Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

06 Maj

Mała Ziemiańska

Opublikowano w Ciekawostki
mala_ziemianska_ikonaMała Ziemiańska - Znany przedwojenny lokal warszawski, otwarty w roku 1918. Nazywa „Mała Ziemiańska” pochodzi od znajdującego się po sąsiedzku Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Z czasem dorobiła się kilku filii, żadna z nich nie cieszyła się jednak taką popularnością jak „Mała Ziemiańska”.
Kawiarnia była jednym z bardziej znanych miejsc spotkań ówczesnej artystycznej bohemy. W legendę obrósł znajdujący się na piętrze stolik (nazywany „górką")  przy którym siadywali literaci, w tle widniał wyryty na ścianie profil Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego. 
Równie elitarny był stolik malarzy, ozdobiony był charakterystycznym malunkiem filiżanki czarnej kawy z doczepioną prawdziwą łyżeczką. Wielkim wydarzeniem „Małej Ziemiańskiej” było, gdy obrażony Franc Fiszer przesiadł się z „górki” do stolika malarzy. Uczynił tak, gdyż skamandryci ponoć nie cenili zbytnio poezji jego przyjaciela - Bolesława Leśmiana.

 

Tłum śmieje się. Czy rozumiecie straszny sadyzm, upajające, demiurgiczne okrucieństwo tego śmiechu? Bo przecież płakać nam, moje panie, trzeba nad losem własnym na widok tej nędzy materii, gwałconej materii, na której dopuszczono się strasznego bezprawia. Stąd płynie, moje panie, straszny smutek wszystkich błazeńskich golemów, wszystkich pałub, zadumanych tragicznie nad śmiesznym swym grymasem. - Bruno Schulz, Sklepy cynamonowe, Traktat o manekinach.
Pragnął wrócić do Polski, do Warszawy. Pytał: „Do kogo?” Jego rodzina wymarła, jego pokolenie w większości  też. Wieczorem 23 czerwca 1984 prosił podczas pożegnania: "Niech pan pozdrowi moją prawdziwą  przyjaciółkę, Marysię Kuncewiczową; niech pan pozdrowi polskie powietrze, którym się tak lekko oddychało”. W lipcu 1984 roku przekazałem pani Marii dobre słowa od pana Stanisława. Przez wszystkie następne lata bezustannie myślałem i nadal myślę o nim i to powietrze pozdrawiam patrząc na białe brzozy, które tak uwielbiał. Spacerował między nimi w okolicach Warszawy, Kazimierza na Wisłą,  i w Sienieżycach na Litwie… W bieżącym roku skończyłby 110 lat.
 

Bohaterowie tego eseju zdobyli najwyższą pozycję towarzyską w przedwojennej Warszawie i nadal budzą żywe zainteresowanie. Uwielbiani niemal przez wszystkich , posiadali wieki poczucie humoru, tworzyli jeden z najlepszych polskich kabaretów „Qui pro Quo”. Byli wielkimi artystami, bardzo uduchowionymi ludźmi. Tym skromnym tekstem zwracam uwagę na ich wzajemne kontakty, na poezję, na epizody rozstania i jednocześnie składam im hołd.

Co łączyło tych trzech Panów? Na pewno Polska. Na pewno poezja i zabawa. Na emigracji w Nowym Jorku cała Trójka bardzo tęskniła za Polską.

Najpierw połączyła ich poezja. Poznali się w Warszawie u progu niepodległości Polski 1918 r. Lechoń był warszawiakiem, pierwszy tomik wierszy wydał w wieku 13 lat. Tuwim przyjechał do stolicy z Łodzi mając 22 lata, miał już na swoim koncie udany debiut literacki. Tacy ludzie musieli się spotkać i spotkali się w redakcji satyrycznego „Sowizdrzała” jesienią 1917 r. Następnie obaj poeci podejmowali kolejne przedsięwzięcia artystyczne, aż stworzyli ”Skamandra”. Była to najsilniejsza grupa literacka międzywojnia. Lechoń i Tuwim byli też filarami „Wiadomości Literackich” i „Cyrulika Warszawskiego”, podporami teatrzyków rewiowych, dostarczycielami tekstów na każde poważne zdarzenie artystyczne. Uwielbiała ich cała Warszawa. Wykorzystali idealnie pustkę w świecie artystycznym, jaka panowała w stolicy po odzyskaniu niepodległości. Jeszcze w 1917 r. Warszawa nie miała środowisk twórczych (jak np. Lwów czy Kraków), były tu tylko dwa ośrodki naukowe: Szkoła Sztuk Pięknych i otwarty w X 1916 r. Uniwersytet Warszawski.

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version