Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

29 Kwi

Oficerowie i dżentelmeni, czyli o równych poetom

W ubiegłym roku na rynku wydawniczym pojawiła się książka Piotra Jaźwińskiego „Oficerowie i dżentelmeni. Życie prywatne i służbowe kawalerzystów Drugiej Rzeczypospolitej”. Jest to drugie wydanie tej pozycji, która w 2010 r. wydana została przez wydawnictwo „Tetragon” pod tytułem „Koń, koniak i kobiety. Tradycje i zwyczaje oficerów kawalerii II Rzeczypospolitej.

Obecna edycja sygnowana jest przez ww. wydawnictwo oraz Instytut wydawniczy ERICA. W stosunku do pierwszego wydania książkę uzupełniono o kilka stron tekstu i około dwudziestu zdjęć.

Książka powstała w oparciu o pracę magisterską pisaną pod kierunkiem prof. Pawła Wieczorkiewicza, a po jego śmierci prof. Jerzego Eislera. Trudno orzec jaki wpływ mieli promotorzy na ostateczny kształt pracy, ale bez wątpienia wybór tematu był niezwykle trafny z punktu widzenia popularyzacji kawalerii. Choć i obecnie w Wojsku Polskim znajdują się jednostki bezpośrednio nawiązujące nazewnictwem i dziedziczonymi tradycjami do jazdy polskiej (dywizje i brygady kawalerii pancernej oraz brygada kawalerii powietrznej), to nader trudno uznać, że kultywowana w nich jest bezpośrednio tradycja kawaleryjska II RP. Czasy zupełnie inne, konie zastąpiły czołgi i śmigłowce, lance odeszły w zapomnienie, a szabli używają nieliczni i tylko w uroczystych wystąpieniach.

Brak mi wiedzy czy współcześni oficerowie wiedzą jak należy pić koniak, a o ich stosunku do kobiet wolę zmilczeć. Być może w tych trzech obszarach nastąpiłaby zmiana, gdyby każdemu adeptowi szkoły oficerskiej przygotowującej do służby we współczesnej kawalerii polecić przeczytanie omawianej pozycji.

   Książka liczy 369 stron, w miękkich okładkach ze skrzydełkami. Jednak jakość papieru, na którym została wydana, pozostawia trochę do życzenia. Nieodparcie nasuwa się na myśl, że to wydanie nastawione jest głównie na masowego odbiorcę, a ograniczenie kosztów ze strony wydawnictwa ma dać spodziewany zysk. Pozytywnie wyróżnia ją skorowidz nazwisk, przypisy i bibliografia, w oparciu o którą powstała. Podzielona jest na siedem rozdziałów i zakończenie. Przekrojowo omawiają one cały ciąg wydarzeń, które najpierw doprowadzają do wstąpienie w szeregi kandydatów do szkoły oficerskiej, okres szkolenia, a następnie służby w tej najbardziej popularnej broni. Towarzyszą temu opisy życia codziennego, zarówno te stanowiące powód do dumy, jak i te mniej przyjemne, ale towarzyszące znacznej części oficerów, jak choćby ciężkie warunki materialne na starcie służby oficerskiej. Przewijają się przez strony książki liczne i znane postacie, jak choćby gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Franciszek Skibiński czy Konstanty Plisowski.

   Znaczną część wydawnictwa stanowią cytaty z wspomnień oficerów. Najbardziej obficie korzysta autor ze wspomnień Grzegorza Cydzika „Ułani, ułani…” oraz Franciszka Skibińskiego „Ułańska młodość”. Nie brak tu także innych, mniej znanych retrospekcji, publikowanych chociażby w „Przeglądzie Kawalerii i Broni Pancernej” ukazującym się w Londynie. Barwne opisy wydarzeń, często dotyczące humorystyczny sytuacji, powodują, że lekturę czyta się przyjemnie i szybko. Ponieważ książka nie jest przeładowana faktami stanowi znakomitą lekturę dla osób, które czegoś nowego o kawalerii chcą się dowiedzieć, a do tej pory nie miały okazji.

   Pierwszy rozdział dotyczy organizacji i uzbrojenia kawalerii. Tu czytelnik znajdzie najwięcej informacji o charakterze merytorycznym. Omawiane są bowiem koncepcje wykorzystania i organizacji tej broni, a nie brakuje także cytatów z dyskusji dotyczącej uzbrojenia jej m.in. w lance.

   Drugi z rozdziałów dotyczy kwestii tradycji kawalerii. Omówiono w nim pokrótce dzieje każdego z czterdziestu pułków kawalerii, z których część tradycjami sięga drugiej połowy XVIII wieku. Czytelnik dowiedzieć może się także czym różnił się szwoleżer, od ułana czy strzelca konnego.

   Następny rozdział opowiada o rodowodzie oficerów w początkach tworzenia kawalerii II RP. Z racji ilości najwięcej było „prawosławnych” (oficerów b. armii rosyjskiej) i „awstryjców” czyli tych wywodzących się z c. i k. armii. Wiele powiedziano także o ich mentalności i bolączkach związanych ze słabą znajomością języka polskiego. Co zastanawiające, praktycznie brak jest odniesienia do znaczącej przecież w kawalerii II RP liczby oficerów o rodowodzie legionowym. To właśnie oni byli prekursorami cywilizowanego podejścia do szeregowych kawalerzystów, których traktowano jako młodszych, wymagających opieki towarzyszy broni. Przy często podkreślanym właśnie takim traktowaniu ułanów, brak odniesienia do tradycji, z której to się zrodziło traktować należy jako ewidentne niedociągnięcie.

   Kolejny z rozdziałów poświęcony jest w dużej części żurawiejkom, czyli tradycyjnym przyśpiewkom, których każdy z pułków kawalerii posiadał przynajmniej kilka. Charakteryzowały one w zwięzły, a często również złośliwy sposób pułk lub wydarzenie z jego historii, które zapadło szczególnie w pamięć. Tym różniła się również kawaleria od piechoty. Oprócz tego znaczną część rozdziału zajmuje sprawa „cukania” młodych podchorążych, którzy dzięki temu już w szkole przechodzili znakomity trening orientacji, szybkości reakcji i traktowania wielu uciążliwości z humorem. Przy okazji widać, jak „cuk” różnił się od niedawnej jeszcze w wojsku „fali’.

   Piąty rozdział traktuje o służbie oficera. Służbie, a nie pracy. Bo bycie oficerem w II RP było powołaniem. Nikt nie szedł wtedy rano” do firmy”, a na służbę. To właśnie tutaj opisane są koszty, które musiał ponosić młody podporucznik, aby wyposażyć się na starcie swej oficerskiej kariery. W przeciwieństwie do obecnej armii nikt oficerowi nie fundował pistoletu, lornetki czy siodła końskiego. W tej części zapoznać się także można z przebiegiem dnia służby oficerskiej, zarówno tego powszedniego, jak i świątecznego.

   Sport i zabawa to tematyka szóstego rozdziału. Przyglądając się zdjęciom kadry oficerskiej dowolnego pułku kawalerii trudno znaleźć tam oficerów, których wygląd wskazywałby na rzadkie odchodzenie od biurka. Biorąc pod uwagę fakt, że młody oficer większość ćwiczeń musiał sam najpierw zaprezentować swoim podwładnym, że obligowany określoną tradycją, często uczestniczył w zawodach hippicznych nie dziwi fakt ich wysokiej prawności fizycznej. Także słynne kawaleryjskie życie łatwiej było znosić mając ciało przygotowane do wysiłku. Dlatego też dbałość o formę nigdy nie była na ostatnim miejscu w hierarchii ważności oficerów kawalerii.

   Dbałość o honor zarówno własny jak i jednostki, w której się służyło to jedno z najważniejszych przykazań dla każdego kawalerzysty. Niehonorowe zachowanie w najlepszym przypadku kończyło się wydaleniem z pułku, a najczęściej oznaczało pożegnanie z wojskiem na zawsze. Z obroną honoru nieodłącznie wiązały się pojedynki. Oficjalnie zabronione, ale jakże częste. To właśnie w tym rozdziale znalazłem jedną z niewielu informacji, które stanowiły dla mnie nowość. Były nią „pistolety Wieniawy”. Nie będę zdradzał czym się charakteryzowały, odsyłam do lektury. Śmierć żołnierza, to wydarzenie, które jest naturalne w czasie wojny, Jednak w czasie pokoju stanowiło to zjawisko nieczęste, a przez to znajdowało odzwierciedlenie w formie pożegnania zmarłego. Tu kawaleria miała także swoje odrębne zwyczaje.

   Ostatni rozdział dotyczy trzech „K” czyli konia, koniaku i kobiet. Jak mówią słowa piosenki ułożonej przez sławnego adiutanta Komendanta:

„Bo serce ułana,

Gdy położysz je na dłoń,

Na pierwszym miejscu panna,

Przed panną tylko …koń”

Tej kolejności nie ma się co dziwić. Z koniem kawalerzysta spędzał znaczną część swoich żołnierskich dni. Z kobietą powinien żenić się jak najpóźniej i jak najrzadziej. Nic więc niezwykłego nie ma w tym, że młodym oficerom częściej przychodziło wymawiać imię swego wiernego towarzysza służby niż imię ukochanej.

   Kończąc recenzję należy powtórzyć, że książka ta stanowi znakomitą pozycję dla osób, które chcą dowiedzieć się z czego wynikała fascynacja kawalerią i jej odradzającą się coraz częściej tradycją, przejawiającą się chociażby w powstawaniu grup rekonstrukcji historycznych. Osoby lepiej zapoznane z tematyką znajda tu niewiele nowego, choć zapewne część wspomnień mogło być dla nich niedostępne. Z kilkom stwierdzeniami autora zgodzić się nie można. Jednym z nich jest chociażby to, że przed wojną ciężko było awansować powyżej stopnia porucznika czy inne dotyczące wymogu posiadania stopnia rotmistrza, aby ubiegać się o przyjęcie do Wyższej Szkoły Wojennej. To ostatnie tym bardziej dziwne, że często cytowany przez autora Grzegorz Cydzik, do WSWoj. dostał się właśnie jako porucznik i w swych wspomnieniach jasno określa kryteria, którym musiał odpowiadać kandydat. Lekko ocenę obniżają też nieliczne błędy literowe i opuszczenia, które znalazłem w omawianej książce.

   I na koniec jeszcze jedno wyjaśnienie odnoszące się do tytułu recenzji. Według przywoływanego już przeze mnie gen. Wieniawy-Długoszowskiego prawdziwie niepodległemu mężczyźnie przystoją tylko dwa zawody: kawalerzysty bądź poety. Wnikając głębiej w te rozważania można stwierdzić, że obie te profesje mają wiele cech wspólnych. Fantazja i kreatywność nie są jedynymi.

 

Dariusz Nowiński


Ogólna ocena : 7/10
 
Plusy:
  • - tematyka
  • - liczne cytaty,
  • - lekkość narracji,
  • - indeks nazwisko i bibliografia,
  • - przypisy
Minusy:
  • - papier, na którym została wydana książka
  • - jakość zdjęć,
  • - brak innowacyjności w podejściu do tematu

Informacje o publikacji:
Autor: Piotr Jaźwiński
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica , Wrzesień 2011
ISBN: 978-83-62329-33-5
Liczba stron: 376
Wymiary: 140 x 205 mm
Ostatnio zmieniany poniedziałek, 30 kwiecień 2012 15:50

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version