Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

01 Paź

Jak nie pisać o Wieniawie...

Nazwisko Romualda Romańskiego niewiele mówi osobom interesującym się historią dwudziestolecia międzywojennego czy postaciami owego okresu. Natomiast gdyby o tego autora zapytać miłośników historii Polski z okresu opisywanego przez Henryka Sienkiewicza w „Trylogii” usłyszeć by można wiele pochlebnych słów. Szkoda, że tak znane wydawnictwo jak „Bellona”, nie zastanowiło się czy warto wydawać kolejną pozycję o generale dywizji Bolesławie Wianiawa-Długoszowskim autorstwa doktora historii specjalizującego się w siedemnastowiecznej historii Polski.

5341

Odnalezienie wspólnych cech łączących sienkiewiczowskiego Kmicica z „bożyszczem Polek” to zbyt mało na dobrą książkę o tym drugim. Książka niezbyt dużego formatu (nieomalże pocket book), o niewielkiej objętości (206 stron) wyszła w nieformalnej serii poświęconej latom 1918-1939, której dotychczasowymi pozycjami były te napisane przez Stanisława Kopera. Łączy je wspólna szata graficzna okładek i popularna treść nie siląca się nawet o pozory naukowości. 

Jako miłośnik postaci generała Wieniawa-Długoszowskiego ucieszyłem się, gdy wśród zapowiedzi wydawniczych Bellony ukazała się pozycja poświęcona jego osobie. Światełko ostrzegawcze zapaliło się, gdy o poziomie książki (jeszcze przed jej premierą) wypowiedział się jeden z autorów mający na swym koncie pracę o tej samej osobie. Wstrzymałem się z zakupem i wypożyczyłem książkę z biblioteki. Na jej przeczytanie poświęciłem jeden wieczór i odetchnąłem z ulgą. Zaoszczędziłem pieniądze, które przeznaczę na bardziej wartościową pozycję.

   Książka „Generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Polityk czy lew salonowy?” podzielona jest na siedem rozdziałów. Pierwszy z nich opowiada o ostatnich latach życia ambasadora RP w Rzymie, poczynając od wybuchu II wojny światowej. Kolejne ułożone są w chronologicznej kolejności i opisują przebieg życia adiutanta Józefa Piłsudskiego. Trudno doszukać się w nich odkrywczych stwierdzeń, skoro autor oparł się na najbardziej znanych pozycjach książkowych, które ukazały się do tej pory. Wśród nich znajdziemy wspomnienia samego Wieniawy, prace Mariusza Wołosa, Tadeusza Wittina, Mariusza Urbanka, wspomnienia Aleksandry Piłsudskiej, Mariana Romeyki, Mieczysława Lepeckiego oraz opracowania dotyczące Marszałka autorstwa Wacława Jędrzejewicza (trudno zgadnąć dlaczego wydanie londyńskie z 1977 r., a nie to wspólne z Januszem Ciskiem) oraz Andrzeja Garlickiego. Uzupełnia bibliografię jedna z pozycji Sławomira Kopera.

   Dopóki autor porusza zagadnienia niewymagające zbyt dużej wiedzy wojskowej, to poziom jego narracji jest jeszcze do strawienia. Wraz z rozpoczęciem opisu jego kariery strzeleckiej, a potem wojskowej dowiedzieć się można wielu rzeczy zaskakujących. A raczej porażających. Lista błędów jest bardzo długa. Wykazuje całkowitą ignorancję autora, jeśli chodzi o znajomość historii polskiego ruchu strzeleckiego oraz dziejów Wojska Polskiego w II RP.

   Zastanawiające jest jak książkę do druku dopuścili w takiej formie redaktorzy wydawnictwa Bellona. Czy sami wyłowili część błędów i je usunęli czy też nie dostrzegli tego, co widzi każdy, kto choć trochę interesuje się tą tematyką?

   Aby nie być gołosłownym częściowa lista najbardziej rzucających się w oczy błędów.

Na str. 45 autor pisze, że Długoszowski w Paryżu przyjaźnił się z radzieckim pisarzem Ilią Erenburgiem. Ciekaw jestem czy sam Erenburg wiedział w stolicy Francji o swej „radzieckości”? Kilka stron dalej stwierdza, że nielegalny Związek Walki Czynnej przekształcił się w legalny Związek Strzelecki. ZWC nie przekształcił się w ZS, ale działał dalej, jako tajna struktura. Na tej samej stronie autor snuje dywagacje o podziale terytorialnym Związku Strzeleckiego, które nie mają żądnego uzasadnienia.  Dyskutować można, czy kapitan Rybak był oficerem wywiadu niskiego szczebla, ale faktu utworzenia Pierwszej Kompanii Kadrowej w dniu 3 sierpnia 1914 r. nie neguje nikt. Poza Romualdem Romańskim, który datuje jej powołanie na 4/5 sierpnia. Dowódcą kompanii według autora był Jak Kruszewski ps. „Kruk”, który w Michałowicach miał wypowiedzieć Rosji wojnę. W czasie swego pobytu w Moskwie w 1918 r. rzekomo miał odrzucać propozycje finansowego wsparcia POW przez szefa Francuskiej Misji Wojskowej. Rady w tym zakresie miał dawać Józef Piłsudski, więziony wówczas, jak wiemy, w Magdeburgu. Ciekawostką jest także wyznanie, jakie przyjął Wieniawa po to, by wziąć ślub ze swą drugą żoną. Otóż został… ewangelistą reformowanym. Kolejny kwiatek to opis działań pułkownika Wieniawy-Długoszowskiego w dniu 11 maja 1926 r. Po manifestacjach na Krakowskim Przedmieściu, gdzie zatamowano ruch bohater książki miał być aresztowany przez… Ministerstwo Obrony Narodowej. Dzień później przejścia przez most na Wiśle mieli blokować Marszałkowi elewi (sic!) Szkoły Oficerskiej. W czasie wydarzeń majowych pułkiem lotniczym zaczął dowodzić rzekomo Ludwik Rajski. Dlaczego major rezerwy, będący weterynarzem, miał objąć pułk lotniczy tego autor nie wyjaśnia. Bo tego, że oficer nazywał się Ludomił Rayski, zapewne nie wie.

   Według mnie wszelkie inne potknięcia i „wielbłądy” bije na głowę zacytowany tekst: „Nie zgodził się również na proponowane awanse, wywalczył jedynie to, na czym naprawdę mu zależało, a mianowicie dowództwo nad 1 szwadronem szwoleżerów pułku im. Józefa Piłsudskiego”.

Wielokrotnie autor stawia niezwykle dyskusyjną tezę, że Wieniawa bronił się przed awansami, którymi chciał go obsypywać Marszałek. Prześledzenie przebiegu służby „ulubieńca Cezara” nie daje podstaw do zaakceptowania stanowiska prezentowanego przez twórcę książki.

Gdybym miał dokonać recenzji tej pozycji za pomocą słów piosenki, to zaczerpnąłbym cytat z repertuaru „Republiki”:

„Ta piosenka jest pisana dla pieniędzy,

Ta piosenka jest nagrana dla pieniędzy”


Dariusz Nowiński

Ostatnio zmieniany piątek, 30 marzec 2012 21:46

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version