Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Dariusz Nowiński

Dariusz Nowiński

URL strony:

T318452Adam Uziębło w swoich wspomnieniach „Niepodległość socjalisty” wspomina zdarzenie, jakie miało miejsce w Zakopanem przed 1914 r. Był wówczas członkiem „Strzelca” i dla celów propagandowych poruszał się po mieście w mundurze. Pewnego dnia, wracając z nart spotkał Jerzego Żuławskiego, który w prześmiewczy sposób zaczął wypytywać go o to, jaki to mundur, gdzie oznaczenie stopni itd. Uznał działalność prowadzoną przez strzelców za zabawę i na dodatek niebezpieczną. Uziębło wspomina, że poeta wkrótce napisał słynny wiersz zaczynający się od słów „Synkowie moi, poszedłem w bój”, przywdział mundur strzelecki i w nim zginął.

Jerzy Żuławski, to postać, która zamyka listę stu dwudziestu siedmiu oficerów Legionów Polskich, którzy w latach 1914-1916 zginęli i zmarli. 9 sierpnia 1914 r., zabierając z domu szablę swego ojca, której używał on w powstaniu styczniowym, zgłosił akces do formujących się oddziałów strzeleckich. Wbrew przytoczonemu powyżej wspomnieniu nie zginął, ale zmarł na tyfus równo po roku służby.

Autorem biogramów zmarłych i poległych oficerów jest Marek Gałęzowski. Twórcy osobom zainteresowanym historią Legionów nie trzeba przedstawiać. Dla porządku warto wspomnieć, że w swoim dorobku posiada biografię ppłk. dr. Wacława Lipińskiego, monumentalną książkę o Żydach w Legionach Polskich pt. „Na wzór Berka Joselewicza” czy równie imponującą pozycję „Wierni Polsce. Ludzie konspiracji piłsudczykowskiej 1939-1945”. Recenzowana książka nosi tytuł „My idziemy w zórz świtanie… Sylwetki oficerów Legionów Polskich poległych i zmarłych w walce o niepodległość w latach 1914-1916” i została przygotowana na stulecie odzyskania Niepodległości.

Wśród zaprezentowanych postaci znajdziemy nazwiska tak znane, jak Albin Fleszar ps. „Satyr”, Stanisław Zwierzyński „Sław”, Kazimierz Piątek „Herwin”, Stanisław Długosz „Jerzy Tetera”, Zbigniew Dunik-Wąsowicz czy Jerzy Kisielnicki „Topór”. Najmłodszy z nich, ppor. Władysław Tęcza „Kondycki”, w chwili śmierci na polu walki miał siedemnaście lat. Najstarszy, to czterdziestosześcioletni kapitan Bolesław Rutkowski, który zmarł z powodu choroby serca. Mieli różne talenty i pasje. Niektórzy stworzeni byli do dowodzenia ludźmi, inni dużo wcześniej ujawnili swe talenty artystyczne. W momencie śmierci przeciętnie mieli dwadzieścia kilka lat. Większość znalazła śmierć w boju, a zdecydowana większość pośmiertnie otrzymała najwyższe odznaczenie bojowe w postaci Krzyża Orderu Wojennego Virtuti Militari.

Niewątpliwą zaletą recenzowanej książki jest umieszczenie przez autora cytatów pochodzących z wniosków odznaczeniowych oraz pośmiertnych wspomnień. Niepublikowane wcześniej znacząco podnoszą wartość omawianej pozycji. Duża ilość materiału ikonograficznego powoduje, że zapoznawanie się z tekstem nie jest nurzące. Nie brakuje też wykazu źródeł i opracowań. W połączeniu z wydaną kilkanaście lat temu „Listą strat Legionów Polskich 1914-1918” Janusza Ciska i Kamila Stepana stanowi omawiana książka kompendium wiedzy na temat ofiary, jaką poniosła pierwsza ochotnicza formacja zbrojna z czasów Wielkiej Wojny. Trudno sobie wyobrazić historyka zajmującego się polskim czynem niepodległościowym, który nie miałby na swej półce książki Marka Gałęzowskiego, choć ze względu na przystępną formę i zakres informacji polecić ją można każdemu, kto interesuje się Legionami Polskimi.

Dariusz Nowiński

Ocena recenzenta

Temat i treść: 10/10

Język, styl, kompozycja tekstu – 10/10

Forma wydawnicza: 10/10

Informacje o publikacji

Tytuł: „My idziemy w zórz świtanie… Sylwetki oficerów Legionów Polskich poległych i zmarłych w walce o niepodległość w latach 1914-1916”

Autor: Marek Gałęzowski

Wydawnictwo: Instytut Pamięci Narodowej

Rok wydania: 2019

Ilość stron: 304

Format: 170x240 mm

Okładka: twarda

ISBN: 978-83-8098-685-5

67 historia iv ej dywizji st 200Oficyna Wydawnicza „Impuls” w swojej serii „Przywrócić Pamięć” koncentruje się głownie na tytułach dotyczących początków harcerstwa oraz okresu międzywojennego, ale od czasu do czasu można trafić wśród wznawianych pozycji na książki poświęcone walkom o odzyskanie niepodległości. Jednym z wolumenów dotyczących tej tematyki jest reprint pracy autorstwa Tadeusza Kawalca (to nie pierwsze ze wznowień tego autora) poświęconej historii IV Dywizji Strzelców generała Lucjana Żeligowskiego. Generał osobom zainteresowanym historią kojarzy się najczęściej z tzw. buntem Żeligowskiego, który doprowadził do zajęcia Wileńszczyzny w 1920 r. Jednak jego historia nie rozpoczyna się wcale wraz z wojną z bolszewikami. Miał okazję walczyć z nimi jeszcze przed odrodzeniem państwa polskiego.

Historia IV Dywizji Strzelców sięga sierpnia 1918 r., kiedy to na Kubaniu (na Kaukazie) rozpoczęło się formowanie polskich oddziałów z byłych żołnierzy Korpusów Polskich na Wschodzie. Konieczność zapewnienia utrzymania i uzbrojenia nowotworzonych jednostek zmuszała dowództwo do podjęcia zbrojnych starć z bolszewikami. Dzięki wytrwałości przełożonych oraz zaangażowaniu i bitności żołnierzy udało się sformować Dywizję, dać jej poczucie własnej wartości i przede wszystkim wzbudzić respekt u przeciwnika.

W grudniu 1918 r. oddział przeniósł się do Odessy. Tam musiał podjąć walkę z wojskami ukraińskimi dowodzonymi przez atamana Petlurę. Dywizja wsławiła się m.in. obroną Odessy prowadzoną wraz z oddziałami francuskimi, co skutkowało tym, że z czasem przeszła na utrzymanie i żołd francuski. Co prawda formalnie wchodziła w skład Błękitnej Armii gen. Hallera, ale zamiarem dowództwa było jak najszybsze poddanie się pod rozkazy Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego.

Przejście do Besarabii, a następnie do Polski, to końcowe fragmenty działalności dywizji pod dotychczasowa nazwą. Jednak zanim doszło do połączenia z z pułkami Wojska Polskiego, siły dowodzone przez Lucjana Żeligowskiego odegrały ważną rolę w obronie Stanisławowa. W lipcu 1919 r. w oparciu o 13, 14 i 15 pułk strzelców połączonych z 28, 29 i 31 pułkami piechoty sformowana została 10 Dywizja Piechoty, a jej dowództwo objął gen. ppor. L. Żeligowski.

Autor przygotowując historię dywizji oparł się w bardzo dużym stopniu na wspomnieniach oficerów Dywizji oraz zgromadzonych przez nich dokumentach. Wśród tych, którzy dzielili się swą wiedzą z Tadeuszem Kawalcem byli późniejsi generałowie Wiktor Thommee i Stanisław Małachowski. Oficerów służących w Dywizji, którzy sięgnęli po szlify generalskie było jeszcze więcej.

Oceniając recenzowaną pozycję warto zwrócić uwagę, na fakt, że krótki okres dzielący walki oddziału od momentu napisania jego historii ma swoje plusy i minusy. Do plusów należy zbieranie relacji, które zawierają fakty, jakie nie zatarły się jeszcze w pamięci. Minusem był brak możliwości skorzystania z dokumentów opracowanych przez zawodowych historyków, które na pewne wydarzenia i procesy mogły rzucić nowe światło. Nie zmienia to faktu, że dzięki temu otrzymaliśmy pozycję, która w znacznym stopniu oddaje ducha, jaki towarzyszył dowódcom i żołnierzom IV Dywizji Strzelców. Oprócz powodów do dumy pokazuje też momenty załamania części kadry oficerskiej, które na szczęście nie wpłynęły negatywnie na funkcjonowanie oddziału.

Warto, aby po tę pozycję sięgnęli zarówno ci, którzy interesują się historią wojskowości w sposób ogólny, jak i te osoby, które pragną poznać historię 10 Dywizji Piechoty, której pułki kontynuowały tradycję formacji dowodzonej przez gen. Żeligowskiego. Natomiast pasjonaci, zamierzający wejść z większą szczegółowością w dzieje tej dywizji sięgną niewątpliwie po książkę jej poświęconą, która ma się ukazać w pierwszej połowie 2020 r.

Dariusz Nowiński

Ocena recenzenta

Temat i treść: 9/10

Język, styl, kompozycja tekstu – 9/10

Forma wydawnicza: 10/10

Informacje o publikacji

Tytuł: Historia IV-ej Dywizji Strzelców generała Żeligowskiego w zarysie

Autor: Tadeusz Kawalec

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza „Impuls”

Rok wydania: 2017

Ilość stron: 76

Format: 120x160 mm

Okładka: twarda

ISBN: 978-83-8095-228-7

rok 1922 na gornym slaskuRok 2019 stał się doskonałą okazją do wydania pozycji dotyczących Górnego Śląska u progu Niepodległej Rzeczpospolitej. Znakomicie wykorzystał tę szansę Instytut Pamięci Narodowej, który wśród swoich wydawnictw znalazł miejsce na opublikowanie m.in. pozycji „Rok 1922 na Górnym Śląsku. Granica – administracja – społeczeństwo”. Stanowi ona zbiór artykułów, które ukazują zarówno ujęcie przekrojowe, jak i przybliżają tematykę lokalną.

W pierwszym z nich Lech Krzyżanowski przedstawia kwestię konwencji górnośląskiej tzw. genewskiej. Był to liczący 606 artykułów akt uzupełniony protokołami dodatkowymi. W szczegółowy sposób regulował on stosunki pomiędzy Polską a Niemcami przez okres 15 lat w obszarze stanowiącym wcześniej część jednego organizmu państwowego.. Zapisy tego aktu miały kolosalny wpływ na stosunki społeczno-polityczne Górnego Śląska po obu stronach granicy. Za szczególnie istotne można uznać kwestie praw mniejszości narodowych, choć swoją wagę miały też sprawy ceł czy zaopatrzenia w wodę.

Andrzej Drogoń porusza kwestie statutu organicznego województwa śląskiego oraz autonomii Śląska wewnątrz II RP. Postrzeganie kwestii autonomii miało dwojaki charakter. Z jednej strony wskazywano na podtrzymywanie tendencji separatystycznych, a z kolei jej zwolennicy uważali, że stanowi ona drogę do integracji z państwem polskim.

Tworzeniu struktur administracji państwowej oraz kościelnej poświęcone są artykuły Zbigniewa Hojki oraz Jerzego Myszora. Zarówno władze wojewódzkie oraz kościelne stanęły przed koniecznością dostosowania struktur do nowej rzeczywistości jaka zapanowała na Śląsku po 1921 roku. Biorąc pod uwagę fakt, że miało to miejsce w nowym organizmie państwowym można zaryzykować tezę, że nie było to zadanie łatwe.

Podziałowi sceny politycznej przed 1926 r. poświęcony jest artykuł Macieja Fica. Największą rolę odgrywały partie o orientacji centrowej, a zarazem chrześcijańskiej. Zdecydowanie mniejsza rola przypadła narodowej demokracji. Przybliżono także udział przedstawicieli Śląska we władzach centralnych i regionalnych.

Druga część książki, to studia przypadków. Ciekawym porównaniem mogą być losy przyłączanych Królewskiej Huty i Zabrza. Ta pierwsza miejscowość, to obecny Chorzów. W przypadku Zabrza należy zwrócić uwagę na nieznane praktycznie starcie zbrojne do jakiego doszło w dniu św. Piotra i Pawła w roku 1921, kiedy doszło do walk pomiędzy niemieckim batalionem Selbschutzu a wojskami francuskimi.

W ostatnim z artykułów, autorstwa Mirosława Węckiego, przedstawione zostały obchody rocznic powstań śląskich oraz plebiscytu. Najbardziej uroczysty charakter miały wydarzenia w roku 1923. Kolejne lata, to świętowanie w nieco skromniejszym wymiarze. Rok 1926 przyniósł z kolei wielką manifestację w dniu 21 marca, która przypadła na okres istotnych rozbieżności w polityce sąsiednich krajów, wyrażających się m.in. w wojnie celnej.

Należy przyznać, że recenzowana pozycja stanowi ciekawą i potrzebną propozycję dla wszystkich tych, którzy interesują się dziejami odrodzonej Rzeczypospolitej, jak i losami regionu śląskiego. Biorąc pod uwagę fakt, że historia walk o nasze granice koncentruje się przede wszystkim na wschodnich rubieżach II RP, to każda książka przybliżająca wydarzenia na Górnym Śląsku stanowi niezwykle potrzebny element w popularyzacji momentu tworzenia młodego państwa. Ze względu na przystępną formułę polecić ją można zarówno młodzieży, jak i osobom nieco bardziej zaawansowanym wiekowo, które interesują się dziejami Górnego Śląska.

Dariusz Nowiński

Ocena recenzenta

Temat i treść: 9/10

Język, styl, kompozycja tekstu – 9/10

Forma wydawnicza: 9/10

Informacje o publikacji

Tytuł: Rok 1922 na Górnym Śląsku. Granice – administracja – społeczeństwo”

Autor: (red.) Sebastian Rosenbaum, Mirosław Węcki

Wydawnictwo: Instytut Pamięci Narodowej

Rok wydania: 2019

Ilość stron: 187

Format: 160x230 mm                      

Okładka: miękka

ISBN: 978-83-8098-612-1

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version