Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Najczęściej Bolesław Wieniawa-Długoszowski jest bohaterem anegdot. Tym razem przytaczam fragment jego opowieści zawartej w zbiorze „Wymarsz i inne wspomnienia”. Dariusz Nowiński.

W sam dzień sylwestrowy (1914 r. – przyp. D.N.) zjawiła się w kwaterze Beliny pewna niewiasta z kategorycznym żądaniem, aby ją przyjął na służbę do pułku. Belina bronił się zawzięcie, choć wobec gwałtownych nalegań zapalczywej niewiasty niezbyt pewnie, przed tą w życiu naszym wojskowym komplikacją  i w końcu dyskusji wytoczył argument, że dla żadnej niewiasty wyjątku zrobić nie może, a w pułku naszym żadna kobieta nigdy nie służyła i nie służy.
- Jak to nie służy! – z oburzeniem odparła niewiasta – a Hanka?
- Jeżeli pani powołuje się na Hankę – odparł z chytrym uśmieszkiem Belina – to muszę ustąpić, ale tylko pod warunkiem, jeżeli pani zgodzi się kwaterować zawsze z naszą Hanką. Wieniawa – zwrócił się do mnie Władek , gdyż przypadkowo byłem przy tej rozmowie obecny – bądź tak dobry i sprowadź tu jak najprędzej Hankę.
Jakaż była konsternacja  i przerażenie niedoszłej konnej patriotki, gdy po kilku chwilach  zameldował się w w mym towarzystwie w kwaterze rotmistrza olbrzymi, zwalisty chłop z krzaczastymi bakami, którego Belina przedstawił jej jako naszą uroczą Hankę, tak bowiem przekorny kaprys koleżeńskich żartów ochrzcił obywatela Kuleszę, świetnego kompana i srogiego żołnierza, obecnego dowódcę brygady naszej kawalerii, właśnie dla jego potężnej i stuprocentowo męskiej postaci.
Ja z mojej strony, z obowiązku szwadronowego barda, opiewałem jego popularną w naszych szeregach sławę trawestacją  znanej wojskowej piosenki, której – niestety – dwie tylko zwrotki  nadają się do druku:

Haniś moja Haniś,
Cóżeś za kochanka
Kiej ci z buzi pachnie
Rum i przepalanka.

Haniś moja Haniś,
Cóżeś za Hanisia,
Jak siadłaś na konia
To konik aż przysiadł.

Jedną z barwnych postaci żołnierzy Marszałka był mjr Tadeusz Brzęk-Osiński. Pomijając już okoliczności postania jego pseudonimu pozwolę przytoczyć sobie jedną z anegdot zawartych w opublikowanych, pod tytułem ""Legionista i piłsudczyk. 1905-1939", wspomnieniach. Dariusz Nowiński.

W Kozach Belina-Prażmowski z oficerami  stanęli we dworze, a szwadrony we wsi. Przyjmowano nas gościnnie, lecz cóż z tego, gdy serce wyrywa się do lubej i zazdrość bierze, gdy widzę oficerów czyniących wypady do Białej lub Kęt, gdzie stał Komendant i sztab I Brygady. No i nie wytrzymałem. Pewnej nocy wymknąłem się z kwatery do prowizorycznej stajni w jakiejś stodole, osiodłałem Bysia, wyprowadziłem za wieś i w cwał. W godzinkę byłem w Andrychowie, przywiązałem Bysia do sztachet i jak to w piosence:

Puk, puk, w okieneczko
Otwórz mi panieneczko
I buziaka daj…


Resztę zostawiam twej wyobraźni. Udało się raz, tedy wypad powtórzyłem, ale tu już przysłowiowe „ucho dzbana” urwało się. Kłusuję w nastroju zwycięskiego rozanielenia, Byś – czując bliskość stajni – parska wesoło, jest jeszcze ciemno, śnieg skrzypi, w górze mruga samotna gwiazdka – może to moja? Wieś już blisko, więc przechodzę w stępa, Ale nie dojeżdżam do opłotków, gdy na drodze wyrasta jakaś postać i woła rozkazująco:
- Stać! Stój! – Poznałem po głosie: „Belina”! A miałem za sobą dopiero trzy miesiące ułańskiej służby i bałem się jeszcze swego cholerującego „wodza”. Karny raport i paka gotowe, co wcale mi się nie uśmiechało.  Nie może mnie więc poznać i z tą decyzją desperacko szarżuję na „Belinę”! Ratował się skokiem do rowu, a ja konia do stajni, a sam pod koc i udaję, że śpię. Miałem niezłego stracha, rozumiejąc, żem strunę przeciągnął. Ale śmiałym fortuna sprzyja! „Belina” dochodzenia nie przeprowadził. Myślał pewno, żem go nie poznał i wolał nie poruszać swej rejterady do rowu. A ja zrezygnowałem , choć z żalem, z tych nocnych wypraw.
Niedługo potem Stasiek Skotnicki ściągnął mnie na kwaterę Beliny. Chodziło o czwartego do brydża: nowej gry, którą poznałem w Niemczech.  O nocnym incydencie już zapomniałem. Aż tu „Belina”, po wygranym ze mną robrze, co poprawiło mu humor, zapytuje z udawanym „marsem”:
- Słuchaj no „Brzęk”, czyś to nie ty szarżował na mnie? Gadaj, coś robił dwa dni temu nocą? – zaskoczony, nie straciłem kontenansu i odparłem trochę bezczelnie:
- Ależ rotmistrzu, ja mam taką słaba pamięć. Co robiłem wczoraj wiem, co onegdaj coś tam pamiętam, ale dwa dni temu nocą? Ależ spałem, oczywiście. Nie.., wychodziłem za potrzebą! – „Belina” mruknął coś, ale że trzeba już było siadać do nowej partii, więc na tym się skończyło.

04 Cze

Szczypiorniak

Opublikowano w Ciekawostki
szczypiorniakSzczypiorniak. Lapidarnym zdaniem - "leguny wykombinowali grę", można podsumować genezę piłki ręcznej w Polsce. To właśnie internowani po kryzysie przysięgowym w 1917 roku, legioniści Józefa Piłsudskiego zainaugurowali pierwsze rozgrywki w tą popularną do dzisiaj grę. Piłka była zwykłym workiem wypchanym gazetami i szmatami, boiskiem - międzybarakowa przestrzeń, zaś same reguły doskonale wpisywały się w obozową rzeczywistość, ze względu na deficyt obuwia - więc jego oszczędność, szybko wypierając kopaną jej odmianę. Nowa gra stała się więc panaceum na obozową nudę, jak wspominał słynny poeta Władysław Broniewski - "koledzy całe dnie biegali za szmacianką, a zabawa ta tak podbiła ich serca, że zapominali o internowaniu. A wieczorami śpiewali żołnierskie pieśni i wznosili na cześć Komendanta okrzyki".

Opowiadano w Brygadzie „kawał”, który charakteryzuje osobę Wyrwy-Furgalskiego i jego stosunek do żołnierzy oraz wyjaśnia poniekąd powody przywiązania do niego.
W czasie dłuższego postoju IV batalionu w jednej ze wsi wołyńskich wyjeżdża Wyrwa konno na spacer. U wylotu wsi stoi na posterunku żołnierz jego baonu. Zwraca się do niego Wyrwa z zapytaniem:
-  Obywatelu, dokąd ta droga prowadzi?
Żołnierz staje na baczność, pręzy się przed swym komendantem i melduje:
- Obywattelulu mamajjorze, mmelduje posłusznie, nnie wiem!
Wyrwa, który lubił przekomarzać się ze swymi żołnierzami:
- Totoście dudureń obywatteelu!
Niespeszony tym żołnierz, nie zapomina języka w gębie i pali:
- Obywatetelu mamajorze, jak jakbym jaja tyttyle gwiazdek na kokołnierzu i tytyle mamap na dudu…e, totobym się bybyle dudurnia o drodorgę nie ppytał!
Na takie dictum Wyrwa nie znalazł odpowiedzi. Zatkało go. Toteż z szacunkiem żegna złośliwego i ciętego w języku, mimo jąkania, żołnierza:
- Cześć, obywatelu! – daje koniowi ostrogę i szybko się oddala.

W tym, że żołnierze Piłsudskiego grali w piłkę nie ma nic dziwnego. Rekrutowali się z Galicji, byłego zaboru austriackiego, w której przedwojenne piłkarskie tradycje były bardzo silne. Mocne drużyny istniały nie tylko w Krakowie i Lwowie, ale też w mniejszych miastach regionu. Już pod koniec XIX w. Na krakowskich Błoniach regularnie trenowano football. Gdy wybuchła wojna i piłkarze poszli w kamasze, w większych oddziałów istniała jakaś drużyna.
[...]
Stroje, z resztek mundurów, uszyła legionistom lwowska Liga Kobiet. Lwowianki zapewniły też piłkę do treningów. Legia (nazywana też Drużyną Legionową) grała gdzie się dało. Ogrywała inne zespoły wojskowe, a na jej meczach bywał sam komendant Piłsudski. Do Warszawy trafiła z frontem wiosną 1917 r. Tu wzbudziła zainteresowanie jako zespół z najlepszych galicyjskich piłkarzy. Dużą publiczność miał zremisowany 1:1 mecz z Polonią. Z kolei gdy w czerwcu tego roku Legia pojechała do Krakowa i wygrała 2:1, tamtejsza prasa potraktowała spotkanie jak derby. "Legia składa się głównie z najlepszych graczy Cracovii sprzed trzech lat, tak że wczorajsze zawody miały charakter rodzinny, bratania się, a nieraz ustępowania i omyłek, tłumaczących się tym, że gracze często zapominali, kto przeciwko komu gra" - pisał Ilustrowany Kurier Codzienny. Zespół w praktyce przestał istnieć, gdy rozpoczął się kryzys przysięgowy i polskich żołnierzy internowano.

Całość>> Legia, drużyna najbardziej piłsudska. Ale kiedy powstała? Kuba Dybalski, 20 maja 2012, www.sport.pl

ikona_wjazd-do-Kielc-1914W końcu czerwca 1914 roku odbył się we Lwowie zjazd oficerski Związków Strzeleckich oraz Rady Głównej Związku Walki Czynnej. W czasie obrad dotarła do uczestników informacja o zabójstwie austriackiego następcy tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Jego zabójstwo było dużą stratą, gdyż angażował się on osobiście we wspieranie polskiej irredenty przeciwko Rosji.

6 sierpnia 1914 r. z Krakowa wyruszyła do Królestwa Polskiego 1. Kompania Kadrowa. Jakie cele - polityczne, wojskowe - przyświecały Józefowi Piłsudskiemu?

moczulski 3

- Zamierzenie było proste i przygotowywane od lat: doprowadzenie do wybuchu powstania w Kongresówce. Piłsudski chciał powtórzyć sytuację sprzed 51 lat, czyli z czasów powstania styczniowego - wywołać antyrosyjski ruch zbrojny w Królestwie Polskim, które wtedy (tj. w pierwszych dniach sierpnia 1914 r.) stało się strefą frontową. W 1863 r. powstanie miało zostać wywołane przez zorganizowane oddziały, choć jak wiadomo, ostatecznie tak się nie stało. W sierpniu 1914 r. inicjatorem wybuchu miały być oddziały strzeleckie nadchodzące z Galicji.

Oddziały były dwa: 1. Kompania Kadrowa, która wyszła z krakowskich Oleandrów 6 sierpnia, oraz druga kompania, która wymaszerowała z Krzeszowic 7 sierpnia. Piłsudski nawiązywał do sytuacji z powstania styczniowego, choć starał się oczywiście przejąć inicjatywę we własne ręce. Jak pamiętamy, wybuch tamtego powstania nastąpił w okolicznościach, które nie były specjalnie sprzyjające. Komendant był zdecydowany, że tym razem wystąpienie zbrojne może nastąpić tylko w sytuacji sprzyjającej, a zwłaszcza w sytuacji sprzyjającej międzynarodowo. Można wyróżnić trzy elementy, które sprawiały, że ówczesne położenie polityczne można określić mianem sprzyjającego. Po pierwsze, doszło do wybuchu europejskiej wojny silnie wiążącej mocarstwa. Po drugie, była to wojna między zaborcami. Po trzecie wreszcie, w owym czasie między formalnym wypowiedzeniem wojny a faktycznym rozpoczęciem działań wojennych następowała pewna przerwa konieczna dla mobilizacji armii. Sprawiło to, że pierwszego dnia wojny austriacko-rosyjskiej siły obu stron były w trakcie mobilizacji i koncentracji, nie prowadziły żadnych działań bojowych, a między nimi istniała spora pusta przestrzeń. W tę pustkę można było wejść i mieć czas na zorganizowanie czegoś w rodzaju państwa powstańczego.

- Jakie podejście do sprawy polskiej prezentowały państwa zaborcze?

- Piłsudski zdawał sobie sprawę, że pokonanie takiej potęgi jak Rosja jest niemożliwe, dlatego głównym celem swojego "powstania" uczynił wprowadzenie kwestii polskiej na arenę międzynarodową. Owszem, Austriacy mówili czasem Polakom jakieś miłe rzeczy, ale już dawno zrezygnowali z faktycznego wspierania polskich działań. Rosja nie miała żadnych zamiarów w stosunku do Kongresówki, a jeśli chodzi o Niemcy, to kanclerz niemiecki Bethmann-Hollweg zdawał sobie sprawę, że wojna europejska jakoś wyciągnie na wierzch sprawę polską, ale w żaden sposób nie zamierzał tego przyspieszać. Piłsudski uważał natomiast, że rozpoczęte przez niego działania po prostu wymuszą, i to już na początku wojny, że sprawa polska ożyje na forum międzynarodowym.

Rzeczywiście, jego akcja przyniosła pewne efekty już w ciągu pierwszych kilku dni. Pierwsi zareagowali Rosjanie. Ukazała się odezwa do Polaków podpisana przez rosyjskiego głównodowodzącego wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza. Moskwa musiała zareagować, bo wszystkie polskie powstania zaczynały się najpierw trochę niezbyt poważnie, a potem na długie miesiące stawały się poważnym problemem. Z kolei Austriacy w tym okresie w ogóle nie interesowali się sprawą polską. Dopiero wraz z rozwojem wypadków - wymarszem strzelców, informacjami o powstaniu w Warszawie jakiegoś rządu narodowego, wreszcie wspomnianą odezwą rosyjską - uznano, że trzeba zareagować. Pewne działania podjął wpływowy minister skarbu i administrator Bośni i Hercegowiny Leon Biliński. Biliński od jakiegoś czasu myślał o przekształceniu monarchii z dualistycznej w trójczłonową, tyle że owym trzecim członem nie miała być Polska, a południowa Słowiańszczyzna. W każdym razie uznał, że trzeba przygotować jakąś odezwę zapowiadającą przywrócenie Królestwa Polskiego pod berłem cesarza, a po drugie, należy przejąć kontrolę nad owymi działaniami powstańczymi Piłsudskiego. Wsparli to polscy politycy z Galicji, którzy zorganizowali Naczelny Komitet Narodowy. NKN objął opieką ruch strzelecki i doprowadził do zmiany inicjatywy powstańczej w legionową. Przy armii austro-węgierskiej miały powstać Legiony Polskie na wzór XIX-wiecznych legionów Dąbrowskiego.

Powstańcza koncepcja Piłsudskiego osiągnęła więc cel: Rosja i Austria wystąpiły jawnie w kwestii przyszłości Polski i Polaków. Niemcy wprawdzie nie zabrali głosu, ale w rozmowach kuluarowych przyjęli do wiadomości, że w przyszłości powstanie Królestwo Polskie pod berłem cesarza austriackiego. Dopiero z czasem, gdy dostrzegli, że Austria nie radzi sobie z tym zagadnieniem, w 1916 r. przejęli od niej inicjatywę. Jeszcze później doszło do tego pamiętne wystąpienie prezydenta USA Wodorowa Wilsona z 1917 r. To też był spóźniony efekt sierpniowej inicjatywy Piłsudskiego.

- Dlaczego po wejściu strzelców do Kongresówki Polacy nie poparli sprawy?

- Komendant osiągnął długofalowy cel. Jeżeli natomiast chodzi o narzędzie polityczne do tego celu: wywołanie powstania, tworzenie administracji polskiej w Kieleckiem, usuwanie władzy rosyjskiej itd. - to nie osiągnął takiego stanu, jakiego oczekiwał. Złożyło się na to kilka przyczyn, m.in. powstanie NKN-u, które pomieszało szyki Piłsudskiemu i klęska militarna, jaką Austriacy zaczęli ponosić na tym odcinku frontu. Co zaś do braku poparcia ze strony miejscowych Polaków, to w dużej mierze jest to legenda. W swojej książce pokazuję różne spojrzenia na wejście strzelców do Kielc. Jedni mieszkańcy szaleją z radości i rzucają kwiaty, inni zamykają okna i chowają się. Reakcje są więc najprzeróżniejsze.

Podobnie zapisało się to w pamięci uczestników marszu: jedni zapamiętali, że witało ich całe miasto, inni że miejscowość była wymarła. W historiografii zwyciężył jednak obraz odrzucenia strzelców przez kielczan. Pamiętajmy jednak, że akcja Piłsudskiego zakończyła się podstawowym sukcesem: kwestia polska została wskrzeszona i nie można było tego cofnąć. Znów odwołam się tutaj do doświadczeń powstania styczniowego. Wywołanie powstania w tamtych warunkach było łatwiejsze niż w 1914 r. Kongresówką administrował wtedy Polak, margrabia Wielopolski, istniały struktury konspiracyjne, powstanie mogło się rozwinąć na terenach zamieszkałych przez świadomą ludność pochodzenia szlacheckiego. Tymczasem w guberni sandomierskiej sytuacja była znacznie trudniejsza. Sformowanie oddziału partyzanckiego zajęło tam Langiewiczowi sporo czasu. Podobnie było w sierpniu 1914 r.

- Powstanie nie wybuchło, a inicjatywa strzelecka została wzięta pod skrzydła polityków polskich z Galicji i przekształcona w Legiony. Jak Pan to ocenia: czy był to ratunek dla Piłsudskiego czy też wzięcie go na smycz?


- Oczywiście, że chodziło o wzięcie Piłsudskiego na smycz. Piłsudskiego nie trzeba było ratować, bo nic mu nie groziło. Dodajmy jeszcze, że we wspomnianym NKN-ie, który miał sprawować opiekę nad Legionami, bardzo silna była frakcja starająca się za wszelką cenę doprowadzić do likwidacji powstania. Frakcja ta, związana z Narodową Demokracją, była przekonana, że Rosja wojnę wygra, więc działania, jakie poodejmuje Piłsudski mogą tylko skompromitować Polaków w oczach Moskwy. Ale wracając do Naczelnego Komitetu Narodowego, to przez kilka pierwszych dni żadnej specjalnej pomocy żołnierzom Piłsudskiego nie udzielał. Wielka spontaniczna pomoc napływająca od mieszkańców Krakowa nie trafiała do Kielc, ale była zatrzymywana na miejscu i przeznaczana na formowanie nowych oddziałów legionowych w Krakowie.

Niemniej jednak, NKN odegrał również pewną pozytywną rolę. Gdy Galicja została zajęta prawie w całości przez armię rosyjską, Komitet zapewnił kontynuację koncepcji legionowej ewakuując się na Śląsk i tam cały czas pracując. Politykom galicyjskim trzeba przyznać więc tę zasługę, że dzięki nim idea legionowa nie skończyła się latem 1914 r., ale przetrwała kilka lat. Nawiasem mówiąc: zastanawiałem się, czy powstania 1914 r. nie należałoby nazwać powstaniem krakowskim. Bo rola odegrana przez Kraków była olbrzymia. Bez Krakowa Piłsudski nie byłby w stanie tego zorganizować, bez strzelców, ludzi, którzy dali pieniądze, jedzenie, mundury... Bez wsparcia całego regionu nie udałoby się tej szczytnej inicjatywy zrealizować. To było działanie, które spontanicznie zorganizował sam Kraków. Powstanie rozwijało się w Kieleckiem, ale jego stolica znajdowała się w Krakowie, to on był bazą tego wszystkiego. Cztery lata później, w 1918 r., Kraków dwa tygodnie wcześniej niż inne polskie miasta skończy z władzą zaborczą.

- Jakie znaczenie miały działania militarne oddziałów strzeleckich, a później 1. pułku Legionów w sierpniu 1914 r.?

- Nie miały większego znaczenia. Odbywały się zupełnie na marginesie działań wojennych. Wielkie operacje rozegrały się na Lubelszczyźnie i w Galicji Wschodniej i to one decydowały o przebiegu wojny. Natomiast wpływ działań powstańczych na wojnę między mocarstwami był praktycznie żaden. Ale założenie Piłsudskiego było takie, że nie miały one wpływać na wynik wielkiej walki. Działania powstańcze miały budzić spontaniczny ruch Polaków. Ważne było nawet nie to, że dzięki temu do Legionów poszły tysiące młodych Polaków, ale to, że przez pewien czas działało autentyczne polskie państwo. Państwo to tworzyło się przez organizację zaplecza dla wojska, przez zarządzanie terenem, dbanie o bezpieczeństwo, organizowanie szkół, zatrzymanie poboru rosyjskich podatków. I ważniejszy od pieniędzy, jakie to dało, był fakt, że ludzie płacili podatki dla państwa polskiego. Tego działania nie można było już cofnąć. W naszych czasach większość społeczeństwa nie uczestniczyła w początku ruchu "Solidarności". Większość społeczeństwa nie wystąpiła też czynnie przeciwko stanowi wojennemu. Ale nawet ci, którzy byli bierni, mieli świadomość, że pojawia się zupełnie nowa rzeczywistość. W sierpniu 1914 r. nie chodziło o to, by polskiego wojska było w Kieleckiem o tysiąc czy dwa więcej, tylko o to, że się tam w ogóle pojawiło. Powstaje rzeczpospolita powstańcza obejmująca Kraków i Galicję, Śląsk Cieszyński, Kielecczyznę.

- Na określenie działań Piłsudskiego na początku I wojny światowej w Galicji i Kongresówce użył Pan w swojej książce terminu powstanie polskie.

- Nie było to dotychczas spotykane m.in. dlatego, że samo słowo "powstanie" jest przez znaczną część Polaków źle odbierane. Piłsudski unikał tego określenia, sam pisał o tym, jak należy zorganizować rewolucję w zaborze rosyjskim - "Praktyczne zadania rewolucji w zaborze rosyjskim". Słowo rewolucja nie budziło bowiem takich skojarzeń jak słowo powstanie. Dziś mamy to samo: działania powstańcze poprzednich pokoleń zostały sprowadzone do bezmyślnego czynu, który ściąga na kraj nieszczęście.

Rozmawiał Paweł Stachnik

Wywiad opublikowany w "Dzienniku Polskim":  http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/opinie/1164111-bez-krakowa-pilsudski-nie-bylby-w-stanie-nic-zrobic.html

Zdjęcie: Wikipedia

Mieliśmy we wsi Imielno, za środkiem odcinka pułku, częstych gości, szczególnie w nocy. Nawet sam dowódca korpusu odwiedził nas raz, a Szeptycki prawie co tydzień przyjeżdżał, rozpytując o wyniki zwiadów i stawiając różne zadania.
Jednym takich zadań było wytyczenie brodów przez Nidę dla celów przyszłej ofensywy.
Wybrałem dla wykonania tego zadania pluton czwartej kompanii, składający się wyłącznie z harcerzy. Kompanią dowodził porucznik Styk-Stachiewicz. Na czele plutonu stał były harcmistrz. Powiedziałem mu, że w ciągu tygodnia powinni znaleźć i wytyczyć dwa wygodne brody, przez które można byłoby przejść nie zanurzając się powyżej pasa. Woda była jeszcze wysoka, był to koniec marca.
Po tygodniu wezwałem dowódcę plutonu i oznajmiłem mu, że pójdę sprawdzić wytyczone brody tej nocy o godzinie dwunastej.
Harcerzyków, zdaje się mocno obeszło moje oświadczenie. Dowódca plutonu zadał mi pytanie:
- Nie wierzycie, obywatelu majorze, naszym szkicom?
- Wierzę, chłopcy – odpowiedziałem. Muszę się tylko przekonać, czy potraficie podczas ciemnej nocy zaprowadzić oddział na przeprawę.
Wyszliśmy o wpół do dwunastej cicho i ostrożnie. Zbliżyliśmy się do rzeki. Trzej chłopcy spokojnie poszli przodem, a ja za nimi. Za mną dowódca i reszta plutonu. Stopniowo zimna woda doszła mi pod pachy. Brodziliśmy dalej i wreszcie stanęliśmy pod Skowronowem. Parę strzałów z okopów pod wzgórzem uprzytomniło nam, że nieprzyjaciel czuwa i słyszał ruch w wodzie. Zawróciliśmy z powrotem i, o dziwo, woda sięgała tylko kilka centymetrów wyżej kolan.
Gdy przyszliśmy na kwaterę, spytałem patrol czołowy:
- Dlaczego nie poprowadziliście od razu, obywatele, przez ten dobry bród, za który muszę was serdecznie pochwalić?
Widząc, że mimo kąpieli nie straciłem humoru, jeden z harcerzy powiedział:
- Powiem prawdę, obywatelu. To za to, żeście nam od razu nie uwierzyli.
Tak ukarały dzielne harcerzyki swego czterdziestoletniego przełożonego.

Powyższa anegdota opisana została przez Leona Berbeckiego, ówczesnego dowódcę 5 pp, w książce „Pamiętniki generała broni Leona Berbeckiego”.
Przytaczając tę opowieść satysfakcję mam tym większą, że znaczna część opisywanego plutonu to legioniści z Łodzi. Przedstawiany jak dowódca plutonu „harcmistrz” to albo Stefan Rowecki, który wówczas dowodził tym plutonem albo  Jerzy Szletyński „Młocki”, który był zastępcą dowódcy plutonu, a wcześniej komendantem skautingu łódzkiego. - Dariusz Nowiński

   pdsW 1907 roku krakowski zjazd Związku Młodzieży Polskiej „Zet” uchwalił zerwanie stosunków związku z Ligą Narodową, po opowiedzeniu Romana Dmowskiego po stronie Rosji. Decyzja ta został zawieszona na rok czasu, jednak kolejny zjazd „Zetu” w 1908 roku ją potwierdził. Z Ligi wystąpił także Narodowy Związek Robotniczy.

   W dniu 15 października przebywający w Krakowie działacze NZR w porozumieniu z „zetowcami” powołali Polski Związek Wojskowy. Inicjatorem jego powołania był Aleksander Mikuliński, członek Zarządu Głównego NZR. Wspomagali go Ludwik Skoczylas oraz Józefat Bohuszewicz, byli członkowie Ligi i redaktorzy „Myśli Wszechpolskiej”.

  

Przepustka to wspaniała edukacyjna gra planszowa, przeznaczona głównie dla młodszych graczy, którzy podczas miłej rozgrywki mogą się czegoś jeszcze dowiedzieć o historii legionów podczas I wojny światowej. Jest ona przeznaczona dla od 2 do 5 graczy i z powodzeniem można grać całymi rodzinami. Każdy w niej znajdzie coś dla siebie. Podczas rozgrywki gracze wcielą się w postanie Legionistów, którzy otrzymawszy przepustki będą się starać odwiedzić swoje rodzinne strony. Może uda się również odwiedzić narzeczoną, lub miejsca pamięci czynu Legionowego, gdzie nierzadko koledzy poświęcili swe życia dla dobra odradzającej się ojczyzny. Przepustki są jednak krótkie i przed jej upływem trzeba wrócić do swoich jednostek. Polscy żołnierze korzystać będą z różnych środków transportu. Czasem będzie to kolej, statek, czasem trzeba będzie się zdać na siłę własnych mięśni bądź liczyć, że uda się złapać okazję. Może jakiś chłop pozwoli nam się zabrać z nim na wozie, bądź oficer będzie przejeżdżał automobilem i nas podwiezie. Na drodze mogą na nas niestety czyhać również różne niebezpieczeństwa. W końcu czasy wojennej zawieruchy niosły ich ze sobą wiele. Może się zdarzyć że na naszej drodze stanie zły Kozak lub żandarm pomyli nas z dezerterem. Na tyłach frontu trzeba być bardzo czujnym.

 

Gra jest pierwszym tytułem wśród gier planszowych poświęconym w całości historii Legionów Polskich.

Przepustka uczy bawiąc jednocześnie. Podczas gry:

  • - poznajemy geografię historyczną Galicji oraz Królestwa Polskiego,
  • - uczymy się historii przebiegu działań zbrojnych na froncie wschodnim I wojny światowej,
  • - w sposób atrakcyjny przybliżane są sylwetki 10 legionistów – m.in. Leopolda Lisa-Kuli, Felicjana Sławoja-Składkowskiego czy Zbigniewa Dunina Wąsowicza,
  • - dowiadujemy się o czynie zbrojnym polskich formacji legionowych, odwiedzając na planszy miejsca takie jak: Krzywopłoty, Marcinkowice, czy karpackie pobojowiska II Brygady Legionów pod Rafajłową czy Rokitną.

Gra posiada przepiękną szatę graficzną, która przykuje uwagę dzieci oraz ich rodziny. Merytoryczna dbałość o ilustracyjne detale pozwala na edukację z zakresu historii polskiego munduru.

Gra świetnie się nadaje do miłego spędzania czasu w rodzinnym gronie. Może ona sprawić wiele przyjemności przedstawicielom młodszego i starszego pokolenia.

Czas rozgrywki – średnio ok. 40 minut – pozwala wykorzystać grę na lekcjach historii, zajęciach muzealnych, w domach kultury czy na koloniach.

Choć porusza temat wojny, gra w żadnym elemencie nie skupia się na przemocy. Przepustce przyświeca idea nagrody za bohaterską służbę, którą jest urlop i odwiedziny ukochanej rodziny oraz narzeczonej.

Gra została stworzona przez dwójkę krakowskich historyków: Łukasza Wronę i Piotra Krzystka, którzy w 2013 r. otrzymali nagrodę specjalną od Prezydenta Polski Pana Bronisława Komorowskiego w konkursie na najlepszy pomysł uczczenia 150 rocznicy Powstania Styczniowego za grę ROK 1863.

Gra składa się z następujących elementów:

  • - dużej planszy przedstawiającej Galicję i część Królestwa Polskiego,
  • - 10 planszy Legionistów
  • - 22 pionków (10 Legionistów, 6 Kozaków, 6 żandarmów)
  • - 40 kart
  • - kafelków oraz żetonów
  • - instrukcji z dołączonym dodatkiem historycznym

autorzy: Łukasz Wrona & Piotr Krzystek
ilustracje: Cezary Szymański
gra dla 2 do 5 osób w wieku od 8 lat
czas gry: 20-60 minut
Gra ukazała się pod patronatem portalu jpilsudski.org
Premiera: sierpień 2014 r

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version