że uczestniczył w powstaniu 1863 r.

Spore zamieszanie wnoszą podpisy pod zdjęciami na stronie 287. Pierwsze z nich rzekomo ma być dokumentem ze zjazdu uczestników marszu Pierwszej Kompanii Kadrowej, choć oczywiście są to żołnierze Pierwszej Kompanii Kadrowej zebrani po latach z okazji rocznicy wymarszu. Na drugim ze zdjęć, wykonanym według autora 5 sierpnia 1935 r. widzimy gen, Tadeusza Kasprzyckiego jako wiceministra spraw wojskowych, choć od śmierci Marszałka zajmował on stanowisko ministra. Uczestniczyłem w odsłonięciu kilku pomników, ale ani razu nie byłem na ich otwarciu. Być może jednak w 1936 r. w Michałowicach otwierano pomnik Tylko kto go zamknął? Nie tylko u Stanisława Zaborniaka trafiamy (s. 300) na błędny zapis imion i nazwiska gen. Felicjana Sławoja Składkowskiego. Nie do końca jesteśmy pewni czy w 1936 r. w zawodach uczestniczyła drużyna 53. czy 35. pp. O tej pierwszej mowa na stronach 300 i 302, o drugiej także na s. 302. I nie zachodzi tu możliwość, że oba pułki wystawiły swą reprezentację, ponieważ w zawodach uczestniczyły tylko dwie drużyny wojskowe, a jedną z nich była ta wystawiona przez 3. psp. Kolejną wpadkę korekty znajdziemy na s 308, gdzie błędnie zapisano nazwisko gen. Stanisława Burhardt-Bukackiego. Jednoznacznie należy stwierdzić, że Stefan Artwiński nie był wojewodą kieleckim, a Batalion Telefoniczny (co to za twór?) nie stacjonował w Zgierzu. Chodzi oczywiście o Batalion Telegraficzny z Zegrza. Oba te błędy znalazły się na s. 335.

Nie jestem specjalistą od wydawania książek, ale myślę, że można by wprowadzić zwyczaj palenia na stosie (przynajmniej symbolicznie) tych, którzy nie potrafią sporządzić przyzwoitego indeksu nazwisk. Jakie „kwiatki” znajdziemy w recenzowanej książce? Nikt nie zadał sobie trudu, by rozwinąć inicjały imion osób, które w tekście w ten sposób zostały zapisane. Stąd w indeksie m.in.: Biliński L., Lipiński W., Nałęcz T., Prugar-Ketling B., Suleja W. czy Wasilewski L. W przypadku Zygmunta Zygmuntowicza zabrakło nawet inicjału imienia. Niemniej jednak te uchybienia to nic w porównaniu do innych niedociągnięć. W indeksie znajdziemy Hankę-Kuleszę i Stefana Kuleszę, Długoszowskiego Bolesława Ignacego „Wieniawę”, Długoszowskiego Bolesława W. oraz Wieniawę B., Wieniawę-Długoszowskiego Bolesława i Wieniawę-Długoszowskiego Bolesława płk. Kto to jest Bartla K.? Z tekstu wynika, że był premierem. Czy różnią się Burhardt-Bukacki ze strony 75 od Burhardt-Bukackiego Stanisława Bar. gen. z tej samej strony? Czy Grzmot-Skotnicki Stanisław ze strony 106, to ktoś inny niż Skotnicki Grzmot (s. 73) i Skotnicki Stanisław ze stron 66 i 67? Według mnie nie, ale autor indeksu jest innego zdania. Okazuje się, że dodanie stopnia do nazwiska tworzy z jednej osoby dwie różne. Tak stało się m.in. w przypadku Władysława Rusina czy Edwarda Rydza-Śmigłego. Nóż w kieszeni otwiera się, gdy trafia się na zapis: Orlicza-Derszera Gustaw i Orlicz-Dreszer Gustaw oraz Sławoja-Składkowski Felicjan oraz Sławoj-Składkowski Felicjan gen. Przyznam szczerze, że ból, jaki sprawia mi opisywanie tego niechlujstwa, by nie rzec barbarzyństwa, powoduje, że na tych przykładach poprzestanę.

Po tym co napisałem rodzi się jedno pytanie. Czy naprawdę w książce profesora nie ma żadnych plusów? Ja znajduję tylko jeden. Duża ilość materiału zdjęciowego. Dotyczy on zarówno zdjęć z zawodów marszowych, uroczystości związanych z rocznicą wymarszu Kadrówki czy okolicznościowych pamiątek przygotowywanych dla upamiętnienia kolejnych zawodów.

Tak jak ekstremalne bywały i bywają warunki, w których pokonuje się trasę z Krakowa do Kielc, tak samo ekstremalni muszą być nabywcy recenzowanej książki. Ja postawię ją na półce tylko z obowiązku, a nie dla przyjemności.

Dariusz Nowiński

Ocena recenzenta

Temat i treść: 5/10

Język, styl, kompozycja tekstu: 6/10

Forma wydawnicza: 8/10

Informacje o publikacji

Tytuł: Zawody Marszowe Szlakiem I Kompanii Kadrowej Legionów Polskich z Krakowa do Kielc (1924-1939)

Autor: Stanisław Zaborniak

Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego

Rok wydania: 2019

Ilość stron: 407

Format: 160x230 mm

Okładka: miękka

ISBN: 978-83-7996-806-0

6 sierpnia 1914 r. z Krakowa wyruszyła do Królestwa Polskiego 1. Kompania Kadrowa. Jakie cele - polityczne, wojskowe - przyświecały Józefowi Piłsudskiemu?

moczulski 3

- Zamierzenie było proste i przygotowywane od lat: doprowadzenie do wybuchu powstania w Kongresówce. Piłsudski chciał powtórzyć sytuację sprzed 51 lat, czyli z czasów powstania styczniowego - wywołać antyrosyjski ruch zbrojny w Królestwie Polskim, które wtedy (tj. w pierwszych dniach sierpnia 1914 r.) stało się strefą frontową. W 1863 r. powstanie miało zostać wywołane przez zorganizowane oddziały, choć jak wiadomo, ostatecznie tak się nie stało. W sierpniu 1914 r. inicjatorem wybuchu miały być oddziały strzeleckie nadchodzące z Galicji.

Oddziały były dwa: 1. Kompania Kadrowa, która wyszła z krakowskich Oleandrów 6 sierpnia, oraz druga kompania, która wymaszerowała z Krzeszowic 7 sierpnia. Piłsudski nawiązywał do sytuacji z powstania styczniowego, choć starał się oczywiście przejąć inicjatywę we własne ręce. Jak pamiętamy, wybuch tamtego powstania nastąpił w okolicznościach, które nie były specjalnie sprzyjające. Komendant był zdecydowany, że tym razem wystąpienie zbrojne może nastąpić tylko w sytuacji sprzyjającej, a zwłaszcza w sytuacji sprzyjającej międzynarodowo. Można wyróżnić trzy elementy, które sprawiały, że ówczesne położenie polityczne można określić mianem sprzyjającego. Po pierwsze, doszło do wybuchu europejskiej wojny silnie wiążącej mocarstwa. Po drugie, była to wojna między zaborcami. Po trzecie wreszcie, w owym czasie między formalnym wypowiedzeniem wojny a faktycznym rozpoczęciem działań wojennych następowała pewna przerwa konieczna dla mobilizacji armii. Sprawiło to, że pierwszego dnia wojny austriacko-rosyjskiej siły obu stron były w trakcie mobilizacji i koncentracji, nie prowadziły żadnych działań bojowych, a między nimi istniała spora pusta przestrzeń. W tę pustkę można było wejść i mieć czas na zorganizowanie czegoś w rodzaju państwa powstańczego.

- Jakie podejście do sprawy polskiej prezentowały państwa zaborcze?

- Piłsudski zdawał sobie sprawę, że pokonanie takiej potęgi jak Rosja jest niemożliwe, dlatego głównym celem swojego "powstania" uczynił wprowadzenie kwestii polskiej na arenę międzynarodową. Owszem, Austriacy mówili czasem Polakom jakieś miłe rzeczy, ale już dawno zrezygnowali z faktycznego wspierania polskich działań. Rosja nie miała żadnych zamiarów w stosunku do Kongresówki, a jeśli chodzi o Niemcy, to kanclerz niemiecki Bethmann-Hollweg zdawał sobie sprawę, że wojna europejska jakoś wyciągnie na wierzch sprawę polską, ale w żaden sposób nie zamierzał tego przyspieszać. Piłsudski uważał natomiast, że rozpoczęte przez niego działania po prostu wymuszą, i to już na początku wojny, że sprawa polska ożyje na forum międzynarodowym.

Rzeczywiście, jego akcja przyniosła pewne efekty już w ciągu pierwszych kilku dni. Pierwsi zareagowali Rosjanie. Ukazała się odezwa do Polaków podpisana przez rosyjskiego głównodowodzącego wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza. Moskwa musiała zareagować, bo wszystkie polskie powstania zaczynały się najpierw trochę niezbyt poważnie, a potem na długie miesiące stawały się poważnym problemem. Z kolei Austriacy w tym okresie w ogóle nie interesowali się sprawą polską. Dopiero wraz z rozwojem wypadków - wymarszem strzelców, informacjami o powstaniu w Warszawie jakiegoś rządu narodowego, wreszcie wspomnianą odezwą rosyjską - uznano, że trzeba zareagować. Pewne działania podjął wpływowy minister skarbu i administrator Bośni i Hercegowiny Leon Biliński. Biliński od jakiegoś czasu myślał o przekształceniu monarchii z dualistycznej w trójczłonową, tyle że owym trzecim członem nie miała być Polska, a południowa Słowiańszczyzna. W każdym razie uznał, że trzeba przygotować jakąś odezwę zapowiadającą przywrócenie Królestwa Polskiego pod berłem cesarza, a po drugie, należy przejąć kontrolę nad owymi działaniami powstańczymi Piłsudskiego. Wsparli to polscy politycy z Galicji, którzy zorganizowali Naczelny Komitet Narodowy. NKN objął opieką ruch strzelecki i doprowadził do zmiany inicjatywy powstańczej w legionową. Przy armii austro-węgierskiej miały powstać Legiony Polskie na wzór XIX-wiecznych legionów Dąbrowskiego.

Powstańcza koncepcja Piłsudskiego osiągnęła więc cel: Rosja i Austria wystąpiły jawnie w kwestii przyszłości Polski i Polaków. Niemcy wprawdzie nie zabrali głosu, ale w rozmowach kuluarowych przyjęli do wiadomości, że w przyszłości powstanie Królestwo Polskie pod berłem cesarza austriackiego. Dopiero z czasem, gdy dostrzegli, że Austria nie radzi sobie z tym zagadnieniem, w 1916 r. przejęli od niej inicjatywę. Jeszcze później doszło do tego pamiętne wystąpienie prezydenta USA Wodorowa Wilsona z 1917 r. To też był spóźniony efekt sierpniowej inicjatywy Piłsudskiego.

- Dlaczego po wejściu strzelców do Kongresówki Polacy nie poparli sprawy?

- Komendant osiągnął długofalowy cel. Jeżeli natomiast chodzi o narzędzie polityczne do tego celu: wywołanie powstania, tworzenie administracji polskiej w Kieleckiem, usuwanie władzy rosyjskiej itd. - to nie osiągnął takiego stanu, jakiego oczekiwał. Złożyło się na to kilka przyczyn, m.in. powstanie NKN-u, które pomieszało szyki Piłsudskiemu i klęska militarna, jaką Austriacy zaczęli ponosić na tym odcinku frontu. Co zaś do braku poparcia ze strony miejscowych Polaków, to w dużej mierze jest to legenda. W swojej książce pokazuję różne spojrzenia na wejście strzelców do Kielc. Jedni mieszkańcy szaleją z radości i rzucają kwiaty, inni zamykają okna i chowają się. Reakcje są więc najprzeróżniejsze.

Podobnie zapisało się to w pamięci uczestników marszu: jedni zapamiętali, że witało ich całe miasto, inni że miejscowość była wymarła. W historiografii zwyciężył jednak obraz odrzucenia strzelców przez kielczan. Pamiętajmy jednak, że akcja Piłsudskiego zakończyła się podstawowym sukcesem: kwestia polska została wskrzeszona i nie można było tego cofnąć. Znów odwołam się tutaj do doświadczeń powstania styczniowego. Wywołanie powstania w tamtych warunkach było łatwiejsze niż w 1914 r. Kongresówką administrował wtedy Polak, margrabia Wielopolski, istniały struktury konspiracyjne, powstanie mogło się rozwinąć na terenach zamieszkałych przez świadomą ludność pochodzenia szlacheckiego. Tymczasem w guberni sandomierskiej sytuacja była znacznie trudniejsza. Sformowanie oddziału partyzanckiego zajęło tam Langiewiczowi sporo czasu. Podobnie było w sierpniu 1914 r.

- Powstanie nie wybuchło, a inicjatywa strzelecka została wzięta pod skrzydła polityków polskich z Galicji i przekształcona w Legiony. Jak Pan to ocenia: czy był to ratunek dla Piłsudskiego czy też wzięcie go na smycz?


- Oczywiście, że chodziło o wzięcie Piłsudskiego na smycz. Piłsudskiego nie trzeba było ratować, bo nic mu nie groziło. Dodajmy jeszcze, że we wspomnianym NKN-ie, który miał sprawować opiekę nad Legionami, bardzo silna była frakcja starająca się za wszelką cenę doprowadzić do likwidacji powstania. Frakcja ta, związana z Narodową Demokracją, była przekonana, że Rosja wojnę wygra, więc działania, jakie poodejmuje Piłsudski mogą tylko skompromitować Polaków w oczach Moskwy. Ale wracając do Naczelnego Komitetu Narodowego, to przez kilka pierwszych dni żadnej specjalnej pomocy żołnierzom Piłsudskiego nie udzielał. Wielka spontaniczna pomoc napływająca od mieszkańców Krakowa nie trafiała do Kielc, ale była zatrzymywana na miejscu i przeznaczana na formowanie nowych oddziałów legionowych w Krakowie.

Niemniej jednak, NKN odegrał również pewną pozytywną rolę. Gdy Galicja została zajęta prawie w całości przez armię rosyjską, Komitet zapewnił kontynuację koncepcji legionowej ewakuując się na Śląsk i tam cały czas pracując. Politykom galicyjskim trzeba przyznać więc tę zasługę, że dzięki nim idea legionowa nie skończyła się latem 1914 r., ale przetrwała kilka lat. Nawiasem mówiąc: zastanawiałem się, czy powstania 1914 r. nie należałoby nazwać powstaniem krakowskim. Bo rola odegrana przez Kraków była olbrzymia. Bez Krakowa Piłsudski nie byłby w stanie tego zorganizować, bez strzelców, ludzi, którzy dali pieniądze, jedzenie, mundury... Bez wsparcia całego regionu nie udałoby się tej szczytnej inicjatywy zrealizować. To było działanie, które spontanicznie zorganizował sam Kraków. Powstanie rozwijało się w Kieleckiem, ale jego stolica znajdowała się w Krakowie, to on był bazą tego wszystkiego. Cztery lata później, w 1918 r., Kraków dwa tygodnie wcześniej niż inne polskie miasta skończy z władzą zaborczą.

- Jakie znaczenie miały działania militarne oddziałów strzeleckich, a później 1. pułku Legionów w sierpniu 1914 r.?

- Nie miały większego znaczenia. Odbywały się zupełnie na marginesie działań wojennych. Wielkie operacje rozegrały się na Lubelszczyźnie i w Galicji Wschodniej i to one decydowały o przebiegu wojny. Natomiast wpływ działań powstańczych na wojnę między mocarstwami był praktycznie żaden. Ale założenie Piłsudskiego było takie, że nie miały one wpływać na wynik wielkiej walki. Działania powstańcze miały budzić spontaniczny ruch Polaków. Ważne było nawet nie to, że dzięki temu do Legionów poszły tysiące młodych Polaków, ale to, że przez pewien czas działało autentyczne polskie państwo. Państwo to tworzyło się przez organizację zaplecza dla wojska, przez zarządzanie terenem, dbanie o bezpieczeństwo, organizowanie szkół, zatrzymanie poboru rosyjskich podatków. I ważniejszy od pieniędzy, jakie to dało, był fakt, że ludzie płacili podatki dla państwa polskiego. Tego działania nie można było już cofnąć. W naszych czasach większość społeczeństwa nie uczestniczyła w początku ruchu "Solidarności". Większość społeczeństwa nie wystąpiła też czynnie przeciwko stanowi wojennemu. Ale nawet ci, którzy byli bierni, mieli świadomość, że pojawia się zupełnie nowa rzeczywistość. W sierpniu 1914 r. nie chodziło o to, by polskiego wojska było w Kieleckiem o tysiąc czy dwa więcej, tylko o to, że się tam w ogóle pojawiło. Powstaje rzeczpospolita powstańcza obejmująca Kraków i Galicję, Śląsk Cieszyński, Kielecczyznę.

- Na określenie działań Piłsudskiego na początku I wojny światowej w Galicji i Kongresówce użył Pan w swojej książce terminu powstanie polskie.

- Nie było to dotychczas spotykane m.in. dlatego, że samo słowo "powstanie" jest przez znaczną część Polaków źle odbierane. Piłsudski unikał tego określenia, sam pisał o tym, jak należy zorganizować rewolucję w zaborze rosyjskim - "Praktyczne zadania rewolucji w zaborze rosyjskim". Słowo rewolucja nie budziło bowiem takich skojarzeń jak słowo powstanie. Dziś mamy to samo: działania powstańcze poprzednich pokoleń zostały sprowadzone do bezmyślnego czynu, który ściąga na kraj nieszczęście.

Rozmawiał Paweł Stachnik

Wywiad opublikowany w "Dzienniku Polskim":  http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/opinie/1164111-bez-krakowa-pilsudski-nie-bylby-w-stanie-nic-zrobic.html

Zdjęcie: Wikipedia

Przybył do pułku nowy kapelan. Zakwaterowano go w ziemiance dowództwa. Przyszedł wieczorem i nie zdążył się jeszcze zorientować w otoczeniu swojej kwatery. Rankiem, gdy wyszedł za potrzebą, obchodząc ziemiankę dookoła, trafił na wnękę i uznał ją za odpowiednie miejsce...Nie zauważył, że we wnęce było okno, co gorsza okno z pokoju ppłk. Roji. Roja też już wstał, i zobaczył, że to, co mu nagle okno przesłoniło, to goły tyłek. Bez namysłu otworzył okno i dźgnął tyłek szablą, dorzucając odpowiednio dosadną wiązankę. Kapelan musiał pójść do szpitala Obraził się na Roję, więc nam przysłano innego kapelana.

Anegdotę zaczerpnąłem ze wspomnień Stanisława Mirka pt. "Opowieści Legionisty". Dariusz Nowiński.

                                                                        

Wędrówki dusz chwila nastała,

na białym Orle do chmur odleciała.

Nadzieja jego i miłość jedyna,

na skrzydłach go do Raju spowiła.

         Ł.Z.

    Julian Stachiewicz urodził się we Lwowie - 26 lipca 1890 roku[1].  Rodzicami Juliana byli Teofil Stachiewicz oraz Aniela z domu Kirchmayer. Rodzina wychowywana była w duchu patriotycznym, zaprzątana niestety chorobami matki, która bardzo często musiała wyjeżdżać na kurację. W pewnym sensie odbiło się to na życiu rodzinnym. Niewątpliwie matka miała ogromny wpływ na wychowanie trójki dzieci (Julian, Wacław, Maria). Była bardzo piękną, a ponadto inteligentną i kulturalną kobietą. To ona zaszczepiła młodym synom zamiłowanie do literatury patriotycznej. Julian i jego brat Wacław uczęszczali do lwowskiego V Gimnazjum przy ulicy Wałowej, znajdującego się w gmachu OO. Bernardynów. Julian rozpoczął naukę 1900 roku i uczył się dobrze. Ogromny patriotyzm młodego Juliana wyniesiony z domu dał o sobie znać za murami szkoły. Będąc w szóstej  klasie zorganizował w gimnazjum opór przeciwko nauce w dzień 3 maja 1906 roku . Władze szkolne zgodziły się jedynie na krótkie nabożeństwo, po czym zajęcia lekcyjne miały odbywać się zgodnie z planem. Przeciwny był tego typu rozwiązaniu młody Stachiewicz, który rozpoczął buntowanie swoich kolegów. Jerzy Kirchmayer świadek tamtego wydarzenia wspominał:

   „W krytycznym momencie pojawił się na balkonie dyrektor naszego gimnazjum Schneider, wysoki pan, majestatycznej postawy, z dużą białą brodą i rozkazał nam donośnym głosem wejść do klas. Mimo rozpaczliwych wysiłków starszych kolegów, a szczególnie Julka, niezliczone trzody »mikrusów« ulękły się i sunęły do gmachu. Nauka rozpoczęła się, chociaż z pewnym  opóźnieniem. I to także osiągnięcie!” [2].                                  

   Ponadto założył kółko samokształcenia im. Zygmunta Wróblewskiego oraz pod jego redakcją w 1907 roku wyszło siedem numerów dwutygodnika pt. „Próby”. Warto przy tej okazji zaznaczyć również, że młody Julek aktywnie działał w organizacji młodzieży niepodległościowej „Promień”.

   Szczęśliwie udało mu się ukończyć Gimnazjum Filologiczne w 1908 roku zdając maturę z odznaką.  Następnie rozpoczął studia w Krakowie, na tamtejszym Uniwersytecie Jagiellońskim na Wydziale Filozoficznym. Na studiach wciągnięty został w działalność akademickiego stowarzyszenia „Życie”. Uczestniczył w pracach akademickiego stowarzyszenia filareckiego „Promień” oraz Unii Stowarzyszeń Młodzieży Postępowo-Niepodległościowych  O działalności stowarzyszenia pisał pod pseudonimem Leon Stański na łamach „Krytyki” pt. „Obecne prądy wśród młodzieży”.

   Syn Juliana Mieczysław, po latach, pisał w swoich wspomnieniach, że jego ojciec  wyjechał do Krakowa na studia na rozkaz Komendanta. Julian „zresztą tych studiów nie skończył, gdyż za bardzo był zajęty działalnością strzelecką” [3].

   W listopadzie 1909 roku J. Stachiewicz został  przez Stanisława Falkiewicza wciągnięty w szeregi Związku Walki Czynnej.  W latach 1909-1910 ukończył kurs podoficerski. W czerwcu 1911 roku został podporucznikiem. W styczniu 1912 roku został mianowany komendantem miejskim Związku Strzeleckiego, a od czerwca pełnił funkcję komendanta Wyższego Kursu Oficerskiego w Krakowie. W czasie szkolenia uczestniczył w wykładach Józefa Piłsudskiego. W okresie od 13 lutego do 17 maja 1912 roku Piłsudski wygłosił cykl wykładów w krakowskiej Szkole Nauk Polityczno-Społecznych. Wykład pierwszy Zarys historii militarnej powstania styczniowego odbył się 13 lutego 1912 roku. Większość słuchaczy stanowili słuchacze kursu oficerskiego „Strzelca”. Wśród uczniów był Stachiewicz, który skrzętnie notował to, co wykładał Piłsudski.  Z czasem odczyt ten został ogłoszony  w nr 1 Przeglądu Wojskowo-Historycznego  w  1929 roku. Stenogram Julka  został przedłożony Piłsudskiemu i po poprawkach opublikowany.  Podobnie uczyniono z wykładem z 11 maja 1912 r.  O rewolucji 1905 roku, który został opublikowany  przez W  Poboga-Malinowskiego w „Wiadomościach Literackich”, 13 września 1931 roku, według notatek sporządzonych przez J. Stachiewicza. Zanotowane również zostało przez niego, 1 czerwca 1913 roku, sprawozdanie Józefa Piłsudskiego wygłoszone wobec oficerów strzeleckich w Krakowie, a opatrzone tytułem Sprawozdanie Obywatela Komendanta Głównego Mieczysława wobec oficerów Związków i Drużyn Strzeleckich w Krakowie dnia 1. VI. 1913 z okresu jego komendy głównej nad wojskiem polskim. Po raz pierwszy fragmenty notatek pojawił się drukiem w pracy J. Stachiewicza pt. Polskie plany mobilizacyjne przed wojną światową zamieszczonej w „Niepodległości” w tomie VIII. Całość sprawozdania ukazała się w dodatkowym tomie „Pism-Mów-Rozkazów”[4].

 

1

Grupa współorganizatorów Związku Strzeleckiego. Siedzą od lewej: Jerzy Ołdakowski, Mieczysław Ryś-Trojanowski, Władysław Belina-Prażmowski. Stoją od lewej: Julian Stachiewicz, Edward Rydz-Śmigły.

www.nac.gov.pl

   Udało się Julianowi przed wybuchem wojny ukończyć w Związku Strzeleckim dwa kursy: niższy – podoficerski i oficerski. Od lutego do września 1913 roku był członkiem regulaminowej komisji wydawniczej Związków i Drużyn Strzeleckich. Opracowywał regulaminy wojskowe i instrukcje z Januszem Gąsiorowskim. 6 sierpnia 1914 roku wymaszerowała  z krakowskich Oleandrów do Królestwa Pierwsza Kompania Kadrowa rozpoczynająca epopeję legionową, której Stachiewicz był jednym z głównych aktorów.  Po wkroczeniu do Kongresówki liczono na wybuch powstania, tak jednak się nie stało. Miejscowa ludność negatywnie odniosła się widoku żołnierzy Piłsudskiego. 17 sierpnia Stachiewicz został przeniesiony do Komendy Legionów jako adiutant[5]. 9 września 1914 roku został awansowany na  porucznika[6]. Słusznie Andrzej Garlicki zauważył, że bliskimi współpracownikami Piłsudskiego w tym okresie byli „Sławek, Wieniawa-Długoszowski, Prystor,  Miedziński, Świtalski, Pieracki, Matuszewski, Orlicz-Dreszer, a również - choć może nie należacy do kręgu tak wówczas bliskiego – Koc, Boerner, Stamirowski, J. Stachiewicz, Hołówko, Beck, Floyar-Rajchman, Adam  Skwarczyński i Stpiczyński”[7]. W grudniu 1914 roku J. Stachiewicz zachorował na tyfus, co spowodowało, że przez trzy najbliższe miesiące musiał przebywać na leczeniu. 22 marca 1915 roku objął referat spraw organizacyjno-wojskowych Naczelnego Komitetu Narodowego w Piotrkowie. 5 maja został mianowany na kapitana, a od sierpnia służył w sztabie jako oficer operacyjny[8]. 27 sierpnia 1915 roku Stachiewicz został oficerem operacyjnym w sztabie I Brygady. 27 września wraz z oddziałami Śmigłego-Rydza wkroczył do wsi Kostiuchnówka, a  następnie uczestniczył, w zakończonej klęską, wyprawie zajęcia wsi – Kołodię. Stachiewicz  wykazał się męstwem między innymi w czasie walk pod Jabłonką i Kuklami, za co dostał w grudniu 1915 roku niemiecki order Krzyża Żelaznego II klasy.

 

                            

2

Julian Stachiewicz, kapitan, oficer I Brygady Legionów - fotografia portretowa

 www.nac.gov.pl

   Stachiewicz uczestniczył w krwawych walkach pod Kostiuchnówką w lipcu 1916 roku. Dając świadectwo ogromnemu poświęceniu legionistów napisał pracę „Bój I Brygady Legionów pod Kostiuchnówką 4, 5, 6 lipca 1916 r.”. Po akcie 5 listopada opracowano specjalny memoriał, który był dziełem Piłsudskiego i Stachiewicza, wysłany do Beselera 26 grudnia 1916 roku. Memoriał mówił o tworzeniu jak najszybciej licznej armii oraz jej profesjonalnym wyszkoleniu pod dowództwem polskich kadr, głównie rekrutującej się z Legionów ,podlegającej Radzie Stanu.

W 1916 roku 26-letni Julian poślubił w Warszawie Marię Sawicką. Przyszli małżonkowie poznali się w Krakowie, tam bowiem studiowała Maria. Zamieszkali po ślubie w kamienicy przy ulicy Hipotecznej 5.

   15 czerwca 1917 roku oddelegowany został do Pomiechówka pod Modlinem, gdzie stacjonował 1 pp Leg. Objął tam dowództwo batalionu, będąc zarazem zastępcą dowódcy pułku. Stachiewicz po kryzysie przysięgowym  na krótko, bo od sierpniu do września 1917 roku, został  dowódcą 1 Pułku Piechoty Legionów. Dowództwo przejął po płk. E.  Śmigłym-Rydzu, który został Komendantem POW. W styczniu 1918 r. Stachiewicz został komendantem POW na Lwów opierając się głównie na młodzieży zarzewiackiej i piłsudczykowskiej. W tym czasie przetłumaczył m.in. pracę P. Cantala „Etudes sur larmee revolutionnare” – „Armia rewolucyjna” opublikowaną w „Kulturze” w 1918 roku. Spod pióra Stachiewicza w tym okresie wyszły artykuły : „Wojsko i społeczeństwo” oraz „Patriotyzm wojska”. 9 listopada 1918 roku pełniący funkcję szefa sztabu Komendy Wojskowej Krakowa mjr J. Stachiewicz, dowodząc „Grupą San” został wysłany przez gen. Roję do Przemyśla na czele oddziału, który miał odbić z rąk Ukraińców Przemyśl i tym samym otworzyć drogę na odsiecz Lwowa. W grudniu 1918 roku, Julian Stachiewicz bardzo ciężko zachorował. Zapalenie płuc było na tyle poważne, że w liście pisanym do żony  z Zakopanego nalegał:

„»Koniecznie postaraj się o mieszkanie, tylko musi być z kaloryferem i łazienką...«”[9].

   Po powrocie z Zakopanego Julian nie poinformował o swoim ciężkim stanie Piłsudskiego, który oddelegował go, 3 stycznia 1919 roku, do Wielkopolski, by tam objął funkcję szefa sztabu wojsk wielkopolskich po kpt. Stanisławie Łapińskim.  Z oceny końcowej pracy Stachiewicza wystawionej przez gen. J. Dowbora-Muśnickiego, 8 lutego 1919 roku, wynika:

   „Podpułkownik Juliusz Stachiewicz pracował pod moim dowództwem jako szef sztabu w b. zaborze pruskim od 16 stycznia br. do dzisiaj. Miałem możność się przekonać, że podpułkownik Stachiewicz posiada umysł giętki, dostateczne wiadomości wojskowe, dobrą wolę i wiele wręcz do dalszego się kształcenia. Ma on charakter zgodny, jest dobrze wychowanym i zdyscyplinowanym. Orientuje [sic!] się szybko w każdej sytuacji i nie traci równowagi w ciężkich chwilach. Był ze mną szczerym i otwartym. Wysoki urząd szefa sztabu pełnił starannie, choć brak mu było fachowego wykształcenia, co zresztą od niego nie zależało. Oto w ogólnych zarysach, co mogę powiedzieć o podpułkowniku Stachiewiczu za krótki czas pracy. Uważam, że mógłby on być pożytecznym na urzędzie nie wyżej szefa sztabu dywizji”[10].

   26 marca 1919 roku  wszedł w skład komisji, która miała przeprowadzić weryfikację oficerów. Obok Stachiewicza w komisji zasiadali ppłk. Thullie i gen. E. Michealis jako przewodniczący.

   Pod koniec marca 1919 roku J. Piłsudski zakładał rozpoczęcia ofensywy na Wilno. Do opracowania planu operacji Naczelny Wódz dobrał sobie  odpowiedni sztab ludzi, w którym znalazł się szef Oddziału I ppłk J. Stachiewicz. Obok podpułkownika znaleźli się również mjr T. Kasprzycki, kpt. S. Nilski-Łapiński, ppłk. M. Karaszewicz-Tokarzewski[11]. 5 kwietnia 1919 roku w kwaterze głównej Naczelnego Wodza w Skrzybowcach odbyła się ostatnia odprawa przed operacją zajęcia Wilna. Obecny na niej był ppłk. J. Stachiewicz. Piłsudski, w czasie spotkania, wydał rozkaz uderzenia na Wilno i Lidę. Na wiosnę 1920 roku zapadła decyzja w sztabie Piłsudskiego o przeprowadzeniu uderzenia wyprzedzającego na Ukrainę. Plany wyprawy kijowskiej zostały opracowane pod kierownictwem Piłsudskiego w obecności J. Stachiewicza, Bolesława Wieniawy- Długoszowskiego i Stanisława Radziwiłła. W opracowywaniu planów nie był poinformowany żaden z dowódców armii. 1 kwietnia 1920 roku ppłk J. Stachiewicz został awansowany na pułkownika.

 

 

 3

płk dypl. Julian Stachiewicz - fot. portretowa www.nac.gov.pl
 

   Od 22 kwietnia do 17 maja 1920 roku dowództwo frontu na Ukrainie sprawował  J. Piłsudski. Po jego wyjeździe 17 maja  obowiązki dowódcy przejął gen. St. Haller, szefem sztabu został płk J. Stachiewicz[12]. W dniu 12 sierpniu 1920 roku J. Stachiewicz został szefem Sztabu Kwatery Głównej Naczelnego Wodza i przygotowywał plan uderzenia znad Wieprza.  Julian został w tym czasie na krótko  szefem Sztabu Frontu Środkowego u gen. Śmigłego-Rydza oraz dowodził 65 Starogardzkim Pułkiem Piechoty wchodzącym w skład 16 Pomorskiej DP. Po rozwiązaniu  Frontu Środkowego, 23 sierpnia, z dniem 14 września  1920 r. został desygnowany na stanowisko szefa Sztabu 6 Armii. Dowodem na to, że Piłsudski darzył ogromnym zaufaniem Stachiewicza, było wysłanie go w towarzystwie gen. St. Hallera do Rumunii, w celu zawarcia polsko-rumuńskiego sojuszu wojskowego. Z dniem 9 maja 1921 roku płk. S.G. Stachiewiczowi powierzono pełnienie obowiązków pierwszego oficera w sztabie Inspektoratu Armii nr  III w Toruniu. Inspektoratem kierował dotychczasowy dowódca 4 Armii gen. L. Skierski. Na początku kwietnia 1922 roku płk SG J. Stachiewicz musiał pożegnać się z grodem Kopernika, gdyż miał objąć dowództwo nad 13 DP. Wystawiając opinię końcową za blisko roczny okres współpracy gen. L  Skierski pisał:

   „Wybitny. Człowiek o nieposzlakowanej prawości charakteru, który nigdy nie pozwoli sobie na czyn niegodny z pojęciem o honorze żołniersko-obywatelskim i o koleżeństwie. Ale gorączka, impetyk, łatwo poddający się podnietom rozdrażnienia i wychodzący wtedy z równowagi duchowej. Pozatem doskonały, szczery i uczynny kolega. Żołnierza kocha. Rozumie go i gotów jest zawsze serdecznie zająć się nim. Gotów jest zawsze największy wysiłek fiz., który jednak wyczerpuje organizm delikatny i nadwyrężony. Inteligencja nie tylko wybitna ale b. niepowszednia. Umysł krytyczny, ujmujący łatwo sam rdzeń przedmiotu, zdolny do badań z pierwiastkiem twórczości. Posiada w wysokim stopniu zmysł org. Wykazuje nadzwyczajną wydajność pracy, której się w razie potrzeby oddaje z zupełnem [sic] poświęceniem aż do kompletnego wyczerpania. Wszechstronnie wykształcony. Dąży wciąż naprzód. Nadaje się w zupełności na szefa sztabu armji [sic]. Ma wszelkie kwalifikacje na dcę wyższej jednostki, ale musi przejść cenzus dowodzenia jednostkami przynajmniej od pułku wzwyż. Ze wszech miar wskazanem byłoby komenderowanie wymienionego na wyższe kursa  do Francji, a to w celu kompletnego wyzyskania dla dobra armji zdolności nietuzinkowych tego wybitnego oficera”.

   Dnia 9 kwietnia 1922 roku Julian Stachiewicz został wysłany do Równego na Wołyniu, obejmując dowództwo nad  13 Dywizją Piechoty. Roczne  prowadzenie dywizji ukazało jakim ogromnym talentem dowódczym był obdarzony Stachiewicz. Opracował wówczas studium pt.: „Nasz system obronny na froncie wschodnim”[13] Mimo postępującej choroby sprostał wymaganiom jakie spoczywają na dowódcy dywizji piechoty. Dzięki temu zyskał uznanie w oczach licznych generałów, którzy byli jego przełożonymi.

Opinia gen. J. Romera za rok 1922:

   „Pod każdym wzg.[lędem – przyp. Ł. Z] wybitny oficer  i dca dyw. Nadaje się również do pracy w Szt.[abie – przyp. Ł. Z.]Gen.[eralnym – Ł.Z]. Oficer o niezwykłej obowiązkowości i poświęceniu, wysoce wyrobionego charakteru. Niezwykle ideowy i lojalny. O podwładnych b. dbały. Delikatnego zdrowia, potrzebuje jakiś czas szanowania się. Odznacza się wybitną inteligencją, łatwością pracy i dyspozycji. Wybitny organizator w projektowaniu i wykonaniu. Pełen energii i inicjatywy  i stanowczości. Posiada wyszkolenie fachowe  gruntowne i umie je zastosować”.

Podobną opinię wystawił Stachiewiczowi gen Stanisław Haller:

   „Potwierdzam opinię gen. Romera. Jako dca dywizji oddawał się z całem poświęceniem pracy, aby dywizję na najwyższy poziom postawić. Pracował niestety ponad swoje siły fiz. Najlepiej za nim przemawia, że jako oficer legjonowy zjednał sobie niepodzielnie uznanie całej jednostki z tradycjami francuskiemi”.

Płk Szt. Gen. Tadeusz Piskor w  1923 roku  pisał:

   „Płk.S. Znany jest ze swej pracy w całej armji. Stanowi wybitny. Umysł  elastyczny. Posiada dużą wiedzę ogólną i wojskową. Łatwy i piękny styl. Nadaje się na samodzielne wyższe stanowiska, jako dca dyw. Piech., zca szefa Szt.Gen., na placówkę zagraniczną. Obecnie ze wzgl. Na zły stan zdrowia przez 1-2 lata nie może być wyzyskany na tych stanowiskach”[14].

   1 kwietnia 1923 r. płk Stachiewicz został oddelegowany do Warszawy, był już wówczas bardzo chory. Syn Mieczysław wspominał, że był „już choru na gruźlicę”[15]. Obowiązki dowódcy 13 DP objął gen. M. Kukiel. Choroba nie odebrała Julianowi chęci do dalszej pracy. Przebywając  w stolicy został od lipca 1923 roku do stycznia 1925 r. szefem Biura Historycznego Sztabu Generalnego[16]. Z dniem 1 lipca 1923 roku otrzymał awans na stopień generała brygady.

 

4

gen bryg. Julian Stachiewicz - szef Wojskowego Biura Historycznego - fot. portretowa. www.nac.gov.pl

 

W roku 1924 gen. T. Piskor tak pisał o gen. Stachiewiczu:

   „Swoja dotychczasową pracą i zdolnościami gen.S.[tachiewicza- przyp. Ł.Z] dał się na tyle poznać, iż wysunął się na czołowe miejsce wśród generałów młodszej generacji. Nazwisko jego wystarczy samo, jako najlepszy opis i kwalifikacja . Na nieszczęście stan jego zdrowia, budzący poważne obawy, nie pozwala wyzyskać jego zdolności w obecnej fazie jego choroby”.

    Gen. S. Haller dalej opiniując Stachiewicza pod rokiem 1924 pisał:

    „Z powodu nadwątlonego zdrowia nie mógł ciągłej pracy podołać, która musiała wobec tego ulec dłuższej przerwie aż do chwili powrotu do pełni sił”[17].

   Gruźlica, która wyniszczała powoli organizm generała coraz bardziej ograniczała prace za biurkiem w Wojskowym Biurze Historycznym. W latach dwudziestych generał był częstym gościem w Sulejówku, gdzie odseparował się od życia politycznego marszałek Pilsudski. W czasie tej izolacji pisał pracę o wojnie polsko-bolszewickiej. Współpraca z marszałkiem w pisaniu Roku 1920 zaowocowała w 1924 roku, opublikowaniem pierwszego wydania.  Stachiewicz miał duży wkład w zbieraniu materiałów do dzieła Piłsudskiego. Dowoził do willi w Sulejówku akta dotyczące działań frontu, armii, dywizji oraz dokumenty z Ministerstwa Spraw Wojskowych, mapy, dzienniki, raporty. Praca powstała w miesiącach od kwietnia do czerwca 1924 roku. Rozdziały od pierwszego do dziewiątego były dyktowane przez Piłsudskiego a pisane  ręką Aleksandry Piłsudskiej. Rozdział dziesiąty dyktowany był Stachiewiczowi.

 5

Szef Biura Historycznego www.nac.gov.pl

 

   W 1923 roku z inicjatywy Józefa Piłsudskiego powołano do życia Instytut Badań Najnowszej Historii Polski. Obok działalności w Wojskowym Biurze Historycznym i Instytucie Badań Najnowszej Historii Polski generał poszczycić się mógł również działalnością w Towarzystwie Wiedzy Wojskowej (TWW). 17 grudnia 1927 roku Stachiewicz został wybrany prezesem Towarzystwa Wiedzy Wojskowej.  Wydał w 1928 roku „Wskazówki metodologiczne do studiów historyczno-wojskowych”. Zainicjował również z Ottonem Laskowskim powstanie „Encyklopedii wojskowości” oraz prac dotyczących historii pierwszej wojny światowej.

   Niewątpliwie generał należał do wybitnych historyków okresu dwudziestolecia międzywojennego. Spod jego pióra wyszła takie prace jak: Z opowiadań oficera sztabowego, Działania pierwszego pułku pod Nowym Korczynem i Opatowem napisane w okresie legionowym, następnie zamieszczone  przez Wacława Tokarza w pracy  Legiony na polu walki. Działania pierwszego pułku Legionów Polskich na lewym brzegu Wisły w sierpniu i wrześniu  1914 roku. Relację uczestników.[18]

   W 1930 roku wespół z W. Lipińskim zebrali i opracowali wspomnienia byłych żołnierzy POW zatytułowane Polska Organizacja Wojskowa. Szkice i wspomnienia[19]. Z jego inicjatywy również światło dzienne ujrzała praca Pisma, mowy, rozkazy autorstwa Józefa Piłsudskiego. W tomie pierwszym „Niepodległości” w 1930 roku opublikował Niemieckie plany organizacji wojska polskiego  w czasie wojny światowej[20]. Pod redakcją Stachiewicza opublikowano szereg wspomnień  Za kratami więzień i drutami obozów (Wspomnienia i notatki więźniów ideowych z lat 1914-1921)[21]. Napisał również artykuł Rady Główne Związku Walki Czynnej[22].

   W setną rocznice wybuchu powstania listopadowego Stachiewicz podjął się pracy pt. „Źródła do wojny polsko-rosyjskiej 1830-1831”.  Sprawował również w 1930 roku funkcję przewodniczącego Głównej Rady Programowej Polskiego Radia. Studio Polskiego Radia mieściło się na ulicy Zielonej 25.

   Pod koniec życia Julian wyjeżdżał do Otwocka pod Warszawę, gdzie były najlepsze warunki dla chorych na gruźlicę.  Dyrektorem sanatorium była Zofia Dobrowolska, kuzynka Stachiewicza. Julian właśnie tam spędził ostatnie lata swego życia. W nocy 20 września 1934 roku generał zmarł w swoim domu w wieku 44 lat. Marszałek Piłsudski w noc śmierci Juliana nie mógł zasnąć, ponieważ budził go hasał stuku obcasów. Rankiem gdy dowiedział się o śmierci generała stwierdził: „Teraz wiem, że to biedny Julek przychodzi pożegnać swego Komendanta”[23].

   Niewątpliwie generał był jednym z najinteligentniejszych oficerów tamtego okresu, posiadał wiedzę oraz zdolności predestynujące go na najwyższe stanowiska w wojsku. Piłsudski widział go w roli szefa Sztabu Głównego. Poprzez szybkie i trafne podejmowanie  decyzji zyskiwał szacunek tak prostych żołnierzy jak i generałów z którymi współpracował.

   Życie generała było podwójną walką, którą toczył od najmłodszych lat. Jedną z nich wygrał w listopadzie 1918 roku, natomiast tę ostatnią, której decydujący bój stoczył w noc  20 września  1934 roku musiał przegrać, by zapisać się w historii, jako wybitny żołnierz i historyk wojskowości Drugiej Rzeczpospolitej.

 

 

6

Pogrzeb gen. bryg. Juliana Stachiewicza w Warszawie. Wyniesienie trumny z kościoła. Od końca trumnę podtrzymują: gen. Stanisław Rouppert, gen. Tadeusz Piskor. www.nac.gov.pl


   Generał brygady Julian Stachiewicz odznaczony był m.in. Krzyżem Srebrnym,  Orderu Wojennego Virtuti Militari, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Niepodległości z Mieczami, Krzyżem Walecznych (czterokrotnie).

 

 

Bibliografia:

Kryska-Karski T., S. Żurakowski S., Generałowie Polski Niepodległej, Warszawa 1991.

•Encyklopedia Historii Drugiej Rzeczpospolitej, pod  red. A. Garlicki, Warszawa 1999.

•Polski Słownik Biograficzny, pod red. Sporny J., Stochon R.,  Warszawa-Kraków 2002, t. XLI.

 •Kirchmayer J., Pamietnik, Warszawa 1962.

 •Wyszczelski L., Polska sztuka wojenna w latach 1918-1921, Toruń 2004.

•Wyszczelski L., Wilno 1919-1920, Warszawa 2008.

Wyszczelski L.,Od demobilizacji do zamachu majowego w latach 1921-1926, Warszawa 2007.

•Stachiewicz M., Moje pierwsze dziewięćdziesiąt lat. Wspomnienia, Warszawa 2008.

•Piłsudski J., Pisma  zbiorowe, Warszawa  1937,  t. III.

•Słownik Biograficzny Powstania Wielkopolskiego 1918-1919, pod red. A. Czubiński, B. Polak, Poznań 2002.

•Wojtaszek A., Generalicja Wojska Polskiego 1918-1926, Szczecin 2005.

•Garlicki A.,  Józef Piłsudski 1867-1935, Warszawa 1988,

•Ze źródeł Sztabu Generalnego Wojska  Polskiego 1918-1921, oprac. K. Sikora, A. Wesołowski, Warszawa 2008.

•Bitwa lwowska 25 VII – 18 X 1920. Dokumenty operacyjne. Część I 25 VII – 5 VIII, oprac. M. Tarczyński, Warszawa 2002.

•Stachiewicz J., Nasz system obronny na froncie wschodnim, „Bellona” 1922.

•Działania pierwszego pułku Legionów Polskich na lewym brzegu Wisły w sierpniu i wrześniu  1914 roku. Relację uczestników, wybór i oprac. W. Tokarz, Piotrków Trybunalski 1916.

•Polska Organizacja Wojskowa. Szkice i wspomnienia, pod red. J. Stachiewicz, W. Lipiński, Warszawa 1930.

•Stachiewicz J., Niemieckie plany  organizacji wojska polskiego w czasie wojny światowej,„Niepodległość“, t. I,  1930.

•Za kratami więzień i drutami obozów (Wspomnienia i notatki więźniów ideowych z lat 1914-1921), red. J. Stachiewicz, t. I-II, Warszawa 1931.

•Stachiewicz J., Rady Główne Związku Walki Czynnej,  „ Niepodległość” 1934, z. 21.

•Jędrzejewicz W., Cisek J., Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935, Warszawa 1994, t. III.

Fotografie:

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/59729/13e3180dd847cb93b0402a7cae5f196e/ 

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/56668/13e3180dd847cb93b0402a7cae5f196e/ 

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/57077/13e3180dd847cb93b0402a7cae5f196e/ 

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/59737/h:135/ 

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/59734/h:135/ 

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/59768/13e3180dd847cb93b0402a7cae5f196e/ 



[1]    T. Kryska-Karski, S. Żurakowski, Generałowie Polski Niepodległej, Warszawa 1991, s. 169; Encyklopedia Historii Drugiej Rzeczpospolitej, pod  red. A. Garlicki, Warszawa 1999, s. 421; Polski Słownik Biograficzny, pod red. Sporny J., Stochon R.,  Warszawa-Kraków 2002, t. XLI , z. 169, s. 299.

[2]    J. Kirchmayer, Pamietnik, Warszawa 1962, s. 33.

[3]  M. Stachiewicz, Moje pierwsze dziewięćdziesiąt lat. Wspomnienia, Warszawa 2008, s. 15.

[4]    J.  Piłsudski, Pisma  zbiorowe, Warszawa  1937,  t. III. s. 82-174.

[5]    Słownik Biograficzny Powstania Wielkopolskiego 1918-1919, pod red. A. Czubiński, B. Polak, Poznań 2002, s. 341.

[6]    A. Wojtaszek, Generalicja Wojska Polskiego 1918-1926, Szczecin 2005, s. 37; Polski Słownik Biograficzny podaje datę nominacji J. Stachiewicza na porucznika dzień 5 marca 1915 r., Polski Słownik Biograficzny...., s. 300.

[7]    A. Garlicki,  Józef Piłsudski 1867-1935, Warszawa 1988, s. 307.

[8]    Słownik Biograficzny Powstania...,  s. 341.

[9]    M. Stachiewicz, op. cit., s. 17.

[10]  Ze źródeł Sztabu Generalnego Wojska  Polskiego 1918-1921, oprac. K. Sikora, A. Wesołowski, Warszawa 2008, s. 146.

[11]  L. Wyszczelski, Wilno 1919-1920, Warszawa 2008, s.71.

[12]  Bitwa lwowska 25 VII – 18 X 1920. Dokumenty operacyjne. Część I 25 VII – 5 VIII, oprac. M. Tarczyński, Warszawa 2002,  s. 28.

[13]  J. Stachiewicz, Nasz system obronny na froncie wschodnim, „Bellona” 1922, z. 5.

[14]  Ze źródeł Sztabu..., s. 148.

[15]  M. Stachiewicz, op.cit., s. 18.

[16]  L. Wyszczelski, Od demobilizacji do zamachu majowego w latach 1921-1926, Warszawa 2007,  s.  99.

[17]  Ze źródeł Sztabu..., s. 148.

[18]Działania pierwszego pułku Legionów Polskich na lewym brzegu Wisły w sierpniu i wrześniu  1914 roku. Relację uczestników, wybór i oprac. W. Tokarz, Piotrków Trybunalski 1916.

[19]  Polska Organizacja Wojskowa. Szkice i wspomnienia, pod red. J. Stachiewicz, W. Lipiński, Warszawa 1930.

[20]  J. Stachiewicz, Niemieckie plany  organizacji wojska polskiego w czasie wojny światowej,„Niepodległość“, t. I,  1930.

[21]    Za kratami więzień i drutami obozów (Wspomnienia i notatki więźniów ideowych z lat 1914-1921), red. J. Stachiewicz, t. I-II, Warszawa 1931.

[22]  J. Stachiewicz, Rady Główne Związku Walki Czynnej,  „ Niepodległość” 1934, z. 21.

[23]  W. Jędrzejewicz, J. Cisek, Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935, Warszawa 1994, t. III, s. 196.

(...) muszę nadmienić, że wszystkie nasze dyskusje, sprzeczki i kłótnie, wzajemne naciągania się i przekomarzania były dziecinnymi, niewinnymi igraszkami w porównaniu z pomysłami, jakie rodziły się w szalonych łbach kolegów z linii, zwłaszcza zaś moich najbliższych kompanów z 1 pułku ułanów, którzy dla zabicia nudy oraz zaspokojenia potrzeby wrażeń i emocyj dostarczanych im dotąd hojnie przez wojnę, wpadali na najdziksze pomysły.
   I tak moi dawni podkomendni z pierwszego plutonu pierwszego szwadronu, doszedłszy do zgodnego przekonania, że jeden z kolegów (dziś major dyplomowany) ma oczy jak sarna, postanowili (nb. za jego zgodą) urządzić na niego polowanie. Wobec sprzyjających warunków, a mianowicie świeżego śniegu, przystąpiono na poczekaniu do realizacji projektu. Pięknooki ułan nagi, jak go Pan Bóg stworzył, z małym awansem w czasie pomknął do pobliskiego lasu, za nim wiara z karabinkami i w rezultacie nasz bohater, uchodząc przed strzałami towarzyszów, w adamowym stroju przy kilku stopniach mrozu przekłusował dwanaście kilometrów z Werchów, gdzie kwaterowali ułani, aż do naszej Leśniewki.

Anegdota przytaczana przez Wieniawę-Długoszowskiego ze zbioru "Wymarsz i inne wspomnienia". Opisuje zimę 1916 r. Dariusz Nowiński.

pomnikWspominając polskich ułanów odrodzonej Rzeczypospolitej XX w. „idziemy” kluczem rocznicowych dat związanych z tymi bohaterami. Jesienią minęła kolejna ważna data, mianowicie rocznica śmierci najmłodszego uczestnika „Siódemki Beliny” – ppłk. Antoniego Jabłońskiego. Zginął od zbłąkanej kuli w ostatnich godzinach wojny polsko-radzieckiej jako dowódca 11 Pułku Ułanów. Od rany postrzałowej zmarł w szpitalu we Lwowie. Był to kolejny Wielki Polak, który oddał życie za Ojczyznę. Niektórzy uważali nawet, że mógł być następcą Piłsudskiego. Żył tylko 24 lata. Kawaler Virtuti Militari 5kl.

Dom rodzinny, dom polski

   Rodzina Jabłońskich h. Dąbrowa w chwili urodzenia Antoniego, tj. 13 VI 1896 r., mieszkała we własnym dworze Usarzów w ziemi sandomierskiej. Ojciec Zdzisław otrzymał ten dworek w spadku po swoim ojcu Józefie, który posiadał majątki Usarzów i Rudniki. Zdzisław Jabłoński zmarł na raka w 1934 r. W czasie I wojny sprzedał część majątku, aby wyposażyć syna i jego ułanów w konie i oporządzenie wojskowe. Zarówno ojciec Antoniego jak i matka, Maria z Prawdzic-Szczawińskich, związani byli z polskim ruchem niepodległościowym. Ona była blisko związana konspiracyjnie z Piłsudskim, który wiele razy przebywał w Usarzowie. Dwór ten był miejscem kontaktowym i przerzutowym bojowców PPS z Małopolski do Kongresówki. Maria Jabłońska zmarła w Sandomierzu w 1965 r. Oprócz Antka państwo Jabłońscy mieli jeszcze 2 córki – Wandę i Janinę, obie chorowały na gruźlicę, Janeczka zmarła jako dziecko. Drugi syn Józef po śmierci ojca przejął Usarzów i gospodarzył do II wojny, zginął w Katyniu w 1940 r.

   Dziad Edward Jabłoński walczył pod Langiewiczem w 1863 r., za co został zesłany przez Rosjan na Sybir, a jego majątki: Domaradzice i Zagorzyce skonfiskowano. Antoniego pradziad po kądzieli, Feliks Prawdzic-Szczawiński, walczył w powstaniu listopadowym, a dziad Antoni Prawdzic-Szczawiński w powstaniu styczniowym pod Czachowskim. Zatem trudno byłoby, aby w rodzinie o tak patriotycznych polskich tradycjach, dzieci Marii i Zdzisława, w tym i wspomniany tu Antoni, nie włączyli się do walki o niepodległość Polski, jako kolejne pokolenie Jabłońskich. Tym razem walka z najlepszym skutkiem dla Ojczyzny.

   Dworek, w którym wychowywał się Antoni Jabłoński (dziś już nieistniejący), był modrzewiowy, kryty gontem, parterowy, z gankiem wspartym na czterech kolumnach. Dom postawiono na wysokiej skarpie, za nim znajdował się piękny ogród z uroczym strumykiem oddzielającym dwór od wsi.

   Tuż po I wojnie dobra Usarzów liczyły 320 mórg. Zabudowania folwarczne posiadały dwa czworaki zamieszkałe przez 10 rodzin pracowników dworu i budynki gospodarcze: oficyny, winiarnie, cielętniki, obory, stodoły, kuźnię, no i oczywiście dwie stajnie: fornalską i cugową. We dworze było 14 fornali, każdy miał „pod sobą” 2 pary koni, cugowych rumaków było 4.

   Okolica była (i nadal jest) przepiękna, bogata w urodzajne sandomierskie czarnoziemy, piękne lasy, jary, wąwozy oraz zabytki. Dzieci urządzały wędrówki do okolicznych ruin w Osolinie, Międzygórzu i do starego zamczyska Krzyżtopór w Ujeździe, zniszczonego jak i wiele innych wspaniałych polskich zamków przez szwedzkich barbarzyńców w czasie Potopu. W niedzielę gromadnie zajeżdżano bryczkami i konno do kościoła w pobliskich Goźlicach.

Szkoła

   Naukę w szkole średniej Antoni rozpoczął w 1908 r. w radomskiej „Handlówce” (Szkole Handlowej). Brał udział w „Zarzewiu” (organizacji niepodległościowej) i współprzewodniczył radomskiemu oddziałowi innej niepodległościowej organizacji młodzieżowej „Pet”. W 1913 r. zdał maturę i jesienią tego roku rozpoczął studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie na Wydziale Przyrodniczym. Wstąpił tam do Związku Strzeleckiego, do którego należał już jego kolega z rodzinnych stron, Władysław Belina-Prażmowski. We Lwowie zetknął się także z Piłsudskim. Jabłoński zwracał na siebie uwagę inteligencją, wielką wolą walki o niepodległość, chęcią podnoszenia własnych kwalifikacji wojskowych. Pierwsze wakacje 1914 r. postanowił spędzić na szkoleniu wojskowym w ZS i w lipcu uczestniczył w kursie strzeleckim w krakowskich Oleandrach. W sierpniu 1914 r. został wybrany przez Belinę do pierwszego patrolu i wyruszył 2 VIII z sześcioma kolegami do Królestwa w opisywanej już i na naszych łamach „Siódemce Beliny” (patrz: KULTURA i BIZNES nr 2 i 3).

W Legionach Polskich…

jablonski

   6 VIII 1914 r. Antoni Jabłoński wyruszył w składzie 1. Kompanii Kadrowej do Królestwa, do zaboru rosyjskiego, już jako ułan drugiego Patrolu Beliny. Wg Józefa Kolca-Smoleńskiego, Pierwsza Kompania Kadrowa wyruszyła o godz. 4.00, natomiast patrol Beliny o 3.30. Będąc dzielnym żołnierzem i zdolnym dowódcą, szybko rozpoczął „karierę oficerską”. Zaczynał ją od dowódcy 1. Sekcji w 1. Plutonie J. Głuchowskiego (dowódcą 2. Sekcji był A. Strug, a 3. Wieniawa). Niebawem powierzono mu dowodzenie plutonem. W dniu 1 stycznia 1915 r. (jeszcze jako 18-latek) został mianowany ppor. kawalerii i adiutantem dywizjonu kawalerii. W 1917 r. w stopniu porucznika został zastępcą dowódcy 1. szwadronu, był także wykładowcą w szkole oficerskiej w Ostrołęce, w ramach 1. p. uł. LP, wykładał terenoznawstwo.

   Po kryzysie przysięgowym (1917 r.) został internowany w Benjaminowie, gdzie przebywał do marca roku następnego.
J   abłoński brał udział w większości bitew I Brygady. Całą kampanię w Legionach odbył w kawalerii, u boku legendarnego Beliny-Prażmowskiego.

Jadą ułani, jak malowani
Szwadron cały lotem strzały
Po zwycięstwie gna,
Jedzie Belina, płacze dziewczyna,
Bo już czuje, że zrabuje, co się tylko da.

   Po powrocie z internowania, krótkiej nauce w Uniwersytecie Jagiellońskim (studia rolnicze pod kątem zarządzania majątkiem rolniczym), w listopadzie 1918 r. Antoni zorganizował dywizjon jazdy kawalerii, wyposażony przez jego rodziców w konie i oporządzenie. A konie z hodowli ojca były najlepsze, więc Antek jeździł i walczył na koniach rodzimego chowu: na skarogniadym Selimie (doskonałym skoczku) i jego bracie, jasnogniadym Pajacu.

Ułani – ułani siwe konie macie,
Pojadę za wami, jednego mi dacie.
Bo już tu nie mogę wysiedzieć spokojnie,
Gdy mój miły Jasio daleko na wojnie(…)

11 puł   Dywizjon, jaki utworzył Antoni Jabłoński, był zalążkiem 11 Pułku Ułanów Legionowych. 17 XII 1918 Jabłońskiego awansowano na rotmistrza, w styczniu 1919 r. mianowano go d-cą dywizjonu jazdy imienia własnego, który 16 marca przeformowano na 11 pułk ułanów. Jabłoński został zastępcą dowódcy tego pułku. Był ranny w walkach o Wilno 19 IV 1919, w następstwie czego przewieziony został do szpitala w Warszawie. Po kilku tygodniach rekonwalescencji wrócił do służby. W listopadzie tego roku ukończył wojenny kurs w Szkole Sztabu Generalnego i został mianowany szefem III oddziału frontu wołyńskiego w 2. Armii. W lipcu 1920 r. otrzymał awans na majora i został dowódcą 11. Pułku Ułanów (od 28 VII).

   Dzielność i doskonałą taktykę walki objawił w wielu bitwach, szarżach i szturmach, w tym wielokrotnie opisywanym brawurowo przeprowadzonym szturmie na rosyjskie samochody pancerne, przeprowadzonym pod Hołojowem przez jeden szwadron 11 pułku. Szturm oczywiście zwycięski.

   Zdarzyło się jesienią 1920 r., iż po kilku dniach ciągłych walk, bez odpoczynku, jedzenia … z wycieńczenia spadł któregoś dnia nieprzytomny z konia. Wbrew zaleceniom lekarzy nie udał się na urlop, ale po kilkudniowym odpoczynku dowodził dalej pułkiem.

   Bodaj w ostatniej bitwie wojny polsko-rosyjskiej 12 X 1920 został ciężko ranny pod Nową Sieniawką i nie odzyskawszy przytomności, zmarł w lwowskim szpitalu 22 października. Pośmiertnie awansowany został na podpułkownika i odznaczony orderem Virtuti Militari 5kl. Posiadał także Krzyż Niepodległości oraz czterokrotnie Krzyż Walecznych. Był żonaty, bezdzietny.

 

gróbGrób Antoniego Jabłońskiego w Modliborzycach

   Pochowany został w Modliborzycach k. Opatowa, na cmentarzu parafialnym wsi Rudniki w rodzinnym grobowcu. Dziś niestety zniszczonym przez czas, na szczęście zachowanym i dobrze utrzymanym przez władze kościelne i gminne, zadbanym i sprzątanym.

   Na pogrzeb Pułkownika marszałek Józef Piłsudski wydelegował swojego adiutanta Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego. Wieniawa złożył na grobie wieniec od Komendanta, a matce przekazał jego słowa:
-Pani utraciła Syna, ja utraciłem swojego następcę.

   Szarfa wieńca zawierała napis: „Mojemu ukochanemu chłopcu – Naczelny Wódz”

   Po wojnie 1920 roku, w końcu lat trzydziestych, koło b. żołnierzy 1. pułku ułanów Legionów uchwaliło, że wzniesiony będzie w Sandomierzu pomnik Antoniego Jabłońskiego „Zdzisława”. Komendant koła W. Belina-Prażmowski powołał do życia komitet budowy pomnika, którego przewodnictwo objął gen. Stanisław Grzmot-Skotnicki, kolega Antka z „Siódemki Beliny”. Honorowy protektorat przyjęli: Pani Marszałkowa Piłsudska, marszałek E. Śmigły-Rydz i gen. K. Sosnkowski. Autorem konnego pomnika „Zdzisława” w beliniackim mundurze, był rzeźbiarz Aleksander Żurakowski. Niestety wybuch II wojny świat. przerwał przygotowania jego ustawienia.

   Na próżno szukać dziś w encyklopediach polskich biogramu Antoniego Jabłońskiego – zapomniano o Nim. Ale my pamiętamy.

                                                 

Artykuł ukazał się w numerze 4. czasopisma „Kultura i Biznes”.

Zdjęcia:

www.polskieradio.pl

www.mon.gov.pl

Mieczysław Kwieciński pseudonim „Oset” urodził się 2 czerwca 1893 r. w Miechowie. Był synem małżonków Mateusza Kwiecińskiego (urzędnika kolejno: gminnego, powiatowego w Miechowie, a w końcu gubernialnego i wojewódzkiego w Kielcach) i Weroniki z domu Klatt.

kwiecRozpoczął naukę w gimnazjum rosyjskim w Kielcach, aby po strajku szkolnym w 1905 roku kontynuować ją dalej w kieleckiej Szkole Handlowej. W starszych klasach kieleckiej handlówki uczestniczył w działalności tajnych kółek patriotyczno niepodległościowych, których ram organizacyjnych i struktury nie sposób obecnie odtworzyć. Był współorganizatorem skautingu na Kielecczyźnie. O udziale Kwiecińskiego w tworzeniu kieleckiego „Zarzewia” wspomina Kazimierz Pluta-Czachowski. W 1911 roku skończył Kielecką 7-klasową Szkołę Handlową Miejską (matura).

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version