Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

27 Mar

Doktor i czwartacy

Późna jesień 1915 roku.(…) Ciemno, choć oko wykol, mży deszcz, żołądki puste, a kiszki marsza grają. Utrudzeni poprzednimi walkami i intensywną pracą przy budowie ziemianek, żołnierze humory mają wisielcze. Nie radzę nikomu w takiej chwili zaczynać z nami rozmowy i żartów!
A jednak znalazł się taki śmiałek!
Obok maszerującej kolumny człapie ktoś na koniu i po ciemku ociera się o skrzydłowych żołnierzy. Wyprowadza ich to oczywiście z równowagi i pod adresem jeźdźca padają rozmaite, nie bardzo na ogół pochlebne okrzyki. Niezrażony tym albo też udając, że okrzyków nie słyszy czy też ich nie przyjmuje do siebie, zwraca się tajemniczy jeździec do żołnierzy:
- No i co tam słychać, moje pitulinki?
Po głosie i sposobie zagajenia rozmowy poznano jeźdźca. Padają odpowiedzi:
- Do … z taką wojną! Myśmy na taką wojnę się nie godzili. Wojować każą, a wypocząć ani wyspać się nie dadzą. A dziewczynki to nawet na lekarstwo nie ma! Maszeruj, bracie, na deszczu, ciesz się i śpiewaj, choć Deszczna nos i  za kołnierz leje. Jeść się chce, kiszki marsza grają, a z głodu nawet… się nie można!
- Nie jęczcie, obywatele! – odzywa się jeździec. – Ja także jestem głodny, a nie narzekam.
- To nic dziwnego – ktoś oświadcza – Obywatel doktor przyzwyczajony do tego z cywila, a my nie!
Odpowiedź zaimponowała snadź rozmówcy, bo nie replikował już na nią. Na zakończenie, chcąc wiedzieć widocznie, z kim „miał honor”, pyta:
- Która to kompania?
- Czwarta - brzmi odpowiedź
- Niech was cholera weźmie! – ulży sobie ostatecznie doktor „o długiej brodzie, kręconych wąsiskach” i znika prędko w ciemnościach.

 

Anegdotę zaczerpnąłem ze wspomnień Jana Pudełka pod tytułem „W drużynie Komendanta”. Dariusz Nowiński

Ostatnio zmieniany środa, 28 marzec 2012 00:30

Media

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version